piątek, 31 lipca 2020

[T] SWAM Solo Woodwinds - drewniane dęciaki

Dzięki uprzejmości firmy Audio Modeling otrzymałem do testów na cały miesiąc pakiet Solo Woodwinds, czyli zestaw instrumentów dętych drewnianych, w skład którego wchodzą: obój, rożek angielski, klarnet (zwykły i basowy), fagot, kontrafagot, flet, flet altowy, flet basowy i piccolo. Jest to część modelowanych instrumentów, spośród których skrzypce i wiolonczelę z zadowoleniem użytkuję już od dłuższego czasu.

Krótkie wprowadzenie

W odróżnieniu od pakietu Strings, instrumenty dęte drewniane od Audio Modeling nie bazują wyłącznie na modelowaniu fizykalnym, ale też na łączeniu tej techniki z użyciem próbek (ale nie w klasycznym ujęciu, gdzie dla każdego dźwięku rejestrowanych jest mnóstwo sampli). W rezultacie całość zajmuje niecałych 400MB, zamiast gigabajtów, a dodatkowo poddaje się w miarę łatwo modyfikacjom wprowadzanym przez użytkownika.

I myślę, że to jest właśnie najciekawsze, bo dla każdego instrumentu otrzymujemy przynajmniej kilka (a czasem kilkanaście) wariantów brzmieniowych, z których można wybrać ten najlepiej nam pasujący. Dodatkowo - jako że dźwięk jest obliczany - nie ma problemu z uzyskaniem bardzo bliskiego, praktycznie pozbawionego pogłosu brzmienia, co swoją drogą wprawia początkowo w lekką konsternację, jako że instrumenty potrafią brzmieć niezbyt efektownie bez "doprawienia" ich jakimś ładnym pogłosem.

W kręgu moich zainteresowań był przede wszystkim pakiet Double Reeds, czyli aerofony dwustroikowe. Znajdziemy tu obój, rożek angielski, fagot i kontrafagot. Mnie osobiście chodziło o przetestowanie oboju i rożka angielskiego, bo bardzo lubię ich brzmienie. Pamiętam, że brzmieniem oboju "zaraził" mnie Tytus Wojnowicz, który swego czasu wydał bardzo przyjemną płytę "Tytus". Od czasu, gdy postanowiłem zgłębić komponowanie na orkiestrę, szukam wytrwale ładnego brzmienia wirtualnego oboju - wiem na pewno, że taki istnieje w Spitfire Albion One, ale i Nucleus ma się czym tutaj pochwalić. Za to Nucleus nie ma rożka angielskiego, nie ma go także Berlin Inspire 1, a ten instrument polubiłem ostatnio. Ma trochę podobne do oboju brzmienie, melancholijne i nadające się do prowadzenia jakiejś nostalgicznej melodii.

Instalacja

Po zainstalowaniu pakietu, co jest nieco kłopotliwe, bo każdą składową trzeba pobierać i instalować osobno, odpaliłem Reapera i zacząłem testy. Zrazu, jak pisałem wyżej, brzmienie mnie trochę rozczarowało przez swoją "suchość", ale dodałem nieco pogłosu za pomocą FabFilter Pro-R i już grało się dużo przyjemniej.

Nie w każdym instrumencie domyślne brzmienie okazywało się najładniejsze i musiałem nieco posprawdzać dostępne opcje, żeby wreszcie wszystko grało tak, jak tego chciałem. Od tego momentu jednak grałem i grałem, a było to prawie tak samo przyjemne, jak pierwszy kontakt z solowym brzmieniem skrzypiec od Audio Modeling.

Porównania

Gdy już nagrałem się do syta, zacząłem porównania. Załadowałem sobie do Cubase'a wszystkie modelowane instrumenty i zacząłem porównywać je do brzmień pochodzących z innych, dostępnych mi bibliotek. Wtedy dopiero się okazało, jakie duże różnice mogą istnieć w brzmieniach na pozór identycznych. Swoją drogą to bardzo ciekawe: słuchamy jakiejś frazy granej przez klarnet. Jesteśmy pewni, że to klarnet, bo brzmi jak klarnet. Ale przełączając się między bibliotekami okazuje się, że ten klarnet jest wszędzie inny! I to czasem diametralnie, mimo że ciągle brzmi jak klarnet i nie mamy problemu z jego identyfikacją. Podobnie z obojem, rożkiem i tak dalej.

Osobiście na czele ustawiłbym brzmienie z EastWest Hollywood Orchestra Gold, bo rzeczywiście są one świetne. Tyle tylko, że praktycznie nieużywalne z powodu kiepskiego interfejsu użytkownika i długich czasów ładowania. Potem dałbym miejsce na podium Nucleusowi, bo i brzmienie ma ładne, i gra się łatwo. Niestety, w brzmieniach solowych biblioteka ta ma braki, więc siłą rzeczy potrzebuje zamiennika (Berlin Inspire podobnie, ale ma jeszcze mniej solowych brzmień). I tutaj umieściłbym Double Reeds, bo rzeczywiście są bardzo dobre, działają błyskawicznie, dają się dostosować do konkretnych potrzeb i jeszcze umożliwiają wybór konkretnego brzmienia danego instrumentu.

Obsługa

Instrumenty od Audio Modeling mają bardzo zbliżony do siebie interfejs użytkownika. Jest on dość prosty i czytelny, choć przyznam, że część rzadziej używanych opcji przeniósłbym jednak na dodatkową kartę. Trochę irytuje fakt, że po załadowaniu instrumentu w programie DAW koniecznie trzeba poruszyć kontrolerem ekspresji, inaczej instrument pozostanie niemy (na szczęście wyświetla się stosowne okienko, które przypomina o tym obowiązku). Instrukcja wprost mówi, że bez kontrolera ekspresji instrumenty zwyczajnie NIE BĘDĄ działać w trybie gry na żywo i trzeba się z tym pogodzić.

Nie zaobserwowałem żadnych problemów z przywoływaniem ustawień po załadowaniu projektu do programu DAW, wszystko działało sprawnie i bez kłopotów, pod tym względem jest zatem wzorowo.

Krótkie podsumowanie

No cóż, okres testowania dobiega końca - mam naprawdę pozytywne wrażenia z tego czasu. Nadal uważam, że modelowanie to przyszłość, jeśli chodzi o wirtualne instrumenty, zwłaszcza takie, które mają "udawać" fizyczne odpowiedniki. Może jeszcze nie wszystko brzmi na 100% realnie, ale już na przykładzie skrzypiec (czyli SWAM Violin) udało mi się kilka osób "oszukać", że gra bardzo dobra wersja samplowana z jakiejś drogiej biblioteki - podobnie było z solówką graną na oboju z utworu poniżej. Oczywiście prawdziwy muzyk uzbrojony w porządny kontroler zagrałby to jeszcze lepiej, wystarczy posłuchać próbek w internecie, żeby się o tym przekonać. Potencjał jest wielki i ja zdecydowanie jestem zwolennikiem instrumentów od Audio Modeling. To solidny kawałek oprogramowania dla każdego muzyka szukającego brzmień orkiestrowych, a jego jedyną poważną wadą jest zabójcza cena. Gdybym tylko mógł sobie pozwolić już nawet nie na pełny pakiet Solo Woodwinds, ale choćby same Double Reeds, kupiłbym je i dziś. Pozostaje czekanie na Czarny Piątek albo świąteczne przeceny...

czwartek, 30 lipca 2020

Studio One i nagrywanie retrospektywne MIDI

Męczę ten temat i męczę, każdy niemal opis Studio One ma wytknięty brak nagrywania retrospektywnego. Kiedy zwracam uwagę na to niedociągnięcie DAWa od firmy PreSonus, zwłaszcza w polskiej części internetu rzadko znajduję zrozumienie. "Po co Ci to?", "Nie łatwiej włączyć nagrywanie?", "Czepiasz się" - to najczęstsze reakcje. To może spróbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, po co mi właściwie to całe nagrywanie retrospektywne?

W ogóle co to takiego?

Dla osób, które zastanawiają się, o czym ja właściwie piszę, krótkie wyjaśnienie. Mowa tu o funkcji, która nagrywa do bufora wszystko to, co muzyk robi ze swoim sterownikiem MIDI, np. klawiaturą. U mnie najczęściej wygląda to tak: siadam sobie przed pustym projektem, wrzucam jakiś instrument VST na ścieżkę i staram się uzyskać w nim brzmienie, jakie chodzi mi po głowie. Gram sobie przy tym różne frazy, które akurat "podejdą mi pod palce". No i czasem się zdarza, że dźwięk porywa, zaczyna prowadzić, biegnie gdzieś i gra się, gra... No, i chwila oprzytomnienia bywa nieprzyjemna - dlaczego TEGO NIE NAGRYWAŁEM?! To rzadkie momenty, zbyt rzadkie, by po prostu uzbrajać ścieżkę i ją stale nagrywać. Czasem też fajne rzeczy zdarza się zagrać już na późniejszym etapie, gdzie jesteśmy w środku utworu; normalne nagrywanie jest wtedy nieporęczne, bo możemy sobie coś nadpisać, poza tym grają inne ścieżki (trzeba by je wyciszyć) i tak dalej, i tak dalej.

Nagrywanie retrospektywne, zaimplementowane np. w Abletonie, Cubase czy FL Studio, rozwiązuje te dylematy. Program bowiem rejestruje "w tle", w dużym buforze wszystkie komunikaty MIDI, jakie wysyłają nasze kontrolery i robi to non-stop. Jeśli zdarzy się, że zagramy coś fajnego, możemy to po prostu odzyskać, każąc programowi wstawić te zagrane frazy w odpowiednim miejscu konkretnej ścieżki.

Sposoby pracy

Oczywiście rozumiem, że nie każdemu opisywana funkcja będzie przydatna, bo jeśli ktoś nie gra i nie używa kontrolerów, tylko zwyczajnie rysuje sobie zdarzenia (nuty) w edytorze piano-roll, to zdecydowanie rzecz będzie nie dla niego. Jeśli jednak lubicie "plumkać" sobie i w ten sposób szukać pomysłów, to myślę, że ucieszylibyście się z możliwości odzyskania właśnie znikających z głowy pomysłów.

Studio One - dlaczego?

Wracając do Studio One, jest dla mnie sprawą absolutnie niezrozumiałą, dlaczego nagrywania retrospektywnego MIDI nadal nie ma, mimo że miesiąc temu ukazała się wersja 5 tego programu? Zrobiono nagrywanie retrospektywne audio (!), a teoretycznie prostszego (mniej danych) nagrywania komunikatów MIDI nie ma. Tym bardziej, że na forum PreSonusa, w specjalnym rankingu rzeczy oczekiwanych w kolejnych wersjach, nagrywanie retrospektywne znajduje się na trzecim miejscu, a prośba o tę funkcję została utworzona PIĘĆ lat temu!

Widząc funkcje, które pojawiły się w wersji 5 (i jednocześnie nie widząc wśród nich omawianego nagrywania) stwierdziłem, że nie prędzej zakupię aktualizację, niż PreSonus wreszcie posłucha użytkowników i doda tak prostą funkcję (z programistycznego punktu widzenia nie widzę tu absolutnie żadnych problemów - w końcu sam algorytm nagrywania istnieje, trzeba by go tylko włączyć na stałe i zapisywać określoną liczbę komunikatów, po czym dodać gdzieś w interfejsie użytkownika przycisk czy pozycję menu do zapisania bufora na wybraną ścieżkę). Jeśli programiści PreSonusa byli w stanie napisać algorytm do rozpoznawania granych akordów w plikach audio, to nagrywanie retrospektywne powinno być dla nich kaszką z mleczkiem.

Czekam zatem, a tymczasem rolę "pierwszego DAWa" odzyskał Cubase...

[Cubase] Szablon dla BBC Symphonic Orchestra

Tworzyłem już szablon orkiestrowy, przerabiałem go na Nucleusa Lite, a później pełną jego wersję. Tym razem jednak nie mogłem po prostu podmienić bibliotek w Kontakcie, bo BBC Symphonic Orchestra nie używa Kontakta, tylko własnego playera (z którym są ciągle jakieś problemy, niestety). Trzeba było zatem zabrać się za szablon od podstaw, a jedynymi rzeczami, które się ostały, są kolory poszczególnych sekcji oraz ścieżka pogłosowa.

Szybciej i prościej

Przygotowanie szablonu jako takie okazało się dużo prostsze niż poprzednio, głównie dlatego, że nie trzeba było kombinować z Kontaktem i jego wieloma wyjściami. Tu po prostu są ścieżki dla konkretnych grup instrumentów, a że "fabryczna" konfiguracja playera opiera się o brzmienia z wieloma artykulacjami, zastosowałem je tak, jak są przygotowane. Pokolorowanie całości i dodanie grup dla poszczególnych sekcji było czystą formalnością.

KS czy SA?

Te dwa symbole oznaczają odpowiednio key switches oraz single articulation. Chodzi z grubsza o to, że korzystając z większości bibliotek orkiestrowych możemy wybrać jedno z dwóch podejść: albo mamy jedną ścieżkę, na której możemy przełączać artykulacje (np. wstęp zagrać pieknym legato, a refren spiccato), albo dla każdej używanej artykulacji tworzyć osobną ścieżkę. Jak to w życiu bywa, oba podejścia mają wady i zalety.

Key switches są przyjemne ze względu na "kompaktowość" całego rozwiązania. Mamy jedną ścieżkę i każdym jej momencie możemy użyć dowolnej artykulacji. Dźwięk (w teorii) jest spójny, ma zaaplikowany jeden pogłos, wspólną ścieżkę (lub ścieżki) automatyzacji. Nie zajmuje dużo miejsca na ekranie, więc nie trzeba ciągle przewijać kompozycji w górę i w dół, w poszukiwaniu odpowiedniej ścieżki. To, co jest zaletą, jest jednocześnie wadą: jedna ścieżka to kłopoty z odnalezieniem konkretnej frazy, to też utrudnienie przy zmianie artykulacji (zamiast po prostu przenieść odpowiedni event na jasno opisaną ścieżkę, trzeba do niego wejść, odszukać nutę w dolnych rejestrach, przełączającą artykulację, sprawdzić, na jaką wartość trzeba ją przestawić itd.). Kłopotliwe jest ponadto odtwarzanie od dowolnego fragmentu, chyba że znaczniki (nuty) zmieniające artykulację będą rozciągnięte na całe takty. Wspólny pogłos dla wszystkich artykulacji też nie musi być najlepszym rozwiązaniem.

Z kolei pojedyncze ścieżki z konkretnymi artykulacjami oszczędzają nieco miejsca w pamięci, bo w końcu i tak nie korzysta się zawsze z wszyskich możliwych technik, tylko kilku z nich, więc nie trzeba ich wszystkich ładować. Łatwo zmienić frazę pizzicato na staccato, po prostu przenosząc event ze ścieżki na ścieżkę. Łatwiej orientować się w utworze, widząc mniejsze fragmenty zamiast jednego długiego eventu. Dodatkowo każda artykulacja może mieć różnie zaaplikowany pogłos, inną głośność, inne dodatkowe efekty. Same zalety? Nie - aranżacja w tym trybie zajmuje wiele miejsca na ekranie; same pierwsze skrzypce to przynajmniej ze trzy, cztery ścieżki. To też więcej zamieszania: bo jeśli w szablonie umieścimy wszystkie możliwe artykulacje, to później warto je w konkretnym utworze usunąć, żeby nie zajmowały miejsca (na ekranie i w pamięci). Ale jeśli jednak okaże się, że coś było potrzebne, to trzeba to dodawać ręcznie, kolorować, podpinać, nazywać itd.

Gotowy szablon

Ja ostatecznie w moim szablonie ponownie zdecydowałem się na key switches, jest mi jakoś wygodniej pracować w ten sposób. Poza tym, przynajmniej na tym etapie, na którym jestem, chciałbym w miarę możliwości zachować zgodność z rzeczywistą orkiestrą - stosując pojedynczą ścieżkę dla danej sekcji unikam sytuacji, że ta sama sekcja gra jednocześnie legato i staccato. Nie cierpię też przesuwania aranżacji w pionie przy dużej liczbie ścieżek i najchętniej miałbym na ekranie całość.

Cóż jednak począć z największą - moim zdaniem - wadą key switches, czyli kłopotliwą obsługą? Nie dość, że trzeba w piano roll suwać góra-dół, żeby wstawiać w dolnych rejestrach nuty-zdarzenia, przełączające artykulację (bo tego w końcy zwykle nie ma aż tak wiele), ale te nuty-zdarzenia powinny być takiej długości, by początek jednego łączył się z końcem innego. Dlaczego tak? Bo w innym przypadku wystarczy, by przy odtwarzaniu przełączyła się artykulacja (powiedzmy z legato na spiccato), a my cofniemy się, by posłuchać frazy jeszcze raz od początku, a ona już cała będzie grana spiccato. Poza tym trzeba się uczyć, która nuta włącza którą artykulację, co przy smyczkach w BBC Symphonic Orchestra Core wcale nie jest prostą sprawą. Czy da się jakoś ułatwić sprawę? Tak.

Expression Map

Bodajże od wersji siódmej Cubase posiada Expression Maps, czyli sprytne rozwiązanie, które pomaga przełączać artykulacje. Jak to działa?

Otóż - mając na ścieżce instrument z key switches - możemy ustawić dla ścieżki wspomnianą "mapę ekspresji"; jeśli znaleźliśmy jakąś w internecie dla używanej biblioteki, to po prostu ją wczytujemy, a jeśli nie, definiujemy. Po zdefiniowaniu Cubase już "wie", jakim klawiszem włączać którą artykulację i można to robić wygodnie z poziomu edytora piano roll. Co najfajniejsze, można sprawić, by artykulacja trwała od określonego miejsca aż do kolejnego bez rysowania nutek-zdarzeń i ich pracowitej później edycji. Wszystko odbywa się w specjalnym edytorze, gdzie w wierszach widać poszczególne (nazwane!) artykulacje. Ciekawe jest także to, że po przejściu do zapisu nutowego, artykulacje pochodzące z "mapy ekspresji" są rozpoznawane i nanoszone jako prawidłowe, muzyczne oznaczenia (np. łuki dla legato czy kropki dla staccato).

No i już!

Przygotowanie tego szablonu, mimo pozornej prostoty, zajęło mi mnóstwo czasu, głównie przez to, że musiałem zdefiniować "mapy ekspresji". No dobrze, może i nie MUSIAŁEM, ale chciałem, bo zdecydowanie ułatwia to życie, a jeśli mam mieć szablon, od którego zawsze będę zaczynał, to lepiej, by był jak najkompletniejszy.

Teraz trzeba tylko z niego zacząć intensywnie korzystać, ot co!

piątek, 24 lipca 2020

[T] Native Instruments - Komplete 11 Ultimate

Dzisiaj omówienie nieco starszego pakietu - od roku dostępna jest wersja 12 Komplete, jednak zmiany przez nią wprowadzone są na tyle niewielkie, że opis będzie pasował także do "dwunastki". Pod koniec zresztą spróbuję opisać różnice między starą a nową wersją.

Czym jest Komplete? To w wyobrażeniu firmy Native Instruments kompletny system dla każdego kompozytora. Jest tu niemal wszystko, o czym mógłby pomyśleć twórca dowolnego niemal gatunku muzyki. Są syntezatory (m. in. kultowy już Massive), jest wirtualna orkiestra, jest świetny sampler (Kontakt), ba, jest nawet środowisko do tworzenia własnych instrumentów czy efektów (Reaktor). Jest też cała gama instrumentów, nazwijmy to, etnicznych, jest też bogaty zbiór perkusji oraz efektów w rodzaju kompresora, korektora, pogłosu itd. Dosłownie jak by się nie obrócić, Komplete zawsze coś ma w zanadrzu.

Syntezatory

W pakiecie dostępna jest cała grupa instrumentów, z których najbardziej znane to oczywiście Massive, Monark i Absynth. Do tego dochodzą FM8, czyli syntezator FM, bardzo przyjemny Form i bardzo dziwny Skanner XT, jest też garść instrumentów bazowanych na (również dostępnym) Reaktorze: Rounds, Reaktor Prism czy Reaktor Spark.

Dla dźwiękowych "budowniczych" dano właśnie środowisko Reaktor oraz zestaw kilkudziesięciu elementów Reaktor Blocks, z których można składać nowe rzeczy.

Wszystkie te instrumenty mają bardzo ładne interfejsy użytkownika i generalnie zapewniają bardzo dobrej jakości dźwięk i myślę, że spokojnie za ich pomocą da się zaspokoić potrzeby elektronicznych kompozytorów.

Orkiestra

To rzecz, która mnie ostatnio najbardziej ciekawi, zatem poświęciłem chwilkę i przyjrzałem się dostępnym bibliotekom. Można je podzielić na dwie grupy: "normalne" instrumenty wirtualne i "gotowce". "Normalne" są reprezentowane przez grupę Symphony Essentials, "gotowce" zaś to wszelkie biblioteki Session oraz Action.

Symphony Essentials są, przyznam, całkiem niezłe i w połączeniu z biblioteką brzmień orkiestrowych dla Kontakta pozwalają już na co nieco, zwłaszcza że dołączono także brzmienia solowe. JEDNAK... jeśli ktokolwiek miał już do czynienia z prawdziwą biblioteką orkiestrową "średniego szczebla", czyli z Albion ONE, Nucleus, Berlin Inspire czy Hollywood Orchestra, raczej nie użyje zestawu od Native Instruments.

Co do "gotowców", to przyznaję, że brzmią bardzo efektownie, zwłaszcza te z pakietu Action: Action Strings i Action Strikes. Bardzo łatwo można ułożyć w nich szkielet muzyki do zwiastuna filmowego i... w zasadzie chyba tylko do zwiastuna, bo do dłuższych kompozycji już się to nie bardzo nadaje, chyba że rzeczywiście przez cały utwór mamy takie same tempo i tak samo grającą spiccato sekcję smyczkową. Co jest jednak fajne - obie te biblioteki są bardzo inspirujące, bo jeśli dysponujemy już jakąś "zewnętrzną" orkiestrą, to można z pakietu Action po prostu zgapić różne warianty rytmiczne i artykulacyjne, po czym zaprogramować je samemu. I to jest całkiem niezłe rozwiązanie: "szkicujemy" za pomocą "gotowców", a potem dopracowujemy ręcznie.

Bębny

Ooo, tutaj Komplete zdecydowanie ma się czym pochwalić. Bo są tutaj i samplowane zestawy akustyczne, jak DrumLab, Studio Drummer czy liczna kolekcja Abbey Road, ale jest też świetna maszyna perkusyjna Battery 4 i również bardzo przyzwoita Machine Drum. Dla wielbicieli trailerowych rytmów i bębnów są Damage oraz Evolve, które w zasadzie wyczerpują temat tego typu brzmień oraz pętli. Naprawdę pod kątem bębnów wszyscy nabywcy pakietu od Native Instruments powinni być zadowoleni.

Instrumenty różne

Pakiet Ultimate dostarcza także sporą paczkę instrumentów samplowanych: świetne fortepiany i pianina (Alicia's Keys, The Gentlemen, The Giant, The Grandeur, Una Corda, The Maverick), organy i pianina elektryczne (Vintage Organs, Scarbee Mark I, Scarbee Clavinet, Scarbee A-200), jest cała kolekcja samplowanych basów Scarbee, w tym Rickenbacker 4003.

Wszystkie te instrumenty przygotowano bardzo starannie, mnie zawsze zachwyca brzmienie fortepianu Alicia's Keys - jest naprawdę fantastyczne.

Efekty

Jeśli chodzi o efekty, to chociaż jest ich niemal trzydzieści, trudno mi którykolwiek polecić, bo ich nie używam. Tak się stało, że pakiet Komplete kupiłem już po tym, jak miałem na stanie Valhalla Room i pakiet od FabFilter, więc kompletnie nie czułem potrzeby nawet instalowania wtyczek od Native Instruments, zwłaszcza że niektóre z nich wymagają nawet KILKUSET megabajtów miejsca na dysku.

Jest tylko jeden wyjątek od tej reguły: Guitar Rig. To chyba najlepszy zestaw emulatorów wzmacniaczy i efektów gitarowych, jaki posiadam w arsenale (a porównuję z VStomp, AmpliTube czy TH3) i nie mam żadnych oporów, by go gorąco polecić.

Co w wersji 12?

Tym, co najbardziej rzuca się w oczy przy przeglądaniu nowości, jest naturalnie Kontakt 6, Massive X oraz biblioteka Thrill. Kontakt 6 rzeczywiście się przydaje, bo część nowych bibliotek wymaga już właśnie tej wersji (mnie tak - dość nieprzyjemnie - zaskoczył Nucleus), a warto mieć pełną wersję (zamiast Kontakt Player), bo część tanich, a całkiem niezłych bibliotek działa tylko na niej, w Player uruchamiając się tylko jako demo. Z drugiej jednak strony sam Kontakt 6 nie wnosi zbyt dużo, przynajmniej od strony użytkowej, a i część producentów zaczęła go porzucać na rzecz własnych rozwiązań (np. Orchestral Tools wprowadziło SINE Player, swoją aplikację wdraża od jakiegoś czasu Spitfire Audio) - prawdopodobnie ze względu na zbyt wysokie opłaty dla Native Instruments za możliwość pojawienia się w bibliotece Native Access.

Na Thrilla ostrzyłem sobie zęby, bo w wersji samodzielnej jest nieprzyzwoicie drogi, jednak cena upgrade'u z wersji Ultimate 11 do Ultimate 12 jest równie absurdalna i sięga 400 euro (!). Patrząc całościowo, chyba jednak nie warto - fakt, że jeszcze dołożono jakieś pojedyncze instrumenty czy rozszerzenia, ale to wciąż nie rekompensuje ceny uaktualnienia. Zwłaszcza że akurat nie jestem fanboyem Massive'a i nie ekscytuje mnie Massive X...

Native Instruments a ceny

No i przejdźmy do cen, bo te w Native Instruments jak rzadko gdzie pokazują kompletny brak związku ceny z jakością dla wtyczek VST. Przykłady? Proszę bardzo. Cały pakiet Ultimate 12 kosztuje 1200 euro (a w wersji Collector's Edition, wzbogaconej o jeszcze raz tyle rozszerzeń - 1599 euro. Wydaje się sporo, ale wystarczy zacząć podliczać ceny poszczególnych składników: Kontakt - 399 euro, Thrill - 299 euro, Damage - 299 euro, Evolve - 199+99+99=397 euro, Massive X - 199 euro. To dopiero kilka składników z kilkudziesięciu, a już minęliśmy cenę pakietu! Mamy więc tu do czynienia z paradoksem, że ta sama biblioteka kosztuje kilkaset albo kilkanaście euro, w zależności od tego, czy jest kupowana osobno, czy jako część Komplete. Nasuwa się więc wniosek, że zupełnie nie opłaca się od Native Instruments kupować pojedynczych produktów, jedynie pakiet Komplete ma sens (ale nie Select, bo tam nawet nie ma pełnej wersji Kontakta). Ewidentnie nad cennikiem siedział sztab księgowych i pracowicie wyceniał poszczególne elementy - tak, żeby pojedynczo były na tyle drogie, by użytkownik rozważył jednak kupno droższego pakietu, w którym "dostanie więcej". I dostaje, tu nie ma wątpliwości, jednak taki Kontakt na pewno nie jest wart 400 euro - nawet tak potężne instrumenty jak Steinberg HALion czy UVI Falcon to koszt 300-350 euro. Kontakta jednak się kupuje, "bo trzeba", bo inaczej nie zadziałają biblioteki, na których nam zależy, więc Native Instruments jest de facto monopolistą i bez skrępowania czerpie z tego profity. Jednak prawdopodobnie to także jeden z powodów, dla których producenci rezygnują z wersji "kontaktowej" na rzecz własnych rozwiązań i wkrótce może się okazać, że Kontakt przestanie być aż tak kluczowy.

Czy warto?

Dla takiego pakietu, jak Komplete 12 Ultimate ciężko o miarodajne kryterium opłacalności. Finansowo na pewno lepiej jest kupić ten pakiet niż poszczególne składniki, ale czy rzeczywiście wszystko wykorzystamy? W moim przypadku w ciągłym użyciu jest Kontakt, Damage, Evolve, Battery, od czasu do czasu skorzystam też z Action Strikes lub Action Strings. Nie jest to dużo, ale nawet dla tej liczby, patrząc jednostkowo, przekraczam cenę pakietu. I chyba tak trzeba sobie policzyć opłacalność - sprawdzić, których elementów NA PEWNO będziemy używać, policzyć ich ceny jednostkowe, porównać z cenami alternatywnych rozwiązań innych firm i uzyskane sumy brać pod rozwagę, decydując o zakupie.

Raczej nie można mieć zastrzeżeń, jeśli chodzi o jakość dostępnych wtyczek czy brzmień, naprawdę jest dobrze. Każdy musi zatem decyzję podjąć samodzielnie, a przyznam, że nie jest to łatwy orzech do zgryzienia.

środa, 22 lipca 2020

Jak nie oszaleć w legalnym świecie

Wspieram programistów, kupuję oryginalne oprogramowanie. Wszystkie DAW, VST czy biblioteki brzmień pochodzą z legalnych źródeł, porty USB okupują e-Licenser i iLok, mam szereg pozakładanych kont i kilka aplikacji aktualizujących oprogramowanie do najnowszych wersji. Ale coraz częściej dochodzę do smutnego wniosku, że jednak piraci mają o wiele łatwiej.

Cubase

O, tu już wiele razy miałem do czynienia z sytuacją, gdy trzeba było nagle instalować nową wersję e-Licensera, a pamiętam też sytuację, gdy nie mogłem zainstalować update'u, bo jakiś inny składnik pakietu był w starej wersji. Dodatkowo oczywiście dochodzi problem, że jeśli gdzieś wyjadę i nie zabiorę ze sobą klucza sprzętowego, to "umarł w butach". Choćbym nie wiem, jak się starał, to nie uruchomię mojego LEGALNEGO Cubase'a. Nie da się go w żaden inny sposób autoryzować i zmusić do działania.

Studio One

Tak, tak, PreSonusowi też się oberwie. Ostatnio miałem problem ze Studio One - zawieszało się lub nie chciało się wyłączyć, trzeba było ręcznie "ubijać" aplikację. Oczywiście, zapałałem chęcią podzielenia się tymi rewelacjami z supportem, który najpierw przez szereg dni nie odpowiadał, po czym - nawet nie prosząc o jakieś pliki logów, zrzutów czy cokolwiek - beztrosko stwierdził, że to wina źle napisanych wtyczek. Skąd to wiedzą i jakich wtyczek, tego się nie dowiedziałem, bo moje pytania pozostały bez odpowiedzi, a zgłoszenie zostało zamknięte jako rozwiązane.

Spitfire Audio

Ten przypadek to raczej ciekawostka, ale też świadczy o tym, jak producenci traktują klienta. Otóż Spitfire Audio wprowadziło sobie przypisanie produktu do lokalizacji. W momencie zakupu narzucana jest waluta, wynikająca z rozpoznanego kraju, czyli Wielka Brytania płaci w funtach, Europa w euro, zaś reszta świata w dolarach. Niby niewielki problem, bo walutę można zmienić w trakcie zakupu na korzystniejszą dla kupującego (np. w Polsce obecnie kurs euro jest wyższy od dolara aż o ok. 30%!), ale robi się to, zmieniając... kraj. I cały myk polega na tym, że owszem, zapłacimy, kupimy, ale już... nie zainstalujemy. Ba, nawet nie pobierzemy, bowiem aplikacja do pobierania bazuje na rozpoznanej automatycznie lokalizacji i będzie uparcie twierdziła, że nie mamy licencji. No i cześć.

Uaktualnienia

Ta prosta, zdawałoby się, rzecz też potrafi nieźle zirytować. Chcesz po prostu uruchomić program i coś porobić, bo akurat jest pomysł i czas, to nie: Cubase się nie uruchomi, bo akurat minął "czas przydatności" e-Licensera i trzeba zainstalować nową wersję (zwykle połączoną z restartem). Instalujesz coś na iLoku, to też - halo, halo, zbyt stary sterownik, zaktualizuj i zrestartuj!

Autoryzacja

A szczytem wszystkiego są najdziwniejsze mechanizmy autoryzujące. Kupujesz, powiedzmy, jakąś wtyczkę VST. Coraz większa grupa producentów wycofuje wtyczki z ogólnodostępnych sklepów internetowych (w rodzaju AudioDeluxe czy PluginBoutique) i prowadzi sprzedaż na własnych stronach. OK. To oznacza, że musisz założyć tam konto. Zakładasz - trzeba oczywiście potwierdzić e-maila, który nie zawsze dociera błyskawicznie. Dobra, wybierasz wtyczkę, przechodzisz do koszyka, wypełniasz, kupujesz. Teraz dostajesz e-maila z linkiem do pobrania programu do pobierania (!). Instalujesz program do pobierania, tam też musisz wprowadzić login i hasło ze strony, żeby program mógł sie podłączyć do Twojego konta i sprawdzić, czy masz licencję, czy też nie masz. Licencję masz (chyba że jest tu jakiś problem, że program jej nie widzi, a na stronie jest, wtedy - naturalnie - trzeba skontaktować się z supportem), więc pobierasz i instalujesz. Koniec? Nie, bo przy starcie DAW albo przy próbie umieszczenia instrumentu/efektu w sesji wyskakuje okienko z prośbą o autoryzację, czyli znów albo wpisujesz dane swojego konta, albo np. ładujesz licencję na iLoka. Uff...

Nie wszyscy

Oczywiście, nie wszyscy producenci w tak samo upierdliwy sposób zabezpieczają swoje wyroby. Są też przypadki godne pochwały - np. Reaper, gdzie wystarczy pobrać ogólnie dostępny instalator, a przy pierwszym starcie wkleić kod, który przychodzi na e-maila po zakupie. I tyle.

Najgorsza jest chyba ta wielość rozwiązań - każdy duma i wprowadza swój system, a niektórzy są w tym naprawdę pomysłowi i za nic mają wygodę użytkownika. Marzy mi się, żeby producenci się porozumieli i żeby powstał jakiś serwis autoryzacyjny, coś w rodzaju iLoka, ale bez konieczności posiadania klucza sprzętowego. Można by tam wrzucać kupione licencje, a wtyczki czy programy od czasu do czasu by sobie weryfikowały, czy są legalne czy nie. Oczywiście pytanie, co w sytuacji, gdy nie ma połączenia z internetem albo sam serwis jest niedostępny, ale to już bardziej techniczne problemy.

No i teraz osoby korzystające z nielegalnego oprogramowania śmieją się ze mnie w kułak. Jakie autoryzacje? Jakie programy do pobierania? Jakie licencje? Oni sobie ściągają wszystko, co chcą, instalują i używają. Ryzykują wprawdzie wiele, bo coraz częściej słyszy się o zainfekowanych pirackich kopiach, które szyfrują dyski i bez opłacenia się piratom traci się wszystko. Jednak trudno nie uznać, że coś tu jest nie bardzo w porządku, jeśli legalni użytkownicy wciąż napotykają na problemy z użytkowaniem legalnie nabytego oprogramowania...

niedziela, 19 lipca 2020

[G] Ramin Djawadi - Game of Thrones

Skoro było już o Nucleusie, pora pokazać coś, co się udało za pomocą tej biblioteki nagrać. Niestety, nie jest tego dużo, bo przygotowanie utworu orkiestrowego trochę trwa, a czasu u mnie niewiele, ale lepszy rydz niż nic.

Trochę może o kulisach powstania, bo były nieco burzliwe. Początkowo chciałem szybko przystąpić do zabawy brzmieniami, więc zacząłem szukać gotowego pliku MIDI - w końcu "Gra o tron" ma już swoje lata i niepodobna, żeby nikt takiego pliku nie przygotował i nie wrzucił do sieci. I rzeczywiście, plików znalazłem mnóstwo, ale wszystkie miały jedną, wspólną cechę: nie nadawały się. Bo albo były zupełnie proste, tylko z linią melodyczną, albo tak zaaranżowane, że strach ogarniał. Oczywiście trafiła się też garść w założeniu porządnych, ale które trzeba było kupić. Nie tędy droga.

Wrzuciłem więc do DAW oryginał z pierwszego sezonu serialu i zacząłem go takt po takcie przenosić "ze słuchu". Najpierw najprostszą rzecz, czyli smyczkowe ostinato, potem melodię graną przez wiolonczelę, potem legato skrzypiec. Na koniec bębny i sekcje dodatkowe, czyli "dęciaki" czy chór. Przy okazji wyszło na jaw, że wybór Studio One na DAW w tej produkcji był niezbyt szczęśliwy. Zaczęło się od zawieszenia w trakcie dodawania instrumentu do aranżacji, ale że Studio One już wcześniej potrafiło się w takiej sytuacji zawiesić, nie zwróciłem na to zbytniej uwagi, zmełłem w myślach przekleństwo i po restarcie szybko uzupełniłem rzeczy od ostatniego zapisu (na szczęście autozapis działa). Dopiero przy wyłączaniu Studio One znów się zawiesił i trwał tak, i trwał. Zostawiłem i ubiłem po pół godzinie. Później takie zawieszenia przy zamykaniu zdarzały się coraz częściej, w końcu niemal każde otwarcie projektu i próba zamknięcia powoduje zawieszenie się programu. Na domiar złego co jakiś czas po otwarciu przestaje odpowiadać Kontakt 6 (którego wymaga Nucleus) i np. nie ładuje instrumentów. Z kolei raz w ogóle przy próbie odtwarzania wszystko się posypało i wyszło do pulpitu. Ech...

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy WIEM, że utwór potrzebuje jeszcze mnóstwa pracy, ale już CHCĘ się nim pochwalić (zwykle męczę Siostrę Be). Zrobiłem wstępny render (czyli wygenerowałem muzyczny plik wav z programu DAW), pochwaliłem się Siostrze Be i po drobnych poprawkach czym prędzej wrzuciłem na SoundClouda. To było późnym wieczorem. Rano już wiedziałem, że to, to i jeszcze tamto wymaga mocnego dopracowania. Kolejne wersje lądowały na SoundCloudzie, a każdej towarzyszyła myśl: "To już wersja ostateczna".

Wreszcie poczułem, że to już, że rzeczywiście nie jest źle - nawet po nocnej przerwie rano utwór brzmiał znośnie. Znów ogarnęła mnie gorączka - bo w końcu teraz znam już trochę Resolve 16, to mogę zrobić filmik! Taki, który pokaże, jak utwór wygląda w DAWie. Trochę się przy tym filmiku narobiłem (chociaż na to nie wygląda), ale ostatecznie jakoś go skończyłem:

No i teraz clou programu: skoro mam już nawet filmik, to pochwalę się na grupie producenckiej! Wrzuciłem i już pierwszy komentarz walnął mnie w głowę: jest kilka źle zagranych nut. Na 100%. Co? Odpalam drżącymi rękami Studio One i zaczynam porównywać moje nagranie z oryginałem. I faktycznie, w GŁÓWNEJ LINII MELODYCZNEJ przesunąłem trzy nuty. I tego nie zauważyłem. Na szczęście nie chodziło o wysokość, a długość, za to ten błąd był powtórzony trzykrotnie... Nie pozostało nic innego, jak zacisnąć pośladki, poprawić utwór, po czym wygenerować jeszcze raz filmik i zaktualizować wszystkie linki, które zdążyłem tu i tam umieścić...

Tak to się kończy pogoń za sławą i pochwałami - mam nadzieję, że ta nauczka przypomni mi się za każdym razem, gdy będę coś chciał za szybko opublikować. A dla chętnych link do SoundClouda:

środa, 15 lipca 2020

Nagrywanie MIDI w Androidzie

Przyznaję, że jestem leniwy. Dlatego ogarnia mnie obezwładniające zniechęcenie, gdy - mając jakiś muzyczny pomysł - muszę włączyć peceta, zalogować się, uruchomić program DAW, utworzyć projekt i dopiero zasiąść do klawiatury. Zdecydowanie wolałbym po prostu włączyć instrument i po uruchomieniu nagrywania, po prostu grać. Niestety, mój Korg SP-250 nie ma wbudowanego sekwencera, a z niego właśnie najchętniej chciałbym korzystać. Jakiś czas temu szukałem jakichś sprzętowych sekwencerów, ale okazuje się, że jak każdy sprzęt vintage, "klasyczne" modele mają jakieś chore ceny.

A potem przeczytałem w jakimś wywiadzie w Estradzie i Studio bodajże wyznanie pewnego muzyka, że wykorzystuje smartfona, do którego podłącza klawiaturę i w ten sposób rejestruje swoją muzykę. Że też sam na to nie wpadłem! Przecież faktycznie, współczesne smartfony to komputery mocą przewyższające mojego pierwszego peceta z Pentium II 233MHz! Zacząłem zatem zgłębiać temat.

Android, ech, Android...

Posiadacze "ajfonów" mają fajnie. Nie dosyć, że istnieją dla nich interfejsy MIDI korzystające z Bluetooth, to jeszcze mają mnóstwo doskonałego oprogramowania muzycznego, od GarageBand poczynając. Niestety, na Androidzie jest znacznie gorzej. Po pierwsze, klawiaturę muzyczną trzeba podpiąć przez USB (chyba, że są jakieś modele z wbudowanym Bluetooth, ale nic mi o nich nie wiadomo). Podpięcie zaś przez USB po pierwsze wymaga odpowiedniej wersji systemu, która wspiera tzw. USB host mode. Po drugie, trzeba zaopatrzyć się w przejściówkę MicroUSB -> USB (tzw. On-the-Go, OTG). Po trzecie, trzeba jeszcze zainwestować w adapter MIDI-USB. W moim przypadku na szczęście system spełniał wymagania, adapterów MIDI-USB mam nawet kilka, musiałem tylko zainwestować w przejściówkę OTG - na szczęście jest to koszt kilkunastu złotych z przesyłką.

Przejściówka USB OTG

Schody

Przejściówka doszła. Podłączyłem przez nią na szybko klawiaturę (tę od peceta) i napisałem testowego smsa do Siostry Be. Wszystko działało, więc można było pójść dalej. Podłączyłem więc adapter MIDI-USB do Korga, po czym wpiąłem do smarftona. Wszystko wyglądało dobrze, więc odpaliłem jeszcze FL Studio Mobile, które mam zainstalowane od dwóch lat, ale nigdy nie korzystałem. Trochę się namęczyłem, zanim udało się wreszcie coś nagrać z podłączonej klawiatury. Ale myśl o tym, że za każdym razem będę musiał najpierw przygotowywać sesję w FL Studio, zanim zacznę grać, spowodowało chęć znalezienia czegoś prostszego.

Ideałem byłaby aplikacja, którą po prostu uruchamiam, a ona ma już przygotowany do nagrywania ślad MIDI, więc tylko klikam przycisk nagrywania i od tego momentu skupiam się na klawiaturze muzycznej. Po sesji nagrywam efekt jako plik MIDI i wysyłam np. na Google Drive'a, skąd mogę go sobie pobrać, jak już siądę kiedyś do DAW w komputerze.

Niestety, szybko okazało się, że chyba na Androida takiego programu nie ma. Przetestowałem przynajmniej kilkanaście z nich i generalnie w miarę znośne są trzy: Cubasis, Audio Evolution Mobile oraz Caustic 3. Jest jeszcze wprawdzie obiecujący n-Track, ale darmowa wersja ma szereg ograniczeń, a alternatywą jest albo wersja Pro za 99zł, albo płacenie co miesiąc kilkunastozłotowego abonamentu. Cubasis, niestety, też jest płatny, nawet dla posiadaczy Cubase 10.5 Pro, ale za to ma najczytelniejszy interfejs użytkownika i nie narzuca się ze swoją złożonością. Na razie postawiłem na Audio Evolution Mobile (koszt 30zł) i na tym sobie działam, bo Caustic trochę mnie odstręcza interfejsem, koniecznością dodawania jednej z "maszyn dźwiękowych" oraz problemami z nagrywaniem, na które się natknąłem.

Audio Evolution Mobile

Caustic 3

Cubasis 3

Czy to jest dobre rozwiązanie?

Przyznam, że początkowo miałem wątpliwości, czy to wszystko ma sens. Ale okazuje się, że tak, to działa - kabelki mam na stałe podłączone do Korga, więc w razie pojawienia się pomysłu siadam, odpalam Audio Evolution Mobile, włączam instrument i jazda! Aplikacja spokojnie nagrywa nawet kilkunastominutowe sesje, a więcej mi nie potrzeba. Na koniec tylko muszę zapisać projekt i ewentualnie wysłać go do Google Drive'a (przyznam, że to jest obecnie najbardziej newralgiczny punkt pracy, a na razie nie chcę dawać uprawnień tej aplikacji do gmerania po moim dysku). Musiałbym poczytać, czy nie da się jakoś synchronizować jednego z androidowych folderów z Google Drive'em, wówczas zwykły zapis by wystarczył.

Jeśli macie tak jak ja, że zniechęca Was wizja uruchamiania całej maszynerii, wypróbujcie opisany sposób. Bo i po co się denerwować, skoro można po prostu zagrać?

wtorek, 14 lipca 2020

[T] Spitfire Audio - BBC Symphonic Orchestra Core

Pisałem całkiem niedawno o Nucleusie, czas zatem wspomnieć kilka słów o bibliotece "z tej samej półki" od Spitfire Audio - BBC Symphonic Orchestra w wersji Core. Miałem już wcześniej do czynienia z darmową wersją tej biblioteki, czyli Discover, jednak mimo bardzo odpowiadającego mi brzmienia, była ona zbyt mocno okrojona, by wystarczyć do samodzielnej pracy. Istnieje także wersja Professional, która ma chyba wszystko, co potrzebne jest do naprawdę zawodowej pracy - w tym zawodową cenę i zawodowe zapotrzebowanie na miejsce na dysku, zajmuje bowiem... 600GB!

BBC Symphonic Orchestra czy Albion One?

Kłopot ze Spitfire Audio jest taki, że w swoim portfolio posiada ona takie zatrzęsienie bibliotek, że kiedy przychodzi do wyboru tej jednej, konkretnej, człowiek traci rozeznanie. Sprawy nie ułatwia też brak wersji demonstracyjnych czy możliwości zwrotu lub wymiany po dokonaniu zakupu. A że biblioteki te nie są specjalnie tanie, warto przejrzeć całego YouTube'a, żeby choć trochę zapoznać się, jak która biblioteka wygląda i brzmi.

Do moich zastosowań pasuje co najmniej kilka bibliotek od Spitfire, ale ostateczna rozgrywka dotyczyła BBC i Albion One. Mają one bardzo podobny zakres zastosowań, przy czym BBC jest biblioteką bardziej "klasyczną" w brzmieniu i zawiera po prostu konkretne sekcje prawdziwej orkiestry, co ostatecznie zdecydowało o jej wyborze.

Początki

Po pobraniu biblioteka zajmuje trochę ponad 23GB, czyli sporo, ale jak na niemal pełną orkiestrę - w normie, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę dostępnych artykulacji. Warto zainstalować ją na dysku SSD, aby wczytywanie brzmień przebiegało w sensownym czasie. W odróżnieniu od Albion One, BBC korzysta z playera Spitfire Audio zamiast Native Instrument Kontakt. Czy to dobrze? Na razie trudno powiedzieć, na początku troszkę trudno się przestawić. Musiałem też zbudować nowy szablon orkiestrowy, bo poprzedniego, jako opartego na Kontakcie, nie mogę używać z BBC Orchestra.

Krótka charakterystyka tej biblioteki w liczbach to 99 muzyków, którzy brali udział w nagraniu, 44 (albo 42, różnie producent podaje) instrumenty i 305 technik wykonawczych (czyli artykulacji). Mamy tutaj osobno nagrane sekcje pierwszych i drugich skrzypiec (nie brzmią identycznie!), są altówki, wiolonczele i kontrabasy (żadnego z instrumentów smyczkowych, niestety, nie dostajemy w wersji solowej). Jest flet, piccolo, obój, klarnet i fagot (poza piccolo wszystko w wersji solowej, jak i grupowej), podobnie jeśli chodzi o róg, trąbkę, puzon (tenorowy i basowy) oraz tubę (tuba tylko w wersji solo). Są też czelesta, harfa, dzwonki, dzwony rurowe, kotły, ksylofon, wibrafon i marimba. Nie zapomniano o sekcji perkusyjnej z wielkimi bębnami, talerzami, werblami i drobnicą w rodzaju tamburyna, trójkąta, kastanietów czy krowiego dzwonka. Najbardziej brakuje mi rożka angielskiego i solowych smyczków - te dostępne są jednak dopiero w wersji Professional, razem z kontrafagotem czy klarnetem basowym.

Wszystkie te brzmienia nagrano przynajmniej w kilku wariantach artykulacyjnych, których liczba w przypadku instrumentów smyczkowych wręcz poraża: pierwsze skrzypce mają ich dwadzieścia, w tym oczywiste legato, spiccato, staccato czy tremolo, ale też nie tak oczywiste i raczej rzadko dostępne na tym pułapie cenowym flautando, con sordino czy dwa rodzaje trylów. Instrumenty dęte mają już "tylko" po około 10 wariantów artykulacyjnych, co i tak jest liczbą rzadko dostępną w alternatywnych bibliotekach (do głowy przychodzi mi tylko Hollywood Orchestra Gold, gdzie naprawdę artykulacji była cała masa).

Na początek

Cóż by tu można na początek... hm... szczerze mówiąc, nie chciało mi się przerabiać muzyki z "Gry o tron" na Cubase'a i BBC Orchestra (cover powstał w Studio One z wykorzystaniem Nucleusa), choć myśl taka postała mi w głowie. Pracy byłoby dużo, a niekoniecznie uzyskałbym o wiele lepszy efekt (tym bardziej, że BBC SO nie posiada solowego brzmienia dla wiolonczeli). Postanowiłem zatem przerobić inny cover, czyli muzykę z gry "Microx" - przeróbka miała polegać na wczytaniu oryginalnego pliku do Cubase'a, zastąpieniu istniejących instancji instrumentów (na ogół Berlin Inspire) odpowiednikami z BBC i dobraniu odpowiednich poziomów.

Jak można przypuszczać, nic nie poszło aż tak gładko, jak planowałem. Bezpośrednie zastąpienie nie wchodziło w grę, bo zapomniałem, że w Berlin Inspire nie ma "klasycznych" sekcji, czyli pierwszych, drugich skrzypiec, wiolonczeli i kontrabasów, są tylko sekcje mieszane (np. jednocześnie pierwsze i drugie skrzypce czy klarnety z obojami). Nie dość, że musiałem powielać ścieżki, żeby uzyskać zbliżone brzmienie, to jeszcze trzeba było je "rozdzielać", bo większość ścieżek grałem przynajmniej dwoma głosami na raz, a nie wszystkie artykulacje dopuszczają coś takiego (słychać tylko jeden z głosów).

Kiedy uporałem się z rozdzielaniem poszczególnych partii, okazało się, że używałem komunikatów ekspresji zamiast koła modulacji (sterującego dynamiką). Różnica w brzmieniu jest subtelna, ale istotna - zresztą, o kontrolerach pewnie zrobię nawet jakiś filmik w przyszłości. Tak czy owak czekało mnie pracowite przeklejanie utworzonych przebiegów z jednego kontrolera do drugiego.

Już miałem odetchnąć, gdy okazało się, że nad dopiero co przenoszonymi krzywymi modulacji trzeba solidnie popracować, bo zrobiłem je wyjątkowo niedbale - a dość przestrzenne brzmienie Berlin Inspire ukryło większość niedoskonałości. Teraz wszystko "powyłaziło" na wierzch i musiałem podociągać końcówki, a w niektórych sytuacjach w ogóle zmienić krzywe modulacji na modyfikację velocity - niektóre artykulacje w ten sposób sterują dynamiką brzmienia.

Wszystko to zabrało mi nie godzinkę, jak planowałem, ale godzin kilka. Nowa wersja brzmi ostatecznie tak:

Minusy

Jak się okazało już po krótkim użytkowaniu, player Spitfire Audio wymaga jeszcze dopracowania. Dość szybko natknąłem się na błąd, gdzie wybrane brzmienie porzestawało grać, zaś w playerze pojawiał się wykrzyknik, po kliknięciu na który otrzymałem informację o "błędzie #2". Niestety, aby się go pozbyć, trzeba było zamknąć DAW, ręcznie wykasować z określonych folderów pliki wtyczek, po czym uruchomić aplikację Spitfire i ręcznie zlecić naprawę poszczególnych bibliotek (pół biedy, że nie trzeba było pobierać sampli, ale za to ścieżki do nich wróciły do domyślnych wartości, więc musiałem je również poprawić).

Drugi zgrzyt jest taki, że w obecnej wersji playera nie mogę skonfigurować parametru vibrato i przypisać go do jakiegokolwiek kontrolera MIDI. Klawiatura Arturii działa bardzo dobrze, w BBC SO bez problemu kontroluję nią i modulację, i ekspresję, i velocity, ale już przypisać czegokolwiek do wspomnianego vibrato nie da rady. Zgłosiłem rzecz do supportu, na razie bez odzewu.

Jakie wrażenia końcowe?

Ostatecznie jednak Spitfire'owy player całkiem nieźle daje sobie radę - artykulacje wybiera się wygodnie (czywiście można to też robić poprzez komunikaty MIDI czy - w Cubase - Expression Maps). Na razie też nie udało mi się "zapchać" żadną aranżacją programu DAW, ale też i nie miałem na razie ku temu zbyt wielu okazji, bo zwyczajnie nie mam czasu na tworzenie utworów orkiestrowych. Ciągle jest coś innego do zrobienia...

Sama biblioteka - jako samodzielne narzędzie dla kompozytora - niestety, nie wystarczy. Brak solowych smyczków i niedostatki w instrumentach dętych nie pozwolą na pełną dowolność w wyborze brzmienia. Tu już trzeba by się wykosztować na wersję profesjonalną, z którą dostanie się także wiele wariantów mikrofonowych (Discover i Core mają tylko pojedynczy wariant). Ale mówiąc szczerze, mnie przeraża myśl o bibliotece "ważącej" 600GB i kompletnie nie czuję, żebym dzięki niej uzyskał jakieś zdecydowanie lepsze efekty.

Na razie zatem napiszę, że jestem zadowolony. I to bardzo zadowolony. W zasadzie niczego mi już chyba do szczęścia nie brakuje: mam dwie bardzo dobre biblioteki orkiestrowe (Nucleusa i BBC właśnie), do tego jako uzupełnienie Berlin Inspire 1 oraz Hollywood Orchestra Gold, a jeszcze do tego biblioteki z Komplete i solowe instrumenty od SWAM. No i chór. A nawet chóry. No i organy. Hm. Dlaczego dotąd nie nagrałem ścieżki dźwiękowej do czegokolwiek? O, na przykład do jakiegoś opowiadania Poego na przykład. Albo do "Wyspy Robinsona". Albo...

Do roboty!

poniedziałek, 13 lipca 2020

[T] Audio Imperia - Nucleus

Jak już pisałem ze dwa tygodnie temu, Nucleus to obecnie moja ulubiona biblioteka brzmień orkiestrowych, więc pewnie nie będę zupełnie obiektywny, jednak postaram się w miarę rzetelnie podejść do porównania z dwoma głównymi konkurentami (oczywiście mam na myśli posiadane przeze mnie biblioteki): Orchestral Tools Berlin Inspire 1 oraz EastWest Hollywood Orchestra Gold.

Opis dotyczy Nucleusa w wersji pełnej, choć mam też wersję Lite - jest ona jednak dość mocno okrojona w porównaniu do "dużego brata".

Braki

Zacznę może nietypowo, czyli od braków. Jest parę rzeczy, które dorzuciłbym do tej biblioteki: przede wszystkim więcej instrumentów solowych. Gdzie rożek angielski? Gdzie klarnet? Ech, przydałyby się... Podobnie dodatkowe artykulacje, np. legato dla altówek.

Strasznie brakuje mi dodatkowych instrumentów, jak harfa, gong, czelesta czy klawesyn, że o organach nie wspomnę. Wprawdzie w zamian mamy niezły chór, ale...

Innym brakiem, ale tym razem już pozornym, jest brak dużych bębnów - to znaczy, jakieś tam są, ale marzyłoby mi się mieć zestaw porównywalny z SONiVOX BigBang. Brak to pozorny, bo jednak mówimy cały czas o orkiestrze symfonicznej, w której niekoniecznie muszą znajdować się bębny taiko czy im podobne.

Co jest na plus?

Podczas korzystania z Nucleusa rzucają się w oczy rzeczy bardzo praktyczne: prostota i przejrzystość interfejsu oraz szybkość działania i ładowania próbek. W porównaniu do EastWest jest to naprawdę rakieta!

Berlin Inspire 1 już tak wiele nie traci, jeśli chodzi o obsługę. Także brzmienie ma bardzo przyjemne, ale w Nucleusie twórcy dali jednak kompozytorowi do dyspozycji wszystkie sekcje: mamy skrzypce, altówki, wiolonczele i kontrabasy (a skrzypce i wiolonczela są także w wersji solo); w Berlin Inspire możemy korzystać tylko z sekcji łączonych, np. niskie smyczki, wysokie smyczki itp.

Niemniej brzmienie Inspire dość ładnie łączy się z Nucleusem, więc mogę w razie potrzeby korzystać to z jednego, to z drugiego - a przypomnę, że poprzednio to Inspire było moją ulubioną biblioteką.

Na pewno cieszy obecność przyzwoitego chóru - naprawdę daje radę i od czasu, gdy mogę z niego korzystać, jakoś nie bardzo czuję potrzebę sięgania po dodatkowe biblioteki.

Czymś, czego nie ma ani Inspire, ani Hollywood Orchestra, jest moduł Sound Design, gdzie mamy do dyspozycji dźwięki typu dron oraz pad, z możliwością nakładania całego mnóstwa efektów. To z pewnością pozwoli nieco ubarwić brzmienie, zwłaszcza że Nucleus wydaje się wręcz stworzony do pisania muzyki do filmowych trailerów.

Brzmienie

Czym byłaby bibliotek brzmień, nawet najlepiej wyglądająca, gdyby nie brzmiała odpowiednio? Na szczęście Nucleus daje radę i to nawet bardzo. Powiedziałbym nawet, że na moje oczekiwania wręcz za bardzo, bo jego brzmienie jest na wskroś nowoczesne, mocne i dosadne. W muzyce do zwiastunów filmowych sprawdza się świetnie, także w różnych dynamicznych kompozycjach, jednak do lirycznych i stonowanych utworów może być nieco zbyt intensywne. Twórcy, jakby przewidując podobne problemy, dali możliwość wyboru: albo opcja Modern, albo Classic. Właśnie ta druga opcja jest dla tych bardziej delikatnych zastosowań i sprawdza się w nich wyśmienicie, mimo że jest dużo cichsza od wersji nowoczesnej.

Brzmienie Nucleusa jest dość bliskie, choć nie da się uzyskać zupełnie suchego wariantu. Wbudowany pogłos brzmi nieźle, choć osobiście wolę jednak uruchomić jakąś zewnętrzną wtyczkę, którą w moim wypadku jest zwykle FabFilter Pro-R. Niestety, nie ma możliwości regulacji odległości mikrofonów, więc pod tym względem ciągle Nucleusowi daleko do droższych bibliotek.

Jeśli chodzi o realizm, to na moim etapie rozwoju i edukacji wszystko gra i buczy odpowiednio dobrze i nie mam w zasadzie żadnych uwag krytycznych. No, może kotły są nieco za wysoko nastrojone i mają zbyt ostre brzmienie nawet w wersji "klasycznej" - wolałbym mieć do dyspozycji także mniej agresywne brzmienie.

Wygoda

To, co cenię najbardziej w Nucleusie (i w Inspire zresztą też), to wygoda użytkowania. Wszystko działa szybko i bezproblemowo, brzmienia wybiera się prosto, są pogrupowane sensownie i łatwo dostępne. Niczego nie trzeba się domyślać - chociaż akurat w Inspire trochę doskwiera grupowanie poszczególnych instrumentów i mniejsza przez to elastyczność.

To, co jeszcze jest ciekawe w Nucleusie, to warianty Tight. Otóż przygotowano w specjalnych folderach niejako kopie normalnych brzmień, ale z bardzo zminimalizowanym czasem ataku. Jeśli ktoś korzysta z bibliotek orkiestrowych, to dobrze wie, że np. smyczki czy instrumenty dęte potrzebują nieco czasu na osiągnięcie pełnego brzmienia, więc nagrywanie ich na żywo jest nieco utrudnione, bo trudno jest grać równo z "klikiem" metronomu (dźwięk zwyczajnie się "spóźnia"). Programiści rozwiązali to tak, że możemy nagrać materiał korzystając z dźwięków tight, czyli niemal pozbawionych fazy ataku.

Co ciekawe, normalne wersje brzmień mają na zakładce Advanced specjalne ustawienie oznaczone S. Start, w którym można ustawić fazę ataku. Przy skrajnie prawym ustawieniu otrzymujemy wersję identyczną z wersją tight. Przyznam, że ten wariant bardziej mi odpowiada - mogę spokojnie nagrywać w wersji "szybkiej", a potem ją sobie tym suwakiem spowolnić tak, by brzmienie było naturalne. Przy okazji dowiedziałem się, że Cubase oferuje opcję opóźniania ścieżek, więc mogę nuty MIDI skwantyzować i zamiast je później przesuwać w przód o mały fragmencik, mogę po prostu wyregulować przesunięcie całej ścieżki. Bardzo wygodne rozwiązanie, które eliminuje problemy przy wyrównywaniu poszczególnych partii.

Czy polecam?

Nie da się ukryć, że Nucleus jest bardzo przyzwoitą biblioteką. Świetnie brzmi, dobrze się ją obsługuje, ma niemal wszystko, co może być przydatne przy pracach "orkiestrowych". Z BBC Symphonic Orchestra Core nawiązuje w miarę wyrównaną walkę, a ciekawie wygląda porównanie z EastWest Hollywood Orchestra Gold, bo teoretycznie ta biblioteka ma więcej wszystkiego - możliwości artykulacyjnych, kombinacji brzmień, a także brzmień solowych, ale co z tego, skoro jej używanie to istna droga przez mękę? Gdyby tylko EastWest przeprojektowało moduł Play czy udostępniło wersję dla Kontakta oraz przyspieszyło ładowanie brzmień, byłoby zupełnie inaczej! Tymczasem z Nucleusa po prostu dobrze się korzysta.

Nucleus z powodzeniem sprawdzi się w lżejszych pracach, zwłaszcza jeśli chodzi nam o efektowne, mocne brzmienie. Ma też na tyle bogate możliwości brzmieniono-artykulacyjne, że spokojnie można uczyć się na nim pisania muzyki orkiestrowej "w komputerze". Ze swojej strony polecam.

niedziela, 12 lipca 2020

PreSonus Studio One 5

Kilka dni temu pojawiła się nowa, piąta już wersja Studio One - stało się to (przynajmniej dla mnie) dość niespodziewanie, bo dopiero co instalowałem wersję 4.6. Jest w "piątce" sporo nowości, jednak nie ma tej najbardziej przeze mnie oczekiwanej: nagrywania retrospektywnego. A co jest?

  • nowy tryb Show Page, przeznaczony do pracy na żywo
  • edytor nutowy dla zdarzeń MIDI
  • zapisywanie stanu miksera (tzw. sceny)
  • szyna odsłuchowa
  • edytor obwiedni audio, umożliwiający swobodne kształtowanie głośności
  • edytor wariantów artykulacyjnych dla osób korzystających z bibliotek orkiestrowych (brzmi ciekawie)
  • stosowanie zmiennoprzecinkowego zapisu 64-bitowego przy zapisie i eksporcie plików WAV
  • obsługa VST w wersji Artist (WRESZCIE!)

Screeny zaczerpnięte z https://www.gearnews.com/

Te możliwości rzuciły mi się w oczy, jednak nawet artykulacje dla bibliotek orkiestrowych nie zachęciły mnie do wysupłania 150 dolarów za upgrade. Spokojnie poczekam, aż opadną emocje i cena, być może też pojawi się możliwość płacenia drobnych rat miesięcznych - wtedy można się zastanowić. Na razie jednak "piątka" nie ma nic, co by mnie przyciągnęło...

środa, 1 lipca 2020

Krótki przegląd bibliotek orkiestrowych

Od dawna fascynuje mnie muzyka symfoniczna i - naturalnie - chciałbym także samodzielnie któregoś dnia napisać utwór na orkiestrę. Rzecz jasna, bądźmy realistami - nigdy nie dojdzie do tego, żeby moją partyturę wykonała jakakolwiek szanująca się orkiestra (między innymi dlatego, że nie mam odpowiedniej wiedzy, by taką partyturę przygotować, ha, ha). Co nie zmienia faktu, że przecież w zaciszu domowego studia mogę jakieś tam próby podejmować, a to dzięki specjalnym bibliotekom brzmień instrumentów - nazwijmy to - orkiestrowych.

Nie jest to jednak aż tak proste, bo bibliotek takich na rynku jest mnóstwo, jednak im brzmienie wirtualnej orkiestry jest lepsze, bardziej realne, tym cena - wyższa. O tyle wyższa, że najlepsze biblioteki na przykład ze stajni Spitfire Audio to koszty liczone w tysiącach euro. No, ale kupują je zawodowi muzycy, którzy komponują muzykę do filmów czy wysokobudżetowych gier, a nie domorośli hobbyści. Niemniej i ja parę takich bibliotek przez lata zdobyłem i podzielę się z Wami wrażeniami z używania ich - choć tego używania nie było znowu tak wiele, jak bym chciał.

SONiVOX

To pierwszy mój kontakt z czymś innym niż syntezator. To moje pierwsze, wymarzone "wielkie bębny" Big Bang Cinematic Percussion, które miały zastąpić mi zbyt drogi pakiet Damage. To też Orchestral Companion - Strings i Eighty Eight Ensemble oraz - na koniec - Harpsichord. Tym wszystkim posługiwałem się, zanim nie poznałem EastWest Hollywood Orchestra i przyznam, że Big Bang nadal jest w użyciu, bo często jest wygodniejsze od wspomnianego Damage. Także Harpsichord daje radę, zwłaszcza w wariancie ze słyszalnym szarpaniem strun.

W czasach, gdy ja kupowałem te instrumenty, były one sporo przecenione i dostępne za kilkanaście dolarów - obecnie, żeby "uzbierać" jako-taką orkiestrę, trzeba by wydać 4 razy po 69USD, bo do Big Bang i Strings trzeba dorzucić jeszcze Woodwinds i Brass. A za prawie 300USD są już lepsze propozycje...

EastWest Hollywood Orchestra

Na ten pakiet zbierałem długo i kupiłem go dzięki czarnopiątkowej wyprzedaży. Wersja Gold, czyli taka troszkę bogatsza niż najuboższa Silver. Brzmienie - w mojej ocenie - bardzo dobre. ALE... tę bibliotekę beznadziejnie się obsługuje. Wierzcie mi na słowo. Po pierwsze, EastWest ma własny, dość już przestarzały player, nazwany notabene Play. Jest on toporny w obsłudze i często sprawiał mi problemy we współpracy z FL Studio. Do tego ładowanie brzmień to jakiś koszmar, nawet podczas korzystania z dysku SSD. Trwa to długo, a do tego bez dogłębnego przestudiowania dokumentacji, żeby odszyfrować oznaczenia brzmień, ciężko jest znaleźć konkretny instrument w odpowiednim wariancie.

Obecnie można z orkiestr od EastWest korzystać w modelu subskrypcyjnym (ok. 10USD za miesiąc), więc spróbować można, ale ja w sumie żałuję tego zakupu.

Orchestral Tools Berlin Inspire 1

To bez wątpienia była moja ulubiona orkiestra, przynajmniej do momentu zdobycia Nucleusa. Brzmienia są bardzo ładne, w tym także brzmienia legato. Porządnie brzmią "blachy", są bębny i parę instrumentów solowych.

Biblioteka ma, oczywiście, swoje ograniczenia i do pełni szczęścia powinno się ją uzupełnić za pomocą pakietu Inspire 2, ale i korzystając tylko z niej da się wykrzesać naprawdę nieźle brzmiące utwory.

Spitfire Audio BBC Symphonic Orchestra

Biblioteka występuje w trzech wersjach: Discover, Core oraz Pro. Discover jest darmowa (dla osób, które wypełnią specjalną ankietę), zaś dwie pozostałe są płatne, za to zawierają dodatkowe warianty artykulacyjne oraz instrumenty, zaś najdroższa wersja Pro ma też wiele wariantów omikrofonowania. Wersja Discover różni się od dwóch pozostałych wyglądem:

Ten bardzo czytelny i prosty interfejs użytkownika nie tylko daje możliwość łatwego wyboru grupy instrumentów, to jeszcze uczy ich umiejscowienia w ramach całej orkiestry. Wersje droższe mają już bardziej "profesjonalny" wygląd, zaś w obu wersjach interfejsu tradycyjnie dla Spitfire Audio, warianty artykulacji wybiera się za pomocą ikon z nutkami, a ich załadowanie jest bardzo szybkie.

Samo brzmienie - bardzo dobre. Przynajmniej jeśli ktoś szuka "klasycznej" orkiestry, a nie takiej "podkręconej" i "podbajerzonej" jak we współczesnych trailerach filmowych.

Native Instruments Kontakt

To dość niepozorna biblioteka, którą dostaje każdy nabywca pełnej wersji samplera Kontakt. Choć nie może równać się z największymi czy nawet średnimi, to na początek w sumie wolałbym ją niż pełny pakiet od SONiVOX. Znajdziemy tu praktycznie wszystkie instrumenty orkiestrowe i choć brzmienie momentami pozostawia wiele do życzenia, osobiście wiele razy ratowałem się pojedynczymi instrumentami, np. harfą czy organami. Są tu nawet chóry, które od biedy da się umieścić gdzieś w tle. Myślę, że to całkiem niezła propozycja, jeśli i tak planuje się zakup Kontakta.

Native Instruments - pozostałe z pakietu Komplete

Jeśli zdobędziemy cały pakiet Komplete w wersji Ultimate, to wśród wielu jego elementów znajdziemy także te związane z brzmieniem orkiestr: jest pakiet Session (smyczki, "blachy", gitary), jest pakiet Action (bębny i dynamiczne smyczki), jest pakiet Emotive Strings do tworzenia rytmicznych pasaży, jest w końcu Symphony Essentials z wszystkimi potrzebnymi sekcjami orkiestrowymi oraz Rise&Hit do tworzenia "epickich" tąpnięć czy tworzących napięcie "riserów". Czasem nawet mogą się te wszystkie rzeczy przydać, choć przyznam bez bicia, że największym powodzeniem u mnie cieszy się właśnie Rise&Hit - reszta ma zbyt wiele ograniczeń (co nie oznacza, że nikomu się nie przydadzą). Na pewno warto wypróbować, jeśli już je mamy dostępne.

Audio Imperia Nucleus

Do Nucleusa dochodziłem etapami, bo najpierw (tradycyjnie w promocji) zdobyłem wersję Lite, a później (również w promocji) wersję pełną. O samym Nucleusie zrobię pewnie w końcu osobny wpis, tutaj dodam tylko tyle, że wersja Lite jest dość podstępna - przy korzystaniu z niej nabiera się ogromnego apetytu na więcej, bo brzmi ona rewelacyjnie, jednak dość umiejętnie ją "okrojono", m. in. o legato i brzmienia solowe. Czyli teoretycznie da się uzyskać bardzo realistyczne i rewelacyjne brzmienie (za 99USD!), ale w praktyce chce się jak najszybciej zmigrować do wersji pozbawionej ograniczeń.

To obecnie moja podstawowa "orkiestra" i przyznam, że jak dla mnie nie posiada wad. Ma ładny, czytelny i elegancki interfejs użytkownika, świetne brzmienia, jest szybka i nie zajmuje dużo pamięci. Jeśli podstawowe brzmienie jest dla kogoś zbyt agresywne, można włączyć wersję "Classic", brzmiąca podobnie do BBC Symphonic Orchestra.

Co jest ważne przy wyborze biblioteki?

Wydaje mi się, że poza brzmieniem bardzo ważny jest sposób korzystania z biblioteki. Przypadek EastWest pokazuje, że toporna i wolna obsługa może zabić największy entuzjazm, dlatego warto wybadać wersje próbne lub darmowe biblioteki, w którą chcemy zainwestować większe środki. Na szczęście producenci coraz częściej wypuszczają uproszczone wersje, które są albo względnie tanie, albo wręcz darmowe. Można więc na spokojnie sprawdzić, czy i interfejs użytkownika, i samo brzmienie do nas przemawiają i wówczas dopiero "rzucić się" na wersję bogatszą.

Warto też zawczasu sprawdzić możliwości dalszego rozwoju - np. w przypadku Berlin Inspire 1 nie ma żadnych upustów przy zakupie Inspire 2, a przy BBC Symphonic Orchestra cena każdej kolejnej wersji jest obniżana o cenę wersji już posiadanej (czyli np. przejście z wersji Core za 449 euro na wersję Pro za 999 euro będzie kosztowało już "tylko" 550 euro).

Aha, w przypadku, gdy chcemy nabyć tylko najprostszą wersję jakiejś biblioteki, raczej musimy pogodzić się z brakiem wielu przydatnych możliwości artykulacyjnych, np. legato czy tremolo, rzadko też zdobędziemy w ten sposób przekonujące brzmienia solowe - trzeba mieć tego świadomość i dokładnie przeczytać opis oraz (najlepiej) porównanie możliwości tej prostej wersji z wersjami bardziej rozbudowanymi.