środa, 12 sierpnia 2020

[T] Native Instruments - Stradivari Violin

Na dniach opisywałem wrażenia z testowania Embertone Joshua Bell Violin, a tu trafiła się okazja bezpośredniego porównania z Native Instruments Stradivari Violin. Uprzedzając nieco dalsze wypadki, są to dwie chyba najlepsze w obecnej chwili biblioteki skrzypcowe na rynku. Owszem, konkurencja nie śpi i mamy przecież 8Dio Solo Violin Designer, mamy świetne Chris Hein Solo Violin, Virharmonics Bohemian Violin czy Orchestral Tools Nocturne Violin, a także solowe instrumenty smyczkowe od Spitfire czy EastWest, jest więc w czym przebierać. A jednak w mojej opinii Joshua Bell Violin i Stradivari Violin to najbardziej kompleksowe i wygodne narzędzia tego typu.

Nie szata zdobi człowieka, ale...

Wizualnie Stradivari Violin jest dużo skromniejszy i mniej kolorowy od swojego konkurenta. Czarny kolor interfejsu nadaje mu nieco żałobnego charakteru, za to bardzo ładnie się komponuje z BBC Symphonic Orchestra. Od początku jednak od wyglądu bardziej interesowała mnie wygoda korzystania z instrumentu i muszę przyznać, że jest nieźle. Nie to, żeby nie było wielu różnych stron do przełączania, ale jakoś nie trzeba chyba tego robić aż tak często.

Stradivari Violin istnieje tylko w jednej wersji, więc nie ma dylematów z wyborem i ewentualnym żałowaniem, że czegoś nie mamy w tańszej wersji. Tu jest wszystko od samego początku - zsamplowany Stradivarius "Wezuwiusz" z 1727 roku, nagrany w sali koncertowej Giovanni Arvedi w Cremonie (Włochy). Twórcy z e-Instruments szczycą się tym, że w bibliotece nie ma sztucznie wydłużanych dźwięków i wszystkie próbki pochodzą z rejestracji gry prawdziwych muzyków - jeśli tak faktycznie jest, nie dziwi rozmiar biblioteki (prawie 24GB do pobrania, po rozpakowaniu - 39GB!), przekraczający rozmiar całej wspominanej wcześniej BBC Symphonic Orchestra Core! Wprawdzie rozmiar to nie wszystko, ale... no, robi jednak wrażenie. Tradycyjnie już polecam instalację na dysku SSD, bo szkoda czasu i nerwów na wczytywanie tak potężnych porcji danych ze zwykłego dysku...

Brzmienie

No, tutaj nie ma niespodzianki i instrument brzmi wspaniale. Mnie się to jeszcze wprawdzie nie do końca udaje, ale przykłady nagrane przez nieco bardziej obytych z wirtualnymi skrzypcami muzyków robią piorunujące wrażenie (wystarczy przesłuchać prezentacji na stronie producenta, ale na YouTube znajdzie się małe co-nieco).

Nie dość na tym, że mamy nagrany pierwszorzędnie materiał, to do dyspozycji dostajemy także możliwość wyboru źródła, czyli mikrofonu - można wybierać spośród trzech, położonych w różnych odległościach od skrzypiec (więc różniących się np. ilością naturalnego pogłosu). To świetne rozwiązanie, którego nie dostaniemy w Joshua Bell Violin, gdzie najwyżej możemy sterować wielkością pogłosu.

Możliwości artykulacyjne

Tutaj także bez zdziwienia - instrument oferuje praktycznie wszystko, co może być przydatne podczas tworzenia partii solowych skrzypiec. Artykulacji jest dwadzieścia, w tym legato, marcato, detaché, spiccato, staccato, pizzicato, tremolo, sul pont, sul tasto, col legno czy tryle. Ma także tryb Virtuoso, gdzie instrument sam stara się dobrać odpowiednią artykulację na podstawie tego, co gra użytkownik i wychodzi to całkiem przyzwoicie, co możecie sami usłyszeć na poniższym przykładzie, nagranym "z marszu", z wykorzystaniem tylko koła modulacji:

Artykulacje można zmieniać programowo w trakcie gry, jednak wychodzi tu na jaw pewna wada instrumentu. Otóż ma on zaledwie osiem slotów na poszczególne artykulacje i możemy się posługiwać programowo tylko nimi, co bardziej ambitnych muzyków może jednak nieco uwierać.

Werdykt

No i cóż, nie potrafię wskazać zwycięzcy tego pojedynku. Możliwości obu instrumentów są ogromne i naprawdę da się za ich pomocą uzyskać wyśmienite ścieżki skrzypcowe (tak, prawdziwi skrzypkowie w tej chwili krzywią się okrutnie i zamykają z niesmakiem okno przeglądarki). Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony - jednak przed wydaniem pieniędzy warto przesłuchać przykłady i obejrzeć filmiki, prezentujące oba instrumenty w akcji. Warto też brać poprawkę na to, że aby w pełni wykorzystać tkwiący w tych bibliotekach potencjał, trzeba naprawdę przyłożyć się do przygotowania melodii. Stąd trudno jest bezpośrednio porównywać biblioteki skrzypcowe - każda z nich nieco inaczej interpretuje komunikaty MIDI, takie jak ekspresja, modulacja czy aftertouch, więc ta sama ścieżka odtworzona przez różne biblioteki może dać diametralnie różne wyniki. Niestety, taka jest cena dużej specjalizacji...

Na koniec jeszcze mała informacja techniczna, która może zainteresować potencjalnych nabywców: instrument wymaga aplikacji Kontakt w wersji co najmniej 6.2.2, ale na szczęście zadowoli się darmową wersją Kontakt Player.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Miksowanie - problem ze słyszeniem?

Ostatnio sporo zmagam się z nagranimi orkiestrowymi i zastosowałem zwrot "zmagam się" zupełnie celowo. Bo im dalej w las, tym więcej drzew, a im bardziej chcę osiągnąć realistyczny efekt, tym jestem od tego dalszy.

Podczas samej orkiestracji nie jest jeszcze źle, bo zwykle wiem, co i jak chcę osiągnąć. Trochę już opanowałem obsługę bibliotek orkiestrowych, wiem też, jak wykorzystać poszczególne artykulacje (w taki techniczny sposób, czyli gdzie i jak działają poszczególne parametry, takie jak velocity czy expression). I wszystko gra bardzo ładnie, tylko że... nie.

Otóż okazało się, że nie słyszę błędów miksowania poszczególnych ścieżek. To znaczy, osoby z zewnątrz, słuchające moich nagrań, mają sporo zastrzeżeń co do brzmienia - gdzieś jest za ostro, gdzieś coś piszczy, gdzieś brak pogłosu. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu każdy popełnia błędy, zwłaszcza na początku. Rzecz w tym jednak, że ja po prostu tego NIE SŁYSZĘ. To znaczy, dla mnie te moje nagrania brzmią ok i niczego bym w nich nie zmieniał. Pojęcia takie jak "zimne brzmienie" czy "ciepłe brzmienie" są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, nie potrafię ich zdefiniować, rozpoznać.

No i klops. Nawet jeden z utworów dałem do zmiksowania "na zewnątrz", ale generalnie nie widzę w tym dużej poprawy. Zmianę - tak. Wszystkie instrumenty wydają mi się teraz odseparowane od siebie, co akurat mniej mi się podoba. I jakkolwiek nie mam do tego miksu żadnych więcej uwag i słucha się go bardzo dobrze, to - niestety - nadal nie wiem, w czym rzecz. A nawet dostałem filmik z procesu miksowania, gdzie ścieżka po ścieżce jest wyjaśnione, co i jak było zmieniane i dlaczego (bardzo doceniam cały włożony tutaj trud).

I zaczynam się teraz zastanawiać, czy to z moim słuchem dzieje się coś niedobrego? W końcu starość nie radość - ale z drugiej strony wydaje mi się, że nie mam problemów natury, ehm, biologicznej. Bardziej chodzi o to, że nie wiem, co stanowi o jakichś problemach z konkretnymi nagraniami. Co sprawia, że coś, co słyszę, jest czymś niepożądanym? Jak to rozpoznać? Jak nauczyć się słyszeć? I czy zawsze jest to osiągalne?...

sobota, 8 sierpnia 2020

[G] Marie w nowej wersji

Idę za ciosem i po odświeżeniu utworu "Princess" wziąłem na warsztat coś bardziej nostalgicznego, czyli "Marie" z tego samego okresu. Tutaj okazało się, że - jak na tak prosty utwór - pracy jest mnóstwo. Największy problem polegał na wyrównaniu nut do siatki, bo do tej pory był to tak naprawdę zapis gry na żywo, aczkolwiek już nieco wyrównany podczas prac nad albumem "Flashback.

Jednocześnie z wyrównaniem trzeba było zadbać o spowolnienia tempa, dość charakterystyczne i w mojej opinii niezbędne. To akurat w Cubase nie było trudne, trzeba było tylko dodać ścieżkę tempa i tam "narysować" spowolnienia.

Dość dużo zostało za to roboty przy ogólnej aranżacji i rozbudowie - w oryginale był tylko fortepian i lekkie ambientowe pady w tle. Teraz to trochę wzbogaciłem i dodałem parę melodii. Myślę, że jest już nieco ciekawiej niż było - aczkolwiek do starej wersji ciągle mam sentyment:

piątek, 7 sierpnia 2020

[G] Princess - orkiestrowa nauka trwa

Dni mijają, a ja staram się uczyć pisania muzyki na orkiestrę. Tym razem pretekstem był utwór, opublikowany na płycie "Flashback". Utwór powstał ponad 15 lat temu i pierwotnie nagrałem go praktycznie na żywo na Korgu Trinity 76LE - miał on wejść na niewydaną płytę "Echonoica". Pierwsza przeróbka - ta na "Flashback" - polegała na rezygnacji z barw Korga na rzecz instrumentów VST, a także na daleko idącej kwantyzacji. Kompletnie nieprzemyślanej, dodajmy, bo główny motyw jest wyrównany za bardzo, zaś linia akordów jest bardzo nierówna. Dodatkowo wyrównane zostały wartości velocity, stąd wrażenie pewnej "twardości".

Jako że "choruję" na brzmienie rożka angielskiego, główny motyw powierzyłem właśnie temu instrumentowi. Żeby nieco urozmaicić utwór, postanowiłem zastosować też drugi instrument solowy, fagot, który "odpowiada" na motyw grany pierwszoplanowo przez rożek. Rolę akompaniamentu wzięła na siebie harfa, uzupełniana stopniowo przez wiolonczele, altówki i skrzypce, w końcu zaś flet oraz rogi i puzony.

O ile główny motyw wymagał niewielkiej ilości pracy, bo tylko podzielenia na dwa instrumenty i "złagodzenia" brzmienia poprzez umiejętne zastosowanie artykulacji i ekspresji, to już cała reszta została gruntownie przebudowana (harfa) oraz... napisana od nowa (pozostałe instrumenty). W oryginale poszczególne akordy były dość przypadkowe i chwytane "na słuch", teraz jednak trzeba było określić tonację i zrobić wszystko zgodnie ze sztuką. Przyznam, że nie było łatwo, ale się opłaciło. Wiolonczele i kontrabasy grają niemal wspólną linię opartą na prymach akordów, altówki zaś uzupełniają, dodając do prymy tercję. Oktawę wyżej drugie skrzypce grają już pełne akordy, zaś "blachy" powtarzają linię altówek, choć w innej wysokości. Dzięki napisaniu wszystkiego od podstaw całość gra spójnie i rzeczywiście zaczyna to przypominać brzmienie prawdziwej orkiestry!

Najwięcej problemów sprawia mi programowanie zmian dynamicznych dla poszczególnych linii, a mianowicie artykulacji i ekspresji. Wszystko przez to, że jest tu całkiem sporo zmiennych - na ostateczne brzmienie ma wpływ przede wszystkim głośność (kontrolowana przez parametr ekspresji) oraz rodzaj artykulacji, od którego z kolei zależy działanie parametru velocity i modulacji. Na razie, dopóki się w tym wszystkim nie rozeznam odpowiednio dobrze, jest to dość frustrujące, gdy dla jednej artykulacji (np. spiccato) parametr velocity ma kluczowe znaczenie i od niego zależy dynamika poszczególnych dźwięków, a dla innej artykulacji (np. legato) parametr ten pozornie niczego nie wnosi, bo dynamika jest kontrolowana przez modulację. Jednak i velocity ma tu - okazuje się - zastosowanie, bo jeśli różnice tego parametru między dwoma "nakładającymi się" dźwiękami jest odpowiednio duża, to stosowane jest glissando...

Ostatecznie nagranie nie jest pozbawione wad, ale na pewno bardziej podoba mi się wprowadzona do niego pewna finezja, przynajmniej jeśli chodzi o warstwę dynamiczną. Już nie jest to takie mechaniczne i twarde, i napiszę to wprost, mając teraz porównanie, nie mam pojęcia, jak mogłem uznać pracę nad "flashbackową" wersją za zakończoną?

Wersja zmiksowana i zmasterowana przez Karolinę Kobę, której wielkie dzięki za poświęconą pracę!

Zauważam też pewną rzecz: otóż tworzenie na instrumenty syntetyczne nigdy mnie dotąd nie natchnęło myślą, że może trzeba popracować nad aranżacją, jeśli coś brzmi źle. Po prostu szukałem innego brzmienia, które lepiej pasowało. Z orkiestrą nie bardzo tak się da - jeśli główna linia grana przez rożek brzmi słabo, to zmiana instrumentu na obój niczego raczej nie poprawi. Trzeba zacząć szukać przyczyn - i od razu wychodzi, że po prostu wszystkie nuty grają prawie z identyczną intensywnością. Trochę pracy nad modulacją i ekspresją - i jest poprawa! I w zasadzie każdy problem, na który się natknąłem, wymagał właśnie tego - przesłuchania konkretnego fragmentu, wskazania przyczyny i znalezienia rozwiązania.

Nie zostanę wybitnym kompozytorem orkiestrowym, ale myślę, że doświadczenie zdobywane podczas zabawy z orkiestrą zaprocentuje i w innych gatunkach.

środa, 5 sierpnia 2020

sobota, 1 sierpnia 2020

[T] Embertone - Joshua Bell Violin (także Essentials)

Dzięki uprzejmości firmy Embertone miałem możliwość przetestowania ich biblioteki Joshua Bell Violin, w tym także wersji Essentials, która jest tańszą i uproszczoną wersją pełnego produktu. No i chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z tych testów, zaś punktem odniesienia będą dla mnie dwie inne biblioteki: Nucleus, gdzie znajdują się dwie wersje solowych skrzypiec oraz SWAM Violin, których używam od paru miesięcy.

Pierwsze wrażenie

O tej bibliotece słyszałem już jakiś czas temu - że jest jedną z najlepszych na rynku, dając bardzo realistyczny efekt gry na skrzypcach. Oglądałem nawet parę filmików na YouTube i faktycznie, we wprawnych rękach Joshua Bell Violin brzmi faktycznie rewelacyjnie. Nazwa biblioteki też nie wzięła się znikąd - do nagrania próbek zatrudniono wirtuoza Joshuę Bella z jego skrzypcami Stradivariusa z 1713 roku. Firma szczyci się tym, że nagrań dokonano bardzo starannie i w tak przemyślny sposób, że np. większa część efektu vibrato pochodzi właśnie z nagrań, a nie jest dodawana sztucznie przez automat. I chyba rzeczywiście coś w tym jest, bo po zagraniu już kilku fraz słychać, że dźwięk jest bardzo spójny i naturalny.

Brzmienie i obsługa

Trzeba przyznać, że instrument brzmi kapitalnie. W pełnej wersji gra sprawia autentyczną przyjemność, w wersji Essentials nie jest to już tak oczywiste, o czym napiszę później. Generalnie trudno jest się tutaj do czegokolwiek przyczepić, zwłaszcza jeśli się nie jest skrzypkiem albo wybitnym specjalistą od skrzypcowego brzmienia. Moim zdaniem da się za pomocą tej biblioteki wyczarować naprawdę realistyczne i piękne linie melodyczne, a czego więcej można chcieć?

Doradzam (bardzo usilnie) instalację biblioteki na dysku SSD, bo przy załadowaniu zabiera ona ponad 1GB w pamięci, więc można się naczekać. Sam interfejs programu jest bardzo estetyczny i czytelny, chociaż momentami trochę uciążliwy w obsłudze, ponieważ podzielono go na wiele ekranów, niemal jednakowo ważnych, więc trzeba się trochę naprzełączać.

Trochę kłopotów sprawia na początku dostosowanie biblioteki do własnych potrzeb, ponieważ ma ona dość nietypowo rozwiązaną kontrolę. Opiera się ona na presetach, a których określono, który kontroler MIDI odpowiada za co w instrumencie (np. koło modulacji czasem odpowiada za siłę vibrato, a czasem za dynamikę). W efekcie dobrze jest przygotować jakiś pasujący, spersonalizowany preset i się go później trzymać.

Porównanie z konkurencją

Porównać Joshua Bell Violin mogę tylko ze SWAM Violin oraz - od biedy - z Nucleusem. Zacznę może od tego drugiego, bo chociaż solowa barwa skrzypiec jest w nim nie taka znowu zła, to jednak z racji posiadania tylko dwóch artykulacji (legato i sustain) oraz zerowej kontroli nad efektem vibrato, które po prostu jest, nie za bardzo jest co z czym porównywać. Owszem, coś tam da się w gęstej aranżacji zagrać tą solową barwą w Nucleusie, ale z pewnością nie jest to pełnoprawna konkurencja dla dedykowanych skrzypcom bibliotek.

Jedyną używaną do tej pory przeze mnie biblioteką stricte skrzypcową jest SWAM Violin od AudioModeling. Opiera się ona na zupełnie innych zasadach (modelowanie, a nie sampling), przez co jest dużo mniejsza, jeśli chodzi o zajmowane miejsce na dysku, co wpływa też na szybkość ładowania instrumentu do pamięci. Brzmienie ma dość specyficzne, które albo się lubi, albo nie. Ja akurat lubię, ale przyznaję w tej dziedzinie bezapelacyjnie zwycięstwo produktowi firmy Embertone. Brzmienie samplowane w tym wypadku jednak wygrywa. Z pewnością z biegiem lat AudioModeling udoskonali swoje algorytmy i za jakiś czas modelowanie weźmie górę, jednak na chwilę obecną - mając do wyboru Joshua Bell Violin oraz SWAM Violin, wybrałbym jednak tę pierwszą bibliotekę.

Essentials

Aktualnie wersja Essentials jest w promocji i kosztuje ledwie 89 dolarów. Piszę "ledwie", bo trudno jest w tej cenie kupić dobry syntezator VST, a co dopiero świetnie brzmiącą bibliotekę skrzypcową. Jest tu jednak pewien haczyk - producent wprawdzie umożliwia dokupienie pełnej wersji w późniejszym czasie, ale jeśli będziemy chcieli zatrzymać także wersję Essentials (bo już zrobiliśmy z nią wiele projektów), to sumarycznie zapłacimy o kilkanaście dolarów więcej, niż za pełną wersję kupioną od razu. Dokładną różnicę w cenie zapłacimy tylko wówczas, gdy zrezygnujemy i odinstalujemy Essentials. To jednak nie jest jeszcze cały "haczyk" - otóż pewne jest, że będziemy chcieli pełnej wersji. Producent tak przebiegle okroił wersję Essentials, że co i rusz będziemy się "potykać" o ograniczenia, jednocześnie widząc, jak pięknie mogłoby być. Przykład? Pierwszy z brzegu: kontrola. W wersji Essentials mamy do wyboru kilka przygotowanych profilów kontroli (czyli w jednym dynamiką sterujemy kołem modulacji, w innym - nożnym pedałem ekspresji, w jednym za zmianę różnych artykulacji legato odpowiada parametr velocity, w innym szybkość gry). I te profile są przygotowane w ten sposób (nie wiem, czy specjalnie, czy to przypadek), że pasuje nam zawsze tylko część przypisań, a często wystarczyłoby zmienić wręcz jedno ustawienie, by było dobrze. Ale nie można - wersja Essentials nie pozwala na edycję!

Inny przykład to brakujące artykulacje. Na stronie producenta można przejrzeć różnice między wersjami i teoretycznie nie wygląda to źle. Troszkę brakuje tego i owego, ale myślimy sobie: "da się z tym żyć". No i okazuje się, że się nie da. Albo późniejsze "rzeźbienie" we właściwościach parametrów doprowadza do furii, podczas gdy w pełnej wersji można pewne rzeczy po prostu zagrać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że akurat na YouTube brakuje filmów dotyczących wersji Essentials - i skoro tylko mogłem tę wersję wypróbować, już wiem dlaczego. Bo zwyczajnie bardzo trudno jest zagrać piękną i realistyczną frazę w tej wersji, zaś jeśli nawet ktoś tę wersję kupił, to chętnie szybko przesiadł się na wersję pełną (a że za zrezygnowanie z Essentials, jak pisałem, przysługuje zniżka, większość pewnie machnęła ręką na możliwość zachowania Essentials).

Nie oznacza to, oczywiście, że Essentials jest wersją beznadziejną i do niczego się nie nadaje. To nadal 5GB świetnych próbek, z których da się wykrzesać piękne frazy, ale wymaga to pracowitego programowania i stalowych nerwów (czasem, mimo tego, że modulacja i ekspresja były zaprogramowane co do punktu, to z braku odpowiedniej artykulacji (jak się domyślam) linia melodyczna miała dziwne skoki głośności, co trzeba było obchodzić różnymi sztuczkami). Pełna wersja jest po prostu dużo przyjaźniejsza.

Podsumowanie

Czy poleciłbym Joshua Bell Violin komuś szukającemu realistycznego brzmienia skrzypiec? Oczywiście, że tak. Biblioteka brzmi kapitalnie i nikt nie powinien się czuć zawiedziony. Ostatnio wprawdzie wyrosła jej konkurencja w postaci Native Instruments Stradivari i podejrzewam, że świat podzieli się na zwolenników jednej lub drugiej opcji. Wprawdzie pretendentów do korony króla symulacji skrzypiec jest więcej, ale te dwie biblioteki są godnymi siebie przeciwnikami. Obie w tej samej cenie... hm... To będzie trudny orzech do zgryzienia!

piątek, 31 lipca 2020

[T] SWAM Solo Woodwinds - drewniane dęciaki

Dzięki uprzejmości firmy Audio Modeling otrzymałem do testów na cały miesiąc pakiet Solo Woodwinds, czyli zestaw instrumentów dętych drewnianych, w skład którego wchodzą: obój, rożek angielski, klarnet (zwykły i basowy), fagot, kontrafagot, flet, flet altowy, flet basowy i piccolo. Jest to część modelowanych instrumentów, spośród których skrzypce i wiolonczelę z zadowoleniem użytkuję już od dłuższego czasu.

Krótkie wprowadzenie

W odróżnieniu od pakietu Strings, instrumenty dęte drewniane od Audio Modeling nie bazują wyłącznie na modelowaniu fizykalnym, ale też na łączeniu tej techniki z użyciem próbek (ale nie w klasycznym ujęciu, gdzie dla każdego dźwięku rejestrowanych jest mnóstwo sampli). W rezultacie całość zajmuje niecałych 400MB, zamiast gigabajtów, a dodatkowo poddaje się w miarę łatwo modyfikacjom wprowadzanym przez użytkownika.

I myślę, że to jest właśnie najciekawsze, bo dla każdego instrumentu otrzymujemy przynajmniej kilka (a czasem kilkanaście) wariantów brzmieniowych, z których można wybrać ten najlepiej nam pasujący. Dodatkowo - jako że dźwięk jest obliczany - nie ma problemu z uzyskaniem bardzo bliskiego, praktycznie pozbawionego pogłosu brzmienia, co swoją drogą wprawia początkowo w lekką konsternację, jako że instrumenty potrafią brzmieć niezbyt efektownie bez "doprawienia" ich jakimś ładnym pogłosem.

W kręgu moich zainteresowań był przede wszystkim pakiet Double Reeds, czyli aerofony dwustroikowe. Znajdziemy tu obój, rożek angielski, fagot i kontrafagot. Mnie osobiście chodziło o przetestowanie oboju i rożka angielskiego, bo bardzo lubię ich brzmienie. Pamiętam, że brzmieniem oboju "zaraził" mnie Tytus Wojnowicz, który swego czasu wydał bardzo przyjemną płytę "Tytus". Od czasu, gdy postanowiłem zgłębić komponowanie na orkiestrę, szukam wytrwale ładnego brzmienia wirtualnego oboju - wiem na pewno, że taki istnieje w Spitfire Albion One, ale i Nucleus ma się czym tutaj pochwalić. Za to Nucleus nie ma rożka angielskiego, nie ma go także Berlin Inspire 1, a ten instrument polubiłem ostatnio. Ma trochę podobne do oboju brzmienie, melancholijne i nadające się do prowadzenia jakiejś nostalgicznej melodii.

Instalacja

Po zainstalowaniu pakietu, co jest nieco kłopotliwe, bo każdą składową trzeba pobierać i instalować osobno, odpaliłem Reapera i zacząłem testy. Zrazu, jak pisałem wyżej, brzmienie mnie trochę rozczarowało przez swoją "suchość", ale dodałem nieco pogłosu za pomocą FabFilter Pro-R i już grało się dużo przyjemniej.

Nie w każdym instrumencie domyślne brzmienie okazywało się najładniejsze i musiałem nieco posprawdzać dostępne opcje, żeby wreszcie wszystko grało tak, jak tego chciałem. Od tego momentu jednak grałem i grałem, a było to prawie tak samo przyjemne, jak pierwszy kontakt z solowym brzmieniem skrzypiec od Audio Modeling.

Porównania

Gdy już nagrałem się do syta, zacząłem porównania. Załadowałem sobie do Cubase'a wszystkie modelowane instrumenty i zacząłem porównywać je do brzmień pochodzących z innych, dostępnych mi bibliotek. Wtedy dopiero się okazało, jakie duże różnice mogą istnieć w brzmieniach na pozór identycznych. Swoją drogą to bardzo ciekawe: słuchamy jakiejś frazy granej przez klarnet. Jesteśmy pewni, że to klarnet, bo brzmi jak klarnet. Ale przełączając się między bibliotekami okazuje się, że ten klarnet jest wszędzie inny! I to czasem diametralnie, mimo że ciągle brzmi jak klarnet i nie mamy problemu z jego identyfikacją. Podobnie z obojem, rożkiem i tak dalej.

Osobiście na czele ustawiłbym brzmienie z EastWest Hollywood Orchestra Gold, bo rzeczywiście są one świetne. Tyle tylko, że praktycznie nieużywalne z powodu kiepskiego interfejsu użytkownika i długich czasów ładowania. Potem dałbym miejsce na podium Nucleusowi, bo i brzmienie ma ładne, i gra się łatwo. Niestety, w brzmieniach solowych biblioteka ta ma braki, więc siłą rzeczy potrzebuje zamiennika (Berlin Inspire podobnie, ale ma jeszcze mniej solowych brzmień). I tutaj umieściłbym Double Reeds, bo rzeczywiście są bardzo dobre, działają błyskawicznie, dają się dostosować do konkretnych potrzeb i jeszcze umożliwiają wybór konkretnego brzmienia danego instrumentu.

Obsługa

Instrumenty od Audio Modeling mają bardzo zbliżony do siebie interfejs użytkownika. Jest on dość prosty i czytelny, choć przyznam, że część rzadziej używanych opcji przeniósłbym jednak na dodatkową kartę. Trochę irytuje fakt, że po załadowaniu instrumentu w programie DAW koniecznie trzeba poruszyć kontrolerem ekspresji, inaczej instrument pozostanie niemy (na szczęście wyświetla się stosowne okienko, które przypomina o tym obowiązku). Instrukcja wprost mówi, że bez kontrolera ekspresji instrumenty zwyczajnie NIE BĘDĄ działać w trybie gry na żywo i trzeba się z tym pogodzić.

Nie zaobserwowałem żadnych problemów z przywoływaniem ustawień po załadowaniu projektu do programu DAW, wszystko działało sprawnie i bez kłopotów, pod tym względem jest zatem wzorowo.

Krótkie podsumowanie

No cóż, okres testowania dobiega końca - mam naprawdę pozytywne wrażenia z tego czasu. Nadal uważam, że modelowanie to przyszłość, jeśli chodzi o wirtualne instrumenty, zwłaszcza takie, które mają "udawać" fizyczne odpowiedniki. Może jeszcze nie wszystko brzmi na 100% realnie, ale już na przykładzie skrzypiec (czyli SWAM Violin) udało mi się kilka osób "oszukać", że gra bardzo dobra wersja samplowana z jakiejś drogiej biblioteki - podobnie było z solówką graną na oboju z utworu poniżej. Oczywiście prawdziwy muzyk uzbrojony w porządny kontroler zagrałby to jeszcze lepiej, wystarczy posłuchać próbek w internecie, żeby się o tym przekonać. Potencjał jest wielki i ja zdecydowanie jestem zwolennikiem instrumentów od Audio Modeling. To solidny kawałek oprogramowania dla każdego muzyka szukającego brzmień orkiestrowych, a jego jedyną poważną wadą jest zabójcza cena. Gdybym tylko mógł sobie pozwolić już nawet nie na pełny pakiet Solo Woodwinds, ale choćby same Double Reeds, kupiłbym je i dziś. Pozostaje czekanie na Czarny Piątek albo świąteczne przeceny...

czwartek, 30 lipca 2020

Studio One i nagrywanie retrospektywne MIDI

Męczę ten temat i męczę, każdy niemal opis Studio One ma wytknięty brak nagrywania retrospektywnego. Kiedy zwracam uwagę na to niedociągnięcie DAWa od firmy PreSonus, zwłaszcza w polskiej części internetu rzadko znajduję zrozumienie. "Po co Ci to?", "Nie łatwiej włączyć nagrywanie?", "Czepiasz się" - to najczęstsze reakcje. To może spróbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, po co mi właściwie to całe nagrywanie retrospektywne?

W ogóle co to takiego?

Dla osób, które zastanawiają się, o czym ja właściwie piszę, krótkie wyjaśnienie. Mowa tu o funkcji, która nagrywa do bufora wszystko to, co muzyk robi ze swoim sterownikiem MIDI, np. klawiaturą. U mnie najczęściej wygląda to tak: siadam sobie przed pustym projektem, wrzucam jakiś instrument VST na ścieżkę i staram się uzyskać w nim brzmienie, jakie chodzi mi po głowie. Gram sobie przy tym różne frazy, które akurat "podejdą mi pod palce". No i czasem się zdarza, że dźwięk porywa, zaczyna prowadzić, biegnie gdzieś i gra się, gra... No, i chwila oprzytomnienia bywa nieprzyjemna - dlaczego TEGO NIE NAGRYWAŁEM?! To rzadkie momenty, zbyt rzadkie, by po prostu uzbrajać ścieżkę i ją stale nagrywać. Czasem też fajne rzeczy zdarza się zagrać już na późniejszym etapie, gdzie jesteśmy w środku utworu; normalne nagrywanie jest wtedy nieporęczne, bo możemy sobie coś nadpisać, poza tym grają inne ścieżki (trzeba by je wyciszyć) i tak dalej, i tak dalej.

Nagrywanie retrospektywne, zaimplementowane np. w Abletonie, Cubase czy FL Studio, rozwiązuje te dylematy. Program bowiem rejestruje "w tle", w dużym buforze wszystkie komunikaty MIDI, jakie wysyłają nasze kontrolery i robi to non-stop. Jeśli zdarzy się, że zagramy coś fajnego, możemy to po prostu odzyskać, każąc programowi wstawić te zagrane frazy w odpowiednim miejscu konkretnej ścieżki.

Sposoby pracy

Oczywiście rozumiem, że nie każdemu opisywana funkcja będzie przydatna, bo jeśli ktoś nie gra i nie używa kontrolerów, tylko zwyczajnie rysuje sobie zdarzenia (nuty) w edytorze piano-roll, to zdecydowanie rzecz będzie nie dla niego. Jeśli jednak lubicie "plumkać" sobie i w ten sposób szukać pomysłów, to myślę, że ucieszylibyście się z możliwości odzyskania właśnie znikających z głowy pomysłów.

Studio One - dlaczego?

Wracając do Studio One, jest dla mnie sprawą absolutnie niezrozumiałą, dlaczego nagrywania retrospektywnego MIDI nadal nie ma, mimo że miesiąc temu ukazała się wersja 5 tego programu? Zrobiono nagrywanie retrospektywne audio (!), a teoretycznie prostszego (mniej danych) nagrywania komunikatów MIDI nie ma. Tym bardziej, że na forum PreSonusa, w specjalnym rankingu rzeczy oczekiwanych w kolejnych wersjach, nagrywanie retrospektywne znajduje się na trzecim miejscu, a prośba o tę funkcję została utworzona PIĘĆ lat temu!

Widząc funkcje, które pojawiły się w wersji 5 (i jednocześnie nie widząc wśród nich omawianego nagrywania) stwierdziłem, że nie prędzej zakupię aktualizację, niż PreSonus wreszcie posłucha użytkowników i doda tak prostą funkcję (z programistycznego punktu widzenia nie widzę tu absolutnie żadnych problemów - w końcu sam algorytm nagrywania istnieje, trzeba by go tylko włączyć na stałe i zapisywać określoną liczbę komunikatów, po czym dodać gdzieś w interfejsie użytkownika przycisk czy pozycję menu do zapisania bufora na wybraną ścieżkę). Jeśli programiści PreSonusa byli w stanie napisać algorytm do rozpoznawania granych akordów w plikach audio, to nagrywanie retrospektywne powinno być dla nich kaszką z mleczkiem.

Czekam zatem, a tymczasem rolę "pierwszego DAWa" odzyskał Cubase...

[Cubase] Szablon dla BBC Symphonic Orchestra

Tworzyłem już szablon orkiestrowy, przerabiałem go na Nucleusa Lite, a później pełną jego wersję. Tym razem jednak nie mogłem po prostu podmienić bibliotek w Kontakcie, bo BBC Symphonic Orchestra nie używa Kontakta, tylko własnego playera (z którym są ciągle jakieś problemy, niestety). Trzeba było zatem zabrać się za szablon od podstaw, a jedynymi rzeczami, które się ostały, są kolory poszczególnych sekcji oraz ścieżka pogłosowa.

Szybciej i prościej

Przygotowanie szablonu jako takie okazało się dużo prostsze niż poprzednio, głównie dlatego, że nie trzeba było kombinować z Kontaktem i jego wieloma wyjściami. Tu po prostu są ścieżki dla konkretnych grup instrumentów, a że "fabryczna" konfiguracja playera opiera się o brzmienia z wieloma artykulacjami, zastosowałem je tak, jak są przygotowane. Pokolorowanie całości i dodanie grup dla poszczególnych sekcji było czystą formalnością.

KS czy SA?

Te dwa symbole oznaczają odpowiednio key switches oraz single articulation. Chodzi z grubsza o to, że korzystając z większości bibliotek orkiestrowych możemy wybrać jedno z dwóch podejść: albo mamy jedną ścieżkę, na której możemy przełączać artykulacje (np. wstęp zagrać pieknym legato, a refren spiccato), albo dla każdej używanej artykulacji tworzyć osobną ścieżkę. Jak to w życiu bywa, oba podejścia mają wady i zalety.

Key switches są przyjemne ze względu na "kompaktowość" całego rozwiązania. Mamy jedną ścieżkę i każdym jej momencie możemy użyć dowolnej artykulacji. Dźwięk (w teorii) jest spójny, ma zaaplikowany jeden pogłos, wspólną ścieżkę (lub ścieżki) automatyzacji. Nie zajmuje dużo miejsca na ekranie, więc nie trzeba ciągle przewijać kompozycji w górę i w dół, w poszukiwaniu odpowiedniej ścieżki. To, co jest zaletą, jest jednocześnie wadą: jedna ścieżka to kłopoty z odnalezieniem konkretnej frazy, to też utrudnienie przy zmianie artykulacji (zamiast po prostu przenieść odpowiedni event na jasno opisaną ścieżkę, trzeba do niego wejść, odszukać nutę w dolnych rejestrach, przełączającą artykulację, sprawdzić, na jaką wartość trzeba ją przestawić itd.). Kłopotliwe jest ponadto odtwarzanie od dowolnego fragmentu, chyba że znaczniki (nuty) zmieniające artykulację będą rozciągnięte na całe takty. Wspólny pogłos dla wszystkich artykulacji też nie musi być najlepszym rozwiązaniem.

Z kolei pojedyncze ścieżki z konkretnymi artykulacjami oszczędzają nieco miejsca w pamięci, bo w końcu i tak nie korzysta się zawsze z wszyskich możliwych technik, tylko kilku z nich, więc nie trzeba ich wszystkich ładować. Łatwo zmienić frazę pizzicato na staccato, po prostu przenosząc event ze ścieżki na ścieżkę. Łatwiej orientować się w utworze, widząc mniejsze fragmenty zamiast jednego długiego eventu. Dodatkowo każda artykulacja może mieć różnie zaaplikowany pogłos, inną głośność, inne dodatkowe efekty. Same zalety? Nie - aranżacja w tym trybie zajmuje wiele miejsca na ekranie; same pierwsze skrzypce to przynajmniej ze trzy, cztery ścieżki. To też więcej zamieszania: bo jeśli w szablonie umieścimy wszystkie możliwe artykulacje, to później warto je w konkretnym utworze usunąć, żeby nie zajmowały miejsca (na ekranie i w pamięci). Ale jeśli jednak okaże się, że coś było potrzebne, to trzeba to dodawać ręcznie, kolorować, podpinać, nazywać itd.

Gotowy szablon

Ja ostatecznie w moim szablonie ponownie zdecydowałem się na key switches, jest mi jakoś wygodniej pracować w ten sposób. Poza tym, przynajmniej na tym etapie, na którym jestem, chciałbym w miarę możliwości zachować zgodność z rzeczywistą orkiestrą - stosując pojedynczą ścieżkę dla danej sekcji unikam sytuacji, że ta sama sekcja gra jednocześnie legato i staccato. Nie cierpię też przesuwania aranżacji w pionie przy dużej liczbie ścieżek i najchętniej miałbym na ekranie całość.

Cóż jednak począć z największą - moim zdaniem - wadą key switches, czyli kłopotliwą obsługą? Nie dość, że trzeba w piano roll suwać góra-dół, żeby wstawiać w dolnych rejestrach nuty-zdarzenia, przełączające artykulację (bo tego w końcy zwykle nie ma aż tak wiele), ale te nuty-zdarzenia powinny być takiej długości, by początek jednego łączył się z końcem innego. Dlaczego tak? Bo w innym przypadku wystarczy, by przy odtwarzaniu przełączyła się artykulacja (powiedzmy z legato na spiccato), a my cofniemy się, by posłuchać frazy jeszcze raz od początku, a ona już cała będzie grana spiccato. Poza tym trzeba się uczyć, która nuta włącza którą artykulację, co przy smyczkach w BBC Symphonic Orchestra Core wcale nie jest prostą sprawą. Czy da się jakoś ułatwić sprawę? Tak.

Expression Map

Bodajże od wersji siódmej Cubase posiada Expression Maps, czyli sprytne rozwiązanie, które pomaga przełączać artykulacje. Jak to działa?

Otóż - mając na ścieżce instrument z key switches - możemy ustawić dla ścieżki wspomnianą "mapę ekspresji"; jeśli znaleźliśmy jakąś w internecie dla używanej biblioteki, to po prostu ją wczytujemy, a jeśli nie, definiujemy. Po zdefiniowaniu Cubase już "wie", jakim klawiszem włączać którą artykulację i można to robić wygodnie z poziomu edytora piano roll. Co najfajniejsze, można sprawić, by artykulacja trwała od określonego miejsca aż do kolejnego bez rysowania nutek-zdarzeń i ich pracowitej później edycji. Wszystko odbywa się w specjalnym edytorze, gdzie w wierszach widać poszczególne (nazwane!) artykulacje. Ciekawe jest także to, że po przejściu do zapisu nutowego, artykulacje pochodzące z "mapy ekspresji" są rozpoznawane i nanoszone jako prawidłowe, muzyczne oznaczenia (np. łuki dla legato czy kropki dla staccato).

No i już!

Przygotowanie tego szablonu, mimo pozornej prostoty, zajęło mi mnóstwo czasu, głównie przez to, że musiałem zdefiniować "mapy ekspresji". No dobrze, może i nie MUSIAŁEM, ale chciałem, bo zdecydowanie ułatwia to życie, a jeśli mam mieć szablon, od którego zawsze będę zaczynał, to lepiej, by był jak najkompletniejszy.

Teraz trzeba tylko z niego zacząć intensywnie korzystać, ot co!

piątek, 24 lipca 2020

[T] Native Instruments - Komplete 11 Ultimate

Dzisiaj omówienie nieco starszego pakietu - od roku dostępna jest wersja 12 Komplete, jednak zmiany przez nią wprowadzone są na tyle niewielkie, że opis będzie pasował także do "dwunastki". Pod koniec zresztą spróbuję opisać różnice między starą a nową wersją.

Czym jest Komplete? To w wyobrażeniu firmy Native Instruments kompletny system dla każdego kompozytora. Jest tu niemal wszystko, o czym mógłby pomyśleć twórca dowolnego niemal gatunku muzyki. Są syntezatory (m. in. kultowy już Massive), jest wirtualna orkiestra, jest świetny sampler (Kontakt), ba, jest nawet środowisko do tworzenia własnych instrumentów czy efektów (Reaktor). Jest też cała gama instrumentów, nazwijmy to, etnicznych, jest też bogaty zbiór perkusji oraz efektów w rodzaju kompresora, korektora, pogłosu itd. Dosłownie jak by się nie obrócić, Komplete zawsze coś ma w zanadrzu.

Syntezatory

W pakiecie dostępna jest cała grupa instrumentów, z których najbardziej znane to oczywiście Massive, Monark i Absynth. Do tego dochodzą FM8, czyli syntezator FM, bardzo przyjemny Form i bardzo dziwny Skanner XT, jest też garść instrumentów bazowanych na (również dostępnym) Reaktorze: Rounds, Reaktor Prism czy Reaktor Spark.

Dla dźwiękowych "budowniczych" dano właśnie środowisko Reaktor oraz zestaw kilkudziesięciu elementów Reaktor Blocks, z których można składać nowe rzeczy.

Wszystkie te instrumenty mają bardzo ładne interfejsy użytkownika i generalnie zapewniają bardzo dobrej jakości dźwięk i myślę, że spokojnie za ich pomocą da się zaspokoić potrzeby elektronicznych kompozytorów.

Orkiestra

To rzecz, która mnie ostatnio najbardziej ciekawi, zatem poświęciłem chwilkę i przyjrzałem się dostępnym bibliotekom. Można je podzielić na dwie grupy: "normalne" instrumenty wirtualne i "gotowce". "Normalne" są reprezentowane przez grupę Symphony Essentials, "gotowce" zaś to wszelkie biblioteki Session oraz Action.

Symphony Essentials są, przyznam, całkiem niezłe i w połączeniu z biblioteką brzmień orkiestrowych dla Kontakta pozwalają już na co nieco, zwłaszcza że dołączono także brzmienia solowe. JEDNAK... jeśli ktokolwiek miał już do czynienia z prawdziwą biblioteką orkiestrową "średniego szczebla", czyli z Albion ONE, Nucleus, Berlin Inspire czy Hollywood Orchestra, raczej nie użyje zestawu od Native Instruments.

Co do "gotowców", to przyznaję, że brzmią bardzo efektownie, zwłaszcza te z pakietu Action: Action Strings i Action Strikes. Bardzo łatwo można ułożyć w nich szkielet muzyki do zwiastuna filmowego i... w zasadzie chyba tylko do zwiastuna, bo do dłuższych kompozycji już się to nie bardzo nadaje, chyba że rzeczywiście przez cały utwór mamy takie same tempo i tak samo grającą spiccato sekcję smyczkową. Co jest jednak fajne - obie te biblioteki są bardzo inspirujące, bo jeśli dysponujemy już jakąś "zewnętrzną" orkiestrą, to można z pakietu Action po prostu zgapić różne warianty rytmiczne i artykulacyjne, po czym zaprogramować je samemu. I to jest całkiem niezłe rozwiązanie: "szkicujemy" za pomocą "gotowców", a potem dopracowujemy ręcznie.

Bębny

Ooo, tutaj Komplete zdecydowanie ma się czym pochwalić. Bo są tutaj i samplowane zestawy akustyczne, jak DrumLab, Studio Drummer czy liczna kolekcja Abbey Road, ale jest też świetna maszyna perkusyjna Battery 4 i również bardzo przyzwoita Machine Drum. Dla wielbicieli trailerowych rytmów i bębnów są Damage oraz Evolve, które w zasadzie wyczerpują temat tego typu brzmień oraz pętli. Naprawdę pod kątem bębnów wszyscy nabywcy pakietu od Native Instruments powinni być zadowoleni.

Instrumenty różne

Pakiet Ultimate dostarcza także sporą paczkę instrumentów samplowanych: świetne fortepiany i pianina (Alicia's Keys, The Gentlemen, The Giant, The Grandeur, Una Corda, The Maverick), organy i pianina elektryczne (Vintage Organs, Scarbee Mark I, Scarbee Clavinet, Scarbee A-200), jest cała kolekcja samplowanych basów Scarbee, w tym Rickenbacker 4003.

Wszystkie te instrumenty przygotowano bardzo starannie, mnie zawsze zachwyca brzmienie fortepianu Alicia's Keys - jest naprawdę fantastyczne.

Efekty

Jeśli chodzi o efekty, to chociaż jest ich niemal trzydzieści, trudno mi którykolwiek polecić, bo ich nie używam. Tak się stało, że pakiet Komplete kupiłem już po tym, jak miałem na stanie Valhalla Room i pakiet od FabFilter, więc kompletnie nie czułem potrzeby nawet instalowania wtyczek od Native Instruments, zwłaszcza że niektóre z nich wymagają nawet KILKUSET megabajtów miejsca na dysku.

Jest tylko jeden wyjątek od tej reguły: Guitar Rig. To chyba najlepszy zestaw emulatorów wzmacniaczy i efektów gitarowych, jaki posiadam w arsenale (a porównuję z VStomp, AmpliTube czy TH3) i nie mam żadnych oporów, by go gorąco polecić.

Co w wersji 12?

Tym, co najbardziej rzuca się w oczy przy przeglądaniu nowości, jest naturalnie Kontakt 6, Massive X oraz biblioteka Thrill. Kontakt 6 rzeczywiście się przydaje, bo część nowych bibliotek wymaga już właśnie tej wersji (mnie tak - dość nieprzyjemnie - zaskoczył Nucleus), a warto mieć pełną wersję (zamiast Kontakt Player), bo część tanich, a całkiem niezłych bibliotek działa tylko na niej, w Player uruchamiając się tylko jako demo. Z drugiej jednak strony sam Kontakt 6 nie wnosi zbyt dużo, przynajmniej od strony użytkowej, a i część producentów zaczęła go porzucać na rzecz własnych rozwiązań (np. Orchestral Tools wprowadziło SINE Player, swoją aplikację wdraża od jakiegoś czasu Spitfire Audio) - prawdopodobnie ze względu na zbyt wysokie opłaty dla Native Instruments za możliwość pojawienia się w bibliotece Native Access.

Na Thrilla ostrzyłem sobie zęby, bo w wersji samodzielnej jest nieprzyzwoicie drogi, jednak cena upgrade'u z wersji Ultimate 11 do Ultimate 12 jest równie absurdalna i sięga 400 euro (!). Patrząc całościowo, chyba jednak nie warto - fakt, że jeszcze dołożono jakieś pojedyncze instrumenty czy rozszerzenia, ale to wciąż nie rekompensuje ceny uaktualnienia. Zwłaszcza że akurat nie jestem fanboyem Massive'a i nie ekscytuje mnie Massive X...

Native Instruments a ceny

No i przejdźmy do cen, bo te w Native Instruments jak rzadko gdzie pokazują kompletny brak związku ceny z jakością dla wtyczek VST. Przykłady? Proszę bardzo. Cały pakiet Ultimate 12 kosztuje 1200 euro (a w wersji Collector's Edition, wzbogaconej o jeszcze raz tyle rozszerzeń - 1599 euro. Wydaje się sporo, ale wystarczy zacząć podliczać ceny poszczególnych składników: Kontakt - 399 euro, Thrill - 299 euro, Damage - 299 euro, Evolve - 199+99+99=397 euro, Massive X - 199 euro. To dopiero kilka składników z kilkudziesięciu, a już minęliśmy cenę pakietu! Mamy więc tu do czynienia z paradoksem, że ta sama biblioteka kosztuje kilkaset albo kilkanaście euro, w zależności od tego, czy jest kupowana osobno, czy jako część Komplete. Nasuwa się więc wniosek, że zupełnie nie opłaca się od Native Instruments kupować pojedynczych produktów, jedynie pakiet Komplete ma sens (ale nie Select, bo tam nawet nie ma pełnej wersji Kontakta). Ewidentnie nad cennikiem siedział sztab księgowych i pracowicie wyceniał poszczególne elementy - tak, żeby pojedynczo były na tyle drogie, by użytkownik rozważył jednak kupno droższego pakietu, w którym "dostanie więcej". I dostaje, tu nie ma wątpliwości, jednak taki Kontakt na pewno nie jest wart 400 euro - nawet tak potężne instrumenty jak Steinberg HALion czy UVI Falcon to koszt 300-350 euro. Kontakta jednak się kupuje, "bo trzeba", bo inaczej nie zadziałają biblioteki, na których nam zależy, więc Native Instruments jest de facto monopolistą i bez skrępowania czerpie z tego profity. Jednak prawdopodobnie to także jeden z powodów, dla których producenci rezygnują z wersji "kontaktowej" na rzecz własnych rozwiązań i wkrótce może się okazać, że Kontakt przestanie być aż tak kluczowy.

Czy warto?

Dla takiego pakietu, jak Komplete 12 Ultimate ciężko o miarodajne kryterium opłacalności. Finansowo na pewno lepiej jest kupić ten pakiet niż poszczególne składniki, ale czy rzeczywiście wszystko wykorzystamy? W moim przypadku w ciągłym użyciu jest Kontakt, Damage, Evolve, Battery, od czasu do czasu skorzystam też z Action Strikes lub Action Strings. Nie jest to dużo, ale nawet dla tej liczby, patrząc jednostkowo, przekraczam cenę pakietu. I chyba tak trzeba sobie policzyć opłacalność - sprawdzić, których elementów NA PEWNO będziemy używać, policzyć ich ceny jednostkowe, porównać z cenami alternatywnych rozwiązań innych firm i uzyskane sumy brać pod rozwagę, decydując o zakupie.

Raczej nie można mieć zastrzeżeń, jeśli chodzi o jakość dostępnych wtyczek czy brzmień, naprawdę jest dobrze. Każdy musi zatem decyzję podjąć samodzielnie, a przyznam, że nie jest to łatwy orzech do zgryzienia.

środa, 22 lipca 2020

Jak nie oszaleć w legalnym świecie

Wspieram programistów, kupuję oryginalne oprogramowanie. Wszystkie DAW, VST czy biblioteki brzmień pochodzą z legalnych źródeł, porty USB okupują e-Licenser i iLok, mam szereg pozakładanych kont i kilka aplikacji aktualizujących oprogramowanie do najnowszych wersji. Ale coraz częściej dochodzę do smutnego wniosku, że jednak piraci mają o wiele łatwiej.

Cubase

O, tu już wiele razy miałem do czynienia z sytuacją, gdy trzeba było nagle instalować nową wersję e-Licensera, a pamiętam też sytuację, gdy nie mogłem zainstalować update'u, bo jakiś inny składnik pakietu był w starej wersji. Dodatkowo oczywiście dochodzi problem, że jeśli gdzieś wyjadę i nie zabiorę ze sobą klucza sprzętowego, to "umarł w butach". Choćbym nie wiem, jak się starał, to nie uruchomię mojego LEGALNEGO Cubase'a. Nie da się go w żaden inny sposób autoryzować i zmusić do działania.

Studio One

Tak, tak, PreSonusowi też się oberwie. Ostatnio miałem problem ze Studio One - zawieszało się lub nie chciało się wyłączyć, trzeba było ręcznie "ubijać" aplikację. Oczywiście, zapałałem chęcią podzielenia się tymi rewelacjami z supportem, który najpierw przez szereg dni nie odpowiadał, po czym - nawet nie prosząc o jakieś pliki logów, zrzutów czy cokolwiek - beztrosko stwierdził, że to wina źle napisanych wtyczek. Skąd to wiedzą i jakich wtyczek, tego się nie dowiedziałem, bo moje pytania pozostały bez odpowiedzi, a zgłoszenie zostało zamknięte jako rozwiązane.

Spitfire Audio

Ten przypadek to raczej ciekawostka, ale też świadczy o tym, jak producenci traktują klienta. Otóż Spitfire Audio wprowadziło sobie przypisanie produktu do lokalizacji. W momencie zakupu narzucana jest waluta, wynikająca z rozpoznanego kraju, czyli Wielka Brytania płaci w funtach, Europa w euro, zaś reszta świata w dolarach. Niby niewielki problem, bo walutę można zmienić w trakcie zakupu na korzystniejszą dla kupującego (np. w Polsce obecnie kurs euro jest wyższy od dolara aż o ok. 30%!), ale robi się to, zmieniając... kraj. I cały myk polega na tym, że owszem, zapłacimy, kupimy, ale już... nie zainstalujemy. Ba, nawet nie pobierzemy, bowiem aplikacja do pobierania bazuje na rozpoznanej automatycznie lokalizacji i będzie uparcie twierdziła, że nie mamy licencji. No i cześć.

Uaktualnienia

Ta prosta, zdawałoby się, też potrafi nieźle zirytować. Chcesz po prostu uruchomić program i coś porobić, bo akurat jest pomysł i czas, to nie: Cubase się nie uruchomi, bo akurat minął "czas przydatności" e-Licensera i trzeba zainstalować nową wersję (zwykle połączoną z restartem). Instalujesz coś na iLoku, to też - halo, halo, zbyt stary sterownik, zaktualizuj i zrestartuj!

Autoryzacja

A szczytem wszystkiego są najdziwniejsze mechanizmy autoryzujące. Kupujesz, powiedzmy, jakąś wtyczkę VST. Coraz większa grupa producentów wycofuje wtyczki z ogólnodostępnych sklepów internetowych (w rodzaju AudioDeluxe czy PluginBoutique) i prowadzi sprzedaż na własnych stronach. OK. To oznacza, że musisz założyć tam konto. Zakładasz - trzeba oczywiście potwierdzić e-maila, który nie zawsze dociera błyskawicznie. Dobra, wybierasz wtyczkę, przechodzisz do koszyka, wypełniasz, kupujesz. Teraz dostajesz e-maila z linkiem do pobrania programu do pobierania (!). Instalujesz program do pobierania, tam też musisz wprowadzić login i hasło ze strony, żeby program mógł sie podłączyć do Twojego konta i sprawdzić, czy masz licencję, czy też nie masz. Licencję masz (chyba że jest tu jakiś problem, że program jej nie widzi, a na stronie jest, wtedy - naturalnie - trzeba skontaktować się z supportem), więc pobierasz i instalujesz. Koniec? Nie, bo przy starcie DAW albo przy próbie umieszczenia instrumentu/efektu w sesji wyskakuje okienko z prośbą o autoryzację, czyli znów albo wpisujesz dane swojego konta, albo np. ładujesz licencję na iLoka. Uff...

Nie wszyscy

Oczywiście, nie wszyscy producenci w tak samo upierdliwy sposób zabezpieczają swoje wyroby. Są też przypadki godne pochwały - np. Reaper, gdzie wystarczy pobrać ogólnie dostępny instalator, a przy pierwszym starcie wkleić kod, który przychodzi na e-maila po zakupie. I tyle.

Najgorsza jest chyba ta wielość rozwiązań - każdy duma i wprowadza swój system, a niektórzy są w tym naprawdę pomysłowi i za nic mają wygodę użytkownika. Marzy mi się, żeby producenci się porozumieli i żeby powstał jakiś serwis autoryzacyjny, coś w rodzaju iLoka, ale bez konieczności posiadania klucza sprzętowego. Można by tam wrzucać kupione licencje, a wtyczki czy programy od czasu do czasu by sobie weryfikowały, czy są legalne czy nie. Oczywiście pytanie, co w sytuacji, gdy nie ma połączenia z internetem albo sam serwis jest niedostępny, ale to już bardziej techniczne problemy.

No i teraz osoby korzystające z nielegalnego oprogramowania śmieją się ze mnie w kułak. Jakie autoryzacje? Jakie programy do pobierania? Jakie licencje? Oni sobie ściągają wszystko, co chcą, instalują i używają. Ryzykują wprawdzie wiele, bo coraz częściej słyszy się o zainfekowanych pirackich kopiach, które szyfrują dyski i bez opłacenia się piratom traci się wszystko. Jednak trudno nie uznać, że coś tu jest nie bardzo w porządku, jeśli legalni użytkownicy wciąż napotykają na problemy z użytkowaniem legalnie nabytego oprogramowania...

niedziela, 19 lipca 2020

[G] Ramin Djawadi - Game of Thrones

Skoro było już o Nucleusie, pora pokazać coś, co się udało za pomocą tej biblioteki nagrać. Niestety, nie jest tego dużo, bo przygotowanie utworu orkiestrowego trochę trwa, a czasu u mnie niewiele, ale lepszy rydz niż nic.

Trochę może o kulisach powstania, bo były nieco burzliwe. Początkowo chciałem szybko przystąpić do zabawy brzmieniami, więc zacząłem szukać gotowego pliku MIDI - w końcu "Gra o tron" ma już swoje lata i niepodobna, żeby nikt takiego pliku nie przygotował i nie wrzucił do sieci. I rzeczywiście, plików znalazłem mnóstwo, ale wszystkie miały jedną, wspólną cechę: nie nadawały się. Bo albo były zupełnie proste, tylko z linią melodyczną, albo tak zaaranżowane, że strach ogarniał. Oczywiście trafiła się też garść w założeniu porządnych, ale które trzeba było kupić. Nie tędy droga.

Wrzuciłem więc do DAW oryginał z pierwszego sezonu serialu i zacząłem go takt po takcie przenosić "ze słuchu". Najpierw najprostszą rzecz, czyli smyczkowe ostinato, potem melodię graną przez wiolonczelę, potem legato skrzypiec. Na koniec bębny i sekcje dodatkowe, czyli "dęciaki" czy chór. Przy okazji wyszło na jaw, że wybór Studio One na DAW w tej produkcji był niezbyt szczęśliwy. Zaczęło się od zawieszenia w trakcie dodawania instrumentu do aranżacji, ale że Studio One już wcześniej potrafiło się w takiej sytuacji zawiesić, nie zwróciłem na to zbytniej uwagi, zmełłem w myślach przekleństwo i po restarcie szybko uzupełniłem rzeczy od ostatniego zapisu (na szczęście autozapis działa). Dopiero przy wyłączaniu Studio One znów się zawiesił i trwał tak, i trwał. Zostawiłem i ubiłem po pół godzinie. Później takie zawieszenia przy zamykaniu zdarzały się coraz częściej, w końcu niemal każde otwarcie projektu i próba zamknięcia powoduje zawieszenie się programu. Na domiar złego co jakiś czas po otwarciu przestaje odpowiadać Kontakt 6 (którego wymaga Nucleus) i np. nie ładuje instrumentów. Z kolei raz w ogóle przy próbie odtwarzania wszystko się posypało i wyszło do pulpitu. Ech...

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy WIEM, że utwór potrzebuje jeszcze mnóstwa pracy, ale już CHCĘ się nim pochwalić (zwykle męczę Siostrę Be). Zrobiłem wstępny render (czyli wygenerowałem muzyczny plik wav z programu DAW), pochwaliłem się Siostrze Be i po drobnych poprawkach czym prędzej wrzuciłem na SoundClouda. To było późnym wieczorem. Rano już wiedziałem, że to, to i jeszcze tamto wymaga mocnego dopracowania. Kolejne wersje lądowały na SoundCloudzie, a każdej towarzyszyła myśl: "To już wersja ostateczna".

Wreszcie poczułem, że to już, że rzeczywiście nie jest źle - nawet po nocnej przerwie rano utwór brzmiał znośnie. Znów ogarnęła mnie gorączka - bo w końcu teraz znam już trochę Resolve 16, to mogę zrobić filmik! Taki, który pokaże, jak utwór wygląda w DAWie. Trochę się przy tym filmiku narobiłem (chociaż na to nie wygląda), ale ostatecznie jakoś go skończyłem:

No i teraz clou programu: skoro mam już nawet filmik, to pochwalę się na grupie producenckiej! Wrzuciłem i już pierwszy komentarz walnął mnie w głowę: jest kilka źle zagranych nut. Na 100%. Co? Odpalam drżącymi rękami Studio One i zaczynam porównywać moje nagranie z oryginałem. I faktycznie, w GŁÓWNEJ LINII MELODYCZNEJ przesunąłem trzy nuty. I tego nie zauważyłem. Na szczęście nie chodziło o wysokość, a długość, za to ten błąd był powtórzony trzykrotnie... Nie pozostało nic innego, jak zacisnąć pośladki, poprawić utwór, po czym wygenerować jeszcze raz filmik i zaktualizować wszystkie linki, które zdążyłem tu i tam umieścić...

Tak to się kończy pogoń za sławą i pochwałami - mam nadzieję, że ta nauczka przypomni mi się za każdym razem, gdy będę coś chciał za szybko opublikować. A dla chętnych link do SoundClouda:

środa, 15 lipca 2020

Nagrywanie MIDI w Androidzie

Przyznaję, że jestem leniwy. Dlatego ogarnia mnie obezwładniające zniechęcenie, gdy - mając jakiś muzyczny pomysł - muszę włączyć peceta, zalogować się, uruchomić program DAW, utworzyć projekt i dopiero zasiąść do klawiatury. Zdecydowanie wolałbym po prostu włączyć instrument i po uruchomieniu nagrywania, po prostu grać. Niestety, mój Korg SP-250 nie ma wbudowanego sekwencera, a z niego właśnie najchętniej chciałbym korzystać. Jakiś czas temu szukałem jakichś sprzętowych sekwencerów, ale okazuje się, że jak każdy sprzęt vintage, "klasyczne" modele mają jakieś chore ceny.

A potem przeczytałem w jakimś wywiadzie w Estradzie i Studio bodajże wyznanie pewnego muzyka, że wykorzystuje smartfona, do którego podłącza klawiaturę i w ten sposób rejestruje swoją muzykę. Że też sam na to nie wpadłem! Przecież faktycznie, współczesne smartfony to komputery mocą przewyższające mojego pierwszego peceta z Pentium II 233MHz! Zacząłem zatem zgłębiać temat.

Android, ech, Android...

Posiadacze "ajfonów" mają fajnie. Nie dosyć, że istnieją dla nich interfejsy MIDI korzystające z Bluetooth, to jeszcze mają mnóstwo doskonałego oprogramowania muzycznego, od GarageBand poczynając. Niestety, na Androidzie jest znacznie gorzej. Po pierwsze, klawiaturę muzyczną trzeba podpiąć przez USB (chyba, że są jakieś modele z wbudowanym Bluetooth, ale nic mi o nich nie wiadomo). Podpięcie zaś przez USB po pierwsze wymaga odpowiedniej wersji systemu, która wspiera tzw. USB host mode. Po drugie, trzeba zaopatrzyć się w przejściówkę MicroUSB -> USB (tzw. On-the-Go, OTG). Po trzecie, trzeba jeszcze zainwestować w adapter MIDI-USB. W moim przypadku na szczęście system spełniał wymagania, adapterów MIDI-USB mam nawet kilka, musiałem tylko zainwestować w przejściówkę OTG - na szczęście jest to koszt kilkunastu złotych z przesyłką.

Przejściówka USB OTG

Schody

Przejściówka doszła. Podłączyłem przez nią na szybko klawiaturę (tę od peceta) i napisałem testowego smsa do Siostry Be. Wszystko działało, więc można było pójść dalej. Podłączyłem więc adapter MIDI-USB do Korga, po czym wpiąłem do smarftona. Wszystko wyglądało dobrze, więc odpaliłem jeszcze FL Studio Mobile, które mam zainstalowane od dwóch lat, ale nigdy nie korzystałem. Trochę się namęczyłem, zanim udało się wreszcie coś nagrać z podłączonej klawiatury. Ale myśl o tym, że za każdym razem będę musiał najpierw przygotowywać sesję w FL Studio, zanim zacznę grać, spowodowało chęć znalezienia czegoś prostszego.

Ideałem byłaby aplikacja, którą po prostu uruchamiam, a ona ma już przygotowany do nagrywania ślad MIDI, więc tylko klikam przycisk nagrywania i od tego momentu skupiam się na klawiaturze muzycznej. Po sesji nagrywam efekt jako plik MIDI i wysyłam np. na Google Drive'a, skąd mogę go sobie pobrać, jak już siądę kiedyś do DAW w komputerze.

Niestety, szybko okazało się, że chyba na Androida takiego programu nie ma. Przetestowałem przynajmniej kilkanaście z nich i generalnie w miarę znośne są trzy: Cubasis, Audio Evolution Mobile oraz Caustic 3. Jest jeszcze wprawdzie obiecujący n-Track, ale darmowa wersja ma szereg ograniczeń, a alternatywą jest albo wersja Pro za 99zł, albo płacenie co miesiąc kilkunastozłotowego abonamentu. Cubasis, niestety, też jest płatny, nawet dla posiadaczy Cubase 10.5 Pro, ale za to ma najczytelniejszy interfejs użytkownika i nie narzuca się ze swoją złożonością. Na razie postawiłem na Audio Evolution Mobile (koszt 30zł) i na tym sobie działam, bo Caustic trochę mnie odstręcza interfejsem, koniecznością dodawania jednej z "maszyn dźwiękowych" oraz problemami z nagrywaniem, na które się natknąłem.

Audio Evolution Mobile

Caustic 3

Cubasis 3

Czy to jest dobre rozwiązanie?

Przyznam, że początkowo miałem wątpliwości, czy to wszystko ma sens. Ale okazuje się, że tak, to działa - kabelki mam na stałe podłączone do Korga, więc w razie pojawienia się pomysłu siadam, odpalam Audio Evolution Mobile, włączam instrument i jazda! Aplikacja spokojnie nagrywa nawet kilkunastominutowe sesje, a więcej mi nie potrzeba. Na koniec tylko muszę zapisać projekt i ewentualnie wysłać go do Google Drive'a (przyznam, że to jest obecnie najbardziej newralgiczny punkt pracy, a na razie nie chcę dawać uprawnień tej aplikacji do gmerania po moim dysku). Musiałbym poczytać, czy nie da się jakoś synchronizować jednego z androidowych folderów z Google Drive'em, wówczas zwykły zapis by wystarczył.

Jeśli macie tak jak ja, że zniechęca Was wizja uruchamiania całej maszynerii, wypróbujcie opisany sposób. Bo i po co się denerwować, skoro można po prostu zagrać?

wtorek, 14 lipca 2020

[T] Spitfire Audio - BBC Symphonic Orchestra Core

Pisałem całkiem niedawno o Nucleusie, czas zatem wspomnieć kilka słów o bibliotece "z tej samej półki" od Spitfire Audio - BBC Symphonic Orchestra w wersji Core. Miałem już wcześniej do czynienia z darmową wersją tej biblioteki, czyli Discover, jednak mimo bardzo odpowiadającego mi brzmienia, była ona zbyt mocno okrojona, by wystarczyć do samodzielnej pracy. Istnieje także wersja Professional, która ma chyba wszystko, co potrzebne jest do naprawdę zawodowej pracy - w tym zawodową cenę i zawodowe zapotrzebowanie na miejsce na dysku, zajmuje bowiem... 600GB!

BBC Symphonic Orchestra czy Albion One?

Kłopot ze Spitfire Audio jest taki, że w swoim portfolio posiada ona takie zatrzęsienie bibliotek, że kiedy przychodzi do wyboru tej jednej, konkretnej, człowiek traci rozeznanie. Sprawy nie ułatwia też brak wersji demonstracyjnych czy możliwości zwrotu lub wymiany po dokonaniu zakupu. A że biblioteki te nie są specjalnie tanie, warto przejrzeć całego YouTube'a, żeby choć trochę zapoznać się, jak która biblioteka wygląda i brzmi.

Do moich zastosowań pasuje co najmniej kilka bibliotek od Spitfire, ale ostateczna rozgrywka dotyczyła BBC i Albion One. Mają one bardzo podobny zakres zastosowań, przy czym BBC jest biblioteką bardziej "klasyczną" w brzmieniu i zawiera po prostu konkretne sekcje prawdziwej orkiestry, co ostatecznie zdecydowało o jej wyborze.

Początki

Po pobraniu biblioteka zajmuje trochę ponad 23GB, czyli sporo, ale jak na niemal pełną orkiestrę - w normie, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę dostępnych artykulacji. Warto zainstalować ją na dysku SSD, aby wczytywanie brzmień przebiegało w sensownym czasie. W odróżnieniu od Albion One, BBC korzysta z playera Spitfire Audio zamiast Native Instrument Kontakt. Czy to dobrze? Na razie trudno powiedzieć, na początku troszkę trudno się przestawić. Musiałem też zbudować nowy szablon orkiestrowy, bo poprzedniego, jako opartego na Kontakcie, nie mogę używać z BBC Orchestra.

Krótka charakterystyka tej biblioteki w liczbach to 99 muzyków, którzy brali udział w nagraniu, 44 (albo 42, różnie producent podaje) instrumenty i 305 technik wykonawczych (czyli artykulacji). Mamy tutaj osobno nagrane sekcje pierwszych i drugich skrzypiec (nie brzmią identycznie!), są altówki, wiolonczele i kontrabasy (żadnego z instrumentów smyczkowych, niestety, nie dostajemy w wersji solowej). Jest flet, piccolo, obój, klarnet i fagot (poza piccolo wszystko w wersji solowej, jak i grupowej), podobnie jeśli chodzi o róg, trąbkę, puzon (tenorowy i basowy) oraz tubę (tuba tylko w wersji solo). Są też czelesta, harfa, dzwonki, dzwony rurowe, kotły, ksylofon, wibrafon i marimba. Nie zapomniano o sekcji perkusyjnej z wielkimi bębnami, talerzami, werblami i drobnicą w rodzaju tamburyna, trójkąta, kastanietów czy krowiego dzwonka. Najbardziej brakuje mi rożka angielskiego i solowych smyczków - te dostępne są jednak dopiero w wersji Professional, razem z kontrafagotem czy klarnetem basowym.

Wszystkie te brzmienia nagrano przynajmniej w kilku wariantach artykulacyjnych, których liczba w przypadku instrumentów smyczkowych wręcz poraża: pierwsze skrzypce mają ich dwadzieścia, w tym oczywiste legato, spiccato, staccato czy tremolo, ale też nie tak oczywiste i raczej rzadko dostępne na tym pułapie cenowym flautando, con sordino czy dwa rodzaje trylów. Instrumenty dęte mają już "tylko" po około 10 wariantów artykulacyjnych, co i tak jest liczbą rzadko dostępną w alternatywnych bibliotekach (do głowy przychodzi mi tylko Hollywood Orchestra Gold, gdzie naprawdę artykulacji była cała masa).

Na początek

Cóż by tu można na początek... hm... szczerze mówiąc, nie chciało mi się przerabiać muzyki z "Gry o tron" na Cubase'a i BBC Orchestra (cover powstał w Studio One z wykorzystaniem Nucleusa), choć myśl taka postała mi w głowie. Pracy byłoby dużo, a niekoniecznie uzyskałbym o wiele lepszy efekt (tym bardziej, że BBC SO nie posiada solowego brzmienia dla wiolonczeli). Postanowiłem zatem przerobić inny cover, czyli muzykę z gry "Microx" - przeróbka miała polegać na wczytaniu oryginalnego pliku do Cubase'a, zastąpieniu istniejących instancji instrumentów (na ogół Berlin Inspire) odpowiednikami z BBC i dobraniu odpowiednich poziomów.

Jak można przypuszczać, nic nie poszło aż tak gładko, jak planowałem. Bezpośrednie zastąpienie nie wchodziło w grę, bo zapomniałem, że w Berlin Inspire nie ma "klasycznych" sekcji, czyli pierwszych, drugich skrzypiec, wiolonczeli i kontrabasów, są tylko sekcje mieszane (np. jednocześnie pierwsze i drugie skrzypce czy klarnety z obojami). Nie dość, że musiałem powielać ścieżki, żeby uzyskać zbliżone brzmienie, to jeszcze trzeba było je "rozdzielać", bo większość ścieżek grałem przynajmniej dwoma głosami na raz, a nie wszystkie artykulacje dopuszczają coś takiego (słychać tylko jeden z głosów).

Kiedy uporałem się z rozdzielaniem poszczególnych partii, okazało się, że używałem komunikatów ekspresji zamiast koła modulacji (sterującego dynamiką). Różnica w brzmieniu jest subtelna, ale istotna - zresztą, o kontrolerach pewnie zrobię nawet jakiś filmik w przyszłości. Tak czy owak czekało mnie pracowite przeklejanie utworzonych przebiegów z jednego kontrolera do drugiego.

Już miałem odetchnąć, gdy okazało się, że nad dopiero co przenoszonymi krzywymi modulacji trzeba solidnie popracować, bo zrobiłem je wyjątkowo niedbale - a dość przestrzenne brzmienie Berlin Inspire ukryło większość niedoskonałości. Teraz wszystko "powyłaziło" na wierzch i musiałem podociągać końcówki, a w niektórych sytuacjach w ogóle zmienić krzywe modulacji na modyfikację velocity - niektóre artykulacje w ten sposób sterują dynamiką brzmienia.

Wszystko to zabrało mi nie godzinkę, jak planowałem, ale godzin kilka. Nowa wersja brzmi ostatecznie tak:

Minusy

Jak się okazało już po krótkim użytkowaniu, player Spitfire Audio wymaga jeszcze dopracowania. Dość szybko natknąłem się na błąd, gdzie wybrane brzmienie porzestawało grać, zaś w playerze pojawiał się wykrzyknik, po kliknięciu na który otrzymałem informację o "błędzie #2". Niestety, aby się go pozbyć, trzeba było zamknąć DAW, ręcznie wykasować z określonych folderów pliki wtyczek, po czym uruchomić aplikację Spitfire i ręcznie zlecić naprawę poszczególnych bibliotek (pół biedy, że nie trzeba było pobierać sampli, ale za to ścieżki do nich wróciły do domyślnych wartości, więc musiałem je również poprawić).

Drugi zgrzyt jest taki, że w obecnej wersji playera nie mogę skonfigurować parametru vibrato i przypisać go do jakiegokolwiek kontrolera MIDI. Klawiatura Arturii działa bardzo dobrze, w BBC SO bez problemu kontroluję nią i modulację, i ekspresję, i velocity, ale już przypisać czegokolwiek do wspomnianego vibrato nie da rady. Zgłosiłem rzecz do supportu, na razie bez odzewu.

Jakie wrażenia końcowe?

Ostatecznie jednak Spitfire'owy player całkiem nieźle daje sobie radę - artykulacje wybiera się wygodnie (czywiście można to też robić poprzez komunikaty MIDI czy - w Cubase - Expression Maps). Na razie też nie udało mi się "zapchać" żadną aranżacją programu DAW, ale też i nie miałem na razie ku temu zbyt wielu okazji, bo zwyczajnie nie mam czasu na tworzenie utworów orkiestrowych. Ciągle jest coś innego do zrobienia...

Sama biblioteka - jako samodzielne narzędzie dla kompozytora - niestety, nie wystarczy. Brak solowych smyczków i niedostatki w instrumentach dętych nie pozwolą na pełną dowolność w wyborze brzmienia. Tu już trzeba by się wykosztować na wersję profesjonalną, z którą dostanie się także wiele wariantów mikrofonowych (Discover i Core mają tylko pojedynczy wariant). Ale mówiąc szczerze, mnie przeraża myśl o bibliotece "ważącej" 600GB i kompletnie nie czuję, żebym dzięki niej uzyskał jakieś zdecydowanie lepsze efekty.

Na razie zatem napiszę, że jestem zadowolony. I to bardzo zadowolony. W zasadzie niczego mi już chyba do szczęścia nie brakuje: mam dwie bardzo dobre biblioteki orkiestrowe (Nucleusa i BBC właśnie), do tego jako uzupełnienie Berlin Inspire 1 oraz Hollywood Orchestra Gold, a jeszcze do tego biblioteki z Komplete i solowe instrumenty od SWAM. No i chór. A nawet chóry. No i organy. Hm. Dlaczego dotąd nie nagrałem ścieżki dźwiękowej do czegokolwiek? O, na przykład do jakiegoś opowiadania Poego na przykład. Albo do "Wyspy Robinsona". Albo...

Do roboty!

poniedziałek, 13 lipca 2020

[T] Audio Imperia - Nucleus

Jak już pisałem ze dwa tygodnie temu, Nucleus to obecnie moja ulubiona biblioteka brzmień orkiestrowych, więc pewnie nie będę zupełnie obiektywny, jednak postaram się w miarę rzetelnie podejść do porównania z dwoma głównymi konkurentami (oczywiście mam na myśli posiadane przeze mnie biblioteki): Orchestral Tools Berlin Inspire 1 oraz EastWest Hollywood Orchestra Gold.

Opis dotyczy Nucleusa w wersji pełnej, choć mam też wersję Lite - jest ona jednak dość mocno okrojona w porównaniu do "dużego brata".

Braki

Zacznę może nietypowo, czyli od braków. Jest parę rzeczy, które dorzuciłbym do tej biblioteki: przede wszystkim więcej instrumentów solowych. Gdzie rożek angielski? Gdzie klarnet? Ech, przydałyby się... Podobnie dodatkowe artykulacje, np. legato dla altówek.

Strasznie brakuje mi dodatkowych instrumentów, jak harfa, gong, czelesta czy klawesyn, że o organach nie wspomnę. Wprawdzie w zamian mamy niezły chór, ale...

Innym brakiem, ale tym razem już pozornym, jest brak dużych bębnów - to znaczy, jakieś tam są, ale marzyłoby mi się mieć zestaw porównywalny z SONiVOX BigBang. Brak to pozorny, bo jednak mówimy cały czas o orkiestrze symfonicznej, w której niekoniecznie muszą znajdować się bębny taiko czy im podobne.

Co jest na plus?

Podczas korzystania z Nucleusa rzucają się w oczy rzeczy bardzo praktyczne: prostota i przejrzystość interfejsu oraz szybkość działania i ładowania próbek. W porównaniu do EastWest jest to naprawdę rakieta!

Berlin Inspire 1 już tak wiele nie traci, jeśli chodzi o obsługę. Także brzmienie ma bardzo przyjemne, ale w Nucleusie twórcy dali jednak kompozytorowi do dyspozycji wszystkie sekcje: mamy skrzypce, altówki, wiolonczele i kontrabasy (a skrzypce i wiolonczela są także w wersji solo); w Berlin Inspire możemy korzystać tylko z sekcji łączonych, np. niskie smyczki, wysokie smyczki itp.

Niemniej brzmienie Inspire dość ładnie łączy się z Nucleusem, więc mogę w razie potrzeby korzystać to z jednego, to z drugiego - a przypomnę, że poprzednio to Inspire było moją ulubioną biblioteką.

Na pewno cieszy obecność przyzwoitego chóru - naprawdę daje radę i od czasu, gdy mogę z niego korzystać, jakoś nie bardzo czuję potrzebę sięgania po dodatkowe biblioteki.

Czymś, czego nie ma ani Inspire, ani Hollywood Orchestra, jest moduł Sound Design, gdzie mamy do dyspozycji dźwięki typu dron oraz pad, z możliwością nakładania całego mnóstwa efektów. To z pewnością pozwoli nieco ubarwić brzmienie, zwłaszcza że Nucleus wydaje się wręcz stworzony do pisania muzyki do filmowych trailerów.

Brzmienie

Czym byłaby bibliotek brzmień, nawet najlepiej wyglądająca, gdyby nie brzmiała odpowiednio? Na szczęście Nucleus daje radę i to nawet bardzo. Powiedziałbym nawet, że na moje oczekiwania wręcz za bardzo, bo jego brzmienie jest na wskroś nowoczesne, mocne i dosadne. W muzyce do zwiastunów filmowych sprawdza się świetnie, także w różnych dynamicznych kompozycjach, jednak do lirycznych i stonowanych utworów może być nieco zbyt intensywne. Twórcy, jakby przewidując podobne problemy, dali możliwość wyboru: albo opcja Modern, albo Classic. Właśnie ta druga opcja jest dla tych bardziej delikatnych zastosowań i sprawdza się w nich wyśmienicie, mimo że jest dużo cichsza od wersji nowoczesnej.

Brzmienie Nucleusa jest dość bliskie, choć nie da się uzyskać zupełnie suchego wariantu. Wbudowany pogłos brzmi nieźle, choć osobiście wolę jednak uruchomić jakąś zewnętrzną wtyczkę, którą w moim wypadku jest zwykle FabFilter Pro-R. Niestety, nie ma możliwości regulacji odległości mikrofonów, więc pod tym względem ciągle Nucleusowi daleko do droższych bibliotek.

Jeśli chodzi o realizm, to na moim etapie rozwoju i edukacji wszystko gra i buczy odpowiednio dobrze i nie mam w zasadzie żadnych uwag krytycznych. No, może kotły są nieco za wysoko nastrojone i mają zbyt ostre brzmienie nawet w wersji "klasycznej" - wolałbym mieć do dyspozycji także mniej agresywne brzmienie.

Wygoda

To, co cenię najbardziej w Nucleusie (i w Inspire zresztą też), to wygoda użytkowania. Wszystko działa szybko i bezproblemowo, brzmienia wybiera się prosto, są pogrupowane sensownie i łatwo dostępne. Niczego nie trzeba się domyślać - chociaż akurat w Inspire trochę doskwiera grupowanie poszczególnych instrumentów i mniejsza przez to elastyczność.

To, co jeszcze jest ciekawe w Nucleusie, to warianty Tight. Otóż przygotowano w specjalnych folderach niejako kopie normalnych brzmień, ale z bardzo zminimalizowanym czasem ataku. Jeśli ktoś korzysta z bibliotek orkiestrowych, to dobrze wie, że np. smyczki czy instrumenty dęte potrzebują nieco czasu na osiągnięcie pełnego brzmienia, więc nagrywanie ich na żywo jest nieco utrudnione, bo trudno jest grać równo z "klikiem" metronomu (dźwięk zwyczajnie się "spóźnia"). Programiści rozwiązali to tak, że możemy nagrać materiał korzystając z dźwięków tight, czyli niemal pozbawionych fazy ataku.

Co ciekawe, normalne wersje brzmień mają na zakładce Advanced specjalne ustawienie oznaczone S. Start, w którym można ustawić fazę ataku. Przy skrajnie prawym ustawieniu otrzymujemy wersję identyczną z wersją tight. Przyznam, że ten wariant bardziej mi odpowiada - mogę spokojnie nagrywać w wersji "szybkiej", a potem ją sobie tym suwakiem spowolnić tak, by brzmienie było naturalne. Przy okazji dowiedziałem się, że Cubase oferuje opcję opóźniania ścieżek, więc mogę nuty MIDI skwantyzować i zamiast je później przesuwać w przód o mały fragmencik, mogę po prostu wyregulować przesunięcie całej ścieżki. Bardzo wygodne rozwiązanie, które eliminuje problemy przy wyrównywaniu poszczególnych partii.

Czy polecam?

Nie da się ukryć, że Nucleus jest bardzo przyzwoitą biblioteką. Świetnie brzmi, dobrze się ją obsługuje, ma niemal wszystko, co może być przydatne przy pracach "orkiestrowych". Z BBC Symphonic Orchestra Core nawiązuje w miarę wyrównaną walkę, a ciekawie wygląda porównanie z EastWest Hollywood Orchestra Gold, bo teoretycznie ta biblioteka ma więcej wszystkiego - możliwości artykulacyjnych, kombinacji brzmień, a także brzmień solowych, ale co z tego, skoro jej używanie to istna droga przez mękę? Gdyby tylko EastWest przeprojektowało moduł Play czy udostępniło wersję dla Kontakta oraz przyspieszyło ładowanie brzmień, byłoby zupełnie inaczej! Tymczasem z Nucleusa po prostu dobrze się korzysta.

Nucleus z powodzeniem sprawdzi się w lżejszych pracach, zwłaszcza jeśli chodzi nam o efektowne, mocne brzmienie. Ma też na tyle bogate możliwości brzmieniono-artykulacyjne, że spokojnie można uczyć się na nim pisania muzyki orkiestrowej "w komputerze". Ze swojej strony polecam.