piątek, 30 sierpnia 2019

Adaptacja akustyczna pomieszczenia

Ech, do wszystkiego trzeba dorosnąć - do dobrych rad również. Zmagam się od paru miesięcy z jakością nagrań, dokonywanych za pomocą mikrofonu (tak, chodzi o audiobooki). Na wszystkich forach, w artykułach i w dyskusjach podkreśla się, że trzeba zacząć od adaptacji akustycznej, a dopiero później zająć się sprzętem czy oprogramowaniem. Tradycyjnie dla siebie, zacząłem rzecz zupełnie "od tyłu" - najpierw testowałem programy do nagrywania, potem zająłem się mikrofonem i gdy to wszystko nie przyniosło spodziewanych rezultatów, zacząłem przyglądać się baczniej pomieszczeniu, w którym nagrywam.

Zbudowane przeze mnie panele, jeszcze przed zawieszeniem na ścianach

Generalnie głównym problemem z nagrywaniem w pomieszczeniu są: hałasy oraz pogłos. W moim przypadku początkowo nagrywałem w kompletnie nieprzygotowanym pomieszczeniu - trzy puste ściany, w tym jedna z oknem, na czwartej ścianie półeczka z książkami. Do tego włączony szumiący komputer stacjonarny oraz odgłosy wpadające przez otwarte okno, jak również dodatkowy pogłos wynikający z otwartych drzwi. Aha, no i połowa podłogi tylko przykryta dywanem, reszta to gołe panele. Efekt?

Jak słychać, jakość nie jest rewelacyjna (próbek należy słuchać w słuchawkach, w głośnikach nie będzie prawdopodobnie słychać niuansów, choć w tym pierwszym przypadku chyba nawet głośniki są w stanie uwidocznić wady). Szum, odgłosy z dworu, pogłos. Oczywiście, wówczas próbowałem walczyć z tym za pomocą wtyczek redukujących pogłos, odszumiając materiał i robiąc inne, z perspektywy czasu niezbyt mądre rzeczy.

Potem dostrzegłem, że sporo mogę zyskać, zamykając okno i drzwi. "Przeprosiłem się"" także z rejestratorem Tascam, co pozwoliło mi wyłączyć komputer. Na dużej ścianie za plecami powbijałem haczyki (niech mi Żona wybaczy!) i rozwieszałem do każdej sesji koce, zasłony czy prześcieradła. Podczas nagrania miałem tuż za plecami dodatkowy "ekran", zrobiony z blendy fotograficznej. W ten sposób nagrałem kilka kolejnych audiobooków:

Było lepiej, to na pewno, ale ciągle przeszkadzał mi ten minimalny, ale słyszalny pogłos. Nijak nie dało się zniwelować za pomocą koców - dopiero postawienie przy ścianie wyjętego z łóżka materaca (sic!) spowodowało, że pogłos się zmniejszył. Diagnoza zatem brzmiała - bez absorberów się nie obędzie. Postanowiłem się więc w takowe zaopatrzyć, co efekcie dało taki rezultat:

Nagranie jest już całkiem w porządku, jak na obecny mój poziom wiedzy i doświadczenia. Co ważne, nie muszę do każdego nagrania "konfigurować" całego pomieszczenia, wieszać szmat na ścianach i robić innych, irytujących swą powtarzalnością rzeczy.

Ostateczny cel został (chwilowo) osiągnięty, więc wypada teraz skupić się na samym czytaniu, już teraz bez zgrzytania zębami, że materiał wyjściowy jest beznadziejny. Dodam tylko tytułem wyjaśnienia, że powyżej wstawione fragmenty są nieprzetworzone - nie zmieniałem głośności, nie odszumiałem, nie usuwałem pogłosu; wszystko prosto z plików zarejestrowanych w rejestratorze.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Obróbka głosu lektora

Bawię się ostatnio w kompletnie amatorskie nagrywanie audiobooków, starając się wypracować jakieś metody doprowadzenia głosu do poziomu przynajmniej przyzwoitego. Postanowiłem nieco uporządkować moją dotychczasową wiedzę, a że może się to komuś przydać, wrzucam tutaj moje przemyślenia.

Nagranie

Jest to najważniejsza część całego procesu. Bez dobrego materiału wejściowego niewiele da się zdziałać na późniejszym etapie, więc warto przyłożyć się do rejestracji głosu. Moje spostrzeżenia są następujące:

  • nagrywamy najlepszym dostępnym dla nas mikrofonem, najlepiej podłączając ten mikrofon do dobrego przedwzmacniacza czy dobrego interfejsu audio
  • warto nagrywać ze średnim poziomem sygnału, za to w 24 bitach - takie parametry pozwolą uniknąć przesterowań, a później w razie czego pogłośnić materiał
  • bardzo przydaje się filtr przeciwpodmuchowy (pop-filtr, czyli tzw. "pończocha") - nagrane bez niego "pyknięcia" wybuchowych głosek (np. "p") będą raczej nie do odratowania; pamiętajmy, że filtr musi być oddalony od mikrofonu o przynajmniej kilka centymetrów, inaczej nie spełni swojego zadania
  • lektor powinien czytać w pozycji wyprostowanej, z lekko uniesioną brodą
  • jeśli w trakcie czytania lektor popełni pomyłkę, warto od razu przeczytać daną frazę (zdanie, a lepiej - akapit) jeszcze raz, zamiast przerywać i wznawiać nagrywanie (przy okazji polecam ten patent)
  • udane nagranie warto od razu zarchiwizować gdzieś i nie pracować na oryginale (tak na wszelki wypadek)

Czyszczenie

Chodzi oczywiście o oczyszczenie i uporządkowanie nagrania. Przeprowadzamy odszumianie (jeśli jest konieczne - patrz tutaj) lub stosujemy bramkę szumów, usuwamy frazy źle przeczytane, zostawiając tylko te poprawne, usuwamy też przeróżne "mlaski", stuki, westchnięcia, wyciszamy głośne oddechy - przy czym warto zachować odpowiednią kolejność, czyli najpierw usuwamy źle nagrane fragmenty, a dopiero później słuchamy całości i usuwamy pojedyncze "brudy".

Wszystkie powyższe czynności można wykonać w dowolnym edytorze audio, choćby i w darmowym Audacity. W rezultacie powinniśmy dysponować "czystym" nagraniem, które "doszlifujemy" do ostatecznej postaci. Oczywiście, tę wersję też warto zarchiwizować, chyba że ktoś lubi spędzać czas na powtarzaniu raz wykonanej pracy, jeśli coś pójdzie nie tak.

Szlifowanie

Dalszą obróbkę można przeprowadzić także w zwykłym edytorze audio, ja jednak zachęcam, aby skorzystać z dowolnego programu typu DAW, z tego prostego powodu, że możemy dowolnie dublować ścieżki, nakładać efekty, tworzyć przejścia, dodawać muzykę czy efekty dźwiękowe. Oczywiście, część współczesnych edytorów audio (np. Acoustica, ale też i Audacity) ma możliwość pracy wielościeżkowej - to dobra opcja. Ja posłużę się przykładem Reapera, który - w mojej ocenie - bardzo dobrze nadaje się do tego typu prac: szybko się uruchamia, daje wszystkie możliwości typowej aplikacji DAW, ma też wbudowanych sporo efektów.

Dalszy opis będzie traktował tylko o obróbce ścieżki z głosem lektora - zabawy z efektami dźwiękowymi i muzyką zostawiam na inną okazję.

Korekcja

Celem korekcji jest przede wszystkim ukształtowanie brzmienia głosu. Zazwyczaj należy zrobić przynajmniej trzy kroki:

  • wyciąć niskie tony filtrem górnoprzepustowym, zwykle poniżej 100Hz - zwykle nie są potrzebne, chyba że nagrywamy niski, męski głos do trailera filmowego
  • podkreślić filtrem półkowym wysokie częstotliwości (od mniej więcej 8-9kHz) - doda to trochę "powietrza"
  • lekko podbić/osłabić częstotliwości odpowiedzialne za czytelność mowy, czyli 200-400Hz - słuchamy i oceniamy, co lepiej brzmi

Można też filtrem "szpilkowym" wyszukać pewną "dzwoniącą" częstotliwość, zwykle gdzieś w granicach 500-1000Hz i ją "wyciąć". Jeśli nasz korektor posiada funkcję dynamicznej korekcji częstotliwości, warto delikatnie osłabić sybilanty, jeśli takowe występują i już na tym etapie przeszkadzają.

Kompresja

Zadaniem kompresji jest wyrównanie poziomu głośności poszczególnych fragmentów nagrania. Ludzki głos jest dość dynamiczny, zwłaszcza w wykonaniu dobrego lektora, dlatego niektóre fragmenty trzeba nieco ściszyć, aby nie odstawały od pozostałych.

Kompresor jest na pierwszy rzut oka dość nieoczywistym narzędziem - w odróżnieniu od korektora, gdzie praktycznie natychmiast wyraźnie słychać wpływ manipulacji głośnością określonych częstotliwości. Najważniejsze parametry kompresora to:

  • threshold - próg zadziałania kompresora; wszystkie fragmenty cichsze niż wskazana tu głośność będą pozostawione bez zmian, te głośniejsze zostaną ściszone - skompresowane
  • ratio - czyli współczynnik kompresji; im większą wartość ustawimy, tym kompresja będzie głębsza, np. przy ratio na poziomie 2:1, wartości powyżej threshold będą ściszane dwukrotnie (np. 2dB do 1dB, 4dB do 2dB itd.); dla wokalu dobrym punktem wyjścia jest np. 4:1
  • attack - czas zadziałania kompresora; jeśli ustawimy tu dłuższy czas, kompresor zadziała z opóźnieniem, przepuszczając część sygnału; na nasz użytek ustawmy ok. 20ms
  • release - czas, po którym kompresor ma przestać działać; dla nas niezłe efekty da wartość ok. 100ms
  • knee - niektóre kompresory dają możliwość wyboru tzw. kolana kompresji; twarde kolano powoduje, że wszystko poniżej threshold nie jest kompresowane, a powyżej - jest ze 100% siłą; łagodne kolano z kolei powoduje, że coraz głośniejszy sygnał jest kompresowany coraz bardziej, aż do osiągnięcia maksimum;

Kompresora trzeba się nauczyć słuchać - dobrze, jeśli wybierzemy taki, na którym WIDAĆ wprowadzane zmiany, najczęściej na przebiegu fali naniesione są graficznie wprowadzane przez kompresor modyfikacje. To ułatwia wychwycenie uchem, że rzeczywiście COŚ się dzieje z sygnałem.

Ze swojej strony dodam, że ciekawą alternatywą dla kompresji są narzędzia typu Waves Voice Rider. Voice Rider nie kompresuje sygnału, tylko dynamicznie pogłaśnia go i ścisza, utrzymując na zadanym poziomie - czyli tak, jakbyśmy sami kontrolowali głośność kanału z wokalem za pomocą suwaka. Co więcej, te zmiany głośności możemy zapisać w DAW jako automatykę i w razie potrzeby zmienić ręcznie, jeśli w którymś momencie wtyczka zaaplikowała zbyt duże lub zbyt małe wartości.

Warto jest po kompresji podnieść głośność ścieżki (większość kompresorów ma służące do tego celu pokrętło Gain, czasem też występuje funkcja auto-gain, która automatycznie pogłaśnia materiał do poziomu wejściowego, co pozwala łatwiej porównać sygnał z kompresją i bez niej). Wiąże się to z faktem, że kompresor generalnie ścisza (kompresuje) dźwięk, czyli wyrównuje głośność "w dół", za to później można ten sygnał znacząco pogłośnić bez ryzyka przesterowania (bo szczyty są już "ścięte", skompresowane).

De-esser

Etap z usuwaniem głosek syczących nie jest obowiązkowy i zależy przede wszystkim od trzech czynników: mikrofonu, lektora i... ustawionej krok wcześniej kompresji.

Mikrofony, dostępne na rynku, są bardzo różnorodne i w różnym stopniu podkreślają (lub nie) sybilanty, czyli głoski syczące i świszczące, takie jak "s", "sz", "cz". Zwykle najtańsze mikrofony pojemnościowe (za 200-300zł) mają tu najwięcej problemów, a im lepszy mikrofon, tym łatwiej problem zanika. Polecam zapoznanie się z tym artykułem.

Drugą kwestią jest sposób mówienia lektora. Są osoby, które wymawiają sybilanty czytelnie, choć bez świszczenia, a są i takie, które prawie gwiżdżą przez zęby (czego na ogół się nie zauważa w normalniej rozmowie, dopiero podczas obróbki materiału rzuca się to w uszy). Jeśli trafimy na takiego "świszczącego" lektora, musimy przede wszystkim nagrywać go dobrym mikrofonem, warto też nieco odchylić membranę mikrofonu tak, aby głos nie uderzał w nią wprost, tylko pod pewnym niewielkim kątem.

Trzecia sprawa, to wcześniejszy etap kompresji, która zwykle bardzo "wyciąga" wysokie częstotliwości, w wyniku czego nagle sybilanty mogą zacząć być mocno słyszalne.

Jeśli chcemy ratować sygnał przed "świszczeniem", możemy to zrobić albo za pomocą korektora, osłabiając wąskie pasmo zawierające niechciane dźwięki, albo - lepiej - za pomocą de-essera, który jest specjalizowanym kompresorem pasmowym. Działa tak, że w wybranym zakresie częstotliwości przycisza sygnał przekraczający pewien próg głośności (czyli tak naprawdę kompresuje "eski").

Z de-esserem należy uważać, bo przesadne wartości zadziałania spowodują, że lektor zacznie seplenić niczym Kaczor Duffy. Ważna jest też kolejność - de-esser powinien być stosowany już po kompresji.

Limiter

Końcowym zabiegiem powinno być pogłośnienie materiału, połączone z ograniczeniem sygnału, aby nie powodował przesterowań. Robi się to specjalizowanym kompresorem, zwanym limiterem. Limiter może być też użyty bardziej kreatywnie, do "prasowania" sygnału w celu uzyskania specyficznego brzmienia (tzw. radiowy głos), ale w tym wypadku ograniczymy się tylko do podniesienia głośności tak, aby tylko szczyty sygnału dotykały granicy ok. -0.7dB.

Działania końcowe

W tym momencie nasz materiał jest już w postaci docelowej, możemy zatem przystąpić do właściwej pracy nad audiobookiem - dodajemy ścieżki z muzyką, ewentualnymi odgłosami czy efektami, po czym renderujemy całość i publikujemy, ciesząc się sławą i ogromnymi pieniędz... ej! do tego etapu chyba nie dotarłem. Ale życzę sobie tego Wam i sobie.

[T] SoundForge Audio Cleaning Lab - nadzieje

W drodze do usprawnienia samodzielnych prac nad audiobookami rzuciło mnie do sprawdzania różnych aplikacji, które mają (rzekomo) ułatwiać obróbkę głosu. Przetestowawszy WavePada, Wavosaura, WaveShopa, a nawet Hindenburg Journalista natrafiłem w publikowanych w sieci zestawieniach na tytułowy produkt. SoundForge'a mam i znam (chociaż nie używam), więc postanowiłem przetestować narzędzie, które przynajmniej w opisach miało znacząco skracać czas obróbki materiału audio. Pobrałem wersję próbną, zainstalowałem i...

Co można przyspieszyć?

Zanim jednak o aplikacji, kilka słów wyjaśnienia, o co właściwie chodzi i co chcę przyspieszyć. Podczas samodzielnego tworzenia audiobooków najwięcej czasu spędzamy, obrabiając nagrywany materiał. O samym nagrywaniu będę jeszcze pisał (artykuł już jest, ale czeka na ostatnie szlify), tutaj chciałbym tylko uświadomić Czytelnika, jak długotrwały jest to proces. Wydawałoby się, że wystarczy usiąść wygodnie, włączyć nagrywanie i przeczytać jakąś książkę, po czym można wrzucić efekt do sieci i gotowe. Otóż... nie.

Nagranie jest w zasadzie najkrótszą, najprostszą i najprzyjemniejszą częścią całego tworzenia audiobooka. Niestety, zwykle już tutaj pojawiają się małe problemy, bo trzeba korygować popełnione błędy, przejęzyczenia, złą intonację czy opuszczenia, więc po nagraniu trzeba najlepiej odczekać dzień i wziąwszy książkę do ręki, sprawdzić, czy wszystko jest dobrze nagrane (wierzcie mi, czasem można przeczytać INNE SŁOWA niż są w książce, czego się zwyczajnie nie zauważa). Podsumowując czasy tego etapu dla materiału, który trwa docelowo pół godziny: czytanie ok. godziny, pierwsze przesłuchanie i usuwanie pomyłek czy dubli to godzina, czasem mniej (zależy, jak nam szło przy czytaniu), drugie słuchanie z porównywaniem z tekstem - jakieś pół godziny, może czterdzieści pięć minut. Czyli już na tym etapie spędziliśmy prawie trzy godziny, żeby dostać pół godziny materiału.

Teraz przychodzi czas na dalszą obróbkę - usuwanie niechcianych dźwięków tła czy "przeszkadzaczy" (skrzypienie krzesła, mlaśnięcia), ściszanie co głośniejszych "oddechów", lekka korekta zbyt cicho wypowiedzianych końcówek słów. To wymaga mozolnego odtwarzania całego materiału dosłownie sekunda po sekundzie i sprawdzania każdej dłuższej pauzy między słowami. Trzymając się poprzedniego szacowania czasu - obróbka półgodzinnego materiału może zająć godzinę, a czasem i więcej.

A i to jeszcze nie koniec, bo wypadałoby nieco poprawić barwę głosu korekcją, wyrównać głośność kompresorem, złagodzić "eski" deesserem i podnieść ogólną głośność limiterem. No i po wszystkim przesłuchać całość, czy gdzieś czegoś nie opuściliśmy. Czyli mniej więcej godzina.

Podsumowując, aby otrzymać półgodzinnego audiobooka, musimy poświęcić mu pięć godzin!

Czas na bohatera!

I tutaj wchodzi z fanfarami Audio Cleaning Lab. Przyznam, że początkowo byłem pod wielkim wrażeniem - właśnie tego szukałem! Wrzuciłem na szybko "Białą śmierć" Lema, bez obróbki, żeby sprawdzić, jak szybko sobie poradzę. Otworzyłem panel Cleaning i bach! Wszystko, co potrzebne, pod ręką! Odszumiacz, bramka szumów, usuwacz oddechów, deesser, nic, tylko korzystać. Skonfigurowałem poszczególne efekty, odtwarzam - bardzo fajnie to wychodzi. Ale nagle... Oj!

To "oj" to głośniejszy oddech, na tyle głośny, że "wyskoczył" ponad poziom ustawiony w "usuwaczu oddechów". Pogmerałem w narzędziu, oddech zniknął, ale zaczęły też znikać co cichsze końcówki słów, nie tędy więc droga. Postanowiłem te głośniejsze oddechy wyciszyć ręcznie - w WaveLabie po prostu je zaznaczam i obniżam głośność o np. 6dB. To samo chciałem zrobić tutaj - zaznaczyłem i... Okazało się, że tak się nie da.

Audio Cleaning Lab okazuje się edytorem audio, w którym nie można zaznaczyć fragmentu nagrania i czegoś z nim zrobić, na przykład wyciszyć lub usunąć. ACL ma inną filozofię pracy - trzeba nagranie pracowicie dzielić na obiekty i dopiero z tymi obiektami można coś robić. Niestety, owe dzielenie jest nad wyraz uciążliwe i w praktyce trwa dużo dłużej niż zaznaczanie w dowolnym innym edytorze audio, zwłaszcza jeśli chcemy trafić z miejscem przecięcia dokładnie tam, gdzie fala przechodzi przez zero (żeby uniknąć trzasków). Dlaczego dłużej? Bo w razie, gdy nie trafimy z miejscem podziału, trzeba go cofać poleceniem undo - przy zaznaczeniu nie ma tego typu problemów, po prostu przemieszczamy granicę zaznaczenia bardziej w prawo czy lewo.

Prawie, prawie

Do tego doszedł problem zapisywania, które trwało u mnie zadziwiająco długo - kilkanaście sekund dla dwustumegowego pliku. To ostatecznie mocno ostudziło mój zapał do pracy w Audio Cleaning Lab - ale być może kolejne wersje doczekają się stosownych poprawek? Będę trzymał rękę na pulsie, tymczasem jednak muszę przeprosić się z WaveLabem, który - jak na razie - okazuje się bezkonkurencyjny. Gdyby tylko miał możliwość aplikowania efektów VST bez używania master racka!...

piątek, 9 sierpnia 2019

[T] Szybki test mikrofonów

Korzystając z faktu, że mam udostępniony przedwzmacniacz Golden Age Project 73 Mk3, postanowiłem przeprowadzić kilka szybkich testów posiadanych mikrofonów. Celem jest, oczywiście, porównanie "produkowanego" przez nie dźwięku w kontekście wokalu, a nawet bardziej - opracowań lektorskich, którymi się ostatnio zajmuję. Wprawdzie jakieś tam porównania robiłem i wcześniej, głównie między MXL770 a WarmAudio WA87, jednak teraz do boju wszedł także stareńki już (ponad dwudziestoletni!) Shure 14A, zabawkowy mikrofon pożyczony od córki oraz mikrofony elektretowe, wbudowane w rejestrator Tascam DR-05.

Co, jak i czym?

Aby ominąć problem szumiącego komputera, do rejestracji śladów wokalnych używam zwykle rejestratora Tascam - jest on bezgłośny i daje odpowiednią jakość zapisu (używam zwykle 48kHz i 24bitów). Aby przetestować jego wbudowane mikrofony, wystarczy tylko odpowiednio ustawić poziom sygnału i już. Aby sprawdzić pozostałe mikrofony, podłączałem je do przedwzmacniacza GAP73, a stamtąd przewodem XLR-TRS do wejścia liniowego rejestratora (z przejściówką na "małego jacka"). Poziom w rejestratorze ustaliłem na stałe, dopasowując głośność pokrętłem Output w przedwzmacniaczu.

Jak tekst posłużył mi fragment przygód Muminków, najeżony "eskami" i innymi zgłoskami sycząco-szumiącymi oraz głoskami "k" i "p", które także często sprawiają problem podczas rejestracji (przynajmniej w moim wykonaniu).

Wyniki

Przed podsumowaniem zachęcam do samodzielnego odsłuchania fragmentów i wyrobienia sobie własnego zdania na ich temat. Zamieszczone fragmenty są plikami zgranymi bezpośrednio z rejestratora, bez jakiejkolwiek edycji, odszumiania czy kompresji.

Mikrofon zabawkowy

Ten mikrofon odpadł, niestety, w przedbiegach, ponieważ zwyczajnie nie działał prawidłowo. Coś niby dawało się nagrać, ale albo przewód, albo coś w środku jest uszkodzone, bo praktycznie większość nagrania to buczenie i trzaski, zatem nawet nie zamieszczam stosownego fragmentu.

Tascam DR-05

Przyznam, że tu się nieco zawiodłem, bo miałem niegdyś o tych mikrofonach lepsze zdanie. To znaczy, może źle to ująłem. Do rejestracji mobilnej odgłosów są ok, ale jeśli oczekujemy dobrej jakości nagranej mowy, trzeba jednak postawić na mikrofony zewnętrzne, choćby jakąś "krawatówkę". Wyraźnie słychać braki w dolnym środku pasma oraz jakieś dziwne podbicie w górze, przez co nagrany materiał jest dość nieprzyjemny w odbiorze.

Shure 14A

Sam się dziwię, że ten mikrofon wciąż działa - wprawdzie nie był jakoś ekstremalnie eksploatowany, jednak wiek robi swoje. Tu się cudów nie spodziewałem, ale nie jest źle. Widać pewną przewagę nad mikrofonami pojemnościowymi - Shure nie zbierał tylu odgłosów z pomieszczenia, dzięki czemu dźwięk jest dość selektywny, choć może mało w nim szczegółów.

MXL770

Król sybilantów - tak mogę śmiało powiedzieć po zakończeniu testu i przesłuchaniu wyników. Wszystko tu syczy i świszczy, a zdarzały się przecież sytuacje w przeszłości, że nagranie lądowało w koszu, bo było słychać wręcz "gwizdy". Zdecydowanie ten mikrofon nie jest ze mną (ale nie tylko ze mną) kompatybilny. W porównaniu do WA87 ma też nieco uboższy dźwięk. Pamiętam, że całkiem nieźle wypadały w nim partie grane na gitarze akustycznej, ale do nagrań lektorskich... nie, wolę już Shure'a 14A.

WarmAudio WA87

Ma zdecydowanie przyjemniejszy dźwięk niż MXL770, a co za tym idzie, wymaga mniej pracy podczas obróbki, zwłaszcza po wysterowaniu go GAPem 73. W walce z sybilantami wystarcza zwykle pojedynczy deesser, nie trzeba tutaj wiele kombinować. Mój zdecydowany faworyt i podstawowe narzędzie pracy.

Czy to ma znaczenie?

Czy wybór mikrofonu ma aż takie znaczenie? Moim zdaniem tak. Tutaj bardzo wyraźnie widać, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ćwierć wieku temu miałem do nagrywania jakiś kiepski mikrofon za kilkadziesiąt złotych. Z ulgą wymieniłem go na Shure'a. Później był zakup "świętego Graala", czyli mikrofonu pojemnościowego (padło na MXL770, bo był najtańszy). Nie miałem wówczas pojęcia, jak pracować z takim mikrofonem i całe szczęście, że mój ówczesny interfejs audio, Alesis iO4, miał zasilanie phantom, więc w ogóle dało się tego mikrofonu użyć (bo w momencie zakupu nie wiedziałem nawet, że mikrofony pojemnościowe takiego zasilania potrzebują). Wtedy ekscytowałem się dużą czułością, a o obróbce wokalu nie miałem zielonego pojęcia. To były czasy, gdy budżetowych mikrofonów pojemnościowych praktycznie nie było na rynku, najtańszy kosztował w granicach dwóch tysięcy złotych. Na tym tle MXL za 400zł to był hit, którego wady nawet w recenzjach były bagatelizowane ("za tę cenę?").

W bardziej świadomy sposób wybrałem dopiero WarmAudio WA87 - miał on obyć tym, czym nie był MXL, czyli mikrofonem do wokalu, z którym nie będę się bał świszczenia i syczenia. I tak się właśnie stało - chociaż akurat może WA87 nie radzi sobie z sybilantami tak dobrze, jak jego protoplasta, Neumann U87, jednak robi to znacznie lepiej, niż mikrofony budżetowe. Na razie jego możliwości zupełnie mi wystarczają, ale gdyby tak podłączyć do GAP73 coś jeszcze lepszego?...

Tutaj wtrącę jeszcze kilka słów o tym, do czego podłączamy mikrofon. Współczesne interfejsy audio mają dobre przedwzmacniacze i można je spokojnie wykorzystywać do nagrań, potrafią też dostarczyć zasilania phantom dla mikrofonów pojemnościowych - tak było z Alesisem iO4, Native Instruments Session I/O oraz aktualnie z Focusrite Clarett. Rzecz w tym, że dopóki nie podłączy się mikrofonu do prawdziwego przedwzmacniacza, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie narzędzia posiada. Oczywiście, Golden Age Project 73 Mk3 to nie jest jakiś ósmy cud świata i nie wiadomo, jaka półka jakościowa. Ale już i tutaj widać przepaść w porównaniu do preampów w interfejsach audio.

Spodziewałem się lepszej jakości

Należy pamiętać, że zamieszczone powyżej nagrania są "surowe", czyli zupełnie nieprzetworzone. Należy nad nimi jeszcze popracować (sposób obróbki materiału lektorskiego zamieszczę chyba tutaj w najbliższej przyszłości), o czym czasem się zapomina.

Podsumowanie

Nie chcę tworzyć jakiegoś podium czy przyznawać punktów, ale zwycięzca jest jeden: WA87. To z niego dźwięk najbardziej mi się podoba i to jego najczęściej wykorzystuję podczas sesji nagraniowych. To po prostu najlepszy mikrofon do nagrywania mojego głosu w dostępnej mi "kolekcji".

wtorek, 6 sierpnia 2019

Przedwzmacniacz wymagany

Narzekałem niedawno na polskie fora, ale to właśnie na nich ostatecznie znalazłem rozwiązanie problemu z nagrywaniem wokalu przez mikrofon WarmAudio WA87. A było to tak.

Dawno, dawno temu...

Streszczając pokrótce: podczas nagrywania audiobooków przez mój ulubiony mikrofon WA87 i interfejs Focusrite Clarett, skarżyłem się na niedostatecznie wysoki poziom rejestrowanego sygnału. Interfejs miałem już wysterowany maksymalnie, ale ciągle - za mało. W efekcie musiałem zwiększać poziom głośności podczas obróbki, co z kolei podnosiło poziom szumów i generalnie komplikowało mi przygotowanie materiału. Wypróbowałem bardzo dobry przewód, ale niewiele on pomógł. Jedynym wyjściem wydawał się osobny przedwzmacniacz mikrofonowy, ale czy na pewno pomoże on w rejestrowaniu? Czy taki wydatek się opłaci?

I właśnie na forum https://dzwiek.org/ znalazłem rozwiązanie. Firma MusicToolz udostępniła mi za darmo (!) na tydzień przedwzmacniacz Golden Age Project 73 Mk3, żebym po prostu sobie sprawdził, czy będzie on lepszy od przedwzmacniaczy z Focusrite'a. Bez zbędnych komplikacji i przedłużania: GAP 73 Mk3 dotarł, rozpakowałem, podłączyłem i...

O to chodziło!

W pierwszej chwili poczułem się nieco dziwnie - pierwsze próby nagrywania wyglądały tak, jakby dopiero odkrył mój mikrofon na nowo. Dźwięk był głośny i bez problemu dawało się go odpowiednio wysterować. Oczywiście, na początku, przy włączonym pececie i otwartym oknie nagrania były fatalne, bo zbierały mnóstwo szumów z pomieszczenia, ale wystarczyło się przerzucić na rejestrator Tascam DR-05, zamknąć okno i wyłączyć komputer, by rejestrować praktycznie sam głos (plus odgłosy typu skrzypienie fotela). Normalnie magia, powiadam Wam.

Właśnie czegoś takiego oczekiwałem, kupując swego czasu interfejs Focusrite Clarett. Jedno, co mi nie daje spokoju, to odpowiedź na pytanie, czy Clarett ma przedwzmacniacze o tak małej mocy, czy też w moim egzemplarzu z jakiegoś powodu są one jakoś uszkodzone? Z testów wynika, że raczej to pierwsze, bo interfejs poprawnie zachowuje się przy załączaniu zasilania phantom, działa funkcja AIR, nie ma też problemu, by wysterować sygnał liniowy (chociaż tutaj przedwzmacniacze nie działają). W ostateczności nawet ten nagrywany przez Focusrite'a sygnał od biedy się nadaje, jednak spędzałem zbyt dużo czasu na późniejszej obróbce.

W tym miejscu chciałbym podziękować firmie MusicToolz za umożliwienie przeprowadzenia testu - na pewno ułatwi do ewentualną przyszłą decyzję co do inwestycji w podobny sprzęt, bo widać od razu, że przynosi to oczekiwany efekt. No i przekonałem się, że z takim przedwzmacniaczem nagrywanie jest czystą przyjemnością - wystarczy skupić się na czytaniu i to bez tkwienia nosem w osłonie przeciwpodmuchowej.

piątek, 2 sierpnia 2019

Jan Parandowski - Mit o Orfeuszu i Eurydyce

Na przekór problemom ze sprzętem, postanowiłem nagrać krótki fragment mojej ulubionej "Mitologii" Jana Parandowskiego. A że akurat byliśmy z Perełką przy opowiadaniu o Orfeuszu i Eurydyce, stanęło właśnie na tym. Zapraszam zatem do słuchania:

czwartek, 1 sierpnia 2019

Polscy "fachowcy"

Miałem ostatnio problem z nagrywaniem wokalu. Generalnie rzecz sprowadza się do tego, że nagrywany sygnał jest zbyt słaby, a przynajmniej tak mi się wydaje. Używam WarmAudio WA87, podłączonego do interfejsu Focusrite 2Pre i muszę pokrętło wzmocnienia odkręcić praktycznie do maksimum, żeby sygnał miał odpowiednią moc. Przy tym muszę mówić do mikrofonu z odległości nie większej niż 10cm, co przy założonym pop-filtrze jest raczej mało komfortowe. Oglądając różne filmiki z wykorzystaniem tego samego mikrofonu widzę, że tam raczej nie ma problemu, odległości są już w granicach 20-30cm.

WarmAudio WA87, zdjęcie producenta

Ze znalezionych rozwiązań mam dwa: nagrywanie w 24 bitach, co pozwala wzmocnić sygnał na etapie obróbki oraz nagrywanie w Studio One, gdzie mogę podnieść poziom nagrywanego sygnału kosztem szumów. Żadne z tych rozwiązań mnie nie satysfakcjonuje, bo wydłuża się czas przetwarzania nagrania - trzeba materiał ostrożniej odszumiać (bo poziom szumów jest wyższy), a w przypadku nagrań lektorskich ostrożniej dobierać np. ustawienia bramkowania.

Zmęczony tym wszystkim, postanowiłem "zapytać internetu", choć tak naprawdę jedynym rozwiązaniem wydaje mi się po prostu zakup odpowiedniego przedwzmacniacza mikrofonowego, który będzie pracował lepiej niż przedwzmacniacze wbudowane w 2Pre. Aby uniknąć zbędnych pytań, całość opisałem dość szczegółowo - że mam taki a taki mikrofon, który zastąpił mi MXL770 (a to zastąpienie miało wyeliminować trudne do opanowania sybilanty), taki interfejs, takie są objawy, używam odpowiedniej charakterystyki, na pewno wyłączyłem tłumik, mikrofon jest dobrze skierowany, a rozważam zakup przedwzmacniacza mikrofonowego z lepszym wzmocnieniem, bo najwyraźniej 60dB z 2Pre to za mało. Z analizy rynku wyszło mi, że niezły byłby Golden Age Project 73, zatem pytanie: czy warto, czy ktoś zna lepszy przedwzmacniacz w podobnej cenie, czy może ma jakieś inne rady. Pytanie zadałem na kilku forach tematycznych i w kilku grupach na Facebooku. No i się zaczęło.

Odzew pozytywny

Na forach i w grupach anglojęzycznych dość szybko otrzymałem informację, że rzeczywiście warto zainwestować w przedwzmacniacz, ten wybrany przeze mnie ma na ogół dobre opinie, padło też kilka nazw preampów alternatywnych oraz porada, żebym spróbował użyć innych, lepszych przewodów do łączenia mikrofonu z przedwzmacniaczem (tu nawet otrzymałem link do ciekawego porównania i rozwiązanie z przewodem sprawdzę w pierwszej kolejności). Generalnie odpowiedzi były "na temat" i każdy biorący udział w dyskusji starał się podpowiedzieć coś interesującego albo przydatnego.

A to Polska właśnie

Pisałem o tym już cztery lata temu, ale nic się nie zmieniło. W polskim internecie "fachowcy" znają się na wszystkim, więc dowiedziałem się, że:

  • jestem nieukiem, bo nie chciało mi się nauczyć porządnie usuwać sybilanty z nagrań z MXL770
  • MXL770 jest super mikrofonem i mam za swoje, że zamieniłem go na badziewny (?!) WA87
  • chcę wyrzucać pieniądze w błoto, forumowicz nagrywał wokale odwróconymi słuchawkami i miał super efekty
  • amatorzy bez wiedzy biorą się za nagrywanie i tak to się kończy
  • pieniądze nie zlikwidują ignorancji
  • używam zbyt gęstego (!) pop-filtra i dlatego sygnał jest słaby
  • to wina Windows 10, ścisza sygnał
  • to wina oprogramowania, którego używam (cytat: "ja używam Audacity i nie mam nigdy problemów")
  • ktoś ma ten sam zestaw, a nagrywa mu się dobrze (po serii pytań okazało się, że i mikrofon, i interfejs są inne, ale przecież "to bez znaczenia, bo to praktycznie to samo")
  • to wina braku adaptacji pomieszczenia do nagrań (i światła rada: "nagrywaj w szafie, poziom sygnału wzrośnie")
  • światłe rady: obróć odpowiednio mikrofon, wyłącz tłumik, dobierz charakterystykę (czyli typowy problem braku czytania ze zrozumieniem)

Uwaga: ANI JEDNEJ odpowiedzi na pytanie o przedwzmacniacz. NIKT się nie odniósł do tego, co bym chciał kupić, jakie są alternatywy. Przyznam, że trafiła się jedna osoba, u której było widać CHĘĆ POMOCY, aczkolwiek za bardzo skupiła się na samym mikrofonie (czy nowy, czy nie uszkodzony, czym podłączony do interfejsu itp.) Zdecydowana większość jednak pisała tylko po to, żeby COŚ napisać i wyjść na specjalistę (zwłaszcza podobali mi się fachowcy od obróbki i usuwania sybilantów, wg których lepiej poprawiać złe nagranie niż dobrze nagrać)...

Ze świecą szukać

Nie wiem, czy istnieją na polskim rynku fora czy grupy prawdziwych specjalistów. Mam wrażenie, że nie chcą oni tracić czasu i nerwów na użeranie się z internautami (poza tym, dlaczego mają się za darmo dzielić zdobywaną latami wiedzą?). Nie trafiłem jeszcze na takie miejsce - a tam, gdzie byłem, poziom jest mniej więcej taki, jak opisałem wyżej. Pomocy w sprawach mniej oczywistych trudno się doczekać...

No nic, na razie spróbuję porady z przewodem (już zamówiony) i zobaczymy, co dalej.

ANEKS - ważne!

Minęło parę dni od zamieszenia wpisu i nagle... znalazłem forum https://dzwiek.org/. Bez większych nadziei wkleiłem tam opis mojego problemu i bardzo szybko dostałem odpowiedzi. Jedną z pierwszych była propozycja od firmy MusicToolz, że mogą mi bez problemu i opłat wypożyczyć na tydzień przedwzmacniacz Golden Age Project 73 Mk3 (!). Z pozostałych odpowiedzi także było widać, że ludzie starają się znaleźć przyczynę, a nie tylko piszą, by pokazać, że "się znają".

To przywróciło mi trochę wiary w polski internet - warto było sprawdzić to forum!