czwartek, 21 stycznia 2021

[T] Spitfire BBC Symphonic Orchestra - aktualizacja 1.2.0

Proszę, proszę, nowy rok przywitał nas bardzo miłą niespodzianką - aktualizacją biblioteki BBC Symphonic Orchestra do wersji 1.2.0. Dla użytkowników wersji Professional aktualizacja jest dostępna od 15 stycznia, dla wersji Core - od 18 stycznia. Bardzo szczegółowe informacje (w tym o samym sposobie aktualizowania) można znaleźć na stronie producenta, ja zaś tylko pokrótce powiem, czy i dlaczego warto.

Warto!

Po pierwsze, warto dlatego, że został zaktualizowany sam program biblioteki (czyli jego wizualna powłoka). Poprawiono czasem występujący błąd związany z przypisywaniem vibrato do kontrolera CC, wydaje mi się też, że lepiej działa odświeżanie listy brzmień (kilkukrotnie wystąpiły u mnie problemy z przewijaniem, zwłaszcza kiedy dodałem do listy własne warianty).

Po drugie, co się raczej rzadko zdarza, dostajemy pakiet zupełnie nowych brzmień. Gwoździem programu są brzmienia tłumionych instrumentów dętych w artykulacjach long, staccatissimo oraz marcato. W ten sposób wzbogacono trąbki, waltornie i puzony, zarówno w wersjach solowych, jak i w grupach.

Jakby tego było mało, dodano artykulację extended legato do oboju, klarnetu, fagotu, trąbki, waltorni i puzonu tenorowego, zaś dla fletu, skrzypiec (obu grup), altówek, wiolonczel i kontrabasów poprawiono dostępne do tej pory legato.

Dużo dobrego

Nie dziwi zatem, że aktualizacja dla wersji Core zabiera ponad 1,5GB, zaś dla wersji Professional aż 36GB(!). Pobrać jednak warto, bo zupełnie za darmo rozszerzamy paletę dostępnych brzmień.

A poniżej relacja nieocenionego Guya Michelmore'a:

piątek, 15 stycznia 2021

[T] Arturia V Collection 8

No i proszę, mija miesiąc od czasu, gdy testowałem AnalogLab V, a tu dzięki uprzejmości firmy Arturia mam okazję przetestować pełną wersję V Collection 8. Zalogowałem się zatem na konto programem Arturia Software Center i pobrałem pełne wersje nowych syntezatorów (czy też nowych wersji istniejących syntezatorów): Emulator II, Jun-6, Jup-8 V4, OB-Xa, Stage-73 V2 i w końcu Vocoder. Uruchomiłem zatem wierne Studio One 5 i... rozczarowanie!

Vocoder

Rozczarowanie, bo okazało się, że Studio One 5 nie potrafi wysyłać sygnału audio do wtyczek instrumentalnych, co automatycznie wyklucza wykorzystanie Vocodera w sposób najbardziej oczywisty - czyli poprzez podłączenie do niego ścieżki wokalnej (albo śpiewanie wprost do mikrofonu). Na szczęście robi to Cubase, więc przeniosłem się do niego i wtedy Vocoder pokazał, na co go stać! Zaznaczę tylko, że w Studio One też można oczywiście korzystać z Vocodera, jednak wówczas dostępny jest tylko tryb z odtwarzaniem próbek umieszczonych wprost w instrumencie, a nie "podlinkowanych" ze ścieżki audio.

W Cubase sprawa była prosta - wystarczyło w oknie Vocodera włączyć side-chain z kanału audio, gdzie miałem podpięty mikrofon, zaś na kanale mikrofonu włączyć monitoring i gotowe! Zacząłem więc grać i gadać, i powiem Wam, że zabawa jest naprawdę przednia! Dawno się tak nie bawiłem podczas tworzenia muzyki - no, zgoda, nic ambitnego w ten sposób nie powstało wprawdzie, ale parę pomysłów i owszem.

Sam Vocoder jest bardzo elastyczny - można go zasilić albo żywym sygnałem z osobnej ścieżki, albo samplami, zaś sygnał nośny (carrier) dostarcza sam z wbudowanego syntezatora. Szkoda, że nie da się go zastosować jako efektu, gdzie dałoby się go ustawić na jakiejś grupie, do której można by przekierować dwa sygnały audio - jeden z sygnałem modulującym (głos) i drugi z sygnałem nośnym (syntezator). No, ale jeśli komuś trzeba takiej funkcjonalności, zawsze może się ratować TAL Vocoderem.

Siedziałem strasznie długo nad tym instrumentem, bo możliwości jest tu całkiem sporo - można np. korygować wysokość dźwięku, czyli "śpiewać od linijki". Można okraszać sygnał wyjściowy efektami, konfigurowanymi równolegle lub szeregowo. Można konfigurować poszczególne pasma częstotliwości, jest też dostępny filtr i pokrętło Dry/Wet do ustalenia proporcji między głosem wchodzącym a przetworzonym. Samo przesłuchanie przygotowanych presetów może zająć bardzo dużo czasu, zwłaszcza jeśli nie odtwarzamy jakiegoś sygnału, tylko na bieżąco gadamy lub śpiewamy do mikrofonu. Trochę szkoda, że przełączenie presetu praktycznie zawsze włącza tryb pobierania sygnału modulacyjnego z samplera, więc korzystając z mikrofonu trzeba ciągle przełączać tryb na Voice (nie znalazłem możliwości zablokowania tego ustawienia).

Generalnie już teraz mogę zdradzić, że to zdecydowanie mój faworyt spośród nowości wersji 8 - i się zastanawiam, czy on sam nie byłby argumentem za tym, aby dokonać aktualizacji - gdyby tylko nie była ona tak kosztowna...

Stage-73 V2

Przyznam, że elektrycznych pianin nigdy nie lubiłem. Nie lubiłem i nie używałem. Aż do albumu Synergy, gdy nagle okazało się, że to są świetne instrumenty! I nie tylko zresztą one, bo elektryczne organy B3 też nagle zyskały w moich oczach. Stage-73 było już we wcześniejszych wersjach (tyle wiem), więc obecna wersja jest czymś w rodzaju aktualizacji - zmieniono silnik odpowiedzialny za generowanie dźwięku. Na szczęście zostawiono też wersję wcześniejszą, więc jeśli ktoś ma starsze projekty, to bez obaw - będą korzystały z dotychczasowych brzmień. Zresztą podobną rzecz zrobiono także w przypadku Jup-8, który też jest dostępny w obu wersjach, starszej i nowszej.

Wracając jednak do Stage-73 - bardzo polubiłem ten instrument. Podczas nagrywania Synergy użyłem tylko raz starszej wersji, a że lista presetów jest różna, nie traciłem czasu na bezpośrednie porównania, tylko od razu rzuciłem się do przeglądania brzmień nowej wersji. I są naprawdę świetne! Good Vibes, The Great One czy The Butterfly Effect to jest właśnie to, czego oczekiwałbym od elektrycznego piana - delikatne, subtelne dźwięki, nie pozbawione jednak głębi. Cudo!

Pianino może być podłączone do pięciu "nożnych" efektów, które można wybierać z listy sześciu dostępnych: chorusa, flangera, phasera, overdrive, delay'a i kompresora. Dzięki temu da się w dość szerokim stopniu kształtować brzmienie instrumentu - zresztą, posłuchajcie fabrycznych presetów, a przekonacie się, że nie tylko delikatne i zwiewne dźwięki Stage-73 potrafi z siebie wydobyć.

Jun-6

Tego instrumentu byłem bardzo ciekaw, bo od kilku lat jestem użytkownikiem TAL-U-NO-LX V2, który jest emulatorem tego samego syntezatora firmy Roland. A że lubię jego brzmienie, postanowiłem sprawdzić, czy da się uzyskać podobne efekty stosując Jun-6 od Arturii.

Na pewno pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne - brzmienie Jun-6 jest pełniejsze, milsze dla ucha. Myślałem, że to zasługa jakichś filtrów, ale po pierwszej próbie uzyskania tego samego na obu emulacjach okazało się, że ciągle Jun-6 brzmi lepiej - i to o wiele lepiej. Co jest grane? Zacząłem porównywać przełącznik po przełączniku - wiadomo, że czasem nie uda się zrobić repliki 1:1, ale brzmienie nie powinno różnić się AŻ TAK. No i po krótkim śledztwie wyszło szydło z worka - otóż Jun-6 ma to, co miał i oryginał, a czego pozbawiono U-NO-LX - tryb unison. I to dzięki niemu instrument Arturii tak bardzo różnił się od konkurenta. Po jego wyłączeniu faktycznie oba sygnały były już podobne, ale jednak TAL było nieco ciemniejszy, pozbawiony takiej przyjemnej "mgiełki" gdzieś w środku i w górze pasma. Mnie się akurat ta "mgiełka" spodobała bardzo, bo zasadniczo lubię jasne brzmienie, więc dla mnie - duży plus syntezatora Arturii. To i tryb unison zdecydowanie stawiają go w moich oczach wyżej od TAL-a, choć wiadomo, są różne gusta. Jeśli ktoś lubi bardziej matowe, surowe brzmienie, znajdzie je właśnie w TAL-U-NO-LX - to bardzo dobry instrument i absolutnie nie zamierzam się go pozbywać.

Jup-8 V4

Kolejna emulacja klasycznego już syntezatora Rolanda nie jest nowością w pełnym tego słowa znaczeniu - V Collection już ją posiadała wcześniej. Teraz jednak ma ona unowocześniony silnik, co powinno przełożyć się na dużo wierniejsze oryginałowi brzmienie. Z mojego punktu widzenia nie ma to jednak absolutnie żadnego znaczenia, bo i wcześniejsza wersja była dla mnie czymś wyśmienitym. Zwyczajnie nie posiadam i nie posiadałem oryginału, zaś wersja V3 brzmiała rewelacyjnie.

W tym wypadku podoba mi się, że twórcy postanowili wyposażyć wersję V4 w zupełnie nowy zestaw presetów. Utrudnia to wprawdzie bezpośrednie porównanie z poprzednikiem, ale dla chcącego nic trudnego, wystarczy wystartować od bazowych ustawień "Default" i skonfigurować oba instrumenty jednakowo. Nie jest to proste, bo panel wewnętrzny (w nowej wersji: Advanced) wygląda dość odmiennie. Przy mojej próbie starsza wersja brzmiała bardziej ostro i chropowato, nowa - podobnie jak przy porównaniu Jun-6 z TAL-U-NO-LX - bardziej miękko, jakby miała więcej harmonicznych.

Myślę, że nie ma co tu się doszukiwać jakichś teorii spiskowych - zamiast jednego instrumentu mamy dwa, różniące się charakterem brzmienia. Nic, tylko się cieszyć!

Emulator II

Następny w kolejności był Emulator II. To zasadniczo bardzo ciekawy instrument - niektóre brzmienia są bardzo przyjemne i frapujące, jednak kompletnie brakuje mi chęci eksperymentowania z nim. Przesłuchać presety - i owszem, ale już dłubać w ustawieniach innych niż efekty? Może to przez to, że nie przepadam za samplerami, a Emulator w sumie tym właśnie jest. Tak czy owak, znalazłem w nim parę ciekawych brzmień, na które może i miałbym jakiś pomysł w przyszłości, jednak teraz - nie, na pewno nie wypadł tak intrygująco, jak choćby Synthi przy okazji debiutu V Collection 7. Dla mnie osobiście najsłabszy w całym zestawieniu - co oczywiście nie znaczy, że jest słaby.

OB-Xa

I tu mam poważny dylemat, bo o tym instrumencie rozmyślałem od chwili jego premiery. Gdyby nie zaporowa cena, przewyższająca nawet super-drogą Divę od u-he, pewnie we wakacje bym się złamał i sobie go sprawił. Jednak ostatecznie tak się nie stało, za to Arturia włączyła go w skład V Collection 8. Przyglądałem mu się jeszcze w AnalogLabie i przyznam, że troszkę mój zapał ostygł. Teraz, mając możliwość testowania pełnej wersji, sam już nie wiem. To bardzo rzetelnie zrealizowana emulacja, co do tego nie ma wątpliwości. Jedyna z testowanych przeze mnie, która brzmiąca tak mile dla mojego ucha. A jednocześnie, kiedy już mogę pokręcić wszystkim gałkami, brak mi zapału do wykręcania własnych barw.

Przesłuchałem tradycyjnie wszystkie firmowe presety i wiele z nich jest świetnych, jak np. Brighten Up , Come Together, Amorphous Transparence czy Deep Organic Mood. Nagrałem sobie nawet kilka fajnych motywów za pomocą OB-Xa i być może coś z tego wyjdzie - w końcu album Encounters jeszcze nie ma gotowych wszystkich utworów. Jednocześnie jednak czuję wielki niedosyt, bo w ogóle nie ciągnie mnie do budowania własnych barw, co jest dziwne, jako że w Jun-6 od razu sobie parę ciekawych "wykręciłem". Być może to filozofia syntezatorów Rolanda lepiej mi pasuje? Nie mam pojęcia - coś w tym jednak musi być, bo przecież OB-Xa potrafi brzmieć rewelacyjnie. Zobaczymy, może się jeszcze przełamię.

Ogólne uwagi do całości

W teście AnalogLab V zauważyłem zmianę w mechanizmie wyboru presetów i instrumentów. Rzecz jasna, zmiana ta dotknęła także V Collection, jednak obecnie dużo łatwiej jest mi się z nią "pogodzić", bo po prostu już przywykłem do AnalogLaba V. Powiem więcej, obecny sposób wydaje mi się dużo łatwiejszy i prostszy.

Łatwiej jest także z dostępem do zaawansowanych ustawień instrumentów. Do tej pory trzeba było wiedzieć, w które miejsce interfejsu użytkownika trzeba kliknąć - ustawienia pojawiały się po "dotknięciu" tylnej ścianki czy wyświetlacza. Teraz jest to normalny przycisk Advanced - może mniej "romantycznie", za to praktyczniej.

Nie zauważyłem też żadnych problemów we współpracy z moim KeyLabem 61, ale w zasadzie zdziwiłbym się, gdyby akurat tutaj coś "zgrzytało". To po prostu MUSI działać.

Podsumowując test pełnych wersji instrumentów muszę przyznać, że w tej postaci pakiet jest dużo bardziej kuszący. Zwłaszcza Vocoder, Stage-73 V2 i Jun-6 przypadły mi do gustu, ale i Jup-8 oraz OB-Xa chętnie bym przygarnął. Najmniej podoba mi się Emulator II, ale wcale nie dlatego, że to zły instrument, tylko nie pasuje do moich obecnych gustów - po prostu nie mam na niego żadnego pomysłu.

Tym niemniej nadal uważam, że 299 euro dla posiadaczy V Collection 7 to cena odrobinę zbyt wysoka i mam nadzieję, że niedługo pojawi się taka opcja, jaka była dostępna dla "siódemki" - czyli możliwość zakupu w niższej cenie i w ratach. Wprawdzie obecnie mogę sobie zaktualizować Jup-8 oraz Stage-73 V2 w cenie 29 euro każdy, ale bardziej zależałoby mi na Vocoderze i Jun-6, więc muszę uzbroić się w cierpliwość, a na razie korzystać ile wlezie z tymczasowej licencji od Arturii - której notabene dziękuję za umożliwienie przeprowadzenia tego testu.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

MDrummer - jak zachować ścieżkę perkusyjną

Melda MDrummer jest świetną maszyną perkusyjną, nie mam co do tego wątpliwości. Bogata biblioteka brzmień oraz - co nie mniej ważne - rytmów to nie lada gratka. Jedyny problem polega na korzystaniu z tego bogactwa, albowiem MDrummera można używać na trzy sposoby: jak zwykły instrument (wówczas po prostu transmitujemy na kanale 10 MIDI poszczególne nutki, a MDrummer je odtwarza), wysyłając specjalne sygnały sterujące oraz tworząc kompletną ścieżkę perkusyjną wewnątrz instrumentu. Każdy sposób ma swoje wady i zalety, jednak jak dla mnie, najwygodniejszy jest tryb drugi, zwłaszcza podczas korzystania z wbudowanych rytmów. Wystarczy wówczas wysyłać do MDrummera sygnały w rodzaju: teraz intro, teraz zwrotka, teraz "przejście" itp., a instrument "gra sam". Sposób ten jest jednak najbardziej kłopotliwy, jeśli chodzi o zachowanie ścieżki perkusyjnej w uniwersalnym formacie.

Uniwersalne bębny

MDrummer stara się trzymać standardu General MIDI, jeśli chodzi o przypisanie poszczególnych brzmień do nut. Jest to zaleta, bo przygotowaną z jego udziałem ścieżkę można od biedy odtworzyć także na innym instrumencie perkusyjnym (np. Shreddage Drums) - standardowe brzmienia w rodzaju stopy, werbla, tomów będą się zgadzały. Dla mnie jest to bardzo ważne, bo już nie raz się przekonałem, że lepiej mieć zapisane dane MIDI niż polegać na tym, co zapamiętał instrument. W razie awarii czy nieobecności MDrummera nie stracę w ten sposób całej ścieżki perkusyjnej - będę mógł podpiąć do niej dowolny inny instrument perkusyjny, a jeśli nawet jakieś brzmienie nie będzie pasowało, to sobie je przemapuję. Kłopot w tym, że mając na ścieżce perkusyjnej tylko komendy sterujące lub zgoła nic (jeśli perkusję ustawię wyłącznie w środku MDrummera), niczego nie ocalę. Po zakończonej pracy warto by więc przygotować zwykłą ścieżkę MIDI z zapisem "nuta po nucie".

Tryb Song, w którym wszystko układa się wewnątrz MDrummera, ma odpowiednią funkcję, dzięki której po prostu można przeciągnąć stworzoną ścieżkę perkusyjną do DAW i gotowe. Niestety, tryb komend MIDI czegoś takiego nie posiada i prawdę mówiąc, początkowo nie bardzo nawet wiadomo, jak to uratować. Odkryłem jednak sposób i choć jest troszkę czasochłonny, to jednak prosty i działa.

Odtwarzamy i nagrywamy

Sposób zasadza się na tym, że - jak wyczytałem w instrukcji - MDrummer transmituje odtwarzane dźwięki także jako komunikaty MIDI. Co więcej, może to robić na osobnych kanałach MIDI, jednak do naszych celów wystarczy pojedynczy kanał. Sytuacja startowa jest zatem taka: mamy kanał z MDrummerem, ścieżkę perkusyjną przygotowaną za pomocą komend MIDI i chcemy zamienić to na pełny zapis nutowy, żeby np. móc wykorzystać AbbeyRoad Modern Drummer.

W programie DAW (tutaj: Studio One) ustawiamy kanał wyjściowy MDrummera na 10:

Analogicznie, dla AbbeyRoad Modern Drummer ustawiamy wejście na MDrummera, kanał 10:

W tym momencie rozpoczęcie odtwarzania powinno spowodować odgrywanie perkusji zarówno przez MDrummera, jak i przez AbbeyRoad Modern Drummer - o to chodziło! Wystarczy zatem uzbroić tę ostatnią ścieżkę do nagrywania, przewinąć utwór do początku i... nagrać. Nuty wyzwolone przez komendy w MDrummerze powędrują posłusznie kanałem 10 do AbbeyRoad Moder Drummera i zostaną nagrane na jego ścieżce. Po zakończeniu nagrania można zmutować MDrummera i posłuchać całości już z innej maszyny perkusyjnej.

Tempo podczas nagrywania można chwilowo nieco zwiększyć, jednak radzę nie przesadzać, bo mogą pojawić się przekłamania, związane prawdopodobnie z kompensacją latencji MIDI i nuty w kolejnych taktach mogą być odtwarzane nie "w punkt".

W programie Cubase jest jeszcze prościej, bo nic nie ustawiając na ścieżce MDrummera, wystarczy tylko na ścieżce AbberyRoad Modern Drummer ustawić wejście na wyjście z MDrummera i już można nagrywać:

Co za lamer

No cóż, sposób rzeczywiście jawi się jako wyjątkowo lamerski, ale ostatecznie w razie czego wolę być lamerem z zachowanymi ścieżkami perkusyjnymi niż profesjonalistą z bezużytecznymi komendami MIDI. Jak dla mnie wszystko działa, a nie potrafię sobie wyobrazić, jak inaczej można by skonwertować zapis w postaci komend jako nuty MIDI - chyba że MDrummer miałby jakiś wewnętrzny bufor, który można by zapełnić odtwarzanymi nutami i przenieść potem do DAW tak jak w trybie Song.

niedziela, 10 stycznia 2021

Praca na wyjeździe

Siostra Be postanowiła wykorzystać moment, gdy będę w pobliżu i nakręciła wywiad ze stRingiem i ze mną. Mając chwilkę, chciałem dołożyć małą cegiełkę i przygotować czołówkę do tego filmu, a oprócz efektów dźwiękowych zawrzeć tam też coś w rodzaju jingle'a. No, ale żeby zrobić jingle'a od podstaw, potrzebny był mi jakiś program muzyczny.

Spośród posiadanych DAWów musiałem wybrać jeden, który da się po prostu pobrać i zainstalować. Najszybciej poszłoby z Reaperem, tyle że on nie ma wbudowanych żadnych instrumentów wirtualnych (o ile mi wiadomo). Mógłbym wprawdzie ściągnąć choćby Divę czy Thorna, ale chciałem mieć od razu środowisko gotowe do pracy.

Wcześniej w takich sytuacjach pobierałem po prostu FL Studio, które ma w sobie całkiem sporo bardzo dobrej jakości syntezatorów i wydaje się idealne do takiego właśnie wykorzystania, jednak z niewiadomych przyczyn nie mogłem wejść na stronę Image Line - być może były jakieś chwilowe problemy z serwerem albo z domową siecią, która została poprzedniego dnia przestawiona z radia na światłowód (zazdroszczę!). Tak czy inaczej, strona nie chciała się załadować, więc na placu boju zostały trzy DAWy - Studio One, Cubase i Bitwig. Bitwiga dawno nie używałem, więc dałem sobie z nim spokój, zaś Cubase wyeliminował się sam - nie miałem przy sobie klucza USB, bez którego nawet bym nie uruchomił programu.

Pozostało zatem pobrać Studio One i powiem Wam, że obyło się bez żadnych problemów, czemu aż sam się dziwiłem. Uruchomiłem instalator, aktywowałem kopię (wystarczyło zalogować się na konto PreSonusa), potem jeszcze pobrałem wszystkie pakiety i już. Na światłowodzie trwało to wszystko bardzo krótko - zresztą w trakcie pobierania dodatkowych komponentów mogłem już przygotowywać jingle'a.

W sumie piszę to wszystko tylko po to, by pokazać, że czasem trzeba pracować w dość nietypowych warunkach i warto brać to pod uwagę, wybierając odpowiedni program DAW czy wtyczki. Sprzętowe zabezpiecznia, choć wygodne w normalnej pracy, kompletnie nie sprawdzają się, gdy trzeba program szybko i nieoczekiwanie zainstalować nie na swojej maszynie. Gdybym miał przygotować jakąś bogatą aranżację, musiałbym się też obyć bez tych wszystkich wtyczek, które wymagają kluczy iLok czy eLicenser (np. AIR, Vienna Symphonic Library czy Soothe i całe pakiety od SONiVOX i iZotope)...

Ostatecznie wszystko się powiodło i jingle powstał - a Studio One zarobiło kolejny punkcik w moim prywatnym rankingu.

wtorek, 5 stycznia 2021

[Cubase] Stare wersje Cubase wyłączone

No i stało się. Steinberg usunął możliwość pobrania Cubase w wersji starszej niż 9.5. Przekonałem się o tym dzisiaj, kiedy próbowałem znaleźć sposób na zainstalowanie wersji 7, aby jeszcze raz wyeksportować z niej utwór "Neptunus", nagrany cztery lata temu z wykorzystaniem 32-bitowych instrumentów, których obecnie nie można używać w 64-bitowym Cubase. Po uruchomieniu Steinberg Download Assistant zobaczyłem to:

Jak widać, lista kończy się na wersji 9.5 i nie sposób zdobyć stąd instalatora wersji starszych. Poszukałem jeszcze na stronie Steinberga i udało mi się znaleźć możliwość pobrania wersji 8.5. Zadałem jeszcze odpowiednie pytanie na dwóch cubase'owych grupach i dość szybko dostałem odpowiedź, że tak, Steinberg wycofał jakiekolwiek wsparcie dla wersji starszych, zaś uczynni koledzy z grupy znaleźli zapomnianą podstronę z możliwością pobrania obrazu ISO wersji 7:

Niby więc zostałem uratowany w tej konkretnej sytuacji, jednak martwi mnie to, że Steinberg definitywnie odciął swoich użytkowników od możliwości zainstalowania jakiejkolwiek wersji z obsługą 32-bitowych wtyczek. Zgadza się, że jest to pewnie nisza, ale chyba nie mniejsza niż posiadacze projektów zapisanych w plikach all - a jednak dla tych ostatnich ciągle istnieje możliwość pobrania Cubase SX...

Cóż zrobić... Pobrałem, zainstalowałem (co zabawne, mam teraz cztery wersje Cubase, zainstalowane równolegle: SX, 7, 10.5 i 11) i ostatecznie rozprawię się ze starymi projektami, żeby uniknąć zgrzytania zębami w przyszłości. Ale z lekkim niepokojem patrzę na moje obecne archiwum utworów - za ile lat będę musiał to wszystko konwertować do jakiegoś nowego formatu, który sobie Steinberg w międzyczasie wymyśli?...

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Setki wtyczek

Robiłem w sierpniu ubiegłego roku wielką czystkę wśród wtyczek VST, bo liczba ich przekroczyła 500. Przez jakiś czas było dobrze, a tu znów patrzę - 430 przekroczone. Skąd te wielkie liczby i czego mogę się pozbyć? Trochę przeczyściłem listę, schodząc do 360 wtyczek, ale czy to nie jest nadal zbyt dużo?

Wydawałoby się, że 300-400 wtyczek to liczba zawrotna, bo w końcu ilu wtyczek używa się na co dzień? Dwudziestu? Pięćdziesięciu? Postanowiłem przejrzeć cierpliwie wszystkie wykrywane przez DAW wtyczki i ocenić, czy faktycznie ich potrzebuję.

Wydawało mi się, że mniej będzie wtyczek efektowych i to od nich zacząłem sprawdzanie. No i szybko wyszło szydło z worka - samych producentów wtyczek na liście znalazło się 40 pozycji, a co zajrzałem do folderu producenta, to znajdowałem tam wtyczki przydatne w różnych okolicznościach. Zwykle zresztą w folderze producenta tkwiła nie jedna, ale wiele wtyczek, np. dla FabFilter jest to 9 wtyczek, ale dla iZotope już liczba 29, zaś dla Meldy - 34! I tak grosik do grosika, okazało się szybko, że ponad 220 wtyczek to właśnie wtyczki efektowe. Co gorsza, nie bardzo jest się czego tutaj pozbyć, bo wprawdzie nie używam wszystkiego przy każdym projekcie, ale miło jest mieć świadomość, że np. w razie czego będę mógł usunąć z jakiegoś sampla szum albo wykorzystać nietypowy delay do ożywienia jakiejś niemrawej barwy. Poza tym w paru (nastu) wypadkach działa chęć zgodności wstecz - na przykład obecnie FabFilter Pro-R praktycznie zastąpił mi Valhallę Room, jednak dziesiątki wcześniejszych utworów korzystają właśnie z niego.

Podobnie skończyło się sprawdzanie wtyczek instrumentalnych - co ciekawe, producentów też była czterdziestka (choć oczywiście inna niż ta wyżej). Zdecydowanym liderem liczności wtyczek okazała się Arturia (30 pozycji na liście), ale i u-he ze swoją dziesiątką nie ma się czego wstydzić. Faktycznych instrumentów mam więcej niż 140, wynikające z arytmetyki (360-220), bo np. wszystkie instrumenty dla Kontakta, UVI Workstation, EastWest Play czy Vienna Instruments nie są tutaj wyliczone (nie są wtyczkami VST). Większość zainstalowanych instrumentów używam (!) - nie w każdym projekcie wszystkie, oczywiście, ale na tyle często, że żal wyrzucać. Część została ze względu na wspominaną wsteczną zgodność - np. Output Arcade, Christopher Gill Equinoxe czy XILS-lab Stix.

A co przybyło przez te pół roku? Parę wtyczek pomiarowych (m. in. Youlean Loudness Meter 2), parę instrumentów (m. in. Melda MDrummer), a że każdą wtyczkę efektową staram się instalować zarówno w wersji VST2.4, jak i VST3, to robi się już mały tłok. Nawiasem mówiąc, VST3 (które preferuję), nie zawsze dobrze działa w programie Acon Acoustica, którego używam nadal do wstępnej obróbki plików dźwiękowych, a tam wtyczek efektowych używam nader często - stąd konieczność posiadania także wersji VST2.4.

Uf, mimo zdecydowanie spowolnionego przyrostu nowych wtyczek w ostatnich latach, mam nieodparte wrażenie, że niedługo jednak przekroczę liczbę 400 i już nie będę potrafił wrócić do niższych wartości...

piątek, 1 stycznia 2021

Cubase 11 Pro vs Studio One 5.1 Pro

Starcie zawodników wagi ciężkiej

Dzisiaj trochę nietypowo i może prowokacyjnie - bo takie właśnie zwykle są "pojedynki". Jestem wieloletnim użytkownikiem obu programów, a choć teoretycznie więcej doświadczenia mam z Cubase, to tak naprawdę świadomie zacząłem go używać dopiero podczas prac nad albumem Flashback w 2018 roku. I to głównie dlatego, że równolegle uczyłem się obsługi Studio One - w obu programach widać bowiem bardzo duże podobieństwa.

Jaki jest w ogóle sens tego porównania? Ano tylko i wyłącznie taki, żeby się przekonać, co w mojej praktyce muzycznej się sprawdza lepiej tu czy tam. Nie będzie to więc super-obiektywny przegląd, uwzględniający nawet te najbardziej zaawansowane funkcje (jak np. potrójna konsola w Cubase), ale mimo to myślę, że lektura może dostarczyć ciekawych wrażeń.

Instalacja i uruchamianie

Nie od dziś wiadomo, że nie jestem zwolennikiem zaawansowanych zabezpieczeń, z których zwykle jest więcej szkody niż pożytku. Steinberg od dziesięcioleci (!) stosuje klucz sprzętowy, niegdyś wpinany w złącze drukarki, od wersji 2 lub 3 działający z USB (tzn. na pewno już wersja 3SE miała klucz USB, bo to pierwsza, jaką kupiłem). Trzeba zatem zainstalować specjalny sterownik (eLicenser), a dopiero z nim i zarejestrowaną na kluczu licencją można uruchomić Cubase'a Pro. Nie masz klucza USB albo sterowników do niego? No to nie popracujesz.

eLicenser - bez niego nie popracujesz w Cubase


PreSonus
wybrał prostsze rozwiązanie - po prostu logujesz się do Studio One na swoje presonusowe konto, wpisujesz numer seryjny i już. Jeśli komputer nie ma połączenia z internetem, to na innym komputerze logujesz się do presonusowego konta, generujesz tam pliczek licencyjny, po czym wgrywasz do komputera bez internetu. Co ważne, przy pracy nie musisz być podłączony do internetu, a Studio One (raz aktywowane) będzie się uruchamiać i bez tego.

Samo uruchamianie wygląda podobnie: splash screen (Cubase) albo coś w rodzaju konsoli (Studio One), a potem ekran wyboru/tworzenia projektu (połączony z wyświetlaniem jakichś marketingowych nowości. Osobiście wygodniej korzysta mi się z kreatora Studio One, bo po pierwsze ma filtrowanie już używanych projektów (łatwiej je znaleźć), a po drugie automatycznie tworzy plik projektu (w Cubase plik projektu tworzy się dopiero przy zapisie, kreator za to tworzy katalog dla projektu).

Panel tworzenia lub otwierania projektu w Cubase
Panel tworzenia lub otwierania projektu w Studio One

W obu przypadkach można skorzystać z przygotowanych wcześniej (albo firmowych) szablonów, dzięki czemu unikniemy nudnych, powtarzalnych czynności, jak np. utworzenie wszystkich sekcji orkiestry.

Dam tutaj dwa punkty Studio One, Cubase bez punktu. 0:2.

Interfejs użytkownika

O, to już wyższa szkoła abstrakcji. Szczerze mówiąc, to chyba wyłącznie kwestia gustu, bo niewiele jest tutaj faktycznie użytkowych różnic. Cubase ma wprawdzie swoje trzy konsole miksujące, ale Studio One ma "sceny" (obie rzeczy służą do trochę czegoś innego, chodzi bardziej o zaznaczenie różnicy). Studio One ma jeden mikser, który może być "przyczepiony" do głównego okna lub "pływający" i przeniesiony na dodatkowy ekran. Cubase ma dodatkowy mały mikserek wbudowany w główne okno oraz trzy "duże" miksery w osobnych oknach (i te różnią się funkcjonalnie od tego małego "mikserka", choćby ilością miejsca prezentowanie wszystkich danych).

I w Cubase, i w Studio One jest kolorowanie ścieżek oraz kanałów miksera, można dodawać notatki czy nazywać dowolnie poszczególne elementy. W obu przypadkach są pewne problemy z doborem kolorów, bo w Cubase paleta jest połączona z aktualnym projektem (i trzeba ją sobie zdefiniować), w Studio One za to jest ona stała i nierozszerzalna (póki co).

Edytor MIDI w Studio One miał do niedawna przewagę w postaci edycji parametrów CC krzywymi, jednak Cubase 11 wprowadził ten wygodny mechanizm i zniwelował różnicę, dając dodatkowo kontrolę skali, czego z kolei nie ma Studio One. Za to Key Switches, służące do zmian artykulacji w Studio One, są dużo wygodniejsze, czytelniejsze i bardziej niezawodne niż Expression Maps w Cubase. Oba programy mają dodatkowo specjalne edytory dla patternów perkusyjnych.

Asystent skali w Cubase
KeySwitches w Studio One

Co ciekawe, bardzo dużo funkcji posiada zbliżone lub identyczne skróty klawiaturowe (np. 1 - narzędzie zaznaczania, 3 - cięcie, G - klejenie, D lub Ctrl+D - duplikowanie) i wiele rzeczy robi się bardzo podobnie (np. usuwanie nutek w piano-roll podwójnym kliknięciem, powielanie za pomocą przeciągania z wciśniętym klawiszem Alt). Naprawdę wiele razy dochodziło do sytuacji, gdy ucząc się Studio One odkrywałem jakąś funkcję, która - jak się okazywało - działała identycznie w Cubase (i odwrotnie, kiedy studiowałem kurs Cubase'a ze strony Musoneo, wiele rzeczy tam poznanych mogłem wykorzystać także w Studio One). Podejrzewam, że duża w tym zasługa pochodzenia Studio One, które napisali byli pracownicy Steinberga.

Jeśli chodzi o ocenę, dałbym tu po jednym punkcie obu konkurentom - czasem coś jest lepiej po jednej, a czasem po drugiej stronie (np. asystent skal w Cubase równoważy się z KeySwitches w Studio One). Chociaż nie, dam dodatkowy punkt dla Studio One za detekcję akordów w materiale audio oraz wygodną ścieżkę akordową. Czyli 1:4.

Narzędzia

I znów natykam się na wyrównany pojedynek: Cubase ma VariAudio, a PreSonus dodaje Melodyne 5. W obu jest zaimplementowany protokół ARA2, więc da się skorzystać np. z Revoice Pro. W obu zaimplementowano prosty (?) sampler - Cubase ma SamplerTrack, Studio One - troszkę bardziej rozbudowany SampleOne:

SamplerTrack w Cubase
SampleOne w Studio One

Obie aplikacje dostarczają też pewną grupę instrumentów: syntezatory czy maszynę perkusyjną (przy czym instrumenty od Steinberga: Retrologue, HALion Sonic SE i Padshop są instrumentami VST, dostępnymi też w innych DAW!).

Dostępne są ponadto pokładowe efekty w rodzaju pogłosu, chorusa, kompresora, limitera itp. (PreSonus dorzucił Ampire, świetne narzędzie dla gitarzystów!), oba też zostały wyposażone w bardzo dobre mierniki (chociaż przyznam, że cubase'owy SuperVision to jest COŚ!). W zasadzie oba DAWy w omawianych wersjach Pro nadają się do pracy zaraz po zainstalowaniu i nie potrzeba nic więcej posiadać, zwłaszcza jeśli preferujemy nowoczesne style muzyczne.

Ampire - naprawdę fajny efekt w Studio One
Rewelacyjny miernik SuperVision w Cubase

W obu aplikacjach znajdziemy też możliwość przygotowania partytur - w Studio One funkcja ta pojawiła się dopiero w wersji 5 i jest jeszcze ciągle w powijakach, ale jeśli PreSonus będzie nadal ją rozwijał w takim tempie, jak między wersją 5.0 i 5.1, to w przyszłym roku może to być już całkiem wygodne i przydatne rozwiązanie.

Cubase'a należy jeszcze w tym miejscu pochwalić za ControlRoom - do czegoś takiego PreSonus się pewnie dopiero nieśmiało przymierza.

Jeśli chodzi o ocenę, daję tu aż cztery punkty dla Cubase: za SuperVision, za ControlRoom, za syntezatory w formacie VST i za edytor nutowy; Studio One otrzymuje punkt za świetne Ampire. 4:5.

Stosunek do klienta

Tutaj, niestety, nie mogę pochwalić żadnego z producentów. Wprawdzie ostatnio PreSonus jakby mocniej wsłuchał się w głosy społeczności (w końcu wersja 5.1 doczekała się po wielu latach nagrywania retrospektywnego), jednak nadal w przypadku zgłaszania błędów - na przykład problemów z Omnisphere - nawet nie chce im się sprawdzić dumpów, logów czy czegokolwiek, z góry zakładając winę autorów wirtualnych instrumentów. Steinberg ma za to swoich klientów w głębokim poważaniu, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie patrząc na nieustępliwość w kwestii klucza USB, rzadkich aktualizacji z poprawkami czy drogich aktualizacji z wersji na wersję, gdzie płaci się nawet za przejście z wersji 10 na 10.5 (a jak się nie zapłaci, to aktualizacja o "całe oczko" jest jeszcze droższa). Być może wynika to z pewności, że użytkownicy nie odejdą, bo używając Cubase'a od trzydziestu lat, mają takie pokłady archiwalnych projektów, że po prostu muszą zostać (sam poniekąd należę do takiej grupy).

Pozostaje nie przyznawać w tej kategorii punktów, zatem wynik bez zmian, 4:5.

Podsumowanie

Zdecydowanego zwycięzcy nie ma, bo i być nie mogło. Są to tak zbliżone funkcjonalnie programy, że o wyborze jednego z nich będą decydować pojedyncze rzeczy: np. efekty dla gitarzystów (z całym szacunkiem dla VST Amp Rack, Ampire wciąga go jedną dziurką od nosa) czy VariAudio (jak dla mnie wygodniejsze w użyciu od Melodyne). Nowi użytkownicy powinni zatem zdefiniować swoje oczekiwania i wówczas rozstrzygnąć, który z programów spełnia je lepiej. Bo bez wymagań - oba są jednakowo dobre.

I nadal nie wiem, którego używać. Używam więc obu na zmianę.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

[T] Impact SoundWorks Shreddage 3

Ledwo opublikowałem post o "sztucznych gitarach", dostałem e-maila od firmy Impact SoundWorks, producenta gitar Shreddage. Oczywiście, był to zwykły zbieg okoliczności, ale przez chwilę przemknęło mi przez głowę - "Czytali!...", he, he. Nie, nie czytali, ale za to poinformowali o - a jakże - wielkiej wyprzedaży poświątecznej. I że jako użytkownik Shreddage 1 i Shreddage 2 na coś się tam łapię. Wszedłem na konto, sprawdziłem ofertę i okazało się, że faktycznie są pewne upusty. Wrzuciłem z rozpędu wersję Jupiter do koszyka i... coś mnie oderwało od komputera, a potem zapomniałem. Nazajutrz znalazłem w skrzynce kolejnego e-maila, że chyba zapomniałem o zakupach w koszyku i żebym się nie rozmyślił, to proszę bardzo, kupon rabatowy. A że w "ofertach" miałem już dwa kody (po jednym na każdą posiadaną licencję Shreddage), to zaaplikowałem wszystkie naraz i okazało się, że Jupiterbędzie mnie kosztował 10 dolarów. No cóż, w porównaniu do regularnej ceny 129 dolarów wypadło to dość korzystnie...

Shreddage na poważnie

Pobrałem, zainstalowałem i uruchomiłem. Zamiast jednak błąkać się po omacku, postanowiłem obejrzeć filmy instruktażowe producenta. I dobrze się stało, bo akurat większość z nich prezentowała Jupitera, więc mogłem od razu przetestować nowe rozwiązania. I okazało się, że faktycznie Shreddage jest bardzo zaawansowanym instrumentem.

Po pierwsze, bardzo spodobał mi się nowy wygląd instrumentu. Jest stonowany, elegancki i czytelny, przez co nie sprawia wrażenia przesadnie "poupychanego" i tandetnego.

Na "dzień dobry" dostajemy też całą kolekcję snapshotów, czyli brzmień przygotowanych przez twórców, z już zaaplikowanymi efektami przesterowań, pogłosów i delayów. Bardzo to przydatne, jeśli chcemy od razu zanotować jakieś pomysły, szlifowanie brzmienia zostawiając na później - oczywiste jest, że na "czyste" brzmienie możemy nałożyć dowolne, ulubione efekty.

Artykulacje

To, czym się tak naprawdę kreuje realistyczne brzmienie sztucznej gitary, to wcale nie przesterowania, tylko odpowiednio zastosowane artykulacje. A tych twórcy Shreddage nie skąpią. Są brzmienia krótkie, długie, tłumione, jest tapping, są flażolety, są różne przydźwięki i hałasy. A wszystko to konfigurowalne w stopniu wręcz przerażającym:

Co ciekawe, realizm zwiększają też takie mechanizmy jak np. Strumming Mode. Po jego uaktywnieniu nawet ściśle skwantyzowane akordy są grane z pewnymi odstępami między dźwiękami, czyli tak, jakby zagrał je gitarzysta, potrącając struny jedna po drugiej. Nawet technika slide (czyli glissando) jest tu odwzorowana bardzo dobrze - można np. zastosować glissando aż do pierwszego progu - i nie niżej! Przecież gitarzysta, ślizgając się po strunie, nie może obniżać dźwięku w nieskończoność.

Takie małe "smaczki" bardzo cieszą, bo widać wyraźnie, że Shreddage jest rozwijany we współpracy z gitarzystami (albo przez osoby, które same grają na gitarze).

Shreddage 3 czy RealStrat 5?

Na tak postawione pytanie nie dam żadnej odpowiedzi poza jedyną możliwą: oba. Oba instrumenty są świetne i bardzo dopracowane. Shreddage ma chyba zacięcie do bardziej "metalowego", cięższego grania, RealStrat to uniwersalna gitara do każdego niemal stylu muzycznego. Oczywiście, zamiast Jupitera można sobie sprawić Shreddage Strat, ale osobiście świadomie tego nie zrobiłem właśnie po to, by mieć większą różnorodność w brzmieniu (poza tym mam darmową wersję Strata).

Zachęcam ciekawskich do przetestowania Shreddage Strat FREE, bo może się okazać, że polubicie się z tą gitarą. A na odkrycie czeka jeszcze cały zestaw innych z pakietu firmy Impact SoundWorks.

wtorek, 22 grudnia 2020

Sztuczne gitary

Nie od dzisiaj wiadomo, że jeśli chce się mieć w utworze dobrze zagraną gitarę, trzeba po prostu namówić czy wynająć gitarzystę, który nam żądaną partię gitarową pięknie zagra i nagra. No, chyba że sami potrafimy, to w zasadzie rozwiązuje wszystkie problemu.

Niestety, mimo posiadania aż dwóch gitar (akustycznej i elektrycznej) do tej pory nie nauczyłem się na nich przyzwoicie grać. Teoria - owszem, garść chwytów - owszem, parę "power chords" - owszem, ale żeby własnoręcznie zagrać jakąś choćby znośną solówkę? Nie, nie. Nic zatem dziwnego, że posiłkuję się instrumentami wirtualnymi - na moje skromne potrzeby są one wystarczające. A z czego można korzystać w dzisiejszych czasach?

Ample Guitar M III

Jest to jedna z lepiej brzmiących wirtualnych gitar akustycznych. Naprawdę piękny dźwięk, dużo możliwości artykulacyjnych, możliwość gry solo oraz akordami - naprawdę trudno znaleźć coś, czego ta wtyczka nie potrafi. Co ciekawe, istnieje też jej wersja Lite, która jest ograniczona, ale również brzmi bardzo dobrze i ośmielę się postawić tezę, że jest najlepiej brzmiąca darmowa gitara na świecie.

Native Instrument Session Guitarist Strummed Acoustic

W sumie, gdyby nie to, że mam Komplete, nie skusiłbym się na zakup tych dwóch bibliotek, ale skoro już je mam, to i używam od czasu do czasu, choć w porównaniu do Ample Guitar są mocno ograniczone. Są to po prostu zestawy nagranego "bicia" w różnych stylach, gdzie każdy styl ma parę wariantów wykonawczych, przełączanych za pomocą key switches. Brzmi to całkiem nieźle, a jako element wypełniający sprawdza się bardzo dobrze, choć nie można używać tych bibliotek zbyt często, bo staną się powtarzalne (część dostępnych stylów jest, ehm, średnio przydatna, chyba że lubi się np. country).

Rob Papen RG

Tej wtyczki używam od 2016 roku i jeszcze mi się nie znudziła. Może dlatego, że oprócz gitary elektrycznej i akustycznej (choć w sumie to bardziej "goła" elektryczna) ma do zaoferowania gitarę rytmiczną (z braku wiedzy tak to nazwę). Całość bazuje na rytmach - dla konkretnych brzmień mamy dostępnych szereg predefiniowanych rytmów w wariantach "wysokim" i "niskim". W ramach wariantu można użyć akordów molowych albo durowych, każdy w dwóch różniących się odmianach, czym sterujemy po prostu wysokością dźwięku. Przykładowo E1 to odmiana pierwsza akordu E-Dur, E2 to ta sama odmiana, ale już e-moll, E3 to odmiana druga E-Dur, zaś E4 to druga odmiana e-moll. Jak na element wypełniający, jest to na ogół wystarczające, zwłaszcza że rytmów jest naprawdę sporo, a można też projektować własne (w czym tkwi duża przewaga nad Strummed Acoustic). Minus jest jednak taki, że w zasadzie tylko brzmienia "rytmiczne" brzmią naprawdę fajnie - pozostałe są dość płaskie i jakieś takie... "cienkie". Można próbować je nieco modyfikować w samej wtyczce albo zaaplikować jakieś zewnętrzne efekty, ale rzadko uzyska się w ten sposób coś potężnego.

UJAM Guitarist

Mamy tu do czynienia z kilkoma bibliotekami: metalowa Carbon, rockowa Iron, akustyczna Amber, akustyczno-klasyczna Silk oraz "rytmiczna" Sparkle. Jest to coś pośredniego między RG a Strummed Acoustic, bo same rytmy i brzmienia są już nagrane, za to jest ich całkiem sporo i każdy rytm ma dodatkowo dużo możliwości artykulacyjnych, przełączanych za pomocą key switches. Na dodatek wszystkie instrumenty zaopatrzono w spore możliwości zmiany charakteru brzmienia (np. dźwięk z jednego czy drugiego przetwornika, różne poziomy distortion, pogłosu itd. Do tego - poprzez zróżnicowanie bibliotek - taki np. Iron ma naprawdę konkretne brzmienie (w porównaniu do RG), a Silk jest odpowiednio miękki i subtelny. Naprawdę polubiłem te biblioteki.

Impact Soundworks Shreddage 2: Absolute Electric Guitar

To moja niegdyś wymarzona "sztuczna" gitara. Ileż ja się filmików z nią naoglądałem! Byłem strasznie "napalony", kiedy trafiła się w końcu promocja - kupiłem i zawód! Okazało się (czego jakoś filmiki reklamowe i sam producent wówczas NIE PODKREŚLALI), że to jest "goła" gitara, bez żadnych symulacji wzmacniaczy, efektów itd. Co oczywiście doprowadziło do ogromnego rozczarowania, bo zamiast opracowywać szalone solówki czy okraszać kompozycje mocnymi riffami, mogłem co najwyżej poplumkać nad wyraz nieefektownie... Teraz, oczywiście, to już nie problem, bo wszelkich symulacji wzmacniaczy i efektów mam mnóstwo - ale teraz Shreddage ma bardzo groźnego konkurenta, z którym póki co sromotnie przegrywa rywalizację o obecność w moich utworach. A w sumie szkoda, bo jeśli przyłożyłbym się nieco do nauki sterowania tym instrumentem, to efekty były pewnie bardzo dobre, jako że jest tu zaimplementowana bardzo duża liczba możliwości artykulacyjnych

MusicLab RealStrat 5

W RealStrata zaopatrzyłem się dość przypadkowo, bo był dodany w pakiecie do innego instrumentu. Szybko jednak okazało się, że przy wsparciu Guitar Riga czy VStompa daje bardzo przyjemny dźwięk, oferując w kwestii artykulacji i funkcji niemal tak samo dużą elastyczność, co Ample Guitar M III - jest gra solo, są akordy, są frazy. Do tego artykulacje przełączane za pomocą key switches i (od wersji 5) wzbogacona wersja Elite. Uwielbiam ten instrument i wykorzystuję wszędzie, gdzie się da - na płycie "Synergy" używałem go nawet zamiast gotowców pokroju Iron czy RG, ręcznie programując riffy. Oczywiście, nie mam co marzyć o zagraniu za pomocą RealStrata jakiejś naprawdę błyskotliwej solówki, ale jestem zadowolony np. z tej z utworu "Destiny".

Klawiaturowy gitarzysta

Jak widać, trochę się tych sztucznych gitar uzbierało i jak sobie przesłuchuję starsze i nowsze utwory z ich udziałem, to jednak jakiś tam progres słychać. Tak naprawdę jednak w kwestii elektrycznej gitary najlepiej wypada UJAM Iron oraz RealStrat dozbrojona jakąś fajną wtyczką efektową. Jeśli chodzi o gitarę akustyczną, to zdecydowanie Ample Guitar M III oraz UJAM Silk, zaś gitara rytmiczna to mimo wszystko Rob Papen RG. Wielkich rockowych przebojów raczej się z tego nie zrobi, ale można przynajmniej jakoś zasygnalizować prawdziwemu gitarzyście kierunek, w których chcielibyśmy pójść. Przede mną zatem jeszcze ten ostatni krok - namówienie jakiegoś gitarzysty do zagrania mojej muzyki.

niedziela, 20 grudnia 2020

Najnajnaj 2020

Kolejny rok za nami, a nowy już przebiera nóżkami, żeby coś "wywinąć". Będzie się musiał mocno starać, żeby przebić poprzednika...

Wracając jednak do corocznego podsumowania "Najnajnaj", w tym roku zaszły dość mocne roszady, więc proszę o uwagę! Dużo się działo w każdym segmencie, zdecydowałem też ograniczyć liczbę wykorzystywanych (faktycznie) programów DAW do trzech, mimo że jeszcze czasem FL Studio zdarza mi się uruchomić. Robię to jednak już tylko po to, by wyeksportować jakiś projekt do MIDI, spisać konfigurację instrumentów i następnie odtworzyć ten projekt w innym DAW. Całkowity zmierzch FLa...

Instrumenty

Spitfire BBC Symphonic Orchestra

Tego się rok temu zupełnie nie spodziewałem. To znaczy tego, że zapałam nagle miłością do muzyki symfonicznej, przez co syntezatory okupujące zwykle całą listę zejdą na dalszy plan. A wśród bibliotek orkiestrowych prym wiedzie BBC, która pokonała jedną ręką zarówno Berlin Inspire 1, jak i Nucleusa, choć ten drugi jeszcze się trzyma na nogach i czasem pojawia tu czy tam.

Więcej nie ma sensu się tu rozwodzić, bo pisałem szerzej zarówno o wersji Discover, jak i Core. Naprawdę świetna biblioteka!

Modartt Pianoteq 7

Pianoteq trzyma się krzepko, bo jednak brzmienie fortepianu da się zastosować chyba w każdej muzyce. Wprawdzie w tym roku parę razy uległ w rywalizacji z Alicia's Keys, bardzo dobrym wirtualnym fortepianem od Native Instruments, ale to i tak dopiero w końcowych fazach prac nad utworami. Teraz zresztą, wraz z debiutem wersji siódmej, bardzo wątpliwe, żebym używał innego fortepianu niż Pianoteq. Do szkicowania i zbierania pomysłów jest pierwszy. Zawsze.

Spectrasonics Omnisphere 2

Omnisphere chyba na zawsze pozostanie na tej liście. Nie wyobrażam sobie - póki co - innego źródła tekstur, dronów i dźwięków soundscape. A że wśród zgromadzonych banków brzmień nie brak też pięknych barw solowych, to i nic dziwnego, że produkt Spectrasonics często gości w moich aranżacjach.

Native Instruments Battery 4

Tak odważnie otrąbiłem zwycięstwo Groove Agenta, po czym okazało się, że i tak częściej używałem Battery. Może dlatego, że wygodniej się go używa nie tylko jako maszyny perkusyjnej, co po prostu zasobnika na różnorodne próbki? Tworząc covery z ośmiobitowego Atari bardzo często wrzucałem do Battery sample, żeby sobie nie zaśmiecać aranżacji małymi "klocuszkami". I w tym Battery jest świetne - w elastycznym tworzeniu zestawów. Niby Groove Agent umożliwia dokładnie to samo, ale jednak wygląda bardziej skomplikowanie od prostego GUI Battery. Ciekawy jestem, czy w przyszłym roku na tej pozycji pojawi się Melda MDrummer, którego używałem bardzo często od momentu promocyjnego zakupu w czarny piątek, bo brzmi rewelacyjnie, ma świetne wbudowane rytmy, łatwo się go programuje i w zasadzie jest wszystkim tym, czy miał swego czasu być Drum Designer...

U-he Diva

Diva wróciła do łask, głównie dzięki bibliotece Genisys, która dostarczyła mi mnóstwa inspiracji. Naprawdę żałuję, że mój komputer ma tak małą moc obliczeniową, by zrobić choć jedną pełną aranżację korzystającą wyłącznie z brzmień tego syntezatora. Niestety, dwa bardziej zaawansowane brzmienia typu pad i procesor dostaje spazmów z wysiłku... Za to jakość brzmienia - bez porównania do czegokolwiek innego.

Efekty

Oeksound Soothe 2

Czy da się sprzedać dwa razy to samo? Firma Oeksound tego dokonała. Nie znam nikogo, kto wcześniej narzekałby na Soothe. Nie znam też nikogo, kto narzekałby na zastąpienie go wersją z numerkiem "2". Dwójka ma wszystko to, co protoplasta, dodając sporo od siebie, a także zwiększając wydajność. Takie aktualizacje to skarb!

Oeksound Spiff

Spiff ciągle w wersji pierwszej, ale tutaj naprawdę nie wiem, co miałby robić lepiej. Swoje zadania "ogarnięcia" transjentów spełnia bez zarzutu, działa jak trzeba, póki co nie widzę potrzeby stosowania innego narzędzia tego typu. Choć pewnie jak wyjdzie "dwójka", to będzie jak z Soothe - "jedynka" zostanie bez żalu porzucona.

Klevgrand Brusfri

To zadziwiające, jak łatwo można przyzwyczaić się do dobrego! Od zawsze brakowało mi dobrego "odszumiacza", a wszelkie wynalazki od Waves to pic na wodę. Na Brusfri trafiłem przypadkowo, testując różne wtyczki usuwające szum. I okazało się, że ta szwedzka wtyczka jest rewelacyjna! Od momentu, kiedy zacząłem jej używać, usuwanie szumu to czysta formalność, po której nie ma żadnych niekorzystnych artefaktów, zakłóceń, problemów.

FabFilter

Pakiet FabFilter poszerzył się w tym roku o Pro-R, przez co nie ma już w zestawieniu Valhalla Room, co konstatuję z pewnym żalem, bo jednak Valhallę bardzo lubilem. Naturalnie, nadal mogę jej używać, jednak głównym pogłosem, co do tego nie mam wątpliwości, stała się właśnie wtyczka od FabFilter. Reszty nie będę już nawet wymieniał, bo regularnie korzystam z wszystkich (!): Q3, G, C2, L2 i Timeless 2. To chyba jedyny taki przypadek, że ŻADNA wtyczka z zestawu się nie marnuje, a to już o czymś świadczy.

SoundToys PanMan

Przywykłem do tego maleństwa, choć w tym roku pojawił mu się konkurent, czyli Cableguys PanCake, który ma tę przewagę, że przemieszczenia w panoramie są dodatkowo pokazane w formie graficznej. Na razie PanCake PanMana nie wygryzł jeszcze, ale kto wie, kto tu będzie za rok?

DAW

Steinberg Cubase 10.5 Pro

W tym roku był to niewątpliwie najczęściej używany program DAW spośród posiadanych. Powstały w nim wszystkie covery z ATARI plus większość nagrań orkiestrowych. Poduczyłem się nieco obsługi, przygotowałem kilka tutoriali i tym sposobem Cubase nieco odsunął w cień największego konkurenta, który mimo to ciągle dyszy mu w kark i stara się nie stracić dystansu - z sukcesami, bo mimo że w listopadzie pojawiła się wersja 11, to PreSonus "odrobił lekcje" i jego Studio One 5.1 to bardzo trudny przeciwnik dla Cubase'a.

PreSonus Studio One 5.1

W tym roku skupiałem się głównie na coverach oraz zgłębiałem tajniki aranżacji orkiestrowych. Idealnym połączeniem obu tych trendów było nagranie tematu tytułowego z "Game of Thrones". Działo się to jeszcze w wersji 4.6, która akurat postanowiła pokazać wtedy swoje najgorsze cechy, czyli zawieszała się praktycznie przy każdym zamknięciu projektu oraz co jakiś czas nie wczytywała poprawnie wszystkich instrumentów.

Na szczęście pojawiła się wersja 5, która choć początkowo nie wzbudziła mojego entuzjazmu, to jednak po październikowej wersji 5.1 stała się znów godnym rywalem Cubase'a. Zawdzięcza to głównie nagrywaniu retrospektywnemu i bardzo udanej implementacji key switches. Mimo zatem przewagi liczebnej w kwestii powstałych utworów po stronie Cubase'a, to Studio One można uznać za zwycięzcę - powstała w nim bowiem cała płyta "Synergy", mój pierwszy komercyjny album.

Cockos Reaper 6

W tym roku przeszedłem na wersję 6, ale tak naprawdę tylko po to, by móc instalować kolejne update'y. To ciągle taka szara eminencja zestawienia, bo niby nic dużego w nim nie robię, ale bez niego się nie da. Jeśli trzeba szybko zrzucić screeny z wtyczek (choćby do tego zestawienia), szybko coś sprawdzić w jakimś instrumencie, połączyć dwa, trzy pliki dźwiękowe w jeden i okrasić jakimś efektem - Reaper jest w ciągłej gotowości. On jest jak Sublime Text, którego używam od lat do edycji dokumentów tekstowych. Małe, szybkie, sprawne narzędzie do wydajnej pracy.

Inne narzędzia

Steinberg WaveLab 10 Elements

Jak ja się cieszę, że wyszła "dziesiątka"! Już przemyśliwałem o tym, czy nie uzbierać pieniędzy na upgrade do wersji Pro, bo slotów na efekty mi brakowało, a tu proszę, wyszła wersja 10 i dołożyła akurat tyle slotów, ile mi trzeba było. Cała reszta pasuje, więc żaden duży upgrade nie jest potrzebny i niemal całość obróbki głosu do audiobooków i tutoriali robię właśnie w programie Steinberga.

Acon Acoustica 7

Mijają miesiące i coraz wyraźniej zarysowuje się pewna rutyna, jeśli chodzi o przygotowanie materiału głosowego. Nagrywam go w rejestratorze Tascam, skąd zgrany plik trafia właśnie do programu Acoustica, a to dlatego, że tu wygodnie mogę skonwertować go do pliku mono (nie nagrywam mono w Tascamie, bo dostaję wtedy gorszą jakość dźwięku, nie wiem, dlaczego). Często też to tutaj od razu robię odszumienie dźwięku, po czym rola Acoustiki się kończy i reszta obróbki robiona jest już w WaveLabie. Dlaczego nie wszystko w jednym? Paradoksalnie z wygody: WaveLab robi cyrki z dostępami do plików, kiedy się otwiera kilka naraz (sam sobie je blokuje w niezrozumiały sposób), zaś w Acoustice jakoś niewygodnie mi się nawiguje i włącza/wyłącza odtwarzanie.

Ghisler Total Commander

Total Commander dobił już do wersji 9.51 i zgodnie z tradycją, każda kolejna inkarnacja wprowadza zmiany ułatwiające życie. Nie wiem, jak autor to robi, ale autentycznie ma jakiś instynkt albo dobry wywiad, więc Total Commander wręcz wypakowany jest przydatnymi, drobnymi rzeczami. Kopiowanie w tle, filtrowanie zawartości katalogów (wystarczy zacząć wpisywać frazę z nazwy pliku), genialny automat do zmiany nazwy plików, błyskawiczne wyszukiwanie (także w treści). No co ja będę wymieniał, jeśli ktoś używa, to doskonale o tym wszystkim wie, a jeśli ktoś woli Eksploratora, to... nie szanuje swojego czasu. Obok Foobara 2000 Total Commander jest tym programem, który mam uruchomiony praktycznie zawsze, czy to w domu, czy w pracy.

Podsumowanie

W zeszłym roku pisałem o postępującej stabilizacji, zaś dzisiaj już wiadomo, że doszło do kilku roszad. Nie będę zatem niczego prognozował na rok 2021, bo znów trafię jak kulą w płot. Bardziej cieszy mnie opanowanie rutyny nagrywania głosu - już nie kombinuję z ustawieniami, nie nagrywam raz tak, a raz inaczej, nie obrabiam raz z takimi, a raz z innymi wtyczkami. Jeśli mam nagrać jakiś tekst, to po prostu siadam do Tascama, potem plik do Acoustiki i końcowa obróbka w WaveLabie. Przywykłem do tego, że i tak trzeba wszystko przesłuchać, już nie szukam magicznych "poprawiaczy".

Ciekawy za to jestem, do kiedy utrzyma się "trend orkiestrowy", w który wpadłem w tym roku - chyba przez te covery atarowskie. Fakt, że mnie to zafascynowało, rzutuje wyraźnie na sekcję instrumentów - a przecież nie wymieniłem tam Nucleusa, który też się przyczynił do paru utworów, czy też genialnej biblioteki Stradivari Violin. Natomiast BBC Symphonic Orchestra to zdecydowanie najczęściej używany instrument w tym roku i otwarte pozostaje pytanie, czy w przyszłym dojdzie do rozbudowy do wersji Pro?

Jestem ciekaw, co przyniesie nadchodzący rok - może właśnie obiecywaną rok temu stabilizację?