środa, 16 września 2020

Kontakt - pierwszy instrument

Kontakt to bardzo rozbudowany sampler, stworzony dwadzieścia lat temu przez firmę Native Instruments. Obecnie dostępny jest w wersji szóstej, zarówno darmowej Player, jak i płatnej. Ale to nie tylko sampler - to także platforma do tworzenia własnych instrumentów muzycznych (bazujących na samplach). Mój kolega z grupy AudioGram, Filip Pawłowski, zajmuje się tworzniem tego typu instrumentów i kiedy zostałem zapytany, czy nie przygotowałbym jakiegoś projektu interfejsu użytkownika, zacząłem wnikać głębiej w te, znane wcześniej tylko ze słyszenia, możliwości Kontakta.

Instrument powstały na drodze eksperymentu

O co chodzi?

Główna część pracy, związanej z tworzeniem nowego instrumentu, polega na przygotowaniu i zmapowaniu próbek dźwiękowych. Jeśli mamy jakiś fizyczny instrument, który chcielibyśmy przenieść do samplera, musimy zrobić dwie rzeczy: nagrać próbki dźwiękowe i po obrobieniu umieścić je w Kontakcie, wskazując która odpowiada jakiemu klawiszowi (nucie). Nagrywanie wydaje się zrazu prostą czynnością, ale może zająć długie godziny: im więcej próbek przygotujemy, tym realniej i wiarygodniej będzie brzmiał instrument. I chodzi nie tylko o spróbkowanie wszyskich dających się wydobyć dźwięków (np. dla gitary - wszystkich strun na wszystkich progach), ale także różnych poziomów dynamicznych, artykulacji czy później powielenia tego wszystkiego, aby zastosować mechanizm round robin. Czyli - trzymając się przykładu gitary: próbkujemy strunę "e" szarpaną maksymalnie mocno palcem (robimy to np. 5 razy, starając się grać tak samo); teraz szarpiemy troszkę słabiej, również pięć razy i tak aż do bardzo cichych dźwięków. Każdy dźwięk nagrywamy i dbamy, aby wybrzmiał do końca. Teraz powtarzamy całą procedurę dla tej samej struny, ale przyciśniętej na pierwszym progu. I na drugim. I dla wszystkich strun. Potem CAŁOŚĆ robimy także dla gry kostką. Potem nagrywamy flażolety. Tapping. Potem wariacje z użyciem kapodastra. Albo z innymi (nylonowymi, stalowymi, grubymi, cienkimi) strunami. Albo inną gitarą. Albo innym mikrofonem. Albo... No, możliwości są niemal nieograniczone.

I gdy się wydaje, że to nagrywanie jest mozolne, przychodzi czas obróbki tego całego materiału. Cięcia, segregacji, odszumiania, docinania, nazywania. Bez dobrze opanowanej techniki obróbki, stosowania skrótów, automatów i tym podobnych wynalazków to zabawa na długie, długie godziny.

W końcu materiał audio jest gotowy i można uruchomić Kontakta, aby wrzucić tam próbki. I tu się również robi zawiło - czym są grupy? jak rozmieścić próbki i przypisać je do klawiatury? Jak skonfigurować round-robin? Jak dostroić niektóre próbki? Jak wyrównać czasy ataku albo głośność? Multum zagwozdek i problemów, zwłaszcza na początku, gdy Kontakt jawi się jako badziew pisany przez kretynów bez pojęcia o wygodnym interfejsie użytkownika (wierzcie mi, że na początku ma się takie wrażenie, a i później czasem to wrażenie powraca). Ale koniec końców całość wreszcie zaczyna jakoś brzmieć i wtedy wpadamy na pomysł, że warto było dać użytkownikowi jakąś gałeczkę czy suwak, którymi mógłby on sobie coś tam dostroić czy przestawić.

GUI w Kontakcie

Teoretycznie nie ma powodów do narzekań: Kontakt ma wbudowane gałki, suwaki, pola liczbowe, listy rozwijane itd. Kłopot pojawia się dla osób, którym nie wystarcza szare tło i standardowe kontaktowe kontrolki. Okazuje się bowiem, że chcąc mieć ładne tła, przyciski, pokrętła i napisy, trzeba nie tylko sobie to wszystko ręcznie narysować czy wyrenderować (w zewnętrznych aplikacjach), ale trzeba to też ZAPROGRAMOWAĆ. I pal licho już programowanie tego, co się ma dziać przy pokręcaniu czy przesuwaniu (bo to nie zależy od wyglądu kontrolki), tu trzeba programować także takie rzeczy jak przezroczystości, położenie na ekranie, wyświetlanie napisów czy liczb i tak dalej, i tak dalej.

W zasadzie GUI, tak jak resztę "działania" instrumentu, pisze się w ekstremalnie niewygodnym edytorze kodu bez kolorowania składni i podpowiadania parametrów, przełączając się do dokumentacji w PDF. Ba, żeby w ogóle cokolwiek wyświetlić, nawet tylko tło, trzeba napisać skrypt "on init" z magiczną linijką "make_perfview" i najlepiej deklaracją wysokości widoku.

Przykładowo, aby wyświetlić własne tło, musimy napisać (całkowicie ręcznie) coś podobnego:

on init    
    make_perfview
    set_ui_height_px(300)
    set_control_par_str($INST_WALLPAPER_ID, $CONTROL_PAR_PICTURE, "my_wallpaper")
end on

i zadziała to przy założeniu, że w odpowiednim folderze ręcznie umieścimy plik graficzny "my_wallpaper.png" wraz z również ręcznie utworzonym plikiem tekstowym "my_wallpaper.txt" o mniej więcej takiej treści:

Has Alpha Channel: no
Number of Animations: 0
Horizontal Animation: no
Vertical Resizable: no
Horizontal Resizable: no
Fixed Top: 0
Fixed Bottom: 0
Fixed Left: 0
Fixed Right: 0

(koniecznie z pustą linią na końcu, której znaczenie jest zupełnie nieznane i wszyscy ją dodają, bo inaczej "czasem to nie działa").

Przyznam, że widząc to wszystko przypomniały mi się czasy pisania pierwszych programów w Fortranie 77 - ale to było ponad dwadzieścia, trzydzieści lat temu! Wydaje mi się, że w 2020 roku Native Instruments powinno jednak pochylić się nad tym problemem i nieco ułatwić życie twórcom instrumentów... A przynajmniej dodać kolorowanie składni i uzupełnianie kodu oraz sprawdzanie składni w czasie rzeczywistym, a nie dopiero przy "kompilacji" (że o czytelniejszym opisywaniu błędów nie wspomnę, bo na początku można sobie oczy nadwyrężyć od analizowania kodu podanego malutkimi literkami, żeby np. po długim czasie wpaść na to, że jakaś zmienna nie ma deklaracji). Od strony kodowania jest to prawdziwa katorga i 100 razy lepiej jest przenieść skrypt do SublimeTexta, do którego da się zainstalować kolorowanie składni KSP (Kontakt Script Processor). Można się także posiłkować specjalnym edytorem napisanym przez fana, Nilsa Liberga - Nils Liberg's KScript Editor.

Pierwszy instrument

Żeby w pełni zrozumieć, co tu się w ogóle wyrabia, postanowiłem przygotować prościutki instrument, bazujący na zabawce córki. Nie bawiłem się w różne poziomy dynamiczne, za to spróbkowałem po kilka razy każdą płytkę, żeby zastosować mechanizm karuzelowy round-robin. Do obróbki wykorzystałem Reapera, bo ze względu na wykorzystywany świetny tutorial nie chciałem sobie komplikować życia. Płytek w instrumencie nie było dużo, więc przygotowanie próbek nie zajęło aż tak dużo czasu, jak się początkowo obawiałem. Zatem wszystko nagrane, obrobione, poszatkowane i ponazywane, czas zasiąść do Kontakta.

Dzięki wspomnianemu tutorialowi mapowanie próbek poszło nadzwyczaj sprawnie - ale przyznam, że bez pomocy Davida w życiu sam bym nie doszedł, jak należy całą rzecz przeprowadzić. Instrument gra (i to lepiej niż oryginał, który kompletnie nie był nastrojony, a poza tym nie wypełniał całej gamy), czas zatem na interfejs użytkownika i duże gały do regulowania filtra (pomyślałem, że może być to ciekawe).

Przygotowałem zatem grafikę tła, napisałem metodę "on init" tak, aby się to tło wyświetliło, po czym dodałem w pierwszym kroku dwa suwaki (bo do suwaków można później podpiąć własne pokrętła - kontaktowe pokrętła zaś nie mogą być stylizowane przez użytkownika!) i zaprogramowałem ich działanie dla punktu odcięcia i rezonansu filtra. Wszystko działało bardzo dobrze, zatem przeszedłem do ostatecznego kroku.

W Affinity Designerze przygotowałem rysunek pokrętła na wzór tych z Nucleusa. Wczytałem je do specjalnego programu KnobMan, który potrafi przygotować serię obrazków tworzących animację pokrętła. Tu się trochę namęczyłem, bo na przygotowany kształt pokrętła musiałem nałożyć animowaną linię i znacznik. Po wyeksportowaniu plik graficznego i wrzuceniu go do zasobów instrumentu, wreszcie mogłem podpiąć moje grafiki do zdefiniowanych wcześniej suwaków.

No i instrument gotowy - wystarczyło go teraz tylko spakować i opublikować, chętni zatem mogą go pobrać z tego linku.

Podsumowanie

Fanem budowania instrumentów dla Kontakta raczej nie zostanę, chyba że wpadnie mi do głowy jakiś fajny pomysł. Mimo wszystko przygotowanie nawet tak prostego instrumentu było ciekawym doświadczeniem, a szczerze mówiąc bardziej podobałoby mi się przygotowanie jakiegoś narzędzia, które po pierwsze miałoby edytor z kolorowaniem składni, a po drugie umożliwiałoby wizualne przygotowanie interfejsu użytkownika (i "pod spodem" tworzyłoby i zmieniało wszystkie potrzebne pliki). Podejrzewam zresztą, że tego typu narzędzia gdzieś tam są dostępne, a na pewno firmy dostarczające kontaktowe instrumenty mają swoje edytory, bo nie wierzę, że wszyscy posługują się wyłącznie prostym edytorem w Kontakcie. Tak czy owak, warto było zrobić powyższy eksperyment.

Pomoc dla chcących

Osoby, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę z tworzeniem instrumentów dla Kontakta, powinny koniecznie zapoznać się z tutorialem Davida Hilowitza:

czwartek, 10 września 2020

[T] Cubasis na jednej ścieżce

Dwa miesiące temu pisałem o eksperymentach z podłączaniem Korga SP-250 do telefonu z Androidem. Wówczas wybór padł na Audio Evolution Mobile, z którego jednak nie byłem zadowolony na tyle, by się w pewnych momentach nie irytować. Problemy sprawiał przede wszystkim interfejs użytkownika, który - jak się okazało - często bywał mało responsywny. Nie wiem, z czego to wynikało, ale często po dłuższym (8-10 minut) nagrywaniu miałem problem z włączaniem przycisków - nie mogłem tego nagrywania zatrzymać. Raz zdarzyło się nawet, że tak skutecznie nie mogłem, że w końcu aplikacja się zamknęła, nie zapisując niczego.

Drugi w kolejce był Cubasis i okazało się, że... no, chyba już tak zostanie. Program jest ogromny (800MB do pobrania!), ale wbrew pozorom działa bardzo płynnie, nic się nie zacina, zaś sama obsługa (zwłaszcza dla osób znających Cubase) jest dość komfortowa (wizualnie oba programy są do siebie podobne). Rzecz jasna, nie wykorzystuję potencjału Cubasisa w pełni, bo moje projekty mają zwykle tylko jedną ścieżkę z - jak to nazwał swego czasu Marek Biliński - "rybką", czyli taką swobodną, luźną improwizacją. Taki projekt zapisuję i od razu wysyłam na Dysk Google'a.

Siadając już do "dużego Cubase'a", importuję cubasisowy projekt (uwaga, trzeba zainstalować specjalny dodatek, na szczęście darmowy!), z czym - rzecz jasna - nie ma żadnych problemów i jeszcze się nie zdarzyło, żeby coś zostało zepsute albo zgubione. Zresztą, nic dziwnego.

Dla osób, które wolałyby eksportować z Cubasisa po prostu czyste pliki MIDI, też jest taka możliwość, aczkolwiek nieco ukryta. Trzeba bowiem wejść najpierw do funkcji Mixdown i tam zaznaczyć, że chcemy utworzyć właśnie plik MIDI. Tak utworzone pliki również były bez problemu otwierane, m. in. przez Reapera.

Podsumowanie

Jak widać z powyższego, faktycznie nie zgłębiłem za bardzo pełnego potencjału Cubasisa. Jeśli ktoś jest ciekaw tej aplikacji, może sobie ściągnąć za darmo wersję LE, która działa przez pół godziny, a potem trzeba uruchamiać ją na nowo. Próbowałem i mnie to irytowało, więc używam wersji pełnej, ale może komuś do dorywczej pracy wystarczy LE. Myślę, że warto się przyjrzeć, bo mało jest na Androida tak dopracowanych DAWów.

A na koniec, żeby była ilustracja dźwiękowa, mały utwór powstały właśnie w Cubasisie:

poniedziałek, 7 września 2020

YouTube'owe kanały dla muzyków

Dzisiaj chciałbym się podzielić listą znanych mi kanałów, na których można znaleźć rzetelną i sprawdzoną wiedzę na tematy okołomuzyczne czy okołodźwiękowe - korzystam z nich od wielu miesięcy, a nawet lat i bardzo polecam Waszej uwadze. Większość, niestety, dostępna tylko w języku angielskim, ale myślę, że to w dzisiejszych czasach nie jest już aż tak wielkim problemem. No i podobnych jakościowo kanałów w języku polskim ciężko się doszukać, niestety...

Guy Michelmore i Thinkspace

To mój niewątpliwy numer jeden na tej liście. Sympatyczny (a czasami wręcz szalony) starszy pan, będący czynnym kompozytorem filmowym i szefem firmy Thinkspace, publikuje dość często bardzo fajne i inspirujące filmy. Czasem dotyczą one konkretnych produktów, często zaś prezentują jakieś zagadnienie z zakresu kompozycji lub aranżacji. Jak napisać muzykę do filmu? Jak wymyślić melodię? Co to są skale i akordy? Czy można napisać muzykę, siedząc w samochodzie w myjni? Tu się nie sposób nudzić, nawet jeśli ktoś nie zajmuje się muzyką orkiestrową.

Link: https://www.youtube.com/user/thinkspaceeducation

Alex Moukala

Bardzo fajny kanał dla osób, zaczynających dopiero przygodę z orkiestracjami - Alex w przystępny i łopatologiczny sposób pokazuje, jak programować rytmy, jak kształtować ekspresję i dynamikę, nie stroni także od testów poszczególnych bibliotek. I choć po pewnym czasie może trochę razić bardzo trailerowy charakter prezentowanej tu muzyki, to jednak jakaś wiedza w głowie pozostanie. Ciekawostką jest fakt, że Alex do aranżacji orkiestrowych używa dość nietypowego w tych klimatach programu FL Studio.

Link: https://www.youtube.com/channel/UC_CyR8Aqfl45kzFIDeMr-CQ

Spitfire Audio

Trzeci i ostatni (obiecuję!) kanał związany z tworzeniem muzyki orkiestrowej. Tym razem prowadzony przez uznanego producenta bibliotek, Spitfire Audio, który na front walki o serca użytkowników rzucił m. in. Paula Thomsona, Homay Schmitz czy Christiana Hensona. Oprócz oczywistej otoczki reklamowej, która ma w jak najlepszy sposób przedstawić produkty firmy (co akurat nie jest trudne), materiały często zawierają bardzo przydatne praktyczne porady, a prowadzący zdradzają niektóre szczegóły swojego warsztatu pracy. Zresztą, zawsze przyjemnie jest oglądać muzyków przy "pracy".

Link: https://www.youtube.com/user/spitfireaudiollp

DoctorMix

Jeden z najbardziej pozytywnych kanałów na YouTubie, jakie znam. Jeśli jeszcze nie widzieliście pozytywnie zakręconego Claudio Passavantiego za klawiaturą, to czas nadrobić zaległości. Filmy z reguły reklamują różne instrumenty i urządzenia (wirtualne i fizyczne), ale jakoś nigdy nie odbierałem tego negatywnie. Claudio zwykle skupia się na muzyce i robi to tak, że dla każdego staje się oczywiste, że konkretna marka instrumentu jest w danej chwili sprawą drugo-, jeśli nie trzeciorzędną. A entuzjazm i uśmiech są naprawdę zaraźliwe i nie raz już bywało, że po premierze jakiegoś filmiku sam zabierałem się do muzycznej roboty. Oprócz walorów czysto rozrywkowych można się tutaj także dużo nauczyć (zwłaszcza użytkownicy Cubase'a, którego używa Claudio), także w kwestii wykorzystania fizycznych instrumentów, których na tym kanale zobaczycie w akcji naprawdę sporo.

Przy okazji: ostatnio Claudio buduje nowe studio i wrzuca filmiki z poszczególnych etapów, więc jeśli ktoś myśli o podobnym kroku, warto popatrzeć, na co zwrócić uwagę.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCbzNcFN7cxA8HO18cTYyTfg

Chris Selim - Mixdown Online

Chris to kolejny (po Claudio) ambasador programu Cubase i użytkownikom tego programu gorąco polecam kanał Mixdown Online. Są tu opisane nie tylko zagadnienia czysto muzyczne/producenckie, ale Chris pokazuje mnóstwo funkcji Cubase'a, o których istnieniu wiele osób nawet nie wie. Bardzo solidnie prowadzony kanał, często zasilany nowymi filmikami.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCr4af6MfAMfff8w7WqCa7Lw

Joe Gilder - Home Studio Corner

Joe Gilder to z kolei ambasador Studio One i w ogóle marki PreSonus. Jest on także czynnym muzykiem, który nagrywa zarówno własną muzykę, jak i bierze udział w nagraniach innych osób (z czego zresztą też można znaleźć filmy). Na kanale znajdziemy bardzo różnorodne filmy, od typowo technicznych (np. po co i jak używać kompresorów, co daje limiter, jak konfigurować side-chain), przez muzyczne (np. aranżacje, dobór brzmień) po konfigurowanie domowego studia czy testy urządzeń.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCYDzeYIkNPD7_6adQZ3oX8g

Rick Beato

Kanał Ricka oglądałem kiedyś bardzo często, bo jest tu sporo wiedzy, ale też i ciekawostek. Są nawet filmy w rodzaju "10 najbardziej znanych wstępów perkusyjnych". Co ciekawe, Rick jest multiinstrumentalistą, który gra nie tylko na instrumentach klawiszowych, ale też perkusji czy gitarze. Poza tym, że jest muzykiem, jest przede wszystkim nauczycielem muzyki i bardzo serio traktuje aspekt edukacyjny, przez co ostatnio mocno zżyma się na panoszące się na YouTube firmy, które zgłaszają naruszenia praw autorskich nawet do krótkich fragmentów, granych w materiałach edukacyjnych przez samego Ricka.

Link: https://www.youtube.com/user/pegzch

Musoneo

Jedyny na tej liście kanał polskojęzyczny. Być może dlatego, że nie trafiłem na nic innego, równie rzetelnego? No i przeglądając wyniki wyszukiwań na YouTube trudno znaleźć jakieś dobre, polskie kanały. Maciek prezentuje nie tylko wiedzę o teorii muzyki, ale też o produkcji, zamieszcza także testy instrumentów czy urządzeń przydatnych przy produkcji muzyki. Dodatkowo na swojej stronie oferuje bardzo bogate kursy, m. in. obsługi Cubase'a czy Studio One (i chociaż część materiałów ma już parę lat, to jednak merytorycznie niezbyt się zestarzały).

Link: https://www.youtube.com/user/musoneo

Adam Neely

Adam to dziwny typ. Jest bardzo wyedukowany teoretycznie i często jego filmy to takie trochę wykłady w rodzaju: czy akordy nonowe mają zastosowanie poza muzyką jazzową? Często też piętnuje amatorszczyznę i braki w wiedzy, więc nie dla każdego jego filmy będą przyjemne. Mimo wszystko bardzo szanuję jego wiedzę i to, co prezentuje na kanale, więc zachęcam do przyjrzenia się temu.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCnkp4xDOwqqJD7sSM3xdUiQ

White Sea Studio

Kanał prowadzony przez Wytse Gerichhausen, nieco kontrowersyjnego inżyniera dźwięku, właściciela studio produkcyjnego White Sea. Dlaczego Wytse jest kontrowersyjny? Bo postawił na posiadanie własnego zdania w każdym aspekcie muzyki. I do tego przeprowadza równie kontrowersyjne testy "snake oil", czyli sprawdza, ile prawdy jest w obietnicach twórców różnych wtyczek muzycznych. Co ciekawe, osobiście woli używać urządzeń fizycznych i ma na tym punkcie prawdziwego hopla - testy takich urządzeń również pojawiają się na kanale.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCFgUBKoy5trmcyVh1e_AS8Q

Booth Junkie

Kanał lektora Mike'a DelGaudio, który nie tylko testuje mikrofony czy przedwzmacniacze mikrofonowe, ale przede wszystkim dzieli się wiedzą związaną z nagraniami lektorskimi. Jak nagrywać, gdzie nagrywać, jak szybko zaadaptować wnętrze na potrzeby nagrań lektorskich, a nawet jak zbudować specjalną kabinę nagraniową. Do tego parę fajnych lekcji wykorzystania programu Reaper jako "magnetofonu lektora", różne sztuczki w rodzaju zastosowania "klikera" i oto mamy naprawdę niezłą bazę wiedzy. Jeśli ktoś dopiero zaczyna z czytaniem audiobooków, jest to bardzo dobre miejsce do odwiedzenia.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCHHf1h8k7MA6-AG8FXjnQSw

Lord Vinheteiro

Na koniec dość nietypowo, bo nie jest to kanał edukacyjny czy testowy. To kanał dla przyjemności. Lord Vinheteiro jest pianistą i to nie byle jakim. W swoich filmikach nie odzywa się ani słowem, pozwala za to grać swoim palcom. A repertuar jest szeroki i zróżnicowany. Na przykład 10 utworów klasycznych, które słyszeliście, ale nie macie pojęcia, co to. Albo różne typy pianistów. Albo motyw z "Ojca chrzestnego" zagrany w wielu różnych stylach. Albo jak brzmi najszybszy utwór. Albo melodie z gier wideo grane na pianinie. Naprawdę polecam posłuchać sobie tego czy owego. I pooglądać, bo często filmiki to takie małe skecze kabaretowe, dzięki niemocie i nienagannej prezencji prowadzącego.

Link: https://www.youtube.com/channel/UCSE6yilNScIz1SLTNQvrXMw

środa, 2 września 2020

AudioGram - grupa dla zapaleńców tworzenia muzyki

W sumie facebookowa grupa AudioGram istnieje już od paru miesięcy, a kulisy jej powstawania to materiał na osobny felieton. Jednak dopiero teraz przyszło mi (nie bez pomocy z zewnątrz!) do głowy, by ją trochę zareklamować na moim blogu. W końcu co, kurczę blade, jestem na niej tytularnym administratorem (brzmi dumnie, ale oznacza tak naprawdę, że jestem administratorem tylko z nazwy).

Grupa nie jest publiczna, więc trzeba się do niej zapisać - co akurat według mnie jest dobre, bo już trochę przesiewa osoby chcące tam coś publikować. A same publikowane posty też są moderowane - i znów, moim zdaniem to dobrze, bo praktyka internetowa pokazuje, że nie ma co liczyć na to, że ktokolwiek zapozna się z regulaminem, nie wspominając nawet o jego respektowaniu.

Tak czy owak - chętni znajdą tu sporo ciekawego materiału, a i sami mogą coś ciekawego opublikować. Grupa nastawiona jest głównie na edukację w zakresie kompozycji i produkcji muzycznej, a nie tylko wyłącznie chwalenie się własnymi nagraniami, więc sądzę, że warto tam zajrzeć.

Native Instruments zapowiada Komplete 13

Nie minęły nawet dwa miesiące od wpisu dotyczącego wersji 11, a tu Native Instruments ogłosiło właśnie zapowiedź wersji 13. W niej jednak - w odróżnieniu od "dwunastki" - nowości nie zabraknie. Od razu też ostrzegam, że skupiam się przede wszystkim na wersji Ultimate, bo to tutaj (i w wersji Collector's Edition) będzie się najwięcej działo. W wersji Select nawet nie wiem, czy cokolwiek przybyło, bo jest ona tak uboga, że nie ma tam nawet pełnego Kontakta i nigdy bym nie wydał na nią 199 euro. Wersja standardowa (bez dopisków) ma na pewno nowego Guitar Riga 6 Pro oraz nowy - podobno bardzo fajny - fortepian Noire.

Z dość ważnych nowości wymienić należy:

  • Guitar Rig 6
  • fortepian Noire
  • Mysteria (Ultimate)
  • Session Guitarist – Picked Acoustic (Ultimate - ale nie jestem pewien, czy nie było tego w Komplete 12)
  • Stradivari Violin (Ultimate)
  • Guarneri Violin (Ultimate CE)
  • Amati Viola (Ultimate CE)
  • Stradivari Cello (Ultimate CE)
  • Arkhis (Ultimate CE)

Jako posiadacza Stradivari Violin ogromnie moją wyobraźnię rozpala reszta kwartetu smyczkowego, czyli drugie skrzypce, altówka i wiolonczela. Jeśli są zrobione równie dobrze co Stradivari Viola (a w sumie dlaczego miałyby nie być), to "jaciękręcę"! Także zbliżony w obsłudze do Thrilla instrument nazwany Mysteria działa na wyobraźnię muzyczną (oczywiście sam Thrill też w "trzynastce" jest obecny). Już dla tego pakietu warto nabyć aktualizację (sama Mysteria z Cremona Quartet są już droższe niż aktualizacja z Ultimate do Ultimate CE!)

Za to wielkim nieobecnym jest Damage 2 (o którym w pierwszej chwili pomyślałem, jak tylko zobaczyłem e-maila o "trzynastce"). Z drugiej strony to bardzo świeży produkt i chyba nikt już nie kupiłby go od Heavyocity, gdyby można było mieć go w pakiecie Komplete Ultimate. Ale może dodadzą go z czasem?

Czekamy zatem do pierwszego października, kiedy ma mieć miejsce premiera. I ciułamy pieniążki, bo może swoim zwyczajem w przyszłe wakacje Native Instruments zrobi wyprzedaż za pół ceny, to się wtedy "trzynastkę" nabędzie.

[G] Gades - Phobos po latach

Żeby szybko przetestować świeżego Nucleusa 1.1, postanowiłem przygotować nową wersję utworu "Phobos" z płyty "Via". Utwór jest krótki i prosty, więc jego przeróbka z EastWest Hollywood Orchestra na Nucleusa nie nastręczała większych problemów. Oczywiście nie skończyło się tylko na podmianie brzmień bibliotek, bo znalazłem parę miejsc do poprawy oraz dodałem kilka rzeczy nieobecnych w oryginale.

Przy okazji przetestowałem także Studio One 5.0.2, które wyszło akurat dzisiaj, bo - niestety - wersja 5.0.1, podobnie jak 4.6, zawieszała się przy zamykaniu niektórych utworów (w tym także tego omawianego). Dodatkowo spostrzegłem pewien problem, którego nie kojarzę z wersji 4.x - otóż domyślnie włącza mi się "tryb niskiej latencji", w którym to trybie aktualnie zaznaczona ścieżka jest w dziwny sposób wyciszana. Dopóki nie skojarzyłem tego ściszania z "niską latencją", kląłem bardzo szpetnie próbując dobrać poziomy ścieżek - co którą ustawiłem i przechodziłem do kolejnej, to ta dopiero ustawiona zaczynała "wyć". Poczytałem na forum PreSonusa i okazuje się, że możliwość włączenia tego trybu zależy od możliwości sprzętowego interfejsu - zatem z jakichś powodów wcześniej chyba mój Focusrite Clarett na to po prostu nie pozwalał.

Zapraszam do posłuchania, a posiadacze płyt CD z oryginałem mogą sobie porównać różnice:

wtorek, 1 września 2020

[T] Audio Imperia - Nucleus 1.1

Dość niespodziewanie dostałem ostatnio informację e-mailową, że właśnie pokazała się wersja 1.1 biblioteki orkiestrowej Nucleus. Co ciekawe, w wiadomości było jasno napisane, że nie jest to zwykły update, ale trzeba dokładnie odinstalować poprzednią wersję (łącznie z usunięciem wpisów w rejestrze!). To już mnie zaintrygowało - co się pojawi nowego?

Przemyślany

Nowy Nucleus wydaje się dużo bardziej przemyślany niż wersja 1.0. Najważniejszą zmianą jest ukrycie folderów Tight, zawierających próbki o krótkim czasie ataku. Nie znaczy to jednak, że się ich pozbyto - po prostu zamieniono je na przełącznik. Można zatem go kliknąć i nagrywać praktycznie bez latencji, a potem wyłączyć i mieć już normalny czas ataku. To akurat może być przydatne.

Druga duża zmiana to dodanie specjalnego pokrętła regulującego pracę artykulacji legato. Dzięki temu długie dźwięki mogą być łączone bardzo płynnie, zaś jeśli zdarzy się fragment złożony z krótszych nut, one też mogą być zagrane legato. Bardzo fajne rozwiązanie, choć wymaga dodatkowej automatyzacji.

U dołu panelu instrumentu pojawiły się też przełączniki, które włączają np. tryb drugich skrzypiec albo tryb niente, umożliwiający regulację dynamiki w pełnym zakresie, tj. aż do zupełnej ciszy.

Opóźnienie

Cechą charakterystyczną Nucleusa jest narzucona przez niego samego latencja, wynosząca ok. 250ms. Oznacza to, że dźwięki wydobywające się z tego instrumentu są nieco opóźnione względem reszty aranżacji - słychać to wyraźnie, jeśli połączyć Nucleusa np. z bębnami Damage. Wynika to z chęci zastosowania przez twórców względnie długich czasów ataku, który ma zwiększyć realizm brzmienia.

Aby jednak dopasować poszczególne ścieżki aranżacji w DAW, można posłużyć się dwoma sposobami. Pierwszy to regulacja szybkości ataku w samym Nucleusie, co w zasadzie przy ekstremalnym ustawieniu sprowadza się do korzystania z przełącznika Tight. Drugi, moim zdaniem dużo lepszy sposób, to ustawienie przesunięcia czasowego ścieżki w DAW (jako że i Cubase, i Studio One, i Reaper mają taką funkcję, jest ona pewnie w każdym szanującym się DAW), zawierającej Nucleusa. Tu wystarcza dać przesunięcie -125ms, by całość zaczęła się synchronizować.

Swoją drogą tak się zastanawiam, czy w ogóle regulowanie przesunięcia w Nucleusie ma jakiś sens - czy nie wystarczyłby tylko przełącznik Tight na potrzeby nagrywania? Ale może faktycznie komuś robi różnicę skrócenie ataku akurat o np. 20ms...

Pobieranie

W sumie nie wiem, czy było tak w wersji 1.0, ale wersję 1.1 można pobrać bezpośrednio w Native Access, po dodaniu numeru seryjnego. Pamiętam, że na pewno wersję 1.0 pobierałem za pomocą Continuata Installer - tym razem mogłem skorzystać z polecenia Install w Native Access (aczkolwiek mam ciągle dostępną wersję Lite, którą trzeba ściągnąć Continuatą).

Warto zainstalować

Myślę, że to wartościowa poprawka - zwłaszcza ze względu na możliwość aplikowania "gładkości" legato i dodatkowe brzmienia "drugich skrzypiec". Także zintegrowanie brzmień tight wyszło instrumentowi na dobre, bo nie trzeba przeładowywać brzmienia, wystarczy prosty przełącznik. Trzeba pobrać wprawdzie 20GB i babrać się w rejestrze systemowym (w Windows), ale dostaje się lepszą bibliotekę. Warto.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Czy rzecz tkwi w miksie?

Trochę już nagrałem muzyki w życiu - nie tak dużo, jak niektórzy, ale z kolei więcej niż inni, czyli w sam raz. O ile w końcówce lat dziewięćdziesiątych kompletnie nie dbałem o miks, który sprowadzał się do jako takiego dobrania głośności ścieżek, to już przy nagrywaniu Runaway okazało się, że utwór może być nawet niezły, ale nie da się go słuchać przez beznadziejny miks (i aranżację). Nagrywając Flashback byłem rozdarty, bo z jednej strony już sobie zdawałem z tego sprawę, ale okoliczności sprawiły, że zwyczajnie nie było jak się tym zająć (a chęć wydania kolejnego albumu była tak przemożna, że wygrała ze zdrowym rozsądkiem).

Dopiero przy okazji Expectation spędziłem sporo czasu na miksowaniu, zwłaszcza dwóch utworów: "Caravan" oraz "Goodbye". W efekcie są to chyba najlepiej zmiksowane przeze mnie kawałki muzyki, co do których nie mam aż tak wielkich zastrzeżeń, jak do całej reszty. Co wcale nie oznacza, że są idealne (czy zresztą istnieje idealny miks?)

No i zacząłem się zastanawiać, czy nie zlecić miksu jednego z tych utworów gdzieś na zewnątrz. Najlepiej komuś, kto się po prostu zajmuje tym zawodowo. Nie po to, by podbijać światowy rynek muzyczny, ale żeby się zwyczajnie przekonać, jak duża dzieli mnie przepaść od profesjonalnych wyników. Niby wszyscy doradzają słuchanie referencji, ale ja jakoś nie potrafię. To znaczy, mam nadzieję, że na razie nie potrafię - może gdybym usłyszał wyraźną różnicę między tym, co sam zmiksowałem, a tym, co zmiksował zawodowiec, to by mi się udało wychwycić to, co sprawia, że moje nagrania brzmią amatorsko.

Dojrzewam powoli do tej myśli, bo jeśli już się bawić w coś takiego, to trzeba to zrobić porządnie. Żadnych przypadkowych osób czy budżetowych rozwiązań typu "miks za 20zł" - tak to sobie sam potrafię zmiksować.

A który utwór? Wydaje mi się, że lepsze byłoby "Goodbye", bo jest tu i wolny fragment z padami, jest wokal, jest dynamiczna końcówka z gitarą elektryczną. Dużo różnych rzeczy można by sprawdzić. Jeśli tak się w końcu stanie, na pewno zamieszczę wyniki i przemyślenia z nich płynące...

wtorek, 25 sierpnia 2020

Luftrum - w krainie dźwięków

Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o duńskiej firmie Luftrum Sørena Hybela. Jak Søren pisze o sobie, nie potrafi grać na klawiaturze, fatalny z niego kompozytor, za to spreparowane przez niego dźwięki pojawiają się w grach i filmach, zatem uczynił z tego swój zawód. I muszę przyznać, że faktycznie coś w tym musi być.

Zastanawiałem się już niegdyś, co się bardziej opłaca - kupowanie nowego instrumentu czy raczej zestawu brzmień do już posiadanego? Które to pytanie jest zasadne o tyle, o ile sami nie zajmiemy się sound designem, bo wtedy możemy wykreować wszystko, co tylko jest nam potrzebne. Ale ja do sound designu nie czuję żadnego pociągu, więc pozostaje dylemat: instrument czy bank brzmień?

Zajmuję się muzyką na tyle długo, by zgromadzić pewne doświadczenie. I to doświadczenie mówi mi, że zdecydowanie lepiej jest zainwestować w porządny bank brzmień niż nowy instrument. Rzecz jasna, o ile już posiadamy jakiś instrument, zdolny do wytwarzania dźwięków odpowiedniej jakości, jak np. Spectrasonics Omnisphere 2, U-he Diva/Zebra, Xfer Records Serum, Synapse Audio Software Dune 3 czy w końcu UVI Falcon.

I właśnie firma Luftrum wpasowała się ze swoim dorobkiem idealnie w moje oczekiwania. Takie biblioteki jak Genisys, Evo Elysium, Luftrum 18 for Omnisphere dostarczają mnóstwa inspiracji i brzmią naprawdę rewelacyjnie. Na pewno wiele radości znajdą tu posiadacze Omnisphere, Dune oraz syntezatorów od U-he.

Ze swojej strony polecę jeszcze świetny syntezator brzmień typu pad, czyli Lunaris. Jest to instrument uruchamiany wewnątrz Kontakta (wystarcza darmowa wersja Player) i w sumie wyczerpuje (zdawałoby się) temat brzmień z tego zakresu. "Zdawałoby się", bo wkrótce ma się pojawić nowy syntezator od Luftrum, troszkę podobny w charakterze, czyli Bioscape. Tutaj jednak mniej będzie padów, a więcej dźwięków określanych mianem drones albo soundscapes, będących dźwiękowymi planami rodem ze ścieżek dźwiękowych do filmów:

Tak czy owak, bardzo polecam banki od tego wydawcy (i nie, nie jest to post sponsorowany, żadnego z posiadanych banków nie dostałem za darmo od producenta w zamian za reklamę).

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

[E] Studio One 5 - Artykulacje i KeySwitches

I znów dylemat, czy poradnik powinien być opisany tutaj, czy jednak tam, gdzie cała raszta, czyli na blogu Ladaco. Chyba jednak muszę utrzymać oba miejsca, bo tam ma pełną listę, a tu jednak powinny być też te związane z dźwiękiem i muzyką...

sobota, 22 sierpnia 2020

Migracja na SSD

Po ostatniej czystce postanowiłem w ogóle porobić trochę porządków i między innymi odzyskać miejsce na dysku SSD tak, aby przenieść tam jak najwięcej bibliotek brzmieniowych. Z doświadczeń z BBC Symphonic Orchestra, Stradivari Violin i Nucleusa wyniosłem bowiem taką naukę, że użycie dysku SSD rzeczywiście znacząco skraca czas potrzebny na wczytanie projektów muzycznych, ale także samo korzystanie z bibliotek i przeglądanie brzmień staje się dużo przyjemniejsze i mniej czasochłonne.

Żeby jednak nie polegać wyłącznie na własnych wrażeniach, postanowiłem dokonać pomiarów - szczęśliwie wpadłem na ten pomysł, ZANIM zacząłem cokolwiek gdziekolwiek przenosić. Przygotowałem zatem kilka projektów, w których użyłem wielu instancji Kontakta z załadowanymi brzmieniami orkiestrowymi i nie tylko (ale też innymi, a także brzmienia EastWest Hollywood Orchestra, które korzystają z alternatywnego playera). Przyznam, że byłem ciekaw szczególnie tego ostatniego przypadku i miała to być ostatnia szansa dla tej biblioteki na pozostanie w kręgu zainteresowania.

Odczyt z dysku HDD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
13,226,799,3
14,724,393,2
13,928,1102,3
142698

Po przeprowadzeniu pierwszej tury testów (oczywiście zgrubnych, ze stoperem w ręku, bo nie interesowały mnie zyski w ułamkach sekund, tylko solidny, przynajmniej kilkukrotny wzrost wydajności), czyli trzykrotnym wczytaniu każdego projektu do restartowanego za każdym razem Reapera w wersji 6.2, przystąpiłem do przenoszenia bibliotek (tutaj zaznaczę, że podczas testowania EastWest Hollywood Orchestra musiałem restartować cały komputer, bo Play potrafił sobie w jakiś sposób zbuforować brzmienia nawet mimo restartu DAW). Na szczęście przenoszenie bibliotek sprowadza się to do skopiowania odpowiednich folderów z dysku na dysk i zmianie przekierowania w managerze bibliotek (czyli Native Access dla Kontakta oraz EW Installation Center dla Play). Po tym wszystkim biblioteki zaczęły funkcjonować bez zgrzytów, mogłem więc powtórzyć całą procedurę z wczytywaniem i mierzeniem czasu. Wyniki po przeniesieniu bibliotek:

Odczyt z dysku SSD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
5,28,771,3
4,79,371,6
4,99,175,2
5973

Trzeba przyznać, że różnica rzeczywiście jest znacząca i faktycznie czekanie 8 sekund zamiast pół minuty to jest zysk. Nie mówiąc o zwiększonym komforcie korzystania z przyspieszonych w ten sposób bibliotek.

Na koniec dwa słowa komentarza do Hollywood Orchestra. Umieszczenie jej na dysku SSD tylko trochę przyspieszyło ładowanie danych (co sugerowałoby, że to nie odczyt z nośnika jest tu wąskim gardłem) i w porównaniu do pozostałych bibliotek są to nadal czasy karygodnie wysokie, które zwyczajnie zniechęcają do korzystania w produktu EastWest. Wprawdzie mój dysk SSD nie jest jakimś wyczynowcem, ale też nie widzę sensu, bym akurat dla Hollywood Orchestra miał kupować dwukrotnie droższy i szybszy dysk. Aż tak mi nie zależy... Podejrzewam, że brzmienia w tej bibliotece są w jakiś skomplikowany sposób skompresowane i wczytywanie ich wymaga poświęcenia pewnej mocy obliczeniowej, zaś właśnie te obliczenia pochłaniają najwięcej czasu. Taki wariant wskazuje też działający bardzo szybko cache (w nim dane są już rozpakowane, więc ładują się w kilka sekund). W dzisiejszych czasach to dość dziwaczne rozwiązanie - idę o każdy zakład, że muzycy korzystający z bibliotek orkiestrowych z radością poświęciliby dodatkowe 100GB miejsca na dysku, byle tylko brzmienia wczytywały się błyskawicznie.

środa, 19 sierpnia 2020

[T] EastWest - Hollywood Orchestra

Chciałbym się przyjrzeć nieco uważniej jednej z najstarszych moich bibliotek orkiestrowych, jaką jest EastWest Hollywood Orchestra Gold. W jej skład wchodzą (dostępne także osobno): Strings, Brass, Woodwinds i Percussion, czyli w zasadzie wszystko, co może być potrzebne podczas tworzenia orkiestrowych kompozycji. Sama biblioteka jest już nieco wiekowa, bo stuknęło jej właśnie 10 lat, co niestety momentami rzuca się w oczy i uszy.

Dlaczego akurat ona?

Do dzisiaj w sumie nie wiem, dlaczego lata temu zdecydowałem się właśnie na tę bibliotekę. To znaczy, realny powód był: duża przecena. Ale poza ceną chyba żadnych innych przesłanek nie miałem, żeby wybrać akurat tę. Może też materiałów na YouTube było mniej niż obecnie, może po prostu konkurencja dopiero raczkowała. Wiem na pewno, że obejrzałem wiele filmików o orkiestrach i w większości były tam albo produkty EastWest, albo bardzo wówczas chwalone LA Scoring Strings (ale te ostatnie nie były pełną orkiestrą). Istniały jeszcze pluginy od SONiVOX i w sumie niewiele było tego więcej. Spitfire Audio dopiero raczkowało, dostarczając tylko paczki sampli, nie było jeszcze Orchestral Tools z jego Metropolis Ark czy Berlin Inspire, że o Nucleusie nawet nie wspomnę. Obecnie mamy cudowne czasy i całe mnóstwo nowoczesnych bibliotek o świetnym brzmieniu.

Tak czy owak, stanęło na EastWest i jej najnowszym wówczas dziecku, czyli Hollywood Orchestra. Początkowo w najtańszej wersji Silver, z okrojoną liczbą instrumentów i artykulacji, ale trzy czy cztery miesiące później trafiła się kolejna promocja, tym razem na upgrade do wersji Gold. I tak już zostało.

Play

Od samego początku nie spodobał mi się interfejs graficzny, przygotowany przez programistów z EastWest. Był ogromy, toporny w obsłudze i nie dawał możliwości stworzenia szablonu orkiestrowego jak w Kontakcie. Do tego piekielnie długo ładował próbki, więc obsługa całości była wysoce kłopotliwa.

Co ciekawe, to były takie czasy, że gdy EastWest zaprezentowało wersję szóstą Playa, która miała być szybsza i lepsza, to była ona dodatkowo płatna (30 dolarów, ale jednak!), także dla legalnych użytkowników dotychczasowej wersji. Dziś, po latach, nadal mamy wersję 6, ale jest już do darmowego pobrania.

Brzmienie i obsługa

Brzmienie biblioteki jest... różne. Czasami niektóre barwy są świetne, czasem jednak - niezbyt realistyczne, zwłaszcza instrumenty solowe (na przykład skrzypce zdecydowanie nie wytrzymują porównania ze specjalizowanymi bibliotekami). Do tego odnoszę wrażenie, że biblioteka ma niejaki problem z trzymaniem jednakowego poziomu głośności - czasem podczas gry z wydawałoby się jednakową dynamiką, część dźwięków nagle staje się dużo głośniejsza/cichsza niż pozostałe.

Ja z Hollywood Orchestra mam pewien zasadniczy problem, a jest to wybór odpowiedniego brzmienia. Tutaj wchodząc np. do barw pierwszych skrzypiec z artykulacją legato otrzymujemy mnóstwo osobnych wariantów: a to takie z atakiem, bez ataku, oskryptowane i nieoskryptowane, z wieloma próbkami (round-robin) i bez nich. Jak tu się zdecydować? Rozumiem, że idea była taka, by dać użytkownikowi wybór i by sobie stworzył taką kombinację, jaką uzna za stosowną, ale moim zdaniem to zbytnia komplikacja. Można, oczywiście, używać brzmień z key-switches, ale te ładują się NAPRAWDĘ powoli.

W ogóle czasy ładowania to sprawa bardzo dziwna w tej bibliotece. Z jednej strony są one kosmicznie długie, nawet jeśli korzysta się z dysku SSD, z drugiej jednak Play dysponuje jakimś buforem cache, gdzie wrzuca sobie raz odczytane próbki i później z tego korzysta (co trwa już DUŻO krócej), nawet po restarcie programu DAW (!). Niestety, nie pojmuję zupełnie, jak to działa, bo czasem wielokrotne ładowanie tego samego projektu z brzmieniami Hollywood Orchestra trwa krótko, aż za którymś razem nagle wszystkie brzmienia ładują się "od podstaw" i projekt zamiast 10 sekund otwiera się 5 minut. Strasznie to irytuje podczas pracy, bo nigdy nie wiadomo, ile trzeba będzie czekać. Poza tym, jeśli ten cache potrafi przetrwać restart DAW, to znaczy, że jest gdzieś zapisywany na dysku, a to z kolei znaczy, że da się brzmienia zapisać i ładować szybciej - to dlaczego, u licha, nie przygotuje się w ten sposób całej biblioteki?!

Co dalej?

W sumie praktycznie nie używam już tej biblioteki, głównie przez opisaną kapryśną pracę Play i długie czasy wczytywania. Do tego, mając już do dyspozycji Berlin Inspire, Nucleusa i BBC Symphonic Orchestra, jakoś mniej entuzjastycznie odbieram samą jakość brzmienia, więc brakuje argumentu: o, ten czy tamten instrument gra świetnie, więc użyję EastWest zamiast którejś z powyżej wymienionych.

Był wprawdzie moment zwątpienia, kiedy EastWest wprowadziło model abonamentowy. Płaci się niecałe 20 dolarów miesięcznie (z umową na minimum rok), ale można korzystać z WSZYSTKICH produktów tej firmy. Czyli nie tylko z Hollywood Orchestra, ale też chórów, bębnów, głosów podkładowych i wielu, wielu innych (z liczby ponad 60 bibliotek). Brzmi fantastycznie, lecz jest jedno ale: nic z tego nie staje się naszą własnością i jeśli postanowimy w pewnym momencie już nie płacić, to zostajemy tak naprawdę z niczym. EastWest pisze w sekcji FAQ, że teoretycznie nasze projekty powinny nadal działać i dać się odtwarzać, ale doradza, żeby "na wszelki wypadek" wszystko sobie wyrenderować zawczasu do plików dźwiękowych. Czyli niby tak, ale może nie. Podejrzewam, że dopóki użytkownik zachowa na dysku pobrane biblioteki, dźwięki będą się odtwarzać, ale jeśli je usunie, to już nie zainstaluje ich ponownie i projekty działać przestaną.

Chwilowo więc biblioteka zostaje na dysku, ale jeśli poprzerabiam wykorzystujące je projekty na te nowoczesne biblioteki, to raczej nie będę czuł żalu po pozbyciu się jej. No i na dysku przybędzie 100GB!

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Wielka czystka

528 wtyczek VST. Tyle miałem jeszcze do wczoraj. Skąd wiem? Bo Studio One dokładnie je wylicza podczas startu. Długiego startu, dodam. No i się tak wczoraj zacząłem zastanawiać, co w tej połowie tysiąca tak naprawdę jest, bo przecież na pewno nie używam kilkuset wtyczek - ba, pewnie nie używam nawet setki z tego. Jak się domyślacie, postanowiłem zrobić z tym porządek.

Na pierwszy ogień poszły wtyczki z własnymi instalatorami - uruchomiłem panel "Dodaj/usuń programy" i po kolei wywalałem te, których nie użyłem ani razu od momentu przeprowadzki. Okazało się, że jest takich przypadków mnóstwo - szczególnie dużo usunąłem wtyczek od Native Instruments. Od kiedy używam pakietu FabFilter, na nic są mi te wszystkie kompresory, pogłosy i delaye. Na nic też większość instrumentów - wywaliłem nawet Monarka, bo nie kojarzę, bym go kiedykolwiek w jakimkolwiek projekcie użył.

W ten sposób, wywalając systematycznie wszystkie nieużytki, doszedłem do liczby 410 wtyczek. Ubytek znaczny, ale jeszcze zbyt mały. Rzuciłem się zatem do katalogów \VstPlugins - ale tutaj coś mnie tknęło. Na wszelki wypadek utworzyłem sobie na innym dysku folder i zamiast wyrzucać wtyczki do kosza, przeniosłem je do tego właśnie folderu. Tak na wszelki wypadek, gdybym jednak usunął o jedną wtyczkę za dużo.

Ostatecznie doszedłem do 334 wtyczek. Nadal dużo, ale jak sobie pobieżnie przejrzałem, to chwilowo żal mi wyrzucać kolejne. A pewnie taki los spotka w końcu wtyczki od Meldy (ubędzie od razu kilkadziesiąt) albo różne dziwne wtyki, które zainstalowałem, bo miały być (i były) przydatne w jakichś określonych okolicznościach. W miarę łatwo przyszło mi pożegnać się z efektami, gorzej będzie z pozbywaniem się instrumentów, choć i tu wyłom został już poczyniony - z dysku zniknął Rob Papen GO2 czy wspomniany Monark. Największym "przegranym" wczorajszej selekcji okazała się firma Waves, bo pozbyłem się wszystkich ich wtyczek, i to bez większego żalu.

Tak czy owak, Studio One uruchamia się zauważalnie szybciej.

środa, 12 sierpnia 2020

[T] Native Instruments - Stradivari Violin

Na dniach opisywałem wrażenia z testowania Embertone Joshua Bell Violin, a tu trafiła się okazja bezpośredniego porównania z Native Instruments Stradivari Violin. Uprzedzając nieco dalsze wypadki, są to dwie chyba najlepsze w obecnej chwili biblioteki skrzypcowe na rynku. Owszem, konkurencja nie śpi i mamy przecież 8Dio Solo Violin Designer, mamy świetne Chris Hein Solo Violin, Virharmonics Bohemian Violin czy Orchestral Tools Nocturne Violin, a także solowe instrumenty smyczkowe od Spitfire czy EastWest, jest więc w czym przebierać. A jednak w mojej opinii Joshua Bell Violin i Stradivari Violin to najbardziej kompleksowe i wygodne narzędzia tego typu.

Nie szata zdobi człowieka, ale...

Wizualnie Stradivari Violin jest dużo skromniejszy i mniej kolorowy od swojego konkurenta. Czarny kolor interfejsu nadaje mu nieco żałobnego charakteru, za to bardzo ładnie się komponuje z BBC Symphonic Orchestra. Od początku jednak od wyglądu bardziej interesowała mnie wygoda korzystania z instrumentu i muszę przyznać, że jest nieźle. Nie to, żeby nie było wielu różnych stron do przełączania, ale jakoś nie trzeba chyba tego robić aż tak często.

Stradivari Violin istnieje tylko w jednej wersji, więc nie ma dylematów z wyborem i ewentualnym żałowaniem, że czegoś nie mamy w tańszej wersji. Tu jest wszystko od samego początku - zsamplowany Stradivarius "Wezuwiusz" z 1727 roku, nagrany w sali koncertowej Giovanni Arvedi w Cremonie (Włochy). Twórcy z e-Instruments szczycą się tym, że w bibliotece nie ma sztucznie wydłużanych dźwięków i wszystkie próbki pochodzą z rejestracji gry prawdziwych muzyków - jeśli tak faktycznie jest, nie dziwi rozmiar biblioteki (prawie 24GB do pobrania, po rozpakowaniu - 39GB!), przekraczający rozmiar całej wspominanej wcześniej BBC Symphonic Orchestra Core! Wprawdzie rozmiar to nie wszystko, ale... no, robi jednak wrażenie. Tradycyjnie już polecam instalację na dysku SSD, bo szkoda czasu i nerwów na wczytywanie tak potężnych porcji danych ze zwykłego dysku...

Brzmienie

No, tutaj nie ma niespodzianki i instrument brzmi wspaniale. Mnie się to jeszcze wprawdzie nie do końca udaje, ale przykłady nagrane przez nieco bardziej obytych z wirtualnymi skrzypcami muzyków robią piorunujące wrażenie (wystarczy przesłuchać prezentacji na stronie producenta, ale na YouTube znajdzie się małe co-nieco).

Nie dość na tym, że mamy nagrany pierwszorzędnie materiał, to do dyspozycji dostajemy także możliwość wyboru źródła, czyli mikrofonu - można wybierać spośród trzech, położonych w różnych odległościach od skrzypiec (więc różniących się np. ilością naturalnego pogłosu). To świetne rozwiązanie, którego nie dostaniemy w Joshua Bell Violin, gdzie najwyżej możemy sterować wielkością pogłosu.

Możliwości artykulacyjne

Tutaj także bez zdziwienia - instrument oferuje praktycznie wszystko, co może być przydatne podczas tworzenia partii solowych skrzypiec. Artykulacji jest dwadzieścia, w tym legato, marcato, detaché, spiccato, staccato, pizzicato, tremolo, sul pont, sul tasto, col legno czy tryle. Ma także tryb Virtuoso, gdzie instrument sam stara się dobrać odpowiednią artykulację na podstawie tego, co gra użytkownik i wychodzi to całkiem przyzwoicie, co możecie sami usłyszeć na poniższym przykładzie, nagranym "z marszu", z wykorzystaniem tylko koła modulacji:

Artykulacje można zmieniać programowo w trakcie gry, jednak wychodzi tu na jaw pewna wada instrumentu. Otóż ma on zaledwie osiem slotów na poszczególne artykulacje i możemy się posługiwać programowo tylko nimi, co bardziej ambitnych muzyków może jednak nieco uwierać.

Werdykt

No i cóż, nie potrafię wskazać zwycięzcy tego pojedynku. Możliwości obu instrumentów są ogromne i naprawdę da się za ich pomocą uzyskać wyśmienite ścieżki skrzypcowe (tak, prawdziwi skrzypkowie w tej chwili krzywią się okrutnie i zamykają z niesmakiem okno przeglądarki). Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony - jednak przed wydaniem pieniędzy warto przesłuchać przykłady i obejrzeć filmiki, prezentujące oba instrumenty w akcji. Warto też brać poprawkę na to, że aby w pełni wykorzystać tkwiący w tych bibliotekach potencjał, trzeba naprawdę przyłożyć się do przygotowania melodii. Stąd trudno jest bezpośrednio porównywać biblioteki skrzypcowe - każda z nich nieco inaczej interpretuje komunikaty MIDI, takie jak ekspresja, modulacja czy aftertouch, więc ta sama ścieżka odtworzona przez różne biblioteki może dać diametralnie różne wyniki. Niestety, taka jest cena dużej specjalizacji...

Na koniec jeszcze mała informacja techniczna, która może zainteresować potencjalnych nabywców: instrument wymaga aplikacji Kontakt w wersji co najmniej 6.2.2, ale na szczęście zadowoli się darmową wersją Kontakt Player.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Miksowanie - problem ze słyszeniem?

Ostatnio sporo zmagam się z nagranimi orkiestrowymi i zastosowałem zwrot "zmagam się" zupełnie celowo. Bo im dalej w las, tym więcej drzew, a im bardziej chcę osiągnąć realistyczny efekt, tym jestem od tego dalszy.

Podczas samej orkiestracji nie jest jeszcze źle, bo zwykle wiem, co i jak chcę osiągnąć. Trochę już opanowałem obsługę bibliotek orkiestrowych, wiem też, jak wykorzystać poszczególne artykulacje (w taki techniczny sposób, czyli gdzie i jak działają poszczególne parametry, takie jak velocity czy expression). I wszystko gra bardzo ładnie, tylko że... nie.

Otóż okazało się, że nie słyszę błędów miksowania poszczególnych ścieżek. To znaczy, osoby z zewnątrz, słuchające moich nagrań, mają sporo zastrzeżeń co do brzmienia - gdzieś jest za ostro, gdzieś coś piszczy, gdzieś brak pogłosu. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu każdy popełnia błędy, zwłaszcza na początku. Rzecz w tym jednak, że ja po prostu tego NIE SŁYSZĘ. To znaczy, dla mnie te moje nagrania brzmią ok i niczego bym w nich nie zmieniał. Pojęcia takie jak "zimne brzmienie" czy "ciepłe brzmienie" są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, nie potrafię ich zdefiniować, rozpoznać.

No i klops. Nawet jeden z utworów dałem do zmiksowania "na zewnątrz", ale generalnie nie widzę w tym dużej poprawy. Zmianę - tak. Wszystkie instrumenty wydają mi się teraz odseparowane od siebie, co akurat mniej mi się podoba. I jakkolwiek nie mam do tego miksu żadnych więcej uwag i słucha się go bardzo dobrze, to - niestety - nadal nie wiem, w czym rzecz. A nawet dostałem filmik z procesu miksowania, gdzie ścieżka po ścieżce jest wyjaśnione, co i jak było zmieniane i dlaczego (bardzo doceniam cały włożony tutaj trud).

I zaczynam się teraz zastanawiać, czy to z moim słuchem dzieje się coś niedobrego? W końcu starość nie radość - ale z drugiej strony wydaje mi się, że nie mam problemów natury, ehm, biologicznej. Bardziej chodzi o to, że nie wiem, co stanowi o jakichś problemach z konkretnymi nagraniami. Co sprawia, że coś, co słyszę, jest czymś niepożądanym? Jak to rozpoznać? Jak nauczyć się słyszeć? I czy zawsze jest to osiągalne?...

sobota, 8 sierpnia 2020

[G] Marie w nowej wersji

Idę za ciosem i po odświeżeniu utworu "Princess" wziąłem na warsztat coś bardziej nostalgicznego, czyli "Marie" z tego samego okresu. Tutaj okazało się, że - jak na tak prosty utwór - pracy jest mnóstwo. Największy problem polegał na wyrównaniu nut do siatki, bo do tej pory był to tak naprawdę zapis gry na żywo, aczkolwiek już nieco wyrównany podczas prac nad albumem "Flashback.

Jednocześnie z wyrównaniem trzeba było zadbać o spowolnienia tempa, dość charakterystyczne i w mojej opinii niezbędne. To akurat w Cubase nie było trudne, trzeba było tylko dodać ścieżkę tempa i tam "narysować" spowolnienia.

Dość dużo zostało za to roboty przy ogólnej aranżacji i rozbudowie - w oryginale był tylko fortepian i lekkie ambientowe pady w tle. Teraz to trochę wzbogaciłem i dodałem parę melodii. Myślę, że jest już nieco ciekawiej niż było - aczkolwiek do starej wersji ciągle mam sentyment:

piątek, 7 sierpnia 2020

[G] Princess - orkiestrowa nauka trwa

Dni mijają, a ja staram się uczyć pisania muzyki na orkiestrę. Tym razem pretekstem był utwór, opublikowany na płycie "Flashback". Utwór powstał ponad 15 lat temu i pierwotnie nagrałem go praktycznie na żywo na Korgu Trinity 76LE - miał on wejść na niewydaną płytę "Echonoica". Pierwsza przeróbka - ta na "Flashback" - polegała na rezygnacji z barw Korga na rzecz instrumentów VST, a także na daleko idącej kwantyzacji. Kompletnie nieprzemyślanej, dodajmy, bo główny motyw jest wyrównany za bardzo, zaś linia akordów jest bardzo nierówna. Dodatkowo wyrównane zostały wartości velocity, stąd wrażenie pewnej "twardości".

Jako że "choruję" na brzmienie rożka angielskiego, główny motyw powierzyłem właśnie temu instrumentowi. Żeby nieco urozmaicić utwór, postanowiłem zastosować też drugi instrument solowy, fagot, który "odpowiada" na motyw grany pierwszoplanowo przez rożek. Rolę akompaniamentu wzięła na siebie harfa, uzupełniana stopniowo przez wiolonczele, altówki i skrzypce, w końcu zaś flet oraz rogi i puzony.

O ile główny motyw wymagał niewielkiej ilości pracy, bo tylko podzielenia na dwa instrumenty i "złagodzenia" brzmienia poprzez umiejętne zastosowanie artykulacji i ekspresji, to już cała reszta została gruntownie przebudowana (harfa) oraz... napisana od nowa (pozostałe instrumenty). W oryginale poszczególne akordy były dość przypadkowe i chwytane "na słuch", teraz jednak trzeba było określić tonację i zrobić wszystko zgodnie ze sztuką. Przyznam, że nie było łatwo, ale się opłaciło. Wiolonczele i kontrabasy grają niemal wspólną linię opartą na prymach akordów, altówki zaś uzupełniają, dodając do prymy tercję. Oktawę wyżej drugie skrzypce grają już pełne akordy, zaś "blachy" powtarzają linię altówek, choć w innej wysokości. Dzięki napisaniu wszystkiego od podstaw całość gra spójnie i rzeczywiście zaczyna to przypominać brzmienie prawdziwej orkiestry!

Najwięcej problemów sprawia mi programowanie zmian dynamicznych dla poszczególnych linii, a mianowicie artykulacji i ekspresji. Wszystko przez to, że jest tu całkiem sporo zmiennych - na ostateczne brzmienie ma wpływ przede wszystkim głośność (kontrolowana przez parametr ekspresji) oraz rodzaj artykulacji, od którego z kolei zależy działanie parametru velocity i modulacji. Na razie, dopóki się w tym wszystkim nie rozeznam odpowiednio dobrze, jest to dość frustrujące, gdy dla jednej artykulacji (np. spiccato) parametr velocity ma kluczowe znaczenie i od niego zależy dynamika poszczególnych dźwięków, a dla innej artykulacji (np. legato) parametr ten pozornie niczego nie wnosi, bo dynamika jest kontrolowana przez modulację. Jednak i velocity ma tu - okazuje się - zastosowanie, bo jeśli różnice tego parametru między dwoma "nakładającymi się" dźwiękami jest odpowiednio duża, to stosowane jest glissando...

Ostatecznie nagranie nie jest pozbawione wad, ale na pewno bardziej podoba mi się wprowadzona do niego pewna finezja, przynajmniej jeśli chodzi o warstwę dynamiczną. Już nie jest to takie mechaniczne i twarde, i napiszę to wprost, mając teraz porównanie, nie mam pojęcia, jak mogłem uznać pracę nad "flashbackową" wersją za zakończoną?

Wersja zmiksowana i zmasterowana przez Karolinę Kobę, której wielkie dzięki za poświęconą pracę!

Zauważam też pewną rzecz: otóż tworzenie na instrumenty syntetyczne nigdy mnie dotąd nie natchnęło myślą, że może trzeba popracować nad aranżacją, jeśli coś brzmi źle. Po prostu szukałem innego brzmienia, które lepiej pasowało. Z orkiestrą nie bardzo tak się da - jeśli główna linia grana przez rożek brzmi słabo, to zmiana instrumentu na obój niczego raczej nie poprawi. Trzeba zacząć szukać przyczyn - i od razu wychodzi, że po prostu wszystkie nuty grają prawie z identyczną intensywnością. Trochę pracy nad modulacją i ekspresją - i jest poprawa! I w zasadzie każdy problem, na który się natknąłem, wymagał właśnie tego - przesłuchania konkretnego fragmentu, wskazania przyczyny i znalezienia rozwiązania.

Nie zostanę wybitnym kompozytorem orkiestrowym, ale myślę, że doświadczenie zdobywane podczas zabawy z orkiestrą zaprocentuje i w innych gatunkach.

środa, 5 sierpnia 2020

sobota, 1 sierpnia 2020

[T] Embertone - Joshua Bell Violin (także Essentials)

Dzięki uprzejmości firmy Embertone miałem możliwość przetestowania ich biblioteki Joshua Bell Violin, w tym także wersji Essentials, która jest tańszą i uproszczoną wersją pełnego produktu. No i chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z tych testów, zaś punktem odniesienia będą dla mnie dwie inne biblioteki: Nucleus, gdzie znajdują się dwie wersje solowych skrzypiec oraz SWAM Violin, których używam od paru miesięcy.

Pierwsze wrażenie

O tej bibliotece słyszałem już jakiś czas temu - że jest jedną z najlepszych na rynku, dając bardzo realistyczny efekt gry na skrzypcach. Oglądałem nawet parę filmików na YouTube i faktycznie, we wprawnych rękach Joshua Bell Violin brzmi faktycznie rewelacyjnie. Nazwa biblioteki też nie wzięła się znikąd - do nagrania próbek zatrudniono wirtuoza Joshuę Bella z jego skrzypcami Stradivariusa z 1713 roku. Firma szczyci się tym, że nagrań dokonano bardzo starannie i w tak przemyślny sposób, że np. większa część efektu vibrato pochodzi właśnie z nagrań, a nie jest dodawana sztucznie przez automat. I chyba rzeczywiście coś w tym jest, bo po zagraniu już kilku fraz słychać, że dźwięk jest bardzo spójny i naturalny.

Brzmienie i obsługa

Trzeba przyznać, że instrument brzmi kapitalnie. W pełnej wersji gra sprawia autentyczną przyjemność, w wersji Essentials nie jest to już tak oczywiste, o czym napiszę później. Generalnie trudno jest się tutaj do czegokolwiek przyczepić, zwłaszcza jeśli się nie jest skrzypkiem albo wybitnym specjalistą od skrzypcowego brzmienia. Moim zdaniem da się za pomocą tej biblioteki wyczarować naprawdę realistyczne i piękne linie melodyczne, a czego więcej można chcieć?

Doradzam (bardzo usilnie) instalację biblioteki na dysku SSD, bo przy załadowaniu zabiera ona ponad 1GB w pamięci, więc można się naczekać. Sam interfejs programu jest bardzo estetyczny i czytelny, chociaż momentami trochę uciążliwy w obsłudze, ponieważ podzielono go na wiele ekranów, niemal jednakowo ważnych, więc trzeba się trochę naprzełączać.

Trochę kłopotów sprawia na początku dostosowanie biblioteki do własnych potrzeb, ponieważ ma ona dość nietypowo rozwiązaną kontrolę. Opiera się ona na presetach, a których określono, który kontroler MIDI odpowiada za co w instrumencie (np. koło modulacji czasem odpowiada za siłę vibrato, a czasem za dynamikę). W efekcie dobrze jest przygotować jakiś pasujący, spersonalizowany preset i się go później trzymać.

Porównanie z konkurencją

Porównać Joshua Bell Violin mogę tylko ze SWAM Violin oraz - od biedy - z Nucleusem. Zacznę może od tego drugiego, bo chociaż solowa barwa skrzypiec jest w nim nie taka znowu zła, to jednak z racji posiadania tylko dwóch artykulacji (legato i sustain) oraz zerowej kontroli nad efektem vibrato, które po prostu jest, nie za bardzo jest co z czym porównywać. Owszem, coś tam da się w gęstej aranżacji zagrać tą solową barwą w Nucleusie, ale z pewnością nie jest to pełnoprawna konkurencja dla dedykowanych skrzypcom bibliotek.

Jedyną używaną do tej pory przeze mnie biblioteką stricte skrzypcową jest SWAM Violin od AudioModeling. Opiera się ona na zupełnie innych zasadach (modelowanie, a nie sampling), przez co jest dużo mniejsza, jeśli chodzi o zajmowane miejsce na dysku, co wpływa też na szybkość ładowania instrumentu do pamięci. Brzmienie ma dość specyficzne, które albo się lubi, albo nie. Ja akurat lubię, ale przyznaję w tej dziedzinie bezapelacyjnie zwycięstwo produktowi firmy Embertone. Brzmienie samplowane w tym wypadku jednak wygrywa. Z pewnością z biegiem lat AudioModeling udoskonali swoje algorytmy i za jakiś czas modelowanie weźmie górę, jednak na chwilę obecną - mając do wyboru Joshua Bell Violin oraz SWAM Violin, wybrałbym jednak tę pierwszą bibliotekę.

Essentials

Aktualnie wersja Essentials jest w promocji i kosztuje ledwie 89 dolarów. Piszę "ledwie", bo trudno jest w tej cenie kupić dobry syntezator VST, a co dopiero świetnie brzmiącą bibliotekę skrzypcową. Jest tu jednak pewien haczyk - producent wprawdzie umożliwia dokupienie pełnej wersji w późniejszym czasie, ale jeśli będziemy chcieli zatrzymać także wersję Essentials (bo już zrobiliśmy z nią wiele projektów), to sumarycznie zapłacimy o kilkanaście dolarów więcej, niż za pełną wersję kupioną od razu. Dokładną różnicę w cenie zapłacimy tylko wówczas, gdy zrezygnujemy i odinstalujemy Essentials. To jednak nie jest jeszcze cały "haczyk" - otóż pewne jest, że będziemy chcieli pełnej wersji. Producent tak przebiegle okroił wersję Essentials, że co i rusz będziemy się "potykać" o ograniczenia, jednocześnie widząc, jak pięknie mogłoby być. Przykład? Pierwszy z brzegu: kontrola. W wersji Essentials mamy do wyboru kilka przygotowanych profilów kontroli (czyli w jednym dynamiką sterujemy kołem modulacji, w innym - nożnym pedałem ekspresji, w jednym za zmianę różnych artykulacji legato odpowiada parametr velocity, w innym szybkość gry). I te profile są przygotowane w ten sposób (nie wiem, czy specjalnie, czy to przypadek), że pasuje nam zawsze tylko część przypisań, a często wystarczyłoby zmienić wręcz jedno ustawienie, by było dobrze. Ale nie można - wersja Essentials nie pozwala na edycję!

Inny przykład to brakujące artykulacje. Na stronie producenta można przejrzeć różnice między wersjami i teoretycznie nie wygląda to źle. Troszkę brakuje tego i owego, ale myślimy sobie: "da się z tym żyć". No i okazuje się, że się nie da. Albo późniejsze "rzeźbienie" we właściwościach parametrów doprowadza do furii, podczas gdy w pełnej wersji można pewne rzeczy po prostu zagrać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że akurat na YouTube brakuje filmów dotyczących wersji Essentials - i skoro tylko mogłem tę wersję wypróbować, już wiem dlaczego. Bo zwyczajnie bardzo trudno jest zagrać piękną i realistyczną frazę w tej wersji, zaś jeśli nawet ktoś tę wersję kupił, to chętnie szybko przesiadł się na wersję pełną (a że za zrezygnowanie z Essentials, jak pisałem, przysługuje zniżka, większość pewnie machnęła ręką na możliwość zachowania Essentials).

Nie oznacza to, oczywiście, że Essentials jest wersją beznadziejną i do niczego się nie nadaje. To nadal 5GB świetnych próbek, z których da się wykrzesać piękne frazy, ale wymaga to pracowitego programowania i stalowych nerwów (czasem, mimo tego, że modulacja i ekspresja były zaprogramowane co do punktu, to z braku odpowiedniej artykulacji (jak się domyślam) linia melodyczna miała dziwne skoki głośności, co trzeba było obchodzić różnymi sztuczkami). Pełna wersja jest po prostu dużo przyjaźniejsza.

Podsumowanie

Czy poleciłbym Joshua Bell Violin komuś szukającemu realistycznego brzmienia skrzypiec? Oczywiście, że tak. Biblioteka brzmi kapitalnie i nikt nie powinien się czuć zawiedziony. Ostatnio wprawdzie wyrosła jej konkurencja w postaci Native Instruments Stradivari i podejrzewam, że świat podzieli się na zwolenników jednej lub drugiej opcji. Wprawdzie pretendentów do korony króla symulacji skrzypiec jest więcej, ale te dwie biblioteki są godnymi siebie przeciwnikami. Obie w tej samej cenie... hm... To będzie trudny orzech do zgryzienia!

piątek, 31 lipca 2020

[T] SWAM Solo Woodwinds - drewniane dęciaki

Dzięki uprzejmości firmy Audio Modeling otrzymałem do testów na cały miesiąc pakiet Solo Woodwinds, czyli zestaw instrumentów dętych drewnianych, w skład którego wchodzą: obój, rożek angielski, klarnet (zwykły i basowy), fagot, kontrafagot, flet, flet altowy, flet basowy i piccolo. Jest to część modelowanych instrumentów, spośród których skrzypce i wiolonczelę z zadowoleniem użytkuję już od dłuższego czasu.

Krótkie wprowadzenie

W odróżnieniu od pakietu Strings, instrumenty dęte drewniane od Audio Modeling nie bazują wyłącznie na modelowaniu fizykalnym, ale też na łączeniu tej techniki z użyciem próbek (ale nie w klasycznym ujęciu, gdzie dla każdego dźwięku rejestrowanych jest mnóstwo sampli). W rezultacie całość zajmuje niecałych 400MB, zamiast gigabajtów, a dodatkowo poddaje się w miarę łatwo modyfikacjom wprowadzanym przez użytkownika.

I myślę, że to jest właśnie najciekawsze, bo dla każdego instrumentu otrzymujemy przynajmniej kilka (a czasem kilkanaście) wariantów brzmieniowych, z których można wybrać ten najlepiej nam pasujący. Dodatkowo - jako że dźwięk jest obliczany - nie ma problemu z uzyskaniem bardzo bliskiego, praktycznie pozbawionego pogłosu brzmienia, co swoją drogą wprawia początkowo w lekką konsternację, jako że instrumenty potrafią brzmieć niezbyt efektownie bez "doprawienia" ich jakimś ładnym pogłosem.

W kręgu moich zainteresowań był przede wszystkim pakiet Double Reeds, czyli aerofony dwustroikowe. Znajdziemy tu obój, rożek angielski, fagot i kontrafagot. Mnie osobiście chodziło o przetestowanie oboju i rożka angielskiego, bo bardzo lubię ich brzmienie. Pamiętam, że brzmieniem oboju "zaraził" mnie Tytus Wojnowicz, który swego czasu wydał bardzo przyjemną płytę "Tytus". Od czasu, gdy postanowiłem zgłębić komponowanie na orkiestrę, szukam wytrwale ładnego brzmienia wirtualnego oboju - wiem na pewno, że taki istnieje w Spitfire Albion One, ale i Nucleus ma się czym tutaj pochwalić. Za to Nucleus nie ma rożka angielskiego, nie ma go także Berlin Inspire 1, a ten instrument polubiłem ostatnio. Ma trochę podobne do oboju brzmienie, melancholijne i nadające się do prowadzenia jakiejś nostalgicznej melodii.

Instalacja

Po zainstalowaniu pakietu, co jest nieco kłopotliwe, bo każdą składową trzeba pobierać i instalować osobno, odpaliłem Reapera i zacząłem testy. Zrazu, jak pisałem wyżej, brzmienie mnie trochę rozczarowało przez swoją "suchość", ale dodałem nieco pogłosu za pomocą FabFilter Pro-R i już grało się dużo przyjemniej.

Nie w każdym instrumencie domyślne brzmienie okazywało się najładniejsze i musiałem nieco posprawdzać dostępne opcje, żeby wreszcie wszystko grało tak, jak tego chciałem. Od tego momentu jednak grałem i grałem, a było to prawie tak samo przyjemne, jak pierwszy kontakt z solowym brzmieniem skrzypiec od Audio Modeling.

Porównania

Gdy już nagrałem się do syta, zacząłem porównania. Załadowałem sobie do Cubase'a wszystkie modelowane instrumenty i zacząłem porównywać je do brzmień pochodzących z innych, dostępnych mi bibliotek. Wtedy dopiero się okazało, jakie duże różnice mogą istnieć w brzmieniach na pozór identycznych. Swoją drogą to bardzo ciekawe: słuchamy jakiejś frazy granej przez klarnet. Jesteśmy pewni, że to klarnet, bo brzmi jak klarnet. Ale przełączając się między bibliotekami okazuje się, że ten klarnet jest wszędzie inny! I to czasem diametralnie, mimo że ciągle brzmi jak klarnet i nie mamy problemu z jego identyfikacją. Podobnie z obojem, rożkiem i tak dalej.

Osobiście na czele ustawiłbym brzmienie z EastWest Hollywood Orchestra Gold, bo rzeczywiście są one świetne. Tyle tylko, że praktycznie nieużywalne z powodu kiepskiego interfejsu użytkownika i długich czasów ładowania. Potem dałbym miejsce na podium Nucleusowi, bo i brzmienie ma ładne, i gra się łatwo. Niestety, w brzmieniach solowych biblioteka ta ma braki, więc siłą rzeczy potrzebuje zamiennika (Berlin Inspire podobnie, ale ma jeszcze mniej solowych brzmień). I tutaj umieściłbym Double Reeds, bo rzeczywiście są bardzo dobre, działają błyskawicznie, dają się dostosować do konkretnych potrzeb i jeszcze umożliwiają wybór konkretnego brzmienia danego instrumentu.

Obsługa

Instrumenty od Audio Modeling mają bardzo zbliżony do siebie interfejs użytkownika. Jest on dość prosty i czytelny, choć przyznam, że część rzadziej używanych opcji przeniósłbym jednak na dodatkową kartę. Trochę irytuje fakt, że po załadowaniu instrumentu w programie DAW koniecznie trzeba poruszyć kontrolerem ekspresji, inaczej instrument pozostanie niemy (na szczęście wyświetla się stosowne okienko, które przypomina o tym obowiązku). Instrukcja wprost mówi, że bez kontrolera ekspresji instrumenty zwyczajnie NIE BĘDĄ działać w trybie gry na żywo i trzeba się z tym pogodzić.

Nie zaobserwowałem żadnych problemów z przywoływaniem ustawień po załadowaniu projektu do programu DAW, wszystko działało sprawnie i bez kłopotów, pod tym względem jest zatem wzorowo.

Krótkie podsumowanie

No cóż, okres testowania dobiega końca - mam naprawdę pozytywne wrażenia z tego czasu. Nadal uważam, że modelowanie to przyszłość, jeśli chodzi o wirtualne instrumenty, zwłaszcza takie, które mają "udawać" fizyczne odpowiedniki. Może jeszcze nie wszystko brzmi na 100% realnie, ale już na przykładzie skrzypiec (czyli SWAM Violin) udało mi się kilka osób "oszukać", że gra bardzo dobra wersja samplowana z jakiejś drogiej biblioteki - podobnie było z solówką graną na oboju z utworu poniżej. Oczywiście prawdziwy muzyk uzbrojony w porządny kontroler zagrałby to jeszcze lepiej, wystarczy posłuchać próbek w internecie, żeby się o tym przekonać. Potencjał jest wielki i ja zdecydowanie jestem zwolennikiem instrumentów od Audio Modeling. To solidny kawałek oprogramowania dla każdego muzyka szukającego brzmień orkiestrowych, a jego jedyną poważną wadą jest zabójcza cena. Gdybym tylko mógł sobie pozwolić już nawet nie na pełny pakiet Solo Woodwinds, ale choćby same Double Reeds, kupiłbym je i dziś. Pozostaje czekanie na Czarny Piątek albo świąteczne przeceny...