środa, 29 maja 2019

Obiecanki-cacanki

Dzisiaj krótki, acz kontrowersyjny temat, do którego skłoniły mnie poczynania dwóch dużych wytwórców oprogramowania muzycznego. Chodzi o Native Instruments oraz Steinberg, a rzeczą wywołującą kontrowersje jest sprzedawanie niekompletnych produktów z obietnicą, że "kiedyś coś się pojawi".

Zaczęło Native Instruments, które jesienią otrąbiło nową, dwunastą już wersję swojego sztandarowego produktu, czyli Komplete. Jedną z atrakcji tego pakietu miał być nowy syntezator, Massive X. Nie został jednak umieszczony w pakiecie od razu z powodu "dużej ilości pracy, którą jeszcze trzeba w niego włożyć". Premierę przełożono najpierw na luty 2019, obecnie program ma się pokazać w czerwcu.

O ile jeszcze sytuację Native Instruments można jakoś tłumaczyć (w końcu reszta pakietu się pokazała, a Massive X jest jednak odrębnym programem), to Steinberg - moim zdaniem - nie ma wytłumaczenia. Przy okazji premiery Cubase 10 w listopadzie ubiegłego roku jedną z głośno podkreślanych nowości miało być wsparcie dla technologii ARA2. W materiałach prasowych i na stronie Cubase'a wsparcie dla ARA2 zostało opisane jako coming soon (czyli "dostępne wkrótce"). To "wkrótce" zmieniło się szybko z końca roku na koniec pierwszego kwartału 2019, obecnie mamy koniec maja, a funkcjonalności nadal brak. Użytkownicy, którzy - skuszeni ową obietnicą coming soon - zakupili wersję 10, dzisiaj plują sobie w brodę, bo pieniądze wydane, a ARA2 w Cubase nie ma.

To, co mnie martwi, to podejście ogółu użytkowników. Producenci są generalnie przez nich usprawiedliwiani: że przecież mogło coś "wypaść", że to podnosi jakość (można dłużej popracować i "doszlifować" produkt), że to nic takiego. Moim zdaniem jednak to bardzo niepokojący i niekorzystny (dla użytkownika) trend. Jeśli czegoś nie ma, nie powinno znaleźć się w materiałach promujących czy chwalących produkt. W wielu artykułach dotyczących Cubase 10 ARA2 jest wymieniane jako zaimplementowana i działająca funkcjonalność, bo autorzy po prostu pominęli to nieszczęsne coming soon.

Zresztą, jaki jest cel chwalenia się czymś, czego się nie ma? Znam tylko jeden powód: czysto marketingowy. Bo chce się "złapać" nowych klientów, którym oczy się zaświecą, kiedy zobaczą wśród funkcji te nieszczęsne ARA2. Kupią spodziewając się, że "wkrótce" oznacza kilka tygodni, a nie ponad pół roku. A jak już kupią, to zostaną, bo przecież Cubase nie jest tani, więc szkoda już wydanych pieniędzy. Procesować się nikt nie będzie, bo przecież - jak przeczytałem na forum Steinberga - producent uczciwie napisał, że funkcjonalności jeszcze nie ma. No, napisał, ale moim zdaniem część użytkowników może się poczuć nabita w butelkę. Poza tym istnieje presja wydawania nowych wersji, bo wiadomo - użytkownicy mogą wtedy znów wydać pieniądze na uaktualnienie.

Bardzo się obawiam, że podobne incydenty zasieją ziarno, a plony zbierzemy za rok czy dwa - coraz więcej ośmielonych takim procederem producentów zacznie oferować rzeczy, które "będą", "pojawią się", "zostaną dodane", "być może kiedyś ktoś zaimplementuje". Dodawane coming soon staną się mniejsze, zastąpione gwiazdkami lub adnotacjami gdzieś z boku, że "lista funkcji może się zmienić" albo jest tylko "listą prognozowaną".

Czy w ogóle warto się tym przejmować? W mojej opinii jest to jednak dość nieczysta gra na utrzymanie klienta przy sobie, bo jeśli ktoś pilnie potrzebuje jakiegoś rozwiązania, może zwyczajnie przejść do konkurencji. Pokażmy mu zatem, że przecież już, zaraz, za chwilę (jak pokazuje życie - pół roku? rok?) nasz produkt też będzie tę funkcję miał! A jak już, skuszony obietnicą, klient zapłaci, to przecież poczeka...

sobota, 25 maja 2019

[G] Zybex (cover)

Jeśli ktoś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych miał w domu "małe" Atari, to z pewnością zetknął się z grą Zybex. Gra jak gra, trzeba było mieć niezłą koordynację ręka-oko, żeby przejść choćby pierwszy poziom, ale muzyka! Podobała mi się wówczas i podoba teraz - a stworzył ją Adam Gilmore, jeden z najbardziej uznanych muzyków czasów ośmiobitowych (świetna muzyka do takich gier, jak Draconus, Blinky's Scary School, Ninja Commando).

Żeby nie przedłużać - posiedziałem chwilkę lub dwie i zrobiłem własny cover tytułowego utworu z gry Zybex. Może się komuś spodoba?

środa, 22 maja 2019

[G] Migracja z FL Studio

Ostatnie lata zrobiły się bardzo burzliwe, jeśli chodzi o wybór programu DAW, z jakiego korzystam podczas tworzenia muzyki. W efekcie ani Via, ani Runaway, ani nawet Flashback nie mają wszystkich utworów przygotowanych w jednym formacie. Via i Runaway to przede wszystkim FL Studio, pożenione wszak z Cubase. Flashback to z kolei głównie Cubase właśnie, z małą domieszką FL Studio.

Jest to, naturalnie, bardzo kłopotliwe, bo chcąc np. zremasterować Flashback przed tłoczeniem CD, muszę albo znów pracować w dwóch programach, albo pracowicie przenieść aranżacje z jednego do drugiego. Czy jest to trudne? Sprawdźmy.

Die of Cold

Wybór padł na utwór Die of Cold z płyty Runaway. Kierunek przenosin: z FL Studio do Studio One. Była to pierwsza próba przeniesienia utworu z FL Studio (drugą był Caravan). I zaraz na początku okazało się, że... się nie da?

Przygotowania

Szybko doszedłem do wniosku, że coś, co miało być proste, będzie badziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Musiałem zapłacić cenę za brak wiedzy i doświadczenia.

Po pierwsze, chciałem przenieść dane MIDI, a nie tylko audio, więc prosta konwersja ścieżek w FL Studio na pliki wav nie wchodziła w grę. Ale okazało się, że nie można sobie ot, tak, wyeksportować utworu jako pliku MIDI, mimo że w menu istnieje stosowna opcja. Daje ona jednak w efekcie... pusty plik.

Po pół godzinie mozolnych prób zacząłem wreszcie zachowywać się rozsądnie i zajrzałem do internetu. No i okazało się, że w FL Studio utwór przed eksportem trzeba... przygotować. Robi to polecenie Prepare for MIDI export, ukryte w menu Tool-Macros. Przekształca ono projekt i dodaje wyjścia MIDI (UWAGA! nie należy tej wersji zapisywać zamiast oryginalnej!). Dopiero tak spreparowany projekt powoduje stworzenie właściwego pliku MIDI, który można z kolei zaimportować do docelowego DAW.

Dalsze prace zależą od tego, czego użyliśmy w pierwotnym projekcie. Ja np. często korzystałem z samplera do tworzenia ścieżek perkusyjnych, wczytując tam próbki z folderu Pack. Teraz się to zemściło, bo w większości tych próbek nie da się wprost przenieść do nowego DAW, bowiem są albo w formacie WavePack (rozszerzenie wv), albo w formacie Vorbis Ogg, mimo rozszerzenia wav (!). Aby ułatwić sobie późniejsze prace, napisałem szybko program, który "przebiegł" mi po całej bibliotece próbek i dokonał odpowiednich konwersji.

Prace właściwe

Mając skopiowane sample i inne pliki dźwiękowe (np. wokale) do katalogu nowego projektu można było wreszcie uruchomić Studio One i zaimportować do niego stworzony w FL Studio plik MIDI. Pliki dźwiękowe najłatwiej przeciągnąć do okienka Pool, aby można było bez problemu dodawać je do aranżacji lub wskazywać w SampleOne XT.

W pierwszym kroku przystąpiłem do porządkowania - pokolorowałem ścieżki zgodnie z tym, co miałem wcześniej w FL Studio. Później pociąłem je na klipy, bo z pliku MIDI każda ścieżka wczytywana jest jako jeden pasek długości całego utworu, co ogromnie zaciemnia widok.

Po tej operacji rozpocząłem mozolne przenoszenie ustawień - każdej ścieżce trzeba było przypisać odpowiedni instrument z odpowiednim brzmieniem oraz "zapiąć" odpowiednie efekty. Tutaj "zemściło się" stosowanie efektów wbudowanych w FL Studio, bo nie dało się w jednym miejscu zapisać presetu, a w drugim go wczytać - trzeba było przenosić ustawienia "mniej więcej".

Mając instrumenty i efekty, dorzuciłem sobie w Studio One ścieżkę aranżera i pooznaczałem kolejne fragmenty utworu.

Kolejnym etapem było umieszczanie klipów audio w odpowiednich miejscach aranżacji. Tutaj się trochę namęczyłem, bo każdy klip trzeba było precyzyjnie przemieszczać myszką, gdyż nie były odpowiednio docięte i nie pokrywały się z siatką utworu.

Problemy

Dość irytującym problemem okazały się dane MIDI. Z jakiegoś powodu FL Studio podczas eksportu koniecznie musi dołączyć dane typu Program Change, na które reagują niektóre syntezatory, np. Hybrid. Nie byłoby w tym jeszcze nic złego, jeśli powodowałoby ustawienie identycznego presetu, co w oryginale. Ale nie - preset był z uporem godnym lepszej sprawy ZAWSZE przesunięty o dwa, trzy sloty. Jedynym sposobem na zapobieżenie temu, jaki znalazłem, było wchodzenie w dane każdej ścieżki i ręczne usuwanie wszelkich danych Program Change oraz skojarzonych z nimi automatyzacji.

Drugim problemem, czy może sporą niedogodnością, było przenoszenie krzywych automatyzacji. Sprowadziło się to do ręcznego przerysowywania ich "na wzór" oryginalnych.

Wykończenie

Pozostało dobranie odpowiednich poziomów i parametrów w mikserze, ale już bez wzorowania się na starej wersji. Obecnie bowiem korzystam już np. z korektorów, aby odpowiednio pomieścić brzmienia w dostępnym spektrum, stosuję też kanały wysyłkowe i wiem, jak ustawić deeser. To wszystko pozwoliło uzyskać brzmienie spójniejsze niż ponad rok temu, co było dla mnie powodem do zadowolenia, bo oznacza, że jednak jakiś tam progres nastąpił, przynajmniej w kwestii miksu.

Efekt

W rezultacie uzyskałem (moim zdaniem) lepiej brzmiący utwór, dodatkowo odtwarzany bez problemów wydajnościowych, ładujący się szybciej i dużo czytelniejszy na ekranie. Same plusy - ale wszystko to kosztem wielu godzin (szacuję, że w sumie ok. 5-6). Późniejszy Caravan już tyle nie zajął, bo zaprocentowało doświadczenie (i skonwertowane wcześniej próbki).

Tak czy owak, podobne zabawy są bardzo uciążliwe. W ogóle muszę przemyśleć całość problemu otwierania starych projektów po latach. Wprawdzie można wszystko archiwizować jako pliki MIDI, ale jednak w ten sposób traci się mnóstwo informacji, z klipami audio włącznie. Z kolei przechowywanie wszystkiego jako osobnych ścieżek audio zajmuje ogromnie dużo miejsca (jeden utwór może zająć kilkaset megabajtów albo i więcej) oraz powoduje utratę danych MIDI, ułatwiających aranżowanie.

Przyglądam się obecnie formatowi AAF, który jest obsługiwany np. przez Logic Pro, ProTools, Studio One oraz Cubase. Jeśli zdobędę jakąś konkretną wiedzę, niechybnie się nią tutaj podzielę.

Aktualizacja PreSonus Studio One 4.5

Wczoraj została udostępniona aktualizacja DAW Studio One do wersji 4.5 - jest ona bezpłatna dla wszystkich posiadaczy wersji 4.x. Producent chwali się, że zamieścił w niej ponad 70 zmian, głównie sugerowanych przez samych użytkowników. Cóż zatem ciekawego znajdziemy w tej wersji? Niestety, ciągle brak nagrywania retrospekcyjnego, ale jest parę innych fajnych rzeczy:

  • kanały wejściowe zostały wyposażone w pokrętło poziomu oraz przełączniki polaryzacji (fazy) i napięcia fantomowego (dostępne, jeśli interfejs audio jest zgodny ze Studio One - nie trzeba gmerać w ustawieniach interfejsu)
  • można kopiować wtyczki między kanałami z zachowaniem ustawień sidechain
  • znacząco ułatwiono pracę z sidechain, bo poza kopiowaniem, można teraz zależność sidechain zdefiniować nie tylko z poziomu wysyłki z kanału, ale także z wnętrza wtyczki "odbierającej"
  • dodano nieco funkcji MIDI (np. odwracanie lustrzane, randomizacja, wypełnianie, trymowanie zdarzeń MIDI)
  • dodano opcję kwantyzacji z ustawieniem Snap to Zero
  • przebudowano opcję grupowania kanałów z możliwością nadawania grupom nazw, kolorów oraz przypisywania skrótów klawiaturowych do włączania/wyłączania grup; szczególnie fajnie wygląda to, że można sobie dla grup włączać/wyłączać części wspólne - np. chcemy łatwo ustawiać panoramę poszczególnych kanałów w grupie, to panoramowanie wyłączamy z "zakresu grupowania" i już
  • poszerzono możliwości eksportu, w tym dano możliwość obsługi formatu mp3 ze zmiennym bitrate'em oraz formatów aac i alac; ponadto można eksportować pliki wideo z osadzonym miksem
  • dodano nowy manager wtyczek oraz poprawiono działanie filtra (już nie gubi focusa - BARDZO na to czekałem!)
  • dodano funkcję blokowania zdarzeń i partii, co ma zapobiec przypadkowym przesunięciom czy edycji
  • polepszono wydajność instrumentów wielokanałowych (np. Kontakt) oraz instrumentów wbudowanych w Studio One (osobiście na razie nie zaobserwowałem dużych różnic)
  • ulepszono podgląd fragmentów audio (trzeba sobie to włączyć w opcjach, ale rzeczywiście partie audio wyglądają dzięki temu lepiej)
  • dodano Audio Batch Converter, który do tej pory był dostępny tylko w postaci rozszerzenia (notabene szkoda, że wersja Studio One Artist nadal nie dostała wsparcia dla wtyczek VST i nadal trzeba kupować specjalne rozszerzenie)

Przyznaję, że to całkiem zgrabny zestaw przydatnych opcji (mnie osobiście bardzo podoba się manager wtyczek i nowe grupowanie kanałów