wtorek, 28 kwietnia 2020

Promocje i promocyjki

Ostatnimi czasy na rynku oprogramowania dla muzyków pojawiło się mnóstwo promocji, okazji i obniżek w związku z ogólnie znaną sytuacją. I super, nic, tylko się cieszyć, prawda? Darowanemu koniowi i tak dalej. Ale są oferty i oferty. Bardzo doceniam czasowe obniżki cen wtyczek czy programów, doceniam też wydłużenie czy resetowanie czasów dla wersji próbnych - to dobre działania. Natomiast zastanawiam się nad sensownością ofert subskrypcyjnych.

Ostatnią taką zrobiła firma Melda Production, producent bogatego pakietu wtyczek programowych. Oferuje ona dwa modele sprzedaży - tradycyjny (gdzie cały pakiet można kupić od razu za niebagatelną sumę 1899 dolarów) oraz właśnie subskrypcję (49 dolarów miesięcznie przez ponad 3 lata, aż do "spłacenia" pełnej wersji - oczywiście można przerwać w trakcie, jeśli komuś nie szkoda już wpłaconych środków). I właśnie tego drugiego modelu tyczy się promocja.

Bo firma po prostu zachęca, by wybrać subskrypcję i przez trzy miesiące mieć wtyczki za darmo, a potem można zrezygnować i nie płacić. Niby fajnie, bo oszczędzamy prawie 150 dolarów (chyba że zapomnimy odwołać subskrypcję i zapłacimy za czwarty miesiąc). Rozważmy plusy i minusy tej promocji.

Plusem niewątpliwie jest to, że możemy przez trzy miesiące za darmo i w pełni legalnie korzystać z bardzo bogatego zestawu wtyczek (pakiet, o którym mówimy, zawiera ich 109!). Można do woli wypróbować, jak co działa, można też skorzystać z tych wtyczek komercyjnie, czyli użyć ich w projektach, które przygotowujemy.

No i tu wychodzi minus całej akcji. Bo po trzech miesiącach trzeba będzie się pożegnać z bogatym pakietem i z wtyczkami, do których - być może - już przywykniemy albo dla których trudno znaleźć zamienniki, bo robią różne rzeczy bardzo dobrze (wtyczki od Meldy są bowiem całkiem niezłe). Co wtedy? Opłacać abonament? Zrezygnować i wywalać wtyczki z już istniejących projektów?

Można też potraktować to jako długi okres testowy i zakładać, że wtyczki też są testowe. Nie użyjemy ich więc w rzeczywistych projektach, poza tym czy rzeczywiście komuś będzie się chciało sprawdzać 109 wtyczek?

Nie chcę być odbierany jako malkontent, który krzywo patrzy na podobne akcje. Ale też trzeba zachować zdrowy rozsądek i akurat ta promocja Meldy nie jest jakoś specjalnie wielkoduszna, tylko bardzo dobrze przemyślana marketingowo, bo jej celem jest tak naprawdę złapanie jak najwięcej takich klientów, którzy pozostaną (już z lenistwa) i będą płacić odtąd 49 dolarów miesięcznie.

Za to muszę pochwalić producentów takich jak np. Arturia czy Luftrum, które wprowadziły możliwość kupienia ich produktów na raty. Czyli zamiast płacić 300 dolarów, możemy rozłożyć to na parę miesięcy. Wydawałoby się, że to podobna sprawa do powyższej, ale wydaje mi się, że nie. Czym innym jest subskrypcja, pomyślana na wiele lat i dostępna od dawna dla każdego, a czym innym umożliwienie zakupu jednego, droższego produktu w kilku ratach, który ze względu na cenę jednostkową był dotąd nieosiągalny.

Tak czy owak, zachowajmy rozsądek, gdy widzimy słowo "promocja". Warto zawsze sprawę dokładnie przemyśleć - zwłaszcza jeśli dotyczy ewentualnych przyszłych zobowiązań.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

[Cubase] Beat Designer

O Beat Designerze z Cubase mało kto wie - przynajmniej takie odnoszę wrażenie, a i sam - choć kiedyś coś nawet próbowałem - to sięgałem po ten element zbyt rzadko, więc ciągle pojawiał się problem np. gdzie on w ogóle jest i jak go włączyć. Bo to nie jest takie trywialne.

Co, jak i gdzie?

Beat Designer jest specjalnym edytorem do tworzenia ścieżek (perkusyjnych w zamyśle). Działa trochę jak edytor patternów w FL Studio lub Studio One i ma podobną funkcję. Dodajemy ścieżkę instrumentu, wrzucając na niego np. Battery albo Groove Agent (albo w zasadzie dowolny instrument perkusyjny). Teraz ważna sprawa - przechodzimy do inspektora po lewej stronie i wybieramy Midi Inserts, a tam z rozwijalnej listy wybieramy Beat Designera:

Myślę, że to nieoczywiste miejsce "ukrycia" Beat Designera przyczyniło się do jego stosunkowo małej popularności, a szkoda, bo jest to bardzo przyjemne narzędzie.

Obsługa

Obsługa edytora jest bardzo prosta. Mamy do dyspozycji 4 banki po 12 patternów w każdym - wyboru banku i patternu dokonuje się na dole okna, za pomocą małej klawiaturki. Dzięki temu można stworzyć naprawdę rozbudowane rytmy (zwróćmy też uwagę, że jeśli jakiś pattern zawiera dane, jego "klawisz" i bank mają wyświetlone małe kółeczko).

Pojedynczy pattern składa się domyślnie z 16 kroków, ale można go rozszerzyć nawet do 64 kroków. Ustalić można też "gęstość" patternu, czyli jakiej wartości nutowej odpowiada jeden krok (domyślnie jest to szesnastka). Każdy pattern ma własną konfigurację, co znacznie zwiększa elastyczność tego narzędzia.

Po ustaleniu parametrów patternu klikamy w tych miejscach, gdzie dany instrument (brzmienie perkusyjne) ma się odezwać. Przytrzymując lewy klawisz myszy i przeciągając w górę i w dół ustalamy siłę uderzenia (Velocity). Dodatkowo, jeśli w danym miejscu chcielibyśmy wyzwolić kilka szybkich uderzeń, możemy to zrobić - wystarczy przytrzymać kursor myszki nad "klockiem", a pokażą się trzy kropeczki, którymi wybieramy konfigurację uderzeń (ją samą ustalamy w lewym dolny narożniku okna).

Z wartych uwagi ułatwień - poza oczywistym kopiowaniem jednego patternu do innego - zasługuje obsługa klawisza alt. Jeśli przytrzymamy go i będziemy klikać na siatce rytmu, kursor będzie działał jak "negatyw" - włączone pola wyłączą się, a te wyłączone - włączą. Z kolei jeśli przesuniemy kursor na kolumnę z nazwami instrumentów tak, by zamienił się w "rączkę", naciśniemy alt i przeciągniemy w górę lub w dół, możemy skopiować daną linię do innego instrumentu (np. jeśli clap i werbel grają w tych samych miejscach).

Jeśli chcemy uniknąć bardzo mechanicznego i dokładnego rytmu, możemy skorzystać z funkcji swingu - są dwa ustawienia i każde z nich można aplikować do poszczególnych ścieżek.

W tym miejscu chciałbym umieścić ważną uwagę - domyślnie pattern daje dostęp do ośmiu instrumentów (ścieżek). I chociaż dla perkusji wydaje się to liczbą wystarczającą, czasem chciałoby się dodać jeszcze parę innych brzmień. Beat Designer umożliwia to, chociaż robi się to w mało intuicyjny sposób, klikając na malutką, ledwo dostrzegalną ikonkę z plusikiem (patrz ilustracja z opisami)...

Gotowe patterny można przenieść do okna projektu jako zwykły element z nutami MIDI - czy to pojedynczo np. przy kursorze, czy też grupowo, wypełniając przestrzeń między lokatorami pętli.

Plusy i minusy

Dlaczego warto używać Beat Designera? Po pierwsze jest wbudowany w Cubase'a i dość poręczny w obsłudze. Co ważniejsze, można go "podłączyć" do każdego wirtualnego instrumentu, więc wystarczy raz nauczyć się obsługi, by móc budować rytmy w każdym z nich. Można też zbudować sobie bazę własnych presetów z rytmami i łączyć je z różnymi instrumentami.

Dużym plusem (dla mnie) jest możliwość przenoszenia patternów jako nut MIDI na ścieżkę perkusyjną. Można wtedy np. połączyć je wszystkie ze sobą i dokonywać większych, globalnych zmian (np. parametru velocity czy transpozycja jednego brzmienia na inne).

Minusem jest konieczność nauczenia się kolejnego narzędzia (choć jeśli już opanujemy Beat Designera, nie musimy się uczyć innych edytorów tego typu) oraz brak możliwości wczytania do niego już gotowych pętli MIDI - wszystko trzeba sobie wyklikać. Szkoda też, że poszczególnych patternów i banków nie można nazywać (co da się zrobić w podobnym edytorze w Studio One) - to ułatwiłoby np. poszukiwanie np. przejścia dla drugiego refrenu albo patternu dla drugiej zwrotki. Obecnie trzeba po prostu oceniać pattern "wizualnie" i pamiętać, który jest którym.

W ostatecznym rozrachunku

Zdecydowanie polecam sprawdzenie tego narzędzia, zwłaszcza gdy nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu. Być może tworzenie rytmów okaże się teraz dużo prostsze niż wcześniej? Mnie się Beat Designer podoba, choć na miejscu Steinberga dałbym do niego dostęp także z innego miejsca, jak do zwyczajnego edytora, w którym można sobie zgromadzić i zdefiniować patterny, a potem umieszczać je w określonych miejscach ścieżki perkusyjnej.

piątek, 24 kwietnia 2020

[Cubase] Szablon orkiestrowy

W ramach prac coverowych "popełniłem" dwa utwory (Microx oraz Ninja Commando) w stylu - powiedzmy - orkiestrowym. Czyli starałem się używać jedynie brzmień z pakietów symfonicznych, przede wszystkim z Berlin Inspire, który jest moim ulubionym. Za każdym razem jednak utwór budowałem od podstaw, po kolei dodając ścieżki trochę bez ładu i składu (tzn. nie żebym w projektach miał bałagan, bo już się staram pilnować, opisywać i kolorować). Kłopot w tym, że wszystko wczytuje się wolno, zajmuje dużo miejsca w pamięci i do tego jeszcze dość mocno obciąża procesor. Na szczęście oglądam kanał prowadzony przez Guya Michelmore'a, który akurat niedawno przygotował odcinek o konfigurowaniu samplera Kontakt właśnie pod kątem nagrań orkiestrowych (bo tym właśnie się ten sympatyczny pan zajmuje). Postanowiłem skorzystać.

Początki - obiecujące

Wziąłem się ostro do roboty. Cubase odpalony, dodałem pojedynczą instancję Kontakta, jak kazano na filmie i zacząłem korzystać z niego tak, jak do tej pory nie korzystałem. Dodałem szesnaście instrumentów (poczynając od smyczków, przez blachy po elementy perkusyjne i kotły), każdy na innym kanale MIDI. Super. Sprawdziłem w DAW - wszystko wygląda elegancko, po dodaniu szesnastu ścieżek MIDI można sterować każdą ścieżką osobno. I gdyby na tym poprzestać, to mógłbym otrąbić sukces. Ale mnie się zachciało więcej.

Gotowy szablon

Ścieżki, kanały, tracki

No bo ok, mogę sobie napisać 16 ścieżek MIDI, ale wszystkie one "wracają" do Cubase'a z Kontakta jako stereofoniczna para sumy. Czyli wszystko na raz. W mikserze DAW mogę co najwyżej sterować głośnością czy panoramą całej mojej "orkiestry" jednocześnie. A jeśli np. chciałbym mieć nieco głośniej solowy flet? Albo nieco ściszyć kotły? Niby mogę wejść do Kontakta i tam zmieniać parametry poszczególnych instrumentów, ale...

I znów na szczęście pan Michelmore pokazał, jak sprawić, by Kontakt zwracał do DAW każdy instrument osobnymi ścieżkami. Trzy ruchy myszą i już. Zrobiłem, jak pokazano. I... się zdziwiłem. Bo - zupełnie inaczej niż na filmie - u mnie Kontakt owszem, zwrócił osobne ścieżki, ale były to pary mono, a nie ścieżki stereo. Czyli nagle miałem w mikserze 32 ścieżki monofoniczne, a nie 16 stereo. Nie tak to sobie wyobrażałem.

Zrazu myślałem, że to wersja 5 tak ma (tej używam, w filmie była wersja 6). Jednak po przeszukaniu internetów natknąłem się na trop - no i, ludzie, nigdy bym na to nie wpadł. Otóż wszystko fajnie, konfiguruję jak poprzednio, ustawiam wyjścia w Kontakcie i TERAZ! zapisuję to jako domyślny preset, zamykam sampler, USUWAM go w DAW, po czym dodaję na nowo i... mam już ścieżki stereo, a nie pary mono. Nie wiem, kto to wymyślił, ale nie był to człowiek myślący rozsądnie...

Konfiguracja Kontakta

Oczywiście takie podejście zniszczyłoby mi pracowicie ustawione instrumenty, więc zawczasu zapisałem sobie tzw. multiinstrument jako preset, co przeładowaniu Kontakta zaoszczędziło mi kwadrans na ponowne konfigurowanie.

Reszta szablonu

Do szablonu wrzuciłem jeszcze fortepian (mój ukochany Pianoteq) oraz chór (a co tam). Skonfigurowałem odpowiednio okna (zapisują się z projektem), ponazywałem wszystko jak trzeba, dobrałem kolory i już miałem kończyć robotę, gdy tknęła mnie jeszcze jedna myśl. Otóż, podczas wspomnianych wyżej prac nad Microksem i Ninja Commando szczerze znienawidziłem to, w jaki sposób rozwiązano zmiany krzywych modulacji czy ekspresji w edytorze MIDI. Zamiast wygodnych odcinków i łuków, mamy do dyspozycji krzywe zbudowane z krótkich odcinków, co szczególnie wkurza przy poprawkach i zwykle kończyło się u mnie narysowaniem nowej krzywej.

Edycja krzywych ekspresji w edytorze MIDI

Jednocześnie Steinberg chwalił się niedawno, jakie to fajne krzywe wektorowe zaimplementował dla automatyki. Dlaczego nie także w edytorze MIDI? Nie mam bladego pojęcia. To znaczy mam - to na bank będzie jedna z ważniejszych zmian wersji 11 za rok...

Edycja krzywych ekspresji w edytorze automatyzacji

Wracając jednak do sedna - zamiast biadać na inżynierów Steinberga, ruszyłem głową. Bo okazało się, że przecież automatyzować można także... modulację i ekspresję MIDI. Zamiast więc robić to w niewygodnym edytorze MIDI, zrobię to w wektorowym i nowoczesnym edytorze automatyki. Czy to się sprawdzi w praktyce? Zobaczymy.

Szablon gotowy, czas komponować!

Działania pozorowane zakończone, trzeba zamiast szlifować szablon, zacząć szlifować utwory. Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie, za to jedno jest pewne. Planowałem początkowo zrobić sobie drugi taki szablon w Studio One, ale po dwóch godzinach męczenia się w Cubase na razie chyba sobie to odpuszczę...

Najważniejsze, że mogę teraz przy uruchomieniu Cubase'a szybko stworzyć projekt na bazie szablonu, w którym powinno być wszystko, co potrzebne do pracy (naturalnie, można go sobie później rozwijać, ale grunt to nie tracić czasu na trywialne rzeczy techniczne).

czwartek, 23 kwietnia 2020

[G] Filip Oščádal - Microx

Dzisiaj twórca trochę chyba mniej znany od Gilmore'a, Whittakera i Hubbarda, za to posiadający pseudonim artystyczny Fred Brooker (nic dziwnego, nazwisko ze znakami diakrytycznymi w czasach ośmiu bitów to BYŁ PROBLEM). Za to gra znowu z grupy tych, w które nie dane mi było zagrać - Microx. Za to pamiętam recenzję w którymś z czasopism, prawdopodobnie w Top Secrecie, gdzie recenzent słusznie zauważył, że jeśli to jest gra edukacyjna (układamy różne cząsteczki chemiczne), to już pierwsza plansza zawiera kardynalny błąd (kto zobaczy, jak wg autorów wygląda cząsteczka wody, zrozumie). Nic więc dziwnego, że wówczas sobie darowałem granie, poprzestając na obejrzeniu mało zachęcających screenów.

Wracając do meritum - w przypadku tego coveru nie miałem żadnych dylematów, w jaki sposób go zaaranżować - to MUSIAŁA być "ścieżka dźwiękowa do filmu", grana przez orkiestrę. Nie wiem, skąd to przeświadczenie, ale po prostu nie było innej możliwości. Dlatego brak tu syntetycznych brzmień syntezatorów, efektów dźwiękowych i elektronicznej perkusji. No dobrze, to wszystko tu jest, ale udaje orkiestrę:

środa, 22 kwietnia 2020

[G] David Whittaker - Red Max

Za namową Siostry Be wracam na chwilę do Davida Whittakera i jego muzyki do gry Red Max. W tę grę również nie grałem ćwierć wieku, więc nawet nie wiedziałem, jak wygląda. Rzuciłem się więc do emulatora, a tam przykra niespodzianka - mimo posiadania wielu "obrazów" tej gry, część się nie uruchamiała, a ta uruchamiająca się część była pozbawiona muzyki czy jakiegokolwiek ekranu startowego.

Koniec końców jakoś sobie poradziłem, ale sama gra jakoś mnie nie porwała. Muzyka zresztą też niespecjalnie, ale skoro obiecałem Siostrze Be Whittakera, to musiałem obietnicy dotrzymać, a co!

wtorek, 21 kwietnia 2020

[G] Rob Hubbard - Chimera

Dopiero co dodałem Warhawka Roba Hubbarda, a tu już kolejna jego produkcja, tym razem do gry o zupełnie innym charakterze. Chimera bowiem to nie dynamiczna strzelanka, ale trójwymiarowy labirynt, z którego trzeba się wydostać. Gra trudna albo i nawet bardzo trudna, w czym wcale nie pomaga takie sobie sterowanie robocikiem, aczkolwiek wykonanie robi wrażenie (jeśli pominiemy wszechobecne tęczowane efekty).

Sama muzyczka jest krótka i tym razem już nie oparłem się brzmieniu klawesynu, przez co całość brzmi jak jakiś francuski taniec. Można by też, oczywiście, popróbować z brzmieniem organowym, ale w ten sposób zrobiłem już Pirates of the Barbary Coast, więc żeby uniknąć monotonii, tym razem pozostawię jednak klawesyn:

[G] Rob Hubbard - Warhawk

Najszerzej na płycie z atarowskimi coverami prezentowany jest (póki co) Adam Gilmore, ale przecież nie tylko on pisał muzykę do ośmiobitowych gier. Mamy przecież i Davida Whittakera, i Roba Hubbarda, którego jeden utwór, z gry Jet Set Willy, już tutaj prezentowałem. Przyszła kolej na utwór numer dwa, pochodzący z kosmicznej strzelaniny Warhawk.

"Latane" strzelaniny z widokiem z góry nie były moim ulubionym gatunkiem, bo nie pamiętam, żebym chociaż raz zagrał w Warhawka - byłem już zrażony do gatunku po wypróbowaniu Mirax Force (choć Warhawk przewija ekran w pionie, zaś Mirax Force - w poziomie). Także teraz, gdy próbowałem chwilę pograć na emulatorze, jakoś niespecjalnie mnie to zachwyciło.

Z coverem miałem pewien problem, bo nie bardzo wiedziałem, w jaką stronę tutaj pójść. Początkowo miało być bardzo "ciężko", z przesterowanym gitarami i w ogóle, ale takiego instrumentarium użyłem już w Pantherze oraz Draconusie. Ostatecznie zatem postawiłem na dźwiękową inscenizację tego, co dzieje się na ekranie podczas gry, czyli kosmicznej rozwałki na dużą skalę. Mam nadzieję, że nie wyszło tragicznie:

piątek, 17 kwietnia 2020

Covery z Atari - jak?

Ostatnie tygodnie mijają mi na nagrywaniu coverów muzyczek z gier na "małego" Atari. Jako że dzięki Larkowi trzy z nich zdobyły pewną popularność (przy okazji: dzięki, Arku!), otrzymałem kilka pytań dotyczących przygotowania tych przeróbek. Najczęstsze było oczywiście: jak to zrobić?

Dwa sposoby

Jak już kiedyś wspominałem, covery przygotowuję na dwa sposoby: albo wklepuję je nutka po nutce, ze słuchu, albo korzystam z pliku MIDI, który dostosowuję do swoich potrzeb. O ile wpisywanie ze słuchu nie wymaga specjalnego tłumaczenia, bo jest to po prostu żmudne odsłuchiwanie i rejestrowanie rozpoznanych fraz (nie mam, niestety, słuchu absolutnego), to drugi sposób jest bardziej techniczny i postaram się go tutaj przybliżyć.

Tu uwaga - nie ma prostego narzędzia, będziemy musieli zainstalować m. in. język Python oraz dwa dodatkowe programy, które w efekcie "wyprodukują" nam plik MIDI, gotowy do wczytania do dowolnego programu DAW.

Uwaga druga: dysponuję tylko komputerami z systemem Windows, więc do niego będą odnosiły się moje opisy. Wydaje mi się jednak, że wszystko powinno dać się przeprowadzić także na systemach Linux oraz MacOS - a przynajmniej wszystkie wymienione programy mają swoje wersje na tych systemach (poza WASAPem, który jednak nie jest niezbędny).

Pliki i programy

Najpierw należy znaleźć w sieci upatrzoną do przeróbki muzyczkę w formacie sap (najprościej pobrać odpowiednie archiwum ze strony Atari SAP Music Archive - jest tam bardzo dużo muzyczek wyciągniętych prosto z gier). Potem odwiedzamy stronę projektu ASAP, czyli Another Slight Atari Player. Stamtąd pobieramy pełny pakiet, najlepiej w formacie zip i rozpakowujemy go gdzieś. Dodatkowo możemy pobrać też z tego samego miejsca program WASAP - jest to odtwarzacz plików sap, który może się przydać - o czym później.

Teraz - jeśli dotąd tego nie zrobiliśmy - wędrujemy na stronę projektu Python.org i pobieramy oraz instalujemy język Python. Jeśli instalacja przebiegła prawidłowo, po uruchomieniu linii poleceń i wpisaniu weń polecenia:

python -V

("V" koniecznie duże!) powinniśmy otrzymać coś w rodzaju:

Python 3.8.2

Do konwersji będziemy potrzebowali czegoś, co potrafi kompresować pliki do formatu bz2 - najprościej będzie użyć programu 7zip, który przyda się także w codziennym życiu.

Pora na ostatni element układanki, czyli program Pokey2MIDI, który pobierzemy przyciskiem Clone or download ze strony projektu. Jego też rozpakowujemy w dogodnym miejscu.

Co jeszcze?

Pora zebrać wszystko do kupy i sprawić, by zadziałało. Moglibyśmy oczywiście robić wszystko ręcznie, tzn. z pliku sap zrobić tzw. dump programem asapscan, ten dump skompresować 7zipem, skompresowany plik przepuścić przez pythonowy skrypt, ale jeśli planujemy przetworzyć kilka czy kilkanaście muzyczek, warto posłużyć się plikiem wsadowym bat, który zrobi (prawie) wszystko za nas. Utwórzmy więc w katalogu, gdzie jest program pokey2midi.py, plik convert.bat:

@set sap=%1.sap
@set txt=samples\dump\con_%1.txt
@set bz2=samples\dump\con_%1.txt.bz2
@set mid=samples\midi\con_%1.txt.mid

"c:\Program Files\asap\asapscan.exe" -d %sap% > %txt%
"c:\Program Files\7-zip\7z.exe" a %bz2% %txt%
del %txt%
pokey2midi %bz2% %mid%
copy %sap% samples\sap\con_%sap% 

Oczywiście musimy zadbać, by wywołania asapscan.exe oraz 7z.exe zawierały prawidłowe ścieżki dostępu!

Po przygotowaniu powyższego pliku wsadowego robimy, co następuje. Plik sap kopiujemy do tego samego folderu, gdzie jest convert.bat oraz pokey2midi.py. Uruchamiamy linię poleceń i komendą:

cd nazwa_folderu

przechodzimy do tego właśnie folderu. Teraz wydajemy polecenie:

convert nazwa_pliku_sap_bez_rozszerzenia

i naciskamy klawisz Enter. Jeśli wszystko jest dobrze ustawione, powinniśmy otrzymać komunikat, że do podfolderu samples/midi został skopiowany plik MIDI ze skonwertowaną muzyką.

Co dalej?

No, dalej to już z górki. Uruchamiamy nasz ulubiony program DAW, wrzucamy do niego dane MIDI i przerabiamy. Natkniemy się tu jednak na pewien problem: otóż plik MIDI nie zawiera danych o tempie, przez co dane będą kompletnie "rozjechane" względem siatki projektu DAW. Jak temu zaradzić?

Ja robię tak: uruchamiam program WASAP i wczytuję do niego muzyczkę sap. Potem zapisuję ją do formatu wav i to ten plik wczytuję w pierwszej kolejności do DAW. Teraz wystarczy ustalić tempo w uderzeniach na minutę (BPM) i już wiemy, jakie powinno być tempo projektu (jak to ustalić? ja zazwyczaj wykorzystuję wtyczkę HoRNet SongKey, którą wystarczy wpiąć jako efekt na ścieżce audio i włączyć odtwarzanie). Dodatkowo możemy odpowiednio przeskalować tę ścieżkę audio, aby idealnie pasowała do nowego tempa, a kiedy wczytamy dane MIDI, rozciągamy je tak, by pokryły się z długością ścieżki audio. No i gotowe.

Zresztą, nie oszukujmy się - jeśli mamy już dane w postaci komunikatów MIDI, jak to się mówi, "jesteśmy w domu".

Aranżacja

Opisu aranżowania utworu nie będę już zamieszczał, bo tu już wszystko zależy od osoby tworzącej cover. Ja osobiście rozbijam na początku ścieżki MIDI na poszczególne instrumenty (kompozytorzy "ośmiobitowi" musieli "ściskać" muzykę na trzech lub czterech kanałach, więc czasem np. bas i perkusja były na jednej ścieżce), potem usuwam "tryle" (konwerter zamienia często charakterystyczne ośmiobitowe "drżące" dźwięki na przemienne nutki - trzeba wtedy je scalić). Reszta jest już czystą zabawą.

I to tyle

Jak widać, mimo długiego opisu, po przygotowaniu środowiska pracy da się w miarę szybko przejść do tego, co muzycy lubią najbardziej, czyli doboru brzmień i aranżacji. Jeśli zaś komuś wydaje się ten cały proceder zbyt bezduszny (e, tam, komputer robi wszystko), to polecam na próbę zaaranżowanie choćby pojedynczego utworu - szybko okaże się, że choć oszczędziliśmy czas na stworzeniu pliku MIDI, to jednak nadal czekają nas godziny w DAW, żeby wszystko miało ręce i nogi. Poza tym, nikt nikogo nie zmusza to tej właśnie ścieżki - można wszystko robić "ze słuchu", bo przecież to ma być dla nas zabawa i mamy robić to, co lubimy ;)

[G] Adam Gilmore - Mountain Bike

I znów Adam Gilmore - tym razem muzyka z gry Mountain Bike. W tę grę akurat grałem parę razy, ale zdecydowanie preferowałem Kik Start - tak jakoś grało się w przyjemniej, a i zawody na dwóch graczy można było sprawnie przeprowadzić. Może po prostu grafika była czytelniejsza, a motocykl dostarczał więcej wrażeń niż rower?

Tymczasem jednak w kategorii muzycznej Kik Start przegrywał sromotnie z produkcją od Zeppelin Games... A oto moja aranżacja:

czwartek, 16 kwietnia 2020

[G] David Whittaker - Storm

Nie grałem w Storm. Powiem więcej, nawet o tej grze nie słyszałem, kiedy miałem jeszcze "małe" Atari. Ale to nie koniec - kiedy próbowałem zdobyć screen do ilustracji, gra nie chciała za nic uruchomić się na emulatorze (a miałem kilkanaście "obrazów"). Ostatecznie nie dane mi było zagrać, obejrzałem tylko filmik na YouTube i to tyle. Pomysł na zrobienie covera podesłała niezawodna Siostra Be.

Posłuchałem muzyki i po pierwszych 10 sekundach miałem ochotę ją wyłączyć. A potem zaczęła się melodia, która - jak to się mówi - nie chce mi wyjść z głowy. Siadłem więc i zrobiłem. To:

Czy używać efektów wbudowanych w DAW?

Podobne pytanie nigdy mnie nie naszło, przynajmniej nie bezpośrednio. Zetknąłem się od razu z konsekwencjami, co pozwoliło mi błyskawicznie znaleźć odpowiedź. Co to za odpowiedź? Tak, chyba że nie.

Tak

Wiele razy czytałem (i czytam nadal), że nie warto stosować efektów wbudowanych w DAW, bo są one stosunkowo kiepskie i nie zapewniają wysokiej jakości dźwięku. Albo są zbyt mało wyrafinowane. Albo...

Osobiście nie zgadzam się z tezą, że wbudowane w DAW efekty są "gorsze" tylko przez to, że dostajemy je w pakiecie z aplikacją i to za darmo. Wielokrotnie używałem np. pogłosu z FL Studio czy maksymalizera z Cubase'a, nie wspominając nawet o świetnym korektorze ze Studio One. W mojej opinii są to bardzo dobre narzędzia i w zupełności spełniały moje wymagania.

Fakt, że zdarzają się też wtyczki prostsze, które nie dają takiej swobody jak produkty firm trzecich, ale nie oszukujmy się: w codziennych pracach takiego amatora jak ja i tak zwykle okazują się być wystarczające.

StudioOne - emulator wzmacniacza gitarowego

StudioOne - korektor graficzny

FL Studio - pogłos

FL Studio - delay

Cubase - de-esser

Cubase - limiter-maksymalizer

Samo to, że dostajemy te wtyczki niejako w prezencie, pozwala zaoszczędzić znaczne sumy, zwłaszcza na początku zabawy w muzyka. O jakich suma mowa? przykładowo, pakiet bardzo dobrych wtyczek od firmy FabFilter (kompresor, limiter, korektor, pogłos, delay, de-esser i bramka szumów) to kwota 740 dolarów. Czyli, licząc po aktualnym kursie, ponad 3000zł. Oczywiście, można zebrać też szeroki pakiet darmowych wtyczek zewnętrznych, ale to zadanie na dużo dłuższy okres.

Jak dla mnie plusem wbudowanych efektów jest także ich obsługa - zwykle wszystkie są podobne do siebie, obsługuje się je także podobnie, zaś częstym bonusem jest integracja z DAWem, na przykład w kontekście obróbki sidechain.

Wbudowane efekty mają jeszcze jedną zaletę - bardzo szybko się ładują, więc nawet dość rozbudowane projekty otwierają się szybko, bo nie trzeba wczytywać zewnętrznych wtyczek.

Nie

Skoro istnieje tyle zalet korzystania z wbudowanych wtyczek, to po co w ogóle przyglądać się ofercie zewnętrznych firm? Są dwa ważne powody.

Po pierwsze: możliwości. Często szukamy jakiegoś określonego efektu, który przetworzy sygnał w odpowiedni sposób - trudno jednak, by DAW zawierał wszystkie możliwe rodzaje procesorów efektowych. Zazwyczaj np. nie ma żadnej wtyczki do przetwarzania ludzkiego głosu na wzór tego, co proponuje np. iZotope w VocalSynth2 czy Polyverse w Manipulatorze. Czasem chodzi też o sposób obsługi czy charakter brzmieniowy, stąd duża popularność emulacji prawdziwych, analogowych urządzeń, np. kompresora 1176. Mają one przetwarzać sygnał audio maksymalnie wiernie do rzeczywistych protoplastów, a dodatkowo ich interfejs użytkownika odpowiada panelom czołowym tych urządzeń, dzięki czemu można np. odtworzyć ustawienia poszczególnych gałek czy przycisków (jeśli ktoś wierzy, że zapewni mu to tę samą jakość).

Po drugie: przenośność. Używając zewnętrznych wtyczek, możemy wykorzystać je w każdym programie DAW, jakiego musimy używać. Dzięki temu prostsze jest przenoszenie projektów między DAWami. W miejscu źródłowym zapisujemy ustawienia wtyczki jako preset, w miejscu docelowym po prostu ten preset wczytujemy. W sytuacji, gdybyśmy korzystali wyłącznie z wtyczek "pokładowych", musielibyśmy za każdym razem próbować odwzorować działanie jednej DAWowej wtyczki w drugiej, co nie tylko mogłoby być trudne, co wręcz niemożliwe (jeśli użyliśmy jakichś specyficznych ustawień, których w docelowej wtyczce po prostu nie ma).

No to jak?

Odpowiedź jest prosta, jeśli tworzymy dla siebie, w jednym DAWie i nie planujemy w przyszłości migracji (aczkolwiek to ostatnie jest trudne do przewidzenia, bo nikt nam nie zagwarantuje, że za 10 lat używany przez nas DAW będzie nadal na rynku). W tej sytuacji nie ma się co bać wbudowanych wtyczek, bo zwykle spełnią nasze oczekiwania z nawiązką.

W pozostałych przypadkach warto zgromadzić podstawowy zestaw wtyczek zewnętrznych (kompresor, korektor, pogłos, delay itd.), nawet niekoniecznie komercyjnych. Polecam zapisanie się do newsletterów popularnych sklepów internetowych, handlujących wtyczkami - naprawdę często pojawiają się promocje. Tak często, że czasem człowiek się zastanawia, czy opłaca się w ogóle kupować coś bez promocji.

No, a na koniec mała rada prywatnie ode mnie: naprawdę nie warto gromadzić setek wtyczek. Sam mam ich naprawdę dużo, a używam w praktyce tylko kilku, kilkunastu. Przykładowo, kupiłem kiedyś w szalonej promocji pakiet Gold z firmy Waves. Jest tam z siedem kompresorów, sporo korektorów, pogłosy, deeser itp. Po latach stwierdzam, że w moich projektach i tak używam wszędzie wtyczek od FabFilter, ciągle tych samych, bo są zupełnie wystarczające. Z pakietu Gold praktycznie nie korzystam, czasem użyję wtyczki Doppler albo Stereo Imager...

Może nie wpadniecie w pułapkę "chciejstwa"...

środa, 15 kwietnia 2020

[G] Adam Gilmore - Ninja Commando

Utworów Adama Gilmore'a jest już sporo na mojej coverowej stronie, ale postanowiłem wrzucić tam jeszcze jedną kompozycję. Ta pochodzi z 1989 roku, z gry Ninja Commando. Gra ładna, ale dość trudna (dla mnie) i, co za tym idzie, nigdy nie ukończona.

Gdy miałem już wszystkie nutki w Cubase, szybko okazało się, że brakuje pomysłu na aranżację. Próbowałem zrobić coś syntezatorowego, ale brzmiało to raczej żałośnie:

Dodatkowo sprawę komplikowały typowe dla Gilmore'a zmiany tempa i metrum. Postanowiłem zatem zacząć od zupełnie innej strony - a może zrobić jeden z coverów w wersji... hm... orkiestrowej? Z braku innych pomysłów zająłem się właśnie tym i efekt możecie ocenić poniżej:

wtorek, 14 kwietnia 2020

Nie tylko covery

Myliłby się ktoś, kto przypuszczałby, że zajmuję się ostatnio wyłącznie nagrywaniem muzyczek z atarowskich gier. Nadal trwają prace na nowym albumem (tu bez jakichś potężnych postępów, niestety) oraz ćwiczenie się w sztuce miksu i masteringu. Jako że ostatnio na jednej z grup producenckich publikowałem stary już utwór "Pray" i dostałem parę uwag, co można by poprawić w miksie, postanowiłem spróbować. Ale...

Przenosiny z FL Studio

Problemem okazało się to, że utwór (z płyty "Runaway") został nagrany jeszcze w FL Studio i, co typowe dla moich kompozycji z tamtego okresu, praktycznie "zatyka" ten program. Nie da się go praktycznie słuchać, a obciążenie procesora dochodzi do 100%. Oczywiście, można by wyrenderować poszczególne ścieżki i miksować tylko materiał audio. Nawet się już za to zabrałem, ale naszła mnie nagle refleksja, że skoro już się za to zabieram i posiedzę przy miksowaniu, to może warto "przy okazji" przenieść jednak ten utwór do Cubase'a albo Studio One?

Procedurę już znałem, więc skonwertowałem utwór w FL Studio tak, by móc go wyeksportować do MIDI (trzeba wykonać polecenie Tools-Macros-Prepare for MIDI export), po czym - też nauczony doświadczeniem - spisałem sobie wszystkie nazwy ścieżek i informacje, jakie instrumenty są tam umieszczone. Jednocześnie pozapisywałem ustawione tam barwy jako własne presety, żeby później móc po prostu wybrać je z listy.

"Pray" w FL Studio

Cała ta procedura, również tradycyjnie, zajęła całkiem sporo czasu, jednak koniec końców dostałem wreszcie utwór, który w Cubase (na niego się zdecydowałem) brzmiał w sposób zbliżony do oryginału. Co ciekawe, podobnie jak przy poprzednich przenosinach, także teraz spadło zapotrzebowanie na moc obliczeniową i Cubase (nawet po zakończonych pracach) pokazywał obciążenie na poziomie 30-40%. Czyli to prawda, że FL Studio ma jakiś problem z optymalizacją.

"Pray" w Cubase

Jaka postać ostateczna?

Wszystko to skłania mnie do refleksji nad sposobem przechowywania gotowych (zdawałoby się) utworów. Dotąd po prostu zostawiałem aranżację tak, jak wyglądała ona po zakończeniu pracy. Plus tego rozwiązania - można wrócić do zabawy w każdej niemal chwili, dodać coś, zmienić. Minus - po pewnym czasie "powrót do zabawy" możne okazać się niemożliwy albo bardzo trudny. Wystarczy, że zabraknie nam jakiejś wtyczki (lub wtyczek); wystarczy, że zmienimy program DAW, a starego nie będziemy mogli uruchomić. W sumie z tej ostatniej obawy wynika fakt, że trzymam ciągle FL Studio na dysku i aktualizuję je. Żeby się później "nie okazało".

Jaka więć jest alternatywa? Można zapisać projekt w "uniwersalnym" formacie AAF - ale w sumie daje to niewiele, bo i tak wszystkie ścieżki do eksportu trzeba najpierw wyrenderować. Pozostaje więc tak czy owak eksport wszystkich ścieżek do formatu audio + eksport danych MIDI do tegoż formatu, po czym mozolne odtwarzanie całości w "razie czego". Pomijam już tutaj fakt, ile miejsca zajmuje utwór zgrany do ścieżek, a trzeba go w tej postaci zarchiwizować.

Uf, administracja...

Przyznam, że te rzeczy związane z zarządzaniem projektami, eksportami, importami itp. są jak dla mnie bardzo męczące. I zamiast skupiać się na nagrywaniu, człowiek traci czas np. na instalowanie aktualizacji, skanowaniu wtyczek, sprawdzaniu, czy aby wszystko się przeniosło... A gdzie tu przyjemność z muzykowania?

Dlatego przypadki takie jak powyżej nie będą pojawiać się często, bo po prostu szkoda mi czasu.

A co ostatecznie z miksem? Muszę przyznać, że miksowanie w Cubase to naprawdę przyjemność, a i utwór w postaci "linearnej" jest dużo prostszy do opanowania - spójrzcie zresztą na zrzuty ekranu. W FL Studio, jeśli człowiek sam nie zadba o sensowny wygląd, to nie wiadomo, co gdzie i kiedy. W Cubase wszystko jest ładnie poukładane, ścieżki do ścieżki i niczego nie trzeba trzy razy sprawdzać czy się domyślać.

sobota, 11 kwietnia 2020

[G] Adam Gilmore - Blinky's Scary School

Utworów przybywa i przybywa - a tym razem po raz trzeci mamy "na tapecie" muzykę autorstwa Adama Gilmore'a. W grze sterujemy sympatycznym duszkiem i muszę się tutaj pochwalić, bo akurat Blinky's Scary School jest jedną z nielicznych gier na "małe" Atari, którą przeszedłem do końca. Nie było to łatwe i wymagało kilku podpowiedzi z Bajtka bodajże (albo innego Komputera), ale się udało!

Tymczasem zapraszam do słuchania mojej wersji twórczości Adama Gilmore'a:

czwartek, 9 kwietnia 2020

[Cubase] Cubase Pro Control Room i covery

Dylemat wyboru między Cubase a Studio One rozstrzygnął się sam, przynajmniej chwilowo. A wszystko dlatego, że zacząłem nagrywać covery muzyczek z gier z ośmiobitowego Atari. Co ma piernik do wiatraka? Ano ma.

Dygresja - jak nagrywam cover?

Oczywiście, żeby nagrać własną wersję jakiejś atarowskiej muzyczki, muszę dysponować tą właśnie muzyczką. Tutaj mam dwa sposoby: zgrywam ją z YouTube'a za pomocą jednego z serwisów konwertujących filmiki youtube'owe do plików mp3 albo uruchamiam gierkę w emulatorze Altirra i tam zrzucam ścieżkę dźwiękową do pliku.

Następnym krokiem jest uruchomienie Cubase'a i utworzenie nowego projektu, do którego wrzucam melodyjkę źródłową. No i zaczynam "rzeźbić" swoją wersję.

Utwór referencyjny

Tworzenie coveru jest rzeczą dość mozolną, bo chociaż muzyczki z Atari nie są przesadnie skomplikowane, to jednak trochę trzeba się natrudzić. Dotąd bardzo doskwierało mi porównywanie z oryginalną muzyką - stosowałem bowiem w tym celu przyciski wyciszania (mute) oraz solo. Od biedy da się z tym żyć, ale okazało się (dzięki, DoctorMix!), że akurat Cubase Pro (to Pro jest istotne!) ma spore udogodnienie, jeśli chodzi o odsłuch - Control Room.

Czym jest Control Room?

Do tej pory żyłem w przeświadczeniu, że Control Room to zło wcielone, bo na wszelkich grupach i forach, jeśli opisywane były problemy z odsłuchem, zawsze pojawiała się porada: wyłączyć Control Room. I zwykle pomagało. A dlaczego? Bo rzeczywiście, jeśli się nie skonfiguruje Control Roomu, to nic nie słychać!

Rzecz w tym, żeby poznać tajniki konfiguracji, które wcale nie są skomplikowane. Otóż domyślnie Cubase kieruje sumę stereo naszego miksu (utworu) na podstawowe wyjścia liniowe wybranego interfejsu audio (zwykle tam są podłączone monitory, czyli głośniki). I dobrze. Jeśli jednak włączymy Control Room, domyślne wyjścia przepną się właśnie tam, a w nieskonfigurowanym Control Roomie wyjścia mogą się same nie podpiąć, dlatego właśnie po uaktywnieniu często mamy do czynienia z ciszą (sygnał trafia w "próżnię"). Jak zatem to skonfigurować? Procedurę opisuję na przykładzie Cubase 10.5 Pro.

Konfigurujemy Control Room

Wchodzimy do menu Studio-Audio Connections (F4):

Tu widzimy różne zakładki, w tym Outputs, gdzie pewnie domyślnie mamy przypięte wyjścia naszego interfejsu audio oraz Control Room, gdzie właśnie wejdziemy i go aktywujemy. Jeśli w sekcji Monitor 1 nie podepną nam się wyjścia interfejsu, robimy to sami, ręcznie. W tym momencie na karcie Outputs powinniśmy już widzieć napis Not connected, zaś po uruchomieniu odtwarzania z głośników powinna płynąć muzyka (jeśli jakąś mamy w projekcie).

Control Room już działa, czas go wykorzystać. Klikamy prawym przyciskiem na tabelę, gdzie są zdefiniowane wyjścia dla Monitor 1 i wybieramy z menu polecenie Add Cue. W tym momencie można się przekonać, że damy radę do Control Roomu dodać np. osobne wyjście słuchawkowe (jeśli nasz interfejs "wystawia je" osobno) czy drugi zestaw monitorów. My na razie poprzestaniemy na jednej wysyłce Cue. Zamykamy zatem Audio Connections i przechodzimy do naszego miksu.

Czary mary z odsłuchem

Jeśli mamy nasze własne ścieżki z muzyką i jeden dodatkowy ślad stereo ze ścieżką referencyjną, przy zwykłym odtwarzaniu będziemy słyszeć wszystko, co wymusza korzystanie z przycisków Solo. Teraz jednak zrobimy pewien myk - zaznaczamy ślad ze ścieżką referencyjną i w jej głównej sekcji Inspectora "odpinamy" ją od wyjścia stereo, wybierając dla Output routing pozycję No Bus. W tym momencie powinniśmy przestać słyszeć tę ścieżkę przy odtwarzaniu miksu.

Teraz przechodzimy w Inspectorze do sekcji Cue Sends - jeśli jej nie widać, klikamy prawym klawiszem na dowolny nagłówek w Inspectorze i włączamy widoczność. Teraz już możemy uaktywnić wysyłkę na... zdefiniowany w Control Roomie tor. Niestety, nie wyświetlają się tutaj nazwy nadane w Control Roomie, więc trzeba posłużyć się numerkiem (w wersji 10.5 można zdefiniować maksymalnie cztery tory wysyłek).

Ścieżka referencyjna jest od tego momentu wysyłana do Control Roomu osobnym torem i teraz zrobimy z tego użytek. Po prawej stronie ekranu szukamy zakładki nazwanej CR i voila!. Jak z tego korzystać? Mamy tu przycisk Mix, po naciśnięciu którego słyszymy zwykłą sumę miksu, mamy też tajemniczy przycisk C1, który oznacza (jak się domyślacie) Cue 1. Jeśli teraz włączymy odtwarzanie i będziemy klikać raz na Mix, a raz na C1, usłyszymy nasz miks albo ścieżkę referencyjną. Bez zabawy przyciskami Solo, bez jeżdżenia po oknie aranżacji w celu znalezienia ścieżek - to NAPRAWDĘ ułatwia życie!

Do czego jeszcze?

Oczywiście, powyższy opis to tylko prosty przykład na wykorzystanie Control Roomu. Osobne miksy na słuchawki czy dodatkowe wysyłki i monitory, możliwość szybkiego odsłuchu monofonicznego, zmiany proporcji głośności między miksem głównym a wysyłkami... uf, jest tego naprawdę sporo i chętni na pewno mogą się wielu ciekawych rzeczy jeszcze dowiedzieć. Mnie na razie wystarcza korzystanie z utworu referencyjnego - na pewno przyda się także podczas masteringu, gdy możliwość porównania z jakimiś ulubionymi brzmieniowo utworami jest na wagę złota.

Tak. W tym momencie to Control Room "robi różnicę" dla mnie.

[G] David Whittaker - Panther

Tym razem inspiracją była ponownie Siostra Be, która zdradziła, że ulubioną muzyczką wspominanego już Larka jest ta z gry Panther. Gierka kojarzyła mi się z Blue Max, grą niezwykle (dla mnie) trudną i wymagającą, praktycznie niemożliwą do ukończenia. I rzeczywiście, autor, Peter Adams, mocno wzorował się na Blue Maksie (nad którym też wcześniej pracował jako programista wersji na Commodore 64).

Tym razem postanowiłem wykorzystać nieco "cięższe" brzmienie, z gitarami elektrycznymi, bo jakoś mi to pasowało do dynamicznego charakteru gry. Czy wyszło to utworowi na dobre? Oceńcie sami:

środa, 8 kwietnia 2020

[G] Rob Hubbard - Jet Set Willy

Tym razem dałem się namówić Larkowi na przygotowanie muzyki z gry, w którą nigdy jakoś specjalnie nie grałem i której to muzyki - szczerze mówiąc - nawet nie pamiętałem. Jej autorem jest Rob Hubbard i jako taka wypada ona całkiem przyjemnie, zaś samo przenoszenie jej przebiegło bez wielkich zakłóceń, może z wyjątkiem dziwnej "solówki", z którą miałem problem, bo w oryginale jest dość... specyficzna. W ostatecznej wersji jako tako udało się oddać ducha, ale generalnie nie jestem z niej zadowolony.

Tak czy owak, muzyczka powstała i nawet niektórym przypadła do gustu. A jak jest z Wami?

wtorek, 7 kwietnia 2020

[G] Pirates of the Barbary Coast

Robię ostatnio covery muzyczek z "małego" Atari i robię, a do tej pory nie pokusiłem się o tytułowy utwór z gry "Pirates of the Barbary Coast", który niegdyś strasznie mnie fascynował. Postanowiłem zabrać się do niego teraz, niejako idąc za ciosem.

Muzyczka nie jest długa i jakoś bardzo skomplikowana, ale namęczyłem się trochę przy przenoszeniu jej do Cubase'a, bo - inaczej niż w pozostałych przypadkach - nie ma tutaj patternów, które wystarczy wbić i później kopiować z małymi zmianami. Tutaj trzeba było pieczołowicie odsłuchać i przetransferować wszystko nuta po nucie.

Pewien problem miałem z doborem instrumentu - początkowo nasunął mi się klawesyn albo klawikord, ale chociaż nie brzmiało to źle, postanowiłem wypróbować także brzmienie organowe. I to było to! Zresztą, zapraszam do słuchania:

czwartek, 2 kwietnia 2020

[G] Adam Gilmore - Draconus

Dziś ciąg dalszy nagrywania cudzej muzyki - jakoś łatwiej się do tego zebrać ostatnimi czasy, więc korzystam. Tym razem uległem naciskom Siostry Be, która namawia mnie na nagranie płyty z coverami muzyki z gier z "małego" Atari. Na razie o płycie nie może być mowy, bo mam tylko "Zybeksa", trzy części "Lasermanii" i "Freda", ale ziarnko do ziarnka...

Problem z tym zbieraniem utworów jest jednak inny - kończą mi się pomysły na kolejne covery. Nie kojarzę już zbyt wielu gier z Ataraka, z których muzyka wbiłaby mi się w pamięć tak, bym chciał ją ocalić od zapomnienia - może jeszcze Blinky's Scary School?

Co do samego "Draconusa", to 30 lat temu miałem go na "małym" Atari, ale nigdy w niego nie grałem, bo po prostu moja kopia się nie uruchamiała. Znałem za to muzyczkę i już kojarzyłem, że to tego samego Adama Gilmore'a, co "Zybex". Jakiś czas temu, kiedy popróbowałem grać w różne gry na emulatorze, włączyłem i "Draconusa" - ale niestety, gra zupełnie mi nie podeszła i wydała się przeraźliwie nudna.

Zapraszam zatem do słuchania, a nuż się komuś moja wersja spodoba: