poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Czy rzecz tkwi w miksie?

Trochę już nagrałem muzyki w życiu - nie tak dużo, jak niektórzy, ale z kolei więcej niż inni, czyli w sam raz. O ile w końcówce lat dziewięćdziesiątych kompletnie nie dbałem o miks, który sprowadzał się do jako takiego dobrania głośności ścieżek, to już przy nagrywaniu Runaway okazało się, że utwór może być nawet niezły, ale nie da się go słuchać przez beznadziejny miks (i aranżację). Nagrywając Flashback byłem rozdarty, bo z jednej strony już sobie zdawałem z tego sprawę, ale okoliczności sprawiły, że zwyczajnie nie było jak się tym zająć (a chęć wydania kolejnego albumu była tak przemożna, że wygrała ze zdrowym rozsądkiem).

Dopiero przy okazji Expectation spędziłem sporo czasu na miksowaniu, zwłaszcza dwóch utworów: "Caravan" oraz "Goodbye". W efekcie są to chyba najlepiej zmiksowane przeze mnie kawałki muzyki, co do których nie mam aż tak wielkich zastrzeżeń, jak do całej reszty. Co wcale nie oznacza, że są idealne (czy zresztą istnieje idealny miks?)

No i zacząłem się zastanawiać, czy nie zlecić miksu jednego z tych utworów gdzieś na zewnątrz. Najlepiej komuś, kto się po prostu zajmuje tym zawodowo. Nie po to, by podbijać światowy rynek muzyczny, ale żeby się zwyczajnie przekonać, jak duża dzieli mnie przepaść od profesjonalnych wyników. Niby wszyscy doradzają słuchanie referencji, ale ja jakoś nie potrafię. To znaczy, mam nadzieję, że na razie nie potrafię - może gdybym usłyszał wyraźną różnicę między tym, co sam zmiksowałem, a tym, co zmiksował zawodowiec, to by mi się udało wychwycić to, co sprawia, że moje nagrania brzmią amatorsko.

Dojrzewam powoli do tej myśli, bo jeśli już się bawić w coś takiego, to trzeba to zrobić porządnie. Żadnych przypadkowych osób czy budżetowych rozwiązań typu "miks za 20zł" - tak to sobie sam potrafię zmiksować.

A który utwór? Wydaje mi się, że lepsze byłoby "Goodbye", bo jest tu i wolny fragment z padami, jest wokal, jest dynamiczna końcówka z gitarą elektryczną. Dużo różnych rzeczy można by sprawdzić. Jeśli tak się w końcu stanie, na pewno zamieszczę wyniki i przemyślenia z nich płynące...

wtorek, 25 sierpnia 2020

Luftrum - w krainie dźwięków

Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o duńskiej firmie Luftrum Sørena Hybela. Jak Søren pisze o sobie, nie potrafi grać na klawiaturze, fatalny z niego kompozytor, za to spreparowane przez niego dźwięki pojawiają się w grach i filmach, zatem uczynił z tego swój zawód. I muszę przyznać, że faktycznie coś w tym musi być.

Zastanawiałem się już niegdyś, co się bardziej opłaca - kupowanie nowego instrumentu czy raczej zestawu brzmień do już posiadanego? Które to pytanie jest zasadne o tyle, o ile sami nie zajmiemy się sound designem, bo wtedy możemy wykreować wszystko, co tylko jest nam potrzebne. Ale ja do sound designu nie czuję żadnego pociągu, więc pozostaje dylemat: instrument czy bank brzmień?

Zajmuję się muzyką na tyle długo, by zgromadzić pewne doświadczenie. I to doświadczenie mówi mi, że zdecydowanie lepiej jest zainwestować w porządny bank brzmień niż nowy instrument. Rzecz jasna, o ile już posiadamy jakiś instrument, zdolny do wytwarzania dźwięków odpowiedniej jakości, jak np. Spectrasonics Omnisphere 2, U-he Diva/Zebra, Xfer Records Serum, Synapse Audio Software Dune 3 czy w końcu UVI Falcon.

I właśnie firma Luftrum wpasowała się ze swoim dorobkiem idealnie w moje oczekiwania. Takie biblioteki jak Genisys, Evo Elysium, Luftrum 18 for Omnisphere dostarczają mnóstwa inspiracji i brzmią naprawdę rewelacyjnie. Na pewno wiele radości znajdą tu posiadacze Omnisphere, Dune oraz syntezatorów od U-he.

Ze swojej strony polecę jeszcze świetny syntezator brzmień typu pad, czyli Lunaris. Jest to instrument uruchamiany wewnątrz Kontakta (wystarcza darmowa wersja Player) i w sumie wyczerpuje (zdawałoby się) temat brzmień z tego zakresu. "Zdawałoby się", bo wkrótce ma się pojawić nowy syntezator od Luftrum, troszkę podobny w charakterze, czyli Bioscape. Tutaj jednak mniej będzie padów, a więcej dźwięków określanych mianem drones albo soundscapes, będących dźwiękowymi planami rodem ze ścieżek dźwiękowych do filmów:

Tak czy owak, bardzo polecam banki od tego wydawcy (i nie, nie jest to post sponsorowany, żadnego z posiadanych banków nie dostałem za darmo od producenta w zamian za reklamę).

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

[E] Studio One 5 - Artykulacje i KeySwitches

I znów dylemat, czy poradnik powinien być opisany tutaj, czy jednak tam, gdzie cała raszta, czyli na blogu Ladaco. Chyba jednak muszę utrzymać oba miejsca, bo tam ma pełną listę, a tu jednak powinny być też te związane z dźwiękiem i muzyką...

sobota, 22 sierpnia 2020

Migracja na SSD

Po ostatniej czystce postanowiłem w ogóle porobić trochę porządków i między innymi odzyskać miejsce na dysku SSD tak, aby przenieść tam jak najwięcej bibliotek brzmieniowych. Z doświadczeń z BBC Symphonic Orchestra, Stradivari Violin i Nucleusa wyniosłem bowiem taką naukę, że użycie dysku SSD rzeczywiście znacząco skraca czas potrzebny na wczytanie projektów muzycznych, ale także samo korzystanie z bibliotek i przeglądanie brzmień staje się dużo przyjemniejsze i mniej czasochłonne.

Żeby jednak nie polegać wyłącznie na własnych wrażeniach, postanowiłem dokonać pomiarów - szczęśliwie wpadłem na ten pomysł, ZANIM zacząłem cokolwiek gdziekolwiek przenosić. Przygotowałem zatem kilka projektów, w których użyłem wielu instancji Kontakta z załadowanymi brzmieniami orkiestrowymi i nie tylko (ale też innymi, a także brzmienia EastWest Hollywood Orchestra, które korzystają z alternatywnego playera). Przyznam, że byłem ciekaw szczególnie tego ostatniego przypadku i miała to być ostatnia szansa dla tej biblioteki na pozostanie w kręgu zainteresowania.

Odczyt z dysku HDD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
13,226,799,3
14,724,393,2
13,928,1102,3
142698

Po przeprowadzeniu pierwszej tury testów (oczywiście zgrubnych, ze stoperem w ręku, bo nie interesowały mnie zyski w ułamkach sekund, tylko solidny, przynajmniej kilkukrotny wzrost wydajności), czyli trzykrotnym wczytaniu każdego projektu do restartowanego za każdym razem Reapera w wersji 6.2, przystąpiłem do przenoszenia bibliotek (tutaj zaznaczę, że podczas testowania EastWest Hollywood Orchestra musiałem restartować cały komputer, bo Play potrafił sobie w jakiś sposób zbuforować brzmienia nawet mimo restartu DAW). Na szczęście przenoszenie bibliotek sprowadza się to do skopiowania odpowiednich folderów z dysku na dysk i zmianie przekierowania w managerze bibliotek (czyli Native Access dla Kontakta oraz EW Installation Center dla Play). Po tym wszystkim biblioteki zaczęły funkcjonować bez zgrzytów, mogłem więc powtórzyć całą procedurę z wczytywaniem i mierzeniem czasu. Wyniki po przeniesieniu bibliotek:

Odczyt z dysku SSD, czas w sekundach
Projekt 1 (różne, 5 ścieżek)Projekt 2 (różne, 10 ścieżek)Hollywood Orchestra (3 ścieżki)
5,28,771,3
4,79,371,6
4,99,175,2
5973

Trzeba przyznać, że różnica rzeczywiście jest znacząca i faktycznie czekanie 8 sekund zamiast pół minuty to jest zysk. Nie mówiąc o zwiększonym komforcie korzystania z przyspieszonych w ten sposób bibliotek.

Na koniec dwa słowa komentarza do Hollywood Orchestra. Umieszczenie jej na dysku SSD tylko trochę przyspieszyło ładowanie danych (co sugerowałoby, że to nie odczyt z nośnika jest tu wąskim gardłem) i w porównaniu do pozostałych bibliotek są to nadal czasy karygodnie wysokie, które zwyczajnie zniechęcają do korzystania w produktu EastWest. Wprawdzie mój dysk SSD nie jest jakimś wyczynowcem, ale też nie widzę sensu, bym akurat dla Hollywood Orchestra miał kupować dwukrotnie droższy i szybszy dysk. Aż tak mi nie zależy... Podejrzewam, że brzmienia w tej bibliotece są w jakiś skomplikowany sposób skompresowane i wczytywanie ich wymaga poświęcenia pewnej mocy obliczeniowej, zaś właśnie te obliczenia pochłaniają najwięcej czasu. Taki wariant wskazuje też działający bardzo szybko cache (w nim dane są już rozpakowane, więc ładują się w kilka sekund). W dzisiejszych czasach to dość dziwaczne rozwiązanie - idę o każdy zakład, że muzycy korzystający z bibliotek orkiestrowych z radością poświęciliby dodatkowe 100GB miejsca na dysku, byle tylko brzmienia wczytywały się błyskawicznie.

środa, 19 sierpnia 2020

[T] EastWest - Hollywood Orchestra

Chciałbym się przyjrzeć nieco uważniej jednej z najstarszych moich bibliotek orkiestrowych, jaką jest EastWest Hollywood Orchestra Gold. W jej skład wchodzą (dostępne także osobno): Strings, Brass, Woodwinds i Percussion, czyli w zasadzie wszystko, co może być potrzebne podczas tworzenia orkiestrowych kompozycji. Sama biblioteka jest już nieco wiekowa, bo stuknęło jej właśnie 10 lat, co niestety momentami rzuca się w oczy i uszy.

Dlaczego akurat ona?

Do dzisiaj w sumie nie wiem, dlaczego lata temu zdecydowałem się właśnie na tę bibliotekę. To znaczy, realny powód był: duża przecena. Ale poza ceną chyba żadnych innych przesłanek nie miałem, żeby wybrać akurat tę. Może też materiałów na YouTube było mniej niż obecnie, może po prostu konkurencja dopiero raczkowała. Wiem na pewno, że obejrzałem wiele filmików o orkiestrach i w większości były tam albo produkty EastWest, albo bardzo wówczas chwalone LA Scoring Strings (ale te ostatnie nie były pełną orkiestrą). Istniały jeszcze pluginy od SONiVOX i w sumie niewiele było tego więcej. Spitfire Audio dopiero raczkowało, dostarczając tylko paczki sampli, nie było jeszcze Orchestral Tools z jego Metropolis Ark czy Berlin Inspire, że o Nucleusie nawet nie wspomnę. Obecnie mamy cudowne czasy i całe mnóstwo nowoczesnych bibliotek o świetnym brzmieniu.

Tak czy owak, stanęło na EastWest i jej najnowszym wówczas dziecku, czyli Hollywood Orchestra. Początkowo w najtańszej wersji Silver, z okrojoną liczbą instrumentów i artykulacji, ale trzy czy cztery miesiące później trafiła się kolejna promocja, tym razem na upgrade do wersji Gold. I tak już zostało.

Play

Od samego początku nie spodobał mi się interfejs graficzny, przygotowany przez programistów z EastWest. Był ogromy, toporny w obsłudze i nie dawał możliwości stworzenia szablonu orkiestrowego jak w Kontakcie. Do tego piekielnie długo ładował próbki, więc obsługa całości była wysoce kłopotliwa.

Co ciekawe, to były takie czasy, że gdy EastWest zaprezentowało wersję szóstą Playa, która miała być szybsza i lepsza, to była ona dodatkowo płatna (30 dolarów, ale jednak!), także dla legalnych użytkowników dotychczasowej wersji. Dziś, po latach, nadal mamy wersję 6, ale jest już do darmowego pobrania.

Brzmienie i obsługa

Brzmienie biblioteki jest... różne. Czasami niektóre barwy są świetne, czasem jednak - niezbyt realistyczne, zwłaszcza instrumenty solowe (na przykład skrzypce zdecydowanie nie wytrzymują porównania ze specjalizowanymi bibliotekami). Do tego odnoszę wrażenie, że biblioteka ma niejaki problem z trzymaniem jednakowego poziomu głośności - czasem podczas gry z wydawałoby się jednakową dynamiką, część dźwięków nagle staje się dużo głośniejsza/cichsza niż pozostałe.

Ja z Hollywood Orchestra mam pewien zasadniczy problem, a jest to wybór odpowiedniego brzmienia. Tutaj wchodząc np. do barw pierwszych skrzypiec z artykulacją legato otrzymujemy mnóstwo osobnych wariantów: a to takie z atakiem, bez ataku, oskryptowane i nieoskryptowane, z wieloma próbkami (round-robin) i bez nich. Jak tu się zdecydować? Rozumiem, że idea była taka, by dać użytkownikowi wybór i by sobie stworzył taką kombinację, jaką uzna za stosowną, ale moim zdaniem to zbytnia komplikacja. Można, oczywiście, używać brzmień z key-switches, ale te ładują się NAPRAWDĘ powoli.

W ogóle czasy ładowania to sprawa bardzo dziwna w tej bibliotece. Z jednej strony są one kosmicznie długie, nawet jeśli korzysta się z dysku SSD, z drugiej jednak Play dysponuje jakimś buforem cache, gdzie wrzuca sobie raz odczytane próbki i później z tego korzysta (co trwa już DUŻO krócej), nawet po restarcie programu DAW (!). Niestety, nie pojmuję zupełnie, jak to działa, bo czasem wielokrotne ładowanie tego samego projektu z brzmieniami Hollywood Orchestra trwa krótko, aż za którymś razem nagle wszystkie brzmienia ładują się "od podstaw" i projekt zamiast 10 sekund otwiera się 5 minut. Strasznie to irytuje podczas pracy, bo nigdy nie wiadomo, ile trzeba będzie czekać. Poza tym, jeśli ten cache potrafi przetrwać restart DAW, to znaczy, że jest gdzieś zapisywany na dysku, a to z kolei znaczy, że da się brzmienia zapisać i ładować szybciej - to dlaczego, u licha, nie przygotuje się w ten sposób całej biblioteki?!

Co dalej?

W sumie praktycznie nie używam już tej biblioteki, głównie przez opisaną kapryśną pracę Play i długie czasy wczytywania. Do tego, mając już do dyspozycji Berlin Inspire, Nucleusa i BBC Symphonic Orchestra, jakoś mniej entuzjastycznie odbieram samą jakość brzmienia, więc brakuje argumentu: o, ten czy tamten instrument gra świetnie, więc użyję EastWest zamiast którejś z powyżej wymienionych.

Był wprawdzie moment zwątpienia, kiedy EastWest wprowadziło model abonamentowy. Płaci się niecałe 20 dolarów miesięcznie (z umową na minimum rok), ale można korzystać z WSZYSTKICH produktów tej firmy. Czyli nie tylko z Hollywood Orchestra, ale też chórów, bębnów, głosów podkładowych i wielu, wielu innych (z liczby ponad 60 bibliotek). Brzmi fantastycznie, lecz jest jedno ale: nic z tego nie staje się naszą własnością i jeśli postanowimy w pewnym momencie już nie płacić, to zostajemy tak naprawdę z niczym. EastWest pisze w sekcji FAQ, że teoretycznie nasze projekty powinny nadal działać i dać się odtwarzać, ale doradza, żeby "na wszelki wypadek" wszystko sobie wyrenderować zawczasu do plików dźwiękowych. Czyli niby tak, ale może nie. Podejrzewam, że dopóki użytkownik zachowa na dysku pobrane biblioteki, dźwięki będą się odtwarzać, ale jeśli je usunie, to już nie zainstaluje ich ponownie i projekty działać przestaną.

Chwilowo więc biblioteka zostaje na dysku, ale jeśli poprzerabiam wykorzystujące je projekty na te nowoczesne biblioteki, to raczej nie będę czuł żalu po pozbyciu się jej. No i na dysku przybędzie 100GB!

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Wielka czystka

528 wtyczek VST. Tyle miałem jeszcze do wczoraj. Skąd wiem? Bo Studio One dokładnie je wylicza podczas startu. Długiego startu, dodam. No i się tak wczoraj zacząłem zastanawiać, co w tej połowie tysiąca tak naprawdę jest, bo przecież na pewno nie używam kilkuset wtyczek - ba, pewnie nie używam nawet setki z tego. Jak się domyślacie, postanowiłem zrobić z tym porządek.

Na pierwszy ogień poszły wtyczki z własnymi instalatorami - uruchomiłem panel "Dodaj/usuń programy" i po kolei wywalałem te, których nie użyłem ani razu od momentu przeprowadzki. Okazało się, że jest takich przypadków mnóstwo - szczególnie dużo usunąłem wtyczek od Native Instruments. Od kiedy używam pakietu FabFilter, na nic są mi te wszystkie kompresory, pogłosy i delaye. Na nic też większość instrumentów - wywaliłem nawet Monarka, bo nie kojarzę, bym go kiedykolwiek w jakimkolwiek projekcie użył.

W ten sposób, wywalając systematycznie wszystkie nieużytki, doszedłem do liczby 410 wtyczek. Ubytek znaczny, ale jeszcze zbyt mały. Rzuciłem się zatem do katalogów \VstPlugins - ale tutaj coś mnie tknęło. Na wszelki wypadek utworzyłem sobie na innym dysku folder i zamiast wyrzucać wtyczki do kosza, przeniosłem je do tego właśnie folderu. Tak na wszelki wypadek, gdybym jednak usunął o jedną wtyczkę za dużo.

Ostatecznie doszedłem do 334 wtyczek. Nadal dużo, ale jak sobie pobieżnie przejrzałem, to chwilowo żal mi wyrzucać kolejne. A pewnie taki los spotka w końcu wtyczki od Meldy (ubędzie od razu kilkadziesiąt) albo różne dziwne wtyki, które zainstalowałem, bo miały być (i były) przydatne w jakichś określonych okolicznościach. W miarę łatwo przyszło mi pożegnać się z efektami, gorzej będzie z pozbywaniem się instrumentów, choć i tu wyłom został już poczyniony - z dysku zniknął Rob Papen GO2 czy wspomniany Monark. Największym "przegranym" wczorajszej selekcji okazała się firma Waves, bo pozbyłem się wszystkich ich wtyczek, i to bez większego żalu.

Tak czy owak, Studio One uruchamia się zauważalnie szybciej.

środa, 12 sierpnia 2020

[T] Native Instruments - Stradivari Violin

Na dniach opisywałem wrażenia z testowania Embertone Joshua Bell Violin, a tu trafiła się okazja bezpośredniego porównania z Native Instruments Stradivari Violin. Uprzedzając nieco dalsze wypadki, są to dwie chyba najlepsze w obecnej chwili biblioteki skrzypcowe na rynku. Owszem, konkurencja nie śpi i mamy przecież 8Dio Solo Violin Designer, mamy świetne Chris Hein Solo Violin, Virharmonics Bohemian Violin czy Orchestral Tools Nocturne Violin, a także solowe instrumenty smyczkowe od Spitfire czy EastWest, jest więc w czym przebierać. A jednak w mojej opinii Joshua Bell Violin i Stradivari Violin to najbardziej kompleksowe i wygodne narzędzia tego typu.

Nie szata zdobi człowieka, ale...

Wizualnie Stradivari Violin jest dużo skromniejszy i mniej kolorowy od swojego konkurenta. Czarny kolor interfejsu nadaje mu nieco żałobnego charakteru, za to bardzo ładnie się komponuje z BBC Symphonic Orchestra. Od początku jednak od wyglądu bardziej interesowała mnie wygoda korzystania z instrumentu i muszę przyznać, że jest nieźle. Nie to, żeby nie było wielu różnych stron do przełączania, ale jakoś nie trzeba chyba tego robić aż tak często.

Stradivari Violin istnieje tylko w jednej wersji, więc nie ma dylematów z wyborem i ewentualnym żałowaniem, że czegoś nie mamy w tańszej wersji. Tu jest wszystko od samego początku - zsamplowany Stradivarius "Wezuwiusz" z 1727 roku, nagrany w sali koncertowej Giovanni Arvedi w Cremonie (Włochy). Twórcy z e-Instruments szczycą się tym, że w bibliotece nie ma sztucznie wydłużanych dźwięków i wszystkie próbki pochodzą z rejestracji gry prawdziwych muzyków - jeśli tak faktycznie jest, nie dziwi rozmiar biblioteki (prawie 24GB do pobrania, po rozpakowaniu - 39GB!), przekraczający rozmiar całej wspominanej wcześniej BBC Symphonic Orchestra Core! Wprawdzie rozmiar to nie wszystko, ale... no, robi jednak wrażenie. Tradycyjnie już polecam instalację na dysku SSD, bo szkoda czasu i nerwów na wczytywanie tak potężnych porcji danych ze zwykłego dysku...

Brzmienie

No, tutaj nie ma niespodzianki i instrument brzmi wspaniale. Mnie się to jeszcze wprawdzie nie do końca udaje, ale przykłady nagrane przez nieco bardziej obytych z wirtualnymi skrzypcami muzyków robią piorunujące wrażenie (wystarczy przesłuchać prezentacji na stronie producenta, ale na YouTube znajdzie się małe co-nieco).

Nie dość na tym, że mamy nagrany pierwszorzędnie materiał, to do dyspozycji dostajemy także możliwość wyboru źródła, czyli mikrofonu - można wybierać spośród trzech, położonych w różnych odległościach od skrzypiec (więc różniących się np. ilością naturalnego pogłosu). To świetne rozwiązanie, którego nie dostaniemy w Joshua Bell Violin, gdzie najwyżej możemy sterować wielkością pogłosu.

Możliwości artykulacyjne

Tutaj także bez zdziwienia - instrument oferuje praktycznie wszystko, co może być przydatne podczas tworzenia partii solowych skrzypiec. Artykulacji jest dwadzieścia, w tym legato, marcato, detaché, spiccato, staccato, pizzicato, tremolo, sul pont, sul tasto, col legno czy tryle. Ma także tryb Virtuoso, gdzie instrument sam stara się dobrać odpowiednią artykulację na podstawie tego, co gra użytkownik i wychodzi to całkiem przyzwoicie, co możecie sami usłyszeć na poniższym przykładzie, nagranym "z marszu", z wykorzystaniem tylko koła modulacji:

Artykulacje można zmieniać programowo w trakcie gry, jednak wychodzi tu na jaw pewna wada instrumentu. Otóż ma on zaledwie osiem slotów na poszczególne artykulacje i możemy się posługiwać programowo tylko nimi, co bardziej ambitnych muzyków może jednak nieco uwierać.

Werdykt

No i cóż, nie potrafię wskazać zwycięzcy tego pojedynku. Możliwości obu instrumentów są ogromne i naprawdę da się za ich pomocą uzyskać wyśmienite ścieżki skrzypcowe (tak, prawdziwi skrzypkowie w tej chwili krzywią się okrutnie i zamykają z niesmakiem okno przeglądarki). Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony - jednak przed wydaniem pieniędzy warto przesłuchać przykłady i obejrzeć filmiki, prezentujące oba instrumenty w akcji. Warto też brać poprawkę na to, że aby w pełni wykorzystać tkwiący w tych bibliotekach potencjał, trzeba naprawdę przyłożyć się do przygotowania melodii. Stąd trudno jest bezpośrednio porównywać biblioteki skrzypcowe - każda z nich nieco inaczej interpretuje komunikaty MIDI, takie jak ekspresja, modulacja czy aftertouch, więc ta sama ścieżka odtworzona przez różne biblioteki może dać diametralnie różne wyniki. Niestety, taka jest cena dużej specjalizacji...

Na koniec jeszcze mała informacja techniczna, która może zainteresować potencjalnych nabywców: instrument wymaga aplikacji Kontakt w wersji co najmniej 6.2.2, ale na szczęście zadowoli się darmową wersją Kontakt Player.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Miksowanie - problem ze słyszeniem?

Ostatnio sporo zmagam się z nagranimi orkiestrowymi i zastosowałem zwrot "zmagam się" zupełnie celowo. Bo im dalej w las, tym więcej drzew, a im bardziej chcę osiągnąć realistyczny efekt, tym jestem od tego dalszy.

Podczas samej orkiestracji nie jest jeszcze źle, bo zwykle wiem, co i jak chcę osiągnąć. Trochę już opanowałem obsługę bibliotek orkiestrowych, wiem też, jak wykorzystać poszczególne artykulacje (w taki techniczny sposób, czyli gdzie i jak działają poszczególne parametry, takie jak velocity czy expression). I wszystko gra bardzo ładnie, tylko że... nie.

Otóż okazało się, że nie słyszę błędów miksowania poszczególnych ścieżek. To znaczy, osoby z zewnątrz, słuchające moich nagrań, mają sporo zastrzeżeń co do brzmienia - gdzieś jest za ostro, gdzieś coś piszczy, gdzieś brak pogłosu. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu każdy popełnia błędy, zwłaszcza na początku. Rzecz w tym jednak, że ja po prostu tego NIE SŁYSZĘ. To znaczy, dla mnie te moje nagrania brzmią ok i niczego bym w nich nie zmieniał. Pojęcia takie jak "zimne brzmienie" czy "ciepłe brzmienie" są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, nie potrafię ich zdefiniować, rozpoznać.

No i klops. Nawet jeden z utworów dałem do zmiksowania "na zewnątrz", ale generalnie nie widzę w tym dużej poprawy. Zmianę - tak. Wszystkie instrumenty wydają mi się teraz odseparowane od siebie, co akurat mniej mi się podoba. I jakkolwiek nie mam do tego miksu żadnych więcej uwag i słucha się go bardzo dobrze, to - niestety - nadal nie wiem, w czym rzecz. A nawet dostałem filmik z procesu miksowania, gdzie ścieżka po ścieżce jest wyjaśnione, co i jak było zmieniane i dlaczego (bardzo doceniam cały włożony tutaj trud).

I zaczynam się teraz zastanawiać, czy to z moim słuchem dzieje się coś niedobrego? W końcu starość nie radość - ale z drugiej strony wydaje mi się, że nie mam problemów natury, ehm, biologicznej. Bardziej chodzi o to, że nie wiem, co stanowi o jakichś problemach z konkretnymi nagraniami. Co sprawia, że coś, co słyszę, jest czymś niepożądanym? Jak to rozpoznać? Jak nauczyć się słyszeć? I czy zawsze jest to osiągalne?...

sobota, 8 sierpnia 2020

[G] Marie w nowej wersji

Idę za ciosem i po odświeżeniu utworu "Princess" wziąłem na warsztat coś bardziej nostalgicznego, czyli "Marie" z tego samego okresu. Tutaj okazało się, że - jak na tak prosty utwór - pracy jest mnóstwo. Największy problem polegał na wyrównaniu nut do siatki, bo do tej pory był to tak naprawdę zapis gry na żywo, aczkolwiek już nieco wyrównany podczas prac nad albumem "Flashback.

Jednocześnie z wyrównaniem trzeba było zadbać o spowolnienia tempa, dość charakterystyczne i w mojej opinii niezbędne. To akurat w Cubase nie było trudne, trzeba było tylko dodać ścieżkę tempa i tam "narysować" spowolnienia.

Dość dużo zostało za to roboty przy ogólnej aranżacji i rozbudowie - w oryginale był tylko fortepian i lekkie ambientowe pady w tle. Teraz to trochę wzbogaciłem i dodałem parę melodii. Myślę, że jest już nieco ciekawiej niż było - aczkolwiek do starej wersji ciągle mam sentyment:

piątek, 7 sierpnia 2020

[G] Princess - orkiestrowa nauka trwa

Dni mijają, a ja staram się uczyć pisania muzyki na orkiestrę. Tym razem pretekstem był utwór, opublikowany na płycie "Flashback". Utwór powstał ponad 15 lat temu i pierwotnie nagrałem go praktycznie na żywo na Korgu Trinity 76LE - miał on wejść na niewydaną płytę "Echonoica". Pierwsza przeróbka - ta na "Flashback" - polegała na rezygnacji z barw Korga na rzecz instrumentów VST, a także na daleko idącej kwantyzacji. Kompletnie nieprzemyślanej, dodajmy, bo główny motyw jest wyrównany za bardzo, zaś linia akordów jest bardzo nierówna. Dodatkowo wyrównane zostały wartości velocity, stąd wrażenie pewnej "twardości".

Jako że "choruję" na brzmienie rożka angielskiego, główny motyw powierzyłem właśnie temu instrumentowi. Żeby nieco urozmaicić utwór, postanowiłem zastosować też drugi instrument solowy, fagot, który "odpowiada" na motyw grany pierwszoplanowo przez rożek. Rolę akompaniamentu wzięła na siebie harfa, uzupełniana stopniowo przez wiolonczele, altówki i skrzypce, w końcu zaś flet oraz rogi i puzony.

O ile główny motyw wymagał niewielkiej ilości pracy, bo tylko podzielenia na dwa instrumenty i "złagodzenia" brzmienia poprzez umiejętne zastosowanie artykulacji i ekspresji, to już cała reszta została gruntownie przebudowana (harfa) oraz... napisana od nowa (pozostałe instrumenty). W oryginale poszczególne akordy były dość przypadkowe i chwytane "na słuch", teraz jednak trzeba było określić tonację i zrobić wszystko zgodnie ze sztuką. Przyznam, że nie było łatwo, ale się opłaciło. Wiolonczele i kontrabasy grają niemal wspólną linię opartą na prymach akordów, altówki zaś uzupełniają, dodając do prymy tercję. Oktawę wyżej drugie skrzypce grają już pełne akordy, zaś "blachy" powtarzają linię altówek, choć w innej wysokości. Dzięki napisaniu wszystkiego od podstaw całość gra spójnie i rzeczywiście zaczyna to przypominać brzmienie prawdziwej orkiestry!

Najwięcej problemów sprawia mi programowanie zmian dynamicznych dla poszczególnych linii, a mianowicie artykulacji i ekspresji. Wszystko przez to, że jest tu całkiem sporo zmiennych - na ostateczne brzmienie ma wpływ przede wszystkim głośność (kontrolowana przez parametr ekspresji) oraz rodzaj artykulacji, od którego z kolei zależy działanie parametru velocity i modulacji. Na razie, dopóki się w tym wszystkim nie rozeznam odpowiednio dobrze, jest to dość frustrujące, gdy dla jednej artykulacji (np. spiccato) parametr velocity ma kluczowe znaczenie i od niego zależy dynamika poszczególnych dźwięków, a dla innej artykulacji (np. legato) parametr ten pozornie niczego nie wnosi, bo dynamika jest kontrolowana przez modulację. Jednak i velocity ma tu - okazuje się - zastosowanie, bo jeśli różnice tego parametru między dwoma "nakładającymi się" dźwiękami jest odpowiednio duża, to stosowane jest glissando...

Ostatecznie nagranie nie jest pozbawione wad, ale na pewno bardziej podoba mi się wprowadzona do niego pewna finezja, przynajmniej jeśli chodzi o warstwę dynamiczną. Już nie jest to takie mechaniczne i twarde, i napiszę to wprost, mając teraz porównanie, nie mam pojęcia, jak mogłem uznać pracę nad "flashbackową" wersją za zakończoną?

Wersja zmiksowana i zmasterowana przez Karolinę Kobę, której wielkie dzięki za poświęconą pracę!

Zauważam też pewną rzecz: otóż tworzenie na instrumenty syntetyczne nigdy mnie dotąd nie natchnęło myślą, że może trzeba popracować nad aranżacją, jeśli coś brzmi źle. Po prostu szukałem innego brzmienia, które lepiej pasowało. Z orkiestrą nie bardzo tak się da - jeśli główna linia grana przez rożek brzmi słabo, to zmiana instrumentu na obój niczego raczej nie poprawi. Trzeba zacząć szukać przyczyn - i od razu wychodzi, że po prostu wszystkie nuty grają prawie z identyczną intensywnością. Trochę pracy nad modulacją i ekspresją - i jest poprawa! I w zasadzie każdy problem, na który się natknąłem, wymagał właśnie tego - przesłuchania konkretnego fragmentu, wskazania przyczyny i znalezienia rozwiązania.

Nie zostanę wybitnym kompozytorem orkiestrowym, ale myślę, że doświadczenie zdobywane podczas zabawy z orkiestrą zaprocentuje i w innych gatunkach.

środa, 5 sierpnia 2020

sobota, 1 sierpnia 2020

[T] Embertone - Joshua Bell Violin (także Essentials)

Dzięki uprzejmości firmy Embertone miałem możliwość przetestowania ich biblioteki Joshua Bell Violin, w tym także wersji Essentials, która jest tańszą i uproszczoną wersją pełnego produktu. No i chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z tych testów, zaś punktem odniesienia będą dla mnie dwie inne biblioteki: Nucleus, gdzie znajdują się dwie wersje solowych skrzypiec oraz SWAM Violin, których używam od paru miesięcy.

Pierwsze wrażenie

O tej bibliotece słyszałem już jakiś czas temu - że jest jedną z najlepszych na rynku, dając bardzo realistyczny efekt gry na skrzypcach. Oglądałem nawet parę filmików na YouTube i faktycznie, we wprawnych rękach Joshua Bell Violin brzmi faktycznie rewelacyjnie. Nazwa biblioteki też nie wzięła się znikąd - do nagrania próbek zatrudniono wirtuoza Joshuę Bella z jego skrzypcami Stradivariusa z 1713 roku. Firma szczyci się tym, że nagrań dokonano bardzo starannie i w tak przemyślny sposób, że np. większa część efektu vibrato pochodzi właśnie z nagrań, a nie jest dodawana sztucznie przez automat. I chyba rzeczywiście coś w tym jest, bo po zagraniu już kilku fraz słychać, że dźwięk jest bardzo spójny i naturalny.

Brzmienie i obsługa

Trzeba przyznać, że instrument brzmi kapitalnie. W pełnej wersji gra sprawia autentyczną przyjemność, w wersji Essentials nie jest to już tak oczywiste, o czym napiszę później. Generalnie trudno jest się tutaj do czegokolwiek przyczepić, zwłaszcza jeśli się nie jest skrzypkiem albo wybitnym specjalistą od skrzypcowego brzmienia. Moim zdaniem da się za pomocą tej biblioteki wyczarować naprawdę realistyczne i piękne linie melodyczne, a czego więcej można chcieć?

Doradzam (bardzo usilnie) instalację biblioteki na dysku SSD, bo przy załadowaniu zabiera ona ponad 1GB w pamięci, więc można się naczekać. Sam interfejs programu jest bardzo estetyczny i czytelny, chociaż momentami trochę uciążliwy w obsłudze, ponieważ podzielono go na wiele ekranów, niemal jednakowo ważnych, więc trzeba się trochę naprzełączać.

Trochę kłopotów sprawia na początku dostosowanie biblioteki do własnych potrzeb, ponieważ ma ona dość nietypowo rozwiązaną kontrolę. Opiera się ona na presetach, a których określono, który kontroler MIDI odpowiada za co w instrumencie (np. koło modulacji czasem odpowiada za siłę vibrato, a czasem za dynamikę). W efekcie dobrze jest przygotować jakiś pasujący, spersonalizowany preset i się go później trzymać.

Porównanie z konkurencją

Porównać Joshua Bell Violin mogę tylko ze SWAM Violin oraz - od biedy - z Nucleusem. Zacznę może od tego drugiego, bo chociaż solowa barwa skrzypiec jest w nim nie taka znowu zła, to jednak z racji posiadania tylko dwóch artykulacji (legato i sustain) oraz zerowej kontroli nad efektem vibrato, które po prostu jest, nie za bardzo jest co z czym porównywać. Owszem, coś tam da się w gęstej aranżacji zagrać tą solową barwą w Nucleusie, ale z pewnością nie jest to pełnoprawna konkurencja dla dedykowanych skrzypcom bibliotek.

Jedyną używaną do tej pory przeze mnie biblioteką stricte skrzypcową jest SWAM Violin od AudioModeling. Opiera się ona na zupełnie innych zasadach (modelowanie, a nie sampling), przez co jest dużo mniejsza, jeśli chodzi o zajmowane miejsce na dysku, co wpływa też na szybkość ładowania instrumentu do pamięci. Brzmienie ma dość specyficzne, które albo się lubi, albo nie. Ja akurat lubię, ale przyznaję w tej dziedzinie bezapelacyjnie zwycięstwo produktowi firmy Embertone. Brzmienie samplowane w tym wypadku jednak wygrywa. Z pewnością z biegiem lat AudioModeling udoskonali swoje algorytmy i za jakiś czas modelowanie weźmie górę, jednak na chwilę obecną - mając do wyboru Joshua Bell Violin oraz SWAM Violin, wybrałbym jednak tę pierwszą bibliotekę.

Essentials

Aktualnie wersja Essentials jest w promocji i kosztuje ledwie 89 dolarów. Piszę "ledwie", bo trudno jest w tej cenie kupić dobry syntezator VST, a co dopiero świetnie brzmiącą bibliotekę skrzypcową. Jest tu jednak pewien haczyk - producent wprawdzie umożliwia dokupienie pełnej wersji w późniejszym czasie, ale jeśli będziemy chcieli zatrzymać także wersję Essentials (bo już zrobiliśmy z nią wiele projektów), to sumarycznie zapłacimy o kilkanaście dolarów więcej, niż za pełną wersję kupioną od razu. Dokładną różnicę w cenie zapłacimy tylko wówczas, gdy zrezygnujemy i odinstalujemy Essentials. To jednak nie jest jeszcze cały "haczyk" - otóż pewne jest, że będziemy chcieli pełnej wersji. Producent tak przebiegle okroił wersję Essentials, że co i rusz będziemy się "potykać" o ograniczenia, jednocześnie widząc, jak pięknie mogłoby być. Przykład? Pierwszy z brzegu: kontrola. W wersji Essentials mamy do wyboru kilka przygotowanych profilów kontroli (czyli w jednym dynamiką sterujemy kołem modulacji, w innym - nożnym pedałem ekspresji, w jednym za zmianę różnych artykulacji legato odpowiada parametr velocity, w innym szybkość gry). I te profile są przygotowane w ten sposób (nie wiem, czy specjalnie, czy to przypadek), że pasuje nam zawsze tylko część przypisań, a często wystarczyłoby zmienić wręcz jedno ustawienie, by było dobrze. Ale nie można - wersja Essentials nie pozwala na edycję!

Inny przykład to brakujące artykulacje. Na stronie producenta można przejrzeć różnice między wersjami i teoretycznie nie wygląda to źle. Troszkę brakuje tego i owego, ale myślimy sobie: "da się z tym żyć". No i okazuje się, że się nie da. Albo późniejsze "rzeźbienie" we właściwościach parametrów doprowadza do furii, podczas gdy w pełnej wersji można pewne rzeczy po prostu zagrać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że akurat na YouTube brakuje filmów dotyczących wersji Essentials - i skoro tylko mogłem tę wersję wypróbować, już wiem dlaczego. Bo zwyczajnie bardzo trudno jest zagrać piękną i realistyczną frazę w tej wersji, zaś jeśli nawet ktoś tę wersję kupił, to chętnie szybko przesiadł się na wersję pełną (a że za zrezygnowanie z Essentials, jak pisałem, przysługuje zniżka, większość pewnie machnęła ręką na możliwość zachowania Essentials).

Nie oznacza to, oczywiście, że Essentials jest wersją beznadziejną i do niczego się nie nadaje. To nadal 5GB świetnych próbek, z których da się wykrzesać piękne frazy, ale wymaga to pracowitego programowania i stalowych nerwów (czasem, mimo tego, że modulacja i ekspresja były zaprogramowane co do punktu, to z braku odpowiedniej artykulacji (jak się domyślam) linia melodyczna miała dziwne skoki głośności, co trzeba było obchodzić różnymi sztuczkami). Pełna wersja jest po prostu dużo przyjaźniejsza.

Podsumowanie

Czy poleciłbym Joshua Bell Violin komuś szukającemu realistycznego brzmienia skrzypiec? Oczywiście, że tak. Biblioteka brzmi kapitalnie i nikt nie powinien się czuć zawiedziony. Ostatnio wprawdzie wyrosła jej konkurencja w postaci Native Instruments Stradivari i podejrzewam, że świat podzieli się na zwolenników jednej lub drugiej opcji. Wprawdzie pretendentów do korony króla symulacji skrzypiec jest więcej, ale te dwie biblioteki są godnymi siebie przeciwnikami. Obie w tej samej cenie... hm... To będzie trudny orzech do zgryzienia!