piątek, 28 grudnia 2018

[G] Expectation - kiedy premiera?

Ani się obejrzałem, a tu materiał do nowej płyty został zgromadzony i nagrany. Powoli zatem zmierzam do wydania, chociaż tym razem chcę uniknąć nadmiernego pośpiechu (który był ewidentnie widoczny podczas przygotowania "Runaway"). Mógłbym już cieszyć się wytłoczonymi płytami, ale postanowiłem premierę przełożyć na 2019 rok. Powstrzymały mnie dwie rzeczy.

Udział osób trzecich

Planuję umieścić w jednym z utworów recytację wiersza Sarah Wilson, ale choć sam utwór jest w zasadzie gotowy, nadal nie mam nagranego wokalu. Chciałbym to osiągnąć w tym lub przyszłym tygodniu, potem trzeba będzie nagranie obrobić, wmiksować w utwór i "osłuchać".

Mastering

Tym razem - inaczej niż w przypadku trzech poprzednich płyt - chcę dopiąć sprawę masteringu. Do tej pory traktowałem go mocno po macoszemu, sprowadzając do wyrównania głośności poszczególnych ścieżek (w przypadku "Via" i "Runaway") lub nieudanego zastosowania automatu ("Flashback"). Tym razem skorzystałem z dogodności trybu projektowego w Studio One i tam dokładnie poustawiałem nie tylko czasowe zależności między utworami, nie tylko fade-in i fade-out, ale też indywidualne i sumaryczne efekty. Korzystam też z tego, że mogę bezpośrednio ze Studio One nagrać płytę CD i każdą nową wersję weryfikuję nie tylko na domowym zestawie audio, ale także w aucie (w drugim weryfikuję odsłuch ze smartfona). Do tego monitory i dwie pary słuchawek + odsłuch na "pchełkach" w smartfonie. Wydaje mi się, że nareszcie moje utwory zaczęły brzmieć mniej "pudełkowo", za to bardziej "wyrównanie".

Ostatnio nawet, w czasie świąt, odsłuchałem sobie część utworów na zestawie stereo Siostry i byłem bardzo przyjemnie zaskoczony brzmieniem na takim konsumenckim sprzęcie. Czyli może chociaż ta jedna płyta wypadnie korzystnie pod względem brzmieniowym?

Na przyszłość

Pamiętam do tej pory prace nad albumami "Via" i "Runaway" - w zasadzie ograniczałem się tam tylko do miksu, byle tylko szybko wydać gotowy album. "Via" - bo chciałem udowodnić sobie, że potrafię nagrać cały album po tylu latach zastoju, "Runaway" - bo również chciałem udowodnić sobie, że "Via" nie była tylko jednorazowym wyskokiem.

Dopiero podczas tworzenia "Flashback" miałem już pewien spokój, ale i tak obecnie widzę, że będę musiał zrobić na nowo nawet nie sam mastering, ale i miks, bo utwory brzmią raczej kiepsko - mści się stosowanie wyłącznie zintegrowanej karty dźwiękowej z laptopa.

Jednym słowem, trzeba po prostu dać sobie czas - także po przygotowaniu już samych utworów. Na słuchanie i ewentualne poprawki. Obecnie mastering mam w zasadzie gotowy, brakuje ostatecznej postaci jednego utworu i będę mógł przygotować końcowy obraz do publikacji.

I to wszystko mając nadzieję, że "Expectation" okaże się lepszy od wcześniejszych moich "dokonań". A ostatecznie kiedy premiera? Celuję w koniec stycznia.

piątek, 21 grudnia 2018

[G] Expectation - Mastering w Studio One

Jak już wspominałem, prace nad albumem "Expectation" powoli zmierzają ku końcowi. Czas zatem najwyższy zająć się masteringiem materiału. Do tej pory używałem w tym celu Reapera (albumy "Via" i "Runaway") oraz Ozone 8 ("Flashback"), tym razem postanowiłem nie opuszczać Studio One.

Projekt

Studio One ma specjalny tryb "projektowy", służący do przygotowywania finalnego materiału na płytę. Jest on zbliżony do tego, co oferuje Ozone, ale pod pewnymi względami jest według mnie lepszy.

Rzeczy należy zacząć od wygenerowania pojedynczych ścieżek-utworów, pozbawionych w miarę możliwości efektów na kanale sumy. Dobrze jest nieco obniżyć poziom głośności, nawet do -12dB oraz zgrać ścieżkę w rozdzielczości przynajmniej 24 bit.

Przygotowane ścieżki importujemy do nowo utworzonego projektu w Studio One, ustawiając je w odpowiedniej kolejności. Można (a nawet wypadałoby) uzupełnić metadane w rodzaju nazwy wykonawcy czy albumu. I teraz czas na najważniejsze.

Szlifujemy

To, co jest bardzo fajne w masteringu za pomocą Studio One, to możliwość korygowania osobno poszczególnych utworów, a osobno - całości materiału. Dla utworów (po ich zaznaczeniu) możemy wykorzystać sloty insertowe - włączyć jakiś delikatny kompresor czy korektor i "dopieścić" brzmienie. Oczywiście mamy też do dyspozycji suwak głośności, którym łatwo dociągniemy ścieżkę do odpowiedniego poziomu.

Co ciekawe jednak, mamy też do dyspozycji dwie grupy slotów "albumowych", tzn. działających dla wszystkich utworów. Jest to w moim odczuciu bardzo, bardzo przydatne w celu zapewnienia całości spójnego charakteru. Rzecz, oczywiście, jest do zrobienia także w zwykłym DAW, wystarczy posłużyć się efektami na szynie wyjściowej, ale tu jest to bardzo wygodne - wszystko widzimy na jednym ekranie, w bardzo kompaktowej postaci.

Co dalej?

Jeśli brzmieniowo materiał jest już przygotowany, możemy skupić się na albumie jako takim. Warto dobrać odpowiednie pauzy między utworami lub przeciwnie, połączyć nagrania ze sobą (bardzo łatwa w użyciu opcja crossowania!). Warto jeszcze raz przyjrzeć się metadanym i uzupełnić je. Polecam dodać także grafikę np. z okładką albumu - po wygenerowaniu plików wynikowych zostanie ona w nich osadzona i np. wykorzystana automatycznie podczas importu do serwisu SoundCloud.

Studio One daje nam kilka możliwości w zakresie dalszego działania: możemy po prostu wygenerować pliki docelowe w zadanym formacie (np. mp3), możemy umieścić je od razu w serwisie SoundCloud, ale możemy też nagrać płytę CD. I co jest bardzo wygodne, w zasadzie wszystkie te rzeczy robimy zaledwie kilkoma kliknięciami. Koniec z generowaniem plików, przenoszeniem ich do innego programu, tam pracowite układanie ich w kolejności i z odpowiednimi odstępami, z ponownym wpisywaniem metadanych itd. Tutaj wszystko jest pod ręką, już gotowe i jeśli przyłożymy się podczas tworzenia masteringu, to publikacja staje się formalnością.

Mastering na końcu?

Wydaje mi się, że mając do dyspozycji takie narzędzie, można zacząć myśleć o tym, by robić mastering już w trakcie wcześniejszych prac nad płytą. Wówczas już od początku da się kształtować brzmienie całości, a do testów odsłuchowych będzie można generować utwory "po masterze", czyli praktycznie na gotowo. W moim odczuciu to ważne, ponieważ daje szansę na wykrycie potencjalnych problemów już na wczesnym etapie - np. niedopasowanie głośności czy niespójne brzmienie. W moim przypadku dało to możliwość łatwego wypalenia kilku testowych płyt CD z różnych etapów prac do testowego odsłuchu w samochodzie czy na domowym zestawie audio.

Studio One to nie wyjątek

Każdy, kto choćby (jak ja) amatorsko podejmował próby masteringu, z pewnością doceni wygodę, jaką daje Studio One. Niemniej nie jest ono jakimś ósmym cudem świata i wszystko to da się zrobić w dowolnym programie DAW czy w zaawansowanym edytorze audio (np. Acoustica, WaveLab czy wręcz Audacity). Z drugiej jednak strony, skoro i tak utwory powstawały w Studio One (nawet Caravan przeniosłem z dużym trudem z FL Studio!), to wolałem skorzystać z dostępnego i bardzo wygodnego narzędzia. Kupna Studio One wyłącznie do masteringu bym nie polecał może, ale jeśli już je mamy, to... warto wypróbować.

czwartek, 20 grudnia 2018

[T] Arturia Pigments

Pigments pojawił się niczym królik z kapelusza - a przynajmniej ja nigdy wcześniej nie słyszałem ani nie czytałem jego zapowiedzi. I pewnego grudniowego dnia - trach! I jest. Jako że mam okazję przez miesiąc poużywać go zupełnie za darmo w postaci pełnej (a nie jako demo, które wyłącza się po 20 minutach), postanowiłem sprawdzić, czy ten instrument nadałby się do mojego typu muzyki.

Co za diabeł?

Ale czym jest Pigments? To hybrydowy syntezator, łączący pracę normalnych oscylatorów (w liczbie trzech) z syntezą wavetable. Zbudowano go tak, że mamy do dyspozycji dwa "silniki", z których każdy może być typu wavetable albo analogowego (oscylatory). Można korzystać z obu "silników" jednocześnie lub tylko z jednego z nich. Do tego mamy, naturalnie, blok filtra, czy raczej filtrów - bo można włączyć dwa (równolegle lub szeregowo). Co ciekawe, nie są to takie sobie zwykłe filtry, bo możemy zastosować też filtry z emulacji Mini, SEM czy Matrix 12!

Oczywiście, to też jeszcze nie wszystko, bo Pigments daje nam możliwość aplikowania efektów (pogłos, delay, korektor itd.) oraz włączenia sekwencera, pracującego w jednym z dwóch trybów: arpeggio lub sekwencja. Do tego dochodzą po trzy obwiednie, trzy generatory wolnych przebiegów, trzy funkcje (są to graficzne przedstawienia zmiany parametrów w czasie), kombinacje (da się ustawić, jak jeden parametr, np. LFO1, ma wpływać na inny parametr). Są też makra, ale ich nie zgłębiałem, domyślam się jedynie po przejrzeniu ich zawartości, że dają jeszcze większe możliwości łączenia kombinacji parametrów.

Obsługa

Każdy, kto miał do czynienia z jakimkolwiek współczesnym syntezatorem wirtualnym, bez trudu odnajdzie się w Pigments. Okno jest duże i czytelne, a graficzne ukazanie poszczególnych elementów (np. LFO, obwiednie) na bieżąco w małych okienkach znakomicie pokazuje, co dzieje się z sygnałem oraz dlaczego (łatwo np. skojarzyć cykliczne pulsowanie filtra z przebiegiem LFO).

Użytkownicy syntezatorów Arturii poczują się jak w domu, oczywiście można też łatwo skonfigurować sterownik KeyLab do obsługi Pigments (co w sumie nie powinno dziwić).

Brzmienie

I o ile wyżej pisałem o instrumencie bardzo, bardzo pozytywnie, to jednak jego brzmienie mnie nieco rozczarowało. Ale UWAGA! Piszę to w kontekście mojego prywatnego gustu i potrzeb - absolutnie nie oznacza to, że Pigments jest beznadziejny. Wprost przeciwnie, wróżę mu duży sukces wśród wielbicieli ostrego, dosadnego i chropawego brzmienia - pod tym względem bardzo przypomina mi połączenie Thorna i Serum, z tym że Thorn jest głośniejszy, a Serum - hmm - gładszy.

Osobiście liczyłem na bogaty zestaw łagodniejszych brzmień - tutaj ich nie znalazłem.

Oczywiście, wszystko to piszę z punktu widzenia osoby, która NIE TWORZY WŁASNYCH BRZMIEŃ i co najwyżej przerabia gotowce. Co innego siedzenie i eksperymentowanie (lubię!), a co innego szukanie brzmienia do kołaczącego się w głowie pomysłu. Myślę jednak, że sound designerzy oraz osoby, które zawsze opracowują brzmienie od zera, będą z Pigments bardzo zadowoleni.

Podsumowanie

Poużywam sobie jeszcze Pigments, aż nie skończy mi się okres testowy. Bo to przyjemny instrument - nie kojarzę drugiego, gdzie tak dobrze zrealizowano wizualizację dźwięku. Tutaj po prostu dźwięk widać, widać, co go buduje, co i czym jest modulowane. Może to szansa dla mnie, by wreszcie zmierzyć się z sound designem?

wtorek, 18 grudnia 2018

Najnajnaj 2018

Idąc z duchem czasu i obecnymi trendami zdecydowałem się przedstawić mój prywatny ranking używanych instrumentów i efektów VST. Zaznaczam wyraźnie, że nie jest to przegląd rynku, tylko listy posiadanych i używanych wtyczek, więc może tu brakować jakichś popularnych marek. Jest to też przegląd czysto subiektywny, aczkolwiek postaram się jakoś uzasadnić, dlaczego te, a nie inne programy sobie ulubiłem.

Instrumenty

Postanowiłem nie wprowadzać głębszych podziałów (czyli np. syntezatory wavetable, granularne, perkusyjne, paczki sampli itp.). Poniżej znajdziecie pięć moich typów.

Spectrasonics Omnisphere 2 + banki brzmień

Już sama wersja instalacyjna Omnisphere jest niemal kompletnym instrumentem, a co dopiero dozbrojona bankami brzmień od ILIO, ADSR czy Luftrum. Jest tu niemal wszystko, co może przydać się muzykowi i to nie tylko takiemu, który korzysta z "gotowców" - Omnisphere to przecież potężny syntezator, w tym granularny. Zdecydowany numer jeden w kwestii przydatności - nie mam zbyt wielu utworów, gdzie choćby kilka ścieżek nie korzystałoby z tego instrumentu.

Arturia V Collection 6 + AnalogLab 3

Bardzo przydatna kolekcja instrumentów syntetycznych. Można tu znaleźć i piękne pady, i ciekawe leady, arpeggia, basy, a nawet dźwięki perkusyjne. Jeśli zależy nam na wprowadzeniu elementów syntetycznych lub zasymulowaniu brzmienia "klasycznych" syntezatorów, to osobiście polecam. Tak, puryści będą się krzywić, że żadne modelowanie nie odda charakteru oryginalnych instrumentów - i nawet jestem skłonny się z tym zgodzić. Ale konia z rzędem temu, kto w gęstej aranżacji rozpozna, że np. plumkający motyw w lewym kanale gra oryginalny MiniMoog, a nie jego wirtualna replika? Zwłaszcza, jeśli brzmienie będzie okraszone efektami?

Dodatkowy plus za integrację z posiadaną klawiaturą KeyLab 61 Mk2 - edycja brzmień staje się dzięki temu dużo prostsza. A dlaczego opisuję łącznie wersję V Collection oraz Analog Lab 3? Po mając pierwszą, ma się automatycznie i drugą, a czasem wygodniej jest korzystać właśnie z Analog Laba.

Native Instruments Battery 4

To jest moja ulubiona maszyna perkusyjna. Bezdyskusyjnie wygrała z Revolution, Evolution, Drumaxx czy Groove Agent z Cubase'a. Doszło wręcz do tego, że ślad z Battery na pokładzie jest na stałe dodany do używanego przeze mnie szablonu nowego projektu.

Czym mnie "kupiło" Battery? Po pierwsze, mnóstwem świetnych zestawów perkusyjnych. Fakt, że stosuję zwykle brzmienia nieco syntetyczne, stąd wysokie "dopasowanie". Wielbiciele brzmienia akustycznego i tak mają Superior Drummera, którego Battery nie przebije.

Dla mnie jednak barwy pokładowe są świetne, a do tego można łatwo tworzyć nowe zestawy z gotowych lub własnych próbek. Prosta edycja, czytelny interfejs - czego chcieć więcej?

EastWest Hollywood Orchestra Gold

Moim marzeniem jest napisanie jakiejś dającej się słuchać muzyki z wykorzystaniem brzmień orkiestrowych. Na razie próby są dość mizerne, ale uczę się nowych rzeczy i wracam do tematu co jakiś czas. Pod względem brzmienia biblioteka od EastWest jest świetna i chociaż czasem zastępuję ją "chudszą" Berlin Orchestra Inspire, to docelowo i tak zmieniam brzmienie na EastWest.

U-he Diva

Przyznam, że w tym punkcie miałem kłopot - trudno było wybrać między Divą, Repro-5 i Zebrą. Są to moje ulubione syntezatory, najczęściej używane i ich brzmienie najbardziej mi odpowiada. Wprawdzie Diva ma chyba największe wymagania sprzętowe, ale za to też brzmi najlepiej. Jeśli kiedyś na poważniej zajmę się sound designem, to podejrzewam, że będę działał właśnie w którymś z syntezatorów U-he.

Efekty

Oprócz instrumentów w procesie twórczym sięga się także po efekty, które wzbogacają, urozmaicają czy wręcz kształtują brzmienie. Przez lata zdobyłem sporą liczbę całkiem fajnych efektów, często jako darmowe dodatki do czasopism lub tanie dodatki przy okazji innych zakupów. Pięć najczęściej używanych przeze mnie poniżej.

Oeksound Soothe

Jest to zadziwiające narzędzie, które oczarowało mnie od momentu, gdy je tylko uruchomiłem. Wyobraźcie sobie coś, co - włączone - po prostu poprawia brzmienie Waszego materiału dźwiękowego. W taki właśnie "magiczny" sposób działa Soothe - wielopasmowy dynamiczny korektor, który wcale nie jest takim sobie zwykłym korektorem. Analizuje on na bieżąco dostarczany sygnał audio i w zadany sposób eliminuje nieprzyjemne rezonanse, zdudnienia i inne artefakty. Wyrównuje brzmienie, wygładza je, a jednocześnie nie powoduje "zamulenia" - wręcz przeciwnie, wydobywa na wierzch niesłyszane wcześniej szczegóły. Brzmi jak kiepska reklama? Możliwe, ale wypróbujcie wersję testową albo obejrzyjcie filmiki na YouTube.

Osobiście używam Soothe na sumie podczas masteringu do delikatnej korekty i wyrównywania pasma. To jednak nie jedyne zastosowanie - plugin bardzo dobrze sprawdza się również jako deeser.

Valhalla Room

Obecność wtyczki pogłosowej nie powinna nikogo zdziwić - to w końcu jeden z najczęściej stosowanych efektów, a od jego jakości zależy jakość dźwięku wynikowego. To właśnie w Valhalli po raz pierwszy udało mi się własnoręcznie uzyskać jasny i "przejrzysty" pogłos, który nie dudnił i nie brzmiał jak nagrany w mrocznej piwnicy. Oczywiście nie jest tak, że takiego brzmienia nie można uzyskać w innych pogłosach - tutaj po prostu dostępne kontrolki bardzo mi to ułatwiły. Podobnie jak Battery, kanał efektowy z włączoną Valhallą jest częścią składową mojego szablonu projektowego.

FabFilter Timeless 2

Cyfrowych delay-ów jest multum (sam mam ich przynajmniej kilkanaście), ten jednak jest prawdziwym diamentem. Można w nim chyba wszystko, co tylko możliwe w kwestii budowania "linii opóźniającej". Samo przesłuchanie listy presetów jest zadaniem bardzo interesującym, bo czasem uzyskiwany efekt jest daleki od tego, czego przywykliśmy doświadczać po działaniu delaya. Już dawno nie używałem innej wtyczki w tym celu.

SoundToys PanMan

PanMan jest "narzędziem panoramującym". Jeśli kiedyś mieliście pomysł, żeby źródło dźwięku w jakiś rytmiczny lub cykliczny sposób przemieszczało się między kanałami, ewentualnie używaliście w tym celu automatyki, to PanMan będzie dla Was idealnym narzędziem. Ja uwielbiam takie zabawy i dzięki wtyczce od SoundToys mogę łatwo eksperymentować. Bardzo przyjemne i bardzo proste w użyciu narzędzie.

Mushroom Gatekeeper

Gatekeeper to efekt bramkujący. Jego działanie polega na wyciszaniu sygnału zgodnie z zaprogramowanym przebiegiem, dzięki czemu łatwo jest stworzyć rytmiczne struktury nawet z brzmień typu pad. Przyznam, że początkowo w tym celu używałem Volume Shaper 5 od Cableguys, ale ostatecznie to Gatekeeper wygrał.

DAW

Hm, tego porównania nie mogło zabraknąć. DAW to temat-rzeka, a przeprowadzone przeze mnie testy i eksperymenty dowodzą tylko jednego - że tak naprawdę chyba każdy współczesny program tego typu jest w zupełności wystarczający do amatorskiej pracy. Osoby dopiero wybierające powinny sprawdzić tylko, która filozofia pracy najbardziej przypadnie im do gustu: nieliniowość i możliwość gry live (Ableton, Bitwig), liniowy wieloślad (Cubase, Studio One, Reaper, Logic, ProTools) czy patternowość (FL Studio).

PreSonus Studio One 4 Professional

Ostatnio piszę o tym programie sporo, bo to na niego przestawiłem się latem i to w nim powstaje moja najnowsza płyta. Jestem bardzo z niego zadowolony i nie widzę już powrotu do FL Studio czy Bitwiga, przynajmniej na razie. Jedyna wada, czyli brak nagrywania retrospektywnego, zostanie - mam nadzieję - w końcu usunięta.

Cubase 10 Artist

Dla mnie - jedyna obecnie konkurencja dla Studio One. Bardzo podobna filozofia pracy, bardzo podobny sposób obsługi, bardzo podobne możliwości, a do tego nagrywanie retrospektywne "w pakiecie" plus duże możliwości operowania na danych MIDI. W zasadzie mógłbym korzystać z tych dwóch programów wymiennie, to tylko kwestia humoru tak naprawdę. No i może tego, że Studio One jest ładniejsze?

Bitwig 2.4

Wiązałem z tym programem duże nadzieje - naprawdę duże. I w zasadzie sam nie wiem do tej pory, dlaczego się nie udało. Niemniej to bardzo dobry, stabilny i wydajny DAW, a jeśli ktoś lubi pracę live, jak w Abletonie, lub kocha modulowanie wielu parametrów innymi parametrami, to koniecznie musi ten program wypróbować.

A, w sumie wiem, jakie dwie rzeczy mnie zniechęciły: brak nagrywania retrospektywnego oraz... kłopoty z obsługą sprzętu MIDI. Tak, tak, no niby można sobie wszystko oskryptować czy przeszukać internet, ale mnie się już tak bardzo nie chce samodzielnie łatać niedoróbek producentów, że machnąłem ręką.

Cockos Reaper

Ten program jest takim "kandydatem numer dwa" - gdyby nie para "Cubase - Studio One", prawdopodobnie tworzyłbym w Reaperze. To bardzo solidny, wydajny i stabilny program - zbyt wielu rzeczy wprawdzie w nim nie robiłem, ale nie przypominam sobie, żeby KIEDYKOLWIEK odmówił posłuszeństwa, sam się wyłączył (Cubase, patrzę na Ciebie!) ani nie zawiesił (Studio One, pamiętasz?).

W sumie jedyny zarzut, jaki mógłbym tutaj mieć, jest dość niepoważny - ten program strasznie mnie odrzuca swoją szatą graficzną i taką jakąś "zgrzebnością". To głupie, ale tak właśnie jest.

FL Studio 20

To największy "przegrany" mijającego roku - zwłaszcza że jubileuszowa wersja 20 miała szansę na przywrócenie go do łask. I wierzcie lub nie, ale próbowałem. Nawet kilka utworów na nową płytę powstało w FL Studio, w tym opisywany nieraz Caravan (ostatecznie tydzień temu przeniesiony do Studio One). Co zatem poszło nie tak?

Przede wszystkim słaba wydajność, bałagan i kłopoty z wtyczkami. Słaba wydajność jest faktem, bo potwierdziłem to właśnie podczas przenoszenia Caravanu. W FL Studio aranżację dało się odtworzyć bez zacięć dopiero po zwiększeniu bufora karty muzycznej OŚMIOKROTNIE w porównaniu do tego, co miałem ustawione w Studio One. Instrumenty te same, efekty te same, komputer i pamięć te same - wnioski dla mnie są oczywiste.

Bałagan to bardziej kwestia przyzwyczajenia, chociaż moim zdaniem utrzymanie porządku w projekcie wymaga większej pracy w FL Studio niż w innych programach. Brak powiązania między ścieżkami w mikserze, a śladami w oknie aranżacji oraz instrumentami w patternach prowadzi do kłopotliwego przeszukiwania w ramach okna programu, zwłaszcza jeśli otwieramy projekt po jakimś czasie, a nie przyłożyliśmy się należycie do kolorowania i opisywania.

Inne narzędzia dźwiękowe

Podczas pracy z dźwiękiem i muzyką bywają przydatne jeszcze dodatkowe narzędzia. W moim przypadku jest to Total Commander (zarządzanie plikami, backupy, transfer plików między dyskami), Resonic Player (przeglądarka i wyszukiwarka sampli), Foobar2000 (odtwarzacz plików muzycznych, konwerter, uzupełniacz tagów) oraz Acoustica 7 i WaveLab 9.5 (edytory audio).

Podsumowanie

Tak to wygląda w obecnym roku - zapewne w latach ubiegłych "rozkład sił" byłby inny. Na pewno dwa lata temu w kategorii DAW wygrałoby FL Studio, dziś zamykające stawkę. Tymczasem dwie nowości podbiły moje serce: Studio One oraz Acoustica 7. Czy za rok coś się zmieni? Zobaczymy.

niedziela, 9 grudnia 2018

[G] Expectation - Goodnight

Prace nad albumem trwają i w zasadzie zmierzają już ku końcowi. Lista utworów zdaje się być zamknięta, pozostaje szlifować i dopieszczać - chociaż nie tylko. W utworze, który prezentuję dzisiaj, nastąpi na 99% zmiana fragmentu wokalnego, bowiem namówiłem koleżankę do użyczenia głosu, muszę tylko zorganizować czas, by to nagrać i obrobić. Notabene, to poemat "Lullaby" autorstwa Sarah Wilson:

Goodnight,
goodnight
to friends in space
and those on ships
that interlace
with suns and moons
across the sea
of light
that rims
our galaxy.

Goodnight,
goodnight
to all who fly
and those who seek
new worlds in sky
from my home planet
swirled in blue
a long and peaceful
calm to you.