Fortepiany - sample czy modelowanie?

Dotąd nie przykładałem jakiejś szczególnej wagi do brzmienia fortepianów w moich nagraniach - nie jestem pianistą, a od lat moje w sumie niewielkie potrzeby zaspokajał Pianoteq, czyli fortepian modelowany. Tu i ówdzie spotykam się jednak z opinią, że "nie ma to jak fortepian samplowany", a modelowane fortepiany zawsze będą brzmieć gorzej. Podobnego zdania był także jeden z Czytelników, który zdecydowanie odrzucił brzmienie Pianoteq 6, a obecnie ma dylemat, czy wersja dziewiąta wreszcie dojrzała na tyle, by zmierzyć się z samplowaną elitą.

Niestety, samplowanej elity nie mam zbyt licznej, bo - jako się rzekło - mnie akurat Pianoteq w zupełności odpowiada, więc i nie czułem potrzeby inwestowania w tę grupę instrumentów. No, ale i mnie zaczęła drążyć wątpliwość, czy aby faktycznie sample nie są dużo lepsze, a różnica - drastyczna i jasno słyszalna. Tylko - jak to sprawdzić? Postanowiłem zagrać w grę.

Ślepy test - jedyna droga

Podumawszy chwilę oceniłem, że najprościej będzie nagrać ten sam plik MIDI, pochodzący z MAESTRO DataSet, za pomocą wszystkich posiadanych przeze mnie bibliotek fortepianowych (no, prawie wszystkich - powiedzmy: wszystkich znaczących). Wynikowym plikom nadam nazwy kodowe, żeby nie było widać, który plik pochodzi z jakiego instrumentu, zaś informację o powiązaniu kodu z instrumentem zachowam sobie osobno do późniejszego sprawdzenia. Na swoje potrzeby zrobiłem to po prostu w Reaperze, korzystając ze skryptu lua do losowego nadawania nazw ścieżkom, zaś na potrzeby tego posta po prostu zrobiłem losowanie ręcznie.

Ślepy test ma tę zaletę, że nie możemy oszukać samych siebie. Słuchamy i wydajemy werdykt w oparciu o to, co faktycznie słyszymy, a nie, co chcemy słyszeć albo co wydaje nam się, że słyszymy. Oczywiście, trzeba być uczciwym i nie zaglądać najpierw do rozwiązania.

Żeby wymaganiom licencyjnym stało się zadość, użyłem "Etiudy c-moll nr 12, op. 10" Fryderyka Chopina zgodnie z MAESTRO Dataset — Creative Commons BY-NC-SA 4.0.

Jak używać?

Pliki z nazwami kodowymi (numery 01-09) umieściłem w archiwum zip do pobrania, a w osobnym pliku umieściłem rozwiązanie, czyli przypisanie numeru 01-09 do konkretnych instrumentów VST.

Trzeba zatem pobrać archiwum, rozpakować je gdzieś na swoim dysku i przesłuchać kolejno wszystkie dziewięć plików wav, oceniając jakość i typując nazwy instrumentów. Potem porównujemy nasze typy z rozwiązaniem i już wiemy, ile fortepianów odgadliśmy prawidłowo, a ile nie.

W teście użyłem następujących instrumentów (tu kolejność alfabetyczna, nie odpowiada kolejności nagrań):

  • Alicia Keys Piano Big Concert Hall (sample)
  • Arturia Piano V3 Japanese Classical Clean (modelowany)
  • Noire Pure (sample)
  • Pianoteq Grand Steinway D (New York) Classical Recording (modelowany)
  • Pianoteq Shigeru Kawai SK-EX Classical Recording (modelowany)
  • The Giant (sample)
  • The Grandeur (sample)
  • UVI Grand Piano D (sample)
  • Vienna Symphonic Library Synchron Fazioli 308 Player (sample)

Brak fortepianów Ivory II czy Garritan CFX, ale myślę, że zarówno Noire, jak i VSL Fazioli 308 dzielnie spełniają rolę fortepianów z wyższej półki.

Założenia techniczne

Wszystkie pliki były renderowane bezpośrednio z DAW do formatu wav 24-bit i są znormalizowane do mniej więcej -15LUFS, aby głośność nie wypływała na ocenę jakości (wiadomo, że zwykle oceniamy nagranie głośniejsze jako "lepsze").

Wszystkie instrumenty nagrałem z ich własną konfiguracją, tak, jak są dostarczane przez producenta. Nie był stosowany zewnętrzny pogłos, ale też nie starałem się na siłę wyłączać wbudowanych pogłosów samych instrumentów. Grają tak, jak je zaprogramowali twórcy - im w końcu powinno najbardziej zależeć, żeby było to brzmienie przynajmniej przyzwoite. Czy to dobre rozwiązanie? Nie wiem, ale nie wpadłem na nic lepszego. Alternatywą było maksymalne wycięcie wszystkich efektów, w tym pogłosu i zastosowanie jakiegoś pogłosu zewnętrznego, np. Seventh Heaven od LiquidSonic. No, właśnie, ale dlaczego akurat ten? Może FabFilter Pro-R2? Albo Blackhole Immersive? I jak duży pogłos ustawić?

Poza tym fortepiany samplowane zawsze będą miały troszeczkę naturalnego pogłosu, bo w końcu nagrywano instrument akustyczny w jakiejś przestrzeni - z kolei fortepiany modelowane można "osuszyć" praktycznie do zera i przez to staną się bardzo wyraźnie odróżnialne. Ostatecznie myślę zatem, że zostawienie stanu "z pudełka" nie jest rozwiązaniem tragicznym.

Dlaczego jednak zdecydowałem się na niewygodne pliki wav, archiwum zip i plik tekstowy? Przede wszystkim z powodów jakościowych - ocenianie brzmienia fortepianów na takim poziomie, gdy liczą się tak naprawdę niuanse, na podstawie skompresowanego audio (mp3 lub YouTube) nie ma dużego sensu. Mógłbym wrzucić te pliki na mojego BandCampa, ale do dokładnych porównań i tak by trzeba te pliki pobrać lokalnie, a i nagrania wrzucane na BandCamp są jakoś "procesowane", więc... W archiwum macie pliki wav praktycznie prosto z wirtualnych instrumentów, bez kompresji i chyba tyle powinno wystarczyć.

Wyniki

Nie wiem, jak Wasze wyniki, ja nie odgadłem całej stawki. Byłem w stanie wskazać Arturię i UVI, ale cała reszta była już trochę na zasadzie strzelania, to znaczy, niektóre trafiłem, a niektóre nie. Najbardziej "na ślepo" spodobał mi się (jak się okazało) Grand Steinway D od Pianoteq (którego mylnie oznaczyłem jako Shigeru Kawai), po przeciwnej stronie znalazł się Fazioli od VSL(!), który "na ślepo" wcale mi się nie spodobał.

Uf, na szczęście to wszystko tylko zabawa, ciekawostka, żeby sprawdzić, na ile jesteśmy w stanie faktycznie cokolwiek rozpoznać.

Moim prywatnym zdaniem, fortepiany wirtualne na dzisiejszym poziomie są już tak wysoko, że właśnie zastosowany pogłos, jego jakość i ustawienia mają większy wpływ na jakość dźwięku niż to, czy źródłem są sample czy model matematyczny. I jeśli ktoś nie gra czynnie na instrumencie, to dobry pogłos naprawdę "robi różnicę".

Co innego pianiści, który przede wszystkim wymagają precyzji, szybkiej reakcji (czyli niskiej latencji) i dużej dynamiki. Pod tym względem Pianoteq i fortepiany od VSL są obecnie na topie - a wniosek ten wyciągam po pierwsze z własnych obserwacji, a po drugie po przejrzeniu naprawdę wielu testów i zapoznaniu się z opiniami wielu osób, głównie pianistów.

Ale - nie oznacza to, że tylko VSL i tylko Pianoteq się liczą. Tak naprawdę przy doborze wirtualnego fortepianu liczy się wyłącznie... własny gust i oczekiwania. Nikt nam nie wmówi, że coś się nam podoba, jeśli się nie podoba, a gra na instrumencie przecież ma sprawiać przyjemność!

Komentarze

  1. Wielkie brawa za przeprowadzony test i nade wszystko rendering do plików finalnych w formacie wav! Właście ściągam i za chwilę zabiorę się za przesłuchanie.
    (Słuchawki Neumann HD 30, głośniki Neumann KH 80 DSP, interfejs audio Arturia AudioFuse Studio - wszak jakość toru audio w takim teście też ma niebagatelne znaczenie).
    Szkoda jedynie, że zabrakło właśnie Garritana, Embertone Walkera i Yamahy od Spectrasonics Keyscape (wszystkie trzy bardzo chwalone na forach), oraz VI Labs Model D (oparte na silniku UVI), ale rozumiem, że nie były dostępne.
    Ciekawym, jak moje ucho oceni ślepy test, za który zresztą bardzo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety, ani Garritana, ani Embertone, ani Keyscape nie posiadam i szczerze mówiąc, mając cały zbiór modeli do Pianoteq + VSL Fazioli, nie sądzę, bym ich potrzebował. Fazioli zresztą włączyłem w to porównanie z pewnym wahaniem, bo zdecydowana większość to emulacje Steinwaya D (zdecydowanie najpopularniejszy model). Stąd pewnie akurat ten fortepian zdecydowanie różni się od pozostałych - osobiście nie jestem fanem, a mam go, bo był chwalony i to jedna z niewielu wirtualnych wersji Fazioli obecnie. Marka staje się popularna ostatnimi laty, więc tak bardziej z ciekawości po niego sięgnąłem. Jest, rzecz jasna, świetny, ale to chyba nie moje klimaty :)

      Usuń
  2. Jestem już po wnikliwych odsłuchach i - nie będę tego ukrywał - w niemałym szoku. Pominę fakt, że odgadłem ledwie mniej niż połowę prezentowanych modeli fortepianów...
    I tak w największym skrócie. W moim odczuciu najlepiej i najpełniej brzmi ... Shigeru Kawai SK-EX od Modartt! Bardzo mi się także podoba - o dziwo - dźwięk The Grandeur od Native Instruments. Natomiast na drugim (negatywnym) biegunie - oczywiście w moim subiektywnym odczuciu - znajduje się The Giant (zarówno sam dźwięk jak i ogólnie pojęta "mechanika" mnie nie przekonują, poza tym basy posiadają jakąś nienaturalną, specyficzną barwę), oraz - i tu szok największy - Vienna Symphonic Library Synchron Fazioli 308 Player. Instrument od VSL - i tu się muszę w pełni zgodzić - brzmi najgorzej z całej stawki.
    Osobiście testowałem samplowany model Fazioli od Native Instruments (Claire) i byłem nim zachwycony, więc to raczej nie "wina" samego producenta, tym bardziej, że marka Fazioli jest bardzo popularna i ceniona.
    Zresztą Pianoverse Gran Concerto 278 od IK Multimedia (Fazioli F278), także brzmiał bardzo dobrze i nie odstawał od Claire.
    Jeśli mogę dopytać - jaka to konkretnie jest wersja? Bo na stronie VSL są prezentowane biblioteki - Standard oraz Extended (Full) Library. Ile mikrofonów - w tym zastosowanym fabrycznym presecie - "zbierało" dźwięk instrumentu, ewentualne jego otoczenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Aż żałuję, że do zestawienia nie wrzuciłem Pianoteq Bösendorfer 280VC, jestem ciekaw opinii (na GadesTester są już zrobione nim nagrania). Jak dla mnie to idealne brzmienie fortepianu - nie tak jasne jak Kawai, ale też bardzo pełne i ciepłe.
      Co do Fazioli 308 - niestety, mam najprostszą wersję, która ma tylko dwie ścieżki miksów: room i close. Do testu wybrałem preset Player, który jest mieszanką obu i wypadał (moim zdaniem) najlepiej z kilku dostępnych gotowych presetów. Nie wyłączałem też wbudowanego pogłosu, bo takie były założenia testu: bazuję na tym, co przygotował producent. Wierzę, że w wersji Full da się wybrać taki miks (zestaw mikrofonów) i dodatkowo może zastosować zewnętrzny pogłos zamiast wbudowanego, żeby ten fortepian brzmiał rewelacyjnie, ale raczej się o tym nie przekonam, bo nie dam 600 euro za brzmienie fortepianu, mając Kawai i Bösendorfera w Pianoteq ;)

      Usuń
  3. Fortepian Bösendorfer to rzeczywiście niemal król instrumentów tego rodzaju - pełny zakres tonalny zawarty w ośmiu oktawach, dodatkowe interwały basowe (łącznie 97 klawiszy), rzeczywiście ciekawe, jak by się zaprezentował na tle pozostałych konkurentów, aczkolwiek wszystkie atuty jego brzmienia moźna by wyeksponować dopiero za pomocą dedykowanych na tenże instrument kompozycji Ravela, Bártoka czy Debussy'ego.
    Co zaś się tyczy fortepianu Fazioli w wydaniu VSL, to przypuszczam, iż jednak byłby w stanie zaprezentować się zdecydowanie korzystniej przy udziale wielu ujęć mikrofonowych. Podejrzewam, że w przypadku wykorzystania nastaw typu surround można byłoby nawet zrezygnować z użycia wtyczkek pogłosowych.
    Warto też przy tej okazji nadmienić, iż ogólna ocena brzmienia poszczególnych fortepianów jest także zależna od osobistych preferencji grającego muzyka lub słuchacza - melomana.
    Mnie osobiście bardziej odpowiada brzmienie jasne i klarowne, stąd pewnie jednoznaczne wskazanie na model Kawai od Modartt Pianoteq, jednakowoż nie brakuje także fanów ciemnych, mglistych brzmień zawartych w danej wtyczce czy programie - przykładowo pakietu fortepianów od EastWest Quantum Leap Pianos, które to właśnie charakteryzują się tego typu kolorytem.
    W każdym bądź razie - test bardzo przydatny i niezwykle pouczający.
    Prosimy o więcej tego typu wpisów. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko sprostuję, że w Pianoteq jest dostępna wersja 280VC Bösendorfera, czyli jest to "zwykły" Vienna Concert, a nie Imperial, czyli model 290. I fakt, że Imperial musi dostać odpowiednią kompozycję, aby wykorzystać swój ponadnormatywny zakres - chociaż wiadomo, że rozmiar też robi swoje, bo im dłuższe struny i większe pudło, tym lepsze strojenie i pełniejsze brzmienie. Z tego, co mi wiadomo, jedyne wirtualne Imperiale to Synchron Bösendorfer Imperial od VSL i Ivory II Bösendorfer 290 Imperial Grand.
      Z tym, że ocena każdego wirtualnego instrumentu zależy od odbiorcy, w pełni się zgadzam. Różne są gusta, różne potrzeby i różne wymagania, dlatego stronię od robienia "obiektywnych" rankingów i zawsze zaznaczam, że ewentualne prezentowane na blogu rankingi dotyczą wyłącznie moich wrażeń, więc są czysto subiektywne. Poza tym bardzo dużo zależy nie tyle od brzmienia, co od konfiguracji: doboru ujęć mikrofonowych, zastosowanego pogłosu, umiejscowienia w miksie i tak dalej.
      Niemniej jestem ciekaw, czy Pianoteq wypuści kiedyś jakiś model Fazioli - ciekawe, czy jego dotychczasowy brak wynika z jakichś animozji albo zastrzeżeń samej firmy Fazioli (np. nie chce być w tym samym instrumencie wirtualnym, co Steinway albo Bösendorfer)?

      Usuń
    2. A, znalazłem jeszcze PSound Gran Coda Fazioli F278 - jedyny na rynku wirtualny fortepian Fazioli oficjalnie autoryzowany przez producenta po testach laboratoryjnych (tak się przynajmniej chwali PSound). Sam Gran Coda Fazioli F278 działa w ramach UVI Workstation, a nie Kontakta, co jest w sumie pewną ciekawostką. Instrument w pełni samplowany i to w siedzibie firmy Fazioli pod nadzorem jej techników, więc jeśli któryś model Fazioli ma być wierny oryginałowi, to chyba właśnie ten :)

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za te niezwykle cenne wskazówki i wyjaśnienia. Trzeba będzie się zainteresować tym Gran Coda. Niestety na oficjalnej stronie PSound nie mogę się doszukać informacji zarówno co do "wagi" sampli jak i ilości warstw velocity na interwał.
    Niemniej ciekawa ta wzmianka tycząca autoryzacji udzielonej przez samą firmę Fazioli.
    A tak na marginesie - IK Multimedia oferuje nieco skromniejszego Bösendorfera 280 Vienna Concert (Black Diamond B280).
    I jeszcze jedno pytanie (obiecuję, że ostatnie i już nie będę niepokoił w tym wątku), które ciągle zapominam zadać, a pojawiło się podczas czytania wpisu - czy optymalizację głośności w skali LUFS trzeba ustawiać ręcznie, czy też są już stosowne wtyczki, które - tak jak czynią to dobrej klasy limitery - z wyprzedzeniem analizują sygnał i samoczynnie automatyzują proces wyrównywania głośności poszczególnych tracków? I wreszcie - dlaczego obecnie stosuje się skalę LUFS a nie stary, poczciwy acz nader skuteczny K-System od Boba Katza, którego do dziś sam mistrz masteringu propaguje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PSound nie udostępnia bardziej szczegółowych danych, internet także milczy na ten temat, trudno zatem oceniać. Po samym rozmiarze biblioteki (10GB) niewiele można powiedzieć, bo nic nie wiadomo na temat ewentualnej liczby miksów mikrofonowych chociażby.
      LUFS i K-System służą trochę do czego innego. LUFS to pomiar odczuwalnej głośności dla całego materiału, przydatny na etapie masteringu i przygotowania materiału końcowego np. dla streamingu, CD, wideo itp. Daje wartości porównywalne w różnych systemach. Natomiast K-System służy bardziej do samej produkcji muzycznej i jest związany z kalibracją odsłuchu, zachowaniem odpowiedniego headroomu itd. Innymi słowy, aby pracować spójnie na etapie produkcji, warto mieć dobrze skalibrowany system odsłuchowy i stosować odpowiednie poziomy, natomiast gdy przechodzimy do przygotowania gotowego już nagrania dla konkretnego odbiorcy, który ma swoje wymagania, musimy dostarczyć mu materiał na odpowiednim poziomie głośności LUFS. Trochę jak przy fotografii - bawimy się plikami RAW, mając odpowiednio skalibrowany ekran czy drukarkę (etap produkcji, czyli odpowiednik K-System), natomiast jeśli klient powie, że mamy mu dać plik JPG w sRGB i rozmiarze do 300kB, to tak mu ostateczny obraz dostarczymy (czyli konwertujemy na odpowiedni format i ograniczamy do 300kB, odpowiednik np. mp3 z określonymi bitrate i głośnością LUFS).
      Więcej o LUFS pisałem np. w artykule "Głośność muzyki" - https://gadesound.blogspot.com/2020/12/gosnosc-muzyki.html

      Usuń
  5. P.S. Mam tu oczywiście na myśli materiał przygotowywany na płytę CD a nie do udostępniania na internetowych portalach i kanałach pokroju Spotify czy YouTube.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz