wtorek, 13 kwietnia 2021

[T] Shure SM7B

Ten mikrofon to prawdziwa klasyka studiów radiowych - Shure SM7B jest znany od wielu, wielu lat. Jego podstawowa wersja, SM7, zadebiutowała w 1976 roku i posłużyła w 1982 roku do nagrania wszystkich wokali na płytę "Thriller" Michaela Jacksona (o czym wie każdy, kto próbował się czegokolwiek dowiadywać o SM7B - trąbią o tym wszyscy). Poprawiona wersja SM7A pojawiła się w 1999 roku, zaś dwa lata później światło dzienne ujrzała wersja SM7B, która jest obecna na rynku do dzisiaj i nadal jest standardem w rozgłośniach radiowych. Ten właśnie mikrofon miałem okazję testować w ostatnich dniach, co dało mi możliwość porównania go zarówno do AKG D5 (to również model dynamiczny), jak i do pojemnościowego WarmAudio WA-87. Poniżej znajdziecie moje przemyślenia, które - przyznam - nieco zbiły mnie z tropu.

Dziwaczne mocowanie

Mikrofon - w odróżnieniu od tych, których używam zazwyczaj - ma dziwny sposób montażu (co nie znaczy, że zły). Otóż nie wtyka się go w żadną "rurkę" (jak D5 czy Shure 14A), nie zawiesza się też w standardowym "koszyczku" (jak większość mikrofonów pojemnościowych). Ma on po prostu zintegrowany uchwyt-obejmę, do którego zamocowane jest również gniazdo XLR. Z tyłu obudowy znajdziemy zatem tylko kilka mikroprzełączników do kształtowania charakterystyki brzmieniowej (płaska, z podciętym basem lub z uwypukloną prezencją). Mikroprzełączniki są nieco niewygodne w obsłudze, ale w zasadzie wystarczy ustawić je raz, a potem wręcz zasłonić (w zestawie znajduje się specjalna klapka do przykręcenia).

Całość - niestety - zajmuje sporo miejsca w przestrzeni, czyli jest zwyczajnie duża. Cieszy za to całkiem sprawnie działająca, dołączona do zestawu osłona przeciwpodmuchowa w postaci gąbki nakładanej na drucianą siatkę. Właściwie w pudełku znajdziemy dwie takie osłony, jedna jest dużo grubsza i tę właśnie zamontowałem, bo standardowa (choć wygląda ładniej), nie do końca powstrzymywała moje "pyknięcia".

Mikrofon jest dynamiczny, więc nie potrzebuje zasilania phantom, jednak ja - pouczony doświadczeniami wielu lektorów, których testy SM7B oglądałem - od razu zamontowałem FetHeada. Tak się bowiem składa, że SM7B jest doskonale "znany w branży" z tego, że wymaga dużego wzmocnienia (jest mało czuły). Z jednej strony to duża wada, bo przedwzmacniacze w zwykłych interfejsach nie dają rady go prawidłowo wysterować (trzeba ok. 60dB wzmocnienia), ale z drugiej - niska czułość powoduje, że mikrofon bardzo dobrze "odcina" niechciane hałasy tła, przez co nagrywanie w kiepsko zaadaptowanych pomieszczeniach staje się łatwiejsze.

To co - używamy?

Nie pozostało nic innego, jak tylko wypróbować mikrofon "w praniu", czyli przeczytać z jego pomocą to i owo. Padło, jak to ostatnio bywa, na jedną z baśni ze zbioru "Baśnie z czterech świata stron". Czytało się bardzo przyjemnie, a obróbka przebiegła standardowo, aczkolwiek na potrzeby SM7B musiałem podnieść poziom wzmocnienia (faktycznie jest cichy). Efekty są do posłuchania na stronie GadesLector:

Bardzo przyjemną rzeczą jest to, że po zamontowaniu gąbkowej osłony można mówić do mikrofonu nawet z bliska bez obawy o głoski wybuchowe, a w takim wypadku głos staje się pełniejszy i bardziej masywny. Dodatkowo, jeśli zrezygnujemy z pop-filtra, nic nie przeszkadza w czytaniu (duży pop-filtr potrafi napsuć sporo krwi, zanim się go odpowiednio ustawi, by nie przysłaniał tekstu). Uchwyt pomaga w prawidłowym ustawieniu mikrofonu, zaś waży on akurat tyle, by z ramieniem RØDE PSA1 pracowało się bardzo wygodnie (jest ono odpowiednio dociążone i ani nie ucieka do góry, ani nie opada na blat biurka). Wadą uchwytu jest natomiast to, że przyczepiony bezpośrednio do ramienia PSA1 (bez dodatkowej przedłużki), zahacza o ramię i mikrofonu nie można swobodnie obracać w osi pionowej. Z drugiej jednak strony, pionowo zamocowany FetHead nie obciąża i nie wygina złącza mikrofonu, jak to ma miejsce w przypadku AKG D5.

Muszę przyznać, że w wypadku tego mikrofonu faktycznie warto doczytać przed zakupem o jego właściwościach, zwłaszcza słabym sygnale, który wymaga albo specjalizowanego, niskoszumowego przedwzmacniacza, albo "aktywatora" w rodzaju FetHeada czy Cloudliftera. Bez tego będzie praktycznie bezużyteczny - kiedy podłączyłem go bezpośrednio do Claretta, sygnał przy maksymalnym wysterowaniu sięgał raptem -25dB. Chyba załamałbym się, kupując SM7B dwa lata temu.

Porównania

Oczywiście, nie mogło się obejść bez porównań z moimi dotychczasowymi ulubieńcami: AKG D5 i WA-87. Aby mieć jakiś wspólny mianownik, postanowiłem ustawić cały tor sygnałowy jednakowo dla wszystkich mikrofonów, po czym dokonać nagrań testowych. Plan był taki, by te pliki można było z sobą bezpośrednio porównać, jednak - jak to ja - nie pomyślałem o tym, że SM7B wymaga przecież większego wzmocnienia, stąd do porównania wszystkie nagrania po prostu znormalizowałem. Żadne z nich nie jest obrobione, wszystkie pochodzą z "czystego" toru, który nie zawiera dbx286s, a dla ciekawych efektu - można je pobrać jako archiwum ZIP.

Ten bardzo nieprofesjonalny test przydał się jednak. Po pierwsze, nagrania z obu dotychczas wykorzystywanych mikrofonów zawierają mnóstwo "szczegółów", takich jak sklejenia warg, mlaśnięcia, westchnięcia. Ogromnie mnie to zawsze irytuje i jak tylko mogę, walczę z tym np. za pomocą aplikowania Spiffa, który tego typu artefakty nieco ogranicza. SM7B jest pod tym względem dużo bardziej wyrozumiały i nagranie z niego jest dużo łagodniejsze, takie - nazwałbym to - "tępe". Trudno mi na razie osądzić, czy to dobrze, czy źle - wydaje się, że dobrze, bo osobiście odbieram jego sygnał jako przyjemniejszy dla ucha, ale być może słuchacze audiobooków są zupełnie przeciwnego zdania...

Dodatkowo nagranie z WA-87 zawiera dużo więcej dźwięków otoczenia, w tym straszliwy szum komputera, który był włączony podczas nagrania. Pod tym względem SM7B idealnie wpasowuje się w moje obecne warunki, kiedy trudno o moment, że w domu siedzę sobie sam i mogę spokojnie nagrywać bez martwienia się o hałasy z innych pomieszczeń. Dowodem jest zaprezentowana wyżej baśń, którą nagrałem bezpośrednio w komputerze, bez kombinowania z rejestratorem audio i absolutną ciszą w pomieszczeniu.

Podsumowanie

Niewątpliwie SM7B jest świetnym mikrofonem, czy jednak usprawiedliwia to jego wysoką cenę? Cóż, zawsze można sprawdzić tańszego brata, MV7, który nawet z dedykowanym sobie ramieniem kosztuje mniej niż "goły" SM7B, oferując większą funkcjonalność: jest hybrydowym modelem XLR/USB, dodatkowo wyposażonym w możliwość podłączenia słuchawek do monitoringu bez opóźnień. Chętnie sprawdziłbym też Electro-Voice RE20, jednak obecnie w polskich sklepach osiąga on horrendalną cenę 2500zł, podczas gdy w sklepach zagranicznych (np. w Amazonie) kosztuje z VATem 399 dolarów (licząc nawet 4zł za dolara powinno to dać cenę 1600zł).

Czy polecam ten mikrofon? Jeśli macie dobry przedwzmacniacz albo już kupiliście aktywator w rodzaju FetHead, to raczej nie powinniście być zawiedzeni. W mojej opinii brzmi bardzo dobrze i gdybym miał wybierać, to zastąpiłby mi obecnie oba dotychczasowe: D5 i WA-87. Byłby koniec z przekładaniem mocowań, z regulacją dbx286s i z różnymi ustawieniami wtyczek w WaveLabie. No i nie da się ukryć, że ramię bez przykręconego pop-filtra wygląda zdecydowanie zgrabniej!

czwartek, 8 kwietnia 2021

[T] Klevgrand Brusfri 1.2

Kwiecień zaskoczył nie tylko śniegiem, ale także aktualizacją wtyczki Brusfri do wersji 1.2. Aktualizacja jest darmowa dla wszystkich dotychczasowych posiadaczy, więc nie widzę przeciwwskazań, by jej dokonać. Co i też zrobiłem niezwłocznie i... nie żałuję.

Zmiany widoczne i niewidoczne

Interfejs programu został nieco przeorganizowany - teraz więcej miejsca zajmuje w poziomie niż w pionie, co chyba nikomu w niczym nie powinno przeszkadzać. Wykres działania wtyczki jako ekspandera jest teraz wyraźniejszy, z czytelną kontrolką włączającą tryb lookahead. Kontrolkę Edge zastąpiła kontrolka Smooth o przeciwnym działaniu (tzn. poprzednia zwiększała intensywność działania redukcji, obecna łagodzi tę intensywność - widocznie jest to bardziej intuicyjne dla użytkowników).

Mamy do dyspozycji także filtr górnoprzepustowy (0-200Hz), który umożliwia pozbycie się np. przydźwięku sieciowego czy uciążliwych brumów poniżej częstotliwości ludzkiego głosu. Nadal też istnieje możliwość podbicia wysokich częstotliwości (do 6dB), co pomaga zwiększyć "jasność" wokalu, jednak producent ani wewnątrz wtyczki, ani w instrukcji nie podaje, od jakiej częstotliwości to podbicie ma miejsce. Z moich pomiarów wynika, że chodzi tu o częstotliwość od mniej więcej 3,5kHz:

Podbicie pasma od 3,5kHz, wykres z wtyczki Voxengo SPAN

O ile zmiany w interfejsie użytkownika są raczej natury kosmetycznej, to znacznie bardziej podobają mi się zmiany KONKRETNE. Czyli przede wszystkim brzmienie. Już wcześniej wtyczka działała bardzo dobrze i bardzo słabo degradowała dźwięk, jednak tym razem przy równie efektywnym odszumianiu mamy zachowanych więcej detali w wysokich pasmach, więc głos nie traci zbytnio na jasności. Czyli zwyczajnie jest lepiej!

Dodatkowo mała rzecz, która bardzo mnie ucieszyła - pojawiła się możliwość korzystania z presetów! Może niektórych zdziwi, po co komu coś takiego, w końcu odszumiacz należy za każdym razem skonfigurować, dopasowując go do specyfiki aktualnie przetwarzanego sygnału. I tak, to prawda, ale wcześniejsza wersja nie miała nawet możliwości zresetowania ustawień! To nie kłopot, jeśli dodajemy nową instancję wtyczki, ale np. Acon Acoustica zapamiętuje ostatnio ustawione wartości parametrów i je przywraca, podobnie robi WaveLab. I w momencie, gdy coś poprzestawiamy, a potem wracamy do ustawień po dłuższym czasie, już nie wiemy, czy dana wartość jest domyślna czy nie i trzeba wszystko dokładnie ustawiać "na ucho".

Teraz nie ma takiego problemu - możemy sobie zapisać ustawienia domyślne (lub jakiekolwiek inne) i je po prostu wczytać. Jeszcze nie jest to doskonałe, bo za każdym razem trzeba wskazywać plik na dysku, zamiast nazwę presetu, ale lepsze to niż nic.

Poprzedni interfejs użytkownika

Warto

Tak czy owak, aktualizację warto przeprowadzić, bo Brusfri po prostu działa lepiej. Wygląd to sprawa gustu, mnie się bardziej wtyczka podobała w poprzedniej odsłonie, ale lepsze działanie i presety wynagradzają nowy interfejs użytkownika.

środa, 7 kwietnia 2021

[T] Audacity i konkurencja

O tym programie słyszał chyba każdy, kto kiedykolwiek musiał coś zrobić z materiałem audio, zwłaszcza na komputerze PC. To sztandarowy tytuł podawany zawsze, gdy ktokolwiek zapyta, czym ma obrobić albo nagrać coś prostego. Jest dobry, bo darmowy czy też dobry i darmowy? I czy istnieją jakieś alternatywy?

Na Audacity będę patrzył przez pryzmat funkcji i czynności, które najczęściej wykonuję w tego typu programie, czyli:

  • normalizacja sygnału (podniesienie jego poziomu do określonej wartości)
  • zgłaśnianie i wyciszanie (fade-in i fade-out)
  • usuwanie szumu (specjalnym algorytmem oraz bramką/ekspanderem)
  • przycinanie pliku dźwiękowego
  • konwersja stereo-mono
  • możliwość przetworzenia pliku za pomocą efektów VST

Idąc tym tropem, Audacity spełnia wszystkie moje wymagania, może z lekkim wahaniem przy ostatnim - wykorzystaniem wtyczek VST. Jest to wprawdzie możliwe, ale dość niewygodne, bowiem wtyczki te trzeba w zasadzie skopiować do określonego folderu Audacity, żeby ten je zobaczył (nie znalazłem sposobu, żeby wskazać programowi po prostu listę katalogów do przeskanowania). Widać, że coś jest sprawdzane, bo w menu Effect można przejść do okna Add/Remove Plugins, gdzie znajdziemy np. wtyczki z katalogu c:\Program Files (x86)\Steinberg\VstPlugins\ - dlaczego jednak nie ma w ustawieniach programu, np. w sekcji Directories, możliwości ustawienia choćby jednej własnej ścieżki? Nie wiem.

Ciemny temat interfejsu robi całkiem niezłe wrażenie!

Reszta funkcji jednak jest jak najbardziej obecna i używalna, nawet odszumianie sprawdza się całkiem nieźle. Jedyny kłopot, jaki mam z Audacity, wynika z interfejsu użytkownika, który jest dość toporny. Mnie najbardziej doskwierała podczas testów (i wcześniejszego użytkowania) funkcja "podglądu" zmian, robionych przez dany efekt. Nie da się, niestety, przeprowadzać regulacji w czasie rzeczywistym, czyli słuchając zmian i zmieniając parametry efektu. Trzeba robić to kroczkami - zmieniamy parametr, włączamy odsłuch, słuchamy, znów zmieniamy, włączmy odsłuch i tak dalej, i tak dalej.

Przez to "wystające" okienko podsłuchu nie można niczego regulować...

Przyznam, że o ile dawniej było to do przełknięcia, to korzystając obecnie z Acon Acoustica czy Steinberg WaveLab męczyłem się okropnie, próbując ustawić działanie efektów "na głucho". Po raz kolejny potwierdziła się zasada, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego i trudno jest mu z tego zrezygnować.

Niemniej, wszystkie zadania z mojej listy da się wykonać bez większych problemów, więc Audacity faktycznie pozostaje takim awaryjnym narzędziem, które można pobrać i wykorzystać w sytuacjach "podbramkowych", gdy nie ma niczego innego pod ręką.

Alternatywy

Najczęściej przywoływaną alternatywą dla Audacity jest Wavosaur i muszę przyznać, że wypada on na tle Audacity dość biednie. Zgoda, obsługuje sterowniki ASIO i daje możliwość przeskanowania wielu katalogów z pluginami VST, ale ich aplikowanie do sygnału jest bardzo mało intuicyjne, zaś w samym programie nie uświadczymy ani kompresora, ani limitera, ani nawet usuwania szumu (choć jest usuwanie wokalu).

Drugim, dość popularnym programem jest OcenAudio i ten, przyznam, podoba mi się już znacznie bardziej. Sam wykrywa dostępne wtyczki VST, bez problemu radzi sobie z ASIO, ładnie wygląda i ma wbudowany zestaw podstawowych narzędzi w rodzaju kompresora czy korektora. Potrafi odszumić materiał czy nawet go przetransponować.

Jedyny problem, na jaki się natknąłem, to awaryjność - na potrzeby testu uruchamiałem go kilka razy i próbowałem wykonywać testowe czynności, ale tylko tutaj aż dwa razy program po prostu się zamknął, nawet bez komunikatu z błędem. Sprawia to, że osobiście nie miałbym do niego zaufania i pewnie zapisywałbym plik po wykonaniu każdej pojedynczej operacji.

Da się pracować?

Czy z pomocą tych programów da się pracować? Tak, tutaj odpowiedź musi być twierdząca - zwłaszcza Audacity nadaje się do podstawowych zadań, kiedy trzeba na szybko nagrać plik dźwiękowy z mikrofonu, dociąć go, znormalizować i zapisać w określonym formacie (np. jako plik wav mono). Od biedy można także przeprowadzać takie operacje jak odszumianie, kompresja czy korekcja, jednak jest to już dużo mniej wygodne, niż w komercyjnych aplikacjach (ale się da).

Jeśli ktoś szuka pierwszego edytora albo po prostu musi coś zrobić na szybko w komputerze, który nie ma żadnego oprogramowania do edycji audio, to Audacity jest na pewno sensownym ratunkiem.

wtorek, 6 kwietnia 2021

[T] Luftrum Equilibrium

No i jak tutaj nie wierzyć w siłę promocji? Jednak 50% przeceny na produkty firmy Luftrum to nie w kij dmuchał, więc skoro dają taką właśnie zniżkę do połowy kwietnia, skorzystałem i nabyłem Equilibrium, pakiet brzmień do instrumentu Omnisphere 2.6. I powiem Wam, że nie żałuję.

Takie zwyczajne

W odróżnieniu od wielu pakietów brzmieniowych (także od Luftrum), Equilibrium nie jest specyficzny. To znaczy, nie zawiera charakterystycznych czy typowych dla danego gatunku brzmień - co czyni z niego przeciwieństwo np. Luftkraftu, pakietu inspirowanego twórczością zespołu Kraftwerk (i wszyscy wielbiciele tej grupy już mogą sobie wyobrazić, jakiego typu brzmienia zawiera Luftkraft). Tymczasem w Equilibrium znajdziemy brzmienia dość "anonimowe", które po pierwsze bardzo dobrze sprawdzą się w tle i które też można dość łatwo zmienić pod swój gust, nie obawiając się, że zawierają jakiś charakterystyczny, zawsze rozpoznawalny sampel, który wykorzysta tysiąc innych muzyków.

Biblioteka zawiera 64 brzmienia, podzielone na arpeggia, pady, basy, głosy melodyczne i tekstury. Podobnie jak w przypadku pakietu Axion, także tutaj bardzo mało jest brzmień, które mi nie pasują - zdecydowana większość wydaje się być bardzo przydatna, a niekiedy wręcz inspirująca.

Ech, Luftrum!...

To straszne, że każdy kolejny bank z tej firmy okazuje się tak dobry. Znacząco zwiększa to pokusę, żeby przy okazji kolejnej wyprzedaży lub premiery sięgnąć do portfela. Jak pisałem dwa i pół roku temu, to i tak wypada ekonomiczniej, niż kupowanie ciągle nowych instrumentów. Czy wypada też taniej niż programowanie własnych? Patrząc przez pryzmat kosztu "roboczogodziny", tak. Takiego zestawu jak opisywany nie "wykręciłbym" w ciągu godziny.

piątek, 2 kwietnia 2021

[G] Gades&String - Klony

Nadszedł kwiecień i skończyło się "embargo" na bonusowy utwór z płyty Synergy. Do końca marca bowiem trwał konkurs na odgadnięcie jego tytułu, więc nie można było go upubliczniać, żeby nie psuć zabawy. Zapraszam zatem do przesłuchania:

Publikuję ten utwór i tutaj, i na głównym blogu, bo oprócz chęci pochwalenia się muszę wspomnieć, że pod pewnymi względami był to utwór przełomowy. Po pierwsze dlatego, że został dorzucony do płyty niemal w ostatniej chwili i pojawił się na niej bez oryginału stRinga. Odbiega też od innych utworów, które wprawdzie są dość różnorodnie zaaranżowane, ale w pełni orkiestrowy nie jest żaden z nich. Po trzecie - kosztował mnie mnóstwo pracy, ale i też sporo się podczas tej pracy nauczyłem.

Wstępny zarys powstał szybko, bo oryginał wręcz go "narzucał" - przepiękna melodia aż prosiła się o rozwinięcie i przygotowanie finału. Tylko nie mogłem sobie poradzić z zaaranżowaniem właśnie tej finałowej części. Myślę, że Michał - który słyszał wszystkie, nawet wczesne, wersje, zgodziłby się, że były one dość paskudne. Orkiestra po prostu robiła hałas, zamulony i kompletnie nieczytelny.

Próbowałem tak i owak, dodając coraz więcej głosów, coraz więcej sekcji, żeby było naprawdę POTĘŻNE grzmotnięcie - i nic. Kompletny brak energii... Już chciałem się wycofać z publikacji "Klonów", ale najpierw w akcie desperacji po prostu wywaliłem wszystko, co zrobiłem do tej pory i zacząłem od podstaw, bardziej skupiając się na artykulacjach i ekspresji. I to okazało się strzałem w dziesiątkę - wystarczyło zrozumieć różnicę między ekspresją a dynamiką i odpowiednio tę wiedzę wykorzystać. Nagle się okazało, że wszystko wskakuje na swoje miejsca bez żadnego kłopotu. Bez stosowania "na siłę" sekcji łączonych typu "cała orkiestra gra tutti" czy wciskania wszędzie przebogatej sekcji "blach".

To doświadczenie uczy pokory - bo już myślałem, że pozjadałem wszystkie rozumy, już potrafię jako tako aranżować na orkiestrę i... jednak nie. Bardzo dobra lekcja.

czwartek, 1 kwietnia 2021

[T] SWAM Solo Strings v3 - pierwsze wrażenia

W połowie marca pisałem o przygodach związanych z SWAM Solo Strings w wersji trzeciej, tymczasem znienacka nadszedł kwiecień i wspomniana wersja trzecia jest już dostępna. Pobrałem (nie bez przygód) i zainstalowałem. No i zaczęło się!

Zmiana na lepsze?

Razem z pojawieniem się wersji trzeciej Solo Strings sporo się pozmieniało. Przede wszystkim zmieniła się strona producenta, na taką "nowocześniejszą". Najważniejsza zmiana, to możliwość kupienia upgrade'u bez konieczności pisania do supportu, który generuje jakieś specjalne kody do wpisania w sklepie itp. Teraz po prostu jest przycisk, klik i załatwione. Widać, że to dopiero przetarcie szlaków, bo np. nie można sobie wrzucić dwóch rzeczy do koszyka - trzeba aktualizacje kupować po kolei. No cóż.

Nowa witryna to też więcej czekania. Panel użytkownika został poszatkowany i trochę trzeba się naklikać, zanim dotrzemy do linku pobierającego instalator. Ale można przyjąć, że jest może trochę przejrzyściej, zwłaszcza po oddzieleniu wersji pełnych od tymczasowych. Szkoda, że nie ma możliwości pobrania i zainstalowania całego pakietu Solo Strings jednocześnie - trzeba pobierać pojedyncze instrumenty i kolejno przechodzić przez identycznie wyglądające instalatory.

Uruchamiamy i gramy

Mimo że instrumenty mają swoje wersje samodzielne (standalone), odpaliłem od razu Reapera i wrzuciłem na pierwszą ścieżkę skrzypce. Zamiast instrumentu dostałem takie oto okienko:

Ech... no, co zrobić, zalogowałem się i oto zostałem uraczony kompletnie przebudowanym interfejsem instrumentu:

Jest dużo przejrzyściej, choć (całkiem jak na witrynie AudioModeling) jest więcej klikania, zwłaszcza na początku, zanim pozna się wszystkie zakamarki. Nie da się jednak ukryć, że całość prezentuje się nad wyraz elegancko i przyjemnie, zwłaszcza jeśli teraz porównać to z wersją drugą:

Najważniejsze jest jednak brzmienie, które miało być o wiele lepsze, dopracowane i bardziej przypominające prawdziwe instrumenty. Póki co, nie mogę tego potwierdzić. Miałem równolegle uruchomione instancje wersji drugiej i trzeciej, i przełączając się między nimi, nie spostrzegłem praktycznie żadnej różnicy w brzmieniu. Być może są to jakieś niuanse wykonawcze, które docenią tylko osoby dysponujące specjalizowanymi kontrolerami - możliwe, że tak właśnie jest. Ja jednak jestem nieco rozczarowany, bo spodziewałem się Bóg wie czego - że Violin zabrzmi jak instrument sygnowany przez Joshua Bell? Nie zabrzmi. Oczywiście, dodanie pogłosu tradycyjnie pomaga w lepszym odbiorze, ale jednak do samplowanej biblioteki jeszcze troszkę pakietowi SWAM brakuje...

W opisach poszczególnych instrumentów czytamy, że polepszono kontrolę przy grze w czasie rzeczywistym (czego nie potwierdzę, bo zwyczajnie nie potrafię na tyle dobrze grać), poprawiono artykulację legato i zmieniono model pizzicato (tu faktycznie coś niby słychać). Dodano też wspomnianą wersję standalone, co może ucieszyć osoby włączające ten instrument tylko po to, by sobie pograć.

Pod górkę

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Wyżej pisałem, że trzeba się do instrumentu zalogować, żeby aktywować go na danym komputerze. U mnie się to nie udało - nie tylko każde dodanie instrumentu powodowało konieczność logowania się, to jeszcze każde POKAZANIE okienka z instrumentem wymagało wpisywania loginu i hasła. Napisałem do supportu i po godzinie dostałem serię e-maili z kodami aktywacyjnymi. Nie wiem, czy to działanie linii wsparcia, czy po prostu po rejestracji trzeba odczekać parę godzin, aż się instrumenty "wygrzeją" na naszym koncie, faktem jest, że nie mogłem z nich korzystać od razu, co - jak zwykle - kładę na karb chorych systemów zabezpieczeń, które przeszkadzają głównie legalnym użytkownikom... Trochę kiepskie jest też to, że podobnie jak z instalacją, aktywację trzeba także przeprowadzać indywidualnie dla każdego instrumentu, a nie dla całego pakietu.

Rozczarowanie

Tak, myślę, że poczułem spore rozczarowanie wersją trzecią Solo Strings. Producent zapowiadał nie wiadomo jakie zmiany, rozgłosił, że będzie to zupełnie nowy produkt (dlatego aktualizacja z wersji drugiej nie jest darmowa), a tymczasem to, co najważniejsze, czyli brzmienie, nie zmieniło się prawie wcale. To znaczy, podkreślam, pewnie wirtuozi ze specjalnymi kontrolerami docenią "bardziej realistyczne legato" i "nowy model pizzicato" - nie twierdzę, że wymieniono tylko grafikę (ale zauważcie, że sam producent wcale się nie chwali, co konkretnie zmienił czy poprawił). Ale jak na takie zapowiedzi i takie koszty, to rzecz jest niewarta moim zdaniem zachodu.

I mam dziwne wrażenie, że producent zdaje sobie dokładnie z tego sprawę - dlatego właśnie ta aktualizacja jest płatna (i to niemało), zaś wersja druga już obecnie ma dopisek DISCONTINUED. I pewnie też dlatego przed premierą nie było żadnych dem, prezentacji, pokazów - nikt nie wiedział, jak będą brzmiały instrumenty w nowej wersji. Zrzuty ekranu obiecywały faktycznie rewolucyjne zmiany, tymczasem w sferze sonicznej zmieniło się dużo mniej, niż w warstwie graficznej.

Może jednak to tylko taka premierowa wersja, a wkrótce czekają nas jakieś fantastyczne aktualizacje (których nie można byłoby zrobić w starej wersji) - trzymam za to kciuki, ale wiary za dużo mi nie zostało...

[T] dbx 286S

No i mam już ostatni element układanki, którą kompletuję od paru lat, a która ma mi pozwolić swobodnie realizować pasję nagrań głosowych, lektorskich. Były ustroje akustyczne, były mikrofony, były statywy, były interfejsy audio i przedwzmacniacz, był nawet "aktywator" FetHead i w końcu pojawił się także dbx 286S. Cóż to takiego i do czego będzie mi potrzebny?

Krótko o bohaterze wpisu

dbx 286S jest przedwzmacniaczem (nie tylko mikrofonowym) z wbudowanym całym łańcuchem procesorów przetwarzających sygnał dźwiękowy. Jego celem jest przygotowanie dźwięku "na gotowo", od razu do finalnej rejestracji. Najczęściej przydaje się to przy transmisjach na żywo, np. streamach, ale w moim przypadku bardziej chodzi o przyspieszenie pracy przy rejestracji dźwięku do filmików na YouTube. Tutaj nie jest najważniejsza jak najwyższa jakość (jak np. przy audiobookach), jednak także surowy dźwięk prosto z mikrofonu nie jest wskazany - zawiera on zwykle różne artefakty, szumy, stuki, szurnięcia, mlaśnięcia czy głośne oddechy, które trzeba najpierw "wyczyścić". Prowadzi to do tego, że nagrywając na szybko filmik trwający dziesięć minut, muszę później dobre pół godziny (jeśli nie dłużej) obrabiać ścieżkę dźwiękową, potem łączyć ją na powrót z obrazem, renderować całość itp. I tu widzę szansę dla dbx-a.

Co my tu mamy?

dbx 286S jest to narzędzie studyjne, stąd jego widok nie dziwi - dostosowano go do montażu w specjalnej szafce, tzw. racku, więc na biurku prezentuje się nieco osobliwie ze względu na specjalne uchwyty, ale mnie to nie przeszkadza. Gorzej, że nie ma tutaj fizycznego włącznika - zmusiło mnie to do drobnej ekwilibrystyki i podpięcia wszystkich urządzeń audio do listwy zasilającej z "pstryczkiem", aby można było urządzenie wyłączać nieco bardziej humanitarnie niż przez wyciąganie wtyczki z gniazdka.

Urządzenie jest przede wszystkim przedwzmacniaczem, choć obsługuje także wejście liniowe. Zakres regulacji wzmocnienia wejściowego sięga 60dB, więc jest całkiem, całkiem. Do GA Pre-73 nie ma wprawdzie podejścia (80dB!), ale już Claretta pokonuje o 3dB. Oczywiście, dostępne jest zasilanie phantom dla mikrofonów pojemnościowych, można także w sekcji przedwzmacniacza włączyć filtr górnoprzepustowy działający od 80Hz. Urządzenie należy tak wysterować, by przy normalnym poziomie sygnału świeciły się dwie zielone diody, żółta może zapalać się na krótkie chwile, zaś czerwona (oznaczająca przesterowanie) nie powinna zapalać się nigdy.

Za blokiem przedwzmacniacza znajdują się procesory, łatwe do ominięcia za pomocą jednego przycisku. To świetne rozwiązanie, jeśli z jakiegoś powodu dane nagranie chcemy zrealizować "na surowo", a nie uśmiecha się nam ustawianie wszystkich gałek urządzenia na pozycji "OFF". Istnieje jeszcze jeden sposób nagrania "surowego" materiału, ale o nim później.

Kompresor

Jest to pierwszy z bloków "efektowych". Przypomnę, że praca kompresora polega zasadniczo na ściszaniu sygnału, który przekracza zadany próg. Ściszanie przeprowadzane jest z określoną siłą, opisywaną zwykle jako ratio. Dodatkowo kompresor może mieć regulowane czasy zadziałania (ataku - jak szybko zacznie działać kompresja po przekroczeniu progu) oraz uwolnienia (release, czyli czas, po którym kompresor przestaje działać). Zwykle kompresory mają też możliwość kompensowania utraty głośności (tzw. make-up), przez co zresztą często użytkownicy odnoszą wrażenie, że kompresor służy właśnie do pogłaśniania sygnału (bo pogłośniony po kompresji jest zwykle głośniejszy, czasem dużo głośniejszy, niż wcześniej).

W dbx całość regulowana jest dwoma pokrętłami: Drive oraz Density. O ile Density to w sumie jeden parametr, czas release, to Drive steruje... wszystkimi pozostałymi parametrami, zwłaszcza progiem, ratio i wzmocnieniem. W efekcie po pokręceniu tym pokrętłem odczuwamy, że sygnał robi się głośniejszy i bardziej wyrównany - szept i donośny głos w zasadzie przestają się różnić głośnością.

Rzeczone pokrętło należy stosować jednak z rozwagą, aby po pierwsze nie wzmocnić za bardzo szumu (zwłaszcza jeśli mamy mikrofon pojemnościowy, ale pomieszczenie nie jest bardzo dobrze zaadaptowane). Po drugie, "przekompresowany" głos nie brzmi dobrze i trudno oddawać nim różne niuanse. Przy nagrywaniu filmików instruktażowych nie jest to może bardzo ważne, ale już przy audiobookach jak najbardziej. Czyli - stosujemy z umiarem.

De-esser

Rzecz bardzo przydatna przy nagraniach lektorskich, zwłaszcza jeśli ma się "jasny" mikrofon. Tutaj sprawa jest prosta - jednym pokrętłem ustawiamy częstotliwość naszych "esek", drugim zaś decydujemy, jak mocno mają być one tłumione. Rzecz wymaga paru chwil eksperymentów, ale działa całkiem sprawnie.

Jeśli ktoś się zastanawia, jak najłatwiej dobrać parametry, to należy najpierw włączyć maksymalne tłumienie "esek", a potem zacząć mówić do mikrofonu kolejne "eski" i jednocześnie powoli kręcić pokrętłem częstotliwości de-essera. W pewnym momencie wyraźnie usłyszymy jego działanie - właśnie znaleźliśmy częstotliwość naszych "esek". Teraz wystarczy tylko wyregulować siłę działania tak, aby "eski" przestały kłuć w uszy i po sprawie.

Enhancer

Jest to troszkę odpowiednik korektora w starych zestawach stereo, gdzie osobno regulowało się basy i soprany. Tu jest podobnie - pierwsze pokrętło reguluje "szczegóły" niskich częstotliwości, drugie - "szczegóły" częstotliwości wysokich. Nie jest to regulacja liniowa, np. dla niskich częstotliwości podbijana jest częstotliwość tuż poniżej 100Hz, ale jednocześnie osłabiana 250Hz, co ma zapobiec powstawaniu "zamulonego", przebasowanego dźwięku. Całość działaniem nieco przypomina tzw. efekt zbliżeniowy, czyli mówienie do mikrofonu z bliskiej odległości (kiedyś nazywane przeze mnie "radiowym głosem"). Osobiście po paru próbach wyłączyłem działanie obu pokręteł i nie korzystam z tego modułu.

Ekspander/bramka

Jest to blok procesora, na który mocno liczyłem. Ma działanie nieco zbliżone do kompresora, ale podczas gdy kompresor redukuje sygnał przekraczający pewien próg, ekspander redukuje sygnał nie przekraczający danego progu. Jednym pokrętłem ustalamy próg zadziałania (w decybelach), a drugim decydujemy o stopniu tłumienia. Przy skrajnym położeniu (ratio na poziomie 10:1) ekspander tak naprawdę zamienia się w bramkę szumów, a jego działanie jest bardzo agresywne.

Przyznam, że podoba mi się działanie ekspandera w dbx 286S. Wprawdzie dla mnie ideałem były działający w czasie rzeczywistym odszumiacz, ale i tak jest bardzo dobrze. Zresztą, mnie nawet nie bardzo chodziło o wycięcie szumów jako takich, co o zminimalizowanie głośności oddechów, mlasków czy przełykania śliny, usuwanie czego zawsze doprowadza mnie przy obróbce nagrań do pasji. I tutaj w udało się rzecz opanować w stopniu zadowalającym, co uznaję mimo wszystko za sukces.

Wzmocnienie końcowe

Ostatnim pokrętłem jest wzmocnienie wyjściowe, które działa w obu kierunkach, tzn. oprócz pogłośnienia sygnału, można go też ściszyć, jeśli np. zbyt szalejemy z kompresorem. Przydatna rzecz, aczkolwiek działa wyłącznie w momencie, gdy nie omijamy przyciskiem Process bypass całego bloku procesorów. W tym wypadku sygnał zaraz po przedwzmacniaczu trafia na wyjście, bez dodatkowych ingerencji.

Praktyka

Na razie mam za sobą etap łączenia wszystkiego z wszystkim i próbnych nagrań, ale już widzę plusy nowego łańcucha przetwarzania. Obecnie sytuacja ma się tak: sygnał z mikrofonu (czy to dynamicznego z FetHeadem, czy też pojemnościowego) trafia do przedwzmacniacza Golden Age Pre-73. Tutaj jest wzmacniany do odpowiedniej wartości i podawany jako sygnał liniowy na liniowe wejście dbx 286S (nadal używam Golden Age, gdyż daje mi dużo swobody, jeśli chodzi o stopień wzmocnienia, dodatkowe filtry, saturację itp.) W dbx 286S sygnał wędruje przez procesory efektowe i wychodzi prosto do jednego z wejść interfejsu Clarett.

Początkowo planowałem, że przed nagraniem będę decydował, czy nagrywać sygnał czysty czy przetworzony, ale okazało się, że jest lepsze rozwiązanie. Otóż dbx 286S ma z tyłu wyjście insertowe, które wysyła sygnał po przedwzmacniaczu (a przed efektami) na potrzeby przepuszczenia przez jakiś zewnętrzny procesor. Sygnał ten można wpiąć sobie do drugiego wejścia Claretta i w ten sposób jednocześnie rejestrować sygnał przetworzony oraz czysty. Jest to bardzo przydatne rozwiązanie, bo jeśli z jakiegoś powodu przetworzony sygnał okaże się uszkodzony (np. nie zauważyliśmy przesunięcia się gałki bramki szumów i wszystko jest przez tę bramkę "poszatkowane"), to druga ścieżka, z czystym sygnałem, ratuje nas przed koniecznością ponownego nagrania. Więcej, ścieżkę tę można nagrywać nieco ciszej, aby uchronić się przed ewentualnymi przesterowaniami. Należy tylko pamiętać, że aby skorzystać z tej funkcji gniazda insertowego, wtyczka powinna być w nim "wyjęta" o jeden klik (nie wiem, jak to lepiej opisać). Dla zainteresowanych odsyłam do rozdziału Section 2 - Operating Controls instrukcji obsługi, opis INSERT Jack.

Testy

Na razie przeprowadzałem tylko testy, mające na celu sprawdzić, jaka jest najlepsza obecnie metoda nagrywania, aby uzyskać jak najlepszy efekt dźwiękowy. Okazuje się, że przepuszczenie sygnału przez Golden Age ma sens, bo paradoksalnie uzyskuję przez to czystszy dźwięk (!). Zdziwiło mnie to nieco, bo wydawałoby się, że bezpośrednie wpięcie się mikrofonem do dbx-a powinno poskutkować lepszym sygnałem (mniej połączeń, krótsza droga). Wygląda jednak na to, że sam przedwzmacniacz dbx-a nie wytrzymuje konfrontacji z Golden Age'em - nieco buczy, ma też zdecydowanie większe szumy przy porównywalnym poziomie sygnału użytecznego.

Po pewnym czasie testowania wypracowałem optymalne dla mojego głosu ustawienia procesorów, zwłaszcza ekspandera (na którym najbardziej mi zależy). W wyniku tego otrzymuję bardzo przyjemny sygnał przetworzony i do tego (jako "kopię bezpieczeństwa") sygnał czysty, który w razie czego będzie przydatny. De-esser działa dość subtelnie, ale zadowalająco, zaś kompresję stosuję oszczędnie, ustawiwszy pokrętło Drive na wartość 3.

Przy okazji poeksperymentowałem także z ustawieniami samego Golden Age'a, co też wyszło mi na zdrowie, bo okazało się, że udało mi się uzyskać jeszcze czystszy sygnał.

No i co, jest lepiej?

Moim zdaniem jest dużo lepiej. Do szybkiej realizacji nagrań jest to naprawdę świetne urządzenie - włączamy nagrywanie i w zasadzie po jego zakończeniu mamy już gotowy materiał audio, wymagający co najwyżej jakiejś delikatnej kosmetyki. Jeszcze nie czytałem żadnego audiobooka, wykorzystując dbx 286S, ale mając już parę nagrań przez D5 na potrzeby filmików i testów, jestem pełen optymizmu!