piątek, 31 sierpnia 2018

Początek bez początku

Witam wszystkich na starym-nowym blogu. Wypączkował on z Ladaco, żeby nie zajmować tam zbyt wiele czasu i miejsca. Dotychczasowe posty, dotyczące "muzycznych" tematów, zostały przeniesione i zaktualizowane tak, by znajdujące się w nich linki prowadziły już do bloga Gadesound - jeśli znajdziecie gdzieś jakieś zagubione linki, dajcie znać w komentarzu.

I co? I nic. Działam dalej i zobaczymy, co przyniesie przyszłość!

czwartek, 23 sierpnia 2018

[Cubase] Cubase stary i Cubase nowy

Człowiek stary jest, a głupi. Taka refleksja naszła mnie, kiedy znalazłem banalne rozwiązanie trudnego (zdawałoby się) problemu. Pisałem już kiedyś, że używam Cubase w wersji 9.5, z którą jest związana pewna zagwozdka. Otóż od wersji 8 Cubase jest aplikacją czysto 64-bitową, co skutkuje tym, że akceptuje również wyłącznie 64-bitowe wtyczki VST (a i to nie wszystkie - każda wtyczka jest skanowana i "oceniana" przez tzw. Sentinela, który w razie "wątpliwości" umieszcza ją na black liście i nie pozwala z niej korzystać)

No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że przez ostatnie lata udało mi się w Cubase popełnić parę utworów - m. in. "Neptunus". Użyłem w nich kilku darmowych instrumentów VST, które istnieją wyłącznie w wersji 32-bitowej (i wiem na pewno, że nie powstaną wersje 64-bitowe - pisałem o tym z ich autorami). Oznacza to tyle, że w wersji 9 Cubase'a nie dam rady prawidłowo wczytać takich projektów...

Pierwszy pomysł

Początkowo chciałem wyeksportować dane problematycznych ścieżek do MIDI, wczytać je np. do FL Studio, podpiąć odpowiedni instrument (FL Studio jeszcze potrafi obsługiwać wersje 32-bitowe) i wykesportować pliki audio, które mógłbym wczytać z powrotem do Cubase'a. Kłopot jednak był taki, że o ile po nieudanym wczytaniu projektu do Cubase'a można od biedy dojść, na jakiej ścieżce była ustawiona jaka wtyczka, to nie da się dojść, jakie miała spreparowane brzmienie (o ile w ogóle był tam standardowy preset).

Jak zapytać Wujka Gugla?

Jako że obecnie mam od dłuższego czasu zainstalowanego Cubase'a w wersji 9.5, nie uśmiechało mi się przeinstalowywanie go, później przywracanie środowiska, walka z licencjami itp. Zacząłem zatem szukać w Google'u rozwiązania, a pytanie brzmiało: jak uruchomić wtyczki 32-bitowe w aktualnej wersji Cubase'a? Właśnie to pytanie okazało się być źródłem późniejszej straty czasu i narastającej frustracji.

Oczywiście, w wynikach wyszukiwania z marszu natrafiłem na dwie tezy: 1 - nie da się oraz 2 - trzeba użyć JBridge'a. Przyjrzałem się JBridge'owi. To taki sprytny programik, który skanuje wybrany folder z wtyczkami i tworzy ich "zmostkowane", 64-bitowe wersje. Te z kolei powinny dać się zaimportować do Cubase'a i działać bez problemów. Postanowiłem spróbować.

Eksperyment udał się częściowo - tzn. program wykrył odpowiednie wtyczki i stworzył 64-bitowe odpowiedniki. Niestety, cubase'owy Sentinel zdecydowanie odmówił uznania ich za pełnoprawne wtyczki i nie pozwolił na uruchomienie...

Do rzeczy - rozwiązanie

Byłem już w zasadzie pogodzony z porażką, kiedy do głowy przyszło mi inne rozwiązanie. Skoro nie można tych wtyczek uruchomić na wersji 9.5, trzeba... uruchomić je na wersji 7! Drugie pytanie do Wujka Gugla brzmiało zatem: jak zainstalować wersję 7 równolegle do 9.5? I to był strzał w dziesiątkę!

Okazało się bowiem, że nie ma najmniejszych problemów, żeby obok wersji 9.5 mieć także wersję 7. Obie instalują się w osobnych folderach i jedyne, co mogą (ale nie muszą) współdzielić, to wtyczki. Najprostsze rozwiązanie, jakie może być. I co, człowiek stary jest, a głupi, nie?

Co dalej?

Odtąd poszło z górki - stary Cubase zainstalował się bez problemów i bez problemów wczytał "trefne" utwory. Teraz pozostała tylko decyzja: skonwertować ścieżki korzystające ze "starych" wtyczek do audio czy wymienić instrumenty na jakieś 64-bitowe z podobnymi brzmieniami? Postawiłem na wariant pośredni: zachowałem stare brzmienie jako audio, a w miejsce starych instrumentów podczepiłem nowe. Teraz wystarczyło poszukać zbliżonych brzmień, zapisać projekt i już w wersji 9.5 nie ma problemu z otwieraniem.

Nauczka

Po co w ogóle piszę o takiej trywialnej sprawie, w dodatku ośmieszając samego siebie? Bo to dobra nauczka na przyszłość i nie dotyczy tylko muzyki - trzeba na każdy problem spróbować spojrzeć z kilku stron, zwłaszcza jeśli pierwotny pomysł nie przynosi efektów. No i nie należy bać się najprostszych rozwiązań. Jak to ludzie mówią? W prostocie siła!

wtorek, 21 sierpnia 2018

Output - dziwna sprawa

W swojej bogatej bibliotece instrumentów wszelakich mam grupkę aplikacji, wydanych pod szyldem Output - między innymi znajduje się tutaj Substance, Analog Strings, Analog Brass & Winds, Arcade, Exhale czy Signal. Jako że od jakiegoś czasu pracuję nad materiałem na nową płytę, zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak mało wykorzystuję produktów Output, mimo że niegdyś wydawały mi się rewolucyjne i rewelacyjne?

Początki - Analog Strings

Od tego instrumentu zaczęły się moje kontakty z Output. Analog Strings miało być idealnym rozwiązaniem w czasie, kiedy poszukiwałem (intensywnie) dźwięków smyczków i padów (których nigdy nie jest mi dosyć). Prezentacje w necie - wspaniałe. A gdy instrument znalazł się u mnie - rozczarowanie. Chociaż może to za dużo powiedziane - jest tutaj sporo świetnych brzmień, jednak to nie do końca było to, czego oczekiwałem. Analog Strings trafiło więc na półeczkę "kiedyś się przyda", przegrywając z PadShopem Pro Steinberga oraz Luftrumowym Lunarisem.

Reszta

Podczas jednej z wyprzedaży udało mi się okazyjnie kupić całą resztę produktów Output jako tzw. bundle. Nastawiałem się głównie na dwa produkty: Movement (efekt) i Substance (brzmienia basowe), ciekawy też byłem Exhale'a i Signala (którego miałem wcześnie w darmowej wersji demo i jego brzmienia mi się podobały).

Movement jest chyba najczęściej obecnie używanym przeze mnie produktem od Output - potrafi nawet z nieciekawej barwy wykrzesać sporo energii. Odsunął w cień nawet ShaperBox od CableGuys i Gatekeepera od Polyverse.

Substance do tej pory się nie przebił i przegrał zdecydowanie nie tylko z Trilianem, ale nawet z SubBoomBassem. Stanął obok Monarka, który też miał być spełnieniem marzeń, a jest rzadziej używany przeze mnie niż Mini V Arturii.

Osobno - Arcade

Arcade to nowość od Output - i pierwsza aplikacja tego producenta, dostępna w abonamencie. Póki co, używam w ramach stu dni okresu próbnego, bo nie jestem jeszcze do tego produktu przekonany. To ciekawe połączenie samplera i odgrywarki pętli. Mamy tu do czynienia z zestawami pętli i sampli, które ładujemy jednocześnie i wyzwalamy osobnymi klawiszami. Do tego mamy do dyspozycji różne efekty, które możemy w czasie rzeczywistym aplikować do odgrywanych dźwięków (dostępna jest również automatyzacja).

Instrument jest ciekawy zwłaszcza pod kątem tworzenia warstwy rytmicznej i tego typu zestawów dźwięków jest tu najwięcej. Przyznam, że zaciekawił mnie bardzo na początku, ale teraz już nie jestem do niego tak przekonany.

O co więc chodzi?

W zasadzie sam nie wiem, dlaczego nie używam tych (przecież świetnych) instrumentów. Może odstrasza mnie ich dziwny (ale konsekwentny) interfejs użytkownika? Czy raczej bardzo nowoczesne, ostre brzmienie? Podejrzewałbym raczej to drugie - bo z tych właśnie powodów rzadko obecnie używam Thorna czy Serum. Ich brzmienia są ostre, sterylnie czyste, wyraźne i to mnie do nich - paradoksalnie - zraża. Wiem, okropnie to głupie, bo przecież nie jest trudno zdegradować jakość brzmienia (w drugą stronę jest to bardziej problematyczne). Ale ja kocham miłe, ciepłe i "przytulne" brzmienia.

Czy produkty od Output mają jeszcze jakąś szansę? Tak - właśnie wczoraj na to wpadłem, podczas budowania utworu "Lead". Potrzebuję "innych" brzmień. Żeby nowa płyta brzmiała inaczej i miała własny charakter. Stąd sięgnięcie po Signal oraz Movement. Zobaczymy, jak to się potoczy.

PS. Pisałem już, że nie mogę się doczekać przesiadki na stacjonarny komputer z dużą pamięcią i dwoma monitorami? I na duże klawiatury? A tu jeszcze pewnie miesiąc przynajmniej oczekiwania...

czwartek, 2 sierpnia 2018

[T] Acon Acoustica

Obróbką dźwięku zajmuję się nie od dzisiaj i już od dwudziestu niemal lat wiem, że w podręcznym arsenale bardzo przydaje się szybki i mały edytor audio. Jakoś tak mam, że przed wrzuceniem ścieżek audio do DAW chcę, by były już maksymalnie przygotowane - odszumione, znormalizowane itp.

Do tej pory używałem trzech aplikacji: Cool Edit Pro 2.1 (obecnie dostępny w modelu subskrypcyjnym Adobe jako Audition), Audacity (jako rozwiązanie awaryjne, gdy nie ma żadnych innych edytorów pod ręką) oraz Sound Forge 12 (odkąd na nowo zająłem się muzyką dwa lata temu). Miałem też przelotny, dość krótkotrwały romans z WaveLabem od Steinberga.

Dlaczego nie Sound Forge?

Nie mogę, naturalnie, powiedzieć, żeby Sound Forge był kiepskim programem. Jest po prostu programem nieprzyjaznym (dla mnie). Ma spore możliwości, tego nie neguję, ale obsługuje mi się go tak topornie i niewdzięcznie, że przez dwa lata nie mogłem się do niego przekonać. Do tego ostatnio zdarzyło mu się zniszczyć plik dźwiękowy podczas zapisu (całe szczęście, że była to już półprzetworzona kopia, a nie oryginał).

Acoustica

Acousticę podsunął mi pod nos sklep internetowy, w którym robiłem niegdyś zakupy, a z którego do tej pory przychodzą e-maile z ciekawymi ofertami. Ściągnąłem wersję próbną i przetestowałem, ze szczególnym uwzględnieniem usuwania szumu z nagrań (czym producent, firma Acon, bardzo się szczyci).

Muszę stwierdzić, że aplikacja zrobiła na mnie duże wrażenie. Tak duże, że zacząłem już bardziej serio badać jej możliwości jako potencjalnej następczyni Sound Forge. Zacznijmy jednak od początku.

Wersje

Acoustica dostępna jest w dwóch wersjach. Wersja Premium to wersja bogatsza - oferuje pracę na wielu kanałach (do ośmiu) i wsparcie dla systemów 5.1 i 7.1. Do tego dochodzą wbudowane moduły Equalize, Verberate i Restoration Suite, co czyni z programu bardzo elastyczne narzędzie.

Wersja Standard, której mam przyjemność używać, obsługuje tylko 2 kanały (czyli stereo), zaś wspomniane moduły są dostępne w okrojonych (czasem bardzo) wersjach. Niemniej, różnice między wersjami na tym w zasadzie się kończą i każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście warto dopłacić do wersji Premium - mnie chyba jednak wystarczy Standard.

Rzecz nieważna - wygląd

Wiecie, że jestem wzrokowcem i podobają mi się ładne programy. Acoustica idealnie wpasowuje się według mnie w definicję "wizualnie przyjemnego oprogramowania". Wszystko jest czytelne, odpowiednio kontrastowe i - co niemniej ważne! - nieprzeładowane.

Co ważne, ładny wygląd idzie tu w parze z wygodą użytkowania - nie jest to więc tylko dekoracja i bardzo dobrze sprawdza się w codziennej pracy.

Funkcje podstawowe

To, czego oczekuję od edytora audio, to przede wszystkim:

  • normalizacja
  • zgłaśnianie i wyciszanie (fade-in i fade-out)
  • usuwanie szumu (specjalnym algorytmem lub bramką)
  • przycinanie
  • konwersja stereo-mono
  • możliwość przetworzenia pliku za pomocą efektów VST

Acoustica oferuje to wszystko, więc do pełni szczęścia nic więcej nie jest mi potrzebne.

Gdybym nie miał HOFA CD-Burn.DDP.Mastera (o którym jeszcze pewnie kiedyś parę słów napiszę), potrzebowałbym jeszcze wstawiania znaczników, etykiet i wypalania płyt CD-Audio. Żeby nie było niejasności - wstawianie znaczników jak najbardziej istnieje w Acoustice, podobnie jak etykiety. Dzięki nim można łatwo zdefiniować poszczególne obszary (np. zwrotka pierwsza, refren, solo, chórek) i później łatwo nawigować po utworze. Różnica między regionem a etykietą jest tylko taka, że region posiada początek i koniec, etykieta - tylko znacznik czasowy. Oba elementy możemy nazwać według własnego uznania.

Przygotowanie kompilacji CD-Audio

Także nagrywanie płyt CD-Audio nie stanowi problemu - tworzymy nowy projekt odpowiedniego typu i już. Dodajemy wszystkie pliki składowe, ustawiamy wielkość przerw między ścieżkami, wpisujemy (opcjonalnie) kody ISRC, po czym wkładamy płytę do napędu i rozpoczynamy nagrywanie. Niestety, Acoustica nie potrafi stworzyć obrazu ISO, który jest dogodniejszy podczas dostarczania materiału końcowego np. do tłoczni.

Funkcje dodatkowe

Szperając po menu, znajdziemy jeszcze kilka przydatnych rzeczy. Mnie ucieszyła możliwość importu wprost z płyty CD-Audio - do tej pory robiłem tak, że najpierw zgrywałem dźwięk za pomocą osobnego programu (np. CDex), a potem dopiero wczytywałem go do edytora.

Przydatny jest tzw. łańcuch przetwarzania - można w nim zdefiniować wiele etapów obróbki (np. najpierw normalizacja, potem pogłos), a cały predefiniowany zestaw (włącznie z ustawionymi parametrami) zapisać i wykorzystać w przyszłości.

Przetwarzanie wsadowe

Do tego mamy do dyspozycji przetwarzanie wsadowe, czyli obróbkę wielu plików na raz. Jest to bardzo przydatne przy obróbce sampli, kiedy wiele plików ma bardzo zbliżone parametry (np. trzeba je wszystkie znormalizować w takim samym stopniu). Da się też w ten sposób szybko przekonwertować np. stereofoniczne pliki WAV na monofoniczne OGG, z zaaplikowaniem jakiegoś konretnego efektu. W dodatku można wykorzystywać zapisane wcześniej "łańcuchy przetwarzania".

Dla twórców sampli przydatna może okazać funkcja oznaczania "pętli MIDI", którą często obsługują samplery - możemy już zatem na etapie obróbki sampla dodać informację o zapętlonym fragmencie.

Nagrywanie

Nagrywanie sygnału audio wydaje się trywialną funkcją w tego typu programie. Po prostu naciskasz przycisk, nagrywasz i kończysz, prawda? Ano nie do końca.

Mam na myśli funkcję Timer Record. Po jej odpowiednim skonfigurowaniu nagrywanie może rozpocząć się po określonym czasie lub po wykryciu dźwięku na wejściu audio (próg zadziałania wygodnie ustawiamy suwaczkiem). Podobnie zakończenie nagrywania może nastąpić po określonym czasie lub po ciszy trwającej dłużej niż zadany interwał. Bardzo przydatne podczas samodzielnego nagrywania.

Analizy

Program oferuje także rozmaite analizy (spektralną, histogram itp.), jednak nie jestem w tej dziedzinie na tyle kompetentny, by się sensownie wypowiedzieć. W dodatku wersja Standard w zasadzie nie posiada edycji spektralnej, więc tym bardziej nie wykorzystam tego w praktyce.

Odświeżanie nagrań

Jeśli naszym celem jest ewidentnie poprawianie jakości starych nagrań (np. zgranych z płyt analogowych lub kaset), możemy skorzystać ze specjalnego kreatora. Wskazujemy w nim pliki do naprawy (lub nagrywamy je na bieżąco), po czym w jednym oknie możemy zaaplikować odpowiednie filtry czyszczące (Declick, Denoise itd.). Jeśli efekty nas satysfakcjonują, możemy w wybranym miejscu zapisać pliki wynikowe, już po przetworzeniu.

Wisienka na torcie

A tą wisienką jest... możliwość pracy wielościeżkowej, i to nawet w wersji Standard! Program zachowuje się wówczas jak "mały DAW", ale wyłącznie ze ścieżkami audio. Ich liczba jest nielimitowana, a do każdej ścieżki możemy też wpiąć odpowiednie efekty (w tym VST!). W efekcie - jeśli bazujemy tylko na samplach i ścieżkach audio - nie musimy nawet korzystać z "dużego DAW". Jak dla mnie, do masteringu to byłaby idealna opcja, gdybym już do tego celu nie planował użycia Studio One.

No, a co jest nie tak?

Dla wielu największą bolączką może być brak obsługi ścieżek wideo, która bardzo ułatwiłaby pracę nad udźwiękowieniem filmów. Niestety, Acoustica to - póki co - edytor wyłącznie audio.

Dodajmy do tego brak możliwości "wypalenia" obrazu ISO z zawartością CD-Audio i... chyba na razie tyle. Więcej nieprzyjemnych rzeczy nie stwierdziłem.

And the winner is...

Tak, definitywnie Acoustica wykopała Sound Forge'a z funkcji podręcznego edytora audio. Polubiliśmy się i wiem, że w razie czego łatwo i szybko uzyskam w niej wszystko to, co sobie zamierzyłem. A o to przecież chodzi w takim typowo narzędziowym programie.