wtorek, 13 kwietnia 2021

[T] Shure SM7B

Ten mikrofon to prawdziwa klasyka studiów radiowych - Shure SM7B jest znany od wielu, wielu lat. Jego podstawowa wersja, SM7, zadebiutowała w 1976 roku i posłużyła w 1982 roku do nagrania wszystkich wokali na płytę "Thriller" Michaela Jacksona (o czym wie każdy, kto próbował się czegokolwiek dowiadywać o SM7B - trąbią o tym wszyscy). Poprawiona wersja SM7A pojawiła się w 1999 roku, zaś dwa lata później światło dzienne ujrzała wersja SM7B, która jest obecna na rynku do dzisiaj i nadal jest standardem w rozgłośniach radiowych. Ten właśnie mikrofon miałem okazję testować w ostatnich dniach, co dało mi możliwość porównania go zarówno do AKG D5 (to również model dynamiczny), jak i do pojemnościowego WarmAudio WA-87. Poniżej znajdziecie moje przemyślenia, które - przyznam - nieco zbiły mnie z tropu.

Dziwaczne mocowanie

Mikrofon - w odróżnieniu od tych, których używam zazwyczaj - ma dziwny sposób montażu (co nie znaczy, że zły). Otóż nie wtyka się go w żadną "rurkę" (jak D5 czy Shure 14A), nie zawiesza się też w standardowym "koszyczku" (jak większość mikrofonów pojemnościowych). Ma on po prostu zintegrowany uchwyt-obejmę, do którego zamocowane jest również gniazdo XLR. Z tyłu obudowy znajdziemy zatem tylko kilka mikroprzełączników do kształtowania charakterystyki brzmieniowej (płaska, z podciętym basem lub z uwypukloną prezencją). Mikroprzełączniki są nieco niewygodne w obsłudze, ale w zasadzie wystarczy ustawić je raz, a potem wręcz zasłonić (w zestawie znajduje się specjalna klapka do przykręcenia).

Całość - niestety - zajmuje sporo miejsca w przestrzeni, czyli jest zwyczajnie duża. Cieszy za to całkiem sprawnie działająca, dołączona do zestawu osłona przeciwpodmuchowa w postaci gąbki nakładanej na drucianą siatkę. Właściwie w pudełku znajdziemy dwie takie osłony, jedna jest dużo grubsza i tę właśnie zamontowałem, bo standardowa (choć wygląda ładniej), nie do końca powstrzymywała moje "pyknięcia".

Mikrofon jest dynamiczny, więc nie potrzebuje zasilania phantom, jednak ja - pouczony doświadczeniami wielu lektorów, których testy SM7B oglądałem - od razu zamontowałem FetHeada. Tak się bowiem składa, że SM7B jest doskonale "znany w branży" z tego, że wymaga dużego wzmocnienia (jest mało czuły). Z jednej strony to duża wada, bo przedwzmacniacze w zwykłych interfejsach nie dają rady go prawidłowo wysterować (trzeba ok. 60dB wzmocnienia), ale z drugiej - niska czułość powoduje, że mikrofon bardzo dobrze "odcina" niechciane hałasy tła, przez co nagrywanie w kiepsko zaadaptowanych pomieszczeniach staje się łatwiejsze.

To co - używamy?

Nie pozostało nic innego, jak tylko wypróbować mikrofon "w praniu", czyli przeczytać z jego pomocą to i owo. Padło, jak to ostatnio bywa, na jedną z baśni ze zbioru "Baśnie z czterech świata stron". Czytało się bardzo przyjemnie, a obróbka przebiegła standardowo, aczkolwiek na potrzeby SM7B musiałem podnieść poziom wzmocnienia (faktycznie jest cichy). Efekty są do posłuchania na stronie GadesLector:

Bardzo przyjemną rzeczą jest to, że po zamontowaniu gąbkowej osłony można mówić do mikrofonu nawet z bliska bez obawy o głoski wybuchowe, a w takim wypadku głos staje się pełniejszy i bardziej masywny. Dodatkowo, jeśli zrezygnujemy z pop-filtra, nic nie przeszkadza w czytaniu (duży pop-filtr potrafi napsuć sporo krwi, zanim się go odpowiednio ustawi, by nie przysłaniał tekstu). Uchwyt pomaga w prawidłowym ustawieniu mikrofonu, zaś waży on akurat tyle, by z ramieniem RØDE PSA1 pracowało się bardzo wygodnie (jest ono odpowiednio dociążone i ani nie ucieka do góry, ani nie opada na blat biurka). Wadą uchwytu jest natomiast to, że przyczepiony bezpośrednio do ramienia PSA1 (bez dodatkowej przedłużki), zahacza o ramię i mikrofonu nie można swobodnie obracać w osi pionowej. Z drugiej jednak strony, pionowo zamocowany FetHead nie obciąża i nie wygina złącza mikrofonu, jak to ma miejsce w przypadku AKG D5.

Muszę przyznać, że w wypadku tego mikrofonu faktycznie warto doczytać przed zakupem o jego właściwościach, zwłaszcza słabym sygnale, który wymaga albo specjalizowanego, niskoszumowego przedwzmacniacza, albo "aktywatora" w rodzaju FetHeada czy Cloudliftera. Bez tego będzie praktycznie bezużyteczny - kiedy podłączyłem go bezpośrednio do Claretta, sygnał przy maksymalnym wysterowaniu sięgał raptem -25dB. Chyba załamałbym się, kupując SM7B dwa lata temu.

Porównania

Oczywiście, nie mogło się obejść bez porównań z moimi dotychczasowymi ulubieńcami: AKG D5 i WA-87. Aby mieć jakiś wspólny mianownik, postanowiłem ustawić cały tor sygnałowy jednakowo dla wszystkich mikrofonów, po czym dokonać nagrań testowych. Plan był taki, by te pliki można było z sobą bezpośrednio porównać, jednak - jak to ja - nie pomyślałem o tym, że SM7B wymaga przecież większego wzmocnienia, stąd do porównania wszystkie nagrania po prostu znormalizowałem. Żadne z nich nie jest obrobione, wszystkie pochodzą z "czystego" toru, który nie zawiera dbx286s, a dla ciekawych efektu - można je pobrać jako archiwum ZIP.

Ten bardzo nieprofesjonalny test przydał się jednak. Po pierwsze, nagrania z obu dotychczas wykorzystywanych mikrofonów zawierają mnóstwo "szczegółów", takich jak sklejenia warg, mlaśnięcia, westchnięcia. Ogromnie mnie to zawsze irytuje i jak tylko mogę, walczę z tym np. za pomocą aplikowania Spiffa, który tego typu artefakty nieco ogranicza. SM7B jest pod tym względem dużo bardziej wyrozumiały i nagranie z niego jest dużo łagodniejsze, takie - nazwałbym to - "tępe". Trudno mi na razie osądzić, czy to dobrze, czy źle - wydaje się, że dobrze, bo osobiście odbieram jego sygnał jako przyjemniejszy dla ucha, ale być może słuchacze audiobooków są zupełnie przeciwnego zdania...

Dodatkowo nagranie z WA-87 zawiera dużo więcej dźwięków otoczenia, w tym straszliwy szum komputera, który był włączony podczas nagrania. Pod tym względem SM7B idealnie wpasowuje się w moje obecne warunki, kiedy trudno o moment, że w domu siedzę sobie sam i mogę spokojnie nagrywać bez martwienia się o hałasy z innych pomieszczeń. Dowodem jest zaprezentowana wyżej baśń, którą nagrałem bezpośrednio w komputerze, bez kombinowania z rejestratorem audio i absolutną ciszą w pomieszczeniu.

Podsumowanie

Niewątpliwie SM7B jest świetnym mikrofonem, czy jednak usprawiedliwia to jego wysoką cenę? Cóż, zawsze można sprawdzić tańszego brata, MV7, który nawet z dedykowanym sobie ramieniem kosztuje mniej niż "goły" SM7B, oferując większą funkcjonalność: jest hybrydowym modelem XLR/USB, dodatkowo wyposażonym w możliwość podłączenia słuchawek do monitoringu bez opóźnień. Chętnie sprawdziłbym też Electro-Voice RE20, jednak obecnie w polskich sklepach osiąga on horrendalną cenę 2500zł, podczas gdy w sklepach zagranicznych (np. w Amazonie) kosztuje z VATem 399 dolarów (licząc nawet 4zł za dolara powinno to dać cenę 1600zł).

Czy polecam ten mikrofon? Jeśli macie dobry przedwzmacniacz albo już kupiliście aktywator w rodzaju FetHead, to raczej nie powinniście być zawiedzeni. W mojej opinii brzmi bardzo dobrze i gdybym miał wybierać, to zastąpiłby mi obecnie oba dotychczasowe: D5 i WA-87. Byłby koniec z przekładaniem mocowań, z regulacją dbx286s i z różnymi ustawieniami wtyczek w WaveLabie. No i nie da się ukryć, że ramię bez przykręconego pop-filtra wygląda zdecydowanie zgrabniej!

czwartek, 8 kwietnia 2021

[T] Klevgrand Brusfri 1.2

Kwiecień zaskoczył nie tylko śniegiem, ale także aktualizacją wtyczki Brusfri do wersji 1.2. Aktualizacja jest darmowa dla wszystkich dotychczasowych posiadaczy, więc nie widzę przeciwwskazań, by jej dokonać. Co i też zrobiłem niezwłocznie i... nie żałuję.

Zmiany widoczne i niewidoczne

Interfejs programu został nieco przeorganizowany - teraz więcej miejsca zajmuje w poziomie niż w pionie, co chyba nikomu w niczym nie powinno przeszkadzać. Wykres działania wtyczki jako ekspandera jest teraz wyraźniejszy, z czytelną kontrolką włączającą tryb lookahead. Kontrolkę Edge zastąpiła kontrolka Smooth o przeciwnym działaniu (tzn. poprzednia zwiększała intensywność działania redukcji, obecna łagodzi tę intensywność - widocznie jest to bardziej intuicyjne dla użytkowników).

Mamy do dyspozycji także filtr górnoprzepustowy (0-200Hz), który umożliwia pozbycie się np. przydźwięku sieciowego czy uciążliwych brumów poniżej częstotliwości ludzkiego głosu. Nadal też istnieje możliwość podbicia wysokich częstotliwości (do 6dB), co pomaga zwiększyć "jasność" wokalu, jednak producent ani wewnątrz wtyczki, ani w instrukcji nie podaje, od jakiej częstotliwości to podbicie ma miejsce. Z moich pomiarów wynika, że chodzi tu o częstotliwość od mniej więcej 3,5kHz:

Podbicie pasma od 3,5kHz, wykres z wtyczki Voxengo SPAN

O ile zmiany w interfejsie użytkownika są raczej natury kosmetycznej, to znacznie bardziej podobają mi się zmiany KONKRETNE. Czyli przede wszystkim brzmienie. Już wcześniej wtyczka działała bardzo dobrze i bardzo słabo degradowała dźwięk, jednak tym razem przy równie efektywnym odszumianiu mamy zachowanych więcej detali w wysokich pasmach, więc głos nie traci zbytnio na jasności. Czyli zwyczajnie jest lepiej!

Dodatkowo mała rzecz, która bardzo mnie ucieszyła - pojawiła się możliwość korzystania z presetów! Może niektórych zdziwi, po co komu coś takiego, w końcu odszumiacz należy za każdym razem skonfigurować, dopasowując go do specyfiki aktualnie przetwarzanego sygnału. I tak, to prawda, ale wcześniejsza wersja nie miała nawet możliwości zresetowania ustawień! To nie kłopot, jeśli dodajemy nową instancję wtyczki, ale np. Acon Acoustica zapamiętuje ostatnio ustawione wartości parametrów i je przywraca, podobnie robi WaveLab. I w momencie, gdy coś poprzestawiamy, a potem wracamy do ustawień po dłuższym czasie, już nie wiemy, czy dana wartość jest domyślna czy nie i trzeba wszystko dokładnie ustawiać "na ucho".

Teraz nie ma takiego problemu - możemy sobie zapisać ustawienia domyślne (lub jakiekolwiek inne) i je po prostu wczytać. Jeszcze nie jest to doskonałe, bo za każdym razem trzeba wskazywać plik na dysku, zamiast nazwę presetu, ale lepsze to niż nic.

Poprzedni interfejs użytkownika

Warto

Tak czy owak, aktualizację warto przeprowadzić, bo Brusfri po prostu działa lepiej. Wygląd to sprawa gustu, mnie się bardziej wtyczka podobała w poprzedniej odsłonie, ale lepsze działanie i presety wynagradzają nowy interfejs użytkownika.

środa, 7 kwietnia 2021

[T] Audacity i konkurencja

O tym programie słyszał chyba każdy, kto kiedykolwiek musiał coś zrobić z materiałem audio, zwłaszcza na komputerze PC. To sztandarowy tytuł podawany zawsze, gdy ktokolwiek zapyta, czym ma obrobić albo nagrać coś prostego. Jest dobry, bo darmowy czy też dobry i darmowy? I czy istnieją jakieś alternatywy?

Na Audacity będę patrzył przez pryzmat funkcji i czynności, które najczęściej wykonuję w tego typu programie, czyli:

  • normalizacja sygnału (podniesienie jego poziomu do określonej wartości)
  • zgłaśnianie i wyciszanie (fade-in i fade-out)
  • usuwanie szumu (specjalnym algorytmem oraz bramką/ekspanderem)
  • przycinanie pliku dźwiękowego
  • konwersja stereo-mono
  • możliwość przetworzenia pliku za pomocą efektów VST

Idąc tym tropem, Audacity spełnia wszystkie moje wymagania, może z lekkim wahaniem przy ostatnim - wykorzystaniem wtyczek VST. Jest to wprawdzie możliwe, ale dość niewygodne, bowiem wtyczki te trzeba w zasadzie skopiować do określonego folderu Audacity, żeby ten je zobaczył (nie znalazłem sposobu, żeby wskazać programowi po prostu listę katalogów do przeskanowania). Widać, że coś jest sprawdzane, bo w menu Effect można przejść do okna Add/Remove Plugins, gdzie znajdziemy np. wtyczki z katalogu c:\Program Files (x86)\Steinberg\VstPlugins\ - dlaczego jednak nie ma w ustawieniach programu, np. w sekcji Directories, możliwości ustawienia choćby jednej własnej ścieżki? Nie wiem.

Ciemny temat interfejsu robi całkiem niezłe wrażenie!

Reszta funkcji jednak jest jak najbardziej obecna i używalna, nawet odszumianie sprawdza się całkiem nieźle. Jedyny kłopot, jaki mam z Audacity, wynika z interfejsu użytkownika, który jest dość toporny. Mnie najbardziej doskwierała podczas testów (i wcześniejszego użytkowania) funkcja "podglądu" zmian, robionych przez dany efekt. Nie da się, niestety, przeprowadzać regulacji w czasie rzeczywistym, czyli słuchając zmian i zmieniając parametry efektu. Trzeba robić to kroczkami - zmieniamy parametr, włączamy odsłuch, słuchamy, znów zmieniamy, włączmy odsłuch i tak dalej, i tak dalej.

Przez to "wystające" okienko podsłuchu nie można niczego regulować...

Przyznam, że o ile dawniej było to do przełknięcia, to korzystając obecnie z Acon Acoustica czy Steinberg WaveLab męczyłem się okropnie, próbując ustawić działanie efektów "na głucho". Po raz kolejny potwierdziła się zasada, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego i trudno jest mu z tego zrezygnować.

Niemniej, wszystkie zadania z mojej listy da się wykonać bez większych problemów, więc Audacity faktycznie pozostaje takim awaryjnym narzędziem, które można pobrać i wykorzystać w sytuacjach "podbramkowych", gdy nie ma niczego innego pod ręką.

Alternatywy

Najczęściej przywoływaną alternatywą dla Audacity jest Wavosaur i muszę przyznać, że wypada on na tle Audacity dość biednie. Zgoda, obsługuje sterowniki ASIO i daje możliwość przeskanowania wielu katalogów z pluginami VST, ale ich aplikowanie do sygnału jest bardzo mało intuicyjne, zaś w samym programie nie uświadczymy ani kompresora, ani limitera, ani nawet usuwania szumu (choć jest usuwanie wokalu).

Drugim, dość popularnym programem jest OcenAudio i ten, przyznam, podoba mi się już znacznie bardziej. Sam wykrywa dostępne wtyczki VST, bez problemu radzi sobie z ASIO, ładnie wygląda i ma wbudowany zestaw podstawowych narzędzi w rodzaju kompresora czy korektora. Potrafi odszumić materiał czy nawet go przetransponować.

Jedyny problem, na jaki się natknąłem, to awaryjność - na potrzeby testu uruchamiałem go kilka razy i próbowałem wykonywać testowe czynności, ale tylko tutaj aż dwa razy program po prostu się zamknął, nawet bez komunikatu z błędem. Sprawia to, że osobiście nie miałbym do niego zaufania i pewnie zapisywałbym plik po wykonaniu każdej pojedynczej operacji.

Da się pracować?

Czy z pomocą tych programów da się pracować? Tak, tutaj odpowiedź musi być twierdząca - zwłaszcza Audacity nadaje się do podstawowych zadań, kiedy trzeba na szybko nagrać plik dźwiękowy z mikrofonu, dociąć go, znormalizować i zapisać w określonym formacie (np. jako plik wav mono). Od biedy można także przeprowadzać takie operacje jak odszumianie, kompresja czy korekcja, jednak jest to już dużo mniej wygodne, niż w komercyjnych aplikacjach (ale się da).

Jeśli ktoś szuka pierwszego edytora albo po prostu musi coś zrobić na szybko w komputerze, który nie ma żadnego oprogramowania do edycji audio, to Audacity jest na pewno sensownym ratunkiem.

wtorek, 6 kwietnia 2021

[T] Luftrum Equilibrium

No i jak tutaj nie wierzyć w siłę promocji? Jednak 50% przeceny na produkty firmy Luftrum to nie w kij dmuchał, więc skoro dają taką właśnie zniżkę do połowy kwietnia, skorzystałem i nabyłem Equilibrium, pakiet brzmień do instrumentu Omnisphere 2.6. I powiem Wam, że nie żałuję.

Takie zwyczajne

W odróżnieniu od wielu pakietów brzmieniowych (także od Luftrum), Equilibrium nie jest specyficzny. To znaczy, nie zawiera charakterystycznych czy typowych dla danego gatunku brzmień - co czyni z niego przeciwieństwo np. Luftkraftu, pakietu inspirowanego twórczością zespołu Kraftwerk (i wszyscy wielbiciele tej grupy już mogą sobie wyobrazić, jakiego typu brzmienia zawiera Luftkraft). Tymczasem w Equilibrium znajdziemy brzmienia dość "anonimowe", które po pierwsze bardzo dobrze sprawdzą się w tle i które też można dość łatwo zmienić pod swój gust, nie obawiając się, że zawierają jakiś charakterystyczny, zawsze rozpoznawalny sampel, który wykorzysta tysiąc innych muzyków.

Biblioteka zawiera 64 brzmienia, podzielone na arpeggia, pady, basy, głosy melodyczne i tekstury. Podobnie jak w przypadku pakietu Axion, także tutaj bardzo mało jest brzmień, które mi nie pasują - zdecydowana większość wydaje się być bardzo przydatna, a niekiedy wręcz inspirująca.

Ech, Luftrum!...

To straszne, że każdy kolejny bank z tej firmy okazuje się tak dobry. Znacząco zwiększa to pokusę, żeby przy okazji kolejnej wyprzedaży lub premiery sięgnąć do portfela. Jak pisałem dwa i pół roku temu, to i tak wypada ekonomiczniej, niż kupowanie ciągle nowych instrumentów. Czy wypada też taniej niż programowanie własnych? Patrząc przez pryzmat kosztu "roboczogodziny", tak. Takiego zestawu jak opisywany nie "wykręciłbym" w ciągu godziny.

piątek, 2 kwietnia 2021

[G] Gades&String - Klony

Nadszedł kwiecień i skończyło się "embargo" na bonusowy utwór z płyty Synergy. Do końca marca bowiem trwał konkurs na odgadnięcie jego tytułu, więc nie można było go upubliczniać, żeby nie psuć zabawy. Zapraszam zatem do przesłuchania:

Publikuję ten utwór i tutaj, i na głównym blogu, bo oprócz chęci pochwalenia się muszę wspomnieć, że pod pewnymi względami był to utwór przełomowy. Po pierwsze dlatego, że został dorzucony do płyty niemal w ostatniej chwili i pojawił się na niej bez oryginału stRinga. Odbiega też od innych utworów, które wprawdzie są dość różnorodnie zaaranżowane, ale w pełni orkiestrowy nie jest żaden z nich. Po trzecie - kosztował mnie mnóstwo pracy, ale i też sporo się podczas tej pracy nauczyłem.

Wstępny zarys powstał szybko, bo oryginał wręcz go "narzucał" - przepiękna melodia aż prosiła się o rozwinięcie i przygotowanie finału. Tylko nie mogłem sobie poradzić z zaaranżowaniem właśnie tej finałowej części. Myślę, że Michał - który słyszał wszystkie, nawet wczesne, wersje, zgodziłby się, że były one dość paskudne. Orkiestra po prostu robiła hałas, zamulony i kompletnie nieczytelny.

Próbowałem tak i owak, dodając coraz więcej głosów, coraz więcej sekcji, żeby było naprawdę POTĘŻNE grzmotnięcie - i nic. Kompletny brak energii... Już chciałem się wycofać z publikacji "Klonów", ale najpierw w akcie desperacji po prostu wywaliłem wszystko, co zrobiłem do tej pory i zacząłem od podstaw, bardziej skupiając się na artykulacjach i ekspresji. I to okazało się strzałem w dziesiątkę - wystarczyło zrozumieć różnicę między ekspresją a dynamiką i odpowiednio tę wiedzę wykorzystać. Nagle się okazało, że wszystko wskakuje na swoje miejsca bez żadnego kłopotu. Bez stosowania "na siłę" sekcji łączonych typu "cała orkiestra gra tutti" czy wciskania wszędzie przebogatej sekcji "blach".

To doświadczenie uczy pokory - bo już myślałem, że pozjadałem wszystkie rozumy, już potrafię jako tako aranżować na orkiestrę i... jednak nie. Bardzo dobra lekcja.

czwartek, 1 kwietnia 2021

[T] SWAM Solo Strings v3 - pierwsze wrażenia

W połowie marca pisałem o przygodach związanych z SWAM Solo Strings w wersji trzeciej, tymczasem znienacka nadszedł kwiecień i wspomniana wersja trzecia jest już dostępna. Pobrałem (nie bez przygód) i zainstalowałem. No i zaczęło się!

Zmiana na lepsze?

Razem z pojawieniem się wersji trzeciej Solo Strings sporo się pozmieniało. Przede wszystkim zmieniła się strona producenta, na taką "nowocześniejszą". Najważniejsza zmiana, to możliwość kupienia upgrade'u bez konieczności pisania do supportu, który generuje jakieś specjalne kody do wpisania w sklepie itp. Teraz po prostu jest przycisk, klik i załatwione. Widać, że to dopiero przetarcie szlaków, bo np. nie można sobie wrzucić dwóch rzeczy do koszyka - trzeba aktualizacje kupować po kolei. No cóż.

Nowa witryna to też więcej czekania. Panel użytkownika został poszatkowany i trochę trzeba się naklikać, zanim dotrzemy do linku pobierającego instalator. Ale można przyjąć, że jest może trochę przejrzyściej, zwłaszcza po oddzieleniu wersji pełnych od tymczasowych. Szkoda, że nie ma możliwości pobrania i zainstalowania całego pakietu Solo Strings jednocześnie - trzeba pobierać pojedyncze instrumenty i kolejno przechodzić przez identycznie wyglądające instalatory.

Uruchamiamy i gramy

Mimo że instrumenty mają swoje wersje samodzielne (standalone), odpaliłem od razu Reapera i wrzuciłem na pierwszą ścieżkę skrzypce. Zamiast instrumentu dostałem takie oto okienko:

Ech... no, co zrobić, zalogowałem się i oto zostałem uraczony kompletnie przebudowanym interfejsem instrumentu:

Jest dużo przejrzyściej, choć (całkiem jak na witrynie AudioModeling) jest więcej klikania, zwłaszcza na początku, zanim pozna się wszystkie zakamarki. Nie da się jednak ukryć, że całość prezentuje się nad wyraz elegancko i przyjemnie, zwłaszcza jeśli teraz porównać to z wersją drugą:

Najważniejsze jest jednak brzmienie, które miało być o wiele lepsze, dopracowane i bardziej przypominające prawdziwe instrumenty. Póki co, nie mogę tego potwierdzić. Miałem równolegle uruchomione instancje wersji drugiej i trzeciej, i przełączając się między nimi, nie spostrzegłem praktycznie żadnej różnicy w brzmieniu. Być może są to jakieś niuanse wykonawcze, które docenią tylko osoby dysponujące specjalizowanymi kontrolerami - możliwe, że tak właśnie jest. Ja jednak jestem nieco rozczarowany, bo spodziewałem się Bóg wie czego - że Violin zabrzmi jak instrument sygnowany przez Joshua Bell? Nie zabrzmi. Oczywiście, dodanie pogłosu tradycyjnie pomaga w lepszym odbiorze, ale jednak do samplowanej biblioteki jeszcze troszkę pakietowi SWAM brakuje...

W opisach poszczególnych instrumentów czytamy, że polepszono kontrolę przy grze w czasie rzeczywistym (czego nie potwierdzę, bo zwyczajnie nie potrafię na tyle dobrze grać), poprawiono artykulację legato i zmieniono model pizzicato (tu faktycznie coś niby słychać). Dodano też wspomnianą wersję standalone, co może ucieszyć osoby włączające ten instrument tylko po to, by sobie pograć.

Pod górkę

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Wyżej pisałem, że trzeba się do instrumentu zalogować, żeby aktywować go na danym komputerze. U mnie się to nie udało - nie tylko każde dodanie instrumentu powodowało konieczność logowania się, to jeszcze każde POKAZANIE okienka z instrumentem wymagało wpisywania loginu i hasła. Napisałem do supportu i po godzinie dostałem serię e-maili z kodami aktywacyjnymi. Nie wiem, czy to działanie linii wsparcia, czy po prostu po rejestracji trzeba odczekać parę godzin, aż się instrumenty "wygrzeją" na naszym koncie, faktem jest, że nie mogłem z nich korzystać od razu, co - jak zwykle - kładę na karb chorych systemów zabezpieczeń, które przeszkadzają głównie legalnym użytkownikom... Trochę kiepskie jest też to, że podobnie jak z instalacją, aktywację trzeba także przeprowadzać indywidualnie dla każdego instrumentu, a nie dla całego pakietu.

Rozczarowanie

Tak, myślę, że poczułem spore rozczarowanie wersją trzecią Solo Strings. Producent zapowiadał nie wiadomo jakie zmiany, rozgłosił, że będzie to zupełnie nowy produkt (dlatego aktualizacja z wersji drugiej nie jest darmowa), a tymczasem to, co najważniejsze, czyli brzmienie, nie zmieniło się prawie wcale. To znaczy, podkreślam, pewnie wirtuozi ze specjalnymi kontrolerami docenią "bardziej realistyczne legato" i "nowy model pizzicato" - nie twierdzę, że wymieniono tylko grafikę (ale zauważcie, że sam producent wcale się nie chwali, co konkretnie zmienił czy poprawił). Ale jak na takie zapowiedzi i takie koszty, to rzecz jest niewarta moim zdaniem zachodu.

I mam dziwne wrażenie, że producent zdaje sobie dokładnie z tego sprawę - dlatego właśnie ta aktualizacja jest płatna (i to niemało), zaś wersja druga już obecnie ma dopisek DISCONTINUED. I pewnie też dlatego przed premierą nie było żadnych dem, prezentacji, pokazów - nikt nie wiedział, jak będą brzmiały instrumenty w nowej wersji. Zrzuty ekranu obiecywały faktycznie rewolucyjne zmiany, tymczasem w sferze sonicznej zmieniło się dużo mniej, niż w warstwie graficznej.

Może jednak to tylko taka premierowa wersja, a wkrótce czekają nas jakieś fantastyczne aktualizacje (których nie można byłoby zrobić w starej wersji) - trzymam za to kciuki, ale wiary za dużo mi nie zostało...

[T] dbx 286S

No i mam już ostatni element układanki, którą kompletuję od paru lat, a która ma mi pozwolić swobodnie realizować pasję nagrań głosowych, lektorskich. Były ustroje akustyczne, były mikrofony, były statywy, były interfejsy audio i przedwzmacniacz, był nawet "aktywator" FetHead i w końcu pojawił się także dbx 286S. Cóż to takiego i do czego będzie mi potrzebny?

Krótko o bohaterze wpisu

dbx 286S jest przedwzmacniaczem (nie tylko mikrofonowym) z wbudowanym całym łańcuchem procesorów przetwarzających sygnał dźwiękowy. Jego celem jest przygotowanie dźwięku "na gotowo", od razu do finalnej rejestracji. Najczęściej przydaje się to przy transmisjach na żywo, np. streamach, ale w moim przypadku bardziej chodzi o przyspieszenie pracy przy rejestracji dźwięku do filmików na YouTube. Tutaj nie jest najważniejsza jak najwyższa jakość (jak np. przy audiobookach), jednak także surowy dźwięk prosto z mikrofonu nie jest wskazany - zawiera on zwykle różne artefakty, szumy, stuki, szurnięcia, mlaśnięcia czy głośne oddechy, które trzeba najpierw "wyczyścić". Prowadzi to do tego, że nagrywając na szybko filmik trwający dziesięć minut, muszę później dobre pół godziny (jeśli nie dłużej) obrabiać ścieżkę dźwiękową, potem łączyć ją na powrót z obrazem, renderować całość itp. I tu widzę szansę dla dbx-a.

Co my tu mamy?

dbx 286S jest to narzędzie studyjne, stąd jego widok nie dziwi - dostosowano go do montażu w specjalnej szafce, tzw. racku, więc na biurku prezentuje się nieco osobliwie ze względu na specjalne uchwyty, ale mnie to nie przeszkadza. Gorzej, że nie ma tutaj fizycznego włącznika - zmusiło mnie to do drobnej ekwilibrystyki i podpięcia wszystkich urządzeń audio do listwy zasilającej z "pstryczkiem", aby można było urządzenie wyłączać nieco bardziej humanitarnie niż przez wyciąganie wtyczki z gniazdka.

Urządzenie jest przede wszystkim przedwzmacniaczem, choć obsługuje także wejście liniowe. Zakres regulacji wzmocnienia wejściowego sięga 60dB, więc jest całkiem, całkiem. Do GA Pre-73 nie ma wprawdzie podejścia (80dB!), ale już Claretta pokonuje o 3dB. Oczywiście, dostępne jest zasilanie phantom dla mikrofonów pojemnościowych, można także w sekcji przedwzmacniacza włączyć filtr górnoprzepustowy działający od 80Hz. Urządzenie należy tak wysterować, by przy normalnym poziomie sygnału świeciły się dwie zielone diody, żółta może zapalać się na krótkie chwile, zaś czerwona (oznaczająca przesterowanie) nie powinna zapalać się nigdy.

Za blokiem przedwzmacniacza znajdują się procesory, łatwe do ominięcia za pomocą jednego przycisku. To świetne rozwiązanie, jeśli z jakiegoś powodu dane nagranie chcemy zrealizować "na surowo", a nie uśmiecha się nam ustawianie wszystkich gałek urządzenia na pozycji "OFF". Istnieje jeszcze jeden sposób nagrania "surowego" materiału, ale o nim później.

Kompresor

Jest to pierwszy z bloków "efektowych". Przypomnę, że praca kompresora polega zasadniczo na ściszaniu sygnału, który przekracza zadany próg. Ściszanie przeprowadzane jest z określoną siłą, opisywaną zwykle jako ratio. Dodatkowo kompresor może mieć regulowane czasy zadziałania (ataku - jak szybko zacznie działać kompresja po przekroczeniu progu) oraz uwolnienia (release, czyli czas, po którym kompresor przestaje działać). Zwykle kompresory mają też możliwość kompensowania utraty głośności (tzw. make-up), przez co zresztą często użytkownicy odnoszą wrażenie, że kompresor służy właśnie do pogłaśniania sygnału (bo pogłośniony po kompresji jest zwykle głośniejszy, czasem dużo głośniejszy, niż wcześniej).

W dbx całość regulowana jest dwoma pokrętłami: Drive oraz Density. O ile Density to w sumie jeden parametr, czas release, to Drive steruje... wszystkimi pozostałymi parametrami, zwłaszcza progiem, ratio i wzmocnieniem. W efekcie po pokręceniu tym pokrętłem odczuwamy, że sygnał robi się głośniejszy i bardziej wyrównany - szept i donośny głos w zasadzie przestają się różnić głośnością.

Rzeczone pokrętło należy stosować jednak z rozwagą, aby po pierwsze nie wzmocnić za bardzo szumu (zwłaszcza jeśli mamy mikrofon pojemnościowy, ale pomieszczenie nie jest bardzo dobrze zaadaptowane). Po drugie, "przekompresowany" głos nie brzmi dobrze i trudno oddawać nim różne niuanse. Przy nagrywaniu filmików instruktażowych nie jest to może bardzo ważne, ale już przy audiobookach jak najbardziej. Czyli - stosujemy z umiarem.

De-esser

Rzecz bardzo przydatna przy nagraniach lektorskich, zwłaszcza jeśli ma się "jasny" mikrofon. Tutaj sprawa jest prosta - jednym pokrętłem ustawiamy częstotliwość naszych "esek", drugim zaś decydujemy, jak mocno mają być one tłumione. Rzecz wymaga paru chwil eksperymentów, ale działa całkiem sprawnie.

Jeśli ktoś się zastanawia, jak najłatwiej dobrać parametry, to należy najpierw włączyć maksymalne tłumienie "esek", a potem zacząć mówić do mikrofonu kolejne "eski" i jednocześnie powoli kręcić pokrętłem częstotliwości de-essera. W pewnym momencie wyraźnie usłyszymy jego działanie - właśnie znaleźliśmy częstotliwość naszych "esek". Teraz wystarczy tylko wyregulować siłę działania tak, aby "eski" przestały kłuć w uszy i po sprawie.

Enhancer

Jest to troszkę odpowiednik korektora w starych zestawach stereo, gdzie osobno regulowało się basy i soprany. Tu jest podobnie - pierwsze pokrętło reguluje "szczegóły" niskich częstotliwości, drugie - "szczegóły" częstotliwości wysokich. Nie jest to regulacja liniowa, np. dla niskich częstotliwości podbijana jest częstotliwość tuż poniżej 100Hz, ale jednocześnie osłabiana 250Hz, co ma zapobiec powstawaniu "zamulonego", przebasowanego dźwięku. Całość działaniem nieco przypomina tzw. efekt zbliżeniowy, czyli mówienie do mikrofonu z bliskiej odległości (kiedyś nazywane przeze mnie "radiowym głosem"). Osobiście po paru próbach wyłączyłem działanie obu pokręteł i nie korzystam z tego modułu.

Ekspander/bramka

Jest to blok procesora, na który mocno liczyłem. Ma działanie nieco zbliżone do kompresora, ale podczas gdy kompresor redukuje sygnał przekraczający pewien próg, ekspander redukuje sygnał nie przekraczający danego progu. Jednym pokrętłem ustalamy próg zadziałania (w decybelach), a drugim decydujemy o stopniu tłumienia. Przy skrajnym położeniu (ratio na poziomie 10:1) ekspander tak naprawdę zamienia się w bramkę szumów, a jego działanie jest bardzo agresywne.

Przyznam, że podoba mi się działanie ekspandera w dbx 286S. Wprawdzie dla mnie ideałem były działający w czasie rzeczywistym odszumiacz, ale i tak jest bardzo dobrze. Zresztą, mnie nawet nie bardzo chodziło o wycięcie szumów jako takich, co o zminimalizowanie głośności oddechów, mlasków czy przełykania śliny, usuwanie czego zawsze doprowadza mnie przy obróbce nagrań do pasji. I tutaj w udało się rzecz opanować w stopniu zadowalającym, co uznaję mimo wszystko za sukces.

Wzmocnienie końcowe

Ostatnim pokrętłem jest wzmocnienie wyjściowe, które działa w obu kierunkach, tzn. oprócz pogłośnienia sygnału, można go też ściszyć, jeśli np. zbyt szalejemy z kompresorem. Przydatna rzecz, aczkolwiek działa wyłącznie w momencie, gdy nie omijamy przyciskiem Process bypass całego bloku procesorów. W tym wypadku sygnał zaraz po przedwzmacniaczu trafia na wyjście, bez dodatkowych ingerencji.

Praktyka

Na razie mam za sobą etap łączenia wszystkiego z wszystkim i próbnych nagrań, ale już widzę plusy nowego łańcucha przetwarzania. Obecnie sytuacja ma się tak: sygnał z mikrofonu (czy to dynamicznego z FetHeadem, czy też pojemnościowego) trafia do przedwzmacniacza Golden Age Pre-73. Tutaj jest wzmacniany do odpowiedniej wartości i podawany jako sygnał liniowy na liniowe wejście dbx 286S (nadal używam Golden Age, gdyż daje mi dużo swobody, jeśli chodzi o stopień wzmocnienia, dodatkowe filtry, saturację itp.) W dbx 286S sygnał wędruje przez procesory efektowe i wychodzi prosto do jednego z wejść interfejsu Clarett.

Początkowo planowałem, że przed nagraniem będę decydował, czy nagrywać sygnał czysty czy przetworzony, ale okazało się, że jest lepsze rozwiązanie. Otóż dbx 286S ma z tyłu wyjście insertowe, które wysyła sygnał po przedwzmacniaczu (a przed efektami) na potrzeby przepuszczenia przez jakiś zewnętrzny procesor. Sygnał ten można wpiąć sobie do drugiego wejścia Claretta i w ten sposób jednocześnie rejestrować sygnał przetworzony oraz czysty. Jest to bardzo przydatne rozwiązanie, bo jeśli z jakiegoś powodu przetworzony sygnał okaże się uszkodzony (np. nie zauważyliśmy przesunięcia się gałki bramki szumów i wszystko jest przez tę bramkę "poszatkowane"), to druga ścieżka, z czystym sygnałem, ratuje nas przed koniecznością ponownego nagrania. Więcej, ścieżkę tę można nagrywać nieco ciszej, aby uchronić się przed ewentualnymi przesterowaniami. Należy tylko pamiętać, że aby skorzystać z tej funkcji gniazda insertowego, wtyczka powinna być w nim "wyjęta" o jeden klik (nie wiem, jak to lepiej opisać). Dla zainteresowanych odsyłam do rozdziału Section 2 - Operating Controls instrukcji obsługi, opis INSERT Jack.

Testy

Na razie przeprowadzałem tylko testy, mające na celu sprawdzić, jaka jest najlepsza obecnie metoda nagrywania, aby uzyskać jak najlepszy efekt dźwiękowy. Okazuje się, że przepuszczenie sygnału przez Golden Age ma sens, bo paradoksalnie uzyskuję przez to czystszy dźwięk (!). Zdziwiło mnie to nieco, bo wydawałoby się, że bezpośrednie wpięcie się mikrofonem do dbx-a powinno poskutkować lepszym sygnałem (mniej połączeń, krótsza droga). Wygląda jednak na to, że sam przedwzmacniacz dbx-a nie wytrzymuje konfrontacji z Golden Age'em - nieco buczy, ma też zdecydowanie większe szumy przy porównywalnym poziomie sygnału użytecznego.

Po pewnym czasie testowania wypracowałem optymalne dla mojego głosu ustawienia procesorów, zwłaszcza ekspandera (na którym najbardziej mi zależy). W wyniku tego otrzymuję bardzo przyjemny sygnał przetworzony i do tego (jako "kopię bezpieczeństwa") sygnał czysty, który w razie czego będzie przydatny. De-esser działa dość subtelnie, ale zadowalająco, zaś kompresję stosuję oszczędnie, ustawiwszy pokrętło Drive na wartość 3.

Przy okazji poeksperymentowałem także z ustawieniami samego Golden Age'a, co też wyszło mi na zdrowie, bo okazało się, że udało mi się uzyskać jeszcze czystszy sygnał.

No i co, jest lepiej?

Moim zdaniem jest dużo lepiej. Do szybkiej realizacji nagrań jest to naprawdę świetne urządzenie - włączamy nagrywanie i w zasadzie po jego zakończeniu mamy już gotowy materiał audio, wymagający co najwyżej jakiejś delikatnej kosmetyki. Jeszcze nie czytałem żadnego audiobooka, wykorzystując dbx 286S, ale mając już parę nagrań przez D5 na potrzeby filmików i testów, jestem pełen optymizmu!

wtorek, 30 marca 2021

[T] Statyw mikrofonowy RØDE PSA1

Australijska firma RØDE jest znana chyba każdemu miłośnikowi mikrofonów i nagrywania, głównie za sprawą świetnych modeli mikrofonów, ale także bardzo pomysłowym i skutecznym systemom ich montażu. Właśnie temu ostatniemu zagadnieniu przyjrzę się dzisiaj uważniej, ponieważ będę miał okazję porównać statyw-ramię RØDE PSA1 do używanego wcześniej modelu Marantz Pod Stand 1.

Statyw i statyw

Zacznę od razu od wyjaśnienia, że nie ma najmniejszego sensu porównywać tych - zdałoby się podobnych - statywów. Matantza dostałem jako bonus przy zakupie WarmAudio WA-87. Było to o tyle śmieszne, że pan ze sklepu zadzwonił specjalnie, by przekazać mi, że statyw NIE NADAJE SIĘ do tego konkretnego modelu mikrofonu, który jest... za ciężki. Jak się okazało, Marantz nie nadawał się do praktycznie żadnego mikrofonu, ba, w pionie nie potrafił utrzymać w zadanej pozycji nawet samego siebie bez obciążenia. Swojego czasu prowizorycznie rozwiązałem ten problem, mocując statyw poziomo do pionowej ścianki biurka, jednak ostatnio nawet to mocowanie przestało wystarczać. Pojawienie się FetHeada zwiększyło częstotliwość użycia mikrofonu D5 i poluzowało mocowanie, które przestało utrzymywać mikrofon w odpowiedniej pozycji. Jako że zaciski w tym statywie wołają o pomstę do nieba, już nic chyba (poza spawaniem może) mu nie pomoże...

W odróżnieniu od Marantza, PSA1 zwyczajnie robi to, do czego jest przeznaczony - trzyma mikrofon w zadanej pozycji i tyle. A obciążyć można go nawet masą 2kg - czyli większość mikrofonów pojemnościowych i dynamicznych się tutaj łapie bez kłopotu. Co ważne, statywu nie trzeba dociskać żadnymi śrubami - po prostu wyciągamy go na żądaną długość (w promieniu ponad 80cm) i on... zastyga w tym położeniu (przynajmniej w teorii, zaraz zdradzę, w czym rzecz). Używa się go bardzo łatwo i przyjemnie, i w ogóle mnie teraz nie dziwi, że bardzo wielu jutuberów używa tego właśnie modelu.

Z tym zastyganiem jest problem, gdy mikrofon wraz z uchwytem nie waży zbyt wiele - wtedy statyw ma tendencję do prostowania się, bo zwyczajnie nie jest dostatecznie dociążony. Miałem tak notorycznie z AKG D5, dopóki nie zamocowałem na ramieniu także osłony przeciwpodmuchowej. Wtedy masa była już na tyle duża, że statyw "zaczął się słuchać".

Zdecydowanie polecam

Jeśli rozglądacie się za podobnym rozwiązaniem, to gorąco polecam PSA1 - jest bardzo solidny i wygodny w użyciu. Trzeba się tylko mocno za nim rozejrzeć, bo ja nigdzie go nie mogłem dopaść (wszędzie oznaczony jako niedostępny), dopiero zapisałem się na powiadomienie w jednym ze sklepów i załapałem na jakąś sztukę (po moim zakupie w sklepie znów statyw ma status "niedostępny"). Ale warto było czekać!

poniedziałek, 22 marca 2021

Prywatny ranking popularności efektów VST

Był już prywatny ranking popularności instrumentów VST, tym razem czas na listę ulubionych efektów wtyczkowych. Nie będzie to lista długa, ponieważ - mimo obszernej kolekcji - w praktyce używam dosłownie garstki efektów i to w zasadzie tylko w razie konieczności. Dość jednak wstępu, przejdźmy do konkretów.

FabFilter

Podobnie jak we wspomnianym wyżej zestawieniu instrumentów zrobiłem zbiorczy wpis dla firmy u-he, tutaj będzie zbiorczy wpis dla firmy FabFilter. A to dlatego, że jeśli używam kompresora, jest to zwykle kompresor Pro-C 2, jeśli używam korektora - Pro-Q3. Limiter? Pro-L 2 - praktycznie zawsze. Deesser? Pro-DS. Pogłos? Od roku Pro-R. A, no i bramka szumów - tylko Pro-G. Czy coś jeszcze? Timeless 2 jako delay. Czy mam coś jeszcze pisać?

I to nie jest efekt braku konkurencji, bo kompresorów czy korektorów naprawdę mam sporo i to całkiem niezłych (np. od IK Multimedia czy Waves). Także deeserów się nazbierało przez lata, a i na pogłosy nie mogę narzekać (Valhalla Room do tej pory istnieje w większości moich projektów). Po prostu podoba mi się jakość tych wtyczek, ich przemyślany interfejs użytkownika, możliwości konfiguracyjne - no, wszystko w zasadzie.

OEK Sound

Mam tylko dwa produkty tej firmy: Soothe oraz Spiff. Obu używam namiętnie, bo po prostu świetnie działają. Soothe to coś, co sprawia, że miks brzmi lepiej, tak po prostu. Taka magiczna skrzynka. Dzięki Spiffowi zaś udało mi się ujarzmić transjenty w nagraniach wokalnych, dzięki czemu pozbyłem się "kłujących" początków wyrazów oraz drobniutkich "mlaśnięć", pochodzących od sklejonych ust. W zasadzie o ile dla Soothe jakąś tam konkurencją jest Soundtheory Gullfoss, to dla Spiffa żadnej sensownej konkurencji nie znam.

iZotope Ozone 9

Produktów z firmy iZotope mam sporo, ale w praktyce używam w zasadzie tylko Ozone'a. Wersja 9 działa bardzo dobrze i nie obciąża komputera tak bardzo jak wersja 8 (ale być może to tylko wrażenie). W każdym razie często zdarza mi się stosować tę wtyczkę, choć chyba nie w sposób, który planowali twórcy. Otóż jest w niej umieszczony "wirtualny asystent", który potrafi na podstawie wbudowanych wzorców lub dostarczonego wzorca dobrać odpowiednią obróbkę, aby przetwarzany materiał brzmiał "dobrze". No i korzystam z tego dość często, ale nie po to, by nie musieć niczego ustawiać samodzielnie - wręcz przeciwnie. Po prostu wykorzystuję te algorytmy do sprawdzenia, jak mógłby brzmieć mój utwór, gdybym zrobił coś tak czy inaczej. Czyli, mówiąc krótko, podglądam, co robi "asystent", żeby utwór brzmiał "lepiej". To zwykle bardzo pouczające.

Swoją drogą, nie ukrywam, że w wersji 9 Ozone jest bardzo sprawny w "naprawianiu" drobnych niedogodności miksu i w trakcie pracy nad jakimś utworem często używam go na sumie, jeśli chcę posłuchać roboczej wersji na jakimś konsumenckim odsłuchu.

Klevgrand Brusfri

Odszumiacz, jakiego szukałem od dawien dawna, a używam już ponad rok. Jest ekstremalnie prosty w użyciu i przy umiejętnym użyciu niemal przezroczysty brzmieniowo. Bardzo go cenię i jest na stałe wpięty w łańcuch przetwarzania w WaveLabie, gdzie obrabiam nagrania głosowe.

Youlean Loudness Meter 2 Pro

Coś, co z pozoru wydaje się zbędne - miernik głośności. W postaci wtyczki? I jeszcze odpłatny? Po co? Ano między innymi po to, by bez gryzienia palców robić np. mastering na określoną platformę. Mnie się ogromnie przydał w końcówce ubiegłego roku, kiedy przygotowywałem do tłoczenia płytę CD "Synergy", jednocześnie robiąc też wersje dla SoundClouda oraz na potrzeby odsłuchu formacie mp3. Każde z tych mediów wymaga innego potraktowania i inaczej toleruje głośne sygnały. Dodatkowo wtyczka Youlean ma możliwość analizy off-line od razu całego pliku dźwiękowego (nie trzeba go przesłuchiwać) oraz wygenerowania raportu z takiej analizy (co - jak wiem - przydaje się, żeby pokazać klientowi, że zrobiony przez nas miks czy master ma odpowiednie parametry związane z głośnością).

Cableguys PanCake 2

Jeden z trzech darmowych pluginów w tym zestawieniu, a jednak daje sobie radę. Zastąpił mi wysłużonego PanMana, którym przez lata całe sterowałem cyklicznymi efektami panoramującymi. Teraz robi to PanCake, nie tak zgrzebny i łatwiejszy w obsłudze.

Infected Mushroom Wider

Banalnie prosta, darmowa wtyczka do... poszerzania obrazu stereo. Tu nie ma co więcej pisać - po prostu działa tak, jak trzeba.

Cockos ReaStream

Niektórych zdziwi może obecność tej wtyczki w zestawieniu najczęściej używanych narzędzi tego typu. Jednak jest to niemal idealne rozwiązanie dla osób, które chcą nagrywać filmy z pracy w programie DAW, a ich interfejsy dźwiękowe nie oferują osobnego kanału umożliwiającego jednoczesne nagrywanie dźwięku z mikrofonu i z aplikacji. Wtedy sprawa jest prosta: wrzucamy na sumę DAWa wtyczkę ReaStream, którą konfigurujemy do transmisji dźwięku. Jednocześnie w programie przechwytującym filmik (np. OBS) wpinamy drugą wtyczkę, tym razem skonfigurowaną do odbioru. I gotowe, dźwięk ląduje tam, gdzie powinien - opisałem to zresztą swego czasu bardziej szczegółowo, jeśli ktoś jest ciekaw.

Słowo na koniec

I to tyle wtyczek najpopularniejszych w moim środowisku "produkcyjnym". Nie ma tego dużo, bo raczej nie lubię zmian (chyba że jest to zmiana na dużo lepsze). Sam pakiet Gold firmy Waves ma ponad pięć razy tyle wtyczek. Z mojego doświadczenia wynika, że jednak mniej zwykle znaczy lepiej i staram się maksymalnie upraszczać łańcuchy przetwarzania dźwięku. Czasem - wiadomo - nie da się, o czym świadczą choćby nagrania lektorskie, gdzie bez korektora, kompresora, deesera i procesora transjentów się "nie da". Ale opracowując pierwszą wersję głównego wokalu w utworze Seventh Encounter w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że kanał zawiera dziesięć różnych wtyczek, po czym wędruje jeszcze na szynę z trzema kolejnymi i... brzmi fatalnie. Wywaliłem praktycznie wszystko, zostawiając korektor, kompresor i pogłos. I wyszło zdecydowanie lepiej. Tyle mojej nauki.

Prywatny ranking popularności instrumentów VST

Publikowałem już kilka razy listę Najnajnaj, jednak chciałbym zamieścić nieco bogatszą listę moich ulubionych instrumentów VST z krótkimi notatkami, co sprawia, że wybieram właśnie ten konkretny instrument. Być może komuś się te uwagi przydadzą przy decydowaniu o zakupie konkretnego instrumentu?

Spectrasonics Omnisphere

Omnispere to bez wątpienia prawdziwy gigant i bezapelacyjnie najczęściej używany przeze mnie instrument. Dozbroiłem bo o kilkanaście dodatkowych bibliotek dźwiękowych i w obecnej postaci mogę tu znaleźć praktycznie każdy rodzaj brzmienia (poza może bardzo realistycznymi brzmieniami orkiestrowymi, ale i tu parę fajnych chórków czy "smyczków" się znajdzie). Są fajne basy, są fajne leady, są pady (dla których tak naprawdę kupowałem niegdyś ten instrument), są tekstury... Zwykle zresztą podczas tworzenia nowego utworu na większości ścieżek wpinam właśnie Omnisphere, dopiero na późniejszym etapie ewentualnie ustawiając jakiś konkretny, inny instrument.

W zasadzie jedyny minus (ale i tak pozorny) to rozmiary - standardowa wersja zajmuje ponad 60GB. Do tego dochodzi Trilian (instrument z brzmieniami basowymi) oraz dodatkowe biblioteki - i setka "pęka". Niemniej, jeśli na szybko nie jestem pewien, jakiego konkretnie brzmienia użyć, na pewno coś w przepastnym zbiorze Omnisphere się znajdzie.

u-he

Pozwoliłem sobie wpisać nazwę firmy, bo tak naprawdę korzystam z kilku jej instrumentów i trudno mi jednoznacznie określić, z którego najbardziej (minimalnie pewnie wygrywa Diva). Bo i Repro-1, i Repro-5, i Diva, i Zebra2, i Dark Zebra są świetne. To mój pierwszy wybór, jeśli decyduję się zastąpić czymś Omnisphere w aranżacji. Każdy z tych instrumentów mam rozszerzony o parę bibliotek brzmień, więc baza inspiracji jest naprawdę szeroka, chociaż jakoś tak się utarło, że zwykle Repro są źródłem fajnych brzmień basowych czy arpeggio, zaś Diva i Zebra dostarczają brzmień melodycznych i padów.

To, co mi się podoba w instrumentach firmy u-he (poza brzmieniem), to prostota (no, może poza Zebrą). Interfejsy użytkownika są dopracowane i wręcz zachęcają do tego, żeby sobie czymś pokręcić i posłuchać efektów. To, co mi się nie podoba, to "procesorożerność", zwłaszcza w przypadku Divy, która jednym brzmieniem typu pad w trybie divine jest chyba w stanie zatkać każdy dostępny obecnie procesor... Jeśli wydaje Ci się, że masz tak wydajny komputer, że żadna aranżacja nie jest mu straszna, stwórz kilkunastościeżkowy utwór z brzmieniami z Divy w trybie divine.

Arturia V Collection

Kolejny "grupowy" przedstawiciel, ale w moim przypadku nie potrafię wskazać ulubionego syntezatora z tego pakietu. Jeśli miałbym wybierać, to chyba zdecydowałbym się na... AnalogLaba, bo ma on w sobie wszystkie składowe (ale bez możliwości zaawansowanej edycji).

Nie da się ukryć, że choć nie jest to mój pierwszy wybór, to często przy poszukiwaniu konkretnego charakteru brzmienia kończę poszukiwania w V Collection. Może "staro brzmiący" pad? Przyjemne brzmienie organowe? Syntetyczne smyczki z Jupitera 8? Pokręcone sekwencje albo vocoder? W dziedzinie muzycznej elektryki i elektroniki jest tu chyba wszystko, czego może oczekiwać domorosły twórca. Profesjonaliści też z pewnością odnajdą tu sporo dla siebie.

Od dłuższego czasu przyglądam się produktom firmy Cherry Audio, która - jak się wydaje - nieco pozazdrościła Arturii pomysłu na wirtualizację klasycznych syntezatorów i wypuściła już trzy podobne produkty, a na dniach ma się pokazać czwarty. Troszkę im jeszcze do jakości Arturii brakuje, ale za to są dużo tańsze, mniejsze i mniej obciążają procesor. Kto wie jednak, czy za jakiś czas Arturia nie doczeka się pełnoprawnego konkurenta?

Modartt Pianoteq

Pianoteq używam od lat jako wirtualnego fortepianu i jest to jeden z tych instrumentów, który ma pewne miejsce w moim arsenale. Nie dość, że jest malutki, szybko się ładuje, to jeszcze brzmi bardzo dobrze, zwłaszcza teraz, w wersji 7. Nie bardzo jest tu co więcej pisać - po prostu świetny instrument, który (jak dla mnie) brzmi rewelacyjnie i świetnie robi to, do czego jest przeznaczony.

Dmitry Sches Thorn

Mam ciągle wrażenie, że jest to bardzo niedoceniony instrument. Sam bym pewnie o nim nie wiedział, gdyby w którymś numerze "Estrady i Studia" nie pojawił się jego test. Pobrałem demo, sprawdziłem i... jeszcze tego dnia kupiłem licencję. Siła i czystość dźwięku jest tutaj rewelacyjna, a wrażenie po pierwszym posłuchaniu Thorna w akcji było podobne do tego, jakie miałem przy pierwszym zetknięciu z Serum czy Divą. Być może powodem mniejszej niż u konkurencji popularności jest troszkę bardziej skomplikowana edycja brzmień, bo przyznam, że i w Serum, i w Divie brzmienia konstruuje mi się przyjemniej. Niemniej, na pewno warto się z tym instrumentem zapoznać, bo jest wart tego.

AIR Hybrid3

Przy opisywanych wyżej zaawansowanych syntezatorach Hybrid3 wygląda trochę jak brzydkie kaczątko. Jest mały, bury i niepozorny, i chociaż pewnie dałoby się za jego pomocą zrobić kompletną aranżację, to jednak ja wykorzystuję go głównie jako źródło ruchu. A konkretnie, jako źródło fascynujących, "ruchomych" padów, wędrujących sekwencji i intrygujących pulsacji. Jeśli chodzi o dodawanie "życia" do aranżacji w szeroko rozumianej muzyce elektronicznej, Hybrid3 jest prawdziwą perełką. Jest wręcz idealny do dodawania delikatnych warstw tła, które wprawdzie nie rzucają się mocno w uszy, ale ich wyłączenie zauważalnie zubaża utwór.

Dużą zaletą tego instrumentu jest cena, bo bardzo często można go znaleźć w wyprzedażach, w śmiesznych wręcz cenach. Biorąc pod uwagę przydatność, wydatek w rodzaju 5-10 dolarów to naprawdę tyle, co nic.

Native Instruments Battery 4

Ten instrument zwyczajnie nie chce odejść do lamusa. Tyle razy już ogłaszałem jego zmierzch i zastąpienie go inną maszyną perkusyjną! Miał to zrobić ImageLine Drumaxxx, miał to zrobić Arturia Spark2, UVI Drum Designer, Steinberg Groove Agent, a w końcu i Melda MDrummer. A on się trzyma i nadal ląduje w projektach, chociaż przyznam, że coraz częściej po prostu jako prosty zasobnik na próbki dźwiękowe. Zamiast robić mnóstwo ścieżek na pojedyncze próbki (typu "przeszkadzajki"), wolę często wrzucić te próbki do Battery i po prostu wyzwalać je komunikatami MIDI. W prostszych przypadkach można dla każdej próbki aplikować proste efekty wbudowane, ale Battery oferuje także 16 wyjść stereo, które można przekierować do kanałów w mikserze DAW i tam dodać zewnętrzne efekty VST.

Nie jest to najlepsza z maszyn perkusyjnych, jest za to chyba najprostsza pod słońcem, jeśli chodzi o obsługę. Używam jej już piąty rok i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek odmówiła posłuszeństwa. Nic chyba dziwnego, że trudno jest mi się z nią rozstać i podejrzewam, że zostanie już na zawsze. No, chyba że Native Instruments zrobi jakąś bardzo rozsądną wersję Battery 5, która nie będzie przekombinowana.

Spitfire BBC Symphonic Orchestra

Były syntezatory, pora jeszcze wspomnieć o bibliotece orkiestrowej. Bez wątpienia BBC SO jest najlepsza spośród wszystkich posiadanych przeze mnie bibliotek (Berlin Inspire 1, Nucleus, Hollywood Orchestra). Wprawdzie rywalizuje ostro z Nucleusem (który jest naprawdę świetny), jednak gdy chodzi mi po głowie orkiestrowa aranżacja, BBC SO jest pierwsza w kolejce. Brzmieniowo bardziej podoba mi się wprawdzie wydana w końcówce ubiegłego roku Abbey Road ONE, jednak z uwagi na brak artykulacji legato nie skusiłem się na nią - aczkolwiek mam dodatek Legendary Low Strings, w którym zawarto ŚWIETNE legato dla połączonych sekcji kontrabasów i wiolonczel. Gdyby tylko Spitfire uzupełniło jakimś patchem Abbey Road ONE o legato, byłbym pierwszy w kolejce do zakupu.

Tak czy inaczej, BBC Symphonic Orchestra jest numerem jeden i nie zanosi się, żeby prędko miało się to zmienić.

Słowo na koniec

Tak prezentuje się lista moich ulubionych i najczęściej używanych instrumentów. Oczywiście, dla postronnego obserwatora nie wynika z tego kompletnie nic zgoła, to bardziej zapis dla mnie samego - ale jak wspomniałem we wstępie, a nuż kogoś wahającego się nad wyborem przekona, że ten czy inny instrument po prostu świetnie sprawdza się w pracy? Mnie żadna z opisanych wyżej wtyczek nigdy nie zawiodła (może z wyjątkiem drobnych perturbacji Omnisphere we współpracy ze Studio One, co zostało już naprawione). Polecam i dodam dla porządku, że żaden z tych instrumentów nie został mi zasponsorowany przez producenta, wszystkie zakupiłem samodzielnie, więc nie jest to artykuł reklamowy.

niedziela, 21 marca 2021

Żeby nie wyjść z wprawy

Dni i tygodnie mijają, a na muzycznym blogu tylko testy oprogramowania, za to prawie żadnej muzyki - niedobrze. Postanowiłem zatem wrzucić nieco materiału do słuchania, ale nieoficjalnie. Oba utwory to jeszcze "wersje próbne", jednak na tyle zaawansowane, że można zaryzykować blogowe upublicznienie.

Whistle

Od dłuższego czasu mam w arsenale różne dziwne instrumenty w rodzaju gwizdków, flecików, metalowych "potrząsadeł" i tym podobne. Postanowiłem zrobić wreszcie użytek z jednego z tychy "wynalazków", czego efektem jest poniższy utwór. Niczego nie urywa, ale przynajmniej pozwala trochę poeksperymentować z orkiestracją i mieszaniem różnych bibliotek orkiestrowych:

Seventh Encounter

Ten utwór jest już blogowym weteranem. Przy okazji premiery teledysku odgrażałem się, że utwór się pojawi jeszcze w wersji śpiewanej i faktycznie, prace postępują. Oto wersja, która już się prawie nadaje - a w każdym razie jest dużo lepsza niż ta, gdzie wokal był nagrywany telefonem:

Tymczasem tyle - widać zatem, że coś się dzieje, mimo iż od dawna na SoundCloudzie nie przybyło publikacji, to nie jest też tak, że zupełnie niczego nie nagrywam. Zresztą, jeśli wszystko dobrze pójdzie, za półtora tygodnia być może zadebiutuje na SoundCloudzie jedna z moich najlepszych orkiestracji, czyli muzyka z Klonów. Oby!

czwartek, 18 marca 2021

[T] Wtyczki Waves

Wtyczki firmy Waves są popularne wśród wszelkiej maści muzyków i producentów. Jedni je kochają, inni uważają za przerost formy nad treścią. Jako posiadacz pakietu Gold oraz paru pojedynczych wtyczek jestem gdzieś pośrodku, choć raczej bardziej ciążę w kierunku sceptycyzmu. Faktem jest, że wśród kilkudziesięciu wtyczek, które posiadam, mogę wytypować kilka, których działanie mi się czasem przydaje, reszta jednak leży odłogiem - może nie dlatego, że są kiepskie, co po prostu... Nie widzę dla nich zastosowania. Poza tym Waves ma parę rzeczy "za uszami" i o tym będzie dzisiaj.

Pakiety, pakiety

Firma oferuje swój bogaty zestaw wtyczek w pakietach (tematycznych lub po prostu "ilościowych"). Najbogatszy (choć nie najdroższy!) pakiet, jaki znalazłem, to Merkury, zawierający 180 wtyczek (!) i kosztujący - niby normalnie, do czego jeszcze wrócę - ponad 7000 dolarów, co daje średnią cenę ok. 40 dolarów za wtyczkę. Pakiety są jednak różne i można sobie wyszukać taki, który najbardziej będzie pasował do charakteru naszej pracy - np. do obróbki wokalu czy dźwięku dookólnego. Zwykle cena za wtyczkę w pakiecie wynosi dużo mniej, że detaliczna cena tej samej wtyczki, zakupionej poza pakietem, przed zakupieniem czegokolwiek warto zatem dokładnie przejrzeć ofertę producenta.

Ceny i promocje

Oferta Waves jest praktycznie cały czas objęta jakąś promocją i to nie jakąś tam mizerną obniżką o 5%. Tutaj upusty jak rok długi sięgają 40-50%. Nie mam pojęcia, czy w ogóle coś można kupić w regularnej cenie, bo od lat ciągle widzę tylko ceny promocyjne - jest to więc prawdopodobnie tylko chwyt marketingowy, mający przekonać klienta, że robi interes życia, kupując np. wspomniany pakiet Merkury za zaledwie 3300 dolarów, zamiast ponad 7000...

Częste są także transakcje wiązane, czyli kupisz dwie wtyczki albo wydasz więcej niż X dolarów, to dodatkowa wtyczka gratis. Najciekawszy jednak jest w tym wszystkim model sprzedaży, który jest czymś pośrednim między normalną sprzedażą licencji, a subskrypcją. Wtyczki kupuje się "na własność", z możliwością darmowych aktualizacji przez rok. Jeśli nadal chcemy mieć możliwość aktualizacji lub korzystania z supportu, trzeba opłacić plan aktualizacji. Plany są osobne dla osobnych wtyczek oraz pakietów i można je przedłużać "razem", otrzymując oczywiście z tego tytułu dodatkowy rabat, jednak z mojego doświadczenia wynika, że aktualizacje wtyczek są na tyle rzadkie, że w zasadzie nie bardzo się opłaca przedłużać plan co roku na wszystko.

Problemy

Mam z wtyczkami Waves kilka zagwozdek. Po pierwsze, w większośći są okropnie brzydkie, a interfejsy użytkownika tkwią jeszcze w latach 2006-2010, kiedy ekrany miały rozdzielczości 1024x768 pikseli. Okienka i elementy sterujące obecnie, na ekranach FullHD lub 4K, są malutkie - ale przynajmniej te właśnie "stare" wtyczki są spójne wizualnie. Nowości w rodzaju Sibilance czy VocalRidera są już każda "z innej parafii", choć przestały straszyć wyglądem. Generalnie - chaos. Ma się to zmienić w linii v12, którą Waves reklamuje jako tą, która wreszcie wprowadzi skalowalne, ładne interfejsy użytkownika.

Druga rzecz to... rozdrobnienie. Jest mnóstwo wtyczek, które robią praktycznie identyczne rzeczy, ale mają różne interfejsy użytkownika (np. jedna wtyczka jest "profesjonalna" i ma cztery suwaki, druga robi to samo, ale ma tylko jedno pokrętło regulacyjne. Samych kompresorów nie zliczę, do tego drugie tyle korektorów, deessery, limitery, symulacje wzmacniaczy, odszumiacze i tak dalej. W większości w osobnych wersjach mono i stereo. Kupując pakiet Gold dostajemy 14 korektorów i tyle samo kompresorów, 3 pogłosy, trzy symulacje wzmacniaczy gitarowych, pięć procesorów do przetwarzania obrazu stereo i tak dalej. A przecież ten pakiet zawiera "zaledwie" 42 wtyczki!

"Od nadmiaru głowa nie boli" powie ktoś. Ano właśnie boli. Bo czymże różni się korektor Q4 od korektora Q6? Otóż w pierwszym regulujemy 4 pasma, a w drugim 6. I tyle. Po co dwa osobne pluginy? A w sumie cztery, przecież każdy z nich występuje w wersji mono i stereo (i znów - po co robić z tego osobne wtyczki?) Ja rozumiem, że można niby szybciej użyć dokładnie tego, co się chce - ale jeśli później zmienimy zdanie i zechcemy jednak mieć więcej pasm albo przetwarzać w stereo? Trzeba wymienić wtyczkę, więc też stracić jej ustawienia...

Trzecia rzecz, która mnie osobiście irytuje, to sposób działania, czyli to, jak się wtyczki instalują. Jest jakiś tajemniczy WaveShell, który jest swoistym "zasobnikiem" na wtyczki Waves, co z jednej strony jest fajne, bo w katalogach wtyczek nie przybywa nam nagle kilkudziesięciu plików, ale z drugiej strony natrafiam czasem na problem, gdy DAW próbuje skanować tę "metawtyczkę". Trafiają się jakieś opóźnienia czy się coś "wysypuje" - w każdym razie zdarza się, że DAW się po prostu nie uruchomi, bo nie może skończyć skanowania wtyczek VST. Być może to jakiś problem u mnie, ale z innymi wtyczkami nie mam takich problemów. I oczywiście, za każdym razem jeśli dokonamy jakiejś aktualizacji, to DAW wykrywa zmianę nie w jednej wtyczce, tylko skanuje wszystkie dostępne wtyczki Waves (co przy bogatszych pakietach swoje trwa).

Ostatecznie

Ostatecznie korzystam z wtyczek Waves bardzo mało, bez żalu, bo i pakiet Gold kupiłem dawno temu w śmiesznej cenie. Jedynie dwie wtyczki "się wyłamują" z tego standardu, a jest to VocalRider oraz NS-1. Jedna automatycznie reguluje głośność (czyli jeśli "leci" cichy sygnał, to go pogłaśnia, jeśli sygnał jest głośny, zostaje ściszony - taka kompresja bez kompresji), druga odszumia sygnał. I to w zasadzie wszystko - trochę kiepsko, jak na liczbę 50 posiadanych wtyczek, prawda?

wtorek, 16 marca 2021

[T] TritonAudio FetHead

Ponad rok temu pod choinką znalazłem mikrofon AKG D5. Podłączyłem go na stałe do interfejsu Focusrite Clarett, bo w odróżnieniu od WA-87, można nagrywać z niego głos także przy włączonym komputerze (nie rejestruje szumu). I faktycznie, po rozwiązaniu problemów z nagrywaniem dźwięku w OBS, mikrofon okazał się bardzo przydatny przy rejestrowaniu szybkich poradników dla Siostry Be chociażby. Po prostu włączam rejestrację w OBS, pokazuję w jakimś programie to, co mam pokazać, komentując na bieżąco. Taki materiał nie bardzo nadaje się do szerszej publikacji, ale do takich prywatnych tutoriali jak najbardziej.

Cicho!

Niestety, podobnie jak w przypadku mikrofonu WA-87, także dla D5 przedwzmacniacze z Focusrite okazały się zbyt słabe (tzn. bardziej dla mojego mruczącego głosu). Mówiąc bardziej obrazowo - nawet przy maksymalnie odkręconym pokrętle poziomu wejściowego głos sięgał poziomu maksymalnie -15dB. Fajnie, bo nie było szans na przesterowanie, słabo - bo nie było szans na jakąkolwiek regulację poziomu. Albo wszystko, albo nic.

Oczywiście, nie ma co od razu rozdzierać szat - przy rejestracji 24-bitowego sygnału da się jako-tako wzmocnić ten sygnał, jednak moja krnąbrna dusza "optymalizatora" cierpiała strasznie, nie mogąc po prostu przekręcić gałki w urządzeniu, w zamian machając suwakiem w edytorze audio. Ale jakie są alternatywy?

Wzmacniamy

Naturalne wydaje się, oczywiście, podłączenie D5 do przedwzmacniacza Golden Age Pre-73. Tyle tylko, że on ma tylko jedno wejście, gdzie na stałe podłączyłem sobie WA-87 i odpowiednio do tego wysterowałem całe urządzenie (żeby uzyskać powtarzalność przy nagrywaniu audiobooków). Zwyczajnie z lenistwa nie chciało mi się ciągle wyciągać przedwzmacniacza i zmieniać podłączenia albo kombinować z przepinaniem mikrofonów. Zacząłem zatem czytać, czy dla mikrofonów dynamicznych nie ma jakiegoś prostszego rozwiązania. No i okazało się, że jest. A nawet dwa.

Cloudlifter CL-1 kontra FetHead

Otóż mądrzy ludzie skonstruowali takie sprytne wzmacniacze, które - pobierając zasilanie phantom, normalnie niepotrzebne mikrofonom dynamicznym - wzmacniają sygnał. Obejrzałem sporo filmików i poczytałem testy, po czym zdecydowałem się na rozwiązanie firmy TritonAudio. Po pierwsze dlatego, że wzmocnienie oferowane przez FetHead teoretycznie sięga nawet 26dB (przy 23dB w Cloudlifterze), po drugie zaś, że cenowo jest to urządzenie trzykrotnie tańsze (!). Co więcej, z testów wynikało, że przy tym wszystkim FetHead jest bardziej "przezroczysty brzmieniowo" i mniej szumi.

Wzmacniacz dociera do klienta w małej tubie, dość szczelnie zamkniętej z obu stron. Po wyjęciu zatyczki wyciągamy woreczek z logo producenta, opakowujący FetHeada.

Samo urządzenie wygląda jak nieco przerośnięty wtyk XLR. FetHeada z jednej strony łączy się kablem z interfejsem (czy innym odbiornikiem sygnału), z drugie zaś wpina do mikrofonu, który tym samym staje się nieco długi (długość mikrofonu, FetHeada i wtyku XLR). I to tyle, wystarczy tylko pamiętać o załączeniu zasilania phantom (bez tego połączenie nie działa!) i można przystąpić do nagrań.

Testy praktyczne

Oczywiście, to było pierwsze, co zrobiłem wyjąwszy FetHeada z pudełka. Podłączyłem, włączyłem zasilanie i... Nooo, to się nazywa "kop"! Jest zdecydowanie głośniej i nagle zamiast rozkręcać pokrętło do maksimum ("godzina siedemnasta"), mogę zatrzymać się dużo wcześniej (gdzieś "na godzinie trzynastej"). Wbrew pozorom, to naprawdę dużo!

Co ciekawe, niespecjalnie przy tym rosną szumy - rzecz jasna, są nieco głośniejsze, ale sygnał użyteczny jest wzmacniany dużo bardziej, więc - jak dla mnie - zysk jest oczywisty. Zamiast pogłaśniać nagrany wokal w edytorze audio i go później odszumiać, mogę od razu nagrać niemal docelową głośność i albo odszumić dużo mniej, albo wręcz wcale.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej przykłady. W pierwszym pliku jest sygnał z "czystego" mikrofonu - najpierw nagrany na maksymalnym poziomie, który oferuje Clarett, a potem zredukowany do "godziny trzynastej" (jest przez to bardzo cichy, ale jest tam na pewno):

Następnie włączyłem za mikrofonem FetHead i po przyłączeniu go do kabla, włączyłem zasilanie phantom i dokonałem tego nagrania (wzmocnienie nadal ustawione było "na godzinę 13", tak jak przy supercichym, drugim nagraniu powyżej):

Aby do końca zaspokoić swoją ciekawość, zrobiłem jeszcze jeden eksperyment. Ustawiłem maksymalne wzmocnienie, jednak tym razem musiałem znacząco zwiększyć odległość od mikrofonu, bo otrzymywałem przesterowania. O ile poprzednie fragmenty wszystkie czytane były z odległości mniej więcej 5cm od osłony przeciwpodmuchowej, to ten ostatni już był z dobrych 20-30 centymetrów - a i tak jest najsilniejszy z zarejestrowanych - ściszcie głośniki lub słuchawki przed jego włączeniem, jeśli rozkręcaliście je przy poprzednich przykładach:

Wyraźnie zmienia się tutaj charakter brzmienia, jest mniej niskich tonów, a więcej "przestrzeni" - to efekt większej odległości od mikrofonu i zarejestrowania niewielkiej odpowiedzi pomieszczenia.

Na koniec jeszcze tylko porównanie sygnałów znormalizowanych, odpowiednio: czysty sygnał ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum), potem FetHead ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum z odsuniętym mikrofonem):

Nagrań nie przetwarzałem w żaden sposób, są to "surówki" prosto z mikrofonu, nie odszumiane i nie kompresowane, co najwyżej są nieco skrócone, żeby nie było słychać stuków i trzasków.

Mała-duża zmiana

FetHead ma dużą szansę stać się dla D5 tym, czym stał się Golden Age dla WA-87 - nieodzownym elementem łańcucha. Elementem, o którym można zapomnieć - bo ma po prostu działać i nie trzeba się nim specjalnie przejmować. Odkąd optymalnie dla moich warunków wysterowałem Golden Age, nie muszę się już tym urządzeniem przejmować (poza odkurzaniem go). Tak samo będzie zapewne z FetHeadem, choć tu jest prościej - niczego nie trzeba ustawiać w samym urządzeniu. Polecam gorąco wszystkim, którym nie wystarcza mocy w przedwzmacniaczu do "napędzenia" mikrofonu dynamicznego.

poniedziałek, 15 marca 2021

[T] Cherry Audio - Eight Voice

Była już emulacja Juno-6, były emulacje ARP-2600 i PolyMooga, a teraz firma Cherry Audio proponuje prawdziwy rarytas, czyli pochodzący z roku 1977, kultowy dla niektórych, syntezator Oberheim Eight Voices, czyli model EVS-1. Na profilu firmy wrzało już od jakiegoś czasu, bo wcześniej został umieszczony tam tajemniczy klip wideo z zapisanymi znakami Morse'a datą premiery i kodowym oznaczeniem syntezatora - ósemką. Osobiście typowałem Jupitera-8, jednak jak pokazało życie, chodzi o EVS-1.

Podróż w czasie

Przyznam, że w kwestii syntezatorów firmy Oberheim jestem kompletnym ignorantem. Wiem tylko, że mieli syntezatory SEM (bardzo stary), a potem "kultowe" OB-X i jego następcę, OB-Xa. W czasie szukania odpowiedzi do zagadki Cherry Audio znalazłem jeszcze ich następcę, czyli OB-8 - początkowo nawet w dniu premiery myślałem, że to właśnie z emulacją tego modelu mam do czynienia. Szybki rzut oka jednak na zdjęcia tego modelu wykluczyły go - z pewnością Eight Voice NIE wygląda jak OB-8. Internetowe śledztwo wykazało, że protoplastą jest EVS-1 "Eight Voices", syntezator minimalnie starszy ode mnie.

Nie pozostało nic innego, jak pobrać wersję demonstracyjną i przyjrzeć się temu "kultowemu" analogowi.

Koszmar ARP-2600

Przy okazji opisu ARP-2600 wyznałem, że przerażają mnie te stare syntezatory. Widok panelu Eight Voice tylko to przerażenie pogłębił:

Do wyboru jest jeszcze wersja klasyczna, ale wolę powyższą, ciemną "skórkę"

Jak to się w ogóle rozeznać? Okazało się jednak, że jest to dużo łatwiejsze, niż w przypadku wspomnianego ARP-2600, a to dlatego, że większość panelu zajmują parametry ośmiu głosów, które są do siebie bliźniaczo podobne. Każdy z nich zawiera dwa oscylatory VCO (z przebiegami regulowanymi od piłokształtnego po zmiennoimpulsowy), dwie obwiednie (VCA i VCE), filtr, możliwość skorzystania z LFO ("miejscowego" LFO1 czy też globalnego LFO2), jest też możliwość skorzystania z suboscylatora albo (zamiennie) generatora szumu.

Przewagą nad oryginałem z pewnością jest obecna tutaj sekcja efektowa z pogłosem i linią opóźniającą. Mamy też dostęp do prostego sekwencera - tutaj się nie wypowiem, czy oryginał także coś podobnego posiadał. Zdjęcia w sieci są mało szczegółowe, a oryginału nigdy nawet na oczy nie widziałem (ba, nie wiedziałem nawet o jego istnieniu aż do dnia premiery Eight Voice).

Słuchamy

Początkowo myślałem, że będzie podobnie jak w przypadku Polymode - czyli przydatność dla mojego ucha praktycznie żadna. Ale kiedy zacząłem się wsłuchiwać w dostarczone przez producenta presety, a potem sam zacząłem kręcić to tym, to innym pokrętłem, to "chwyciło mnie". Naprawdę da się w tej emulacji wykręcić przyzwoite brzmienia! Zwłaszcza sekwencje rytmiczno-basowe brzmią tak, że aż się chce od razu dokładać do nich perkusję i robić przeboje w stylu "Policjantów z Miami". Wrzucenie takiego brzmienia na zewnętrzny pogłos lub delay tylko polepsza wrażenia.

Co ciekawe, nawet skorzystanie z wszystkich ośmiu głosów nie powoduje jakiegoś szalonego żyłowania procesora - mnie udało się przy najbogatszych wersjach brzmień typu pad, grając kilkudźwiękowy akord, zająć maksymalnie 9% mocy (niemłodego już) procesora. To wyśmienity wynik - w ogóle instrumenty Cherry Audio nie są specjalnie zasobożerne. Może to być wynik albo bardzo sprawnej pracy programistów, albo uproszczeń emulacji. Na moje ucho jednak instrument brzmi całkiem nieźle (choć wiadomo, puryści zjedliby mnie teraz żywcem, bo przecież syntezator VST za 29$ NIE MOŻE nawet zbliżyć się do brzmienia takiego rarytasu, jak EVS-1). Dylematy związane z wiernością (lub jej brakiem) zostawiam jednak wspomnianym purystom, ja patrzę na tę emulację tylko pod kątem ewentualnego wykorzystania we własnych utworach i tutaj widzę pewne możliwości, na pewno dużo większe niż w przypadku Polymode.

Na razie demo

Póki co jednak, badam sobie wersję demonstracyjną - na ewentualne zakupy poczekam do świąt, nie od dziś wiadomo, że różne sklepy dają wówczas różne promocje, więc może da się jeszcze uszczknąć z ceny, już i tak niewielkiej. Przyznam szczerze, że bardziej mnie intryguje i od Polymode, i od CA-2600, a chociaż życzyłem sobie po cichu tego Jupitera-8, to... nie jest źle!

piątek, 12 marca 2021

AudioModeling SWAM Solo Strings v3

Pisałem wiele razy o swojej fascynacji modelowaniem fizykalnym instrumentów muzycznych. Moim podstawowym fortepianem jest zrealizowany właśnie w ten sposób Pianoteq 7, zaś do kompletu mam także SWAM Violin i SWAM Cello od AudioModeling (a także testową wersję DoubleReeds). Wszystkie te instrumenty brzmią imponująco, zwłaszcza gdy pomyśleć, że to nie są wielogigabajtowe biblioteki próbek. Pianoteq już osiągnął w mojej ocenie doskonałość, zaś produkty AudioModeling mają ogromny potencjał. I właśnie z końcem marca pojawi się trzecia wersja pakietu Solo Strings, czyli zestawu skrzypce-altówka-wiolonczela-kontrabas. I ja właśnie o tej aktualizacji.

Żebyśmy się zrozumieli

Oczywiście, chętnie skorzystałbym z możliwości przejścia na trzecią wersję, która (jak zakładam) będzie dużo lepsza niż obecna. Na razie na stronie producenta widnieje tylko taki baner:

Czyli, jeśli ktoś teraz, przed premierą, kupi pakiet Strings, aktualizację dostanie za darmo. Tyle mówi baner. Ale co, jeśli ktoś nie ma pełnego pakietu Solo Strings? Czy jeśli się ten pakiet teraz uzupełni, to przynajmniej na te nowe instrumenty otrzyma się darmową aktualizację? Oto jest pytanie - na stronie producenta nigdzie nie mogłem znaleźć odpowiedzi, więc napisałem do supportu i się zaczęło.

Najpierw otrzymałem informację, że owszem, mogę dokupić dwa brakujące instrumenty (altówkę i kontrabas) ze zniżką i stać się posiadaczem pełnego pakietu SoloStrings i że proszę bardzo, oto bezpośredni link do sklepu. To mi jednak nie wystarczyło, bo nie dostałem informacji, czy dzięki temu stanę się też posiadaczem wersji trzeciej. Napisałem więc znowu.

Miły pan objaśnił mi, że wprawdzie będę miał pełny pakiet SoloStrings, ale wersja trzecia jest zupełnie osobnym produktem, którego nie dostanę ot, tak sobie. Zapytałem zatem, skąd ten napis na głównej stronie i dowiedziałem się, że to oferta wyłącznie dla nowych użytkowników. Starzy będą musieli kupić aktualizację, a jeśli się z tym nie wyrobią do września, to będą musieli kupić pełny pakiet v3. Na moją delikatną sugestię, że jest to trochę "dziwne", bo po co w takim razie miałbym teraz kupować dwa instrumenty w wersji v2, skoro za trzy tygodnie będę mógł kupić sobie od razu v3, bez dopłacania za upgrade, pan odpisał mi tylko, zamieszczając obfity tekst z opisem "scenariuszy aktualizacji".

No i okazało się z niego, że firma wyciąga rękę do obecnych użytkowników, proponując im aktualizację za 1/4 ceny (czyli trzeba będzie zapłacić 30 dolarów za każdy instrument - jeśli ktoś ma wszystkie, to będzie mógł zaktualizować całość za 90 dolarów). W kilku kolejnych wiadomościach starałem się ustalić, jaki jest najlepszy scenariusz dla mnie, bo jednocześnie wyszło na jaw, że jednak na instrumenty zakupione teraz aktualizacja do v3 będzie darmowa (ale tylko na te). I gdy już się miałem decydować, coś mnie tknęło i dokładnie opisałem, co planuję zrobić i jakiego spodziewam się efektu. No i dobrze, że napisałem, bo pani z supportu poinformowała mnie, że się mylę i jeśli kupię instrumenty teraz, korzystając z ich obniżonej ceny (kompletując pakiet SoloStrings każdy kolejny instrument kosztuje 25% mniej niż normalnie), to figa z makiem, darmowa aktualizacja do v3 mnie nie obejmie. Jeśli chcę z niej skorzystać, to muszę kupić instrumenty normalnie, za pełną cenę. Na pytanie, gdzie tu te wspominane na początku korespondencji korzyści dla dotychczasowych użytkowników otrzymałem odpowiedź, że przecież aktualizacja do v3 to będzie tylko 75% wartości pełnego pakietu...

Uf

I pomyśleć, że wszystkie te dywagacje można by rozwiązać na poziomie konta użytkownika, oferując czytelne opcje aktualizacji czy uzupełnienia kolekcji. Niestety, AudioModeling preferuje opcję "skontaktuj się z supportem, oni przygotują link do konkretnej oferty". Stąd długie na dwa ekrany opisy dostępnych opcji i scenariuszy, na które powołują się później pracownicy supportu, zamiast udzielić prostej informacji... Może po tej akcji coś się zmieni, bo już w korespondencji ze mną pani pod koniec stwierdziła, że może faktycznie procedura jest zbyt skomplikowana...

Tak czy owak, na pewno wypróbuję choćby demo skrzypiec czy wiolonczeli w wersji trzeciej, bo strasznie jestem ciekawy, jak obecnie będą się prezentowały "sztuczne instrumenty". Apetyt mam ogromny, bo jeśli skok będzie znaczący, to... No, byle do wiosny!

Dopisek z 15 marca 2021: chyba przyłożyłem rękę do uświadomienia firmie AudioModeling, że zasady aktualizowania pakietu Solo Strings do wersji trzeciej nie są dostatecznie jasne, bo dzisiaj firma rozesłała e-maile z dokładną rozpiską poszczególnych scenariuszy, która żywcem przypomina moją e-mailową konwersację z supportem. Podejrzewam, że niewiele to zmieni, bo naprawdę trzeba się solidnie wczytać w poszczególne podpunkty, żeby w pełni zrozumieć, jak to zadziała, więc po premierze pewnie support zostanie tak czy siak zalany pytaniami i pretensjami, ale lepsze to niż nic. No, to pozostaje czekać na v3!