środa, 27 lutego 2019

[G] Expectation na CD

Dzisiaj doszła paczka z nagranymi płytami CD "Expectation". Po raz pierwszy jestem mocno rozczarowany - niestety, pretensje mogę mieć jedynie do siebie... albo do Photoshopa. Ale po kolei...

Najważniejsze, czyli muzyka, została nagrana prawidłowo, więc przynajmniej w tym, co najistotniejsze, płyta nie zawodzi. Czyli jest tak, jak chciałem, a jeśli brzmienie nie jest idealne, to głównie dlatego, że nie potrafię lepszego w obecnej chwili uzyskać.

Gorzej z okładką - zawiera dwa poważne błędy: lista utworów z tyłu jest wydrukowana zaledwie w 2/3, zaś tekst wiersza "Lullaby" w ogóle prawie zniknął. To wynik błędnego eksportu do formatu pdf, wymaganego przez "tłocznię". Okładka w samym Photoshopie wygląda w porządku, ale konwersja do pdf zawiera wspomniane błędy. Nie zauważyłem ich przy zatwierdzaniu i dałem zielone światło na druk - stąd też nie mam szans na reklamację. Cóż, gorzki jest smak własnej głupoty - pozostaje tylko nadzieja, że w przyszłości to doświadczenie zaprocentuje i DOKŁADNIE sprawdzę wszystko trzy razy.

Tak czy inaczej, płyty stały się faktem - nie będę robił poprawek, bo to i tak bezcelowe. Najważniejsze, że słychać to, co miało być słychać.

piątek, 22 lutego 2019

IK Multimedia - Niezbyt czyste zagrywki

IK Multimedia to producent sprzętu i oprogramowania muzycznego, np. cenionego Miroslav Philharmonik Orchestra, MODO Bass, SampleTANK czy interfejsów iRig. Do jakości software'u, np. wtyczek z zestawu T-RackS, nie mam zastrzeżeń - używam i chwalę sobie. Sprzętu nie mam, ale z testów, które czytałem, to też bardzo solidne produkty. Ale...

Zgrzyt pierwszy

Zgrzyt pierwszy dotyczy sposobu instalacji i autoryzacji - a ten jest w przypadku oprogramowania IK Multimedia dość zagmatwany i momentami kuriozalny. Żeby użyć jakiejś wtyczki efektowej, nie wystarczy jej zainstalować. Trzeba najpierw zainstalować Authorization Managera, a potem specjalny program CustomShop. Dopiero w tym programie możemy "kupować", czyli aktywować poszczególne wtyczki - aplikacja synchronizuje się z naszym kontem i "widzi", do czego mamy dostęp.

Przyznam, że rozwiązanie IK Multimedia jest mocno irytujące, bo są to już dwie aplikacje, które lubią się "przeterminować" i wymagają aktualizacji - a do normalnej pracy w ogóle nie są przecież potrzebne.

Zgrzyt drugi

Ten zgrzyt jest dużo poważniejszy i właśnie "na dniach" się z nim zetknąłem. Zaczęło się od tego, że serwis AudioPlugin.DEALS zaoferował za darmo bank brzmień Memory-V do syntezatora IK Multimedia o wymownej nazwie Syntronik FREE. To brzmienia legendarnego Memorymooga, czyli rzecz nie do pogardzenia. Wypełniłem formularz, dostałem numer seryjny i przystąpiłem do instalacji. Trwało to długo, bo musiałem pobrać Authorization Managera i - osobno - dwa pliki brzmień (każdy po ok. 2GB). I dobrze. Ale będąc w dziale z moimi produktami IK Multimedia przypomniałem sobie, że mam też kupiony niegdyś bank 99 z brzmieniami Yamahy SY-99. No to myślę sobie: "Pobiorę i może coś z tych dwóch instrumentów wycisnę ciekawego". No i się nie udało, bo... 99 się przeterminował.

"Przeterminowanie" oznacza, że nie działa link pobierania. Zadziała, jeśli zapłacę jeden tzw. reactivation credit. Rzecz w tym, że "kredyty" można kupować tylko w paczkach, a najmniejsza paczka to koszt 30 euro. Podsumowując: żeby pobrać legalnie zakupiony produkt, muszę jeszcze raz zapłacić producentowi. I to niemałą kwotę - sam 99 kosztuje obecnie 60 euro.

Uprzedzam też, że tak, widziałem, podczas zakupu pojawia się informacja, że link do pobrania ma ważność 180 dni - jednak bazując na doświadczeniach z innych firm (i logice) użytkownik może łatwo założyć, że "w razie czego" support pomoże i link (za darmo) odnowi. A już wymuszanie zakupu pakietu 25 creditów, choć potrzebny jest tylko jeden, to - moim skromnym zdaniem - ta tytułowa niezbyt czysta zagrywka, tym bardziej, że samo IK Multimedia ma jeszcze "wirtualną walutę" w postaci tzw. JamPointów, przyznawanych jako bonus za zakupy. Czy nie można by użyć po prostu tych punktów? No nie, bo to tylko "wirtualne punkty", a nie żywa gotówka...

Konkluzja

Przyznam, że pierwszy raz spotkałem się z podobną taktyką producenta. Miałem już do czynienia z wygasającymi linkami, np. tak się dzieje przy zakupie banków brzmień Luftrum - ale wystarczy napisać do supportu i za chwilę dostaje się mailowo nowe linki. Także inni producenci, np. Impact Sounds, dbają o klienta i umożliwiają pobranie zakupionego oprogramowania, nawet gdy oryginalne linki już nie działają. A tu, jak widać, można na tym jeszcze biznes zrobić... Przykre to bardzo.

czwartek, 21 lutego 2019

Po co mi ta muzyka?

Ostatnio w facebookowej grupie Produkcja muzyczna - homerecording rozgorzała dyskusja, dlaczego w ogóle obecnie ludzie "robią" muzykę. Teza była taka, że przecież to się kompletnie nie opłaca, bo serwisy streamingowe płacą grosze (jeśli w ogóle), konkurencja duża i w zasadzie zdecydowana większość twórców jest skazana na zignorowanie przez rynek i słuchaczy. Teza śmiała, ale w dużej części chyba prawdziwa...

Według mnie są dwa podejścia do tworzenia muzyki: komercyjne i hobbystyczne. Komercyjne zakłada naturalnie zarabianie na swojej muzyce (a może wręcz utrzymywanie się z niej) i wymaga bardzo dużego zaangażowania (czasu, ale także pieniędzy) i jako takie w moim przypadku w ogóle nie wchodzi w grę.

Ja zajmuję się muzyką wyłącznie hobbystycznie i można nieco złośliwie powiedzieć, że nie tylko nie zarabiam, ale wręcz dokładam do interesu - ale tak jest chyba z każdym hobby. Robi się to dla przyjemności i własnej satysfakcji. Wierzcie lub nie, ale nawet taka samodzielnie "wytłoczona" płyta w zawrotnym nakładzie dwudziestu sztuk potrafi ucieszyć - no i ładnie wygląda na półce.

Przede wszystkim jednak tworzenie muzyki jest nad wyraz przyjemne. Jeśli do głowy wpadnie jakiś pomysł, siadasz sobie przy instrumencie i zaczynasz ten pomysł urzeczywistniać, krok po kroku. Albo inaczej: siadasz przed instrumentem, włączasz jakąś inspirującą barwę (dla mnie taką jest barwa pianina) i brzdąkasz to i owo, aż coś w głowie "zaskoczy" i zaczną pojawiać się coraz to nowe pomysły (to właśnie na takie sytuacje przydaje się funkcja retrospective recording, obecna w niektórych programach DAW, która po prostu daje możliwość zapisania ostatnich granych 10-15 minut, jeśli uznamy, że coś fajnego nam "wyszło"). Mnie się często zdarza, że po prostu siedzę i gram, sprawdzam sobie nowe brzmienia, nowe kombinacje akordów - nawet bez zapisywania czy tworzenia z tego jakichś utworów. Takie granie tylko i wyłącznie dla przyjemności.

A jeśli uda się wreszcie nagrać - jak to nazywam - sedno utworu, można później dowolnie długo siedzieć nad nim i "rzeźbić" - rozwijać jedne pomysły, usuwać inne, rozbudowywać lub upraszczać. Zmieniać barwy, dopracowywać szczegóły. A na koniec, gdy już strona muzyczna jest gotowa, pozostaje "szlifowanie" za pomocą miksowania i masteringu. A na koniec można komuś utwór zaprezentować i cieszyć się (lub nie) z efektu.

W moim przypadku dochodzi jeszcze jedna motywacja: zdobywanie nowych umiejętności. Album "Via" pozwolił mi na poznanie nowego oprogramowania DAW (FL Studio) oraz umożliwił testowanie wielu różnych instrumentów oraz kontrolerów sprzętowych. Miałem też sposobność przekonać się, czy po ćwierćwieczu jestem nadal w stanie nagrać muzykę.

Płyta "Runaway" to z kolei nauka konsekwencji w działaniu, pierwsze wysiłki w miksowaniu i masteringu oraz próba współpracy z prawdziwą wokalistką (niestety, tylko częściowo udana). "Flashback" to z kolei praca w warunkach mocno spartańskich, bez dobrego odsłuchu, to także powrót do Cubase'a jako aplikacji DAW i mnóstwo pracy nad aranżacjami.

Koniec końców "Expectation", która nie jest już udowadnianiem komukolwiek czegokolwiek. To już praca na spokojnie, podczas której powstało dwa razy tyle materiału, ile ma płyta. To też - mam nadzieję - początek współpracy z innymi osobami. To w końcu płyta, gdzie rzeczywiście długo siedziałem nad miksami i ostatecznym masteringiem, wreszcie osiągając jakieś wymierne rezultaty.

O ile po nagraniu albumu "Via" miałem głupie wrażenie, że już prawie wszystko umiem, to obecnie wiem, że jest całe MNÓSTWO rzeczy, które jeszcze robię źle i mógłbym nauczyć się robić dobrze. Jeśli zatem powstanie nowy album, mam wiele obszarów do testowania i sprawdzania nowych rozwiązań.

I jest jeszcze jedna rzecz, której się przez tych parę lat nauczyłem. To konieczność podładowania akumulatorów. "Runaway" powstała bardzo szybko po "Via" i z perspektywy czasu oceniam, że zdecydowanie za szybko. Zabrakło dystansu, zabrakło pomysłów. Chciałem szybko, szybko udowodnić, że dam radę. Teraz wiem już, że nie warto się spieszyć - dlatego kolejna płyta, jeśli powstanie, będzie rodziła się w długo i spokojnie.

A na koniec link do playlisty w serwisie YouTube, gdzie można posłuchać albumu Expectation - to możliwość dla tych, którzy nie korzystają z innych serwisów.

poniedziałek, 18 lutego 2019

[G] Expectation nie tylko w BandCamp

Osoby, które niespecjalnie przepadają za serwisem BandCamp, gdzie opublikowałem Expectation, mogą skorzystać już z serwisów streamingowych, czyli Spotify, Tidal, Deezer czy Amazon Music. Lada chwila album powinien być też dostępny w Apple Music. Pełna lista serwisów poniżej:

  • Spotify
  • Apple Music
  • iTunes
  • Google Play/YouTube
  • Amazon
  • Pandora
  • Deezer
  • Tidal
  • Napster
  • iHeartRadio
  • ClaroMusica
  • Saavn
  • Anghami
  • KKBox
  • MediaNet

Życzę przyjemnego słuchania!

czwartek, 7 lutego 2019

[G] Expectation cyfrowo

Dzisiaj opublikowałem mój najnowszy album, czyli Expectation - na razie w postaci cyfrowej, w serwisie BandCamp. Wersja CD się tworzy - trzeba przygotować okładkę i nadruk na płytę, wytłoczyć i tak dalej. Tym niemniej, słuchać już można, do czego gorąco namawiam - a krytyczne uwagi najlepiej zamieszczać w komentarzach!

poniedziałek, 4 lutego 2019

[T] Goodhertz WOW Control

Ostatnimi czasy (no dobrze, trend trwa już ładnych parę lat) muzyczny świat oszalał na punkcie "analogowości", czyli udawaniu, by krystalicznie czyste i precyzyjne cyfrowe dźwięki przypominały te, uzyskiwane na "kultowych" urządzeniach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ma to dodać nowej muzyce jakiejś szlachetności - przynajmniej tak to odbieram, bo zupełnie tego trendu nie rozumiem.

Tak czy owak, sklepy z pluginami VST aż puchną od wszelkiego rodzaju "taśmowych saturatorów", "lampowych emulacji wzmacniaczy" czy innych wynalazków. Mnie zaciekawił Goodhertz WOW Control i napiszę o nim kilka słów.

Co potrafi?

Najprościej można opisać działanie WOW Control jako wirtualnego magnetofonu, przez który przepuszczamy naszą muzykę. A magnetofon - wiadomo - nasyci brzmienie harmonicznymi, trochę osłabi wysokie tony albo doda szumu. Ale to nie wszystko - ten konkretny "magnetofon" potrafi symulować rozstrojenie oraz błędy przesuwu taśmy, co spowoduje powstanie zabawnych (lub nie) zniekształceń, zafałszowań i tym podobnych brudów.

Trzeba uczciwie przyznać, że możliwości w zakresie psucia brzmienia (albo uszlachetniania, zależy od której strony na tę operację spojrzeć) jest tu wcale sporo. Istnieje nawet tryb losowy, który powoduje, że całość brzmi nad wyraz realistycznie, bo nie jest z niczym zsynchronizowana. Złudzenie odsłuchiwania na starym sprzęcie jest bardzo mocne.

Tyle tylko, że...

Jeśli ktoś potrzebuje akurat takiego zabiegu, to rzeczywiście WOW Control jest najlepiej brzmiącym efektem, z jakim miałem do czynienia, zwłaszcza jeśli chodzi o "uszkodzenie" głowicy czy przesuwu taśmy. Brzmi to rewelacyjnie i realistycznie, ale... Na pewno nie jest to efekt dla mnie - głównie przez zaporową cenę prawie 130 dolarów. Poza tym nadal mam uraz z młodości, kiedy za wszelką cenę pragnąłem UCIEC przed podobnymi zakłóceniami, jakie WOW Control wywołuje. Chciałem za wszelką cenę zamienić magnetofon na odtwarzacz CD, między innymi właśnie po to, by taśma mi się nie wkręcała, by nie trzeba było ciągle czyścić głowicy, by nie martwić się buczeniem czy szumami. I do teraz alergicznie wręcz reaguję na wszelkie przycięcia i zakłócenia.

Niemniej dla wielbicieli audiobrudu jest to plugin bardzo wartościowy i jeśli budżet pozwala, a pomysły wykorzystania wypełniają głowę, na pewno warto zainwestować.