Posty

[T] Steinberg WaveLab Cast

Obraz
Na WaveLab Cast natknąłem się kilka miesięcy temu i nawet pomyślałem o testowaniu, ale na stronie Steinberga w dziale WaveLab taka wersja się nie pojawiała, zaś na jakimś forum czy grupie przeczytałem, że to taka okrojona wersja Elements dodawana za darmo do różnego sprzętu. Premiera Elements 11 podsyciła jednak moją ciekawość i postanowiłem sprawdzić, jak to naprawdę jest z wersją Cast i czy nadaje się ona do obróbki podcastów (co jawnie sugeruje nazwa). Wersja trial czy update? Odnalazłem wreszcie podstronę Casta i nieco się zdziwiłem. Program można kupić wprawdzie niedrogo (ok. 320zł, a w ramach trwającej obecnie jeszcze promocji - 160zł), ale zdziwiło mnie, że opcja upgrade dostępna jest tylko dla wersji LE , a nie dla Pro czy Elements . Przeprowadziłem zatem krótkie śledztwo, zakończone na forum Steinberga . Tam jeden z pracowników firmy objaśnił, że nawet jeśli ktoś ma WaveLaba Pro za 2500zł, to wersję Cast musi kupić za pełną cenę, bo "to nie jest linia głów

[SO] Studio One 5.4 - dla wygody i wydajności

Obraz
O wersji 5.3 chyba nawet nie pisałem (chociaż używałem), tak mało było istotnych dla mnie nowości, a tymczasem nadeszła wersja 5.4. Tym razem jednak zmiany są i to bardzo praktyczne - największa to natywna wersja dla komputerów Apple M1 , co akurat mnie najmniej zajmuje, jednak pozostałe, choć teoretycznie niewielkie, uprzyjemniają pracę. Tym razem nie mogłem znaleźć nigdzie grafiki w dobrej rozdzielczości, więc narysowałem własną w Affinity Designerze . Może się nikt nie zorientuje :) Wtyczki, pluginy Zmiana może zabawna, ale jakże praktyczna - rozbudowano nieco Plugin Managera . Można teraz sortować listę wtyczek np. po numerze wersji lub... czasie ostatniego użycia. Zwłaszcza ta ostatnia opcja bardzo mi się podoba, bo pozwala sobie uświadomić, których wtyczek nie dotykamy od miesięcy (a nawet lat). Co bardzo przydatne, wtyczek tych nie musimy wcale od razu odinstalowywać, bo można je ukryć albo wrzucić na listę zablokowanych - zwłaszcza ukrywanie wydaje się być przydatne, bo

WaveLab 11 Elements - nadzieje

Obraz
Jestem już po kolejnym tygodniu testów (dość intensywnych, jak sądzę) nowej, jedenastej odsłony WaveLab Elements . I jestem rozdarty, bo z jednej strony niedoróbki wczesnego builda 24 zniechęcają okrutnie, jednak są funkcje, które rzucają małe światełko nadziei na możliwość wykorzystywania WaveLaba do kompleksowej obróbki podcastu . Niedoróbki O tym, że nowy WaveLab nie jest jeszcze finalnym produktem wie każdy, kto popróbował go używać do normalnej pracy. Na forum Steinberga wątek nowej wersji pęcznieje od zgłoszeń - to nie działa, tamto nie działa. Sam otworzyłem tam trzy wątki już na temat zaobserwowanych dziwnych zachowań. Dziwi zwłaszcza fakt niedoróbek w podstawowych funkcjonalnościach programu, co świadczyłoby o dość mizernie przeprowadzonym etapie testowania... Osobiście zgłosiłem dwa błędy - jeden to nagrywanie dźwięku mono. W oknie nagrywania nie sposób wybrać formatu mono. Znalazłem wprawdzie obejście - trzeba w ustawieniach audio zmienić ustawienia na mono, wtedy t

[T] Sonible Smart:comp

Obraz
Choć początkowo z dużą nieufnością podchodziłem do innej wtyczki tego producenta, czyli Smart:EQ3 , bardzo szybko się do niej przekonałem i uważam, że jest naprawdę świetna. Pomijam w tym momencie opcję balansowania miksu, mnie chodzi o prostą korekcję głosu. Nie wiem, no nie potrafię robić korekcji własnego głosu i już. WIEM, jak należy to robić, znam zasady, potrafię obrobić cudzy głos, ale swojego - ani trochę. Podobnie rzecz się ma z kompresją, która przecież nie jest czymś skomplikowanym. Nic dziwnego, że zaświeciły mi się oczy do Smart:comp - o, jeśli działa on równie dobrze, jak korektor, to moje problemy wkrótce się skończą! Cóż to za dziwo? Podobnie jak Smart:EQ3 był w istocie zwykłym korektorem, tyle że potrafiącym samodzielnie się wysterować, tak samo jest ze Smart:comp . Też można wszystko zrobić w nim ręcznie, ale można też kliknąć na magiczny przycisk z kropką i w tym momencie zostaniemy "wspomożeni" w walce o równość i spra... no, równość - poziomu głośn

[T] Aktywatory po raz ostatni

Obraz
Mam nadzieję, że to już ostatnie porównanie i testowanie aktywatorów. W moje ręce wpadł bowiem legendarny CloudLifter CL-1 , wielbiony i gloryfikowany wszem i wobec. Czy mogłem sobie odmówić porównania go z moim zastępem aktywatorów? Na pewno nie. Tym razem nie siliłem się na statystykę, po prostu wykonałem nagranie dwa razy, żeby uniknąć jakiejś wyraźnej wpadki, bo na domowe potrzeby nie ma sensu bawić się w laboratorium. Ale przyznam, że nagranie powtórzyłem, bo pierwszy pomiar wprowadził mnie w konsternację... Najpierw może jednak, co i czym testowałem. Oto cała stawka zawodników - od lewej: CloudLifter, Dynamite, KlarkTeknik i FetHead Nagrań dokonałem w moim studio, przy zamkniętych oknach i drzwiach oraz wyłączonych wszelkich urządzeniach z wyjątkiem rejestratora Tascam DR-100Mk3 . Mikrofon SM7B umieściłem na statywie tuż przed telefonem z aplikacją Frequency Generator , którą generowałem ton testowy 440Hz. Sygnał nagrany bez żadnego aktywatora miał głośność -43,6 LUFS. D

[T] CloudLifter CL-1

Obraz
CloudLifter CL-1 to bardzo popularny i bardzo znany aktywator, służący do wzmacniania sygnału pochodzącego z mikrofonów dynamicznych i wstęgowych, z wykorzystaniem dostarczonego zasilania phantom . Już przy okazji testu modelu sE Dynamite DM1 przeprowadziłem testy tego typu urządzeń, do których mam dostęp i okazało się, że niekwestionowanym liderem wzmocnienia sygnału jest właśnie Dynamite , wyprzedzając konkurentów o 2-3, a nawet 8-9dB, bo jest nie lada wyczynem. Przyznam, że pod względem wzmocnienia akurat CloudLifter rekordzistą żadnym nie jest i nie to chciałem w jego przypadku przetestować. Dysponuje przyzwoitym zapasem 24-25dB, więc jest ciut słabszy od FetHeada , ale za to wyraźnie mocniejszy od KlarkTeknika CT-1 . Mnie intrygowało to, czy faktycznie okaże się, że może on choć troszkę zniwelować szumy wynikające z podłączania Shure'a SM7B do przedwzmacniaczy o impedancji 1200 omów. Gdyby nawet przy wzmocnieniu o "zaledwie" 15-20dB dawałby on mniejsze szumy

[T] Steinberg WaveLab 11 Elements

Obraz
I jak to zwykle bywa, nadeszła jesień i Steinberg zaskoczył mnie aktualizacją programu WaveLab Elements do wersji 11. Ciut późno, ale lepiej późno niż wcale. Wprawdzie z obróbką podcastów i audiobooków przeniosłem się już chyba definitywnie do Reapera , jednak korciło mnie, żeby sprawdzić, jakie nowości firma przygotowała w jesiennej edycji. Dla podcasterów No i aż mi się buzia uśmiechnęła, bo większość zmian dotyka właśnie takich użytkowników jak ja, czyli lektorów i podcasterów (no, powiedzmy). Wszystko dlatego, że obecna wersja Elements została zintegrowana z istniejącą od pewnego czasu specjalną wersją "podcastową", WaveLab Cast . Jakie ma to znaczenie praktyczne? Otóż podstawowa zmiana to dodanie specjalnych kontrolek do trybu Audio Montage , służącego (w domyśle) do montażu podcastu. W panelu Inspector dla poszczególnych ścieżek możemy włączyć banalne w obsłudze efekty usuwania szumu, de-essera oraz "poprawiacze" - exciter, pogłos, korektor i ma

SM7B - szumy wyjaśnione

Obraz
Tyle było narzekania na szumy SM7B , tyle jojczenia, ale teraz koniec z tym, bo ostatecznie problem został wyjaśniony i to nie na zasadzie eksperymentu (chociaż to też), ale bardzo technicznie i precyzyjnie. Dokonał tego Pan Tomasz Wróblewski z "Estrady i Studio", do którego zwróciłem się z pytaniem - w końcu kto mógłby mnie bardziej skutecznie przekonać? Pan Tomasz poświęcił sporą chwilę nie tylko na przeczytanie moich sążnistych e-maili, ale też na odsłuchanie przykładów i odpisanie mi w sposób wyczerpujący. Pozwolę sobie przytoczyć fragment z wiadomości e-mail, w której jest wyjaśnione, o co chodzi w tym wszystkim (cytat troszkę dopasowałem w miejscach, gdzie Pan Tomasz zwracał się bezpośrednio do mnie, żeby zabrzmiało to bardziej uniwersalnie): Zacznijmy od tego, że sam mikrofon nie szumi, a w każdym razie nie jest to szum rejestrowalny, ponieważ plasuje się w zakresie szumów Browna wynikających z chaotycznego ruchu elektronów w elementach pasywnych mikrofonu. Ruch ten

Progres?

Obraz
W kwietniu pisałem o ratowaniu nagrań z kaset i o jednym z utworów, które przy okazji zaaranżowałem na nowo. Dzisiaj wracam do sprawy, bo wówczas wykonana wersja wciąż mnie "kłuła" w uszy i co jej słuchałem, to miałem mnóstwo pomysłów na zmiany. Ostatecznie nie wytrzymałem i zrobiłem aranżację niemal od nowa, starając się wykorzystać maksimum tego, czego nauczyłem się o tworzeniu utworu na wirtualną orkiestrę. Podstawowym problemem samego utworu (stary tytuł "Ending", bo kończył płytę "Times"; nowy tytuł "Origin") jest jego prostota. To zwyczajnie jeden motyw, powtórzony kilkukrotnie z coraz bogatszym instrumentarium (od kiedy poznałem "Bolero" Ravela i "To the Unknown Man" Vangelisa, mam słabość do tego typu aranżacji). Wersja z kwietnia także zbudowana była w ten sposób - trzykrotnie powtórzona melodia, od prostego motywu granego przez flet i fagot po kompletną orkiestrę. Tym razem postanowiłem wprowadzić modyfikację,

Koniec EastWest Hollywood Orchestra

Obraz
Dzisiaj króciutko, bo tylko informacyjnie (dla siebie). To jest właśnie ten dzień, w którym postanowiłem ostatecznie odinstalować biblioteki firmy EastWest , przynajmniej te orkiestrowe - nad chórem jeszcze pomyślę, chociaż nie pamiętam, kiedy go ostatnio użyłem do czegokolwiek. Powodem bezpośrednim "rozstania" jest... chęć odzyskania ponad 100GB cennego miejsca na dysku SSD, na którym ostatnio zostało mi tylko 45GB. A że to ponoć "niezdrowo" dla dysku, jeśli zostawia mu się mniej niż 10% wolnej przestrzeni, stąd i szukanie oszczędności. Powodem pośrednim (i chyba ważniejszym) jest to, że chyba od czasu albumu Runaway , czyli od momentu zakupienia biblioteki Berlin Inspire 1 , nie użyłem hollywoodzkiej orkiestry ani razu. Trzymałem ją ze względu na "wsteczną zgodność", ale skoro w zeszłym roku i Phobosa , i Deimosa przepisałem na Nucleusa , to i żal jakby mniejszy. Decyzja była łatwiejsza tym bardziej, że Hollywood Orchestra współpracuje z oprogr

Cor Anglais, czyli rożek angielski

Obraz
Nie bawmy się w oszukiwanie samego siebie - kocham brzmienie rożka angielskiego i nic na to nie poradzę. Miałem do jego wirtualnych postaci już trzy podejścia - jedno to Vienna Symphonic Library (VSL) Cor Anglais , drugie to modelowane fizykalnie Double Reeds , trzecie to nieopisywane na blogu zetknięcie z 8Dio Claire English Horn Virtuoso (litościwie nie wspominam o wersji z EastWest Hollywood Orchestra , bo na nim zawiodłem się najboleśniej). Wprawdzie wersja VSL w wariancie francuskim, okraszona pogłosem, jakoś tam dawała radę, ale z perspektywy miesięcy nadal negatywnie oceniam oprogramowanie VSL , którego dotąd nie udało mi się w pełni ogarnąć, przez co pewna i pełna kontrola nad artykulacjami okazała się być nieosiągalna. Z Double Reeds było inaczej, chociaż utopienie brzmienia w pogłosie również to brzmienie poprawiało. Instrument od 8Dio to klasyczny niewypał, bardzo typowy dla produktów tego producenta - teoretycznie bardzo fajny, ale też bardzo kłopotliwy w sterowaniu (b

[T] Modartt Organteq

Obraz
Jako smarkacz marzyłem o tym, by zostać organistą. W Gostyniu było wówczas dwóch doskonałych (moim zdaniem) organistów - panowie Gogół i Nowakowski. Szczególnie lubiłem tego drugiego, zwanego po prostu Panem Bogusiem, grającego w kościele pod wezwaniem Świętego Ducha. Ta szczególna sympatia wynikała prawdopodobnie z tego, że po pierwsze Pan Boguś pracował w banku razem z moją chrzestną, ciocią Elą. Być może też ważne było to, że po prostu był on bardziej widoczny - kto odwiedzi wspomniany kościół i spojrzy, gdzie są umiejscowiony kontuar organowy, szybko to zrozumie. Tak czy owak, fascynowały mnie te wszystkie klawiatury i przełączniki, których znaczenia wówczas kompletnie nie znałem. Wiedziałem tylko, że po ich przełączaniu organy zaczynają grać inaczej. Frapujący instrument, do którego nawet można było wejść! Atari i organy Jako że drugą miłością lat szczenięcych był mój komputer Atari, nic dziwnego, że szybko w mojej głowie powstał pomysł, by muzykę z jednej z ulubionych gier p

[T] Modartt Pianoteq 7 Standard z dodatkami

Obraz
No i doczekałem się - wakacyjna promocja firmy Modartt sprawiła, że mogę obecnie używać wersji 7 Standard mojej ulubionej biblioteki fortepianowej Pianoteq . Dla mniej zorientowanych tutaj szerszy opis z testów wersji Stage , a w tym miejscu napiszę tylko, że Pianoteq to (w mojej opinii) ziszczony sen o realizacji matematyczno-fizycznego opisu instrumentów - głównie strunowych, ale nie tylko, bo w presetach znajdziemy także dzwonki, wibrafon, ksylofon czy marimbę. Co to oznacza? Że inaczej, niż w wypadku klasycznych bibliotek samplowanych, gdzie każdy dźwięk jest po prostu nagrywany (i to w wielu wariantach, np. jako bardzo cichy, cichy, średnio głośny, głośny itp.), tutaj brzmienie każdego dźwięku jest "po prostu" wyliczane z wzorów uwzględniających drganie struny, jej materiał, parametry pudła rezonansowego, rozmieszczenie wirtualnych mikrofonów i tak dalej. To prawdziwy cud inżynierii zetkniętej z muzyką. Stage a Standard O wersji Standard napiszę tylko, że ma &q

[T] Sonible Smart:EQ 3

Obraz
O Sonible Smart:EQ 3 słyszałem już jakiś czas temu (chyba przy okazji premiery tej wersji), ale jakoś nie obejrzałem żadnego filmiku na ten temat, bo i nie bardzo interesował mnie kolejny "inteligentny korektor". Bo i dlaczego miałby? Jednak czasy się zmieniają, oczekiwania i potrzeby również. Po obejrzeniu bardzo entuzjastycznego filmu Pawła Uszyńskiego postanowiłem zbadać sprawę. Kolejna cegiełka Smart:EQ 3 jest kolejnym narzędziem, który za pomocą analizy spektralnej i odpowiedniemu przygotowaniu algorytmów potrafi "rozpoznać" przetwarzany sygnał i go odpowiednio skorygować. Co to znaczy "odpowiednio"? W założeniu tak, by wyeliminować pojawiające się rezonanse i sprawić, by wszystko brzmiało dobrze. A co to znaczy "dobrze"? Tutaj pojawia się dylemat i przeciwnicy takich "automatycznych" rozwiązań właśnie na tym polu widzą najwięcej bolączek. Niemniej trudno zaprzeczyć, że aplikacje w rodzaju Soothe 2 , Gullfossa czy Neutrona

Trudy i boje ze Spitfire Audio

Obraz
Od razu ostrzegam, znowu będzie narzekanie. I to mocne. Ale co ja poradzę, kiedy dzieje się tak, jak się dzieje?... A zadziało się następująco: w niedzielę dziewczyny pojechały do kina, więc postanowiłem wykorzystać dwie godzinki na poprawienie drobnych rzeczy w dwóch utworach: "Klonach" i "Porannym walcu". Dosłownie 5-10 minut roboty w każdym z nich. Niestety, po uruchomieniu Studio One i wczytaniu pierwszego projektu odtwarzanie zatrzymało się po pierwszych taktach. Studio One się "zamroziło", a potem padło. Kilka kolejnych prób zakończyło się tak samo, a DAW sugerował, że winny jest Kontakt . Po chwilowym wyłączeniu tej wtyczki problem wcale nie ustąpił, a wręcz eskalował - program zawieszał się już przy wczytywaniu projektu. Próba z nowym projektem naprowadziła mnie na trop - winna była biblioteka BBC Symphonic Orchestra - pokazała "Error 1" i domagała się naprawy. No, ok. Odpaliłem aplikację Spitfire Audio , a tam faktycznie błędy

Rewolucja przyjdzie znienacka?

Obraz
Ostatnio opisywane problemy z RødeCasterem Pro spowodowały, że obróbka ostatniego wywiadu z Karoliną przysparza mi obecnie duże kłopoty. Mam kilka bardzo dużych plików (w tym większość to rødecasterowe czternastościeżkowe "kobyły"), do tego od Karoliny dostałem jej nagranie z programu OBS w formacie flv , więc sporo czasu spędziłem na konwersjach, żeby w ogóle mieć jakiś materiał wejściowy. A potem okazało się, że trzeba to wszystko poukładać, podocinać i zsynchronizować, bo część materiału będzie stąd, a część stamtąd... Próbowałem zrobić to w trybie Montage WaveLaba , ale po obrobieniu 5 minut poddałem się - ciągłe kopiowanie i wklejanie przyprawiało mnie o zbyt dużą nerwowość. I wtedy znów uratował mnie nieoceniony Mike DelGaudio ze swoimi poradnikami dotyczącymi wykorzystania programu DAW Reaper . Postanowiłem spróbować i kto wie, czy nie będzie to jedna z lepszych decyzji w mojej podcastowej "karierze". Po co coś zmieniać? Mój utarty sposób pracy był do