czwartek, 17 czerwca 2021

[T] RødeCaster - ASIO beta

No i pokazały się nareszcie sterowniki ASIO, jeszcze w wersji beta, ale stwierdziłem, że sprawdzę, bo dlaczego nie. Pobrałem odpowiedni instalator ze strony producenta, zainstalowałem, włączyłem w RødeCasterze transmisję wielościeżkową dla portu USB i z nadzieją odpaliłem Studio One. Na chwilę zaświtała moim sercu nadzieja, bo na liście urządzeń nareszcie zobaczyłem RødeCastera:

Niestety, próba wybrania miksera skończyła się malowniczym błędem:

a potem jeszcze kolejnym:

Postanowiłem sprawdzić Reapera, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Tutaj wprawdzie dało się wybrać RødeCastera z listy, za to już nie udało się skonfigurować wejść i wyjść - listy wejść były po prostu puste...

Na koniec, w akcie rozpaczy, odpaliłem jeszcze Cubase 11, ale tu osiągnąłem najmniej, bo RødeCaster nie pojawił się nawet na liście obsługiwanych urządzeń (co w sumie Cubase'owi się chwali - widocznie ma wbudowaną jakąś walidację, czy dane urządzenie będzie się nadawać do pracy).

Napisałem do supportu firmy Røde, zobaczymy, czy zareagują, a jeśli tak - to w jaki sposób. Ale jakaś tam nadzieja jest, że się w końcu sterowniki ASIO pojawią.

wtorek, 15 czerwca 2021

[T] Osłona przeciwwietrzna BOYA BY-P30

Dzisiaj krótki test osłony przeciwwietrznej BOYA BY-P30 dla (między innymi) Tascama DR-100. Niestety, nagrywanie ludzkiego głosu bez takiej osłony jest praktycznie niemożliwe ze względu na zerową ochronę membran, które najlżejszy podmuch traktują jak zabójczy wicher.

Test przeprowadziłem natychmiast po odpakowaniu osłony z folii. Dolna część, ta z logo firmy, jest zrobiona z gumy, która z dość sporym oporem wchodzi na górną część rejestratora i nie ma tendencji do zsuwania się. Powiem więcej, nie jest łatwo ją zdjąć i dwa razy zadrżałem o całość plastikowych żeberek osłaniających mikrofony.

Pierwszy test zrobiłem dla mikrofonów kierunkowych:

Jak słychać, eliminacja "pykania" jest całkowita, jednakże kosztem brzmienia, które staje się stłumione. Nagranie jest w mono, bo dopiero po zgraniu i zaimportowaniu plików w komputerze zorientowałem się, że nie przełączyłem Tascama na nagrywanie stereo (zwykle nagrywam nim pojedynczy, zewnętrzny mikrofon).

Drugi test wykonałem dla mikrofonów dookólnych:

Tutaj, jako że mikrofony umieszczone są dość nisko, sposób zamocowania osłony jest kluczowy, co doskonale słychać na nagraniu. W zależności od tego, czy naciągałem tę osłonę mocno czy słabo, sygnał z nią jest bardziej lub mniej stłumiony, trzeba więc robić to z bieżącym podsłuchem.

Werdykt

Niewątpliwie do nagrywania głosu czy sygnałów na zewnątrz, na świeżym powietrzu, dead-cat jest dla Tascama wyposażeniem niezbędnym. Czy akurat BOYA BY-P30? Trudno jest mi osądzić, bo nie mam porównania z niczym innym, jednak osobiście wypróbowałbym rozwiązania innych firm, a zapewne najlepiej samego Tascama (WS-11). Jak dla mnie brzmienie rejestrowanego dźwięku po założeniu osłony jest tłumione za mocno i "taki sobie" sygnał z mikrofonów wbudowanych staje się sygnałem "słabym"...

piątek, 11 czerwca 2021

RødeCaster nietypowo

Używam sobie RødeCastera do nagrywania podcastów, ale ostatnio okazało się, że mogę go wykorzystać także w innym, mniej typowym zadaniu. Otóż gdy jestem w pracy (zdalnej), często muszę uczestniczyć w rozmowach (telekonferencjach), a jednocześnie między nimi chciałbym sobie posłuchać muzyki w dobrej jakości. Do tej pory miałem do służbowego laptopa podłączone słuchawki z mikrofonem, takie smartfonowe. Rzecz jasna, słuchanie muzyki za ich pomocą było koszmarem (nie dość, że niezbyt wygodne, to jeszcze dawały kiepski dźwięk). Wachlowanie słuchawkami (do telekonferencji te z mikrofonem, do muzyki normalne "muzyczne" słuchawki) było niewygodne, na domiar złego sterowniki w laptopie miały problem z wykryciem, co zostało podłączone i często musiałem ustawiać ręcznie, która wtyczka tkwi w gniazdku. Miałem zatem najczęściej podłączone słuchawki z mikrofonem, a muzykę sobie odpuszczałem albo słuchałem ze smartfona z podłączonymi porządnymi słuchawkami.

Tymczasem olśniło mnie, że przecież - jeśli podłączę RødeCastera do laptopa - będę mógł mieć i jedno, i drugie! No i faktycznie, siedzę sobie teraz wygodnie z DT990 na uszach, słucham muzyki, a jeśli nawet ktoś "zadzwoni" Teamsami, to po prostu przysuwam mikrofon, włączam go na konsoli (dla pewności kanał mikrofonu jest zawsze wyciszony) i już. Mogę nawet używać efektów dźwiękowych, chociaż na razie nie było okazji.

Przyznam szczerze, że jest to bardzo wygodne rozwiązanie, bo do domowego komputera nie podłączam RødeCastera praktycznie nigdy, więc nie muszę się ciągle przepinać (jakby to miało miejsce z interfejsem audio, dlatego też nigdy tak nie robiłem). Ponoć też "po drugiej stronie" słychać mnie lepiej, ale tego nie mogę być pewny (chociaż w dniu, kiedy dokonałem zmiany, kilka osób mówiło mi, że brzmię "radiowo"). Tak czy owak, póki co same profity.

czwartek, 10 czerwca 2021

[T] Klark Teknik Mic Booster CT1

Od paru miesięcy mam przyjemność korzystać z tak zwanego aktywatora FetHead dla mikrofonów dynamicznych i wstęgowych. W zasadzie od momentu zakupu tkwi na stałe wpięty do Shure'a SM7B, gdyż bez niego nagrywanie tego mikrofonu mijałoby się z celem ze względu na bardzo słaby sygnał. Tymczasem studio się rozrosło, pojawiła się perspektywa nagrywania wywiadów, a dwa najbardziej nadające się do tego mikrofony są właśnie dynamiczne, FetHead zaś jeden. Postanowiłem dokupić drugie tego typu urządzenie i wybór padł właśnie na Klark Teknik CT1.

Klark Teknik?

Klark Teknik jest brytyjską firmą z tradycjami sięgającymi lat siedemdziesiątych. W ostatnich latach została kupiona przez Uliego Behringera, dobrze znanego w branży z buńczucznych twierdzeń i kontrowersyjnych zabiegów (np. kopiowanie urządzeń innych firm, do których wygasły już patenty). Kopiowanie rozwiązań z przeszłości stworzyło przekonanie, że urządzenia Behringera to takie tanie zamienniki. Uli zakupił zatem Klark Teknik i urządzenia mniej "budżetowe" przepycha pod tą właśnie marką.

Stąd właśnie wypływała moja nadzieja, że choć cenowo CT1 jest bardzo przystępny, to jednak jakościowo nie będzie odbiegał od dwukrotnie droższego FetHeada. Czy jest tak faktycznie?

Urządzenie trafia do właściciela w estetycznym, niedużym pudełku, zaś sam aktywator spoczywa bezpiecznie w piance. Po wydobyciu okazuje się, że CT1 jest zbudowany jak czołg - masywny, ciężki, wydaje się dużo pewniejszy i stabilniejszy od FetHeada, który po tych paru miesiącach wcale nie siedzi już tak pewnie w gnieździe jak na początku. Zobaczymy za parę miesięcy, czy CT1 wytrzyma próbę czasu. Tak czy owak, póki co do budowy zewnętrznej nie mogę się nijak przyczepić, może poza tym, że zaczep zwalniający działa dość opornie i trzeba sporej siły, by wyjąć aktywator z mikrofonu.

Bezpośrednie starcie

By poznać odpowiedź na pytanie, czy faktycznie CT1 jest w stanie konkurować z FetHeadem, postanowiłem zrobić prosty test. Zamocowałem na statywie mikrofon Shure SM7B (na statywie, a nie na ramieniu, żeby przy zmianie aktywatora nie zmienić położenia mikrofonu), a przed nim monitor Eris 5. Za pomocą komputera odtworzyłem sygnał testowy (sinusoida 1000Hz) i zarejestrowałem go za pomocą Tascama DR-100. Bez zmiany jakichkolwiek ustawień podmieniłem następnie aktywator i dokonałem ponownej rejestracji tego samego sygnału testowego. Nagrałem także sygnał testowy bez zamocowanego aktywatora, żeby móc porównać wzmocnienie obu urządzeń.

Moim celem było sprawdzenie, jak bardzo różnią się nagrane sygnały. Oczywiście, ten nagrany bez aktywatora był zdecydowanie najsłabszy i osiągał ledwie -39dB. Na drugim miejscu był sygnał z Klark Teknik CT-1 (-17,9dB), zaś sygnał z FetHeada był od niego głośniejszy o jakieś 3,6dB, osiągając -14,3dB. Realne wzmocnienie dla Klark Teknika wyniosło zatem nieco ponad 21dB, dla FetHeada 24,7dB. Oryginalne sygnały (bez obróbki) można pobrać i sprawdzić samodzielnie.

Postanowiłem iść za ciosem i dokonałem jeszcze normalizacji uzyskanych plików, żeby porównać szumy, czyli sprawdzić, ile "od siebie" dokładają aktywatory (jeśli dokładają). Tu okazało się, że najgorzej wypadło nagranie bez aktywatora - ale też bez tragedii, szum był wyższy o mniej więcej pół decybela. Nagrania z aktywatorów po znormalizowaniu wypadły praktycznie identycznie.

Ciekawe wnioski

Ostatecznie wniosek jest taki, że wprawdzie nie udało się CT1 uzyskać deklarowanych przez producenta 25dB wzmocnienia, jednak po normalizacji otrzymuje się praktycznie to samo, co z FetHeada, więc dla moich amatorskich celów aktywator jest wystarczający. Natomiast jeśli dla kogoś właśnie to wzmocnienie jest kluczowe, to prawdopodobnie najlepszy pod tym względem jest aktywator sE DM1 Dynamite, oferujący (przynajmniej na papierze, bo nigdy nie używałem) 28dB wzmocnienia, choć jest ponad czterokrotnie droższy od CT1. Według producenta FetHead ma wzmocnienie na poziomie 27dB, a CT1 winien mieć 25dB - wyniki mojego prostego testu tego nie potwierdzają, więc kto wie, jak jest z sE DM1 - dopóki nie sprawdzę, to się nie przekonam.

Tak czy owak, Klark Teknik CT1 to bardzo solidnie zbudowane urządzenie, które faktycznie wzmocni sygnał mikrofonu (dynamicznego lub wstęgowego) o dwadzieścia parę decybeli. Jeśli liczy się każdy decybel, trzeba raczej zdecydować się na droższe aktywatory, jeśli jednak nie jest to kluczowe, to myślę, że nikt się na CT1 nie powinien zawieść.

środa, 9 czerwca 2021

Nagrywanie - sytuacja się klaruje

Mijają dwa tygodnie, odkąd mogę używać równolegle RødeCastera oraz Tascama DR-100 MK3. Dodatkowo dzięki uporządkowaniu biurka, nie muszę co chwilę wyciągać wszystkich urządzeń, przestawiać ich, przesuwać, podłączać i rozłączać. Nadszedł czas, żeby nagrywać.

I tu wszystko idzie niemal według planu - RødeCasterem nagrywam podcasty (te z własnymi rozważaniami), zaś Tascamem rejestruję czytanie (audiobooków). Nie planowałem za to, że podłączę sobie RødeCastera do służbowego laptopa i będę wykorzystywał go do telekonferencji. Dzięki temu mogę też słuchać muzyki przez resztę czasu pracy i wierzcie mi, że to, co wychodzi na słuchawki z RødeCastera, jest o wiele lepszej jakości niż to, co mogę uzyskać z laptopowego mini-jacka. Urządzenie od Røde sprawdza się tu zatem doskonale, a skoro znalazłem dla niego stałe miejsce, nic nie przeszkadza w cieszeniu się z korzyści, które daje.

A jak się sprawdza Tascam DR-100? Muszę powiedzieć, że jestem z niego BARDZO zadowolony. Niskie szumy, łatwa obsługa, możliwość podłączania mikrofonów za pomocą przewodów XLR - naprawdę tego mi brakowało! Nawet SM7B nie szumi tutaj tak tragicznie, jak choćby w RødeCasterze. Cieszy też bardzo możliwość rejestrowania bez podłączania zasilania - wyciągam urządzenie z szuflady, podłączam mikrofon i jazda!

Co z resztą sprzętu? Na razie trzymam podłączone na biurku. Jedynie dbx286s jest odłączony od zasilania, bo "buczy" - delikatnie i wcześniej tego nie słyszałem, ale kiedy do rejestracji audiobooka "wyciszam studio", słychać to buczenie. Zresztą, wówczas słychać nawet delikatny szum, dochodzący z moich Erisów 5 - podłączyłem je zatem do osobnej listwy i też mogę je łatwo wyłączyć. Można zaryzykować stwierdzenie, że nigdy w moim "studio" nie było tak cicho, jak ostatnimi czasy.

Żałuję trochę, że RødeCaster nie posiada złączy XLR/TRS z możliwością wprowadzenia sygnału liniowego (tutaj PodTrak sprawdziłby się lepiej) - mógłbym wtedy pomyśleć o tym, by sygnał mikrofonowy puszczać przez GoldenAge'a i dopiero wprowadzać do RødeCastera. No cóż, mądry Polak po szkodzie.

Czy coś mi się w obecnej konfiguracji nie podoba? Poza brakiem wejść liniowych w RødeCaster raczej reszta jest ok. Przydałyby się dwie krosownice, żeby ostatecznie rozwiązać problem z wszystkimi połączeniami, ale też bez przesady. Przez ostatnie dwa tygodnie podłączanie było irytujące, bo wszystko ustawiałem, konfigurowałem i testowałem, jednak poza jednym wyjątkiem raczej nie będę robił już dużych "przemeblowań". Tym wyjątkiem ma być wielki "megatest" wszystkiego z wszystkim - czyli próbne nagrania z wykorzystaniem różnych mikrofonów, różnych przedwzmacniaczy i różnych urządzeń cyfrowych. Wobec jednak wszechogarniającej mnie niemocy i braku entuzjazmu, wcale nie jest pewne, czy do tego testu dojdzie...

Czas powiedzieć sobie jasno, że na tym etapie studio jest już kompletne. No, może przydałby się jeszcze jeden aktywator, żeby móc nagrywać swobodnie dwoma mikrofonami dynamicznymi "na wyjeździe", ale nie jest to coś strasznie pilnego. Teraz trzeba zacząć w pełni korzystać ze studia!

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Krosownice

Ilość sprzętu w moim domowym studio wzrosła w ostatnich latach i coraz trudniej jest zapanować nad tym, gdzie i jak coś podłączyć, żeby wygodnie z tego całego złomu korzystać. To jest właśnie ten obszar, na którym rozwiązania programowe pokazują swoją wyższość - bez kłopotu można konfigurować, mieszać, przestawiać... Tymczasem mnie irytuje, jeśli muszę ciągle przepinać wtyki, wyciągać z jednego gniazdka, wpinać w inne i tak dalej. Pomijając już samą niewygodę, takie przepinanie ma - rzecz jasna - niezbyt dobry wpływ na same urządzenia: wtyki i gniazda się wyrabiają, a przy odrobinie braku szczęścia przejechanie wtykiem z załączonym zasilaniem phantom po delikatniejszych złączach może doprowadzić do nieciekawych efektów (tak przynajmniej mi się wydaje, bo póki co jeszcze sobie niczego nie spaliłem). Tak czy inaczej, warto byłoby rzecz rozwiązać raz, a dobrze - ale jak to zrobić w "materialnym" świecie bez kupowania wielkiego i drogiego miksera?

Okazuje się, że mikser wcale nie jest potrzebny, zaś urządzenie do łączenie innych urządzeń istnieje od lat i nazywa się krosownicą. Na razie rozpoznaję temat teoretycznie, to znaczy czytam i oglądam filmiki, ale już mam jako takie pojęcie o tym, jak mógłbym krosownice wykorzystać u siebie. Zacznijmy jednak od początku.

Z tygodniowego szperania w internetach dowiedziałem się (znających się lepiej przepraszam za nieścisłości, wytknijcie je w razie czego w komentarzach), że są zasadniczo trzy rodzaje krosownic: ze złączami bantam, ze złączami TS/TRS oraz ze złączami XLR. Te pierwsze w moim wypadku od razu odpadają, bo w przypadku tak małego (choć dla mnie - dużego) zestawu sprzętu będą po prostu kwiatkiem do kożucha. Za to dwa pozostałe - o, tym przyjrzałem się dokładniej.

Krosownica TS/TRS

Są to zazwyczaj pasywne, nie wymagające zasilania urządzenia, które umożliwiają tworzenie rozmaitych konfiguracji połączeń wejść z wyjściami. Gniazda ułożone są w nich w dwóch liniach, górnej i dolnej. Górna obsługuje sygnał "wchodzący", dolna - wychodzący. Powiedzmy, że chciałbym wprowadzić do krosownicy sygnał z interfejsu audio i przekierować go do głośników. Normalnie robię to, podłączając głośniki (monitory) bezpośrednio do interfejsu, tym razem jednak sygnał wychodzący "na monitory" z interfejsu łączę z górną linią krosownicy, zajmując dwa gniazda TRS. Monitory podłączam do gniazd TRS leżących bezpośrednio pod tymi "wpuszczającycmi" sygnał. Przy takiej konfiguracji, w standardowym trybie normalized, sygnał z interfejsu wchodzi o krosownicy i jest od razu przekierowany na wyjścia, czyli do monitorów. Wszystko ładnie działa.

Powiedzmy jednak, że chciałbym móc przekierować na monitory także sygnał z RodeCastera - normalnie musiałbym odpinać monitory od interfejsu audio i wpinać je do RodeCastera. Przy użyciu krosownicy wygląda to tak, że RodeCastera wpinam w dwa dalsze gniazdka TRS w górnej linii krosownicy - od tego momentu mogę za pomocą krótkich przewodów TRS połączyć te wejścia krosownicy z wyjściami na monitory (co automatycznie wyłączy mi połączenie interfejs audio - krosownica - monitory). Wypinając krótkie przewody TRS z gniazdek "monitorowych" przywracam wewnętrzne połączenie z interfejsem.

Podobnie mogę podpiąć wejścia interfejsu do krosownicy i jeśli będę potrzebował coś nagrać za pomocą komputera, to po prostu podłączę odpowiednie źródło do odpowiednich gniazdek w krosownicy. Zysk z tej całej zabawy jest taki, że na stałe podłączam dostępne mi wejścia i wyjścia wszystkich urządzeń fizycznych do krosownicy, a potem za pomocą krótkich przewodów TRS łączę odpowiednie wejście z odpowiednim wyjściem, bez wiecznego gmerania przy gniazdach samych urządzeń. Gdyby wyrobił się gniazda w krosownicy, dużo łatwiej ją zastąpić niż wymieniać np. przedwzmacniacz czy interfejs (krosownica to koszt ok. 300zł, więc jest o wiele tańsza niż podłączone do niej urządzenia).

Krosownica XLR

Krosownica XLR działa troszkę inaczej niż ta omówiona wyżej. Służy raczej do tego, że z tyłu urządzenia wpinamy przewody XLR prowadzące np. do przedwzmacniaczy albo do urządzeń rejestrujących, a z przodu wpinamy mikrofon. Jeśli z pierwszego gniazdka XLR mam sygnał wyprowadzony GoldenAge Pre-73, z drugiego na dbx286s, z czterech kolejnych na RodeCastera, to podłączając mikrofon do krosownicy od razu wybieram, przez co chcę jego sygnał "przepuścić". Chcę go procesować GoldenAge'em? Wpinam w pierwsze gniazdko. Chcę nagrać podcast? Wpinam w gniazdko numer 3. I tak dalej, i tak dalej.

Wydawać by się mogło, że tego nie ma aż tak dużo, ale potencjalnymi "odbiorcami" sygnału z XLR są w moim przypadku: GoldenAge Pre-73 (jedno wejście), dbx286s (jedno wejście), Focusrite Clarett (dwa wejścia), RodeCaster (cztery wejścia), Tascam DR-100 (dwa wejścia). Fajnie byłoby mieć to wszystko podłączone raz a dobrze, a potem tylko wpinać mikrofon tak, by był rejestrowany przez odpowiednie urządzenie.

Razem!

Najbardziej elastycznym rozwiązaniem byłoby mieć krosownicę obojga typów jednocześnie (tzn. TRS i XLR), jednak na rynku takich brak, a przynajmniej ja takich cudów nie znalazłem. Musiałbym zatem mieć dwie krosownice i je odpowiednio połączyć (np. GoldenAge wejściem podłączony do krosownicy XLR i stamtąd płynie sygnał mikrofonowy, ale wyjście jest już przecież liniowe, więc przez TRS wchodzi na taką właśnie krosownicę i tu jest przekierowane np. do wejścia interfejsu audio albo rejestratora Tascam.

Niestety, dwie krosownice zajmują sporo miejsca, a konkretnie dwie jednostki rack, na co aktualnie nie mam zupełnie miejsca. Może, gdybym pozbył się mojego wielkiego biurka na rzecz mniejszego stołu i szafki, to wówczas miałoby to rację bytu. Na razie muszę się obejść smakiem, chociaż naprawdę podoba mi się pomysł spięcia wszystkiego "raz na zawsze" i skończenie z ciągłym wyciąganiem urządzeń, żeby coś tem podłączyć z tyłu.

Obecnie radzę sobie w ten sposób, że do dbx286s i GoldenAge mam na stałe podłączone dwa przewody XLR, do których mogę wpiąć dowolny mikrofon, zaś liniowe wyjścia tych urządzeń mam na stałe wpięte do Claretta. W razie konieczności mogę przekierować je do Tascama DR-100, który umożliwia zapis liniowego sygnału (w odróżnieniu od RodeCastera, który ma w sumie jedno bieda-wejście, zrealizowane jako TRRS i służące do podłączania telefonu). Mikrofon na statywie mogę wpiąć albo do Tascama, albo do RodeCastera, albo do GoldenAge'a, albo dbx286s, ostatecznie też do Claretta (jeśli wcześniej zwolnię jedno z wejść).

Uff... I to wszystko po to, żeby nagrać podcast, do którego wystarczy mi Tascam DR-100 z dowolnym mikrofonem albo i bez niego? Szaleństwo...

środa, 2 czerwca 2021

[T] Tascam DR-100 MK3

Mam ostatnio okazję testować stosunkowo nowy rejestrator firmy Tascam, model DR-100 MK3. Jest to dużo potężniejszy od mojego DR-05 (a przy okazji także sporo młodszy). Czy różnice między tymi modelami są zauważalne? Czy DR-100 daje rzeczywiście lepszą jakość dźwięku?

Co widzą oczy?

DR-100 jest sporo większy i cięższy od DR-05, a to z uwagi na fakt, że w środku musiały pomieścić się na przykład przedwzmacniacze oraz gniazda combo (XLR/TRS) z zasilaniem phantom 48V, a także wbudowany akumulator; dodatkowo część obudowy jest metalowa. Oprócz dwóch mikrofonów zewnętrznych możemy skorzystać z mikrofonów wbudowanych, które prezentują się bardzo ciekawie pod względem jakości rejestrowanego dźwięku. Jako że gniazda są typu XLR/TRS, można do rejestratora wprowadzić także sygnał liniowy, a dzięki gniazdu digital in i dołączonej przejściówce można nawet nagrywać bezpośrednio sygnał cyfrowy, np. z odtwarzacza CD/DVD.

Rejestrator został zaopatrzony w gumowe nóżki, które w połączeniu z dużą masą utrzymują urządzenie stabilnie na powierzchni biurka, choć naturalnie, na spodzie obudowy znalazło się też miejsce na mocowanie do statywu.

Na jednym z boków znajdziemy kółko-potencjometr do zmiany wartości parametrów (np. poziomu wejściowego) oraz gniazdo na karty SD (o maksymalnej pojemności 128GB). Po drugiej stronie umieszczono znacznie więcej elementów: przycisk zasilania, gniazdo USB (w wersji micro), wyjście liniowe i słuchawkowe w standardzie mini-jack, opatrzony cyframi potencjometr głośności sygnału podawanego na wyjście i wbudowany głośniczek, przełącznik blokady przycisków i w końcu włącznik wbudowanego głośniczka.

Na ściance dolnej umieszczono dwa gniazda XLR/TRS z blokadami, przełącznik do aktywowania zasilania phantom i złącze zdalnego sterowania (oczywiście do zakupienia osobno). Nad gniazdami XLR/TRS umieszczono także diody (osobno dla każdego kanału), sygnalizujące poziom sygnału.

Co słyszą uszy?

Przede wszystkim zacznę od tego, że przedwzmacniacze w rejestratorze mają duży zapas mocy i bez problemu mogę nagrywać sygnał nie tylko z WA-87, ale także z SM7B, nawet bez podłączonego FetHeada (i nie trzeba nawet maksymalnie wysterowywać przedwzmacniacza, choć do maksimum brakuje niewiele). Dodanie FetHeada nie jest zatem obowiązkowe, aczkolwiek przydatne, bo można wówczas obniżyć poziom o te 25dB, aczkolwiek szczerze mówiąc, moje ucho nie bardzo słyszy różnicę jeśli chodzi o szumy, bo sam mikrofon szumi na tyle, że względnie (np. po znormalizowaniu nagrania do -1dB) ilość tego szumu z FetHeadem czy bez niego nie ulega znaczącej zmianie.

Podłączenie WarmAudio WA-87 było już jednak czystą przyjemnością. Mocny, czysty i pozbawiony szumów sygnał to jest to, co chciałbym słyszeć za każdym razem podczas rejestracji głosu. Tutaj się to w pełni sprawdza i coś tak czuję po kościach, że Tascam stanie się głównym narzędziem do nagrywania audiobooków, bo zwyczajnie w połączeniu z WA-87 gwarantuje najwyższą dostępną mi jakość.

Co ciekawe, w odróżnieniu od modelu DR-05, DR-100 ma dwa typy wbudowanych mikrofonów - kierunkowe stereo (to te duże cylindry, skierowane do góry, które należy "wycelować" razem z całym rejestratorem w źródło dźwięku) oraz dookolne, umieszczone w małych szczelinach. Te zbierają dźwięk wokół rejestratora. Sygnał z obu jest niezły, choć (jak to bywa w rejestratorach), są bardzo podatne na podmuchy, więc do rejestracji "w terenie" należy zaopatrzyć się w jakąś osłonę - gąbkę lub "futerko".

W tym opisie nie będę zamieszczał zbyt wielu nagrań (szykuję osobne porównanie różnych metod rejestracji), ale jedno zamieścić muszę - to porównanie sygnału z mikrofonu SM7B bez aktywatora FetHead, jedno dokonane za pomocą DR-05, drugie zaś za pomocą DR-100 MK3. Myślę, że samo to wystarczy do pokazania różnicy w klasie tych urządzeń:

Tascam DR-05 + Shure SM7B

Tascam DR-100 MK3 + Shure SM7B

Zaznaczę, że oba sygnały znormalizowałem do -1dB, co w przypadku DR-05 oznaczało bardzo mocne podniesienie poziomu głośności, bo mimo wysterowania na maksimum, rejestrowany sygnał był BARDZO cichy...

Z jakości nagrań za pomocą DR-100 MK3 mogę być tylko i wyłącznie zadowolony, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Fajne rzeczy

Dużą i oczywistą (dla mnie) zaletą są wbudowane gniazda XLR/TRS z zasilaniem phantom - tego DR-05 jest pozbawiony, co z góry przekreśla współpracę z mikrofonami pojemnościowymi (poza odmianą złącza mini-jack od Sony, wymagającego zaledwie 2.5V zasilania phantom).

W zestawie znajduje się przejściówka do cyfrowego gniazda coaxial, więc stwierdziłem, że też to sprawdzę. Podłączyłem mój konsumencki odtwarzacz Onkyo DV-SP305 i nagrałem kilka piosenek z różnych płyt. Dźwięk, jak można się było spodziewać, okazał się bez zarzutu.

Cieszy bardzo funkcja "bezpiecznego nagrywania". Polega ona na tym, że jeden sygnał jest rejestrowany na dwóch śladach, przy czym na jednym z nich jest obniżony o 12dB poziom wejściowy. W efekcie, jeśli na "głównym" śladzie przydarzy się przesterowanie, można się poratować drugim, nagranym ciszej. Genialne w swej prostocie!

Mnie zaciekawiła funkcja Dual ADC, która niby ma sprawiać, że użyteczny sygnał zostaje pogłośniony o 7dB bez zwiększania szumu, jednak muszę tu przeprowadzić jeszcze dokładne testy, bo na pierwszy "rzut ucha" tej różnicy nie słyszę. Jeśli jednak okaże się to prawdą, to poważnie rozważę korzystanie z Dual ADC kosztem "bezpiecznego nagrywania" (niestety, nie można korzystać z obu tych funkcji jednocześnie).

Zasilanie

Podoba mi się rozwiązanie zasilania w tym rejestratorze. Możliwości jest tu multum: możemy zasilać urządzenie z wbudowanego akumulatora, dwóch ogniw AA, specjalnego zasilacza (nie ma go w zestawie, niestety) oraz z portu USB (np. z komputera). Co ciekawe, w wersji bezprzewodowej możemy połączyć wewnętrzny akumulator z ogniwami AA, przy czym da się nawet ustawić priorytet, np. najpierw energia jest pobierana z ogniw AA, a gdy te się wyczerpią, urządzenie automatycznie przestawi się na akumulator wbudowany. Troszkę szkoda, że rejestrator podłączony przez USB potrafi ładować tylko wewnętrzny akumulator, bo byłoby bardzo poręczne ładowanie także akumulatorów AA - nie trzeba by zabierać z sobą osobnej ładowarki dla nich.

Z ciekawości przeprowadziłem test - naładowałem "do pełna" akumulator oraz dwa ogniwa eneloop o pojemności 1900. Najpierw dokonałem nagrania tylko z wykorzystaniem akumulatora, mikrofonu MXL-770 i włączonego zasilania phantom. Myślę, że taka sytuacja (tzn. jeden mikrofon z phantomem) jest dość powszechnie stosowana. Włączyłem nagrywanie i zająłem się własnymi sprawami. Rejestrator "padł" po 5 godzinach i 56 minutach. Sprawdziłem, czy da się zgrać powstałe pliki (urządzenie podzieliło nagranie na pliki po około 2h każdy) - dało się. Tę samą procedurę powtórzyłem, wkładając tym razem ogniwa AA (akumulator nadal był rozładowany). Tym razem nagranie miało 1 godzinę i 8 minut, i również nagranie było całe i nieuszkodzone.

Jak dla mnie te wyniki są całkowicie do przyjęcia, a zakładając, że dołożenie drugiego mikrofonu zasilanego phantomem skróci te czasy o połowę sprawia, że nawet wtedy da się nagrać całkiem długi materiał. Sprawę dodatkowo ratuje redundancja zasilania - jeśli wyładują się akumulatorki/baterie AA, rejestrator przełączy się na akumulator wbudowany, a my mamy czas na wymianę ogniw AA.

Co się nie podoba?

Nie do końca podobają mi się "grzechoczące" przełączniki: część z tych na głównej ściance jest zamocowana dość luźno i przy poruszaniu rejestratorem słychać delikatne stuki. Nie przeszkadza to w przypadku, gdy nagrywamy stacjonarnie, ale przy trzymaniu urządzenia w ręku część tych stuków może zostać zarejestrowana, zwłaszcza przez wbudowane mikrofony... Na szczęście, jest to wada dość wydumana, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy.

Chociaż... jeśli miałbym się bardzo czepiać, to warto byłoby wspomnieć o dwóch rzeczach: sporej masie urządzenia (375g bez dodatkowych akumulatorków AA) oraz nieco skomplikowanej konfiguracji. Pierwsza "wada" traci jakiekolwiek znaczenie, jeśli przy rejestracji odkładamy gdzieś rejestrator lub mocujemy go na statywie. Gorzej, jeśli trzymamy go w dłoni i mamy zainstalowane ogniwa AA - wtedy rejestrator potrafi ważyć prawie pół kilograma, co w połączeniu z dużymi gabarytami sprawia, że trzymanie go przez dłuższy czas jest naprawdę męczące.

Skomplikowana konfiguracja sprowadza się do wędrowania po menu i ustawianiu źródła sygnału i jego formatu. Przestawienie rejestratora z przechwytywania sygnału mono z prawego kanału XLR z zasilaniem phantom na rejestrację stereo wbudowanymi mikrofonami dookolnymi trwa wieki - trzeba zagłębić się w przynajmniej trzy menu, po czym jeszcze dostosować kółkiem poziom nagrywania. Niestety, taka jest cena za dużą uniwersalność rejestratora. Na szczęście, jeśli nagrywamy w tych samych ustawieniach i tym samym mikrofonem, "wada" ta nie daje się aż tak mocno we znaki.

Czy jest lepiej?

Jest, i to zdecydowanie. Same przedwzmacniacze i gniazda XLR/TRS z phantomem "robią robotę", że nie wspomnę o "bezpiecznym nagrywaniu" (czy - jeśli okaże się faktycznie przydatne - Dual ADC). Dzięki temu można zupełnie zrezygnować z zewnętrznego przedwzmacniacza bez obawy, że zabraknie "mocy" lub szumy zniszczą nagranie. Jak dla mnie - rewelacja i tym samym DR-05 lotem koszącym zmierza do szuflady. Teraz tylko trzeba jakoś rozwiązać dylemat: RødeCaster czy DR-100?...