wtorek, 26 lutego 2019

Expectation na CD

Dzisiaj doszła paczka z nagranymi płytami CD "Expectation". Po raz pierwszy jestem mocno rozczarowany - niestety, pretensje mogę mieć jedynie do siebie... albo do Photoshopa. Ale po kolei...

Najważniejsze, czyli muzyka, została nagrana prawidłowo, więc przynajmniej w tym, co najistotniejsze, płyta nie zawodzi. Czyli jest tak, jak chciałem, a jeśli brzmienie nie jest idealne, to głównie dlatego, że nie potrafię lepszego w obecnej chwili uzyskać.

Gorzej z okładką - zawiera dwa poważne błędy: lista utworów z tyłu jest wydrukowana zaledwie w 2/3, zaś tekst wiersza "Lullaby" w ogóle prawie zniknął. To wynik błędnego eksportu do formatu pdf, wymaganego przez "tłocznię". Okładka w samym Photoshopie wygląda w porządku, ale konwersja do pdf zawiera wspomniane błędy. Nie zauważyłem ich przy zatwierdzaniu i dałem zielone światło na druk - stąd też nie mam szans na reklamację. Cóż, gorzki jest smak własnej głupoty - pozostaje tylko nadzieja, że w przyszłości to doświadczenie zaprocentuje i DOKŁADNIE sprawdzę wszystko trzy razy.

Tak czy inaczej, płyty stały się faktem - nie będę robił poprawek, bo to i tak bezcelowe. Najważniejsze, że słychać to, co miało być słychać.

piątek, 22 lutego 2019

IK Multimedia - Niezbyt czyste zagrywki

IK Multimedia to producent sprzętu i oprogramowania muzycznego, np. cenionego Miroslav Philharmonik Orchestra, MODO Bass, SampleTANK czy interfejsów iRig. Do jakości software'u, np. wtyczek z zestawu T-RackS, nie mam zastrzeżeń - używam i chwalę sobie. Sprzętu nie mam, ale z testów, które czytałem, to też bardzo solidne produkty. Ale...

Zgrzyt pierwszy

Zgrzyt pierwszy dotyczy sposobu instalacji i autoryzacji - a ten jest w przypadku oprogramowania IK Multimedia dość zagmatwany i momentami kuriozalny. Żeby użyć jakiejś wtyczki efektowej, nie wystarczy jej zainstalować. Trzeba najpierw zainstalować Authorization Managera, a potem specjalny program CustomShop. Dopiero w tym programie możemy "kupować", czyli aktywować poszczególne wtyczki - aplikacja synchronizuje się z naszym kontem i "widzi", do czego mamy dostęp.

Przyznam, że rozwiązanie IK Multimedia jest mocno irytujące, bo są to już dwie aplikacje, które lubią się "przeterminować" i wymagają aktualizacji - a do normalnej pracy w ogóle nie są przecież potrzebne.

Zgrzyt drugi

Ten zgrzyt jest dużo poważniejszy i właśnie "na dniach" się z nim zetknąłem. Zaczęło się od tego, że serwis AudioPlugin.DEALS zaoferował za darmo bank brzmień Memory-V do syntezatora IK Multimedia o wymownej nazwie Syntronik FREE. To brzmienia legendarnego Memorymooga, czyli rzecz nie do pogardzenia. Wypełniłem formularz, dostałem numer seryjny i przystąpiłem do instalacji. Trwało to długo, bo musiałem pobrać Authorization Managera i - osobno - dwa pliki brzmień (każdy po ok. 2GB). I dobrze. Ale będąc w dziale z moimi produktami IK Multimedia przypomniałem sobie, że mam też kupiony niegdyś bank 99 z brzmieniami Yamahy SY-99. No to myślę sobie: "Pobiorę i może coś z tych dwóch instrumentów wycisnę ciekawego". No i się nie udało, bo... 99 się przeterminował.

"Przeterminowanie" oznacza, że nie działa link pobierania. Zadziała, jeśli zapłacę jeden tzw. reactivation credit. Rzecz w tym, że "kredyty" można kupować tylko w paczkach, a najmniejsza paczka to koszt 30 euro. Podsumowując: żeby pobrać legalnie zakupiony produkt, muszę jeszcze raz zapłacić producentowi. I to niemałą kwotę - sam 99 kosztuje obecnie 60 euro.

Uprzedzam też, że tak, widziałem, podczas zakupu pojawia się informacja, że link do pobrania ma ważność 180 dni - jednak bazując na doświadczeniach z innych firm (i logice) użytkownik może łatwo założyć, że "w razie czego" support pomoże i link (za darmo) odnowi. A już wymuszanie zakupu pakietu 25 creditów, choć potrzebny jest tylko jeden, to - moim skromnym zdaniem - ta tytułowa niezbyt czysta zagrywka, tym bardziej, że samo IK Multimedia ma jeszcze "wirtualną walutę" w postaci tzw. JamPointów, przyznawanych jako bonus za zakupy. Czy nie można by użyć po prostu tych punktów? No nie, bo to tylko "wirtualne punkty", a nie żywa gotówka...

Konkluzja

Przyznam, że pierwszy raz spotkałem się z podobną taktyką producenta. Miałem już do czynienia z wygasającymi linkami, np. tak się dzieje przy zakupie banków brzmień Luftrum - ale wystarczy napisać do supportu i za chwilę dostaje się mailowo nowe linki. Także inni producenci, np. Impact Sounds, dbają o klienta i umożliwiają pobranie zakupionego oprogramowania, nawet gdy oryginalne linki już nie działają. A tu, jak widać, można na tym jeszcze biznes zrobić... Przykre to bardzo.

czwartek, 21 lutego 2019

Po co mi ta muzyka?

Ostatnio w facebookowej grupie Produkcja muzyczna - homerecording rozgorzała dyskusja, dlaczego w ogóle obecnie ludzie "robią" muzykę. Teza była taka, że przecież to się kompletnie nie opłaca, bo serwisy streamingowe płacą grosze (jeśli w ogóle), konkurencja duża i w zasadzie zdecydowana większość twórców jest skazana na zignorowanie przez rynek i słuchaczy. Teza śmiała, ale w dużej części chyba prawdziwa...

Według mnie są dwa podejścia do tworzenia muzyki: komercyjne i hobbystyczne. Komercyjne zakłada naturalnie zarabianie na swojej muzyce (a może wręcz utrzymywanie się z niej) i wymaga bardzo dużego zaangażowania (czasu, ale także pieniędzy) i jako takie w moim przypadku w ogóle nie wchodzi w grę.

Ja zajmuję się muzyką wyłącznie hobbystycznie i można nieco złośliwie powiedzieć, że nie tylko nie zarabiam, ale wręcz dokładam do interesu - ale tak jest chyba z każdym hobby. Robi się to dla przyjemności i własnej satysfakcji. Wierzcie lub nie, ale nawet taka samodzielnie "wytłoczona" płyta w zawrotnym nakładzie dwudziestu sztuk potrafi ucieszyć - no i ładnie wygląda na półce.

Przede wszystkim jednak tworzenie muzyki jest nad wyraz przyjemne. Jeśli do głowy wpadnie jakiś pomysł, siadasz sobie przy instrumencie i zaczynasz ten pomysł urzeczywistniać, krok po kroku. Albo inaczej: siadasz przed instrumentem, włączasz jakąś inspirującą barwę (dla mnie taką jest barwa pianina) i brzdąkasz to i owo, aż coś w głowie "zaskoczy" i zaczną pojawiać się coraz to nowe pomysły (to właśnie na takie sytuacje przydaje się funkcja retrospective recording, obecna w niektórych programach DAW, która po prostu daje możliwość zapisania ostatnich granych 10-15 minut, jeśli uznamy, że coś fajnego nam "wyszło"). Mnie się często zdarza, że po prostu siedzę i gram, sprawdzam sobie nowe brzmienia, nowe kombinacje akordów - nawet bez zapisywania czy tworzenia z tego jakichś utworów. Takie granie tylko i wyłącznie dla przyjemności.

A jeśli uda się wreszcie nagrać - jak to nazywam - sedno utworu, można później dowolnie długo siedzieć nad nim i "rzeźbić" - rozwijać jedne pomysły, usuwać inne, rozbudowywać lub upraszczać. Zmieniać barwy, dopracowywać szczegóły. A na koniec, gdy już strona muzyczna jest gotowa, pozostaje "szlifowanie" za pomocą miksowania i masteringu. A na koniec można komuś utwór zaprezentować i cieszyć się (lub nie) z efektu.

W moim przypadku dochodzi jeszcze jedna motywacja: zdobywanie nowych umiejętności. Album "Via" pozwolił mi na poznanie nowego oprogramowania DAW (FL Studio) oraz umożliwił testowanie wielu różnych instrumentów oraz kontrolerów sprzętowych. Miałem też sposobność przekonać się, czy po ćwierćwieczu jestem nadal w stanie nagrać muzykę.

Płyta "Runaway" to z kolei nauka konsekwencji w działaniu, pierwsze wysiłki w miksowaniu i masteringu oraz próba współpracy z prawdziwą wokalistką (niestety, tylko częściowo udana). "Flashback" to z kolei praca w warunkach mocno spartańskich, bez dobrego odsłuchu, to także powrót do Cubase'a jako aplikacji DAW i mnóstwo pracy nad aranżacjami.

Koniec końców "Expectation", która nie jest już udowadnianiem komukolwiek czegokolwiek. To już praca na spokojnie, podczas której powstało dwa razy tyle materiału, ile ma płyta. To też - mam nadzieję - początek współpracy z innymi osobami. To w końcu płyta, gdzie rzeczywiście długo siedziałem nad miksami i ostatecznym masteringiem, wreszcie osiągając jakieś wymierne rezultaty.

O ile po nagraniu albumu "Via" miałem głupie wrażenie, że już prawie wszystko umiem, to obecnie wiem, że jest całe MNÓSTWO rzeczy, które jeszcze robię źle i mógłbym nauczyć się robić dobrze. Jeśli zatem powstanie nowy album, mam wiele obszarów do testowania i sprawdzania nowych rozwiązań.

I jest jeszcze jedna rzecz, której się przez tych parę lat nauczyłem. To konieczność podładowania akumulatorów. "Runaway" powstała bardzo szybko po "Via" i z perspektywy czasu oceniam, że zdecydowanie za szybko. Zabrakło dystansu, zabrakło pomysłów. Chciałem szybko, szybko udowodnić, że dam radę. Teraz wiem już, że nie warto się spieszyć - dlatego kolejna płyta, jeśli powstanie, będzie rodziła się w długo i spokojnie.

A na koniec link do playlisty w serwisie YouTube, gdzie można posłuchać albumu Expectation - to możliwość dla tych, którzy nie korzystają z innych serwisów.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Expectation nie tylko w BandCamp

Osoby, które niespecjalnie przepadają za serwisem BandCamp, gdzie opublikowałem Expectation, mogą skorzystać już z serwisów streamingowych, czyli Spotify, Tidal, Deezer czy Amazon Music. Lada chwila album powinien być też dostępny w Apple Music. Pełna lista serwisów poniżej:

  • Spotify
  • Apple Music
  • iTunes
  • Google Play/YouTube
  • Amazon
  • Pandora
  • Deezer
  • Tidal
  • Napster
  • iHeartRadio
  • ClaroMusica
  • Saavn
  • Anghami
  • KKBox
  • MediaNet

Życzę przyjemnego słuchania!

czwartek, 7 lutego 2019

Expectation cyfrowo

Dzisiaj opublikowałem mój najnowszy album, czyli Expectation - na razie w postaci cyfrowej, w serwisie BandCamp. Wersja CD się tworzy - trzeba przygotować okładkę i nadruk na płytę, wytłoczyć i tak dalej. Tym niemniej, słuchać już można, do czego gorąco namawiam - a krytyczne uwagi najlepiej zamieszczać w komentarzach!

poniedziałek, 4 lutego 2019

Goodhertz WOW Control

Ostatnimi czasy (no dobrze, trend trwa już ładnych parę lat) muzyczny świat oszalał na punkcie "analogowości", czyli udawaniu, by krystalicznie czyste i precyzyjne cyfrowe dźwięki przypominały te, uzyskiwane na "kultowych" urządzeniach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ma to dodać nowej muzyce jakiejś szlachetności - przynajmniej tak to odbieram, bo zupełnie tego trendu nie rozumiem.

Tak czy owak, sklepy z pluginami VST aż puchną od wszelkiego rodzaju "taśmowych saturatorów", "lampowych emulacji wzmacniaczy" czy innych wynalazków. Mnie zaciekawił Goodhertz WOW Control i napiszę o nim kilka słów.

Co potrafi?

Najprościej można opisać działanie WOW Control jako wirtualnego magnetofonu, przez który przepuszczamy naszą muzykę. A magnetofon - wiadomo - nasyci brzmienie harmonicznymi, trochę osłabi wysokie tony albo doda szumu. Ale to nie wszystko - ten konkretny "magnetofon" potrafi symulować rozstrojenie oraz błędy przesuwu taśmy, co spowoduje powstanie zabawnych (lub nie) zniekształceń, zafałszowań i tym podobnych brudów.

Trzeba uczciwie przyznać, że możliwości w zakresie psucia brzmienia (albo uszlachetniania, zależy od której strony na tę operację spojrzeć) jest tu wcale sporo. Istnieje nawet tryb losowy, który powoduje, że całość brzmi nad wyraz realistycznie, bo nie jest z niczym zsynchronizowana. Złudzenie odsłuchiwania na starym sprzęcie jest bardzo mocne.

Tyle tylko, że...

Jeśli ktoś potrzebuje akurat takiego zabiegu, to rzeczywiście WOW Control jest najlepiej brzmiącym efektem, z jakim miałem do czynienia, zwłaszcza jeśli chodzi o "uszkodzenie" głowicy czy przesuwu taśmy. Brzmi to rewelacyjnie i realistycznie, ale... Na pewno nie jest to efekt dla mnie - głównie przez zaporową cenę prawie 130 dolarów. Poza tym nadal mam uraz z młodości, kiedy za wszelką cenę pragnąłem UCIEC przed podobnymi zakłóceniami, jakie WOW Control wywołuje. Chciałem za wszelką cenę zamienić magnetofon na odtwarzacz CD, między innymi właśnie po to, by taśma mi się nie wkręcała, by nie trzeba było ciągle czyścić głowicy, by nie martwić się buczeniem czy szumami. I do teraz alergicznie wręcz reaguję na wszelkie przycięcia i zakłócenia.

Niemniej dla wielbicieli audiobrudu jest to plugin bardzo wartościowy i jeśli budżet pozwala, a pomysły wykorzystania wypełniają głowę, na pewno warto zainwestować.

czwartek, 31 stycznia 2019

MIDI 2.0

Używacie MIDI? Bo ja używam. Od dawna. Nawet od bardzo dawna. Niemal od samego początku tego standardu, który - przypomnijmy - ma już 35 lat! I co ciekawe, przez ten cały czas praktycznie się nie zmienił, czyli, przynajmniej w teorii, bez problemów możemy podłączyć prawie czterdziestoletni syntezator do współczesnego komputera.

Czym jest MIDI?

Dla tych, którzy z MIDI spotkali się przelotnie lub w ogóle ominęła ich okazja do zapoznania się z tym standardem, małe wyjaśnienie. MIDI oznacza Musical Instrument Digital Interface i jest systemem przekazywania informacji między instrumentami muzycznymi, a właściwie służy do sterowania tymi instrumentami.

Z grubsza rzecz biorąc, chodzi o to, by można było przesłać do lub z instrumentu, który klawisz muzyczny został naciśnięty, z jaką szybkością i na jak długo. Oprócz tego można przesyłać dość sporo dodatkowych parametrów, np. modulację, podtrzymanie (sustain) czy inne parametry, które producent zastosował w swoim instrumencie. Lista tych parametrów obejmuje 128 pozycji.

Wbrew pozorom, MIDI zmieniło bardzo wiele w kontekście możliwości sterowania urządzeniami - zamiast dedykowanych rozwiązań poszczególnych producentów (niezgodnych między sobą), dostaliśmy coś, dzięki czemu urządzenia "dogadują się" ze sobą.

Oczywiście nie jest też tak, że MIDI przez ten cały czas W OGÓLE się nie zmieniło - pojawiły się standardy General MIDI czy możliwość przesyłania danych sysex, były to jednak rozszerzenia bazujące na istniejących rozwiązaniach (np. General MIDI po prostu porządkowało w określony sposób numery brzmień instrumentów).

Po co wersja 2.0?

Skoro jest już tak dobrze od 35 lat, po co wprowadzać zmiany? Ano okazuje się, że przydałoby się kilka rozszerzeń istniejącego standardu, na przykład:

  • komunikacja dwustronna między urządzeniami
  • szybszy transfer danych przez MIDI
  • 16 bitowe velocity (dotychczas 7 bitowe)
  • 32 bitowe wartości kontrolerów (dotychczas 7 bitowe)
  • konfiguracja połączenia (automatyczne ustalenie zgodności)
  • 16 grup po 16 kanałów MIDI (dotychczas 1 grupa 16 kanałów)
  • możliwość ustawiania dowolnych zdefiniowanych właściwości instrumentów poprzez MIDI (Property Exchange)

Wydaje się zatem, że mamy "powtórkę z rozrywki", bo część tych funkcjonalności (np. sterowanie czy transfer pewnych danych) poszczególni producenci już rozwiązali we własnym zakresie, podłączając instrumenty za pomocą USB i stosując własne sterowniki/nakładki/edytory. MIDI 2.0 ma zatem znów uporządkować to wszystko i ułatwić pracę np. twórcom DAW.

Tak czy owak kluczową rzeczą przy wprowadzaniu wersji 2.0 będzie utrzymanie wstecznej zgodności - nowy standard MUSI być zgodny z tymi dziesiątkami tysięcy urządzeń, które już od dziesięcioleci są na rynku.

Spokojnie

Chociaż prace nad nową wersją trwają już jakiś czas, nadal jesteśmy daleko od praktycznej implementacji. Tym niemniej wydaje mi się, że zmiany idą w dobrym kierunku i jeśli zostaną wprowadzone sensownie i bez zaburzania zgodności, to będą wartością dodaną.

Czekamy w takim razie na pierwsze praktyczne testy.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Flashback na CD

Prace nad "Expectation" są w zasadzie skończone, postanowiłem zatem wrócić do albumu "Flashback", który - jako miksowany na słuchawkach podłączonych do laptopa - brzmieniowo podoba mi się najwyżej średnio... Jednak nie tylko ogólne brzmienie jest tu problemem.

Co jest do zrobienia?

Plan jest taki, żeby wszystkie utwory odsłuchać raz jeszcze, a dysponując obecnie lepszym odsłuchem (i także wiedzą, bo sporo rzeczy się przez ten prawie rok nauczyłem) zrobić ponownie miks oraz mastering. To nie wszystko, w planach są przynajmniej cztery zmiany.

Po pierwsze chciałbym ujednolicić format projektów - większość jest nagrana w Cubase, ale trzy - w FL Studio. Wzorem Caravan z "Expectation", chciałbym te trzy utwory przenieść do Cubase, co w zasadzie już się dzieje.

Po drugie kompletnie nowego nagrania wymaga utwór Internal, który był aranżowany i nagrywany "na kolanie", co widać zwłaszcza teraz, z perspektywy czasu. Na pewno nie może zostać w obecnym kształcie - w najgorszym wypadku po prostu zniknie.

Trzecią zmianą będzie modyfikacja Schodów do nieba - to tutaj swój wkład ma mieć JG i jego gitara. Mam nadzieję, że utwór stanie się o wiele lepszy po tym zabiegu.

Czwarta zmiana jest już bardzo hipotetyczna i w sumie jest niezależna ode mnie - poprosiłem JG o przesłuchanie utworu Princess i przemyślenie, czy dałby radę go zagrać na gitarze akustycznej. Jestem bardzo przywiązany do tej kompozycji i chciałbym, żeby nareszcie zabrzmiała tak, jak trzeba.

Na kiedy i po co?

Terminem zakończenia prac na razie się zupełnie nie przejmuję, bo i tak wcześniej na CD wyjdzie "Expectation". Zresztą, "Flashback" jest już wydany w sieci, więc tu zupełnie nie ma presji - wolałbym po prostu doprowadzić go do zdecydowanie lepszego stanu, a już idealne byłoby nagranie na nowo Princess. Raczej przed Wielkanocą nie ma się co spodziewać wydania, a najpewniej odbędzie się to dopiero latem albo nawet po wakacjach.

A po co w ogóle to wszystko? W zasadzie tylko dlatego, żeby wersja na CD była lepsza od tej sieciowej. W końcu to ją właśnie zachowam sobie na pamiątkę oraz rozdam przyjaciołom. To taki gadżet, ale chciałbym, żeby wersja "fizyczna" była jak najlepsza. Skoro do momentu wydania jest sporo czasu, można go poświęcić na szlify. Tym bardziej, że na razie mitycznej weny do kolejnego albumu nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie.

czwartek, 10 stycznia 2019

Plugin, którego nie ma

Kilka dni temu dostałem e-maila z informacją na temat świetnego (jak wynika z treści maila) pluginu o nazwie SPL HawkEye. Specyfikację można znaleźć tutaj, a w skrócie powiem tylko, że to wszechstronne narzędzie pomiarowe. Nawet pobrałem sobie wersję próbną (bo jest) i chociaż cudów nie stwierdziłem, to plugin może się przydać. Cóż więcej?

Otóż rozbawiła mnie jedna rzecz: plugin ma już dwie pozytywne opinie od użytkowników mimo tego, że... nie można go kupić. Tzn. jest to oprogramowanie komercyjne, ale ceny u producenta jeszcze próżno szukać i pluginu kupić się nie da. Obie "wartościowe" oceny są zatem od osób, które - jak ja - pobrały wersję próbną i poużywały jej przez maksymalnie kilka godzin. No, tak się robi marketing!

piątek, 21 grudnia 2018

Expectation - Mastering w Studio One

Jak już wspominałem, prace nad albumem "Expectation" powoli zmierzają ku końcowi. Czas zatem najwyższy zająć się masteringiem materiału. Do tej pory używałem w tym celu Reapera (albumy "Via" i "Runaway") oraz Ozone 8 ("Flashback"), tym razem postanowiłem nie opuszczać Studio One.

Projekt

Studio One ma specjalny tryb "projektowy", służący do przygotowywania finalnego materiału na płytę. Jest on zbliżony do tego, co oferuje Ozone, ale pod pewnymi względami jest według mnie lepszy.

Rzeczy należy zacząć od wygenerowania pojedynczych ścieżek-utworów, pozbawionych w miarę możliwości efektów na kanale sumy. Dobrze jest nieco obniżyć poziom głośności, nawet do -12dB oraz zgrać ścieżkę w rozdzielczości przynajmniej 24 bit.

Przygotowane ścieżki importujemy do nowo utworzonego projektu w Studio One, ustawiając je w odpowiedniej kolejności. Można (a nawet wypadałoby) uzupełnić metadane w rodzaju nazwy wykonawcy czy albumu. I teraz czas na najważniejsze.

Szlifujemy

To, co jest bardzo fajne w masteringu za pomocą Studio One, to możliwość korygowania osobno poszczególnych utworów, a osobno - całości materiału. Dla utworów (po ich zaznaczeniu) możemy wykorzystać sloty insertowe - włączyć jakiś delikatny kompresor czy korektor i "dopieścić" brzmienie. Oczywiście mamy też do dyspozycji suwak głośności, którym łatwo dociągniemy ścieżkę do odpowiedniego poziomu.

Co ciekawe jednak, mamy też do dyspozycji dwie grupy slotów "albumowych", tzn. działających dla wszystkich utworów. Jest to w moim odczuciu bardzo, bardzo przydatne w celu zapewnienia całości spójnego charakteru. Rzecz, oczywiście, jest do zrobienia także w zwykłym DAW, wystarczy posłużyć się efektami na szynie wyjściowej, ale tu jest to bardzo wygodne - wszystko widzimy na jednym ekranie, w bardzo kompaktowej postaci.

Co dalej?

Jeśli brzmieniowo materiał jest już przygotowany, możemy skupić się na albumie jako takim. Warto dobrać odpowiednie pauzy między utworami lub przeciwnie, połączyć nagrania ze sobą (bardzo łatwa w użyciu opcja crossowania!). Warto jeszcze raz przyjrzeć się metadanym i uzupełnić je. Polecam dodać także grafikę np. z okładką albumu - po wygenerowaniu plików wynikowych zostanie ona w nich osadzona i np. wykorzystana automatycznie podczas importu do serwisu SoundCloud.

Studio One daje nam kilka możliwości w zakresie dalszego działania: możemy po prostu wygenerować pliki docelowe w zadanym formacie (np. mp3), możemy umieścić je od razu w serwisie SoundCloud, ale możemy też nagrać płytę CD. I co jest bardzo wygodne, w zasadzie wszystkie te rzeczy robimy zaledwie kilkoma kliknięciami. Koniec z generowaniem plików, przenoszeniem ich do innego programu, tam pracowite układanie ich w kolejności i z odpowiednimi odstępami, z ponownym wpisywaniem metadanych itd. Tutaj wszystko jest pod ręką, już gotowe i jeśli przyłożymy się podczas tworzenia masteringu, to publikacja staje się formalnością.

Mastering na końcu?

Wydaje mi się, że mając do dyspozycji takie narzędzie, można zacząć myśleć o tym, by robić mastering już w trakcie wcześniejszych prac nad płytą. Wówczas już od początku da się kształtować brzmienie całości, a do testów odsłuchowych będzie można generować utwory "po masterze", czyli praktycznie na gotowo. W moim odczuciu to ważne, ponieważ daje szansę na wykrycie potencjalnych problemów już na wczesnym etapie - np. niedopasowanie głośności czy niespójne brzmienie. W moim przypadku dało to możliwość łatwego wypalenia kilku testowych płyt CD z różnych etapów prac do testowego odsłuchu w samochodzie czy na domowym zestawie audio.

Studio One to nie wyjątek

Każdy, kto choćby (jak ja) amatorsko podejmował próby masteringu, z pewnością doceni wygodę, jaką daje Studio One. Niemniej nie jest ono jakimś ósmym cudem świata i wszystko to da się zrobić w dowolnym programie DAW czy w zaawansowanym edytorze audio (np. Acoustica, WaveLab czy wręcz Audacity). Z drugiej jednak strony, skoro i tak utwory powstawały w Studio One (nawet Caravan przeniosłem z dużym trudem z FL Studio!), to wolałem skorzystać z dostępnego i bardzo wygodnego narzędzia. Kupna Studio One wyłącznie do masteringu bym nie polecał może, ale jeśli już je mamy, to... warto wypróbować.

czwartek, 20 grudnia 2018

[O] Arturia Pigments

Pigments pojawił się niczym królik z kapelusza - a przynajmniej ja nigdy wcześniej nie słyszałem ani nie czytałem jego zapowiedzi. I pewnego grudniowego dnia - trach! I jest. Jako że mam okazję przez miesiąc poużywać go zupełnie za darmo w postaci pełnej (a nie jako demo, które wyłącza się po 20 minutach), postanowiłem sprawdzić, czy ten instrument nadałby się do mojego typu muzyki.

Co za diabeł?

Ale czym jest Pigments? To hybrydowy syntezator, łączący pracę normalnych oscylatorów (w liczbie trzech) z syntezą wavetable. Zbudowano go tak, że mamy do dyspozycji dwa "silniki", z których każdy może być typu wavetable albo analogowego (oscylatory). Można korzystać z obu "silników" jednocześnie lub tylko z jednego z nich. Do tego mamy, naturalnie, blok filtra, czy raczej filtrów - bo można włączyć dwa (równolegle lub szeregowo). Co ciekawe, nie są to takie sobie zwykłe filtry, bo możemy zastosować też filtry z emulacji Mini, SEM czy Matrix 12!

Oczywiście, to też jeszcze nie wszystko, bo Pigments daje nam możliwość aplikowania efektów (pogłos, delay, korektor itd.) oraz włączenia sekwencera, pracującego w jednym z dwóch trybów: arpeggio lub sekwencja. Do tego dochodzą po trzy obwiednie, trzy generatory wolnych przebiegów, trzy funkcje (są to graficzne przedstawienia zmiany parametrów w czasie), kombinacje (da się ustawić, jak jeden parametr, np. LFO1, ma wpływać na inny parametr). Są też makra, ale ich nie zgłębiałem, domyślam się jedynie po przejrzeniu ich zawartości, że dają jeszcze większe możliwości łączenia kombinacji parametrów.

Obsługa

Każdy, kto miał do czynienia z jakimkolwiek współczesnym syntezatorem wirtualnym, bez trudu odnajdzie się w Pigments. Okno jest duże i czytelne, a graficzne ukazanie poszczególnych elementów (np. LFO, obwiednie) na bieżąco w małych okienkach znakomicie pokazuje, co dzieje się z sygnałem oraz dlaczego (łatwo np. skojarzyć cykliczne pulsowanie filtra z przebiegiem LFO).

Użytkownicy syntezatorów Arturii poczują się jak w domu, oczywiście można też łatwo skonfigurować sterownik KeyLab do obsługi Pigments (co w sumie nie powinno dziwić).

Brzmienie

I o ile wyżej pisałem o instrumencie bardzo, bardzo pozytywnie, to jednak jego brzmienie mnie nieco rozczarowało. Ale UWAGA! Piszę to w kontekście mojego prywatnego gustu i potrzeb - absolutnie nie oznacza to, że Pigments jest beznadziejny. Wprost przeciwnie, wróżę mu duży sukces wśród wielbicieli ostrego, dosadnego i chropawego brzmienia - pod tym względem bardzo przypomina mi połączenie Thorna i Serum, z tym że Thorn jest głośniejszy, a Serum - hmm - gładszy.

Osobiście liczyłem na bogaty zestaw łagodniejszych brzmień - tutaj ich nie znalazłem.

Oczywiście, wszystko to piszę z punktu widzenia osoby, która NIE TWORZY WŁASNYCH BRZMIEŃ i co najwyżej przerabia gotowce. Co innego siedzenie i eksperymentowanie (lubię!), a co innego szukanie brzmienia do kołaczącego się w głowie pomysłu. Myślę jednak, że sound designerzy oraz osoby, które zawsze opracowują brzmienie od zera, będą z Pigments bardzo zadowoleni.

Podsumowanie

Poużywam sobie jeszcze Pigments, aż nie skończy mi się okres testowy. Bo to przyjemny instrument - nie kojarzę drugiego, gdzie tak dobrze zrealizowano wizualizację dźwięku. Tutaj po prostu dźwięk widać, widać, co go buduje, co i czym jest modulowane. Może to szansa dla mnie, by wreszcie zmierzyć się z sound designem?

wtorek, 18 grudnia 2018

Najnajnaj 2018

Idąc z duchem czasu i obecnymi trendami zdecydowałem się przedstawić mój prywatny ranking używanych instrumentów i efektów VST. Zaznaczam wyraźnie, że nie jest to przegląd rynku, tylko listy posiadanych i używanych wtyczek, więc może tu brakować jakichś popularnych marek. Jest to też przegląd czysto subiektywny, aczkolwiek postaram się jakoś uzasadnić, dlaczego te, a nie inne programy sobie ulubiłem.

Instrumenty

Postanowiłem nie wprowadzać głębszych podziałów (czyli np. syntezatory wavetable, granularne, perkusyjne, paczki sampli itp.). Poniżej znajdziecie pięć moich typów.

Spectrasonics Omnisphere 2 + banki brzmień

Już sama wersja instalacyjna Omnisphere jest niemal kompletnym instrumentem, a co dopiero dozbrojona bankami brzmień od ILIO, ADSR czy Luftrum. Jest tu niemal wszystko, co może przydać się muzykowi i to nie tylko takiemu, który korzysta z "gotowców" - Omnisphere to przecież potężny syntezator, w tym granularny. Zdecydowany numer jeden w kwestii przydatności - nie mam zbyt wielu utworów, gdzie choćby kilka ścieżek nie korzystałoby z tego instrumentu.

Arturia V Collection 6 + AnalogLab 3

Bardzo przydatna kolekcja instrumentów syntetycznych. Można tu znaleźć i piękne pady, i ciekawe leady, arpeggia, basy, a nawet dźwięki perkusyjne. Jeśli zależy nam na wprowadzeniu elementów syntetycznych lub zasymulowaniu brzmienia "klasycznych" syntezatorów, to osobiście polecam. Tak, puryści będą się krzywić, że żadne modelowanie nie odda charakteru oryginalnych instrumentów - i nawet jestem skłonny się z tym zgodzić. Ale konia z rzędem temu, kto w gęstej aranżacji rozpozna, że np. plumkający motyw w lewym kanale gra oryginalny MiniMoog, a nie jego wirtualna replika? Zwłaszcza, jeśli brzmienie będzie okraszone efektami?

Dodatkowy plus za integrację z posiadaną klawiaturą KeyLab 61 Mk2 - edycja brzmień staje się dzięki temu dużo prostsza. A dlaczego opisuję łącznie wersję V Collection oraz Analog Lab 3? Po mając pierwszą, ma się automatycznie i drugą, a czasem wygodniej jest korzystać właśnie z Analog Laba.

Native Instruments Battery 4

To jest moja ulubiona maszyna perkusyjna. Bezdyskusyjnie wygrała z Revolution, Evolution, Drumaxx czy Groove Agent z Cubase'a. Doszło wręcz do tego, że ślad z Battery na pokładzie jest na stałe dodany do używanego przeze mnie szablonu nowego projektu.

Czym mnie "kupiło" Battery? Po pierwsze, mnóstwem świetnych zestawów perkusyjnych. Fakt, że stosuję zwykle brzmienia nieco syntetyczne, stąd wysokie "dopasowanie". Wielbiciele brzmienia akustycznego i tak mają Superior Drummera, którego Battery nie przebije.

Dla mnie jednak barwy pokładowe są świetne, a do tego można łatwo tworzyć nowe zestawy z gotowych lub własnych próbek. Prosta edycja, czytelny interfejs - czego chcieć więcej?

EastWest Hollywood Orchestra Gold

Moim marzeniem jest napisanie jakiejś dającej się słuchać muzyki z wykorzystaniem brzmień orkiestrowych. Na razie próby są dość mizerne, ale uczę się nowych rzeczy i wracam do tematu co jakiś czas. Pod względem brzmienia biblioteka od EastWest jest świetna i chociaż czasem zastępuję ją "chudszą" Berlin Orchestra Inspire, to docelowo i tak zmieniam brzmienie na EastWest.

U-he Diva

Przyznam, że w tym punkcie miałem kłopot - trudno było wybrać między Divą, Repro-5 i Zebrą. Są to moje ulubione syntezatory, najczęściej używane i ich brzmienie najbardziej mi odpowiada. Wprawdzie Diva ma chyba największe wymagania sprzętowe, ale za to też brzmi najlepiej. Jeśli kiedyś na poważniej zajmę się sound designem, to podejrzewam, że będę działał właśnie w którymś z syntezatorów U-he.

Efekty

Oprócz instrumentów w procesie twórczym sięga się także po efekty, które wzbogacają, urozmaicają czy wręcz kształtują brzmienie. Przez lata zdobyłem sporą liczbę całkiem fajnych efektów, często jako darmowe dodatki do czasopism lub tanie dodatki przy okazji innych zakupów. Pięć najczęściej używanych przeze mnie poniżej.

Oeksound Soothe

Jest to zadziwiające narzędzie, które oczarowało mnie od momentu, gdy je tylko uruchomiłem. Wyobraźcie sobie coś, co - włączone - po prostu poprawia brzmienie Waszego materiału dźwiękowego. W taki właśnie "magiczny" sposób działa Soothe - wielopasmowy dynamiczny korektor, który wcale nie jest takim sobie zwykłym korektorem. Analizuje on na bieżąco dostarczany sygnał audio i w zadany sposób eliminuje nieprzyjemne rezonanse, zdudnienia i inne artefakty. Wyrównuje brzmienie, wygładza je, a jednocześnie nie powoduje "zamulenia" - wręcz przeciwnie, wydobywa na wierzch niesłyszane wcześniej szczegóły. Brzmi jak kiepska reklama? Możliwe, ale wypróbujcie wersję testową albo obejrzyjcie filmiki na YouTube.

Osobiście używam Soothe na sumie podczas masteringu do delikatnej korekty i wyrównywania pasma. To jednak nie jedyne zastosowanie - plugin bardzo dobrze sprawdza się również jako deeser.

Valhalla Room

Obecność wtyczki pogłosowej nie powinna nikogo zdziwić - to w końcu jeden z najczęściej stosowanych efektów, a od jego jakości zależy jakość dźwięku wynikowego. To właśnie w Valhalli po raz pierwszy udało mi się własnoręcznie uzyskać jasny i "przejrzysty" pogłos, który nie dudnił i nie brzmiał jak nagrany w mrocznej piwnicy. Oczywiście nie jest tak, że takiego brzmienia nie można uzyskać w innych pogłosach - tutaj po prostu dostępne kontrolki bardzo mi to ułatwiły. Podobnie jak Battery, kanał efektowy z włączoną Valhallą jest częścią składową mojego szablonu projektowego.

FabFilter Timeless 2

Cyfrowych delay-ów jest multum (sam mam ich przynajmniej kilkanaście), ten jednak jest prawdziwym diamentem. Można w nim chyba wszystko, co tylko możliwe w kwestii budowania "linii opóźniającej". Samo przesłuchanie listy presetów jest zadaniem bardzo interesującym, bo czasem uzyskiwany efekt jest daleki od tego, czego przywykliśmy doświadczać po działaniu delaya. Już dawno nie używałem innej wtyczki w tym celu.

SoundToys PanMan

PanMan jest "narzędziem panoramującym". Jeśli kiedyś mieliście pomysł, żeby źródło dźwięku w jakiś rytmiczny lub cykliczny sposób przemieszczało się między kanałami, ewentualnie używaliście w tym celu automatyki, to PanMan będzie dla Was idealnym narzędziem. Ja uwielbiam takie zabawy i dzięki wtyczce od SoundToys mogę łatwo eksperymentować. Bardzo przyjemne i bardzo proste w użyciu narzędzie.

Mushroom Gatekeeper

Gatekeeper to efekt bramkujący. Jego działanie polega na wyciszaniu sygnału zgodnie z zaprogramowanym przebiegiem, dzięki czemu łatwo jest stworzyć rytmiczne struktury nawet z brzmień typu pad. Przyznam, że początkowo w tym celu używałem Volume Shaper 5 od Cableguys, ale ostatecznie to Gatekeeper wygrał.

DAW

Hm, tego porównania nie mogło zabraknąć. DAW to temat-rzeka, a przeprowadzone przeze mnie testy i eksperymenty dowodzą tylko jednego - że tak naprawdę chyba każdy współczesny program tego typu jest w zupełności wystarczający do amatorskiej pracy. Osoby dopiero wybierające powinny sprawdzić tylko, która filozofia pracy najbardziej przypadnie im do gustu: nieliniowość i możliwość gry live (Ableton, Bitwig), liniowy wieloślad (Cubase, Studio One, Reaper, Logic, ProTools) czy patternowość (FL Studio).

PreSonus Studio One 4 Professional

Ostatnio piszę o tym programie sporo, bo to na niego przestawiłem się latem i to w nim powstaje moja najnowsza płyta. Jestem bardzo z niego zadowolony i nie widzę już powrotu do FL Studio czy Bitwiga, przynajmniej na razie. Jedyna wada, czyli brak nagrywania retrospektywnego, zostanie - mam nadzieję - w końcu usunięta.

Cubase 10 Artist

Dla mnie - jedyna obecnie konkurencja dla Studio One. Bardzo podobna filozofia pracy, bardzo podobny sposób obsługi, bardzo podobne możliwości, a do tego nagrywanie retrospektywne "w pakiecie" plus duże możliwości operowania na danych MIDI. W zasadzie mógłbym korzystać z tych dwóch programów wymiennie, to tylko kwestia humoru tak naprawdę. No i może tego, że Studio One jest ładniejsze?

Bitwig 2.4

Wiązałem z tym programem duże nadzieje - naprawdę duże. I w zasadzie sam nie wiem do tej pory, dlaczego się nie udało. Niemniej to bardzo dobry, stabilny i wydajny DAW, a jeśli ktoś lubi pracę live, jak w Abletonie, lub kocha modulowanie wielu parametrów innymi parametrami, to koniecznie musi ten program wypróbować.

A, w sumie wiem, jakie dwie rzeczy mnie zniechęciły: brak nagrywania retrospektywnego oraz... kłopoty z obsługą sprzętu MIDI. Tak, tak, no niby można sobie wszystko oskryptować czy przeszukać internet, ale mnie się już tak bardzo nie chce samodzielnie łatać niedoróbek producentów, że machnąłem ręką.

Cockos Reaper

Ten program jest takim "kandydatem numer dwa" - gdyby nie para "Cubase - Studio One", prawdopodobnie tworzyłbym w Reaperze. To bardzo solidny, wydajny i stabilny program - zbyt wielu rzeczy wprawdzie w nim nie robiłem, ale nie przypominam sobie, żeby KIEDYKOLWIEK odmówił posłuszeństwa, sam się wyłączył (Cubase, patrzę na Ciebie!) ani nie zawiesił (Studio One, pamiętasz?).

W sumie jedyny zarzut, jaki mógłbym tutaj mieć, jest dość niepoważny - ten program strasznie mnie odrzuca swoją szatą graficzną i taką jakąś "zgrzebnością". To głupie, ale tak właśnie jest.

FL Studio 20

To największy "przegrany" mijającego roku - zwłaszcza że jubileuszowa wersja 20 miała szansę na przywrócenie go do łask. I wierzcie lub nie, ale próbowałem. Nawet kilka utworów na nową płytę powstało w FL Studio, w tym opisywany nieraz Caravan (ostatecznie tydzień temu przeniesiony do Studio One). Co zatem poszło nie tak?

Przede wszystkim słaba wydajność, bałagan i kłopoty z wtyczkami. Słaba wydajność jest faktem, bo potwierdziłem to właśnie podczas przenoszenia Caravanu. W FL Studio aranżację dało się odtworzyć bez zacięć dopiero po zwiększeniu bufora karty muzycznej OŚMIOKROTNIE w porównaniu do tego, co miałem ustawione w Studio One. Instrumenty te same, efekty te same, komputer i pamięć te same - wnioski dla mnie są oczywiste.

Bałagan to bardziej kwestia przyzwyczajenia, chociaż moim zdaniem utrzymanie porządku w projekcie wymaga większej pracy w FL Studio niż w innych programach. Brak powiązania między ścieżkami w mikserze, a śladami w oknie aranżacji oraz instrumentami w patternach prowadzi do kłopotliwego przeszukiwania w ramach okna programu, zwłaszcza jeśli otwieramy projekt po jakimś czasie, a nie przyłożyliśmy się należycie do kolorowania i opisywania.

Inne narzędzia dźwiękowe

Podczas pracy z dźwiękiem i muzyką bywają przydatne jeszcze dodatkowe narzędzia. W moim przypadku jest to Total Commander (zarządzanie plikami, backupy, transfer plików między dyskami), Resonic Player (przeglądarka i wyszukiwarka sampli), Foobar2000 (odtwarzacz plików muzycznych, konwerter, uzupełniacz tagów) oraz Acoustica 7 i WaveLab 9.5 (edytory audio).

Podsumowanie

Tak to wygląda w obecnym roku - zapewne w latach ubiegłych "rozkład sił" byłby inny. Na pewno dwa lata temu w kategorii DAW wygrałoby FL Studio, dziś zamykające stawkę. Tymczasem dwie nowości podbiły moje serce: Studio One oraz Acoustica 7. Czy za rok coś się zmieni? Zobaczymy.

niedziela, 9 grudnia 2018

Expectation - Goodnight

Prace nad albumem trwają i w zasadzie zmierzają już ku końcowi. Lista utworów zdaje się być zamknięta, pozostaje szlifować i dopieszczać - chociaż nie tylko. W utworze, który prezentuję dzisiaj, nastąpi na 99% zmiana fragmentu wokalnego, bowiem namówiłem koleżankę do użyczenia głosu, muszę tylko zorganizować czas, by to nagrać i obrobić. Notabene, to poemat "Lullaby" autorstwa Sarah Wilson:

Goodnight,
goodnight
to friends in space
and those on ships
that interlace
with suns and moons
across the sea
of light
that rims
our galaxy.

Goodnight,
goodnight
to all who fly
and those who seek
new worlds in sky
from my home planet
swirled in blue
a long and peaceful
calm to you.

środa, 28 listopada 2018

Expectation - Evening

Kolejny, jeszcze "świeży" utwór na najnowszą płytę. Charakter daleko spokojniejszy niż pozostałe kompozycje, więc będzie to chwila oddechu. Mam wprawdzie pomysł na rozbudowę, ale sam nie wiem, czy iść dalej, czy poprzestać na tym, co jest.

wtorek, 27 listopada 2018

Wyprzedaże, wyprzedaże

Ledwo co się skończył Black Friday, ledwo zamknęliśmy Cyber Monday, a tu proszę:

Po raz kolejny zatem potwierdza się, że nie ma co za bardzo płakać, że się nie zdążyło czegoś kupić w ten jeden weekend - jak widać, okazja do promocji zawsze się znajdzie, bo wiadomo, bez promocji teraz już nikt niczego nie kupi.

No to czekamy teraz na "poświąteczne" wietrzenie magazynów!

Banki czy instrumenty?

Muzyk lutnikiem

Muzycy dzielą się z grubsza na tych, którzy używają gotowych instrumentów oraz tych, którzy lubią popracować nad własnymi brzmieniami. Wieść gminna niesie, że ci drudzy są bardziej ambitni i "każdy powinien tworzyć własne brzmienia od podstaw", z czym akurat się nie do końca zgadzam, dając za każdym razem kontrargument, że skoro tak, to każdy pianista powinien grać na własnoręcznie zbudowanym fortepianie.

Niemniej coś w tym jest, że używane brzmienia wpływają znacząco na styl danego muzyka i jego rozpoznawalność. Stosunkowo łatwo jest "na słuch" rozpoznać Vangelisa, Bilińskiego czy Oldfielda, chociaż moim zdaniem brzmienie to tylko część - liczy się też sposób budowania harmonii, frazowanie, charakter melodii itd.

Serum - jeden z popularniejszych obecnie syntezatorów

Tak czy inaczej zmierzam do tego, że sam osobiście wielkim sound designerem (czyli twórcą brzmień) nie jestem, nie byłem i pewnie nie będę. Czasem, w nowym syntezatorze, coś tam sobie pokręcę, a i zazwyczaj troszkę modyfikuję gotowe barwy, których używam w swoich utworach - no, ale to tyle. Trochę w tym lenistwa, a trochę przesunięcia zainteresowania na tworzenie utworu, a nie brzmień.

PadShop Pro - syntezator granularny

Jeśli nie własne, to co?

Oczywiście, jeśli nie tworzy się własnych brzmień, to pozostaje albo komponować przy użyciu ciągle tych samych, albo zdobywać wciąż nowe w jakiś sposób. No, a jeśli zdobywać, to znów są dwie drogi: albo kupować ciągle nowe instrumenty (w końcu praktycznie każdy ma jakiś zestaw gotowych brzmień), albo kupować banki brzmień dla instrumentów już posiadanych.

Droga kupowania zestawów brzmień staje się kusząca, jeśli mamy w posiadaniu jakiś fajny, elastyczny instrument, dla którego już istnieje wiele różnorodnych banków i ciągle powstają nowe. Obecnie takimi instrumentami są choćby: Zebra 2, Massive, Omnisphere, Sylenth, Serum czy Diva (to z syntezatorów) lub Kontakt czy Falcon (jeśli chodzi o hybrydy syntezatorowo-samplerowe). Warto przejrzeć ofertę takich producentów, jak Luftrum, ADSR czy SoundIron - i lepiej to zrobić, ZANIM zainwestujemy w jakiś instrument.

Co lepsze?

Wydaje mi się - na podstawie własnych doświadczeń - że bardziej ekonomiczne jest raczej rozbudowywanie bazy brzmień dla jednego instrumentu niż rozszerzanie listy syntezatorów lub samplerów. Ta lista i tak nam się rozszerzy, bo nie wszystko da się zrobić jednym instrumentem (np. Sylenth - choćbyśmy nie wiem jak się starali - nie da nam takiej jakości brzmień chóralnych jak np. EastWest Symphonic Choirs).

Poza tym przy takim podejściu, czyli dodawaniu nowych brzmień do posiadanego instrumentu, łatwiej też o szybką naukę jego obsługi - w końcu ciągle widzimy ten sam interfejs użytkownika.

Banki brzmień na każdą okazję

Banki są też relatywnie tanie - o ile nowy, solidny instrument to koszt zwykle 150-200$, to bank zawierający 50-100 brzmień kosztuje zwykle około 10-20$. Dodatkowa zaleta to możliwość "specjalizacji" - np. potrzebujemy brzmienia typu string, to kupujemy odpowiednią bibliotekę. Basy? Pady? Jest tego mnóstwo. W przypadku zakupu całego instrumentu siłą rzeczy część jego brzmień może pozostać niewykorzystana.

Ostateczna decyzja należy do każdego muzyka i okoliczności, warto po prostu wiedzieć, z czego można wybierać.

Expectation - Orbit

Tym razem coś mniej łagodnego, ha!

To jeden z tych utworów, które zostały zainspirowane - w tym przypadku snem. Szczegółów już teraz nie pamiętam, ale generalnie obudziłem się z niezbyt przyjemnym uczuciem uczestniczenia w jakiejś awanturze. I byłem w tej awanturze czarnym charakterem. Sen kończył się ucieczką czy też pościgiem (ale na nogach, więc niezbyt dynamicznym), a jedyną rzeczą, którą zapamiętałem, były wielkie larwy czy coś w rodzaju czerwi z "Duny", które próbowały mnie złapać.

Grozy nie udało mi się oddać, ale pewien niepokój chyba tak. Posłuchajcie i dajcie znać.

poniedziałek, 26 listopada 2018

I po czarnym piątku

W miniony piątek rozpoczęło się szaleństwo przedświątecznych wyprzedaży, które potrwa w pierwszej fali do końca listopada, a w praktyce aż do końca stycznia pewnie. Bo, wiecie, w grudniu będą wyprzedaże bożonarodzeniowe, po Bożym Narodzeniu - czyszczenie magazynów na koniec roku, w styczniu - wyprzedaże noworoczne. Jeśli więc ktoś nie zdążył lub nie był w stanie obkupić się teraz, na pewno w ciągu najbliższych 6-8 tygodni coś jeszcze trafi.

A ja tymczasem postawiłem tym razem zamiast na wtyczki czy programy, przeznaczyć pieniądze na... edukację. I wykupiłem sobie kurs obsługi Cubase w musoneo, bo akurat jest w promocji za 25 złotych. Może się to na pierwszy rzut oka wydawać dziwaczne, skoro obecnie korzystam ze Studio One, a samego Cubase'a używam od ćwierćwiecza - czego nowego mógłbym się dowiedzieć?

Okazuje się jednak, że ten kurs jest bardzo ciekawy - obejrzałem na razie ok. 20 odcinków i, wbrew obawom, dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Zwykle bowiem działam tak, że szukam informacji dopiero wtedy, jak sobie z czymś sam nie poradzę (tylko do Bitwiga przeczytałem całą instrukcję, bo akurat dostałem ją w postaci książki). Można zatem powiedzieć, że posiadam wiedzę wprawdzie praktyczną, ale dość wybiórczą.

Tym razem postanowiłem obejrzeć WSZYSTKIE części kursu, żeby po pierwsze, uporządkować to, co już teraz wiem. Po drugie zaś chcę DOWIEDZIEĆ się o tym, co w ogóle można robić - bo a nuż będą to rzeczy, które nie tylko wykorzystam w praktyce w Cubase, ale w ogóle w każdym programie DAW? I już teraz np. okazało się, że o wiele łatwiej można rozwiązać sprawę nagrywania jakiegoś fragmentu na żywo, z uwzględnieniem ewentualnych kolejnych podejść poprawkowych.

Mam zatem nadzieję, że po ukończeniu kursu będę nie tylko orientował się, co i jak zrobić, ale też będę w stanie część wiedzy przenieść na pozostałe programy DAW. W końcu w większości z nich podobne rzeczy robi się w podobny sposób - i już teraz wiem, że sporo informacji na temat Cubase'a odnosi się też do Studio One (te programy naprawdę są momentami niemal identyczne!). Podsumowując - w tym szaleństwie jest metoda...

czwartek, 22 listopada 2018

Pół roku ze Studio One Professional

No dobrze, może nie pół roku, ale prawie, bo niemal pięć miesięcy używam już PreSonus Studio One Pro. Praktycznie cała płyta "Expectation" powstała właśnie w nim, z wyjątkiem utworu "Caravan" (FL Studio; dopisek z lutego 2019 - przeniosłem także "Caravan" do Studio One, więc obecnie wszystkie utwory z tej płyty mam w jednym DAW). Cóż mogę po tych miesiącach napisać?

Przyzwyczajenie

Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, tak przynajmniej mówią mądrzy ludzie. Coś w tym jest, bo początkowo trudno mi było zrezygnować z FL Studio i Cubase'a. Zwłaszcza że parę rzeczy w Studio One jest zrobionych inaczej i trzeba się było do nich przystosować.

Ostatecznie jednak cała nauka przyszła zaskakująco łatwo i obecnie całkiem swobodnie poruszam się po aplikacji, a położenie większość funkcji już mam opanowane. Zresztą, duża zasługa w szybkości pracy leży po stronie klawiatury od Arturii, która daje dostęp choćby do obsługi "transportu", czyli włączania/wyłączania odtwarzania czy zapisu, cofania operacji itp.

Bardzo fajnie działa edytor MIDI oraz edytor patternów - programowanie perkusji jest niemal tak przyjemne, jak w FL Studio, a to - moim zdaniem - duża pochwała. Na razie mało pracowałem z plikami audio (jedynie dostosowywałem metrum - banalnie proste), więc o współpracy z Melodyne czy RevoicePro nie wiem jeszcze zbyt dużo.

Ścieżki specjalne

Całkowicie jednak "kupiły" mnie funkcje ścieżek akordów i aranżacji. Pierwsza działa tak, że programujemy sobie na specjalnej ścieżce progresję akordów (np. dwa takty d-moll, potem po jednym f-moll i H-dur). I teraz możemy zaznaczyć dla ścieżek konkretnych instrumentów, żeby program "pilnował" pozostawania w ramach danego akordu (automatycznie przesuwają się nuty na właściwe pozycje). Oczywiście, rzecz jest odwracalna, tzn. po wyłączeniu mamy nagrany przez nas materiał.

Co ciekawe, można to zastosować także do materiału audio, aczkolwiek nie przynosi to bardzo ciekawych efektów. Inna sprawa, że Studio One pozwala z materiału audio te progresje akordów... wydobywać i przerzucać do ścieżki!

Ścieżka aranżacji to coś, co doceniłem dopiero po pewnym czasie. Zwykle utwór zbudowany jest z podobnych części: najpierw jest wstęp, potem np. pierwsza zwrotka, refren, druga zwrotka, mostek, refren dwa razy i zakończenie. Zwykle w programach DAW można w celu ułatwienia sobie nawigacji powstawiać znaczniki (markery), odpowiednio nazwane - żeby nie było, w Studio One też można tak pracować. Zdecydowanie lepiej jest wykorzystać ścieżkę aranżacji. Rysujemy na niej, odkąd dokąd są odpowiednie części, nazywamy je sobie, a nawet kolorujemy i... Czary mary zaczynają się dziać, jeśli chcemy zmodyfikować utwór. Trzeba jeszcze trzeciej zwrotki przed ostatnim refrenem? Przeciągamy zwrotkę i upuszczamy we właściwym miejscu, a cała aranżacja się grzecznie dostosowuje - wszystkie elementy "za" przesuwają się do tyłu i robią miejsce dla nowego elementu. Podobnie możemy fragment usunąć czy powielić. Koniec z bałaganem, koniecznością przenoszenia markerów z miejsca na miejsce (i pamiętania o tym!)

Najgorsze, że dopiero po odkryciu tych magicznych ścieżek w Studio One zobaczyłem, że one są także w... Cubase! Nie tak elastyczne i wygodne, ale są, a ja, przyzwyczajony od ćwierćwiecza do standardowych funkcji programu, nawet ich nie zauważyłem...

Sprawy techniczne

Od strony wydajności nie mam żadnych negatywnych odczuć. Studio One działa w mojej opinii równie dobrze, co Bitwig, a znacznie wydajniej niż FL Studio, które "zapycha" się znacznie szybciej.

Jeśli chodzi o stabilność, to oczywiście nadal króluje pod tym względem Bitwig, za nim zaś utrzymuje się Reaper, jednak do Studio One mam większe zaufanie niż do Cubase, które nawet po przeinstalowaniu systemu potrafi ni z tego, ni z owego po prostu się zamknąć, grzebiąc w zgliszczach tworzony właśnie utwór.

Co uwiera?

Z rzeczy uwierających mam jedną poważną, a dwie kosmetyczne. Pierwsza uwaga kosmetyczna związana jest z jakimś problemem na styku Studio One-Omnisphere. Wszystkie dotychczasowe zawieszenia się aplikacji PreSonusa wystąpiły podczas prób współpracy z Omnisphere. Niewykluczone, że wina leży po stronie wtyczki, jednak z żadnym innym DAW problemu nie ma. Przy czym dodam, że Omnisphere normalnie działa i korzystam z tej wtyczki z powodzeniem, jednak oduczyłem się zmieniania brzmień podczas odtwarzania utworu - właśnie bowiem wtedy Studio One lubiło się zawiesić.

Druga drobnostka to mała liczba funkcji do przetwarzania zdarzeń MIDI - pod tym względem potęgą jest Cubase, który posiada mnóstwo, czasem dziwacznych, funkcji zmieniających w jakiś sposób zdarzenia MIDI (np. odwracanie kolejności czy jakieś operacje logiczne). Fajnie, gdyby programiści PreSonusa trochę popracowali nad podobną funkcjonalnością.

Rzecz poważna to brak nagrywania retrospektywnego. Bardzo mi to doskwiera, nawet nie spodziewałem się, jak bardzo. Okazuje się, że tak pracuje mi się najlepiej - włączyć jakąś ciekawą barwę i grać, próbować, testować. Oczywiście, na razie obchodzę to, po prostu włączając rejestrację na wybranym śladzie. Zdecydowanie jednak wolałbym mieć możliwość przywołania z pamięci tego, co udało mi się zagrać. Pod tym względem tęsknię za Cubase...

O wersji Professional

Używam wersji Professional i w zasadzie tylko taką mogę polecić, a wszystko z uwagi na fakt idiotycznego w mojej opinii ograniczenia wersji Artist i Prime. Nie mogą one używać wtyczek VST - Prime w ogóle, Artist może, ale tylko z płatnym dodatkiem. Jeśli PreSonus zapragnął, by jego aplikacja była niszowa, wybrał doskonałą drogę. Jest to o tyle dziwne, że właśnie wersja Artist jest dodawana za darmo do różnego rodzaju sprzętu jako bonus - idę o zakład, że większość osób, kiedy tylko zorientuje się, że nie można korzystać z VST, wyrzuca ją z dysku.

Pomijając nieszczęsne VST, i tak warto rozważyć wersję Professional zamiast Artist, a to ze względu na opisywane wyżej ścieżki akordów z możliwością wyciągania akordów z klipów audio, na możliwość współpracy z formatem AAF, możliwość masteringu, pełną wersję Melodyne itp. - pełną listę porównawczą znajdziecie na stronie producenta.

Naśladowcy

Na dniach wyszła wersja 10 Cubase. I z tego, co widziałem na prezentacjach, wprowadzone w niej zmiany są wzorowane właśnie na Studio One - wygodne wyszukiwanie i grupowanie wtyczek, łatwa edycja audio (fakt, że w Cubase "natywna", bez wspomagającej aplikacji w rodzaju Melodyne), organizacja śladów, podczepianie wtyczek itp. Może po prostu zaktualizować się do "dziesiątki", to będę miał najlepsze z obu programów? Hm...

Tak czy inaczej, Studio One Professional z pewnością jest warte uwagi, bo zdecydowanie łatwiej było mi się przesiąść na nie niż swego czasu na Bitwiga. Gdyby tylko programiści dodali nagrywanie retrospektywne, byłby niemal ideał!.

Expectation - Cass

Ostatnio nie mam dobrych warunków do muzycznej pracy - słabe samopoczucie i zmęczenie, a za oknem listopadowa szarość. To jednak nie znaczy, że Studio One się kurzy - nawet jeśli nie powstaje nic ciekawego, to przynajmniej uczę się nowych rzeczy, o czym zresztą napiszę pewnie wkrótce parę słów.

Tymczasem wrzucam muzyczny drobiazg, takie niezobowiązujące plumkanie na listopadowy wieczór. Miłego słuchania!