środa, 24 lipca 2019

[ZD] Spectrasonics Omnisphere 2.6

Chciałbym zaingurować na łamach tego bloga nową serię pt. "Źródła dźwięku", gdzie będę pokrótce opisywał niektóre z instrumentów muzycznych, jakie udało mi się przez lata muzykowania zgromadzić. Rzecz jasna, chodzi w większości o instrumenty wirtualne w postaci wtyczek VST, bo to właśnie ich głównie używam. Cykl rozpocznie prawdziwy kombajn, czyli Omnisphere od firmy Spectrasonics.

Omnisphere wielkim instrumentem jest

To chciałbym zaznaczyć już na wstępie. Omnisphere jest po prostu i zwyczajnie - przynajmniej według mnie - "szefem wszystkich szefów". To piorunująca mieszanka samplera z syntezatorem, z podłączonym modułem efektowym, arpeggiatorem, gdzie możliwości kombinacji jest tyle, że twórcę ogranicza w zasadzie tylko wyobraźnia i... wydajność komputera. Nie spotkałem jeszcze podobnie wszechstronnego instrumentu - podobno UVI Falcon albo Steinberg HALion są podobnej klasy, ale nie mam ani jednego, ani drugiego, aby zweryfikować to twierdzenie. Przyjrzyjmy się zatem, dlaczego Omnisphere ma taką opinię, jaką ma.

Co można?

Jak już wspomniałem, znajdziemy tutaj połączenie syntezatora z samplerem. Zasadniczo mamy do dyspozycji cztery warstwy dźwiękowe (nazwane A, B, C i D), z których każda może korzystać albo z oscylatora (synteza) albo z próbki (sampler). Jeśli chodzi o syntezę, to mamy tu dość rozbudowany syntezator typu wavetable, z ogromem wbudowanych tablic próbek (jest ich ponad 500!). Mówiąc o próbkach, mamy do dyspozycji ponad 14 tysięcy dostarczonych z programem oraz możliwość stosowania własnych (choćby w formacie wav).

Taką pojedynczą warstwę możemy oczywiście dość mocno zmodyfikować: do dyspozycji są filtry, obwiednia głośności i cztery obwiednie modulacyjne (wspólne dla wszystkich warstw), mamy też wielką swobodę w modulowaniu czegokolwiek czymkolwiek (np. wysokość dźwięku pedałem ekspresji, rezonansem filtru funkcją aftertouch). Do dyspozycji są oczywiście także generatory wolnych przebiegów (LFO, w liczbie ośmiu), funkcje losowe, wszelkiego rodzaju kontrolery MIDI.

Proporcje między warstwami można ustawiać zupełnie dowolnie, a dodatkowo każdej warstwie możemy przypisać do czterech efektów (których też jest całkiem sporo, od pogłosów przez delaye po efekty distortion czy kompresory i limitery). Także cztery efekty możemy przypisać do sumy warstw, czyli do całego brzmienia. Trzeba przyznać, że efekty brzmią całkiem dobrze.

To jeszcze nie wszystko jednak. Mamy zatem barwę, złożoną z czterech warstw (z efektami), ale ciągle nam mało? Możemy w Omnisphere stworzyć barwę typu multi, składającą się nawet z ośmiu barw składowych! Czyli rzeźbimy pierwszą barwę (np. trzy warstwy + efekty, filtry itp.), potem drugą, po czym łączymy je w jedno multi. A tutaj mamy do dyspozycji jeszcze cztery efektowe tory wysyłkowe (AUX, po cztery efekty na tor) i możliwość dołożenia jeszcze czterech globalnych efektów na sumę (MASTER). Jeśli to komuś nie wystarczy, to ja już nie wiem.

Brzmienia wbudowane

Omnisphere jest idealnym (według mnie) rozwiązaniem dla osób, które chcą szybko znaleźć szukane barwy i zacząć tworzyć muzykę, bez zbytecznego wgłębiania się w sound design. Dzieje się tak po pierwsze dzięki świetnej wyszukiwarce barw, a po drugie - dzięki dużej liczbie przygotowanych presetów, które brzmią w większości świetnie, a czasem wręcz obłędnie.

Jeśli chodzi o wyszukiwarkę, to ma ona kilka cech, której często brakuje innym tego typu rozwiązaniom. Istnieje możliwość sortowania barw oraz wybierania grup (to drugie jest zazwyczaj obecne w większości instrumentów). Bardzo przydatnym rozwiązaniem jest funkcja Sound Match - wskazujemy barwę, która zasadniczo nam odpowiada (jest to np. gitara z pogłosem), a program wyszukuje inne barwy, podobne charakterem do tej zaznaczonej (pokazuje też "stopień podobieństwa"). Nie tracimy w ten sposób czasu na przeglądanie BARDZO bogatego zestawu wbudowanego.

Ciekawą funkcją związaną z przeglądaniem barw jest możliwość blokowania poszczególnych sekcji - np. spodobał nam się układ arpeggiatora z jednej barwy i chcielibyśmy go zachować podczas przeglądania - blokujemy i już zmiana barwy nie zmienia nam ustawień arpeggiatora. Genialne w swojej prostocie.

Istnieje także system pięciostopniowej oceny barw czy automatycznego odgrywania dźwięku po zaznaczeniu i wczytaniu barwy. Niby nic, a przydaje się w codziennej pracy.

Bardzo istotna rzecz: barwy przygotowane przez autorów są w zdecydowanej większości zwyczajnie bardzo dobre. Nawet jeśli nie do końca nas coś przekonuje, to do tymczasowej pracy na pewno jakościowo się te barwy nadają, a można je na późniejszym etapie wymienić na zupełnie inny instrument. Na pewno jednak COŚ uda się w Omnisphere znaleźć - i to obojętnie, czy ma być to piękny, powłóczysty pad, realistycznie brzmiąca gitara basowa czy nawet chór.

Brzmienia dodatkowe

Omnisphere jest na tyle potężnym i popularnym instrumentem, że bardzo łatwo jest znaleźć dodatkowe biblioteki z brzmieniami lub przygotować swoje własne. Ze swojej strony miłośnikom padów i brzmień "atmosferycznych" polecam biblioteki Delight od Josepha Hollo - są fantastyczne i zdecydowanie warte swej ceny. Bardzo przyjemne są też biblioteki od Triple Spiral Audio.

Co ważne, biblioteki od "poważnych" producentów zachwycają nie tylko jakością zastosowanych barw, ale także ich budową i... opisem. W większości wypadków zastosowane są modulacje za pomocą pitch bend, koła modulacji i siły docisku aftertouch, co bardzo podnosi wrażenia z gry i jest naprawdę inspirujące, gdy barwa ewoluuje, zmienia się, narasta lub cichnie itp.

Dobry opis i kategoryzacja ułatwiają późniejsze odszukanie dźwięku oraz korzystanie z niego - bez wchodzenia na poszczególne karty instrumentu można przeczytać, że koło modulacji robi coś, a aftertouch coś innego.

Rodzinka

Firma Spectrasonics oferuje oprócz Omnisphere także takie instrumenty, jak Trilian (barwy basowe) oraz Keyscape (różnego rodzaju pianina i organy). Dla Omnisphere są to instrumenty "satelickie", a ich brzmienia można zintegrować i wykorzystać w ramach Omnisphere. Jest to kolejne bardzo trafne rozwiązanie - bo znacząco wzbogaca możliwości tworzenia barw. Można połączyć piękne piano elektryczne z niskim basem i szerokim padem, a całość tak dobrze się integruje, że nie trzeba być nawet tego świadomym.

Wady?

Nie wiem, czy cenę można uznać za wadę - jest wyższa, niż standardowa cena syntezatorów VST, ale biorąc pod uwagę, co dostajemy w zamian... Nie wiem, moim zdaniem jest to cena adekwatna do jakości, a nawet nieco zaniżona (!).

Pewną wadą są wymagania sprzętowe - przy co bogatszych barwach można sobie "zapchać" aranżację, jednak to już bardziej uniwersalna wada współczesnego sprzętu, że jeszcze nie do końca potrafi "udźwignąć" bogactwa instrumentarium (dla chętnych ćwiczenie na zbudowanie gęstej aranżacji za pomocą Serum i Divy i uniknięcie "zapychania się" procesora).

Bardziej dokuczliwe jest to, że Spectrasonics nie udostępnia wersji testowej. Można pooglądać sobie filmiki na YouTube, poczytać recenzje i tyle. Fakt, że instrument jest obszerny (to ok. 40-50GB!), jednak jakaś mała wersja z np. pięćdziesiątką przekrojowych brzmień z pewnością by nie zawadziła, gdyby ją mądrze "poprzycinać".

Dla mnie pewną wadą jest to, że ewidentnie Omnisphere ma jakiś problem przy współpracy ze Studio One 4 Pro, przynajmniej na moim komputerze. Nie raz, nie dwa i nie trzy potrafiłem doprowadzić do zawieszenia się Studio One, kiedy zmieniałem barwy w Omnisphere (czy Trilianie) podczas odtwarzania aranżacji. W sieci nie znalazłem opisów podobnej przypadłości, więc może to wina mojej konkretnej konfiguracji sprzętowo-programowej.

Miej to, człowieku!

Bez wątpienia Omnisphere jest bardzo użytecznym narzędziem. Podejrzewam, że gdybym miał wybrać tylko jeden instrument do dalszej pracy, to byłby to właśnie instrument od Spectrasonics - żaden inny nie jest na tyle elastyczny, by dostarczyć tak bogate i różnorodne brzmienia.

Na pytanie, czy warto, odpowiadam zatem - oczywiście, że warto. Ale z braku wersji demonstracyjnej polecam zapoznać się z filmami na YouTube - choćby i z tym, prezentującym część presetów. A potem wystarczy sięgnąć głęboko do kieszeni, ha, ha!