czwartek, 28 maja 2020

[Cubase] Myślenie ma przyszłość?

Dwa dni temu pojawiła się nowa, spora aktualizacja do Cubase'a, 10.5.20. Jako fan instalowania wszystkiego, co świeże, odpaliłem Steinberg Download Assisant i pobrałem stosowny plik. Uruchomiłem i... klops!

Próbowałem tak i owak, z uprawnieniami administratora, z innego dysku. Zaktualizowałem eLicensera, bo jak go w geście rozpaczy sprawdzałem, pokazał błędy z połączeniem do serwerów Steinberga. Przepiąłem nawet klucz USB - nic.

Nieco załamany, jako że gugiel nie znajdował opisu komunikatu błędu, wrzuciłem opis swojego problemu na cubase'owe grupy, ale dostałem jedynie takie rady, jakie już sam wypróbowałem. Niektórzy sugerowali, że to może antywirus bruździ, a inni, że może powinienem zasmakować legalności i kupić Cubase'a. Swoją drogą to mnie zawsze zadziwia, w jak wielu dyskusjach o problemach zdarzają się użytkownicy, którzy nawet nie czytając wątku, widząc komunikat błędu zawsze zakładają, że wynika on z używania pirackiej kopii. No cóż.

Ostatnią deską ratunku miało być zaciągnięcie pełnej wersji Cubase'a i zainstalowanie go od podstaw. Na moim komórkowym necie 20GB ciągnęło się całą noc, a rano okazało się, że wszystko na darmo i pełny instalator także się wysypuje, z identycznym błędem.

I teraz nadszedł czas na tytułowe myślenie (wiadomo, że robi się to na końcu, no nie?). Skoro jest błąd z jakimś Steinberg Library Manager, to może trzeba by to sprawdzić? Okazało się, że takie coś rzeczywiście jest zainstalowane, ale działa bez problemu. Szybki rzut oka na stronę SLM i już wiedziałem, że mam jakąś starą wersję. Pobrałem nową, zainstalowałem. Instalator Cubase'a ożył i zainstalował wersję 10.5.20.

Swoją drogą, okazało się, że ta nowa wersja Steinberg Library Manager znajduje się także w instalatorze, tylko co z tego, skoro instalator bez tej wersji nie może jej (i siebie) zainstalować. Prawdziwa kwadratura koła!

wtorek, 12 maja 2020

[T] SWAM Cello - wirtualna wiolonczela

Pisałem ostatnio o wirtualnych skrzypcach, a oto w moje ręce wpadła wirtualna wiolonczela, tego samego producenta. Żal nie skorzystać z takiej okazji, więc wypróbowałem także i ją.

To samo, a nie to samo

Producent utrzymuje spójną szatę graficzną dla swoich instrumentów - sprawdzałem na stronie, kontrabas i altówka też prezentują się podobnie:

Do dyspozycji mamy również podobny zestaw parametrów i podobne możliwości podpinania ich pod dostępne kontrolery MIDI, więc tu zaskoczeń raczej nie było:

Jak się gra?

Przyznam, że o ile skrzypce mają moc "chwytania za serca", to właśnie wiolonczela jest moim ulubionym instrumentem smyczkowym. Nie wiem, czy rzecz jest w zakresie tonalnym, czy w tym ciepłym charakterze brzmienia, ale lubię melodie grane na wiolonczeli.

Tutaj wrażenia z gry miałem nieco mniej entuzjastyczne niż przy skrzypcach, aczkolwiek ciągle gra się bardzo przyjemnie. Mniej zachwyciło mnie też samo brzmienie, chociaż wciąż jest to poziom akceptowalny. Postanowiłem tym razem mniej plumkać, a bardziej wziąć się do pracy kompozytorskiej.

Założeniem było stworzenie utworu, w którym wszystkie głosy będą grane modelowanymi instrumentami - a że mam takie do dyspozycji trzy, czyli fortepian, skrzypce i opisywaną właśnie wiolonczelę, to na nich się skupiłem.

Utwór jest prościutki i niedługi, więc nie ma co się za bardzo ekscytować, jednak wydaje mi się, że nie wypadł tragicznie:

Podsumowanie

Nadal uważam, że modelowanie fizyczne prawdziwy rozkwit ma dopiero przed sobą, ale i osiągane teraz efekty wzbudzają mój podziw. No, pomyślcie sobie, potrafimy (w sensie: ludzie) tak POLICZYĆ drgania, z uwzględnieniem geometrii pudła rezonansowego, właściwości materiałowych, długości strun itd. że wychodzi nam z tego naprawdę realistyczny dźwięk! Dla mnie jest to fantastyczne - jako inżyniera i muzyka. Gorąco trzymam kciuki za producentów - między innymi też dlatego, że przerażają mnie wizje wieluset gigabajtowych bibliotek w rodzaju Spitfire BBC Orchestra Pro (tak, ona ma ponad 600 GIGABAJTÓW!)

środa, 6 maja 2020

[T] Spitfire Audio - BBC Symphonic Orchestra Discover

Miłośnikom bibliotek orkiestrowych firmy Spitfire Audio przedstawiać raczej nie trzeba. Ten brytyjski producent ma w portfolio całe mnóstwo rewelacyjnych brzmieniowo bibliotek, nie wiem nawet, czy nie najlepszych obecnie na rynku. Problem z nimi jest jeden - są zdecydowanie zbyt drogie na kieszeń przeciętnego Kowalskiego, przynajmniej w Polsce. 999 dolarów za kolekcję sekcji smyczkowej? Proszę bardzo.

Geneza

Niecały rok temu do szacownego grona świetnych bibliotek dołączyła kolejna, BBC Symphonic Orchestra. No i obeszłoby mnie to tyle, co inne, nieosiągalne biblioteki od Spitfire, gdyby nie to, co się stało kilka tygodni temu. Otóż firma postanowiła udostępnić mały wycinek tej właśnie biblioteki w bardzo taniej wersji Discover. Nie dość tego, jeśli ktoś się zdecydował wypełnić specjalną ankietę, mógł otrzymać (po mniej więcej dwóch tygodniach oczekiwania) całą tę małą bibliotekę zupełnie gratis. Napędzony dodatkowo filmem mojego orkiestrowego mentora, Guya Michelmore'a, naturalnie zapisałem się i bibliotekę otrzymałem. Ważące około 200MB maleństwo pobiera się błyskawicznie i już mogłem siadać do badania, co to za cudo.

Co my tutaj mamy?

Biblioteka zajmuje mało miejsca, a i tak zawiera niemal kompletną orkiestrę. Spitfire postawiło - jak w serii LABS - na własny player, który w Discover jest bardzo poręczny. Nie dość, że łatwo jest wybierać artykulacje, to jeszcze mamy bardzo czytelną grafikę symbolizującą rozmieszczenie poszczególnych instrumentów w orkiestrze. Dzięki temu przy okazji zaczynamy zapamiętywać, gdzie znajduje się która sekcja - myślę, że to bardzo fajny pomysł, zwłaszcza dla osób zaczynających przygodę z tworzeniem na orkiestrę, a przecież dla nich głównie przeznaczona jest wersja Discover.

Brzmienie jest świetne. Naprawdę mi się podoba - nie jest może tak efektowne jak w Berlin Inspire czy Nucleusie Lite, ale za to można nim tworzyć "normalne" utwory, a nie tylko bombastyczne trailery. Nie mamy tutaj też podziału na duże grupy, tylko konkretne sekcje: pierwsze i drugie skrzypce, altówki, wiolonczele, kontrabasy, flety, oboje, klarnety, fagoty, rogi, trąbki, puzony i tubę. Poza fletem piccolo i tubą brak wersji solowych. Do tego garść perkusonaliów, czyli harfa, czelesta, kotły, marimba, ksylofon, dzwonki, dzwony rurowe i drobnica w rodzaju werbli.

Haczyk, a nawet haczyki

Pełna orkiestra o świetnym brzmieniu za darmo? To po co płacić te setki i tysiące dolarów za wersje komercyjne? Gdzie jest haczyk? Ano, diabeł tkwi w szczegółach. Dwie rzeczy już wyszły na jaw: brak wersji solowych i brak dużych grup. Ważniejsze są jednak dwie inne: artykulacje i omikrofonowanie.

Omikrofonowanie dla takiego amatora jak ja to sprawa drugorzędna, jednak artykulacje!... Oj, tego brakuje... W Discover grupy smyczkowe mają po cztery dostępne artykulacje: Long (czyli sustain, dźwięk długi podtrzymany), spiccato (czyli szybkie, uderzane staccato), pizzicato (szarpanie strun palcami) oraz tremolo. Grupy dęte to już tylko dwie artykulacje: Long oraz staccatisimo (bardzo szybkie staccato). I tyle. To wszystko z pojedynczym wariantem omikrofonowania sprawia właśnie, że biblioteka jest tak mała.

Przyznam, że wszystko bym przeżył, gdyby tylko dostępne było legato. Tego braku nie da się nijak nadrobić, bo pasaże czy melodie grane artykulacją Long to jednak zupełnie coś innego...

Wypada wspomnieć o jeszcze jednym ograniczeniu, czyli liczbie nagranych wariantów każdego dźwięku. Stosuje się takie rozwiązanie, by grane jedna po drugiej te same nuty (częste w ostinato) nie brzmiały jak wystrzały z karabinu maszynowego, każda tak samo. Dzięki nagraniu wariantów są one odtwarzane kolejno, więc każda nutka brzmi minimalnie inaczej i bardziej naturalnie - mechanizm ten nazywa się round robin. W Discover, jak się można domyślić, jest dostępny tylko jeden wariant każdego dźwięku.

Do czego nadaje się Discover?

Mimo wszystko ta wersja biblioteki nie jest bezużyteczna, ba! Da się w niej zrobić całkiem sporo. Tam, gdzie artykulacje wystarczają, brzmienie jest świetne. Można też z powodzeniem wykorzystywać brzmienia dodatkowe - ja np. zawsze miałem problem z dobrą harfą czy dzwonami rurowymi. Tu są dostępne w bardzo dobrej jakości.

No, a przede wszystkim biblioteka ta spełnia z nawiązką swoje podstawowe zadanie: budzi apetyt na więcej. A przecież Spitfire ma w zanadrzu także wersję Core, w której są już instrumenty dęte solowe, jest też całe mnóstwo artykulacji (do dwudziestu dla smyczków!). A już wersja Professional zadowoli chyba każdego: 600GB, wiele wariantów omikorfonowania, solowe instrumenty smyczkowe. Tylko ta cena!...

Dużą zaletą biblioteki BBC Symphonic Orchestra jest zgodność między wersjami. Jeśli przygotujemy utwory w wersji Discover, a potem przejdziemy "poziom wyżej", to utwory nie tylko nadal będą działać, ale wręcz zyskają dzięki obecności round robin!

Nie ma takiego pytania

Nie ma się co wahać, tylko brać w ciemno wersję Discover, nawet jeśli już jakieś biblioteki orkiestrowe mamy. Dostaniemy naprawdę świetne brzmienie, które może się przydać. Dwa tygodnie oczekiwania to mała cena jak na tę jakość. A że zacznie za nami "chodzić" wersja Core... no cóż, przynajmniej nie kupimy jej w ciemno.

wtorek, 5 maja 2020

[T] SWAM Violin - wirtualne skrzypki

Z wirtualnymi skrzypcami jest tak, jak z fortepianem - jedni producenci prześcigają się w budowaniu coraz większych i bardziej rozbudowanych bibliotek, zawierających coraz więcej możliwości artykulacyjnych, inni zaś - szukają alternatywnego sposobu. W wypadku fortepianów alternatywą okazało się modelowanie fizyczne, czego doskonałym przykładem jest Modartt Pianoteq. Używam tego fortepianu od dawna i nie czuję żadnej potrzeby wymiany na inny.

Skrzypce - Mont Everest wirtualizacji

Pod pewnymi względami ze skrzypcami jest gorzej, i to dużo gorzej. O ile samplowane biblioteki np. Ivory II, spełniają już wymagania pianistów, o tyle nie słyszałem, żeby którykolwiek ze skrzypków przyznał, że któraś z czołowych bibliotek skrzypcowych (np. Joshua Bell Violin albo Spitfire Solo Strings) jest równie dobra, jak nagranie żywego muzyka. Wymagania są więc tutaj wyjątkowo wysokie.

W tym momencie na scenę wchodzi firma Audio Modeling, która postanowiła pójść ścieżką wytyczoną przez Modartt, czyli postawić na matematykę i fizykę. Zamodelowali więc i skrzypce, i altówkę, i wiolonczelę, i kontrabas (zresztą, ich celem jest zamodelowanie chyba całej orkiestry, bo mają już w portfolio całkiem sporo instrumentów, warto zerknąć). Skrzypce mam właśnie przyjemność testować, więc o nich napiszę parę słów.

Dawid kontra Goliat

W tym momencie puryści wielbiący nade wszystko sampling właśnie kończą lekturę, a szkoda, bo warto się choćby przyjrzeć, co obecnie ma do zaoferowania modelowanie fizyczne. Ja - przyznam szczerze - byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Ale od początku.

Wirtualnych skrzypiec nie miałem do tej pory w arsenale, pomijając te w standardowych bibliotekach Haliona, Omnisphere czy Kontakta. Nie stać mnie na bibliotekę za setki euro od Spitfire, a - jak wspomniałem wyżej - nie ma co zawracać sobie głowę czymś pośledniejszym (tutaj: chichot). Ściągnąłem więc SWAM Violin (6MB z podręcznikiem użytkownika!) i zainstalowałem. I tak, ten instrument zajmuje słownie cztery megabajty powierzchni dyskowej.

Instrument do grania

W lekkim szoku odpaliłem Reapera (on zawsze idzie pierwszy w bój w takich razach, bo uruchamia się błyskawicznie, równie błyskawicznie skanuje wtyczki VST, a do tego nie trzeba tworzyć żadnych projektów). Dodałem ścieżkę instrumentalną ze SWAM Violin i... ocknąłem się po pół godzinie. Serio. Zacząłem sobie grać i grałem, a skrzypki a to rzewnie płakały, a to żwawo nawoływały do uśmiechu. Oczywiście, było to tylko takie brzdąkanie, ale BARDZO przyjemne.

Główne okno programu

Możecie się śmiać, ale to był ten nieliczny przypadek, gdy instrument jest tak inspirujący, że po prostu się gra i gra, a wszystko wydaje się być takie piękne! Miałem tak z Pianoteq swego czasu, miałem z Divą, a teraz - z wirtualnymi skrzypkami.

Okno opcji - jak widać, zmienić można całkiem sporo, łącznie z odstrajaniem dźwięków

Po ocknięciu zacząłem się zastanawiać, dlaczego na tym instrumencie tak dobrze się gra i chyba znalazłem odpowiedź. Otóż twórcy zaprogramowali bardzo inteligentne sterowanie, gdzie nie trzeba w ogóle myśleć o sterowaniu artykulacją. No dobrze, prawie nie trzeba, bo dobrze jest mieć pedał ekspresji pod stopą i kółko modulacji pod ręką. Ale już o tym, czy gramy legato, czy staccato, czy stosujemy glissando decyduje sam instrument na podstawie naszej gry, a konkretnie parametru velocity oraz długości dźwięków. I wychodzi to naprawdę genialnie! Można zapomnieć o ręcznym przełączaniu artykulacji (chociaż nie trzeba, bo jeśli ktoś woli wszystko powolutku programować, może robić i tak). To jest powód, dla którego gra wreszcie przynosi tyle przyjemności.

Jeśli ktoś ma dużo kontrolerów MIDI, to może sobie zmieniać "na żywo" całe morze parametrów

Brzmienie

Na koniec rzecz najważniejsza, czyli brzmienie. Czy takie "obliczone" skrzypce mogą dobrze zabrzmieć? Podsunąłem SWAM Violin koleżance zajmującej się orkiestracjami i oceniła brzmienie na "może być, choć bez przyjemnego ciepła". Wypada się pewnie z nią zgodzić, chociaż ja mam próg akceptacji nieco bardziej obniżony (a poza tym nie mam porównania z komercyjnymi bibliotekami skrzypcowymi). Dla mnie brzmienie jest w porządku i jak najbardziej do użycia, zwłaszcza po dodaniu lekkiego pogłosu i w miksie.

Nie zamierzam tu udowadniać, że w obecnej chwili takie modelowane skrzypce są w stanie zastąpić najlepsze biblioteki samplowane, bo tak nie jest. Jeszcze. To jest słowo klucz. Bo głęboko w to wierzę, że jeszcze parę lat wysiłków i szlifowania, a muzycy zaczną się przekonywać do tego typu instrumentów. Modartt Pianoteq, IK Multimedia MODO Bass, a teraz portfolio Audio Modeling są dowodem na to, że da się już wykorzystać olbrzymią moc obliczeniową współczesnych procesorów do "liczenia dźwięków" tak, by w efekcie uzyskać realistyczny rezultat.

Nic, idę sobie jeszcze trochę poskrzypieć!