wtorek, 31 marca 2020

Muzyczka na zamówienie

Dzisiaj chciałbym opisać, jak to dostałem od Siostry Be zamówienie na muzykę. A raczej muzyczkę, taką krótką, do czołówki nowego programu pt. "Literackie ciekawostki". Nie dostaję takich zamówień dużo (wcale?), więc się ucieszyłem, bo to zawsze coś świeżego.

Godzina

Dysponując w miarę wolną godziną (reszta rodziny oglądała w tym czasie drugą część "Pierścienia i róży"), siadłem do Cubase'a i zacząłem dumać. Do głowy przyszła mi myśl, by skorzystać z napisanego dopiero co programu "Chorder" i stwierdziłem, że jeśli mam mieć z niego pociechę, to dlaczego nie. Uruchomiłem i już za pierwszym razem dostałem całkiem ciekawy początek. To nie było jeszcze "to", ale błyskawicznie złapałem pomysł i dalej potoczyło się to bardzo szybko.

Założenia Siostry Be były takie, że ma powstać krótka (15 sekund) muzyka do czołówki programu, który nie będzie programem bardzo serio. Czyli muzyka raczej wesoła, choć nie głupkowata, lekka i zachęcająca do oglądania. Raczej odpadały ciężkie motywy "trailerowe", z bębnami i orkiestrą oraz rozmarzone plumkania na fortepianie.

Początkowo chciałem zrobić prostą aranżację na organy B-3 i nawet mi się to spodobało, bo w zasadzie nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w ostatnich latach wykorzystał tego rodzaju brzmienie. W ciągu kwadransa miałem gotowy główny motyw i rytm, ale ciągle wydawało mi się to troszkę zbyt mało:

 

Podumawszy chwilę, dodałem drugi głos grający motyw, ale tym razem na dzwonkach, zwanych potocznie cymbałkami. O, teraz melodia stała się wyraźniejsza i bardziej wpadająca w ucho. Może dodać więc czegoś "w środku", żeby wzmocnić puls? Fajna byłaby gitara... To może gitara?

I kiedy po trzech kwadransach słuchałem prawie gotowej muzyczki, tknęło mnie, że brakuje jeszcze "dołu". Wrzuciłem więc dodatkową ścieżkę z Trilianem i uzupełniłem organowy rytm lewej ręki. Basistą wprawdzie nie jestem, ale wydaje mi się, że nie brzmi to tragicznie.

Po godzinie

Po godzinie dysponowałem zatem czymś, co dało się wysłać Siostrze Be do przesłuchania. No i spodobało się! Siadłem więc ponownie do utworu i go troszkę "dopieściłem" oraz zmiksowałem należycie. Finalną postać możecie usłyszeć w czołówce pierwszego odcinka "Literackich ciekawostek", do obejrzenia którego serdecznie zachęcam (nie tylko ze względu na mój niewielki wkład).

Dodatkowo Siostra Be namówiła mnie do nagrania dwóch "stingów", czyli krótkich fragmentów dźwiękowych do oddzielania poszczególnych ciekawostek w trakcie trwania filmu. Efekt końcowy możecie sprawdzić tutaj:

niedziela, 29 marca 2020

[T] Arturia V Collection 7

Korzystając z promocji firmy Arturia, zaktualizowałem posiadaną wersję 6 V Collection do "siódemki". Co w niej nowego i czy warto?

Może jeszcze zanim o konkretach, słowo wyjaśnienia dla tych, którzy z V Collection nie mieli jeszcze do czynienia. Jest to obecnie zestaw 24 "klasycznych" instrumentów elektronicznych (+ fortepian), które są zrealizowane na zasadzie modelowania fizycznego. Różnią się tym samym od kolekcji IK Multimedia Syntronik oraz UVI Vintage Vault, które bazują na brzmieniach próbkowanych, a co za tym idzie, dają też całkiem nowe możliwości w dziedzinie rozbudowy funkcjonalności emulowanych instrumentów (jednym słowem, emulacje Arturii potrafią - opcjonalnie - sporo więcej, niż ich protoplaści).

Nowe instrumenty

Nowa wersja V Collection dorzuca do znanych wcześniej 21 modeli 3 nowe: Synthi, CZ oraz Mellotron, znacznemu unowocześnieniu poddając także istniejący wcześniej B-3. Oczywiście w pakiecie otrzymujemy także nową, czwartą wersję Analog Laba, który jest swego rodzaju "przeglądarką" dla zgromadzonych w pakiecie ponad ośmiu tysięcy (!) presetów.

Synthi

Synthi emuluje dość stary syntezator EMS VCS3 z 1969 roku. To - jak się domyślam - prawdziwa gratka dla wielbicieli syntezatorów modularnych - główną część bowiem zajmuje specjalna matryca, w której ustawiamy, co i na co ma wpływać. Uzyskiwane brzmienia są prawdziwie "kosmiczne", choć przyznam, że akurat do mojego typu muzyki niespecjalnie przystają, przynajmniej takie na razie mam wrażenie. Przyznam też szczerze, że tego typu instrumenty prawdziwie mnie onieśmielają wielością gałek i tym, jak co na co działa...

CZ

To emulacja Casio CZ-101, odpowiedzi z roku 1985 firmy Casio na słynną i dziś już "kultową" Yamahę DX7 (zresztą również dostępną w ramach emulacji w V Collection). Modele CZ oferowały unikalny rodzaj tworzenia dźwięku i jeśli mam być szczery, bardziej mi się podoba ten rodzaj brzmienia od DX7.

Mellotron

Ten instrument to w ogóle ewenement, bo jego działanie opierało się na odtwarzaniu poszczególnych brzmień z... taśm. Każdy klawisz miał osobną taśmę z nagranym dźwiękiem (a raczej trzema brzmieniami dźwięku o tej samej wysokości), a naciśnięcie klawisza powodowało odtwarzanie tego dźwięku - czyli było to coś w rodzaju zespolonych 35 magnetofonów. Dziwne, ale działało. I do dzisiaj dźwięk z mellotronu jest... no, charakterystyczny. Mnie się podoba - wcześniej jakoś omijał mnie kontakt z emulacjami tego konkretnego instrumentu.

Inne nowości

Użytkownik może cieszyć się ponadto specjalnym zestawem 800 brzmień o nazwie Synthopedia, uporządkowano interfejs Analog Laba (łatwiej nawigować po ogromnej bazie presetów), do chyba wszystkich instrumentów pojawiły się też samouczki, bo może być przydatne przy pierwszym kontakcie z oprogramowaniem. Mnie osobiście cieszy (obecna już wcześniej) bardzo dobra integracja Analog Laba i V Collection ze sterownikiem KeyLab, którego używam. Bardzo przyjemnie używa się tego zestawu.

W sumie nie jest to nowość, ale może nie każdy o tym wie, że z wszystkich instrumentów pakietu można korzystać zupełnie samodzielnie - nie potrzebujemy uruchamiać programu DAW, tylko sam instrument i... gramy! Bardzo przydatne, jeśli chcemy sobie tylko niezobowiązująco "poplumkać".

Podsumowanie

Czy warto zatem rozbudować posiadaną wersję szóstą czy piątą? Wszystko zależy, czy pasują nam nowe modele syntezatorów. W moim przypadku zaważył CZ, ale i Mellotron potrafi zainspirować. Do tego "presetowcy" będą w siódmym niebie - samo przesłuchanie 8000 przygotowanych brzmień pochłonie ich na długie godziny.

W promocji - wydaje mi się, że warto (do 7 kwietnia upgrade jest o połowę tańszy niż normalnie). Przy normalnej cenie - chyba bardzo mocno bym się zastanowił.

środa, 25 marca 2020

[T] UVI Drum Designer

Moją podstawową maszyną perkusyjną jest obecnie Groove Agent od Steinberga, jednak w zeszłym roku udało mi się w bardzo promocyjnej cenie zdobyć także UVI Drum Designer. Do tego tekstu zabierałem się długo, bo i nie używam tej wtyczki tak często jak tego początkowo oczekiwałem. Nie brzmi to zachęcająco? Nie jest na szczęście tak źle - zapraszam do dalszej lektury.

Skąd ten Drum Designer?

Drum Designer pojawił się dość nieoczekiwanie jesienią ubiegłego roku i jest propozycją firmy UVI na dość zatłoczonym rynku maszyn perkusyjnych. Można ją uruchomić wewnątrz "flagowca" od UVI, czyli Falcona, ale można się też posłużyć darmowym UVI Workstation, z czego osobiście korzystam. Co w niej takiego ciekawego, że warto się jej przyjrzeć bliżej?

Mnie urzekła przede wszystkim prostota. Na tle niezwykle "barokowego" Groove Agenta ta aplikacja prezentuje się niezwykle skromnie. Jednocześnie ma bardzo zaawansowane możliwości, tyle tylko, że są one dostępne dopiero na wyraźne życzenie użytkownika. A jest tych możliwości cała masa.

Jak używać?

Drum Designer, tak jak Groove Agent, jest nie tylko instrumentem odtwarzającym próbki, ale także prostym sekwencerem. Nie ma tu jednak padów, tylko osiem slotów - dla "stopy", dwóch werbli, "klapa" i czterech "talerzy". Sekwencer daje dostęp do 4 "stron", a na każdej stronie można zaprogramować kompletne ścieżki dla każdego instrumentu, przy czym możemy programować nie tylko uderzenia, ale także panoramę, wysokość dźwięku i echo (delay). Co więcej, i tak dla każdego instrumentu w ramach miksera możemy ustawiać te parametry (+ pogłos). Mamy też pokładowe efekty - kompresor, korektor, delay i pogłos.

Najciekawiej robi się jednak, kiedy wejdziemy w ustawienia poszczególnych brzmień. Każde z nich może się składać z maksymalnie czterech elementów - czyli np. brzmienie werbla możemy sobie złożyć nawet z czterech próbek. Dodatkowo dla brzmienia można regulować jako całości oraz dla poszczególnych składowych znów można regulować wysokość, filtry, delay, a także obwiednię. Możliwości obróbki danego brzmienia zależą od jego charakteru (inny zestaw parametrów ma "stopa", a inny "talerze").

Co boli najbardziej?

W sumie jedyną bolączką - jak dla mnie - tego instrumentu jest fakt, że nie da się zaimportować do niego własnych próbek. Ma on oczywiście bardzo bogatą bazę "gotowców", co w połączeniu z możliwościami edycji w zasadzie powinno każdemu wystarczyć, ale mam nadzieję, że w kolejnych wersjach autorzy pomyślą jednak o tym, żeby móc wykorzystać także własne sample.

Podsumowanie

UVI Drum Designer to bardzo dobry instrument. W tym, do czego został zaprojektowany, jest świetny i w zasadzie mógłbym korzystać z niego, zamiast z Groove Agenta, ale... Brakowałoby mi możliwości wykorzystania własnych próbek (oraz całych pętli!), brakowałoby też możliwości mapowania różnych dodatkowych próbek pod pady w kontrolerze Arturii. Z drugiej jednak strony, nigdy nie mów "nigdy"...

Chorder

Postanowiłem ostatnio połączyć miłe z pożytecznym i stworzyłem sobie program, rozwiązujący wiele problemów niewyedukowanego muzyka. Program jest bardzo prosty i w zasadzie większość DAWów ma w sobie podobne narzędzie, może więc powstać pytanie, po co pisać to po raz kolejny. Miałem w tym swój zamysł, a było to praktyczne zapoznanie się z teorią skal i budowania akordów - i powiem Wam, że rzeczywiście, konieczność zaimplementowania tych w zasadzie matematycznych algorytmów bardzo mi rozjaśniła w głowie. No, a teraz, żeby móc coś na szybko sprawdzić, nie muszę uruchamiać "ciężkiego" programu DAW.

Więcej informacji o programie i jego powstawaniu znajdziecie tutaj, zaś chętni mogą pobrać program stąd, jest to archiwum jar, do uruchomienia którego potrzeba Javy w wersji przynajmniej 8 (1.8).

wtorek, 24 marca 2020

[G] Brad Fiedel - Terminator 2

No, tym razem coś nie z serialu - czyli temat przewodni z jednego z moich ulubionych filmów sci-fi, czyli Terminator 2: Dzień sądu (dacie wiarę, że ten film ma już prawie 30 lat?).

Kompozytor - Brad Fiedel, wersja moja; zapraszam do słuchania i dzielenia się uwagami:

niedziela, 22 marca 2020

[G] Andrzej Kurylewicz - Lalka

Ledwo co nagrałem "Pieśń o Małym Rycerzu", a już mnie wzięło na kolejny cover, również z polskiego serialu. Tym razem chodzi o utwór Andrzeja Kurylewicza, otwierający każdy odcinek "Lalki" w reżyserii Ryszarda Bera, z trójką wspaniałych aktorów w głównych rolach: Małgorzatą Braunek, Jerzym Kamasem i Bronisławem Pawlikiem.

Starałem się w miarę możliwości i umiejętności trzymać oryginału:

sobota, 21 marca 2020

[G] Wojciech Kilar - Pieśń o Małym Rycerzu

Strasznie mnie wczoraj "męczył" ten utwór - aż pomyślałem, dlaczego by nie spróbować go odtworzyć? I to spowodowało, że wieczór spędziłem przy Cubase, pracowicie przenosząc ze słuchu kompozycję nieodżałowanego Wojciecha Kilara, która niegdyś okrutnie rozpalała moją dziecięcą wyobraźnię. Ech, pędzić jak ten Michał Wołodyjowski na pohańców, machać szabelką i wzbudzać ten prześliczny uśmiech u Baśki!... No!

No i nagrałem. I łudzę się, że nie wyszło tragicznie, chociaż pewnie jeszcze będę przerabiał i kombinował, jak to ja. Ale póki co, możecie posłuchać!

A dla fanów BandCamp:

niedziela, 15 marca 2020

Genesis Pro - król jest nagi?

Jakiś miesiąc, półtora miesiąca temu w miejscach odwiedzanych w internecie przez muzyków pojawiła się elektryzująca informacja: oto Ummet Ozcan (o którym dowiedziałem się wówczas po raz pierwszy, przyznaję) postanowił stworzyć nowy, rewolucyjny i najlepszy syntezator VST, a co więcej - sprzedawać go za szaloną cenę 1 euro! Rozpoczęła się wielka akcja pompowania balonika - Ummet publikował filmiki, pokazujące grę na nowym instrumencie i prezentujące brzmienia (przyznać trzeba, że całkiem niezłe), a ludzie się nakręcali, jaki to zaraz dostaną świetny produkt (i to za grosze!)

Potwór Frankensteina

Zacząłem mieć wątpliwości od strony informatycznej, kiedy strona Ummeta nie wytrzymała po raz pierwszy, w momencie ogłoszenia, że można się zapisywać do newslettera. No, ale zgoda - rzeczywistość przerosła oczekiwania, ludzie się nakręcili i bombardowali nieprzygotowany do takiego obciążenia serwer. Zdarza się, zwłaszcza na początku.

Druga wątpliwość naszła mnie, gdy przeczytałem, że Genesis Pro ma wyjść tylko jako 32-bitowy VST. W 2020 roku? Hm... podejrzane. Dlaczego autor zdecydował się na taki krok? Odpowiedź okazała się prosta. Ummet nie jest programistą, zaś Genesis Pro został "wyklikany" w jednym ze środowisk do tworzenia własnych wtyczek - Synth Edit. A że Synth Edit był w wersji 32-bitowej, to i Genesis Pro jest taki. Płynie stąd smutny wniosek, że zwyczajnie wersji dla Maka i dla sześćdziesięciu czterech bitów NIE BĘDZIE. Chyba, że Ummet wykupi licencję na 64-bitową wersję Synth Edita.

No i nadszedł czas premiery. Oczywiście, zgodnie z przewidywaniami, serwer nie wytrzymał obciążenia i błąd numer 500 pokazywał się aż do południa. Postanowiłem bowiem odżałować ten 1 euro i przyjrzeć się z bliska muzycznej rewolucji, która ma wywrócić rynek do góry nogami, jak to zapowiadał twórca. W końcu udało się, a ważący 600MB (sic!) instalator znalazł się na moim dysku.

Czy Genesis Pro daje radę?

Z uruchomieniem syntezatora miałem niejaki problem, bo w zasadzie do współpracy udało mi się zmusić tylko Reapera oraz FL Studio (obie te aplikacje obsługują jeszcze wtyczki 32-bitowe). Kłopot w tym, że nie wyświetlało się okno syntezatora. Po dłuższej chwili okazało się, że DAW trzeba uruchamiać jako administrator, inaczej instrument nie działa... No cóż.

Koniec końców jednak niezawodny Reaper dał radę wyświetlić Genesis Pro i można było zacząć przesłuchiwać dostępne presety, demonstrujące potencjał nowego giganta rynkowego. Cóż można powiedzieć - brzmienia same w sobie są dość imponujące, ale zdecydowanie większe wrażenie zrobiła na mnie swego czasu Diva, więc o jakiejkolwiek rewolucji nie ma tutaj mowy. Firmowych presetów jest zaledwie 128, więc nie ma rady, trzeba "wykręcać" własne.

Budując nowe brzmienie, możemy się zdecydować na pracę z dwoma normalnymi oscylatorami (o standardowych przebiegach), z jednym oscylatorem normalnym, a jednym "samplowanym" oraz na swego rodzaju combo złożone z czterech ustalanych niezależnie przebiegów. Do tego mamy zaledwie 2 generatory wolnych przebiegów (LFO) oraz raczej standardowe obwiednie i filtry, wzbogacone o efekty i skromniutką "matrycę", gdzie możemy wskazać, że np. aftertouch ma mieć wpływ na wysokość dźwięku (czy na inny parametr oscylatora lub modulatora). No i to tyle.

Z ciekawych rzeczy wyszukałem X-Gen Tone Generator, który pozwala generować losowo brzmienia w trzech różnych kategoriach: soft tone, hard tone i plucked tone, co czasem nawet daje ciekawe wyniki, więc leniwi mogą klikać i sprawdzać, aż program sam nie wylosuje im czegoś ciekawego.

Podsumowując tę część: nie jest to, oczywiście, żadna rewolucja i istnieje całe mnóstwo równie ciekawych, a może i ciekawszych darmowych syntezatorów. W dodatku takich, które działają w środowisku 64-bitowym i na Makach. Balonik pękł więc z hukiem...

Kopiąc leżącego

Na domiar złego (32 bity, konieczność uruchamiania DAW z prawami administratora), Genesis Pro jest bardzo słabo zoptymalizowany (zgaduję, że w ogóle, bo został zwyczajnie wygenerowany). Nie robiąc nic, tylko wyświetlając się na ekranie (nie wydając żadnego dźwięku!), program "zjada" nawet 10% procesora, zajmując 600MB w pamięci. Każda kolejna instancja zabiera tyle samo, więc jeśli chciałbym zrobić sobie gęstą aranżację, to niestety, bardzo szybko doszedłbym do granicy. Co gorsza, gdy instrument już zacznie grać, bardzo szybko okazuje się bardziej procesorożerny niż wspomniana już Diva, a to wyczyn nie lada. W dodatku na moim komputerze przy buforze 256 wyzwalanie dźwięków powodowało powstawanie trzasków - tego nie robi nawet Diva.

Podsumowując

Po raz kolejny okazuje się, że marketing wygrał z pragmatyką. W obecnej postaci Genesis Pro jest tylko ciekawostką, bo według mnie nie ma niczego, co by uzasadniało wybranie go jako np. głównego instrumentu. Wszystko ma standardowe (może poza generatorem losowym), za to wymagania sprzętowe takie, że ho, ho! Najgorsze, że aby się pozbyć mankamentów tego syntezatora, trzeba by go po prostu NAPISAĆ od podstaw (podejrzewam, że nawet 64-bitowa wersja Synth Edita nie optymalizuje kodu). Wtedy - jestem pewien na 100% - działałby szybciej, wydajniej, a dodatkowo łatwiej byłoby go dostosować do innych platform. Może Ozcan ma taki plan - ja dołożyłem cegiełkę i będę teraz obserwował rozwój (jeśli taki nastąpi). Może faktycznie zgromadzi się jakaś grupka fascynatów i przerobi Genesis Pro tak, by pasował do buńczucznych haseł reklamowych?...