czwartek, 21 stycznia 2021

[T] Spitfire BBC Symphonic Orchestra - aktualizacja 1.2.0

Proszę, proszę, nowy rok przywitał nas bardzo miłą niespodzianką - aktualizacją biblioteki BBC Symphonic Orchestra do wersji 1.2.0. Dla użytkowników wersji Professional aktualizacja jest dostępna od 15 stycznia, dla wersji Core - od 18 stycznia. Bardzo szczegółowe informacje (w tym o samym sposobie aktualizowania) można znaleźć na stronie producenta, ja zaś tylko pokrótce powiem, czy i dlaczego warto.

Warto!

Po pierwsze, warto dlatego, że został zaktualizowany sam program biblioteki (czyli jego wizualna powłoka). Poprawiono czasem występujący błąd związany z przypisywaniem vibrato do kontrolera CC, wydaje mi się też, że lepiej działa odświeżanie listy brzmień (kilkukrotnie wystąpiły u mnie problemy z przewijaniem, zwłaszcza kiedy dodałem do listy własne warianty).

Po drugie, co się raczej rzadko zdarza, dostajemy pakiet zupełnie nowych brzmień. Gwoździem programu są brzmienia tłumionych instrumentów dętych w artykulacjach long, staccatissimo oraz marcato. W ten sposób wzbogacono trąbki, waltornie i puzony, zarówno w wersjach solowych, jak i w grupach.

Jakby tego było mało, dodano artykulację extended legato do oboju, klarnetu, fagotu, trąbki, waltorni i puzonu tenorowego, zaś dla fletu, skrzypiec (obu grup), altówek, wiolonczel i kontrabasów poprawiono dostępne do tej pory legato.

Dużo dobrego

Nie dziwi zatem, że aktualizacja dla wersji Core zabiera ponad 1,5GB, zaś dla wersji Professional aż 36GB(!). Pobrać jednak warto, bo zupełnie za darmo rozszerzamy paletę dostępnych brzmień.

A poniżej relacja nieocenionego Guya Michelmore'a:

piątek, 15 stycznia 2021

[T] Arturia V Collection 8

No i proszę, mija miesiąc od czasu, gdy testowałem AnalogLab V, a tu dzięki uprzejmości firmy Arturia mam okazję przetestować pełną wersję V Collection 8. Zalogowałem się zatem na konto programem Arturia Software Center i pobrałem pełne wersje nowych syntezatorów (czy też nowych wersji istniejących syntezatorów): Emulator II, Jun-6, Jup-8 V4, OB-Xa, Stage-73 V2 i w końcu Vocoder. Uruchomiłem zatem wierne Studio One 5 i... rozczarowanie!

Vocoder

Rozczarowanie, bo okazało się, że Studio One 5 nie potrafi wysyłać sygnału audio do wtyczek instrumentalnych, co automatycznie wyklucza wykorzystanie Vocodera w sposób najbardziej oczywisty - czyli poprzez podłączenie do niego ścieżki wokalnej (albo śpiewanie wprost do mikrofonu). Na szczęście robi to Cubase, więc przeniosłem się do niego i wtedy Vocoder pokazał, na co go stać! Zaznaczę tylko, że w Studio One też można oczywiście korzystać z Vocodera, jednak wówczas dostępny jest tylko tryb z odtwarzaniem próbek umieszczonych wprost w instrumencie, a nie "podlinkowanych" ze ścieżki audio.

W Cubase sprawa była prosta - wystarczyło w oknie Vocodera włączyć side-chain z kanału audio, gdzie miałem podpięty mikrofon, zaś na kanale mikrofonu włączyć monitoring i gotowe! Zacząłem więc grać i gadać, i powiem Wam, że zabawa jest naprawdę przednia! Dawno się tak nie bawiłem podczas tworzenia muzyki - no, zgoda, nic ambitnego w ten sposób nie powstało wprawdzie, ale parę pomysłów i owszem.

Sam Vocoder jest bardzo elastyczny - można go zasilić albo żywym sygnałem z osobnej ścieżki, albo samplami, zaś sygnał nośny (carrier) dostarcza sam z wbudowanego syntezatora. Szkoda, że nie da się go zastosować jako efektu, gdzie dałoby się go ustawić na jakiejś grupie, do której można by przekierować dwa sygnały audio - jeden z sygnałem modulującym (głos) i drugi z sygnałem nośnym (syntezator). No, ale jeśli komuś trzeba takiej funkcjonalności, zawsze może się ratować TAL Vocoderem.

Siedziałem strasznie długo nad tym instrumentem, bo możliwości jest tu całkiem sporo - można np. korygować wysokość dźwięku, czyli "śpiewać od linijki". Można okraszać sygnał wyjściowy efektami, konfigurowanymi równolegle lub szeregowo. Można konfigurować poszczególne pasma częstotliwości, jest też dostępny filtr i pokrętło Dry/Wet do ustalenia proporcji między głosem wchodzącym a przetworzonym. Samo przesłuchanie przygotowanych presetów może zająć bardzo dużo czasu, zwłaszcza jeśli nie odtwarzamy jakiegoś sygnału, tylko na bieżąco gadamy lub śpiewamy do mikrofonu. Trochę szkoda, że przełączenie presetu praktycznie zawsze włącza tryb pobierania sygnału modulacyjnego z samplera, więc korzystając z mikrofonu trzeba ciągle przełączać tryb na Voice (nie znalazłem możliwości zablokowania tego ustawienia).

Generalnie już teraz mogę zdradzić, że to zdecydowanie mój faworyt spośród nowości wersji 8 - i się zastanawiam, czy on sam nie byłby argumentem za tym, aby dokonać aktualizacji - gdyby tylko nie była ona tak kosztowna...

Stage-73 V2

Przyznam, że elektrycznych pianin nigdy nie lubiłem. Nie lubiłem i nie używałem. Aż do albumu Synergy, gdy nagle okazało się, że to są świetne instrumenty! I nie tylko zresztą one, bo elektryczne organy B3 też nagle zyskały w moich oczach. Stage-73 było już we wcześniejszych wersjach (tyle wiem), więc obecna wersja jest czymś w rodzaju aktualizacji - zmieniono silnik odpowiedzialny za generowanie dźwięku. Na szczęście zostawiono też wersję wcześniejszą, więc jeśli ktoś ma starsze projekty, to bez obaw - będą korzystały z dotychczasowych brzmień. Zresztą podobną rzecz zrobiono także w przypadku Jup-8, który też jest dostępny w obu wersjach, starszej i nowszej.

Wracając jednak do Stage-73 - bardzo polubiłem ten instrument. Podczas nagrywania Synergy użyłem tylko raz starszej wersji, a że lista presetów jest różna, nie traciłem czasu na bezpośrednie porównania, tylko od razu rzuciłem się do przeglądania brzmień nowej wersji. I są naprawdę świetne! Good Vibes, The Great One czy The Butterfly Effect to jest właśnie to, czego oczekiwałbym od elektrycznego piana - delikatne, subtelne dźwięki, nie pozbawione jednak głębi. Cudo!

Pianino może być podłączone do pięciu "nożnych" efektów, które można wybierać z listy sześciu dostępnych: chorusa, flangera, phasera, overdrive, delay'a i kompresora. Dzięki temu da się w dość szerokim stopniu kształtować brzmienie instrumentu - zresztą, posłuchajcie fabrycznych presetów, a przekonacie się, że nie tylko delikatne i zwiewne dźwięki Stage-73 potrafi z siebie wydobyć.

Jun-6

Tego instrumentu byłem bardzo ciekaw, bo od kilku lat jestem użytkownikiem TAL-U-NO-LX V2, który jest emulatorem tego samego syntezatora firmy Roland. A że lubię jego brzmienie, postanowiłem sprawdzić, czy da się uzyskać podobne efekty stosując Jun-6 od Arturii.

Na pewno pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne - brzmienie Jun-6 jest pełniejsze, milsze dla ucha. Myślałem, że to zasługa jakichś filtrów, ale po pierwszej próbie uzyskania tego samego na obu emulacjach okazało się, że ciągle Jun-6 brzmi lepiej - i to o wiele lepiej. Co jest grane? Zacząłem porównywać przełącznik po przełączniku - wiadomo, że czasem nie uda się zrobić repliki 1:1, ale brzmienie nie powinno różnić się AŻ TAK. No i po krótkim śledztwie wyszło szydło z worka - otóż Jun-6 ma to, co miał i oryginał, a czego pozbawiono U-NO-LX - tryb unison. I to dzięki niemu instrument Arturii tak bardzo różnił się od konkurenta. Po jego wyłączeniu faktycznie oba sygnały były już podobne, ale jednak TAL było nieco ciemniejszy, pozbawiony takiej przyjemnej "mgiełki" gdzieś w środku i w górze pasma. Mnie się akurat ta "mgiełka" spodobała bardzo, bo zasadniczo lubię jasne brzmienie, więc dla mnie - duży plus syntezatora Arturii. To i tryb unison zdecydowanie stawiają go w moich oczach wyżej od TAL-a, choć wiadomo, są różne gusta. Jeśli ktoś lubi bardziej matowe, surowe brzmienie, znajdzie je właśnie w TAL-U-NO-LX - to bardzo dobry instrument i absolutnie nie zamierzam się go pozbywać.

Jup-8 V4

Kolejna emulacja klasycznego już syntezatora Rolanda nie jest nowością w pełnym tego słowa znaczeniu - V Collection już ją posiadała wcześniej. Teraz jednak ma ona unowocześniony silnik, co powinno przełożyć się na dużo wierniejsze oryginałowi brzmienie. Z mojego punktu widzenia nie ma to jednak absolutnie żadnego znaczenia, bo i wcześniejsza wersja była dla mnie czymś wyśmienitym. Zwyczajnie nie posiadam i nie posiadałem oryginału, zaś wersja V3 brzmiała rewelacyjnie.

W tym wypadku podoba mi się, że twórcy postanowili wyposażyć wersję V4 w zupełnie nowy zestaw presetów. Utrudnia to wprawdzie bezpośrednie porównanie z poprzednikiem, ale dla chcącego nic trudnego, wystarczy wystartować od bazowych ustawień "Default" i skonfigurować oba instrumenty jednakowo. Nie jest to proste, bo panel wewnętrzny (w nowej wersji: Advanced) wygląda dość odmiennie. Przy mojej próbie starsza wersja brzmiała bardziej ostro i chropowato, nowa - podobnie jak przy porównaniu Jun-6 z TAL-U-NO-LX - bardziej miękko, jakby miała więcej harmonicznych.

Myślę, że nie ma co tu się doszukiwać jakichś teorii spiskowych - zamiast jednego instrumentu mamy dwa, różniące się charakterem brzmienia. Nic, tylko się cieszyć!

Emulator II

Następny w kolejności był Emulator II. To zasadniczo bardzo ciekawy instrument - niektóre brzmienia są bardzo przyjemne i frapujące, jednak kompletnie brakuje mi chęci eksperymentowania z nim. Przesłuchać presety - i owszem, ale już dłubać w ustawieniach innych niż efekty? Może to przez to, że nie przepadam za samplerami, a Emulator w sumie tym właśnie jest. Tak czy owak, znalazłem w nim parę ciekawych brzmień, na które może i miałbym jakiś pomysł w przyszłości, jednak teraz - nie, na pewno nie wypadł tak intrygująco, jak choćby Synthi przy okazji debiutu V Collection 7. Dla mnie osobiście najsłabszy w całym zestawieniu - co oczywiście nie znaczy, że jest słaby.

OB-Xa

I tu mam poważny dylemat, bo o tym instrumencie rozmyślałem od chwili jego premiery. Gdyby nie zaporowa cena, przewyższająca nawet super-drogą Divę od u-he, pewnie we wakacje bym się złamał i sobie go sprawił. Jednak ostatecznie tak się nie stało, za to Arturia włączyła go w skład V Collection 8. Przyglądałem mu się jeszcze w AnalogLabie i przyznam, że troszkę mój zapał ostygł. Teraz, mając możliwość testowania pełnej wersji, sam już nie wiem. To bardzo rzetelnie zrealizowana emulacja, co do tego nie ma wątpliwości. Jedyna z testowanych przeze mnie, która brzmiąca tak mile dla mojego ucha. A jednocześnie, kiedy już mogę pokręcić wszystkim gałkami, brak mi zapału do wykręcania własnych barw.

Przesłuchałem tradycyjnie wszystkie firmowe presety i wiele z nich jest świetnych, jak np. Brighten Up , Come Together, Amorphous Transparence czy Deep Organic Mood. Nagrałem sobie nawet kilka fajnych motywów za pomocą OB-Xa i być może coś z tego wyjdzie - w końcu album Encounters jeszcze nie ma gotowych wszystkich utworów. Jednocześnie jednak czuję wielki niedosyt, bo w ogóle nie ciągnie mnie do budowania własnych barw, co jest dziwne, jako że w Jun-6 od razu sobie parę ciekawych "wykręciłem". Być może to filozofia syntezatorów Rolanda lepiej mi pasuje? Nie mam pojęcia - coś w tym jednak musi być, bo przecież OB-Xa potrafi brzmieć rewelacyjnie. Zobaczymy, może się jeszcze przełamię.

Ogólne uwagi do całości

W teście AnalogLab V zauważyłem zmianę w mechanizmie wyboru presetów i instrumentów. Rzecz jasna, zmiana ta dotknęła także V Collection, jednak obecnie dużo łatwiej jest mi się z nią "pogodzić", bo po prostu już przywykłem do AnalogLaba V. Powiem więcej, obecny sposób wydaje mi się dużo łatwiejszy i prostszy.

Łatwiej jest także z dostępem do zaawansowanych ustawień instrumentów. Do tej pory trzeba było wiedzieć, w które miejsce interfejsu użytkownika trzeba kliknąć - ustawienia pojawiały się po "dotknięciu" tylnej ścianki czy wyświetlacza. Teraz jest to normalny przycisk Advanced - może mniej "romantycznie", za to praktyczniej.

Nie zauważyłem też żadnych problemów we współpracy z moim KeyLabem 61, ale w zasadzie zdziwiłbym się, gdyby akurat tutaj coś "zgrzytało". To po prostu MUSI działać.

Podsumowując test pełnych wersji instrumentów muszę przyznać, że w tej postaci pakiet jest dużo bardziej kuszący. Zwłaszcza Vocoder, Stage-73 V2 i Jun-6 przypadły mi do gustu, ale i Jup-8 oraz OB-Xa chętnie bym przygarnął. Najmniej podoba mi się Emulator II, ale wcale nie dlatego, że to zły instrument, tylko nie pasuje do moich obecnych gustów - po prostu nie mam na niego żadnego pomysłu.

Tym niemniej nadal uważam, że 299 euro dla posiadaczy V Collection 7 to cena odrobinę zbyt wysoka i mam nadzieję, że niedługo pojawi się taka opcja, jaka była dostępna dla "siódemki" - czyli możliwość zakupu w niższej cenie i w ratach. Wprawdzie obecnie mogę sobie zaktualizować Jup-8 oraz Stage-73 V2 w cenie 29 euro każdy, ale bardziej zależałoby mi na Vocoderze i Jun-6, więc muszę uzbroić się w cierpliwość, a na razie korzystać ile wlezie z tymczasowej licencji od Arturii - której notabene dziękuję za umożliwienie przeprowadzenia tego testu.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

MDrummer - jak zachować ścieżkę perkusyjną

Melda MDrummer jest świetną maszyną perkusyjną, nie mam co do tego wątpliwości. Bogata biblioteka brzmień oraz - co nie mniej ważne - rytmów to nie lada gratka. Jedyny problem polega na korzystaniu z tego bogactwa, albowiem MDrummera można używać na trzy sposoby: jak zwykły instrument (wówczas po prostu transmitujemy na kanale 10 MIDI poszczególne nutki, a MDrummer je odtwarza), wysyłając specjalne sygnały sterujące oraz tworząc kompletną ścieżkę perkusyjną wewnątrz instrumentu. Każdy sposób ma swoje wady i zalety, jednak jak dla mnie, najwygodniejszy jest tryb drugi, zwłaszcza podczas korzystania z wbudowanych rytmów. Wystarczy wówczas wysyłać do MDrummera sygnały w rodzaju: teraz intro, teraz zwrotka, teraz "przejście" itp., a instrument "gra sam". Sposób ten jest jednak najbardziej kłopotliwy, jeśli chodzi o zachowanie ścieżki perkusyjnej w uniwersalnym formacie.

Uniwersalne bębny

MDrummer stara się trzymać standardu General MIDI, jeśli chodzi o przypisanie poszczególnych brzmień do nut. Jest to zaleta, bo przygotowaną z jego udziałem ścieżkę można od biedy odtworzyć także na innym instrumencie perkusyjnym (np. Shreddage Drums) - standardowe brzmienia w rodzaju stopy, werbla, tomów będą się zgadzały. Dla mnie jest to bardzo ważne, bo już nie raz się przekonałem, że lepiej mieć zapisane dane MIDI niż polegać na tym, co zapamiętał instrument. W razie awarii czy nieobecności MDrummera nie stracę w ten sposób całej ścieżki perkusyjnej - będę mógł podpiąć do niej dowolny inny instrument perkusyjny, a jeśli nawet jakieś brzmienie nie będzie pasowało, to sobie je przemapuję. Kłopot w tym, że mając na ścieżce perkusyjnej tylko komendy sterujące lub zgoła nic (jeśli perkusję ustawię wyłącznie w środku MDrummera), niczego nie ocalę. Po zakończonej pracy warto by więc przygotować zwykłą ścieżkę MIDI z zapisem "nuta po nucie".

Tryb Song, w którym wszystko układa się wewnątrz MDrummera, ma odpowiednią funkcję, dzięki której po prostu można przeciągnąć stworzoną ścieżkę perkusyjną do DAW i gotowe. Niestety, tryb komend MIDI czegoś takiego nie posiada i prawdę mówiąc, początkowo nie bardzo nawet wiadomo, jak to uratować. Odkryłem jednak sposób i choć jest troszkę czasochłonny, to jednak prosty i działa.

Odtwarzamy i nagrywamy

Sposób zasadza się na tym, że - jak wyczytałem w instrukcji - MDrummer transmituje odtwarzane dźwięki także jako komunikaty MIDI. Co więcej, może to robić na osobnych kanałach MIDI, jednak do naszych celów wystarczy pojedynczy kanał. Sytuacja startowa jest zatem taka: mamy kanał z MDrummerem, ścieżkę perkusyjną przygotowaną za pomocą komend MIDI i chcemy zamienić to na pełny zapis nutowy, żeby np. móc wykorzystać AbbeyRoad Modern Drummer.

W programie DAW (tutaj: Studio One) ustawiamy kanał wyjściowy MDrummera na 10:

Analogicznie, dla AbbeyRoad Modern Drummer ustawiamy wejście na MDrummera, kanał 10:

W tym momencie rozpoczęcie odtwarzania powinno spowodować odgrywanie perkusji zarówno przez MDrummera, jak i przez AbbeyRoad Modern Drummer - o to chodziło! Wystarczy zatem uzbroić tę ostatnią ścieżkę do nagrywania, przewinąć utwór do początku i... nagrać. Nuty wyzwolone przez komendy w MDrummerze powędrują posłusznie kanałem 10 do AbbeyRoad Moder Drummera i zostaną nagrane na jego ścieżce. Po zakończeniu nagrania można zmutować MDrummera i posłuchać całości już z innej maszyny perkusyjnej.

Tempo podczas nagrywania można chwilowo nieco zwiększyć, jednak radzę nie przesadzać, bo mogą pojawić się przekłamania, związane prawdopodobnie z kompensacją latencji MIDI i nuty w kolejnych taktach mogą być odtwarzane nie "w punkt".

W programie Cubase jest jeszcze prościej, bo nic nie ustawiając na ścieżce MDrummera, wystarczy tylko na ścieżce AbberyRoad Modern Drummer ustawić wejście na wyjście z MDrummera i już można nagrywać:

Co za lamer

No cóż, sposób rzeczywiście jawi się jako wyjątkowo lamerski, ale ostatecznie w razie czego wolę być lamerem z zachowanymi ścieżkami perkusyjnymi niż profesjonalistą z bezużytecznymi komendami MIDI. Jak dla mnie wszystko działa, a nie potrafię sobie wyobrazić, jak inaczej można by skonwertować zapis w postaci komend jako nuty MIDI - chyba że MDrummer miałby jakiś wewnętrzny bufor, który można by zapełnić odtwarzanymi nutami i przenieść potem do DAW tak jak w trybie Song.

niedziela, 10 stycznia 2021

Praca na wyjeździe

Siostra Be postanowiła wykorzystać moment, gdy będę w pobliżu i nakręciła wywiad ze stRingiem i ze mną. Mając chwilkę, chciałem dołożyć małą cegiełkę i przygotować czołówkę do tego filmu, a oprócz efektów dźwiękowych zawrzeć tam też coś w rodzaju jingle'a. No, ale żeby zrobić jingle'a od podstaw, potrzebny był mi jakiś program muzyczny.

Spośród posiadanych DAWów musiałem wybrać jeden, który da się po prostu pobrać i zainstalować. Najszybciej poszłoby z Reaperem, tyle że on nie ma wbudowanych żadnych instrumentów wirtualnych (o ile mi wiadomo). Mógłbym wprawdzie ściągnąć choćby Divę czy Thorna, ale chciałem mieć od razu środowisko gotowe do pracy.

Wcześniej w takich sytuacjach pobierałem po prostu FL Studio, które ma w sobie całkiem sporo bardzo dobrej jakości syntezatorów i wydaje się idealne do takiego właśnie wykorzystania, jednak z niewiadomych przyczyn nie mogłem wejść na stronę Image Line - być może były jakieś chwilowe problemy z serwerem albo z domową siecią, która została poprzedniego dnia przestawiona z radia na światłowód (zazdroszczę!). Tak czy inaczej, strona nie chciała się załadować, więc na placu boju zostały trzy DAWy - Studio One, Cubase i Bitwig. Bitwiga dawno nie używałem, więc dałem sobie z nim spokój, zaś Cubase wyeliminował się sam - nie miałem przy sobie klucza USB, bez którego nawet bym nie uruchomił programu.

Pozostało zatem pobrać Studio One i powiem Wam, że obyło się bez żadnych problemów, czemu aż sam się dziwiłem. Uruchomiłem instalator, aktywowałem kopię (wystarczyło zalogować się na konto PreSonusa), potem jeszcze pobrałem wszystkie pakiety i już. Na światłowodzie trwało to wszystko bardzo krótko - zresztą w trakcie pobierania dodatkowych komponentów mogłem już przygotowywać jingle'a.

W sumie piszę to wszystko tylko po to, by pokazać, że czasem trzeba pracować w dość nietypowych warunkach i warto brać to pod uwagę, wybierając odpowiedni program DAW czy wtyczki. Sprzętowe zabezpiecznia, choć wygodne w normalnej pracy, kompletnie nie sprawdzają się, gdy trzeba program szybko i nieoczekiwanie zainstalować nie na swojej maszynie. Gdybym miał przygotować jakąś bogatą aranżację, musiałbym się też obyć bez tych wszystkich wtyczek, które wymagają kluczy iLok czy eLicenser (np. AIR, Vienna Symphonic Library czy Soothe i całe pakiety od SONiVOX i iZotope)...

Ostatecznie wszystko się powiodło i jingle powstał - a Studio One zarobiło kolejny punkcik w moim prywatnym rankingu.

wtorek, 5 stycznia 2021

[Cubase] Stare wersje Cubase wyłączone

No i stało się. Steinberg usunął możliwość pobrania Cubase w wersji starszej niż 9.5. Przekonałem się o tym dzisiaj, kiedy próbowałem znaleźć sposób na zainstalowanie wersji 7, aby jeszcze raz wyeksportować z niej utwór "Neptunus", nagrany cztery lata temu z wykorzystaniem 32-bitowych instrumentów, których obecnie nie można używać w 64-bitowym Cubase. Po uruchomieniu Steinberg Download Assistant zobaczyłem to:

Jak widać, lista kończy się na wersji 9.5 i nie sposób zdobyć stąd instalatora wersji starszych. Poszukałem jeszcze na stronie Steinberga i udało mi się znaleźć możliwość pobrania wersji 8.5. Zadałem jeszcze odpowiednie pytanie na dwóch cubase'owych grupach i dość szybko dostałem odpowiedź, że tak, Steinberg wycofał jakiekolwiek wsparcie dla wersji starszych, zaś uczynni koledzy z grupy znaleźli zapomnianą podstronę z możliwością pobrania obrazu ISO wersji 7:

Niby więc zostałem uratowany w tej konkretnej sytuacji, jednak martwi mnie to, że Steinberg definitywnie odciął swoich użytkowników od możliwości zainstalowania jakiejkolwiek wersji z obsługą 32-bitowych wtyczek. Zgadza się, że jest to pewnie nisza, ale chyba nie mniejsza niż posiadacze projektów zapisanych w plikach all - a jednak dla tych ostatnich ciągle istnieje możliwość pobrania Cubase SX...

Cóż zrobić... Pobrałem, zainstalowałem (co zabawne, mam teraz cztery wersje Cubase, zainstalowane równolegle: SX, 7, 10.5 i 11) i ostatecznie rozprawię się ze starymi projektami, żeby uniknąć zgrzytania zębami w przyszłości. Ale z lekkim niepokojem patrzę na moje obecne archiwum utworów - za ile lat będę musiał to wszystko konwertować do jakiegoś nowego formatu, który sobie Steinberg w międzyczasie wymyśli?...

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Setki wtyczek

Robiłem w sierpniu ubiegłego roku wielką czystkę wśród wtyczek VST, bo liczba ich przekroczyła 500. Przez jakiś czas było dobrze, a tu znów patrzę - 430 przekroczone. Skąd te wielkie liczby i czego mogę się pozbyć? Trochę przeczyściłem listę, schodząc do 360 wtyczek, ale czy to nie jest nadal zbyt dużo?

Wydawałoby się, że 300-400 wtyczek to liczba zawrotna, bo w końcu ilu wtyczek używa się na co dzień? Dwudziestu? Pięćdziesięciu? Postanowiłem przejrzeć cierpliwie wszystkie wykrywane przez DAW wtyczki i ocenić, czy faktycznie ich potrzebuję.

Wydawało mi się, że mniej będzie wtyczek efektowych i to od nich zacząłem sprawdzanie. No i szybko wyszło szydło z worka - samych producentów wtyczek na liście znalazło się 40 pozycji, a co zajrzałem do folderu producenta, to znajdowałem tam wtyczki przydatne w różnych okolicznościach. Zwykle zresztą w folderze producenta tkwiła nie jedna, ale wiele wtyczek, np. dla FabFilter jest to 9 wtyczek, ale dla iZotope już liczba 29, zaś dla Meldy - 34! I tak grosik do grosika, okazało się szybko, że ponad 220 wtyczek to właśnie wtyczki efektowe. Co gorsza, nie bardzo jest się czego tutaj pozbyć, bo wprawdzie nie używam wszystkiego przy każdym projekcie, ale miło jest mieć świadomość, że np. w razie czego będę mógł usunąć z jakiegoś sampla szum albo wykorzystać nietypowy delay do ożywienia jakiejś niemrawej barwy. Poza tym w paru (nastu) wypadkach działa chęć zgodności wstecz - na przykład obecnie FabFilter Pro-R praktycznie zastąpił mi Valhallę Room, jednak dziesiątki wcześniejszych utworów korzystają właśnie z niego.

Podobnie skończyło się sprawdzanie wtyczek instrumentalnych - co ciekawe, producentów też była czterdziestka (choć oczywiście inna niż ta wyżej). Zdecydowanym liderem liczności wtyczek okazała się Arturia (30 pozycji na liście), ale i u-he ze swoją dziesiątką nie ma się czego wstydzić. Faktycznych instrumentów mam więcej niż 140, wynikające z arytmetyki (360-220), bo np. wszystkie instrumenty dla Kontakta, UVI Workstation, EastWest Play czy Vienna Instruments nie są tutaj wyliczone (nie są wtyczkami VST). Większość zainstalowanych instrumentów używam (!) - nie w każdym projekcie wszystkie, oczywiście, ale na tyle często, że żal wyrzucać. Część została ze względu na wspominaną wsteczną zgodność - np. Output Arcade, Christopher Gill Equinoxe czy XILS-lab Stix.

A co przybyło przez te pół roku? Parę wtyczek pomiarowych (m. in. Youlean Loudness Meter 2), parę instrumentów (m. in. Melda MDrummer), a że każdą wtyczkę efektową staram się instalować zarówno w wersji VST2.4, jak i VST3, to robi się już mały tłok. Nawiasem mówiąc, VST3 (które preferuję), nie zawsze dobrze działa w programie Acon Acoustica, którego używam nadal do wstępnej obróbki plików dźwiękowych, a tam wtyczek efektowych używam nader często - stąd konieczność posiadania także wersji VST2.4.

Uf, mimo zdecydowanie spowolnionego przyrostu nowych wtyczek w ostatnich latach, mam nieodparte wrażenie, że niedługo jednak przekroczę liczbę 400 i już nie będę potrafił wrócić do niższych wartości...

piątek, 1 stycznia 2021

Cubase 11 Pro vs Studio One 5.1 Pro

Starcie zawodników wagi ciężkiej

Dzisiaj trochę nietypowo i może prowokacyjnie - bo takie właśnie zwykle są "pojedynki". Jestem wieloletnim użytkownikiem obu programów, a choć teoretycznie więcej doświadczenia mam z Cubase, to tak naprawdę świadomie zacząłem go używać dopiero podczas prac nad albumem Flashback w 2018 roku. I to głównie dlatego, że równolegle uczyłem się obsługi Studio One - w obu programach widać bowiem bardzo duże podobieństwa.

Jaki jest w ogóle sens tego porównania? Ano tylko i wyłącznie taki, żeby się przekonać, co w mojej praktyce muzycznej się sprawdza lepiej tu czy tam. Nie będzie to więc super-obiektywny przegląd, uwzględniający nawet te najbardziej zaawansowane funkcje (jak np. potrójna konsola w Cubase), ale mimo to myślę, że lektura może dostarczyć ciekawych wrażeń.

Instalacja i uruchamianie

Nie od dziś wiadomo, że nie jestem zwolennikiem zaawansowanych zabezpieczeń, z których zwykle jest więcej szkody niż pożytku. Steinberg od dziesięcioleci (!) stosuje klucz sprzętowy, niegdyś wpinany w złącze drukarki, od wersji 2 lub 3 działający z USB (tzn. na pewno już wersja 3SE miała klucz USB, bo to pierwsza, jaką kupiłem). Trzeba zatem zainstalować specjalny sterownik (eLicenser), a dopiero z nim i zarejestrowaną na kluczu licencją można uruchomić Cubase'a Pro. Nie masz klucza USB albo sterowników do niego? No to nie popracujesz.

eLicenser - bez niego nie popracujesz w Cubase


PreSonus
wybrał prostsze rozwiązanie - po prostu logujesz się do Studio One na swoje presonusowe konto, wpisujesz numer seryjny i już. Jeśli komputer nie ma połączenia z internetem, to na innym komputerze logujesz się do presonusowego konta, generujesz tam pliczek licencyjny, po czym wgrywasz do komputera bez internetu. Co ważne, przy pracy nie musisz być podłączony do internetu, a Studio One (raz aktywowane) będzie się uruchamiać i bez tego.

Samo uruchamianie wygląda podobnie: splash screen (Cubase) albo coś w rodzaju konsoli (Studio One), a potem ekran wyboru/tworzenia projektu (połączony z wyświetlaniem jakichś marketingowych nowości. Osobiście wygodniej korzysta mi się z kreatora Studio One, bo po pierwsze ma filtrowanie już używanych projektów (łatwiej je znaleźć), a po drugie automatycznie tworzy plik projektu (w Cubase plik projektu tworzy się dopiero przy zapisie, kreator za to tworzy katalog dla projektu).

Panel tworzenia lub otwierania projektu w Cubase
Panel tworzenia lub otwierania projektu w Studio One

W obu przypadkach można skorzystać z przygotowanych wcześniej (albo firmowych) szablonów, dzięki czemu unikniemy nudnych, powtarzalnych czynności, jak np. utworzenie wszystkich sekcji orkiestry.

Dam tutaj dwa punkty Studio One, Cubase bez punktu. 0:2.

Interfejs użytkownika

O, to już wyższa szkoła abstrakcji. Szczerze mówiąc, to chyba wyłącznie kwestia gustu, bo niewiele jest tutaj faktycznie użytkowych różnic. Cubase ma wprawdzie swoje trzy konsole miksujące, ale Studio One ma "sceny" (obie rzeczy służą do trochę czegoś innego, chodzi bardziej o zaznaczenie różnicy). Studio One ma jeden mikser, który może być "przyczepiony" do głównego okna lub "pływający" i przeniesiony na dodatkowy ekran. Cubase ma dodatkowy mały mikserek wbudowany w główne okno oraz trzy "duże" miksery w osobnych oknach (i te różnią się funkcjonalnie od tego małego "mikserka", choćby ilością miejsca prezentowanie wszystkich danych).

I w Cubase, i w Studio One jest kolorowanie ścieżek oraz kanałów miksera, można dodawać notatki czy nazywać dowolnie poszczególne elementy. W obu przypadkach są pewne problemy z doborem kolorów, bo w Cubase paleta jest połączona z aktualnym projektem (i trzeba ją sobie zdefiniować), w Studio One za to jest ona stała i nierozszerzalna (póki co).

Edytor MIDI w Studio One miał do niedawna przewagę w postaci edycji parametrów CC krzywymi, jednak Cubase 11 wprowadził ten wygodny mechanizm i zniwelował różnicę, dając dodatkowo kontrolę skali, czego z kolei nie ma Studio One. Za to Key Switches, służące do zmian artykulacji w Studio One, są dużo wygodniejsze, czytelniejsze i bardziej niezawodne niż Expression Maps w Cubase. Oba programy mają dodatkowo specjalne edytory dla patternów perkusyjnych.

Asystent skali w Cubase
KeySwitches w Studio One

Co ciekawe, bardzo dużo funkcji posiada zbliżone lub identyczne skróty klawiaturowe (np. 1 - narzędzie zaznaczania, 3 - cięcie, G - klejenie, D lub Ctrl+D - duplikowanie) i wiele rzeczy robi się bardzo podobnie (np. usuwanie nutek w piano-roll podwójnym kliknięciem, powielanie za pomocą przeciągania z wciśniętym klawiszem Alt). Naprawdę wiele razy dochodziło do sytuacji, gdy ucząc się Studio One odkrywałem jakąś funkcję, która - jak się okazywało - działała identycznie w Cubase (i odwrotnie, kiedy studiowałem kurs Cubase'a ze strony Musoneo, wiele rzeczy tam poznanych mogłem wykorzystać także w Studio One). Podejrzewam, że duża w tym zasługa pochodzenia Studio One, które napisali byli pracownicy Steinberga.

Jeśli chodzi o ocenę, dałbym tu po jednym punkcie obu konkurentom - czasem coś jest lepiej po jednej, a czasem po drugiej stronie (np. asystent skal w Cubase równoważy się z KeySwitches w Studio One). Chociaż nie, dam dodatkowy punkt dla Studio One za detekcję akordów w materiale audio oraz wygodną ścieżkę akordową. Czyli 1:4.

Narzędzia

I znów natykam się na wyrównany pojedynek: Cubase ma VariAudio, a PreSonus dodaje Melodyne 5. W obu jest zaimplementowany protokół ARA2, więc da się skorzystać np. z Revoice Pro. W obu zaimplementowano prosty (?) sampler - Cubase ma SamplerTrack, Studio One - troszkę bardziej rozbudowany SampleOne:

SamplerTrack w Cubase
SampleOne w Studio One

Obie aplikacje dostarczają też pewną grupę instrumentów: syntezatory czy maszynę perkusyjną (przy czym instrumenty od Steinberga: Retrologue, HALion Sonic SE i Padshop są instrumentami VST, dostępnymi też w innych DAW!).

Dostępne są ponadto pokładowe efekty w rodzaju pogłosu, chorusa, kompresora, limitera itp. (PreSonus dorzucił Ampire, świetne narzędzie dla gitarzystów!), oba też zostały wyposażone w bardzo dobre mierniki (chociaż przyznam, że cubase'owy SuperVision to jest COŚ!). W zasadzie oba DAWy w omawianych wersjach Pro nadają się do pracy zaraz po zainstalowaniu i nie potrzeba nic więcej posiadać, zwłaszcza jeśli preferujemy nowoczesne style muzyczne.

Ampire - naprawdę fajny efekt w Studio One
Rewelacyjny miernik SuperVision w Cubase

W obu aplikacjach znajdziemy też możliwość przygotowania partytur - w Studio One funkcja ta pojawiła się dopiero w wersji 5 i jest jeszcze ciągle w powijakach, ale jeśli PreSonus będzie nadal ją rozwijał w takim tempie, jak między wersją 5.0 i 5.1, to w przyszłym roku może to być już całkiem wygodne i przydatne rozwiązanie.

Cubase'a należy jeszcze w tym miejscu pochwalić za ControlRoom - do czegoś takiego PreSonus się pewnie dopiero nieśmiało przymierza.

Jeśli chodzi o ocenę, daję tu aż cztery punkty dla Cubase: za SuperVision, za ControlRoom, za syntezatory w formacie VST i za edytor nutowy; Studio One otrzymuje punkt za świetne Ampire. 4:5.

Stosunek do klienta

Tutaj, niestety, nie mogę pochwalić żadnego z producentów. Wprawdzie ostatnio PreSonus jakby mocniej wsłuchał się w głosy społeczności (w końcu wersja 5.1 doczekała się po wielu latach nagrywania retrospektywnego), jednak nadal w przypadku zgłaszania błędów - na przykład problemów z Omnisphere - nawet nie chce im się sprawdzić dumpów, logów czy czegokolwiek, z góry zakładając winę autorów wirtualnych instrumentów. Steinberg ma za to swoich klientów w głębokim poważaniu, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie patrząc na nieustępliwość w kwestii klucza USB, rzadkich aktualizacji z poprawkami czy drogich aktualizacji z wersji na wersję, gdzie płaci się nawet za przejście z wersji 10 na 10.5 (a jak się nie zapłaci, to aktualizacja o "całe oczko" jest jeszcze droższa). Być może wynika to z pewności, że użytkownicy nie odejdą, bo używając Cubase'a od trzydziestu lat, mają takie pokłady archiwalnych projektów, że po prostu muszą zostać (sam poniekąd należę do takiej grupy).

Pozostaje nie przyznawać w tej kategorii punktów, zatem wynik bez zmian, 4:5.

Podsumowanie

Zdecydowanego zwycięzcy nie ma, bo i być nie mogło. Są to tak zbliżone funkcjonalnie programy, że o wyborze jednego z nich będą decydować pojedyncze rzeczy: np. efekty dla gitarzystów (z całym szacunkiem dla VST Amp Rack, Ampire wciąga go jedną dziurką od nosa) czy VariAudio (jak dla mnie wygodniejsze w użyciu od Melodyne). Nowi użytkownicy powinni zatem zdefiniować swoje oczekiwania i wówczas rozstrzygnąć, który z programów spełnia je lepiej. Bo bez wymagań - oba są jednakowo dobre.

I nadal nie wiem, którego używać. Używam więc obu na zmianę.