środa, 21 października 2020

PreSonus Studio One 5.1 - ważna aktualizacja!

NARESZCIE! Czekałem, czekałem i się doczekałem! Oto w wersji 5.1 Studio One pojawia się nagrywanie retrospektywne! Ale zanim o tym, najpierw trochę ogólników. Wersja 5.1 została ogłoszona dzisiaj na presonusowym blogu, zaś pełna lista zmian dostępna jest na forum. Dobra, czas na szybką przebieżkę po tym, co mnie interesuje - bo oprócz tej wyczekiwanej funkcji są też inne.

Nagrywanie retrospektywne

O, nie mam zamiaru pisać tu któryś raz z rzędu, jak bardzo lubię tę funkcję i jak mi jej brakowało w Studio One. Po prostu cieszę się ogromnie, że jest i że działa. Nie jest może tak rozbudowana jak w Cubase, ale nie ma to znaczenia. Wystarczy, że mogę utrwalić to, co zagrałem, bez zbędnych ceregieli. Oczywiście, zapisywane są nie tylko wysokości i czasy trwania nut, ale wszelkie komunikaty (modulacja, after touch itd.), jednym słowem - rewelacja. W pewnym sensie skończyła się "era Cubase'a". W ostatnim czasie bowiem, gdy siadałem do DAW z zamiarem tworzenia muzyki (a nie tylko jej aranżowania), to uruchamiałem Cubase'a, właśnie ze względu na nagrywanie retrospektywne. Studio One stało się narzędziem do aranżowania czy tworzenia coverów, bo z kolei ma bardzo fajnie działającą detekcję akordów i tempa. Teraz Cubase straci swoją ewidentną przewagę - zobaczymy, czy coś pokaże w wersji 11-tej.

Filtry!

Jest to coś genialnego w swojej prostocie. Przy aranżacjach mających więcej niż 10-20 ścieżek na ekranie zaczyna się robić tłoczno. Główne okno trzeba przesuwać góra-dół, zaś mikser - prawo-lewo. Kolory i foldery trochę ratują sprawę, ale czasem chciałoby się mieć na ekranie tylko część ścieżek. Oczywiście, w dotychczasowej wersji można było sobie wyłączyć widoczność niektórych ścieżek, co na szczęście pozostawiono. Teraz jednak doszły filtry.

Zarówno dla ścieżek, jak i kanałów w mikserze przewidziano filtr - tekstowe pole, gdzie wpisujemy nazwę ścieżki lub kanału. I voila! - reszta ścieżek/kanałów po prostu znika, zostają tylko te pasujące do filtra. Jeśli odpowiednio ponazywamy ścieżki, to można w ten sposób zostawić całe grupy.

Dodatkowo jest też filtrowanie w oknie startowym, więc koniec z kłopotliwym wyszukiwaniem otwieranego kiedyś projektu - wystarczy wpisać jakąś frazę z jego nazwy i już:

Drukowanie nut

Tego wprawdzie nie wyczekiwałem, ale spodziewałem się. Już w opisie "piątki" zaznaczyłem, że funkcja nutowa bez możliwości drukowania/eksportu nie ma za bardzo sensu. No i okazało się, że mija miesiąc i edytor nutowy już te możliwości posiada. Można drukować, można eksportować do PDF (niestety, tylko jeśli zainstaluje się wirtualną drukarkę PDF), w dodatku nieco usprawniono edycję samych nut i całego "widoku nutowego". Jeśli ktoś lubi lub zwyczajnie potrzebuje papierowych nut, na pewno doceni pracę włożoną w ten element. Oczywiście, nadal istnieje integracja z innym produktem PreSonusa, czyli Notion, aczkolwiek nie testowałem tego, bo Notion nie posiadam.

Ułatwiacze

Oprócz tego, że można wyświetlić drugi pasek czasowy (i mieć jeden np. w sekundach, a drugi w taktach) pojawiła się także możliwość wyświetlenia pasków akordów, tonacji czy znaczników także w oknach narzędziowych. Np. jeśli używamy drugiego monitora, gdzie otwieramy przykładowo edytor MIDI (bardzo częste u mnie), to żeby się orientować w aranżacji czy podejrzeć linię akordów, trzeba było rzucać okiem na główne okno. Teraz można sobie wyświetlić taką ścieżkę w edytorze MIDI i po kłopocie. Naprawdę przydatna, choć przecież niewielka rzecz.

Falstart?

I tak, moim zdaniem, powinna się prezentować wersja 5 w czerwcu. Nie rozumiem, dlaczego PreSonus nie poczekał tych czterech miesięcy i nie doprowadził Studio One to obecnej postaci. Przecież to byłby hit: patrzcie, mamy edytor nutowy, zintegrowany z Notion, z możliwością druku i eksportu! Mamy nagrywanie retrospektywne! Mamy filtry ścieżek i kanałów! Mamy sceny w mikserze! Mamy tryb Show! Mamy drugi pasek czasowy! Mamy wyszukiwanie w oknie startowym (nareszcie!), mamy High DPI, mamy wiele ułatwień!... Szkoda, że nie poczekano, naprawdę.

Ale dobrze, że wersja 5.1 nie jest tylko pudrowaniem nosa - naprawdę wnosi sporo nowości. A za tę jedną ją uwielbiam! Czy dziwicie się, że już mam ją zainstalowaną?

wtorek, 13 października 2020

[Cubase] Kiedy skończy się era dongle'a?

Firma Steinberg zabezpiecza swoje produkty przed piratami za pomocą systemu e-Licenser, który w przypadku droższych produktów profesjonalnych wymaga także posiadania specjalnego klucza USB, stale podłączonego do komputera, na którym używamy tego oprogramowania. Jest to tzw. dongle, czyli sprzętowe zabezpieczenie, na którym wgrana jest licencja. Podstawowa zaleta dongle'a jest taka, że możemy go zabrać z sobą idąc np. do studia nagraniowego i jeśli jest tam Cubase, to podpinamy się i używamy jak własnego, bez wpisywania numerów seryjnych, logowania się do konta itp. Tyle teoria.

Dlaczego jestem "na nie"

Zabezpieczenie to jest ponoć bardzo skuteczne - tak przynajmniej twierdzi Steinberg, a popularność konkurencyjnego iLoka zdaje się to potwierdzać. Rzeczywiście piratom może być trudniej złamać takie zabezpieczenie, choć nie oznacza to, oczywiście, że nigdzie nie znajdziecie "skrakowanego" Cubase'a. Nie ma w tym nic dziwnego, bo co człowiek zabezpieczył, człowiek też odbezpieczyć może - naturalna kolej rzeczy, wszystko rozbija się wyłącznie o opłacalność całej operacji.

Mnie na ogół dongle nie wadzi, ALE...

Są dwie sytuacje, gdy wręcz gotuję się ze złości i kiedy to niewinny klucz USB staje się zmorą. Pierwsza z nich to aktualizacje. Pisałem o tym nie raz i nie dwa - chcę uruchomić Cubase'a, bo mam chwilę czasu i pomysł. Ale nie, DAW się nie uruchomi, za to wyświetli enigmatyczny komunikat błędu, który zwykle oznacza, że trzeba wejść na stronę Steinberga, pobrać najnowszą wersję e-Licensera, zainstalować ją i (czasem) zrestartować komputer. Dopiero potem można zasiadać do pracy.

Druga sprawa to praca na wyjeździe. Parę razy zdarzyło mi się, że wyjeżdżałem do rodziny, niezobowiązująco i bez planów muzycznej pracy. Na miejscu jednak się okazywało, że mam parę godzin, które mógłbym jednak wykorzystać twórczo - ale dongle'a brak, więc z Cubase'a nici. Całe szczęście, że mam alternatywy w postaci Reapera (nigdy nie zawiódł w takiej sytuacji) czy Studio One (też z reguły działa bezproblemowo). Inaczej, jako dumny posiadacz licencji Pro, mógłbym co najwyżej pooglądać tutoriale na YouTube...

Zwolennicy mówią

Zwolennicy takiej formy zabezpieczenia oprogramowania podkreślają, jak bardzo jest ono skuteczne. Podobno nie "złamano" żadnego Cubase'a od wersji 5, chociaż wystarczy wpisać odpowiednią frazę do wyszukiwarki, a ta "wypluwa" mnóstwo wyników dla najnowszej wersji. Podobno dongle jest wygodny - bo można po prostu podłączyć go do komputera z Cubase'em i już można pracować, bez wpisywania numerów seryjnych czy aktywacji. Najczęstsza zaś riposta na argument, że dongle jest zwyczajnie utrapieniem, to: nie musisz używać Cubase'a...

Otóż: jak wspomniałem, skuteczność jest dyskusyjna w kontekście możliwych do ściągnięcia wersji pirackich (czy i jak działają, nie weryfikowałem, ale że istnieją, to pewne). Wygoda stoi pod dużym znakiem zapytania, bo wprawdzie rzeczywiście można podłączyć swój dongle u kogoś, ale po pierwsze - musi mieć on wolny slot USB (co w dobie pracy na laptopach wcale nie jest takie oczywiste), a po drugie, musi mieć zainstalowanego Cubase'a w wersji nie wyższej niż nasza własna, bo nie można z licencją na wersję 9 Pro pracować z wersją 10.5 Pro. W końcu też trzeba ten nieszczęsny dongle zabrać z sobą i (może ważniejsze nawet!) pamiętać, by go później wyjąć i zabrać do domu! Bo utrata dongle'a to praktycznie utrata licencji, chyba że zawczasu tę licencję zarejestrujemy, acz i tak bez pomocy i dobrej woli supportu się wówczas nie obędzie.

Co do tego, że można po prostu zrezygnować z Cubase'a: otóż nie, nie zawsze można. Osoby, które pracowały z nim długo, mają pewnie dziesiątki, jeśli nie setki projektów, których nie da się otworzyć w innym DAW, a które mogą być potrzebne. Niektórzy też zwyczajnie współpracują z innymi użytkownikami Cubase'a nad wspólnymi projektami.

Najciekawsze, że NIKT z obrońców dongle'a nie przejawia entuzjazmu na myśl, że podobne zabezpieczenie powinny mieć systemy operacyjne, arkusze kalkulacyjne, edytory tekstu, gry czy w ogóle inne programy, z których się na codzień korzysta. I NIKT nie przyznał, że żałowałby, gdyby Steinberg zrezygnował z dongle'a... Czyli: "Dla Cubase'a jest to doskonałe rozwiązanie, ale nie chcemy, by było powszechne, a gdyby jednak producent z niego zrezygnował, to nikt by po dongle'u nie płakał..."

Dlaczego nic się nie zmieni?

Nie spodziewam się, żeby Steinberg wycofał nagle dongle'a z użytku. Dla firmy plusy przeważają nad minusami. Zresztą, o czym tu mówimy, skoro na oficjalnym forum Steinberga sami użytkownicy (niektórzy) bronią dongle'a jak wolności. Jednym z najbardziej kuriozalnych argumentów na obronę, z jakimi się spotkałem, było porównanie Cubase'a do markowego sprzętu. Jeśli się chce takiego sprzętu używać w dwóch miejscach, trzeba po prostu kupić drugi egzemplarz. Czyli tylko dlatego, że Steinberg zabezpiecza Cubase'a sprzętowym kluczem, mam sobie kupować drugą licencję (albo drugiego dongle'a), a może potem kolejne, jeśli będzie więcej miejsc, gdzie chciałbym go użyć? No, ale jak w ten sposób rozumują niektórzy użytkownicy, to nie spodziewam się, żeby producent w ogóle pochylił się nad problemem.

Z kolei nie można też liczyć na to, że Steinberg dogada się z iLokiem, bo skoro ma własne działające rozwiązanie, to po co ma je zamieniać na podobne, ale za które będzie musiał sam płacić licencję? Dlatego nie podzielam optymizmu użytkowników, czekających w napięciu na wersję 11 Cubase'a, która "na pewno" dongle'a nie będzie już miała...

poniedziałek, 12 października 2020

Mattia Chiappa - polecam!

Całkiem niedawno polecałem różne kanały na YouTube, związane z produkcją muzyki. Od tego czasu zmieniło się tyle, że poprzez "sieć powiązań" dotarłem do kanału prowadzonego przez Mattia Chiappę. Zajmuje się on muzyką orkiestrową i muszę przyznać, że idzie mu to znakomicie. A czy mnie do siebie przekonał? Tym oto filmikiem:

Jest to ni mniej, ni więcej tylko zapis analizy i poprawiania starego utworu (sprzed pięciu lat). Mattia pokazuje, część po części, co w tym utworze zawiodło, co nie działa, nie pasuje. Zwraca uwagę na bałagan i wspomina swoje wrażenia z pisania tego utworu, kiedy chciał, żeby brzmiał potężnie i "epicko". Dłuższa część filmu to jednak pokazywanie, jak można ten utwór poprawić. Mattia po prostu przearanżował go, pozmieniał, zachowując maksymalnie dużo z oryginału, ale robiąc to już z uwzględnieniem swojej obecnej wiedzy i możliwości. I to jest prawdziwie fascynujące - bo utwór rzeczywiście zaczyna brzmieć piękniej, lepiej, a wszystkie wprowadzone zmiany są uzasadniane. I nie chodzi tylko o instrumentację, ale także o harmonię czy wręcz wymianę jednego, kiepskiego fragmentu na inny. Końcowy efekt jest rewelacyjny!

Dlaczego tak mnie to urzekło? Bowiem wydaje mi się, że ja jestem właśnie gdzieś na etapie oryginalnego utworu. To znaczy, mam w ręku świetne biblioteki orkiestrowe, chór, organy i tak dalej, więc próbuję rozpaczliwie pokazać to wszystko, wykorzystać, zrobić jakieś pompatyczne rzeczy. Tak przynajmniej było jeszcze w kwietniu, maju, potem niby załapałem, że "mniej znaczy więcej" (np. przerabiając "Marie"), ale obejrzenie powyższego filmu uświadomiło mi, że np. aranżując ostatnio temat z "Laury" na orkiestrę, zrobiłem dokładnie to, o czym mówi Mattia - chciałem pokazać i zmieścić jak najwięcej: tu bębny, tam "blachy", smyczki, harfa i tak dalej, i tak dalej (szczęściem powstrzymałem się przed chórem, chociaż pokusa była ogromna). W efekcie powstał utwór może i efektowny, ale chaotyczny i nieuporządkowany.

Obejrzałem jeszcze parę innych filmów na kanale i powiem Wam, że warto to zrobić. Jest tutaj mnóstwo ciekawych i bardzo praktycznych rzeczy, i to w klimatach bardzo mi odpowiadających. Subskrybuję i będę tu na pewno częstym gościem!

sobota, 3 października 2020

[T] PreSonus - Studio One 5

Minęło kilka miesięcy i oto mogę przedstawić (nareszcie) choć pobieżny test nowego Studio One 5. No dobrze, nowego już pewnie tylko dla mnie, ale lepiej późno niż wcale. Wprawdzie nagrywania retrospektywnego nadal nie ma, ale już powoli tracę nadzieję, że się ono tutaj kiedykolwiek pojawi. Widocznie drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych funkcjonalności to za mało dla programistów z PreSonusa... Na szczęście są inne funkcje, które przemawiają za aktualizacją, zwłaszcza że nie jest ona już tak droga jak na początku.

Artykulacje i KeySwitches

O, to moja ulubiona funkcja w "piątce". Wreszcie zrobiono dobrze przełączanie artykulacji! Wprawdzie w Cubase też to jest (pamiętacie mapy ekspresji?), ale zrobione gorzej, w bardziej zagmatwany sposób i w dodatku nie działa ze 100% skutecznością (niestety!). Tutaj wyszło idealnie - nie dość, że stworzenie nowego mapowania dla konkretnego instrumentu to kwestia chwil (dosłownie - program nawet podpowiada kolejne nuty, trzeba tylko wpisać nazwy!), to jeszcze sam edytor przełączania jest genialny w swej prostocie.

W Cubase porobiono osobne wiersze na każdą artykulację, co w efekcie nie tylko utrudnia edycję (ciężko trafić w odpowiedni wiersz), ale też powoduje, że im więcej artykulacji, tym trudniej ogarnąć, co się dzieje w edytorze. Tutaj wiersz jest jeden, więc nie ma wątpliwości, która artykulacja działa w danej chwili. Co więcej, artykulacje są przełączane normalnie, nutkami, które widać w piano roll, lecz są one umieszczone na wyróżnionym tle i nie podlegają np. transpozycji razem z resztą nut. Te nuty ze "specjalnego obszaru" są transmitowane do instrumentu zawsze PRZED pozostałymi nutami, więc nie trzeba już kombinować z "mikroprzesunięciami", żeby mieć pewność przełączenia (czyli że nutka "przełączająca" dojdzie do instrumentu przed nutami "dźwiękowymi"). I to rzeczywiście działa, jeszcze nigdy mnie to przełączanie artykulacji nie zawiodło jak dotąd, czego nie można powiedzieć o cubase'owym rozwiązaniu.

Sceny

Sceny, o których teraz piszę, nie mają wiele wspólnego z modułem Show, którym notabene nawet się specjalnie nie interesowałem do tej pory. Chodzi o zapis ustawień miksera i poszczególnych kanałów. Jest to kolejne genialne w swojej prostocie rozwiązanie, wręcz idealne do miksowania i masteringu. Chodzi o banalną rzecz - miks polega głównie na wypróbowywaniu kolejnych wariantów; tę ścieżkę ściszamy, tamtą pogłaśniamy, tu dodajemy jakiś efekt, tam zmieniamy konfigurację innego. Rzecz w tym, że jeśli dojdziemy do wniosku, że przekombinowaliśmy, to jest już zwykle ciężko coś odkręcić, bo zwyczajnie nie pamiętamy wszystkich wykonanych kroków. Teraz jednak możemy w każdej chwili utrwalić wariant miksu, po prostu tworząc coś w rodzaju nazwanego "punktu przywracania". Jeśli coś poszło nie tak, wracamy do niego i szukamy innej drogi. Można też wykorzystać tę funkcję do porównywania dwóch różnych sposobów miksu, z których każdy wymaga wykonania wielu kroków i nie da się sprawdzić prostym cofnij/ponów. Bardzo dużą zaletą jest to, że można z zapisanej "sceny" przywrócić ustawienie tylko zaznaczonych kanałów.

Wtyczki

Producent podrasował graficznie (i pewnie nie tylko) także wbudowane wtyczki - i faktycznie, wyglądają całkiem ładnie. PreSonus chwali się też na prawo i lewo nowym efektem typu delay, ale - choć faktycznie wygląda on całkiem sympatycznie - dałem już sobie spokój z korzystaniem z wtyczek "DAWowych" (przy ewentualnym przenoszeniu utworu z jednego DAWa do drugiego, co mi się często zdarza, są później problemy z przeniesieniem ustawień). Trzeba to jednak zapisać na plus, zwłaszcza że presonusowe efekty są w mojej opinii bardzo dobre i szkoda, że nie ma możliwości zainstalowania ich jako zwykłych wtyczek VST.

Nutki

Wbudowano wreszcie w Studio One edytor nutowy i to całkiem niezły, prawdopodobnie jest to zresztą część drugiego ważnego produktu PreSonusa, czyli Notion. Edycja w nim jest całkiem przyjemna, można nawet włączyć czarne tło z białymi znakami. W mojej ocenie jednak, przydatność tego edytora jest nijaka z jednego powodu - otóż z zapisem nutowym nie da się nic zrobić! Ani wydrukować, ani wyeksportować np. do pliku PDF. Co najwyżej można sobie pozrzucać screenshoty jakimś zewnętrznym programem. Być może funkcja zapisu pojawi się w przyszłości, a na razie jeszcze nie zdążono tego zrobić, ale póki tego nie będzie, to zabawa nutami ma niewielki (poza edukacyjnym) sens.

Poprawki i ułatwienia

Nowa wersja poprawiła to i owo, jeśli chodzi o stabilność. Na razie nie udało mi się zawiesić jej ani za pomocą Omnisphere (choć czuję, że to tylko kwestia czasu), ani za pomocą utworu z "Gry o tron" (w wersji 4.6 80% przypadków wczytania tego utworu, odtworzenia i zamknięcia kończyło się pięknym "zwisem").

Cieszą drobne ułatwienia w rodzaju kolorowania pasków instrumentów na ten sam kolor, który jest przypisany do ścieżki - aż się zdziwiłem, jak to pomaga! Rzecz w tym, że Studio One wyświetla wszystkie instrumenty w jednym oknie z zakładkami i często okazywało się, że zmieniałem ustawienia nie tego instrumentu, o którym myślałem. Teraz kolor paska "alarmuje", że klikam w tym, w czym nie powinienem. Mała rzecz, a cieszy.

Bardzo fajny jest edytor obwiedni głośności dla wczytanych klipów dźwiękowych. Jeśli jakiś fragment klipu jest ciut (albo mocno) za głośni/cicho, można zwyczajnie myszką obniżyć/podnieść głośność w wybranym miejscu - aż dziwne, że podobnej krzywej nie ma np. w WaveLabie!

Wersja warta grzechu

Ostatecznie wersja 5 nie jest zła - oprócz wymienionych funkcjonalności jest przecież szeroko reklamowany tryb Show, jest szereg różnych usprawnień (na przykład posiadacze kontrolerów Roli Seaboard będą zachwyceni obsługą poly pressure i MPE, wielbiciele zewnętrznych efektów pokochają nowe kanały AUX). Całość działa całkiem sprawnie i choć interfejs użytkownika nie zmienił się znacząco, pomijając wtyczki, uznaję to za dobre rozwiązanie, bo akurat mnie wygląd Studio One bardzo odpowiada.

Żeby nie ten brak nagrywania retrospektywnego!...

czwartek, 1 października 2020

[G] Bartłomiej Wieczorkowski - Laura orkiestrowo

Kilka dni temu pisałem o coverze z gry Laura Arka Lubaszki i związanych z nim perypetiach. No i tak się jakoś stało, że Siostra Be nie pozwoliła odpuścić. Jasno dała do zrozumienia, że skoro jest jeszcze trzeci fragment, to ten trzeci fragment też trzeba zrobić. Na moje wyjaśnienia, że nijak nie pasuje on do dwóch pozostałych w mojej wersji stwierdziła tylko, że w takim razie trzeba zrobić go inaczej. A skoro Bartek (autor muzyki) zasugerował, że główny temat miał trzymać się klimatów muzyki Johna Williamsa z "Indiany Jonesa", to jednym wyjściem było zakasanie rękawów i przygotowanie aranżacji orkiestrowej.

I przyznam, że nie było to zadanie banalne, bowiem owa trzecia melodia, o której mowa, jest bardzo krótka, a w samej grze po prostu zapętlona. I o ile tam to w żaden sposób nie wadzi, to już nagranie niespełna minutowego motywu i powtórzenie go np. pięciokrotnie wystawiłoby na ciężką próbkę cierpliwość każdego słuchacza. Trzeba było podejść inaczej i tym razem zrezygnować z kurczowego trzymania się taktów z oryginalnej kompozycji, traktując ją wyłącznie jako źródło nut. A że i nut nieco brakło, to wymyśliłem patent z rozciągnięcie w czasie jednej z fraz i dodaniem jej jako "spokojnego fragmentu".

Całość zajęła sporo czasu, bo - nie oszukujmy się - nie jestem specjalnie dobry w orkiestracji, więc długo dopasowywałem odpowiednie brzmienia do odpowiednich fraz, trzeba też było popracować nad dynamiką. Mam nadzieję, że nie wyszło zupełnie tragicznie: