[K] Modartt Pianoteq 9 Studio Bundle
W październiku 2025, korzystając z możliwości darmowej aktualizacji, przesiadłem się z Pianoteq 8 na 9. A że przeszedłem już wcześniej etapy Stage-Standard-Pro (Stage 6 kupiłem jeszcze w 2018 roku), w zasadzie nawet nie myślałem o wersji Studio Bundle. Różni się ona od wersji Pro "tylko" tym, że zawiera wszystkie pakiety instrumentów, dostępne w momencie zakupu (za dodane później trzeba już będzie zapłacić). Ale w tak zwanym międzyczasie dokupowałem pakiety z dodatkowymi instrumentami - a to wibrafon, a to cymbały i okazało się, że przy planowaniu zakupu Bösendorfera 280VC bardziej już opłacało się wykupić właśnie Studio Bundle, niż pojedynczy zestaw. Zwłaszcza że gdzieś tam jeszcze majaczył Shigeru Kawai SK-EX, którego też chciałem mieć.
Dużo wszystkiego
Migracja na ostateczną wersję Pianoteq wynikła pośrednio z testów porównawczych fortepianów próbkowanych i modelowanych. Podczas testów przełączyłem się bowiem na wspomnianego Bösendorfera i pokochałem ten fortepian od pierwszego usłyszenia. Shigeru Kawai SK-EX też jest świetny, ale w taki bardziej precyzyjny, chirurgiczny sposób, natomiast Bösendorfer jest nieco ciemniejszy, cieplejszy - no, co tu długo tłumaczyć, po prostu jego brzmienie bardziej mi się podoba i tyle.
Zewnętrznie Studio Bundle to ciągle po prostu wersja Pro
Na uwagę zasługują też grupy instrumentów historycznych - te miałem już wcześniej, ale dotąd o nich nie pisałem. Chodzi o klawesyny Hans Ruckers Harpsichord, zestaw The Karsten Collection oraz dwie kolekcje Schloss Kremsegg. Dwie pierwsze nawiązują raczej do epoki baroku, bo zawierają klawesyny, wirginał, piano forte i dwa fortepiany stołowe (skrzynkowe). Kremsegg z kolei to już epoka klasyczna i romantyzm - piano forte i pierwsze "normalne" fortepiany, np. Érarda czy Pleyela. Jeśli ktoś chciałby posłuchać, jak brzmią kompozycje Chopina czy Liszta na fortepianach z epoki, ma taką możliwość, zwłaszcza że Pianoteq ze swojej natury daje możliwość zmiany stroju. Wówczas strój temperowany równomiernie dopiero torował sobie drogę do serc kompozytorów i publiczności.
Rzecz jasna, na tym lista się nie kończy - pomijam już współczesne modele akustyczne takie jak Bechstein czy Petrof, ale Pianoteq potrafi modelować gitary, harfy, dzwonki, kalimbę, czelestę, wibrafon, bębny językowe czy steel drum. Dostajemy też kilka modeli pianin elektrycznych np. Hochnera czy Rhodesa - te ostatnie nieoficjalnie, bo nazwa się nie pojawia, ale na zdjęciach i brzmieniowo to właśnie Rhodes.
Możliwości
W porównaniu do wersji Pro nic się w Studio Bundle nie zmienia - możemy dokładnie tyle samo, bo wartością dodaną są wyłącznie nowe modele instrumentów. Czy to źle? Nie sądzę, bo już w wersji Pro mamy tyle możliwości, że mało kto pewnie ze wszystkich korzysta. Dla przypomnienia jednak wymienię kilka znaczących cech, które możemy zmieniać, a co trudno jest zrobić w innych wirtualnych instrumentach, szczególnie samplowanych:
- dowolne kształtowanie miksu - sami możemy dodawać, edytować, przemieszczać wirtualne mikrofony (i w dodatku wybierać sobie modele, np. U87 czy Schoeps); da się dostawić instrument do ściany lub go od niej oddalić, otworzyć klapę (jeśli jest) itp.; nie jesteśmy więc limitowani tym, ile mikrofonów i w jakiej pozycji ustawił je producent biblioteki samplowanej
- zmiana parametrów instrumentu - długości strun, rezonansu, głośności czy twardości młoteczków
- dowolne strojenie - bez problemu uzyskamy A=415Hz w stroju Werckmeister III, a nawet więcej - możemy dowolnie odstroić każdy pojedynczy klawisz fortepianu (zaleta wersji Pro)
- możliwość "postarzania" instrumentu, wskutek czego jego strój staje się niestabilny, występują zakłócenia, stuki itp.
- możliwość składania brzmienia z warstw (np. jednocześnie dzwonki i fortepian) albo strefowo (np. do środkowego "c" słychać fortepian, a powyżej pianino elektryczne)
Myślę, że jest to całkiem sporo możliwości jak na "wirtualny fortepian" - zwłaszcza że jest on rozszerzalny, to znaczy, Modartt co jakiś czas wypuszcza kolejne brzmienia czy pakiety brzmień, które możemy dołożyć do Pianoteq.
Do tego pamiętać trzeba, że instalator wersji 9.1 to 69MB. I to wystarczy - firmowych brzmień (jeśli je dokupimy) nie musimy nawet jakoś specjalnie instalować, bo one już są w Pianoteq. Wystarczy zsynchronizować licencję (dodatki rejestrujemy na stronie producenta) i brzmienia się po prostu odblokowują. A do momentu zakupu możemy z nich korzystać w trybie demonstracyjnym, żeby nie kupować niczego w ciemno. Sam Pianoteq ma też, rzecz jasna, wersję demonstracyjną, nie ma zatem obaw charakterystycznych dla bibliotek samplowanych: że kupimy, wydając mnóstwo pieniędzy, a instrument nam nie przypasuje z tych czy innych względów. Zwroty pieniędzy za duże biblioteki są raczej rzadkie, więc możemy zostać z drogim nabytkiem, którego nie będziemy chcieli używać. Z Pianoteq jest lepiej - testujemy i jeśli wszystko jest ok, dopiero kupujemy. Jeśli brzmienie jednak nam nie pasuje - odinstalowujemy i tyle.
Wady
Tak piszę i piszę, chwalę i chwalę, ale czy Pianoteq nie ma żadnych wad? Ano właśnie, trudno jest mi cokolwiek znaleźć - niegdyś narzekałem na "wybierałkę" instrumentów w postaci wielkiego menu kontekstowego, ale raz, że mamy Preset Manager pod ikonką książek (z możliwością wyszukiwania fraz tekstowych), a dwa, że jeśli sobie oflagujemy ulubione instrumenty, to potem wystarczy kliknąć prawym przyciskiem na ikonie gwiazdki i rozwinie się nam lista tylko tych ulubionych:
Tak wygląda menu kontekstowe do wyboru instrumentów...
...a tak wygląda dużo bardziej wygodna i funkcjonalna wyszukiwarka
Klikamy prawym przyciskiem myszy na gwiazdce i widzimy tylko swoje ulubione modele
Interfejs da się skalować, można zapisywać własne presety, jeśli ukręcimy jakieś ciekawe brzmienie. Nigdy mi się nic nie zawiesiło, a przynajmniej nie przypominam sobie takiej sytuacji.
Rzecz jasna, ktoś może narzekać na samo brzmienie, że jednak samplowane instrumenty są lepsze, ale cóż - wtedy nie jest to instrument dla niego. O, może pogłos mógłby brzmieć lepiej - ale ostatecznie i tak pewnie większość osób stosuje jakiś swój ulubiony, więc to też taka wada-nie-wada.
Ciekawa sprawa
Wydaje się, że twórcy doprowadzili Pianoteq do takiego stanu, że trudno będzie wymyślić cokolwiek więcej w kolejnej wersji. Jak dla mnie, mogliby za to zająć się teraz dodatkowymi modelami fortepianów, bo chętnie widziałbym w Pianoteq fortepiany Fazioli czy więcej wariantów Yamahy lub np. jakiegoś Ravenscrofta czy Baldwina.
Za to ciągle czekam na aktualizację Organteq 2 do wersji 3. Tam sporo rzeczy można byłoby zrobić lepiej, więc jest pole do popisu - może po premierze Pianoteq 9 firma Modartt pogmera trochę w wirtualnych organach? Organteq 2 traci do samplowanej konkurencji dużo więcej niż Pianoteq do ważących dziesiątki gigabajtów próbkowanych fortepianów...




Komentarze
Prześlij komentarz