Czarny piątek już za miesiąc
Tradycyjnie, jak chyba co roku, z pewnym wyprzedzeniem piszę na temat tzw. "czarnego piątku", czyli konsumpcjonistycznej tradycji wyciągania z naszych kieszeni pieniędzy, których normalnie byśmy nie wydali. I znów pobawię się w planowanie zakupów, żeby później mieć pretekst do napisania posta o realizacji tych planów. Jałowe rozważania Trzeba sobie jasno powiedzieć dwie rzeczy: że nie potrzebuję już w zasadzie niczego i że "czarny piątek" już jakiś czas temu przestał być jakimś szczególnym dniem w roku. Piszę "dniem"? Tygodniem, a nawet miesiącem - jestem pewien, że już od pierwszego listopada zobaczymy w wielu sklepach wyprzedaże "czarnopiątkowe", które potrwają do końca listopada, a potem przedłużą się aż do połowy grudnia, by w końcu wejść w promocje świąteczne, poświąteczne, noworoczne i przez ferie zimowe dobrnąć do promocji wiosennych i wielkanocnych, a stamtąd - wiadomo - już tylko mały skok do końca roku szkolnego, wyprzedaży wakacyjny...