środa, 21 października 2020

PreSonus Studio One 5.1 - ważna aktualizacja!

NARESZCIE! Czekałem, czekałem i się doczekałem! Oto w wersji 5.1 Studio One pojawia się nagrywanie retrospektywne! Ale zanim o tym, najpierw trochę ogólników. Wersja 5.1 została ogłoszona dzisiaj na presonusowym blogu, zaś pełna lista zmian dostępna jest na forum. Dobra, czas na szybką przebieżkę po tym, co mnie interesuje - bo oprócz tej wyczekiwanej funkcji są też inne.

Nagrywanie retrospektywne

O, nie mam zamiaru pisać tu któryś raz z rzędu, jak bardzo lubię tę funkcję i jak mi jej brakowało w Studio One. Po prostu cieszę się ogromnie, że jest i że działa. Nie jest może tak rozbudowana jak w Cubase, ale nie ma to znaczenia. Wystarczy, że mogę utrwalić to, co zagrałem, bez zbędnych ceregieli. Oczywiście, zapisywane są nie tylko wysokości i czasy trwania nut, ale wszelkie komunikaty (modulacja, after touch itd.), jednym słowem - rewelacja. W pewnym sensie skończyła się "era Cubase'a". W ostatnim czasie bowiem, gdy siadałem do DAW z zamiarem tworzenia muzyki (a nie tylko jej aranżowania), to uruchamiałem Cubase'a, właśnie ze względu na nagrywanie retrospektywne. Studio One stało się narzędziem do aranżowania czy tworzenia coverów, bo z kolei ma bardzo fajnie działającą detekcję akordów i tempa. Teraz Cubase straci swoją ewidentną przewagę - zobaczymy, czy coś pokaże w wersji 11-tej.

Filtry!

Jest to coś genialnego w swojej prostocie. Przy aranżacjach mających więcej niż 10-20 ścieżek na ekranie zaczyna się robić tłoczno. Główne okno trzeba przesuwać góra-dół, zaś mikser - prawo-lewo. Kolory i foldery trochę ratują sprawę, ale czasem chciałoby się mieć na ekranie tylko część ścieżek. Oczywiście, w dotychczasowej wersji można było sobie wyłączyć widoczność niektórych ścieżek, co na szczęście pozostawiono. Teraz jednak doszły filtry.

Zarówno dla ścieżek, jak i kanałów w mikserze przewidziano filtr - tekstowe pole, gdzie wpisujemy nazwę ścieżki lub kanału. I voila! - reszta ścieżek/kanałów po prostu znika, zostają tylko te pasujące do filtra. Jeśli odpowiednio ponazywamy ścieżki, to można w ten sposób zostawić całe grupy.

Dodatkowo jest też filtrowanie w oknie startowym, więc koniec z kłopotliwym wyszukiwaniem otwieranego kiedyś projektu - wystarczy wpisać jakąś frazę z jego nazwy i już:

Drukowanie nut

Tego wprawdzie nie wyczekiwałem, ale spodziewałem się. Już w opisie "piątki" zaznaczyłem, że funkcja nutowa bez możliwości drukowania/eksportu nie ma za bardzo sensu. No i okazało się, że mija miesiąc i edytor nutowy już te możliwości posiada. Można drukować, można eksportować do PDF (niestety, tylko jeśli zainstaluje się wirtualną drukarkę PDF), w dodatku nieco usprawniono edycję samych nut i całego "widoku nutowego". Jeśli ktoś lubi lub zwyczajnie potrzebuje papierowych nut, na pewno doceni pracę włożoną w ten element. Oczywiście, nadal istnieje integracja z innym produktem PreSonusa, czyli Notion, aczkolwiek nie testowałem tego, bo Notion nie posiadam.

Ułatwiacze

Oprócz tego, że można wyświetlić drugi pasek czasowy (i mieć jeden np. w sekundach, a drugi w taktach) pojawiła się także możliwość wyświetlenia pasków akordów, tonacji czy znaczników także w oknach narzędziowych. Np. jeśli używamy drugiego monitora, gdzie otwieramy przykładowo edytor MIDI (bardzo częste u mnie), to żeby się orientować w aranżacji czy podejrzeć linię akordów, trzeba było rzucać okiem na główne okno. Teraz można sobie wyświetlić taką ścieżkę w edytorze MIDI i po kłopocie. Naprawdę przydatna, choć przecież niewielka rzecz.

Falstart?

I tak, moim zdaniem, powinna się prezentować wersja 5 w czerwcu. Nie rozumiem, dlaczego PreSonus nie poczekał tych czterech miesięcy i nie doprowadził Studio One to obecnej postaci. Przecież to byłby hit: patrzcie, mamy edytor nutowy, zintegrowany z Notion, z możliwością druku i eksportu! Mamy nagrywanie retrospektywne! Mamy filtry ścieżek i kanałów! Mamy sceny w mikserze! Mamy tryb Show! Mamy drugi pasek czasowy! Mamy wyszukiwanie w oknie startowym (nareszcie!), mamy High DPI, mamy wiele ułatwień!... Szkoda, że nie poczekano, naprawdę.

Ale dobrze, że wersja 5.1 nie jest tylko pudrowaniem nosa - naprawdę wnosi sporo nowości. A za tę jedną ją uwielbiam! Czy dziwicie się, że już mam ją zainstalowaną?

wtorek, 13 października 2020

[Cubase] Kiedy skończy się era dongle'a?

Firma Steinberg zabezpiecza swoje produkty przed piratami za pomocą systemu e-Licenser, który w przypadku droższych produktów profesjonalnych wymaga także posiadania specjalnego klucza USB, stale podłączonego do komputera, na którym używamy tego oprogramowania. Jest to tzw. dongle, czyli sprzętowe zabezpieczenie, na którym wgrana jest licencja. Podstawowa zaleta dongle'a jest taka, że możemy go zabrać z sobą idąc np. do studia nagraniowego i jeśli jest tam Cubase, to podpinamy się i używamy jak własnego, bez wpisywania numerów seryjnych, logowania się do konta itp. Tyle teoria.

Dlaczego jestem "na nie"

Zabezpieczenie to jest ponoć bardzo skuteczne - tak przynajmniej twierdzi Steinberg, a popularność konkurencyjnego iLoka zdaje się to potwierdzać. Rzeczywiście piratom może być trudniej złamać takie zabezpieczenie, choć nie oznacza to, oczywiście, że nigdzie nie znajdziecie "skrakowanego" Cubase'a. Nie ma w tym nic dziwnego, bo co człowiek zabezpieczył, człowiek też odbezpieczyć może - naturalna kolej rzeczy, wszystko rozbija się wyłącznie o opłacalność całej operacji.

Mnie na ogół dongle nie wadzi, ALE...

Są dwie sytuacje, gdy wręcz gotuję się ze złości i kiedy to niewinny klucz USB staje się zmorą. Pierwsza z nich to aktualizacje. Pisałem o tym nie raz i nie dwa - chcę uruchomić Cubase'a, bo mam chwilę czasu i pomysł. Ale nie, DAW się nie uruchomi, za to wyświetli enigmatyczny komunikat błędu, który zwykle oznacza, że trzeba wejść na stronę Steinberga, pobrać najnowszą wersję e-Licensera, zainstalować ją i (czasem) zrestartować komputer. Dopiero potem można zasiadać do pracy.

Druga sprawa to praca na wyjeździe. Parę razy zdarzyło mi się, że wyjeżdżałem do rodziny, niezobowiązująco i bez planów muzycznej pracy. Na miejscu jednak się okazywało, że mam parę godzin, które mógłbym jednak wykorzystać twórczo - ale dongle'a brak, więc z Cubase'a nici. Całe szczęście, że mam alternatywy w postaci Reapera (nigdy nie zawiódł w takiej sytuacji) czy Studio One (też z reguły działa bezproblemowo). Inaczej, jako dumny posiadacz licencji Pro, mógłbym co najwyżej pooglądać tutoriale na YouTube...

Zwolennicy mówią

Zwolennicy takiej formy zabezpieczenia oprogramowania podkreślają, jak bardzo jest ono skuteczne. Podobno nie "złamano" żadnego Cubase'a od wersji 5, chociaż wystarczy wpisać odpowiednią frazę do wyszukiwarki, a ta "wypluwa" mnóstwo wyników dla najnowszej wersji. Podobno dongle jest wygodny - bo można po prostu podłączyć go do komputera z Cubase'em i już można pracować, bez wpisywania numerów seryjnych czy aktywacji. Najczęstsza zaś riposta na argument, że dongle jest zwyczajnie utrapieniem, to: nie musisz używać Cubase'a...

Otóż: jak wspomniałem, skuteczność jest dyskusyjna w kontekście możliwych do ściągnięcia wersji pirackich (czy i jak działają, nie weryfikowałem, ale że istnieją, to pewne). Wygoda stoi pod dużym znakiem zapytania, bo wprawdzie rzeczywiście można podłączyć swój dongle u kogoś, ale po pierwsze - musi mieć on wolny slot USB (co w dobie pracy na laptopach wcale nie jest takie oczywiste), a po drugie, musi mieć zainstalowanego Cubase'a w wersji nie wyższej niż nasza własna, bo nie można z licencją na wersję 9 Pro pracować z wersją 10.5 Pro. W końcu też trzeba ten nieszczęsny dongle zabrać z sobą i (może ważniejsze nawet!) pamiętać, by go później wyjąć i zabrać do domu! Bo utrata dongle'a to praktycznie utrata licencji, chyba że zawczasu tę licencję zarejestrujemy, acz i tak bez pomocy i dobrej woli supportu się wówczas nie obędzie.

Co do tego, że można po prostu zrezygnować z Cubase'a: otóż nie, nie zawsze można. Osoby, które pracowały z nim długo, mają pewnie dziesiątki, jeśli nie setki projektów, których nie da się otworzyć w innym DAW, a które mogą być potrzebne. Niektórzy też zwyczajnie współpracują z innymi użytkownikami Cubase'a nad wspólnymi projektami.

Najciekawsze, że NIKT z obrońców dongle'a nie przejawia entuzjazmu na myśl, że podobne zabezpieczenie powinny mieć systemy operacyjne, arkusze kalkulacyjne, edytory tekstu, gry czy w ogóle inne programy, z których się na codzień korzysta. I NIKT nie przyznał, że żałowałby, gdyby Steinberg zrezygnował z dongle'a... Czyli: "Dla Cubase'a jest to doskonałe rozwiązanie, ale nie chcemy, by było powszechne, a gdyby jednak producent z niego zrezygnował, to nikt by po dongle'u nie płakał..."

Dlaczego nic się nie zmieni?

Nie spodziewam się, żeby Steinberg wycofał nagle dongle'a z użytku. Dla firmy plusy przeważają nad minusami. Zresztą, o czym tu mówimy, skoro na oficjalnym forum Steinberga sami użytkownicy (niektórzy) bronią dongle'a jak wolności. Jednym z najbardziej kuriozalnych argumentów na obronę, z jakimi się spotkałem, było porównanie Cubase'a do markowego sprzętu. Jeśli się chce takiego sprzętu używać w dwóch miejscach, trzeba po prostu kupić drugi egzemplarz. Czyli tylko dlatego, że Steinberg zabezpiecza Cubase'a sprzętowym kluczem, mam sobie kupować drugą licencję (albo drugiego dongle'a), a może potem kolejne, jeśli będzie więcej miejsc, gdzie chciałbym go użyć? No, ale jak w ten sposób rozumują niektórzy użytkownicy, to nie spodziewam się, żeby producent w ogóle pochylił się nad problemem.

Z kolei nie można też liczyć na to, że Steinberg dogada się z iLokiem, bo skoro ma własne działające rozwiązanie, to po co ma je zamieniać na podobne, ale za które będzie musiał sam płacić licencję? Dlatego nie podzielam optymizmu użytkowników, czekających w napięciu na wersję 11 Cubase'a, która "na pewno" dongle'a nie będzie już miała...

poniedziałek, 12 października 2020

Mattia Chiappa - polecam!

Całkiem niedawno polecałem różne kanały na YouTube, związane z produkcją muzyki. Od tego czasu zmieniło się tyle, że poprzez "sieć powiązań" dotarłem do kanału prowadzonego przez Mattia Chiappę. Zajmuje się on muzyką orkiestrową i muszę przyznać, że idzie mu to znakomicie. A czy mnie do siebie przekonał? Tym oto filmikiem:

Jest to ni mniej, ni więcej tylko zapis analizy i poprawiania starego utworu (sprzed pięciu lat). Mattia pokazuje, część po części, co w tym utworze zawiodło, co nie działa, nie pasuje. Zwraca uwagę na bałagan i wspomina swoje wrażenia z pisania tego utworu, kiedy chciał, żeby brzmiał potężnie i "epicko". Dłuższa część filmu to jednak pokazywanie, jak można ten utwór poprawić. Mattia po prostu przearanżował go, pozmieniał, zachowując maksymalnie dużo z oryginału, ale robiąc to już z uwzględnieniem swojej obecnej wiedzy i możliwości. I to jest prawdziwie fascynujące - bo utwór rzeczywiście zaczyna brzmieć piękniej, lepiej, a wszystkie wprowadzone zmiany są uzasadniane. I nie chodzi tylko o instrumentację, ale także o harmonię czy wręcz wymianę jednego, kiepskiego fragmentu na inny. Końcowy efekt jest rewelacyjny!

Dlaczego tak mnie to urzekło? Bowiem wydaje mi się, że ja jestem właśnie gdzieś na etapie oryginalnego utworu. To znaczy, mam w ręku świetne biblioteki orkiestrowe, chór, organy i tak dalej, więc próbuję rozpaczliwie pokazać to wszystko, wykorzystać, zrobić jakieś pompatyczne rzeczy. Tak przynajmniej było jeszcze w kwietniu, maju, potem niby załapałem, że "mniej znaczy więcej" (np. przerabiając "Marie"), ale obejrzenie powyższego filmu uświadomiło mi, że np. aranżując ostatnio temat z "Laury" na orkiestrę, zrobiłem dokładnie to, o czym mówi Mattia - chciałem pokazać i zmieścić jak najwięcej: tu bębny, tam "blachy", smyczki, harfa i tak dalej, i tak dalej (szczęściem powstrzymałem się przed chórem, chociaż pokusa była ogromna). W efekcie powstał utwór może i efektowny, ale chaotyczny i nieuporządkowany.

Obejrzałem jeszcze parę innych filmów na kanale i powiem Wam, że warto to zrobić. Jest tutaj mnóstwo ciekawych i bardzo praktycznych rzeczy, i to w klimatach bardzo mi odpowiadających. Subskrybuję i będę tu na pewno częstym gościem!

sobota, 3 października 2020

[T] PreSonus - Studio One 5

Minęło kilka miesięcy i oto mogę przedstawić (nareszcie) choć pobieżny test nowego Studio One 5. No dobrze, nowego już pewnie tylko dla mnie, ale lepiej późno niż wcale. Wprawdzie nagrywania retrospektywnego nadal nie ma, ale już powoli tracę nadzieję, że się ono tutaj kiedykolwiek pojawi. Widocznie drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych funkcjonalności to za mało dla programistów z PreSonusa... Na szczęście są inne funkcje, które przemawiają za aktualizacją, zwłaszcza że nie jest ona już tak droga jak na początku.

Artykulacje i KeySwitches

O, to moja ulubiona funkcja w "piątce". Wreszcie zrobiono dobrze przełączanie artykulacji! Wprawdzie w Cubase też to jest (pamiętacie mapy ekspresji?), ale zrobione gorzej, w bardziej zagmatwany sposób i w dodatku nie działa ze 100% skutecznością (niestety!). Tutaj wyszło idealnie - nie dość, że stworzenie nowego mapowania dla konkretnego instrumentu to kwestia chwil (dosłownie - program nawet podpowiada kolejne nuty, trzeba tylko wpisać nazwy!), to jeszcze sam edytor przełączania jest genialny w swej prostocie.

W Cubase porobiono osobne wiersze na każdą artykulację, co w efekcie nie tylko utrudnia edycję (ciężko trafić w odpowiedni wiersz), ale też powoduje, że im więcej artykulacji, tym trudniej ogarnąć, co się dzieje w edytorze. Tutaj wiersz jest jeden, więc nie ma wątpliwości, która artykulacja działa w danej chwili. Co więcej, artykulacje są przełączane normalnie, nutkami, które widać w piano roll, lecz są one umieszczone na wyróżnionym tle i nie podlegają np. transpozycji razem z resztą nut. Te nuty ze "specjalnego obszaru" są transmitowane do instrumentu zawsze PRZED pozostałymi nutami, więc nie trzeba już kombinować z "mikroprzesunięciami", żeby mieć pewność przełączenia (czyli że nutka "przełączająca" dojdzie do instrumentu przed nutami "dźwiękowymi"). I to rzeczywiście działa, jeszcze nigdy mnie to przełączanie artykulacji nie zawiodło jak dotąd, czego nie można powiedzieć o cubase'owym rozwiązaniu.

Sceny

Sceny, o których teraz piszę, nie mają wiele wspólnego z modułem Show, którym notabene nawet się specjalnie nie interesowałem do tej pory. Chodzi o zapis ustawień miksera i poszczególnych kanałów. Jest to kolejne genialne w swojej prostocie rozwiązanie, wręcz idealne do miksowania i masteringu. Chodzi o banalną rzecz - miks polega głównie na wypróbowywaniu kolejnych wariantów; tę ścieżkę ściszamy, tamtą pogłaśniamy, tu dodajemy jakiś efekt, tam zmieniamy konfigurację innego. Rzecz w tym, że jeśli dojdziemy do wniosku, że przekombinowaliśmy, to jest już zwykle ciężko coś odkręcić, bo zwyczajnie nie pamiętamy wszystkich wykonanych kroków. Teraz jednak możemy w każdej chwili utrwalić wariant miksu, po prostu tworząc coś w rodzaju nazwanego "punktu przywracania". Jeśli coś poszło nie tak, wracamy do niego i szukamy innej drogi. Można też wykorzystać tę funkcję do porównywania dwóch różnych sposobów miksu, z których każdy wymaga wykonania wielu kroków i nie da się sprawdzić prostym cofnij/ponów. Bardzo dużą zaletą jest to, że można z zapisanej "sceny" przywrócić ustawienie tylko zaznaczonych kanałów.

Wtyczki

Producent podrasował graficznie (i pewnie nie tylko) także wbudowane wtyczki - i faktycznie, wyglądają całkiem ładnie. PreSonus chwali się też na prawo i lewo nowym efektem typu delay, ale - choć faktycznie wygląda on całkiem sympatycznie - dałem już sobie spokój z korzystaniem z wtyczek "DAWowych" (przy ewentualnym przenoszeniu utworu z jednego DAWa do drugiego, co mi się często zdarza, są później problemy z przeniesieniem ustawień). Trzeba to jednak zapisać na plus, zwłaszcza że presonusowe efekty są w mojej opinii bardzo dobre i szkoda, że nie ma możliwości zainstalowania ich jako zwykłych wtyczek VST.

Nutki

Wbudowano wreszcie w Studio One edytor nutowy i to całkiem niezły, prawdopodobnie jest to zresztą część drugiego ważnego produktu PreSonusa, czyli Notion. Edycja w nim jest całkiem przyjemna, można nawet włączyć czarne tło z białymi znakami. W mojej ocenie jednak, przydatność tego edytora jest nijaka z jednego powodu - otóż z zapisem nutowym nie da się nic zrobić! Ani wydrukować, ani wyeksportować np. do pliku PDF. Co najwyżej można sobie pozrzucać screenshoty jakimś zewnętrznym programem. Być może funkcja zapisu pojawi się w przyszłości, a na razie jeszcze nie zdążono tego zrobić, ale póki tego nie będzie, to zabawa nutami ma niewielki (poza edukacyjnym) sens.

Poprawki i ułatwienia

Nowa wersja poprawiła to i owo, jeśli chodzi o stabilność. Na razie nie udało mi się zawiesić jej ani za pomocą Omnisphere (choć czuję, że to tylko kwestia czasu), ani za pomocą utworu z "Gry o tron" (w wersji 4.6 80% przypadków wczytania tego utworu, odtworzenia i zamknięcia kończyło się pięknym "zwisem").

Cieszą drobne ułatwienia w rodzaju kolorowania pasków instrumentów na ten sam kolor, który jest przypisany do ścieżki - aż się zdziwiłem, jak to pomaga! Rzecz w tym, że Studio One wyświetla wszystkie instrumenty w jednym oknie z zakładkami i często okazywało się, że zmieniałem ustawienia nie tego instrumentu, o którym myślałem. Teraz kolor paska "alarmuje", że klikam w tym, w czym nie powinienem. Mała rzecz, a cieszy.

Bardzo fajny jest edytor obwiedni głośności dla wczytanych klipów dźwiękowych. Jeśli jakiś fragment klipu jest ciut (albo mocno) za głośni/cicho, można zwyczajnie myszką obniżyć/podnieść głośność w wybranym miejscu - aż dziwne, że podobnej krzywej nie ma np. w WaveLabie!

Wersja warta grzechu

Ostatecznie wersja 5 nie jest zła - oprócz wymienionych funkcjonalności jest przecież szeroko reklamowany tryb Show, jest szereg różnych usprawnień (na przykład posiadacze kontrolerów Roli Seaboard będą zachwyceni obsługą poly pressure i MPE, wielbiciele zewnętrznych efektów pokochają nowe kanały AUX). Całość działa całkiem sprawnie i choć interfejs użytkownika nie zmienił się znacząco, pomijając wtyczki, uznaję to za dobre rozwiązanie, bo akurat mnie wygląd Studio One bardzo odpowiada.

Żeby nie ten brak nagrywania retrospektywnego!...

czwartek, 1 października 2020

[G] Bartłomiej Wieczorkowski - Laura orkiestrowo

Kilka dni temu pisałem o coverze z gry Laura Arka Lubaszki i związanych z nim perypetiach. No i tak się jakoś stało, że Siostra Be nie pozwoliła odpuścić. Jasno dała do zrozumienia, że skoro jest jeszcze trzeci fragment, to ten trzeci fragment też trzeba zrobić. Na moje wyjaśnienia, że nijak nie pasuje on do dwóch pozostałych w mojej wersji stwierdziła tylko, że w takim razie trzeba zrobić go inaczej. A skoro Bartek (autor muzyki) zasugerował, że główny temat miał trzymać się klimatów muzyki Johna Williamsa z "Indiany Jonesa", to jednym wyjściem było zakasanie rękawów i przygotowanie aranżacji orkiestrowej.

I przyznam, że nie było to zadanie banalne, bowiem owa trzecia melodia, o której mowa, jest bardzo krótka, a w samej grze po prostu zapętlona. I o ile tam to w żaden sposób nie wadzi, to już nagranie niespełna minutowego motywu i powtórzenie go np. pięciokrotnie wystawiłoby na ciężką próbkę cierpliwość każdego słuchacza. Trzeba było podejść inaczej i tym razem zrezygnować z kurczowego trzymania się taktów z oryginalnej kompozycji, traktując ją wyłącznie jako źródło nut. A że i nut nieco brakło, to wymyśliłem patent z rozciągnięcie w czasie jednej z fraz i dodaniem jej jako "spokojnego fragmentu".

Całość zajęła sporo czasu, bo - nie oszukujmy się - nie jestem specjalnie dobry w orkiestracji, więc długo dopasowywałem odpowiednie brzmienia do odpowiednich fraz, trzeba też było popracować nad dynamiką. Mam nadzieję, że nie wyszło zupełnie tragicznie:

wtorek, 29 września 2020

[G] Janusz Pelc - Fred

O, ten cover wiąże się z garścią ciekawostek. Pierwsza jest taka, że to chyba drugi po Lasermanii cover z Atari, powstały jeszcze z ubiegłym roku i nawet opublikowany na BandCampie. Była tam jednak tylko wersja pierwotna, która została nieco dopracowana w tym roku i teraz, po wielu miesiącach, wrzucam ją także na SoundCloud, jako element "płyty" z coverami.

Druga ciekawostka jest taka, że ten cover (tak jak Lasermania) został przygotowany w Studio One - wszystkie pozostałe powstały już w Cubase. W zasadzie nie robi to żadnej różnicy, ale podejrzewam, że będzie mi się to odbijało w przyszłości czkawką i skończy się na przeniesieniu wersji presonusowych do Steinberga.

Trzecia ciekawostka jest taka, że kiedy grałem we Freda w dzieciństwie, miałem wersję zupełnie pozbawioną muzyki, zaś samą muzykę znałem tylko dlatego, że wybijała się spośród przykładów dołączonych do Chaos Music Composera. Gdyby nie tytuł, kompletnie nie powiązałbym jej z przygodami powolnego jaskiniowca, bo charakter tego nagrania jest zupełnie niezgodny z czasami prehistorycznymi.

I ostatnia ciekawostka - naszukałem się tej grafiki, którą widzicie powyżej. Wersję na emulator, którymi dysponuję, od razu wskakują do niezbyt ciekawego ekranu startowego. Dopiero Arek Lubaszka poratował mnie i mogłem do coveru dołączyć całkiem przyjemny obrazek Marka Siewiara.

To tyle bajdurzenia nie na temat, teraz zapraszam do posłuchania, a nuż się komuś spodoba?

niedziela, 27 września 2020

[G] Bartłomiej Wieczorkowski - Laura

Muzyka do gry Laura została przygotowana już dawno temu, w dobie kwietniowo-majowej "coverowej gorączki", jednak autor gry, Arek Lubaszka, uparcie utrzymywał, by wydłużyć czas trwania muzyki, na co z kolei nie chciałem się zgodzić, bo jedną z zasad tworzonych przeze mnie coverów jest maksymalna zgodność z oryginałami. Poza tym proste zapętlenie gdzieś w środku zawsze po czasie okazuje się nużące, zaś ja nie chciałem zbyt dużo dokładać "od siebie". Jednym słowem, sytuacja patowa.

Ostatecznie stanęło na tym, że Arek obstawał przy siedmiu minutach, ja z kolei przy oryginalnych trzech. Ale, ale... wpadłem na mało elegancki podstęp - muzyczki do Laury są w zasadzie trzy: do intra, do gry właściwej i do zakończenia. Ja miałem zrobione te dwie "skrajne", bo na główną jakoś nie mogłem znaleźć pomysłu, mimo podpowiedzi kompozytora, Bartka Wieczorkowskiego, że to powinno być coś w stylu muzyki z Indiany Jonesa. Połączyłem więc dwa utwory w jeden i to jest to, co można usłyszeć poniżej. Z symfoniką Williamsa nie ma to nic wspólnego, z charakterem gry również, ale nic nie poradzę. Arek, oczywiście, nie dał się wpuścić w maliny i podstęp wykrył, ale skończyło się na pogrożeniu palcem. Zapraszam zatem do słuchania!

środa, 16 września 2020

Kontakt - pierwszy instrument

Kontakt to bardzo rozbudowany sampler, stworzony dwadzieścia lat temu przez firmę Native Instruments. Obecnie dostępny jest w wersji szóstej, zarówno darmowej Player, jak i płatnej. Ale to nie tylko sampler - to także platforma do tworzenia własnych instrumentów muzycznych (bazujących na samplach). Mój kolega z grupy AudioGram, Filip Pawłowski, zajmuje się tworzniem tego typu instrumentów i kiedy zostałem zapytany, czy nie przygotowałbym jakiegoś projektu interfejsu użytkownika, zacząłem wnikać głębiej w te, znane wcześniej tylko ze słyszenia, możliwości Kontakta.

Instrument powstały na drodze eksperymentu

O co chodzi?

Główna część pracy, związanej z tworzeniem nowego instrumentu, polega na przygotowaniu i zmapowaniu próbek dźwiękowych. Jeśli mamy jakiś fizyczny instrument, który chcielibyśmy przenieść do samplera, musimy zrobić dwie rzeczy: nagrać próbki dźwiękowe i po obrobieniu umieścić je w Kontakcie, wskazując która odpowiada jakiemu klawiszowi (nucie). Nagrywanie wydaje się zrazu prostą czynnością, ale może zająć długie godziny: im więcej próbek przygotujemy, tym realniej i wiarygodniej będzie brzmiał instrument. I chodzi nie tylko o spróbkowanie wszyskich dających się wydobyć dźwięków (np. dla gitary - wszystkich strun na wszystkich progach), ale także różnych poziomów dynamicznych, artykulacji czy później powielenia tego wszystkiego, aby zastosować mechanizm round robin. Czyli - trzymając się przykładu gitary: próbkujemy strunę "e" szarpaną maksymalnie mocno palcem (robimy to np. 5 razy, starając się grać tak samo); teraz szarpiemy troszkę słabiej, również pięć razy i tak aż do bardzo cichych dźwięków. Każdy dźwięk nagrywamy i dbamy, aby wybrzmiał do końca. Teraz powtarzamy całą procedurę dla tej samej struny, ale przyciśniętej na pierwszym progu. I na drugim. I dla wszystkich strun. Potem CAŁOŚĆ robimy także dla gry kostką. Potem nagrywamy flażolety. Tapping. Potem wariacje z użyciem kapodastra. Albo z innymi (nylonowymi, stalowymi, grubymi, cienkimi) strunami. Albo inną gitarą. Albo innym mikrofonem. Albo... No, możliwości są niemal nieograniczone.

I gdy się wydaje, że to nagrywanie jest mozolne, przychodzi czas obróbki tego całego materiału. Cięcia, segregacji, odszumiania, docinania, nazywania. Bez dobrze opanowanej techniki obróbki, stosowania skrótów, automatów i tym podobnych wynalazków to zabawa na długie, długie godziny.

W końcu materiał audio jest gotowy i można uruchomić Kontakta, aby wrzucić tam próbki. I tu się również robi zawiło - czym są grupy? jak rozmieścić próbki i przypisać je do klawiatury? Jak skonfigurować round-robin? Jak dostroić niektóre próbki? Jak wyrównać czasy ataku albo głośność? Multum zagwozdek i problemów, zwłaszcza na początku, gdy Kontakt jawi się jako badziew pisany przez kretynów bez pojęcia o wygodnym interfejsie użytkownika (wierzcie mi, że na początku ma się takie wrażenie, a i później czasem to wrażenie powraca). Ale koniec końców całość wreszcie zaczyna jakoś brzmieć i wtedy wpadamy na pomysł, że warto było dać użytkownikowi jakąś gałeczkę czy suwak, którymi mógłby on sobie coś tam dostroić czy przestawić.

GUI w Kontakcie

Teoretycznie nie ma powodów do narzekań: Kontakt ma wbudowane gałki, suwaki, pola liczbowe, listy rozwijane itd. Kłopot pojawia się dla osób, którym nie wystarcza szare tło i standardowe kontaktowe kontrolki. Okazuje się bowiem, że chcąc mieć ładne tła, przyciski, pokrętła i napisy, trzeba nie tylko sobie to wszystko ręcznie narysować czy wyrenderować (w zewnętrznych aplikacjach), ale trzeba to też ZAPROGRAMOWAĆ. I pal licho już programowanie tego, co się ma dziać przy pokręcaniu czy przesuwaniu (bo to nie zależy od wyglądu kontrolki), tu trzeba programować także takie rzeczy jak przezroczystości, położenie na ekranie, wyświetlanie napisów czy liczb i tak dalej, i tak dalej.

W zasadzie GUI, tak jak resztę "działania" instrumentu, pisze się w ekstremalnie niewygodnym edytorze kodu bez kolorowania składni i podpowiadania parametrów, przełączając się do dokumentacji w PDF. Ba, żeby w ogóle cokolwiek wyświetlić, nawet tylko tło, trzeba napisać skrypt "on init" z magiczną linijką "make_perfview" i najlepiej deklaracją wysokości widoku.

Przykładowo, aby wyświetlić własne tło, musimy napisać (całkowicie ręcznie) coś podobnego:

on init    
    make_perfview
    set_ui_height_px(300)
    set_control_par_str($INST_WALLPAPER_ID, $CONTROL_PAR_PICTURE, "my_wallpaper")
end on

i zadziała to przy założeniu, że w odpowiednim folderze ręcznie umieścimy plik graficzny "my_wallpaper.png" wraz z również ręcznie utworzonym plikiem tekstowym "my_wallpaper.txt" o mniej więcej takiej treści:

Has Alpha Channel: no
Number of Animations: 0
Horizontal Animation: no
Vertical Resizable: no
Horizontal Resizable: no
Fixed Top: 0
Fixed Bottom: 0
Fixed Left: 0
Fixed Right: 0

(koniecznie z pustą linią na końcu, której znaczenie jest zupełnie nieznane i wszyscy ją dodają, bo inaczej "czasem to nie działa").

Przyznam, że widząc to wszystko przypomniały mi się czasy pisania pierwszych programów w Fortranie 77 - ale to było ponad dwadzieścia, trzydzieści lat temu! Wydaje mi się, że w 2020 roku Native Instruments powinno jednak pochylić się nad tym problemem i nieco ułatwić życie twórcom instrumentów... A przynajmniej dodać kolorowanie składni i uzupełnianie kodu oraz sprawdzanie składni w czasie rzeczywistym, a nie dopiero przy "kompilacji" (że o czytelniejszym opisywaniu błędów nie wspomnę, bo na początku można sobie oczy nadwyrężyć od analizowania kodu podanego malutkimi literkami, żeby np. po długim czasie wpaść na to, że jakaś zmienna nie ma deklaracji). Od strony kodowania jest to prawdziwa katorga i 100 razy lepiej jest przenieść skrypt do SublimeTexta, do którego da się zainstalować kolorowanie składni KSP (Kontakt Script Processor). Można się także posiłkować specjalnym edytorem napisanym przez fana, Nilsa Liberga - Nils Liberg's KScript Editor.

Pierwszy instrument

Żeby w pełni zrozumieć, co tu się w ogóle wyrabia, postanowiłem przygotować prościutki instrument, bazujący na zabawce córki. Nie bawiłem się w różne poziomy dynamiczne, za to spróbkowałem po kilka razy każdą płytkę, żeby zastosować mechanizm karuzelowy round-robin. Do obróbki wykorzystałem Reapera, bo ze względu na wykorzystywany świetny tutorial nie chciałem sobie komplikować życia. Płytek w instrumencie nie było dużo, więc przygotowanie próbek nie zajęło aż tak dużo czasu, jak się początkowo obawiałem. Zatem wszystko nagrane, obrobione, poszatkowane i ponazywane, czas zasiąść do Kontakta.

Dzięki wspomnianemu tutorialowi mapowanie próbek poszło nadzwyczaj sprawnie - ale przyznam, że bez pomocy Davida w życiu sam bym nie doszedł, jak należy całą rzecz przeprowadzić. Instrument gra (i to lepiej niż oryginał, który kompletnie nie był nastrojony, a poza tym nie wypełniał całej gamy), czas zatem na interfejs użytkownika i duże gały do regulowania filtra (pomyślałem, że może być to ciekawe).

Przygotowałem zatem grafikę tła, napisałem metodę "on init" tak, aby się to tło wyświetliło, po czym dodałem w pierwszym kroku dwa suwaki (bo do suwaków można później podpiąć własne pokrętła - kontaktowe pokrętła zaś nie mogą być stylizowane przez użytkownika!) i zaprogramowałem ich działanie dla punktu odcięcia i rezonansu filtra. Wszystko działało bardzo dobrze, zatem przeszedłem do ostatecznego kroku.

W Affinity Designerze przygotowałem rysunek pokrętła na wzór tych z Nucleusa. Wczytałem je do specjalnego programu KnobMan, który potrafi przygotować serię obrazków tworzących animację pokrętła. Tu się trochę namęczyłem, bo na przygotowany kształt pokrętła musiałem nałożyć animowaną linię i znacznik. Po wyeksportowaniu plik graficznego i wrzuceniu go do zasobów instrumentu, wreszcie mogłem podpiąć moje grafiki do zdefiniowanych wcześniej suwaków.

No i instrument gotowy - wystarczyło go teraz tylko spakować i opublikować, chętni zatem mogą go pobrać z tego linku.

Podsumowanie

Fanem budowania instrumentów dla Kontakta raczej nie zostanę, chyba że wpadnie mi do głowy jakiś fajny pomysł. Mimo wszystko przygotowanie nawet tak prostego instrumentu było ciekawym doświadczeniem, a szczerze mówiąc bardziej podobałoby mi się przygotowanie jakiegoś narzędzia, które po pierwsze miałoby edytor z kolorowaniem składni, a po drugie umożliwiałoby wizualne przygotowanie interfejsu użytkownika (i "pod spodem" tworzyłoby i zmieniało wszystkie potrzebne pliki). Podejrzewam zresztą, że tego typu narzędzia gdzieś tam są dostępne, a na pewno firmy dostarczające kontaktowe instrumenty mają swoje edytory, bo nie wierzę, że wszyscy posługują się wyłącznie prostym edytorem w Kontakcie. Tak czy owak, warto było zrobić powyższy eksperyment.

Pomoc dla chcących

Osoby, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę z tworzeniem instrumentów dla Kontakta, powinny koniecznie zapoznać się z tutorialem Davida Hilowitza:

czwartek, 10 września 2020

[T] Cubasis na jednej ścieżce

Dwa miesiące temu pisałem o eksperymentach z podłączaniem Korga SP-250 do telefonu z Androidem. Wówczas wybór padł na Audio Evolution Mobile, z którego jednak nie byłem zadowolony na tyle, by się w pewnych momentach nie irytować. Problemy sprawiał przede wszystkim interfejs użytkownika, który - jak się okazało - często bywał mało responsywny. Nie wiem, z czego to wynikało, ale często po dłuższym (8-10 minut) nagrywaniu miałem problem z włączaniem przycisków - nie mogłem tego nagrywania zatrzymać. Raz zdarzyło się nawet, że tak skutecznie nie mogłem, że w końcu aplikacja się zamknęła, nie zapisując niczego.

Drugi w kolejce był Cubasis i okazało się, że... no, chyba już tak zostanie. Program jest ogromny (800MB do pobrania!), ale wbrew pozorom działa bardzo płynnie, nic się nie zacina, zaś sama obsługa (zwłaszcza dla osób znających Cubase) jest dość komfortowa (wizualnie oba programy są do siebie podobne). Rzecz jasna, nie wykorzystuję potencjału Cubasisa w pełni, bo moje projekty mają zwykle tylko jedną ścieżkę z - jak to nazwał swego czasu Marek Biliński - "rybką", czyli taką swobodną, luźną improwizacją. Taki projekt zapisuję i od razu wysyłam na Dysk Google'a.

Siadając już do "dużego Cubase'a", importuję cubasisowy projekt (uwaga, trzeba zainstalować specjalny dodatek, na szczęście darmowy!), z czym - rzecz jasna - nie ma żadnych problemów i jeszcze się nie zdarzyło, żeby coś zostało zepsute albo zgubione. Zresztą, nic dziwnego.

Dla osób, które wolałyby eksportować z Cubasisa po prostu czyste pliki MIDI, też jest taka możliwość, aczkolwiek nieco ukryta. Trzeba bowiem wejść najpierw do funkcji Mixdown i tam zaznaczyć, że chcemy utworzyć właśnie plik MIDI. Tak utworzone pliki również były bez problemu otwierane, m. in. przez Reapera.

Podsumowanie

Jak widać z powyższego, faktycznie nie zgłębiłem za bardzo pełnego potencjału Cubasisa. Jeśli ktoś jest ciekaw tej aplikacji, może sobie ściągnąć za darmo wersję LE, która działa przez pół godziny, a potem trzeba uruchamiać ją na nowo. Próbowałem i mnie to irytowało, więc używam wersji pełnej, ale może komuś do dorywczej pracy wystarczy LE. Myślę, że warto się przyjrzeć, bo mało jest na Androida tak dopracowanych DAWów.

A na koniec, żeby była ilustracja dźwiękowa, mały utwór powstały właśnie w Cubasisie:

poniedziałek, 7 września 2020

YouTube'owe kanały dla muzyków

Dzisiaj chciałbym się podzielić listą znanych mi kanałów, na których można znaleźć rzetelną i sprawdzoną wiedzę na tematy okołomuzyczne czy okołodźwiękowe - korzystam z nich od wielu miesięcy, a nawet lat i bardzo polecam Waszej uwadze. Większość, niestety, dostępna tylko w języku angielskim, ale myślę, że to w dzisiejszych czasach nie jest już aż tak wielkim problemem. No i podobnych jakościowo kanałów w języku polskim ciężko się doszukać, niestety...

Guy Michelmore i Thinkspace

To mój niewątpliwy numer jeden na tej liście. Sympatyczny (a czasami wręcz szalony) starszy pan, będący czynnym kompozytorem filmowym i szefem firmy Thinkspace, publikuje dość często bardzo fajne i inspirujące filmy. Czasem dotyczą one konkretnych produktów, często zaś prezentują jakieś zagadnienie z zakresu kompozycji lub aranżacji. Jak napisać muzykę do filmu? Jak wymyślić melodię? Co to są skale i akordy? Czy można napisać muzykę, siedząc w samochodzie w myjni? Tu się nie sposób nudzić, nawet jeśli ktoś nie zajmuje się muzyką orkiestrową.

Link: https://www.youtube.com/user/thinkspaceeducation

Alex Moukala

Bardzo fajny kanał dla osób, zaczynających dopiero przygodę z orkiestracjami - Alex w przystępny i łopatologiczny sposób pokazuje, jak programować rytmy, jak kształtować ekspresję i dynamikę, nie stroni także od testów poszczególnych bibliotek. I choć po pewnym czasie może trochę razić bardzo trailerowy charakter prezentowanej tu muzyki, to jednak jakaś wiedza w głowie pozostanie. Ciekawostką jest fakt, że Alex do aranżacji orkiestrowych używa dość nietypowego w tych klimatach programu FL Studio.

Link: https://www.youtube.com/channel/UC_CyR8Aqfl45kzFIDeMr-CQ

Spitfire Audio

Trzeci i ostatni (obiecuję!) kanał związany z tworzeniem muzyki orkiestrowej. Tym razem prowadzony przez uznanego producenta bibliotek, Spitfire Audio, który na front walki o serca użytkowników rzucił m. in. Paula Thomsona, Homay Schmitz czy Christiana Hensona. Oprócz oczywistej otoczki reklamowej, która ma w jak najlepszy sposób przedstawić produkty firmy (co akurat nie jest trudne), materiały często zawierają bardzo przydatne praktyczne porady, a prowadzący zdradzają niektóre szczegóły swojego warsztatu pracy. Zresztą, zawsze przyjemnie jest oglądać muzyków przy "pracy".

Link: https://www.youtube.com/user/spitfireaudiollp

DoctorMix

Jeden z najbardziej pozytywnych kanałów na YouTubie, jakie znam. Jeśli jeszcze nie widzieliście pozytywnie zakręconego Claudio Passavantiego za klawiaturą, to czas nadrobić zaległości. Filmy z reguły reklamują różne instrumenty i urządzenia (wirtualne i fizyczne), ale jakoś nigdy nie odbierałem tego negatywnie. Claudio zwykle skupia się na muzyce i robi to tak, że dla każdego staje się oczywiste, że konkretna marka instrumentu jest w danej chwili sprawą drugo-, jeśli nie trzeciorzędną. A entuzjazm i uśmiech są naprawdę zaraźliwe i nie raz już bywało, że po premierze jakiegoś filmiku sam zabierałem się do muzycznej roboty. Oprócz walorów czysto rozrywkowych można się tutaj także dużo nauczyć (zwłaszcza użytkownicy Cubase'a, którego używa Claudio), także w kwestii wykorzystania fizycznych instrumentów, których na tym kanale zobaczycie w akcji naprawdę sporo.

Przy okazji: ostatnio Claudio buduje nowe studio i wrzuca filmiki z poszczególnych etapów, więc jeśli ktoś myśli o podobnym kroku, warto popatrzeć, na co zwrócić uwagę.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCbzNcFN7cxA8HO18cTYyTfg

Chris Selim - Mixdown Online

Chris to kolejny (po Claudio) ambasador programu Cubase i użytkownikom tego programu gorąco polecam kanał Mixdown Online. Są tu opisane nie tylko zagadnienia czysto muzyczne/producenckie, ale Chris pokazuje mnóstwo funkcji Cubase'a, o których istnieniu wiele osób nawet nie wie. Bardzo solidnie prowadzony kanał, często zasilany nowymi filmikami.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCr4af6MfAMfff8w7WqCa7Lw

Joe Gilder - Home Studio Corner

Joe Gilder to z kolei ambasador Studio One i w ogóle marki PreSonus. Jest on także czynnym muzykiem, który nagrywa zarówno własną muzykę, jak i bierze udział w nagraniach innych osób (z czego zresztą też można znaleźć filmy). Na kanale znajdziemy bardzo różnorodne filmy, od typowo technicznych (np. po co i jak używać kompresorów, co daje limiter, jak konfigurować side-chain), przez muzyczne (np. aranżacje, dobór brzmień) po konfigurowanie domowego studia czy testy urządzeń.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCYDzeYIkNPD7_6adQZ3oX8g

Rick Beato

Kanał Ricka oglądałem kiedyś bardzo często, bo jest tu sporo wiedzy, ale też i ciekawostek. Są nawet filmy w rodzaju "10 najbardziej znanych wstępów perkusyjnych". Co ciekawe, Rick jest multiinstrumentalistą, który gra nie tylko na instrumentach klawiszowych, ale też perkusji czy gitarze. Poza tym, że jest muzykiem, jest przede wszystkim nauczycielem muzyki i bardzo serio traktuje aspekt edukacyjny, przez co ostatnio mocno zżyma się na panoszące się na YouTube firmy, które zgłaszają naruszenia praw autorskich nawet do krótkich fragmentów, granych w materiałach edukacyjnych przez samego Ricka.

Link: https://www.youtube.com/user/pegzch

Musoneo

Jedyny na tej liście kanał polskojęzyczny. Być może dlatego, że nie trafiłem na nic innego, równie rzetelnego? No i przeglądając wyniki wyszukiwań na YouTube trudno znaleźć jakieś dobre, polskie kanały. Maciek prezentuje nie tylko wiedzę o teorii muzyki, ale też o produkcji, zamieszcza także testy instrumentów czy urządzeń przydatnych przy produkcji muzyki. Dodatkowo na swojej stronie oferuje bardzo bogate kursy, m. in. obsługi Cubase'a czy Studio One (i chociaż część materiałów ma już parę lat, to jednak merytorycznie niezbyt się zestarzały).

Link: https://www.youtube.com/user/musoneo

Adam Neely

Adam to dziwny typ. Jest bardzo wyedukowany teoretycznie i często jego filmy to takie trochę wykłady w rodzaju: czy akordy nonowe mają zastosowanie poza muzyką jazzową? Często też piętnuje amatorszczyznę i braki w wiedzy, więc nie dla każdego jego filmy będą przyjemne. Mimo wszystko bardzo szanuję jego wiedzę i to, co prezentuje na kanale, więc zachęcam do przyjrzenia się temu.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCnkp4xDOwqqJD7sSM3xdUiQ

White Sea Studio

Kanał prowadzony przez Wytse Gerichhausen, nieco kontrowersyjnego inżyniera dźwięku, właściciela studio produkcyjnego White Sea. Dlaczego Wytse jest kontrowersyjny? Bo postawił na posiadanie własnego zdania w każdym aspekcie muzyki. I do tego przeprowadza równie kontrowersyjne testy "snake oil", czyli sprawdza, ile prawdy jest w obietnicach twórców różnych wtyczek muzycznych. Co ciekawe, osobiście woli używać urządzeń fizycznych i ma na tym punkcie prawdziwego hopla - testy takich urządzeń również pojawiają się na kanale.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCFgUBKoy5trmcyVh1e_AS8Q

Booth Junkie

Kanał lektora Mike'a DelGaudio, który nie tylko testuje mikrofony czy przedwzmacniacze mikrofonowe, ale przede wszystkim dzieli się wiedzą związaną z nagraniami lektorskimi. Jak nagrywać, gdzie nagrywać, jak szybko zaadaptować wnętrze na potrzeby nagrań lektorskich, a nawet jak zbudować specjalną kabinę nagraniową. Do tego parę fajnych lekcji wykorzystania programu Reaper jako "magnetofonu lektora", różne sztuczki w rodzaju zastosowania "klikera" i oto mamy naprawdę niezłą bazę wiedzy. Jeśli ktoś dopiero zaczyna z czytaniem audiobooków, jest to bardzo dobre miejsce do odwiedzenia.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCHHf1h8k7MA6-AG8FXjnQSw

Lord Vinheteiro

Na koniec dość nietypowo, bo nie jest to kanał edukacyjny czy testowy. To kanał dla przyjemności. Lord Vinheteiro jest pianistą i to nie byle jakim. W swoich filmikach nie odzywa się ani słowem, pozwala za to grać swoim palcom. A repertuar jest szeroki i zróżnicowany. Na przykład 10 utworów klasycznych, które słyszeliście, ale nie macie pojęcia, co to. Albo różne typy pianistów. Albo motyw z "Ojca chrzestnego" zagrany w wielu różnych stylach. Albo jak brzmi najszybszy utwór. Albo melodie z gier wideo grane na pianinie. Naprawdę polecam posłuchać sobie tego czy owego. I pooglądać, bo często filmiki to takie małe skecze kabaretowe, dzięki niemocie i nienagannej prezencji prowadzącego.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCSE6yilNScIz1SLTNQvrXMw

środa, 2 września 2020

AudioGram - grupa dla zapaleńców tworzenia muzyki

W sumie facebookowa grupa AudioGram istnieje już od paru miesięcy, a kulisy jej powstawania to materiał na osobny felieton. Jednak dopiero teraz przyszło mi (nie bez pomocy z zewnątrz!) do głowy, by ją trochę zareklamować na moim blogu. W końcu co, kurczę blade, jestem na niej tytularnym administratorem (brzmi dumnie, ale oznacza tak naprawdę, że jestem administratorem tylko z nazwy).

Grupa nie jest publiczna, więc trzeba się do niej zapisać - co akurat według mnie jest dobre, bo już trochę przesiewa osoby chcące tam coś publikować. A same publikowane posty też są moderowane - i znów, moim zdaniem to dobrze, bo praktyka internetowa pokazuje, że nie ma co liczyć na to, że ktokolwiek zapozna się z regulaminem, nie wspominając nawet o jego respektowaniu.

Tak czy owak - chętni znajdą tu sporo ciekawego materiału, a i sami mogą coś ciekawego opublikować. Grupa nastawiona jest głównie na edukację w zakresie kompozycji i produkcji muzycznej, a nie tylko wyłącznie chwalenie się własnymi nagraniami, więc sądzę, że warto tam zajrzeć.

Native Instruments zapowiada Komplete 13

Nie minęły nawet dwa miesiące od wpisu dotyczącego wersji 11, a tu Native Instruments ogłosiło właśnie zapowiedź wersji 13. W niej jednak - w odróżnieniu od "dwunastki" - nowości nie zabraknie. Od razu też ostrzegam, że skupiam się przede wszystkim na wersji Ultimate, bo to tutaj (i w wersji Collector's Edition) będzie się najwięcej działo. W wersji Select nawet nie wiem, czy cokolwiek przybyło, bo jest ona tak uboga, że nie ma tam nawet pełnego Kontakta i nigdy bym nie wydał na nią 199 euro. Wersja standardowa (bez dopisków) ma na pewno nowego Guitar Riga 6 Pro oraz nowy - podobno bardzo fajny - fortepian Noire.

Z dość ważnych nowości wymienić należy:

  • Guitar Rig 6
  • fortepian Noire
  • Mysteria (Ultimate)
  • Session Guitarist – Picked Acoustic (Ultimate - ale nie jestem pewien, czy nie było tego w Komplete 12)
  • Stradivari Violin (Ultimate)
  • Guarneri Violin (Ultimate CE)
  • Amati Viola (Ultimate CE)
  • Stradivari Cello (Ultimate CE)
  • Arkhis (Ultimate CE)

Jako posiadacza Stradivari Violin ogromnie moją wyobraźnię rozpala reszta kwartetu smyczkowego, czyli drugie skrzypce, altówka i wiolonczela. Jeśli są zrobione równie dobrze co Stradivari Viola (a w sumie dlaczego miałyby nie być), to "jaciękręcę"! Także zbliżony w obsłudze do Thrilla instrument nazwany Mysteria działa na wyobraźnię muzyczną (oczywiście sam Thrill też w "trzynastce" jest obecny). Już dla tego pakietu warto nabyć aktualizację (sama Mysteria z Cremona Quartet są już droższe niż aktualizacja z Ultimate do Ultimate CE!)

Za to wielkim nieobecnym jest Damage 2 (o którym w pierwszej chwili pomyślałem, jak tylko zobaczyłem e-maila o "trzynastce"). Z drugiej strony to bardzo świeży produkt i chyba nikt już nie kupiłby go od Heavyocity, gdyby można było mieć go w pakiecie Komplete Ultimate. Ale może dodadzą go z czasem?

Czekamy zatem do pierwszego października, kiedy ma mieć miejsce premiera. I ciułamy pieniążki, bo może swoim zwyczajem w przyszłe wakacje Native Instruments zrobi wyprzedaż za pół ceny, to się wtedy "trzynastkę" nabędzie.

[G] Gades - Phobos po latach

Żeby szybko przetestować świeżego Nucleusa 1.1, postanowiłem przygotować nową wersję utworu "Phobos" z płyty "Via". Utwór jest krótki i prosty, więc jego przeróbka z EastWest Hollywood Orchestra na Nucleusa nie nastręczała większych problemów. Oczywiście nie skończyło się tylko na podmianie brzmień bibliotek, bo znalazłem parę miejsc do poprawy oraz dodałem kilka rzeczy nieobecnych w oryginale.

Przy okazji przetestowałem także Studio One 5.0.2, które wyszło akurat dzisiaj, bo - niestety - wersja 5.0.1, podobnie jak 4.6, zawieszała się przy zamykaniu niektórych utworów (w tym także tego omawianego). Dodatkowo spostrzegłem pewien problem, którego nie kojarzę z wersji 4.x - otóż domyślnie włącza mi się "tryb niskiej latencji", w którym to trybie aktualnie zaznaczona ścieżka jest w dziwny sposób wyciszana. Dopóki nie skojarzyłem tego ściszania z "niską latencją", kląłem bardzo szpetnie próbując dobrać poziomy ścieżek - co którą ustawiłem i przechodziłem do kolejnej, to ta dopiero ustawiona zaczynała "wyć". Poczytałem na forum PreSonusa i okazuje się, że możliwość włączenia tego trybu zależy od możliwości sprzętowego interfejsu - zatem z jakichś powodów wcześniej chyba mój Focusrite Clarett na to po prostu nie pozwalał.

Zapraszam do posłuchania, a posiadacze płyt CD z oryginałem mogą sobie porównać różnice:

wtorek, 1 września 2020

[T] Audio Imperia - Nucleus 1.1

Dość niespodziewanie dostałem ostatnio informację e-mailową, że właśnie pokazała się wersja 1.1 biblioteki orkiestrowej Nucleus. Co ciekawe, w wiadomości było jasno napisane, że nie jest to zwykły update, ale trzeba dokładnie odinstalować poprzednią wersję (łącznie z usunięciem wpisów w rejestrze!). To już mnie zaintrygowało - co się pojawi nowego?

Przemyślany

Nowy Nucleus wydaje się dużo bardziej przemyślany niż wersja 1.0. Najważniejszą zmianą jest ukrycie folderów Tight, zawierających próbki o krótkim czasie ataku. Nie znaczy to jednak, że się ich pozbyto - po prostu zamieniono je na przełącznik. Można zatem go kliknąć i nagrywać praktycznie bez latencji, a potem wyłączyć i mieć już normalny czas ataku. To akurat może być przydatne.

Druga duża zmiana to dodanie specjalnego pokrętła regulującego pracę artykulacji legato. Dzięki temu długie dźwięki mogą być łączone bardzo płynnie, zaś jeśli zdarzy się fragment złożony z krótszych nut, one też mogą być zagrane legato. Bardzo fajne rozwiązanie, choć wymaga dodatkowej automatyzacji.

U dołu panelu instrumentu pojawiły się też przełączniki, które włączają np. tryb drugich skrzypiec albo tryb niente, umożliwiający regulację dynamiki w pełnym zakresie, tj. aż do zupełnej ciszy.

Opóźnienie

Cechą charakterystyczną Nucleusa jest narzucona przez niego samego latencja, wynosząca ok. 250ms. Oznacza to, że dźwięki wydobywające się z tego instrumentu są nieco opóźnione względem reszty aranżacji - słychać to wyraźnie, jeśli połączyć Nucleusa np. z bębnami Damage. Wynika to z chęci zastosowania przez twórców względnie długich czasów ataku, który ma zwiększyć realizm brzmienia.

Aby jednak dopasować poszczególne ścieżki aranżacji w DAW, można posłużyć się dwoma sposobami. Pierwszy to regulacja szybkości ataku w samym Nucleusie, co w zasadzie przy ekstremalnym ustawieniu sprowadza się do korzystania z przełącznika Tight. Drugi, moim zdaniem dużo lepszy sposób, to ustawienie przesunięcia czasowego ścieżki w DAW (jako że i Cubase, i Studio One, i Reaper mają taką funkcję, jest ona pewnie w każdym szanującym się DAW), zawierającej Nucleusa. Tu wystarcza dać przesunięcie -125ms, by całość zaczęła się synchronizować.

Swoją drogą tak się zastanawiam, czy w ogóle regulowanie przesunięcia w Nucleusie ma jakiś sens - czy nie wystarczyłby tylko przełącznik Tight na potrzeby nagrywania? Ale może faktycznie komuś robi różnicę skrócenie ataku akurat o np. 20ms...

Pobieranie

W sumie nie wiem, czy było tak w wersji 1.0, ale wersję 1.1 można pobrać bezpośrednio w Native Access, po dodaniu numeru seryjnego. Pamiętam, że na pewno wersję 1.0 pobierałem za pomocą Continuata Installer - tym razem mogłem skorzystać z polecenia Install w Native Access (aczkolwiek mam ciągle dostępną wersję Lite, którą trzeba ściągnąć Continuatą).

Warto zainstalować

Myślę, że to wartościowa poprawka - zwłaszcza ze względu na możliwość aplikowania "gładkości" legato i dodatkowe brzmienia "drugich skrzypiec". Także zintegrowanie brzmień tight wyszło instrumentowi na dobre, bo nie trzeba przeładowywać brzmienia, wystarczy prosty przełącznik. Trzeba pobrać wprawdzie 20GB i babrać się w rejestrze systemowym (w Windows), ale dostaje się lepszą bibliotekę. Warto.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Czy rzecz tkwi w miksie?

Trochę już nagrałem muzyki w życiu - nie tak dużo, jak niektórzy, ale z kolei więcej niż inni, czyli w sam raz. O ile w końcówce lat dziewięćdziesiątych kompletnie nie dbałem o miks, który sprowadzał się do jako takiego dobrania głośności ścieżek, to już przy nagrywaniu Runaway okazało się, że utwór może być nawet niezły, ale nie da się go słuchać przez beznadziejny miks (i aranżację). Nagrywając Flashback byłem rozdarty, bo z jednej strony już sobie zdawałem z tego sprawę, ale okoliczności sprawiły, że zwyczajnie nie było jak się tym zająć (a chęć wydania kolejnego albumu była tak przemożna, że wygrała ze zdrowym rozsądkiem).

Dopiero przy okazji Expectation spędziłem sporo czasu na miksowaniu, zwłaszcza dwóch utworów: "Caravan" oraz "Goodbye". W efekcie są to chyba najlepiej zmiksowane przeze mnie kawałki muzyki, co do których nie mam aż tak wielkich zastrzeżeń, jak do całej reszty. Co wcale nie oznacza, że są idealne (czy zresztą istnieje idealny miks?)

No i zacząłem się zastanawiać, czy nie zlecić miksu jednego z tych utworów gdzieś na zewnątrz. Najlepiej komuś, kto się po prostu zajmuje tym zawodowo. Nie po to, by podbijać światowy rynek muzyczny, ale żeby się zwyczajnie przekonać, jak duża dzieli mnie przepaść od profesjonalnych wyników. Niby wszyscy doradzają słuchanie referencji, ale ja jakoś nie potrafię. To znaczy, mam nadzieję, że na razie nie potrafię - może gdybym usłyszał wyraźną różnicę między tym, co sam zmiksowałem, a tym, co zmiksował zawodowiec, to by mi się udało wychwycić to, co sprawia, że moje nagrania brzmią amatorsko.

Dojrzewam powoli do tej myśli, bo jeśli już się bawić w coś takiego, to trzeba to zrobić porządnie. Żadnych przypadkowych osób czy budżetowych rozwiązań typu "miks za 20zł" - tak to sobie sam potrafię zmiksować.

A który utwór? Wydaje mi się, że lepsze byłoby "Goodbye", bo jest tu i wolny fragment z padami, jest wokal, jest dynamiczna końcówka z gitarą elektryczną. Dużo różnych rzeczy można by sprawdzić. Jeśli tak się w końcu stanie, na pewno zamieszczę wyniki i przemyślenia z nich płynące...

wtorek, 25 sierpnia 2020

Luftrum - w krainie dźwięków

Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o duńskiej firmie Luftrum Sørena Hybela. Jak Søren pisze o sobie, nie potrafi grać na klawiaturze, fatalny z niego kompozytor, za to spreparowane przez niego dźwięki pojawiają się w grach i filmach, zatem uczynił z tego swój zawód. I muszę przyznać, że faktycznie coś w tym musi być.

Zastanawiałem się już niegdyś, co się bardziej opłaca - kupowanie nowego instrumentu czy raczej zestawu brzmień do już posiadanego? Które to pytanie jest zasadne o tyle, o ile sami nie zajmiemy się sound designem, bo wtedy możemy wykreować wszystko, co tylko jest nam potrzebne. Ale ja do sound designu nie czuję żadnego pociągu, więc pozostaje dylemat: instrument czy bank brzmień?

Zajmuję się muzyką na tyle długo, by zgromadzić pewne doświadczenie. I to doświadczenie mówi mi, że zdecydowanie lepiej jest zainwestować w porządny bank brzmień niż nowy instrument. Rzecz jasna, o ile już posiadamy jakiś instrument, zdolny do wytwarzania dźwięków odpowiedniej jakości, jak np. Spectrasonics Omnisphere 2, U-he Diva/Zebra, Xfer Records Serum, Synapse Audio Software Dune 3 czy w końcu UVI Falcon.

I właśnie firma Luftrum wpasowała się ze swoim dorobkiem idealnie w moje oczekiwania. Takie biblioteki jak Genisys, Evo Elysium, Luftrum 18 for Omnisphere dostarczają mnóstwa inspiracji i brzmią naprawdę rewelacyjnie. Na pewno wiele radości znajdą tu posiadacze Omnisphere, Dune oraz syntezatorów od U-he.

Ze swojej strony polecę jeszcze świetny syntezator brzmień typu pad, czyli Lunaris. Jest to instrument uruchamiany wewnątrz Kontakta (wystarcza darmowa wersja Player) i w sumie wyczerpuje (zdawałoby się) temat brzmień z tego zakresu. "Zdawałoby się", bo wkrótce ma się pojawić nowy syntezator od Luftrum, troszkę podobny w charakterze, czyli Bioscape. Tutaj jednak mniej będzie padów, a więcej dźwięków określanych mianem drones albo soundscapes, będących dźwiękowymi planami rodem ze ścieżek dźwiękowych do filmów:

Tak czy owak, bardzo polecam banki od tego wydawcy (i nie, nie jest to post sponsorowany, żadnego z posiadanych banków nie dostałem za darmo od producenta w zamian za reklamę).

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

[E] Studio One 5 - Artykulacje i KeySwitches

I znów dylemat, czy poradnik powinien być opisany tutaj, czy jednak tam, gdzie cała raszta, czyli na blogu Ladaco. Chyba jednak muszę utrzymać oba miejsca, bo tam ma pełną listę, a tu jednak powinny być też te związane z dźwiękiem i muzyką...

sobota, 22 sierpnia 2020

Migracja na SSD

Po ostatniej czystce postanowiłem w ogóle porobić trochę porządków i między innymi odzyskać miejsce na dysku SSD tak, aby przenieść tam jak najwięcej bibliotek brzmieniowych. Z doświadczeń z BBC Symphonic Orchestra, Stradivari Violin i Nucleusa wyniosłem bowiem taką naukę, że użycie dysku SSD rzeczywiście znacząco skraca czas potrzebny na wczytanie projektów muzycznych, ale także samo korzystanie z bibliotek i przeglądanie brzmień staje się dużo przyjemniejsze i mniej czasochłonne.

Żeby jednak nie polegać wyłącznie na własnych wrażeniach, postanowiłem dokonać pomiarów - szczęśliwie wpadłem na ten pomysł, ZANIM zacząłem cokolwiek gdziekolwiek przenosić. Przygotowałem zatem kilka projektów, w których użyłem wielu instancji Kontakta z załadowanymi brzmieniami orkiestrowymi i nie tylko (ale też innymi, a także brzmienia EastWest Hollywood Orchestra, które korzystają z alternatywnego playera). Przyznam, że byłem ciekaw szczególnie tego ostatniego przypadku i miała to być ostatnia szansa dla tej biblioteki na pozostanie w kręgu zainteresowania.

Odczyt z dysku HDD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
13,226,799,3
14,724,393,2
13,928,1102,3
142698

Po przeprowadzeniu pierwszej tury testów (oczywiście zgrubnych, ze stoperem w ręku, bo nie interesowały mnie zyski w ułamkach sekund, tylko solidny, przynajmniej kilkukrotny wzrost wydajności), czyli trzykrotnym wczytaniu każdego projektu do restartowanego za każdym razem Reapera w wersji 6.2, przystąpiłem do przenoszenia bibliotek (tutaj zaznaczę, że podczas testowania EastWest Hollywood Orchestra musiałem restartować cały komputer, bo Play potrafił sobie w jakiś sposób zbuforować brzmienia nawet mimo restartu DAW). Na szczęście przenoszenie bibliotek sprowadza się to do skopiowania odpowiednich folderów z dysku na dysk i zmianie przekierowania w managerze bibliotek (czyli Native Access dla Kontakta oraz EW Installation Center dla Play). Po tym wszystkim biblioteki zaczęły funkcjonować bez zgrzytów, mogłem więc powtórzyć całą procedurę z wczytywaniem i mierzeniem czasu. Wyniki po przeniesieniu bibliotek:

Odczyt z dysku SSD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
5,28,771,3
4,79,371,6
4,99,175,2
5973

Trzeba przyznać, że różnica rzeczywiście jest znacząca i faktycznie czekanie 8 sekund zamiast pół minuty to jest zysk. Nie mówiąc o zwiększonym komforcie korzystania z przyspieszonych w ten sposób bibliotek.

Na koniec dwa słowa komentarza do Hollywood Orchestra. Umieszczenie jej na dysku SSD tylko trochę przyspieszyło ładowanie danych (co sugerowałoby, że to nie odczyt z nośnika jest tu wąskim gardłem) i w porównaniu do pozostałych bibliotek są to nadal czasy karygodnie wysokie, które zwyczajnie zniechęcają do korzystania w produktu EastWest. Wprawdzie mój dysk SSD nie jest jakimś wyczynowcem, ale też nie widzę sensu, bym akurat dla Hollywood Orchestra miał kupować dwukrotnie droższy i szybszy dysk. Aż tak mi nie zależy... Podejrzewam, że brzmienia w tej bibliotece są w jakiś skomplikowany sposób skompresowane i wczytywanie ich wymaga poświęcenia pewnej mocy obliczeniowej, zaś właśnie te obliczenia pochłaniają najwięcej czasu. Taki wariant wskazuje też działający bardzo szybko cache (w nim dane są już rozpakowane, więc ładują się w kilka sekund). W dzisiejszych czasach to dość dziwaczne rozwiązanie - idę o każdy zakład, że muzycy korzystający z bibliotek orkiestrowych z radością poświęciliby dodatkowe 100GB miejsca na dysku, byle tylko brzmienia wczytywały się błyskawicznie.

środa, 19 sierpnia 2020

[T] EastWest - Hollywood Orchestra

Chciałbym się przyjrzeć nieco uważniej jednej z najstarszych moich bibliotek orkiestrowych, jaką jest EastWest Hollywood Orchestra Gold. W jej skład wchodzą (dostępne także osobno): Strings, Brass, Woodwinds i Percussion, czyli w zasadzie wszystko, co może być potrzebne podczas tworzenia orkiestrowych kompozycji. Sama biblioteka jest już nieco wiekowa, bo stuknęło jej właśnie 10 lat, co niestety momentami rzuca się w oczy i uszy.

Dlaczego akurat ona?

Do dzisiaj w sumie nie wiem, dlaczego lata temu zdecydowałem się właśnie na tę bibliotekę. To znaczy, realny powód był: duża przecena. Ale poza ceną chyba żadnych innych przesłanek nie miałem, żeby wybrać akurat tę. Może też materiałów na YouTube było mniej niż obecnie, może po prostu konkurencja dopiero raczkowała. Wiem na pewno, że obejrzałem wiele filmików o orkiestrach i w większości były tam albo produkty EastWest, albo bardzo wówczas chwalone LA Scoring Strings (ale te ostatnie nie były pełną orkiestrą). Istniały jeszcze pluginy od SONiVOX i w sumie niewiele było tego więcej. Spitfire Audio dopiero raczkowało, dostarczając tylko paczki sampli, nie było jeszcze Orchestral Tools z jego Metropolis Ark czy Berlin Inspire, że o Nucleusie nawet nie wspomnę. Obecnie mamy cudowne czasy i całe mnóstwo nowoczesnych bibliotek o świetnym brzmieniu.

Tak czy owak, stanęło na EastWest i jej najnowszym wówczas dziecku, czyli Hollywood Orchestra. Początkowo w najtańszej wersji Silver, z okrojoną liczbą instrumentów i artykulacji, ale trzy czy cztery miesiące później trafiła się kolejna promocja, tym razem na upgrade do wersji Gold. I tak już zostało.

Play

Od samego początku nie spodobał mi się interfejs graficzny, przygotowany przez programistów z EastWest. Był ogromy, toporny w obsłudze i nie dawał możliwości stworzenia szablonu orkiestrowego jak w Kontakcie. Do tego piekielnie długo ładował próbki, więc obsługa całości była wysoce kłopotliwa.

Co ciekawe, to były takie czasy, że gdy EastWest zaprezentowało wersję szóstą Playa, która miała być szybsza i lepsza, to była ona dodatkowo płatna (30 dolarów, ale jednak!), także dla legalnych użytkowników dotychczasowej wersji. Dziś, po latach, nadal mamy wersję 6, ale jest już do darmowego pobrania.

Brzmienie i obsługa

Brzmienie biblioteki jest... różne. Czasami niektóre barwy są świetne, czasem jednak - niezbyt realistyczne, zwłaszcza instrumenty solowe (na przykład skrzypce zdecydowanie nie wytrzymują porównania ze specjalizowanymi bibliotekami). Do tego odnoszę wrażenie, że biblioteka ma niejaki problem z trzymaniem jednakowego poziomu głośności - czasem podczas gry z wydawałoby się jednakową dynamiką, część dźwięków nagle staje się dużo głośniejsza/cichsza niż pozostałe.

Ja z Hollywood Orchestra mam pewien zasadniczy problem, a jest to wybór odpowiedniego brzmienia. Tutaj wchodząc np. do barw pierwszych skrzypiec z artykulacją legato otrzymujemy mnóstwo osobnych wariantów: a to takie z atakiem, bez ataku, oskryptowane i nieoskryptowane, z wieloma próbkami (round-robin) i bez nich. Jak tu się zdecydować? Rozumiem, że idea była taka, by dać użytkownikowi wybór i by sobie stworzył taką kombinację, jaką uzna za stosowną, ale moim zdaniem to zbytnia komplikacja. Można, oczywiście, używać brzmień z key-switches, ale te ładują się NAPRAWDĘ powoli.

W ogóle czasy ładowania to sprawa bardzo dziwna w tej bibliotece. Z jednej strony są one kosmicznie długie, nawet jeśli korzysta się z dysku SSD, z drugiej jednak Play dysponuje jakimś buforem cache, gdzie wrzuca sobie raz odczytane próbki i później z tego korzysta (co trwa już DUŻO krócej), nawet po restarcie programu DAW (!). Niestety, nie pojmuję zupełnie, jak to działa, bo czasem wielokrotne ładowanie tego samego projektu z brzmieniami Hollywood Orchestra trwa krótko, aż za którymś razem nagle wszystkie brzmienia ładują się "od podstaw" i projekt zamiast 10 sekund otwiera się 5 minut. Strasznie to irytuje podczas pracy, bo nigdy nie wiadomo, ile trzeba będzie czekać. Poza tym, jeśli ten cache potrafi przetrwać restart DAW, to znaczy, że jest gdzieś zapisywany na dysku, a to z kolei znaczy, że da się brzmienia zapisać i ładować szybciej - to dlaczego, u licha, nie przygotuje się w ten sposób całej biblioteki?!

Co dalej?

W sumie praktycznie nie używam już tej biblioteki, głównie przez opisaną kapryśną pracę Play i długie czasy wczytywania. Do tego, mając już do dyspozycji Berlin Inspire, Nucleusa i BBC Symphonic Orchestra, jakoś mniej entuzjastycznie odbieram samą jakość brzmienia, więc brakuje argumentu: o, ten czy tamten instrument gra świetnie, więc użyję EastWest zamiast którejś z powyżej wymienionych.

Był wprawdzie moment zwątpienia, kiedy EastWest wprowadziło model abonamentowy. Płaci się niecałe 20 dolarów miesięcznie (z umową na minimum rok), ale można korzystać z WSZYSTKICH produktów tej firmy. Czyli nie tylko z Hollywood Orchestra, ale też chórów, bębnów, głosów podkładowych i wielu, wielu innych (z liczby ponad 60 bibliotek). Brzmi fantastycznie, lecz jest jedno ale: nic z tego nie staje się naszą własnością i jeśli postanowimy w pewnym momencie już nie płacić, to zostajemy tak naprawdę z niczym. EastWest pisze w sekcji FAQ, że teoretycznie nasze projekty powinny nadal działać i dać się odtwarzać, ale doradza, żeby "na wszelki wypadek" wszystko sobie wyrenderować zawczasu do plików dźwiękowych. Czyli niby tak, ale może nie. Podejrzewam, że dopóki użytkownik zachowa na dysku pobrane biblioteki, dźwięki będą się odtwarzać, ale jeśli je usunie, to już nie zainstaluje ich ponownie i projekty działać przestaną.

Chwilowo więc biblioteka zostaje na dysku, ale jeśli poprzerabiam wykorzystujące je projekty na te nowoczesne biblioteki, to raczej nie będę czuł żalu po pozbyciu się jej. No i na dysku przybędzie 100GB!

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Wielka czystka

528 wtyczek VST. Tyle miałem jeszcze do wczoraj. Skąd wiem? Bo Studio One dokładnie je wylicza podczas startu. Długiego startu, dodam. No i się tak wczoraj zacząłem zastanawiać, co w tej połowie tysiąca tak naprawdę jest, bo przecież na pewno nie używam kilkuset wtyczek - ba, pewnie nie używam nawet setki z tego. Jak się domyślacie, postanowiłem zrobić z tym porządek.

Na pierwszy ogień poszły wtyczki z własnymi instalatorami - uruchomiłem panel "Dodaj/usuń programy" i po kolei wywalałem te, których nie użyłem ani razu od momentu przeprowadzki. Okazało się, że jest takich przypadków mnóstwo - szczególnie dużo usunąłem wtyczek od Native Instruments. Od kiedy używam pakietu FabFilter, na nic są mi te wszystkie kompresory, pogłosy i delaye. Na nic też większość instrumentów - wywaliłem nawet Monarka, bo nie kojarzę, bym go kiedykolwiek w jakimkolwiek projekcie użył.

W ten sposób, wywalając systematycznie wszystkie nieużytki, doszedłem do liczby 410 wtyczek. Ubytek znaczny, ale jeszcze zbyt mały. Rzuciłem się zatem do katalogów \VstPlugins - ale tutaj coś mnie tknęło. Na wszelki wypadek utworzyłem sobie na innym dysku folder i zamiast wyrzucać wtyczki do kosza, przeniosłem je do tego właśnie folderu. Tak na wszelki wypadek, gdybym jednak usunął o jedną wtyczkę za dużo.

Ostatecznie doszedłem do 334 wtyczek. Nadal dużo, ale jak sobie pobieżnie przejrzałem, to chwilowo żal mi wyrzucać kolejne. A pewnie taki los spotka w końcu wtyczki od Meldy (ubędzie od razu kilkadziesiąt) albo różne dziwne wtyki, które zainstalowałem, bo miały być (i były) przydatne w jakichś określonych okolicznościach. W miarę łatwo przyszło mi pożegnać się z efektami, gorzej będzie z pozbywaniem się instrumentów, choć i tu wyłom został już poczyniony - z dysku zniknął Rob Papen GO2 czy wspomniany Monark. Największym "przegranym" wczorajszej selekcji okazała się firma Waves, bo pozbyłem się wszystkich ich wtyczek, i to bez większego żalu.

Tak czy owak, Studio One uruchamia się zauważalnie szybciej.