wtorek, 30 marca 2021

[T] Statyw mikrofonowy RØDE PSA1

Australijska firma RØDE jest znana chyba każdemu miłośnikowi mikrofonów i nagrywania, głównie za sprawą świetnych modeli mikrofonów, ale także bardzo pomysłowym i skutecznym systemom ich montażu. Właśnie temu ostatniemu zagadnieniu przyjrzę się dzisiaj uważniej, ponieważ będę miał okazję porównać statyw-ramię RØDE PSA1 do używanego wcześniej modelu Marantz Pod Stand 1.

Statyw i statyw

Zacznę od razu od wyjaśnienia, że nie ma najmniejszego sensu porównywać tych - zdałoby się podobnych - statywów. Matantza dostałem jako bonus przy zakupie WarmAudio WA-87. Było to o tyle śmieszne, że pan ze sklepu zadzwonił specjalnie, by przekazać mi, że statyw NIE NADAJE SIĘ do tego konkretnego modelu mikrofonu, który jest... za ciężki. Jak się okazało, Marantz nie nadawał się do praktycznie żadnego mikrofonu, ba, w pionie nie potrafił utrzymać w zadanej pozycji nawet samego siebie bez obciążenia. Swojego czasu prowizorycznie rozwiązałem ten problem, mocując statyw poziomo do pionowej ścianki biurka, jednak ostatnio nawet to mocowanie przestało wystarczać. Pojawienie się FetHeada zwiększyło częstotliwość użycia mikrofonu D5 i poluzowało mocowanie, które przestało utrzymywać mikrofon w odpowiedniej pozycji. Jako że zaciski w tym statywie wołają o pomstę do nieba, już nic chyba (poza spawaniem może) mu nie pomoże...

W odróżnieniu od Marantza, PSA1 zwyczajnie robi to, do czego jest przeznaczony - trzyma mikrofon w zadanej pozycji i tyle. A obciążyć można go nawet masą 2kg - czyli większość mikrofonów pojemnościowych i dynamicznych się tutaj łapie bez kłopotu. Co ważne, statywu nie trzeba dociskać żadnymi śrubami - po prostu wyciągamy go na żądaną długość (w promieniu ponad 80cm) i on... zastyga w tym położeniu (przynajmniej w teorii, zaraz zdradzę, w czym rzecz). Używa się go bardzo łatwo i przyjemnie, i w ogóle mnie teraz nie dziwi, że bardzo wielu jutuberów używa tego właśnie modelu.

Z tym zastyganiem jest problem, gdy mikrofon wraz z uchwytem nie waży zbyt wiele - wtedy statyw ma tendencję do prostowania się, bo zwyczajnie nie jest dostatecznie dociążony. Miałem tak notorycznie z AKG D5, dopóki nie zamocowałem na ramieniu także osłony przeciwpodmuchowej. Wtedy masa była już na tyle duża, że statyw "zaczął się słuchać".

Zdecydowanie polecam

Jeśli rozglądacie się za podobnym rozwiązaniem, to gorąco polecam PSA1 - jest bardzo solidny i wygodny w użyciu. Trzeba się tylko mocno za nim rozejrzeć, bo ja nigdzie go nie mogłem dopaść (wszędzie oznaczony jako niedostępny), dopiero zapisałem się na powiadomienie w jednym ze sklepów i załapałem na jakąś sztukę (po moim zakupie w sklepie znów statyw ma status "niedostępny"). Ale warto było czekać!

poniedziałek, 22 marca 2021

Prywatny ranking popularności efektów VST

Był już prywatny ranking popularności instrumentów VST, tym razem czas na listę ulubionych efektów wtyczkowych. Nie będzie to lista długa, ponieważ - mimo obszernej kolekcji - w praktyce używam dosłownie garstki efektów i to w zasadzie tylko w razie konieczności. Dość jednak wstępu, przejdźmy do konkretów.

FabFilter

Podobnie jak we wspomnianym wyżej zestawieniu instrumentów zrobiłem zbiorczy wpis dla firmy u-he, tutaj będzie zbiorczy wpis dla firmy FabFilter. A to dlatego, że jeśli używam kompresora, jest to zwykle kompresor Pro-C 2, jeśli używam korektora - Pro-Q3. Limiter? Pro-L 2 - praktycznie zawsze. Deesser? Pro-DS. Pogłos? Od roku Pro-R. A, no i bramka szumów - tylko Pro-G. Czy coś jeszcze? Timeless 2 jako delay. Czy mam coś jeszcze pisać?

I to nie jest efekt braku konkurencji, bo kompresorów czy korektorów naprawdę mam sporo i to całkiem niezłych (np. od IK Multimedia czy Waves). Także deeserów się nazbierało przez lata, a i na pogłosy nie mogę narzekać (Valhalla Room do tej pory istnieje w większości moich projektów). Po prostu podoba mi się jakość tych wtyczek, ich przemyślany interfejs użytkownika, możliwości konfiguracyjne - no, wszystko w zasadzie.

OEK Sound

Mam tylko dwa produkty tej firmy: Soothe oraz Spiff. Obu używam namiętnie, bo po prostu świetnie działają. Soothe to coś, co sprawia, że miks brzmi lepiej, tak po prostu. Taka magiczna skrzynka. Dzięki Spiffowi zaś udało mi się ujarzmić transjenty w nagraniach wokalnych, dzięki czemu pozbyłem się "kłujących" początków wyrazów oraz drobniutkich "mlaśnięć", pochodzących od sklejonych ust. W zasadzie o ile dla Soothe jakąś tam konkurencją jest Soundtheory Gullfoss, to dla Spiffa żadnej sensownej konkurencji nie znam.

iZotope Ozone 9

Produktów z firmy iZotope mam sporo, ale w praktyce używam w zasadzie tylko Ozone'a. Wersja 9 działa bardzo dobrze i nie obciąża komputera tak bardzo jak wersja 8 (ale być może to tylko wrażenie). W każdym razie często zdarza mi się stosować tę wtyczkę, choć chyba nie w sposób, który planowali twórcy. Otóż jest w niej umieszczony "wirtualny asystent", który potrafi na podstawie wbudowanych wzorców lub dostarczonego wzorca dobrać odpowiednią obróbkę, aby przetwarzany materiał brzmiał "dobrze". No i korzystam z tego dość często, ale nie po to, by nie musieć niczego ustawiać samodzielnie - wręcz przeciwnie. Po prostu wykorzystuję te algorytmy do sprawdzenia, jak mógłby brzmieć mój utwór, gdybym zrobił coś tak czy inaczej. Czyli, mówiąc krótko, podglądam, co robi "asystent", żeby utwór brzmiał "lepiej". To zwykle bardzo pouczające.

Swoją drogą, nie ukrywam, że w wersji 9 Ozone jest bardzo sprawny w "naprawianiu" drobnych niedogodności miksu i w trakcie pracy nad jakimś utworem często używam go na sumie, jeśli chcę posłuchać roboczej wersji na jakimś konsumenckim odsłuchu.

Klevgrand Brusfri

Odszumiacz, jakiego szukałem od dawien dawna, a używam już ponad rok. Jest ekstremalnie prosty w użyciu i przy umiejętnym użyciu niemal przezroczysty brzmieniowo. Bardzo go cenię i jest na stałe wpięty w łańcuch przetwarzania w WaveLabie, gdzie obrabiam nagrania głosowe.

Youlean Loudness Meter 2 Pro

Coś, co z pozoru wydaje się zbędne - miernik głośności. W postaci wtyczki? I jeszcze odpłatny? Po co? Ano między innymi po to, by bez gryzienia palców robić np. mastering na określoną platformę. Mnie się ogromnie przydał w końcówce ubiegłego roku, kiedy przygotowywałem do tłoczenia płytę CD "Synergy", jednocześnie robiąc też wersje dla SoundClouda oraz na potrzeby odsłuchu formacie mp3. Każde z tych mediów wymaga innego potraktowania i inaczej toleruje głośne sygnały. Dodatkowo wtyczka Youlean ma możliwość analizy off-line od razu całego pliku dźwiękowego (nie trzeba go przesłuchiwać) oraz wygenerowania raportu z takiej analizy (co - jak wiem - przydaje się, żeby pokazać klientowi, że zrobiony przez nas miks czy master ma odpowiednie parametry związane z głośnością).

Cableguys PanCake 2

Jeden z trzech darmowych pluginów w tym zestawieniu, a jednak daje sobie radę. Zastąpił mi wysłużonego PanMana, którym przez lata całe sterowałem cyklicznymi efektami panoramującymi. Teraz robi to PanCake, nie tak zgrzebny i łatwiejszy w obsłudze.

Infected Mushroom Wider

Banalnie prosta, darmowa wtyczka do... poszerzania obrazu stereo. Tu nie ma co więcej pisać - po prostu działa tak, jak trzeba.

Cockos ReaStream

Niektórych zdziwi może obecność tej wtyczki w zestawieniu najczęściej używanych narzędzi tego typu. Jednak jest to niemal idealne rozwiązanie dla osób, które chcą nagrywać filmy z pracy w programie DAW, a ich interfejsy dźwiękowe nie oferują osobnego kanału umożliwiającego jednoczesne nagrywanie dźwięku z mikrofonu i z aplikacji. Wtedy sprawa jest prosta: wrzucamy na sumę DAWa wtyczkę ReaStream, którą konfigurujemy do transmisji dźwięku. Jednocześnie w programie przechwytującym filmik (np. OBS) wpinamy drugą wtyczkę, tym razem skonfigurowaną do odbioru. I gotowe, dźwięk ląduje tam, gdzie powinien - opisałem to zresztą swego czasu bardziej szczegółowo, jeśli ktoś jest ciekaw.

Słowo na koniec

I to tyle wtyczek najpopularniejszych w moim środowisku "produkcyjnym". Nie ma tego dużo, bo raczej nie lubię zmian (chyba że jest to zmiana na dużo lepsze). Sam pakiet Gold firmy Waves ma ponad pięć razy tyle wtyczek. Z mojego doświadczenia wynika, że jednak mniej zwykle znaczy lepiej i staram się maksymalnie upraszczać łańcuchy przetwarzania dźwięku. Czasem - wiadomo - nie da się, o czym świadczą choćby nagrania lektorskie, gdzie bez korektora, kompresora, deesera i procesora transjentów się "nie da". Ale opracowując pierwszą wersję głównego wokalu w utworze Seventh Encounter w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że kanał zawiera dziesięć różnych wtyczek, po czym wędruje jeszcze na szynę z trzema kolejnymi i... brzmi fatalnie. Wywaliłem praktycznie wszystko, zostawiając korektor, kompresor i pogłos. I wyszło zdecydowanie lepiej. Tyle mojej nauki.

Prywatny ranking popularności instrumentów VST

Publikowałem już kilka razy listę Najnajnaj, jednak chciałbym zamieścić nieco bogatszą listę moich ulubionych instrumentów VST z krótkimi notatkami, co sprawia, że wybieram właśnie ten konkretny instrument. Być może komuś się te uwagi przydadzą przy decydowaniu o zakupie konkretnego instrumentu?

Spectrasonics Omnisphere

Omnispere to bez wątpienia prawdziwy gigant i bezapelacyjnie najczęściej używany przeze mnie instrument. Dozbroiłem bo o kilkanaście dodatkowych bibliotek dźwiękowych i w obecnej postaci mogę tu znaleźć praktycznie każdy rodzaj brzmienia (poza może bardzo realistycznymi brzmieniami orkiestrowymi, ale i tu parę fajnych chórków czy "smyczków" się znajdzie). Są fajne basy, są fajne leady, są pady (dla których tak naprawdę kupowałem niegdyś ten instrument), są tekstury... Zwykle zresztą podczas tworzenia nowego utworu na większości ścieżek wpinam właśnie Omnisphere, dopiero na późniejszym etapie ewentualnie ustawiając jakiś konkretny, inny instrument.

W zasadzie jedyny minus (ale i tak pozorny) to rozmiary - standardowa wersja zajmuje ponad 60GB. Do tego dochodzi Trilian (instrument z brzmieniami basowymi) oraz dodatkowe biblioteki - i setka "pęka". Niemniej, jeśli na szybko nie jestem pewien, jakiego konkretnie brzmienia użyć, na pewno coś w przepastnym zbiorze Omnisphere się znajdzie.

u-he

Pozwoliłem sobie wpisać nazwę firmy, bo tak naprawdę korzystam z kilku jej instrumentów i trudno mi jednoznacznie określić, z którego najbardziej (minimalnie pewnie wygrywa Diva). Bo i Repro-1, i Repro-5, i Diva, i Zebra2, i Dark Zebra są świetne. To mój pierwszy wybór, jeśli decyduję się zastąpić czymś Omnisphere w aranżacji. Każdy z tych instrumentów mam rozszerzony o parę bibliotek brzmień, więc baza inspiracji jest naprawdę szeroka, chociaż jakoś tak się utarło, że zwykle Repro są źródłem fajnych brzmień basowych czy arpeggio, zaś Diva i Zebra dostarczają brzmień melodycznych i padów.

To, co mi się podoba w instrumentach firmy u-he (poza brzmieniem), to prostota (no, może poza Zebrą). Interfejsy użytkownika są dopracowane i wręcz zachęcają do tego, żeby sobie czymś pokręcić i posłuchać efektów. To, co mi się nie podoba, to "procesorożerność", zwłaszcza w przypadku Divy, która jednym brzmieniem typu pad w trybie divine jest chyba w stanie zatkać każdy dostępny obecnie procesor... Jeśli wydaje Ci się, że masz tak wydajny komputer, że żadna aranżacja nie jest mu straszna, stwórz kilkunastościeżkowy utwór z brzmieniami z Divy w trybie divine.

Arturia V Collection

Kolejny "grupowy" przedstawiciel, ale w moim przypadku nie potrafię wskazać ulubionego syntezatora z tego pakietu. Jeśli miałbym wybierać, to chyba zdecydowałbym się na... AnalogLaba, bo ma on w sobie wszystkie składowe (ale bez możliwości zaawansowanej edycji).

Nie da się ukryć, że choć nie jest to mój pierwszy wybór, to często przy poszukiwaniu konkretnego charakteru brzmienia kończę poszukiwania w V Collection. Może "staro brzmiący" pad? Przyjemne brzmienie organowe? Syntetyczne smyczki z Jupitera 8? Pokręcone sekwencje albo vocoder? W dziedzinie muzycznej elektryki i elektroniki jest tu chyba wszystko, czego może oczekiwać domorosły twórca. Profesjonaliści też z pewnością odnajdą tu sporo dla siebie.

Od dłuższego czasu przyglądam się produktom firmy Cherry Audio, która - jak się wydaje - nieco pozazdrościła Arturii pomysłu na wirtualizację klasycznych syntezatorów i wypuściła już trzy podobne produkty, a na dniach ma się pokazać czwarty. Troszkę im jeszcze do jakości Arturii brakuje, ale za to są dużo tańsze, mniejsze i mniej obciążają procesor. Kto wie jednak, czy za jakiś czas Arturia nie doczeka się pełnoprawnego konkurenta?

Modartt Pianoteq

Pianoteq używam od lat jako wirtualnego fortepianu i jest to jeden z tych instrumentów, który ma pewne miejsce w moim arsenale. Nie dość, że jest malutki, szybko się ładuje, to jeszcze brzmi bardzo dobrze, zwłaszcza teraz, w wersji 7. Nie bardzo jest tu co więcej pisać - po prostu świetny instrument, który (jak dla mnie) brzmi rewelacyjnie i świetnie robi to, do czego jest przeznaczony.

Dmitry Sches Thorn

Mam ciągle wrażenie, że jest to bardzo niedoceniony instrument. Sam bym pewnie o nim nie wiedział, gdyby w którymś numerze "Estrady i Studia" nie pojawił się jego test. Pobrałem demo, sprawdziłem i... jeszcze tego dnia kupiłem licencję. Siła i czystość dźwięku jest tutaj rewelacyjna, a wrażenie po pierwszym posłuchaniu Thorna w akcji było podobne do tego, jakie miałem przy pierwszym zetknięciu z Serum czy Divą. Być może powodem mniejszej niż u konkurencji popularności jest troszkę bardziej skomplikowana edycja brzmień, bo przyznam, że i w Serum, i w Divie brzmienia konstruuje mi się przyjemniej. Niemniej, na pewno warto się z tym instrumentem zapoznać, bo jest wart tego.

AIR Hybrid3

Przy opisywanych wyżej zaawansowanych syntezatorach Hybrid3 wygląda trochę jak brzydkie kaczątko. Jest mały, bury i niepozorny, i chociaż pewnie dałoby się za jego pomocą zrobić kompletną aranżację, to jednak ja wykorzystuję go głównie jako źródło ruchu. A konkretnie, jako źródło fascynujących, "ruchomych" padów, wędrujących sekwencji i intrygujących pulsacji. Jeśli chodzi o dodawanie "życia" do aranżacji w szeroko rozumianej muzyce elektronicznej, Hybrid3 jest prawdziwą perełką. Jest wręcz idealny do dodawania delikatnych warstw tła, które wprawdzie nie rzucają się mocno w uszy, ale ich wyłączenie zauważalnie zubaża utwór.

Dużą zaletą tego instrumentu jest cena, bo bardzo często można go znaleźć w wyprzedażach, w śmiesznych wręcz cenach. Biorąc pod uwagę przydatność, wydatek w rodzaju 5-10 dolarów to naprawdę tyle, co nic.

Native Instruments Battery 4

Ten instrument zwyczajnie nie chce odejść do lamusa. Tyle razy już ogłaszałem jego zmierzch i zastąpienie go inną maszyną perkusyjną! Miał to zrobić ImageLine Drumaxxx, miał to zrobić Arturia Spark2, UVI Drum Designer, Steinberg Groove Agent, a w końcu i Melda MDrummer. A on się trzyma i nadal ląduje w projektach, chociaż przyznam, że coraz częściej po prostu jako prosty zasobnik na próbki dźwiękowe. Zamiast robić mnóstwo ścieżek na pojedyncze próbki (typu "przeszkadzajki"), wolę często wrzucić te próbki do Battery i po prostu wyzwalać je komunikatami MIDI. W prostszych przypadkach można dla każdej próbki aplikować proste efekty wbudowane, ale Battery oferuje także 16 wyjść stereo, które można przekierować do kanałów w mikserze DAW i tam dodać zewnętrzne efekty VST.

Nie jest to najlepsza z maszyn perkusyjnych, jest za to chyba najprostsza pod słońcem, jeśli chodzi o obsługę. Używam jej już piąty rok i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek odmówiła posłuszeństwa. Nic chyba dziwnego, że trudno jest mi się z nią rozstać i podejrzewam, że zostanie już na zawsze. No, chyba że Native Instruments zrobi jakąś bardzo rozsądną wersję Battery 5, która nie będzie przekombinowana.

Spitfire BBC Symphonic Orchestra

Były syntezatory, pora jeszcze wspomnieć o bibliotece orkiestrowej. Bez wątpienia BBC SO jest najlepsza spośród wszystkich posiadanych przeze mnie bibliotek (Berlin Inspire 1, Nucleus, Hollywood Orchestra). Wprawdzie rywalizuje ostro z Nucleusem (który jest naprawdę świetny), jednak gdy chodzi mi po głowie orkiestrowa aranżacja, BBC SO jest pierwsza w kolejce. Brzmieniowo bardziej podoba mi się wprawdzie wydana w końcówce ubiegłego roku Abbey Road ONE, jednak z uwagi na brak artykulacji legato nie skusiłem się na nią - aczkolwiek mam dodatek Legendary Low Strings, w którym zawarto ŚWIETNE legato dla połączonych sekcji kontrabasów i wiolonczel. Gdyby tylko Spitfire uzupełniło jakimś patchem Abbey Road ONE o legato, byłbym pierwszy w kolejce do zakupu.

Tak czy inaczej, BBC Symphonic Orchestra jest numerem jeden i nie zanosi się, żeby prędko miało się to zmienić.

Słowo na koniec

Tak prezentuje się lista moich ulubionych i najczęściej używanych instrumentów. Oczywiście, dla postronnego obserwatora nie wynika z tego kompletnie nic zgoła, to bardziej zapis dla mnie samego - ale jak wspomniałem we wstępie, a nuż kogoś wahającego się nad wyborem przekona, że ten czy inny instrument po prostu świetnie sprawdza się w pracy? Mnie żadna z opisanych wyżej wtyczek nigdy nie zawiodła (może z wyjątkiem drobnych perturbacji Omnisphere we współpracy ze Studio One, co zostało już naprawione). Polecam i dodam dla porządku, że żaden z tych instrumentów nie został mi zasponsorowany przez producenta, wszystkie zakupiłem samodzielnie, więc nie jest to artykuł reklamowy.

niedziela, 21 marca 2021

Żeby nie wyjść z wprawy

Dni i tygodnie mijają, a na muzycznym blogu tylko testy oprogramowania, za to prawie żadnej muzyki - niedobrze. Postanowiłem zatem wrzucić nieco materiału do słuchania, ale nieoficjalnie. Oba utwory to jeszcze "wersje próbne", jednak na tyle zaawansowane, że można zaryzykować blogowe upublicznienie.

Whistle

Od dłuższego czasu mam w arsenale różne dziwne instrumenty w rodzaju gwizdków, flecików, metalowych "potrząsadeł" i tym podobne. Postanowiłem zrobić wreszcie użytek z jednego z tychy "wynalazków", czego efektem jest poniższy utwór. Niczego nie urywa, ale przynajmniej pozwala trochę poeksperymentować z orkiestracją i mieszaniem różnych bibliotek orkiestrowych:

Seventh Encounter

Ten utwór jest już blogowym weteranem. Przy okazji premiery teledysku odgrażałem się, że utwór się pojawi jeszcze w wersji śpiewanej i faktycznie, prace postępują. Oto wersja, która już się prawie nadaje - a w każdym razie jest dużo lepsza niż ta, gdzie wokal był nagrywany telefonem:

Tymczasem tyle - widać zatem, że coś się dzieje, mimo iż od dawna na SoundCloudzie nie przybyło publikacji, to nie jest też tak, że zupełnie niczego nie nagrywam. Zresztą, jeśli wszystko dobrze pójdzie, za półtora tygodnia być może zadebiutuje na SoundCloudzie jedna z moich najlepszych orkiestracji, czyli muzyka z Klonów. Oby!

czwartek, 18 marca 2021

[T] Wtyczki Waves

Wtyczki firmy Waves są popularne wśród wszelkiej maści muzyków i producentów. Jedni je kochają, inni uważają za przerost formy nad treścią. Jako posiadacz pakietu Gold oraz paru pojedynczych wtyczek jestem gdzieś pośrodku, choć raczej bardziej ciążę w kierunku sceptycyzmu. Faktem jest, że wśród kilkudziesięciu wtyczek, które posiadam, mogę wytypować kilka, których działanie mi się czasem przydaje, reszta jednak leży odłogiem - może nie dlatego, że są kiepskie, co po prostu... Nie widzę dla nich zastosowania. Poza tym Waves ma parę rzeczy "za uszami" i o tym będzie dzisiaj.

Pakiety, pakiety

Firma oferuje swój bogaty zestaw wtyczek w pakietach (tematycznych lub po prostu "ilościowych"). Najbogatszy (choć nie najdroższy!) pakiet, jaki znalazłem, to Merkury, zawierający 180 wtyczek (!) i kosztujący - niby normalnie, do czego jeszcze wrócę - ponad 7000 dolarów, co daje średnią cenę ok. 40 dolarów za wtyczkę. Pakiety są jednak różne i można sobie wyszukać taki, który najbardziej będzie pasował do charakteru naszej pracy - np. do obróbki wokalu czy dźwięku dookólnego. Zwykle cena za wtyczkę w pakiecie wynosi dużo mniej, że detaliczna cena tej samej wtyczki, zakupionej poza pakietem, przed zakupieniem czegokolwiek warto zatem dokładnie przejrzeć ofertę producenta.

Ceny i promocje

Oferta Waves jest praktycznie cały czas objęta jakąś promocją i to nie jakąś tam mizerną obniżką o 5%. Tutaj upusty jak rok długi sięgają 40-50%. Nie mam pojęcia, czy w ogóle coś można kupić w regularnej cenie, bo od lat ciągle widzę tylko ceny promocyjne - jest to więc prawdopodobnie tylko chwyt marketingowy, mający przekonać klienta, że robi interes życia, kupując np. wspomniany pakiet Merkury za zaledwie 3300 dolarów, zamiast ponad 7000...

Częste są także transakcje wiązane, czyli kupisz dwie wtyczki albo wydasz więcej niż X dolarów, to dodatkowa wtyczka gratis. Najciekawszy jednak jest w tym wszystkim model sprzedaży, który jest czymś pośrednim między normalną sprzedażą licencji, a subskrypcją. Wtyczki kupuje się "na własność", z możliwością darmowych aktualizacji przez rok. Jeśli nadal chcemy mieć możliwość aktualizacji lub korzystania z supportu, trzeba opłacić plan aktualizacji. Plany są osobne dla osobnych wtyczek oraz pakietów i można je przedłużać "razem", otrzymując oczywiście z tego tytułu dodatkowy rabat, jednak z mojego doświadczenia wynika, że aktualizacje wtyczek są na tyle rzadkie, że w zasadzie nie bardzo się opłaca przedłużać plan co roku na wszystko.

Problemy

Mam z wtyczkami Waves kilka zagwozdek. Po pierwsze, w większośći są okropnie brzydkie, a interfejsy użytkownika tkwią jeszcze w latach 2006-2010, kiedy ekrany miały rozdzielczości 1024x768 pikseli. Okienka i elementy sterujące obecnie, na ekranach FullHD lub 4K, są malutkie - ale przynajmniej te właśnie "stare" wtyczki są spójne wizualnie. Nowości w rodzaju Sibilance czy VocalRidera są już każda "z innej parafii", choć przestały straszyć wyglądem. Generalnie - chaos. Ma się to zmienić w linii v12, którą Waves reklamuje jako tą, która wreszcie wprowadzi skalowalne, ładne interfejsy użytkownika.

Druga rzecz to... rozdrobnienie. Jest mnóstwo wtyczek, które robią praktycznie identyczne rzeczy, ale mają różne interfejsy użytkownika (np. jedna wtyczka jest "profesjonalna" i ma cztery suwaki, druga robi to samo, ale ma tylko jedno pokrętło regulacyjne. Samych kompresorów nie zliczę, do tego drugie tyle korektorów, deessery, limitery, symulacje wzmacniaczy, odszumiacze i tak dalej. W większości w osobnych wersjach mono i stereo. Kupując pakiet Gold dostajemy 14 korektorów i tyle samo kompresorów, 3 pogłosy, trzy symulacje wzmacniaczy gitarowych, pięć procesorów do przetwarzania obrazu stereo i tak dalej. A przecież ten pakiet zawiera "zaledwie" 42 wtyczki!

"Od nadmiaru głowa nie boli" powie ktoś. Ano właśnie boli. Bo czymże różni się korektor Q4 od korektora Q6? Otóż w pierwszym regulujemy 4 pasma, a w drugim 6. I tyle. Po co dwa osobne pluginy? A w sumie cztery, przecież każdy z nich występuje w wersji mono i stereo (i znów - po co robić z tego osobne wtyczki?) Ja rozumiem, że można niby szybciej użyć dokładnie tego, co się chce - ale jeśli później zmienimy zdanie i zechcemy jednak mieć więcej pasm albo przetwarzać w stereo? Trzeba wymienić wtyczkę, więc też stracić jej ustawienia...

Trzecia rzecz, która mnie osobiście irytuje, to sposób działania, czyli to, jak się wtyczki instalują. Jest jakiś tajemniczy WaveShell, który jest swoistym "zasobnikiem" na wtyczki Waves, co z jednej strony jest fajne, bo w katalogach wtyczek nie przybywa nam nagle kilkudziesięciu plików, ale z drugiej strony natrafiam czasem na problem, gdy DAW próbuje skanować tę "metawtyczkę". Trafiają się jakieś opóźnienia czy się coś "wysypuje" - w każdym razie zdarza się, że DAW się po prostu nie uruchomi, bo nie może skończyć skanowania wtyczek VST. Być może to jakiś problem u mnie, ale z innymi wtyczkami nie mam takich problemów. I oczywiście, za każdym razem jeśli dokonamy jakiejś aktualizacji, to DAW wykrywa zmianę nie w jednej wtyczce, tylko skanuje wszystkie dostępne wtyczki Waves (co przy bogatszych pakietach swoje trwa).

Ostatecznie

Ostatecznie korzystam z wtyczek Waves bardzo mało, bez żalu, bo i pakiet Gold kupiłem dawno temu w śmiesznej cenie. Jedynie dwie wtyczki "się wyłamują" z tego standardu, a jest to VocalRider oraz NS-1. Jedna automatycznie reguluje głośność (czyli jeśli "leci" cichy sygnał, to go pogłaśnia, jeśli sygnał jest głośny, zostaje ściszony - taka kompresja bez kompresji), druga odszumia sygnał. I to w zasadzie wszystko - trochę kiepsko, jak na liczbę 50 posiadanych wtyczek, prawda?

wtorek, 16 marca 2021

[T] TritonAudio FetHead

Ponad rok temu pod choinką znalazłem mikrofon AKG D5. Podłączyłem go na stałe do interfejsu Focusrite Clarett, bo w odróżnieniu od WA-87, można nagrywać z niego głos także przy włączonym komputerze (nie rejestruje szumu). I faktycznie, po rozwiązaniu problemów z nagrywaniem dźwięku w OBS, mikrofon okazał się bardzo przydatny przy rejestrowaniu szybkich poradników dla Siostry Be chociażby. Po prostu włączam rejestrację w OBS, pokazuję w jakimś programie to, co mam pokazać, komentując na bieżąco. Taki materiał nie bardzo nadaje się do szerszej publikacji, ale do takich prywatnych tutoriali jak najbardziej.

Cicho!

Niestety, podobnie jak w przypadku mikrofonu WA-87, także dla D5 przedwzmacniacze z Focusrite okazały się zbyt słabe (tzn. bardziej dla mojego mruczącego głosu). Mówiąc bardziej obrazowo - nawet przy maksymalnie odkręconym pokrętle poziomu wejściowego głos sięgał poziomu maksymalnie -15dB. Fajnie, bo nie było szans na przesterowanie, słabo - bo nie było szans na jakąkolwiek regulację poziomu. Albo wszystko, albo nic.

Oczywiście, nie ma co od razu rozdzierać szat - przy rejestracji 24-bitowego sygnału da się jako-tako wzmocnić ten sygnał, jednak moja krnąbrna dusza "optymalizatora" cierpiała strasznie, nie mogąc po prostu przekręcić gałki w urządzeniu, w zamian machając suwakiem w edytorze audio. Ale jakie są alternatywy?

Wzmacniamy

Naturalne wydaje się, oczywiście, podłączenie D5 do przedwzmacniacza Golden Age Pre-73. Tyle tylko, że on ma tylko jedno wejście, gdzie na stałe podłączyłem sobie WA-87 i odpowiednio do tego wysterowałem całe urządzenie (żeby uzyskać powtarzalność przy nagrywaniu audiobooków). Zwyczajnie z lenistwa nie chciało mi się ciągle wyciągać przedwzmacniacza i zmieniać podłączenia albo kombinować z przepinaniem mikrofonów. Zacząłem zatem czytać, czy dla mikrofonów dynamicznych nie ma jakiegoś prostszego rozwiązania. No i okazało się, że jest. A nawet dwa.

Cloudlifter CL-1 kontra FetHead

Otóż mądrzy ludzie skonstruowali takie sprytne wzmacniacze, które - pobierając zasilanie phantom, normalnie niepotrzebne mikrofonom dynamicznym - wzmacniają sygnał. Obejrzałem sporo filmików i poczytałem testy, po czym zdecydowałem się na rozwiązanie firmy TritonAudio. Po pierwsze dlatego, że wzmocnienie oferowane przez FetHead teoretycznie sięga nawet 26dB (przy 23dB w Cloudlifterze), po drugie zaś, że cenowo jest to urządzenie trzykrotnie tańsze (!). Co więcej, z testów wynikało, że przy tym wszystkim FetHead jest bardziej "przezroczysty brzmieniowo" i mniej szumi.

Wzmacniacz dociera do klienta w małej tubie, dość szczelnie zamkniętej z obu stron. Po wyjęciu zatyczki wyciągamy woreczek z logo producenta, opakowujący FetHeada.

Samo urządzenie wygląda jak nieco przerośnięty wtyk XLR. FetHeada z jednej strony łączy się kablem z interfejsem (czy innym odbiornikiem sygnału), z drugie zaś wpina do mikrofonu, który tym samym staje się nieco długi (długość mikrofonu, FetHeada i wtyku XLR). I to tyle, wystarczy tylko pamiętać o załączeniu zasilania phantom (bez tego połączenie nie działa!) i można przystąpić do nagrań.

Testy praktyczne

Oczywiście, to było pierwsze, co zrobiłem wyjąwszy FetHeada z pudełka. Podłączyłem, włączyłem zasilanie i... Nooo, to się nazywa "kop"! Jest zdecydowanie głośniej i nagle zamiast rozkręcać pokrętło do maksimum ("godzina siedemnasta"), mogę zatrzymać się dużo wcześniej (gdzieś "na godzinie trzynastej"). Wbrew pozorom, to naprawdę dużo!

Co ciekawe, niespecjalnie przy tym rosną szumy - rzecz jasna, są nieco głośniejsze, ale sygnał użyteczny jest wzmacniany dużo bardziej, więc - jak dla mnie - zysk jest oczywisty. Zamiast pogłaśniać nagrany wokal w edytorze audio i go później odszumiać, mogę od razu nagrać niemal docelową głośność i albo odszumić dużo mniej, albo wręcz wcale.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej przykłady. W pierwszym pliku jest sygnał z "czystego" mikrofonu - najpierw nagrany na maksymalnym poziomie, który oferuje Clarett, a potem zredukowany do "godziny trzynastej" (jest przez to bardzo cichy, ale jest tam na pewno):

Następnie włączyłem za mikrofonem FetHead i po przyłączeniu go do kabla, włączyłem zasilanie phantom i dokonałem tego nagrania (wzmocnienie nadal ustawione było "na godzinę 13", tak jak przy supercichym, drugim nagraniu powyżej):

Aby do końca zaspokoić swoją ciekawość, zrobiłem jeszcze jeden eksperyment. Ustawiłem maksymalne wzmocnienie, jednak tym razem musiałem znacząco zwiększyć odległość od mikrofonu, bo otrzymywałem przesterowania. O ile poprzednie fragmenty wszystkie czytane były z odległości mniej więcej 5cm od osłony przeciwpodmuchowej, to ten ostatni już był z dobrych 20-30 centymetrów - a i tak jest najsilniejszy z zarejestrowanych - ściszcie głośniki lub słuchawki przed jego włączeniem, jeśli rozkręcaliście je przy poprzednich przykładach:

Wyraźnie zmienia się tutaj charakter brzmienia, jest mniej niskich tonów, a więcej "przestrzeni" - to efekt większej odległości od mikrofonu i zarejestrowania niewielkiej odpowiedzi pomieszczenia.

Na koniec jeszcze tylko porównanie sygnałów znormalizowanych, odpowiednio: czysty sygnał ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum), potem FetHead ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum z odsuniętym mikrofonem):

Nagrań nie przetwarzałem w żaden sposób, są to "surówki" prosto z mikrofonu, nie odszumiane i nie kompresowane, co najwyżej są nieco skrócone, żeby nie było słychać stuków i trzasków.

Mała-duża zmiana

FetHead ma dużą szansę stać się dla D5 tym, czym stał się Golden Age dla WA-87 - nieodzownym elementem łańcucha. Elementem, o którym można zapomnieć - bo ma po prostu działać i nie trzeba się nim specjalnie przejmować. Odkąd optymalnie dla moich warunków wysterowałem Golden Age, nie muszę się już tym urządzeniem przejmować (poza odkurzaniem go). Tak samo będzie zapewne z FetHeadem, choć tu jest prościej - niczego nie trzeba ustawiać w samym urządzeniu. Polecam gorąco wszystkim, którym nie wystarcza mocy w przedwzmacniaczu do "napędzenia" mikrofonu dynamicznego.

poniedziałek, 15 marca 2021

[T] Cherry Audio - Eight Voice

Była już emulacja Juno-6, były emulacje ARP-2600 i PolyMooga, a teraz firma Cherry Audio proponuje prawdziwy rarytas, czyli pochodzący z roku 1977, kultowy dla niektórych, syntezator Oberheim Eight Voices, czyli model EVS-1. Na profilu firmy wrzało już od jakiegoś czasu, bo wcześniej został umieszczony tam tajemniczy klip wideo z zapisanymi znakami Morse'a datą premiery i kodowym oznaczeniem syntezatora - ósemką. Osobiście typowałem Jupitera-8, jednak jak pokazało życie, chodzi o EVS-1.

Podróż w czasie

Przyznam, że w kwestii syntezatorów firmy Oberheim jestem kompletnym ignorantem. Wiem tylko, że mieli syntezatory SEM (bardzo stary), a potem "kultowe" OB-X i jego następcę, OB-Xa. W czasie szukania odpowiedzi do zagadki Cherry Audio znalazłem jeszcze ich następcę, czyli OB-8 - początkowo nawet w dniu premiery myślałem, że to właśnie z emulacją tego modelu mam do czynienia. Szybki rzut oka jednak na zdjęcia tego modelu wykluczyły go - z pewnością Eight Voice NIE wygląda jak OB-8. Internetowe śledztwo wykazało, że protoplastą jest EVS-1 "Eight Voices", syntezator minimalnie starszy ode mnie.

Nie pozostało nic innego, jak pobrać wersję demonstracyjną i przyjrzeć się temu "kultowemu" analogowi.

Koszmar ARP-2600

Przy okazji opisu ARP-2600 wyznałem, że przerażają mnie te stare syntezatory. Widok panelu Eight Voice tylko to przerażenie pogłębił:

Do wyboru jest jeszcze wersja klasyczna, ale wolę powyższą, ciemną "skórkę"

Jak to się w ogóle rozeznać? Okazało się jednak, że jest to dużo łatwiejsze, niż w przypadku wspomnianego ARP-2600, a to dlatego, że większość panelu zajmują parametry ośmiu głosów, które są do siebie bliźniaczo podobne. Każdy z nich zawiera dwa oscylatory VCO (z przebiegami regulowanymi od piłokształtnego po zmiennoimpulsowy), dwie obwiednie (VCA i VCE), filtr, możliwość skorzystania z LFO ("miejscowego" LFO1 czy też globalnego LFO2), jest też możliwość skorzystania z suboscylatora albo (zamiennie) generatora szumu.

Przewagą nad oryginałem z pewnością jest obecna tutaj sekcja efektowa z pogłosem i linią opóźniającą. Mamy też dostęp do prostego sekwencera - tutaj się nie wypowiem, czy oryginał także coś podobnego posiadał. Zdjęcia w sieci są mało szczegółowe, a oryginału nigdy nawet na oczy nie widziałem (ba, nie wiedziałem nawet o jego istnieniu aż do dnia premiery Eight Voice).

Słuchamy

Początkowo myślałem, że będzie podobnie jak w przypadku Polymode - czyli przydatność dla mojego ucha praktycznie żadna. Ale kiedy zacząłem się wsłuchiwać w dostarczone przez producenta presety, a potem sam zacząłem kręcić to tym, to innym pokrętłem, to "chwyciło mnie". Naprawdę da się w tej emulacji wykręcić przyzwoite brzmienia! Zwłaszcza sekwencje rytmiczno-basowe brzmią tak, że aż się chce od razu dokładać do nich perkusję i robić przeboje w stylu "Policjantów z Miami". Wrzucenie takiego brzmienia na zewnętrzny pogłos lub delay tylko polepsza wrażenia.

Co ciekawe, nawet skorzystanie z wszystkich ośmiu głosów nie powoduje jakiegoś szalonego żyłowania procesora - mnie udało się przy najbogatszych wersjach brzmień typu pad, grając kilkudźwiękowy akord, zająć maksymalnie 9% mocy (niemłodego już) procesora. To wyśmienity wynik - w ogóle instrumenty Cherry Audio nie są specjalnie zasobożerne. Może to być wynik albo bardzo sprawnej pracy programistów, albo uproszczeń emulacji. Na moje ucho jednak instrument brzmi całkiem nieźle (choć wiadomo, puryści zjedliby mnie teraz żywcem, bo przecież syntezator VST za 29$ NIE MOŻE nawet zbliżyć się do brzmienia takiego rarytasu, jak EVS-1). Dylematy związane z wiernością (lub jej brakiem) zostawiam jednak wspomnianym purystom, ja patrzę na tę emulację tylko pod kątem ewentualnego wykorzystania we własnych utworach i tutaj widzę pewne możliwości, na pewno dużo większe niż w przypadku Polymode.

Na razie demo

Póki co jednak, badam sobie wersję demonstracyjną - na ewentualne zakupy poczekam do świąt, nie od dziś wiadomo, że różne sklepy dają wówczas różne promocje, więc może da się jeszcze uszczknąć z ceny, już i tak niewielkiej. Przyznam szczerze, że bardziej mnie intryguje i od Polymode, i od CA-2600, a chociaż życzyłem sobie po cichu tego Jupitera-8, to... nie jest źle!

piątek, 12 marca 2021

AudioModeling SWAM Solo Strings v3

Pisałem wiele razy o swojej fascynacji modelowaniem fizykalnym instrumentów muzycznych. Moim podstawowym fortepianem jest zrealizowany właśnie w ten sposób Pianoteq 7, zaś do kompletu mam także SWAM Violin i SWAM Cello od AudioModeling (a także testową wersję DoubleReeds). Wszystkie te instrumenty brzmią imponująco, zwłaszcza gdy pomyśleć, że to nie są wielogigabajtowe biblioteki próbek. Pianoteq już osiągnął w mojej ocenie doskonałość, zaś produkty AudioModeling mają ogromny potencjał. I właśnie z końcem marca pojawi się trzecia wersja pakietu Solo Strings, czyli zestawu skrzypce-altówka-wiolonczela-kontrabas. I ja właśnie o tej aktualizacji.

Żebyśmy się zrozumieli

Oczywiście, chętnie skorzystałbym z możliwości przejścia na trzecią wersję, która (jak zakładam) będzie dużo lepsza niż obecna. Na razie na stronie producenta widnieje tylko taki baner:

Czyli, jeśli ktoś teraz, przed premierą, kupi pakiet Strings, aktualizację dostanie za darmo. Tyle mówi baner. Ale co, jeśli ktoś nie ma pełnego pakietu Solo Strings? Czy jeśli się ten pakiet teraz uzupełni, to przynajmniej na te nowe instrumenty otrzyma się darmową aktualizację? Oto jest pytanie - na stronie producenta nigdzie nie mogłem znaleźć odpowiedzi, więc napisałem do supportu i się zaczęło.

Najpierw otrzymałem informację, że owszem, mogę dokupić dwa brakujące instrumenty (altówkę i kontrabas) ze zniżką i stać się posiadaczem pełnego pakietu SoloStrings i że proszę bardzo, oto bezpośredni link do sklepu. To mi jednak nie wystarczyło, bo nie dostałem informacji, czy dzięki temu stanę się też posiadaczem wersji trzeciej. Napisałem więc znowu.

Miły pan objaśnił mi, że wprawdzie będę miał pełny pakiet SoloStrings, ale wersja trzecia jest zupełnie osobnym produktem, którego nie dostanę ot, tak sobie. Zapytałem zatem, skąd ten napis na głównej stronie i dowiedziałem się, że to oferta wyłącznie dla nowych użytkowników. Starzy będą musieli kupić aktualizację, a jeśli się z tym nie wyrobią do września, to będą musieli kupić pełny pakiet v3. Na moją delikatną sugestię, że jest to trochę "dziwne", bo po co w takim razie miałbym teraz kupować dwa instrumenty w wersji v2, skoro za trzy tygodnie będę mógł kupić sobie od razu v3, bez dopłacania za upgrade, pan odpisał mi tylko, zamieszczając obfity tekst z opisem "scenariuszy aktualizacji".

No i okazało się z niego, że firma wyciąga rękę do obecnych użytkowników, proponując im aktualizację za 1/4 ceny (czyli trzeba będzie zapłacić 30 dolarów za każdy instrument - jeśli ktoś ma wszystkie, to będzie mógł zaktualizować całość za 90 dolarów). W kilku kolejnych wiadomościach starałem się ustalić, jaki jest najlepszy scenariusz dla mnie, bo jednocześnie wyszło na jaw, że jednak na instrumenty zakupione teraz aktualizacja do v3 będzie darmowa (ale tylko na te). I gdy już się miałem decydować, coś mnie tknęło i dokładnie opisałem, co planuję zrobić i jakiego spodziewam się efektu. No i dobrze, że napisałem, bo pani z supportu poinformowała mnie, że się mylę i jeśli kupię instrumenty teraz, korzystając z ich obniżonej ceny (kompletując pakiet SoloStrings każdy kolejny instrument kosztuje 25% mniej niż normalnie), to figa z makiem, darmowa aktualizacja do v3 mnie nie obejmie. Jeśli chcę z niej skorzystać, to muszę kupić instrumenty normalnie, za pełną cenę. Na pytanie, gdzie tu te wspominane na początku korespondencji korzyści dla dotychczasowych użytkowników otrzymałem odpowiedź, że przecież aktualizacja do v3 to będzie tylko 75% wartości pełnego pakietu...

Uf

I pomyśleć, że wszystkie te dywagacje można by rozwiązać na poziomie konta użytkownika, oferując czytelne opcje aktualizacji czy uzupełnienia kolekcji. Niestety, AudioModeling preferuje opcję "skontaktuj się z supportem, oni przygotują link do konkretnej oferty". Stąd długie na dwa ekrany opisy dostępnych opcji i scenariuszy, na które powołują się później pracownicy supportu, zamiast udzielić prostej informacji... Może po tej akcji coś się zmieni, bo już w korespondencji ze mną pani pod koniec stwierdziła, że może faktycznie procedura jest zbyt skomplikowana...

Tak czy owak, na pewno wypróbuję choćby demo skrzypiec czy wiolonczeli w wersji trzeciej, bo strasznie jestem ciekawy, jak obecnie będą się prezentowały "sztuczne instrumenty". Apetyt mam ogromny, bo jeśli skok będzie znaczący, to... No, byle do wiosny!

Dopisek z 15 marca 2021: chyba przyłożyłem rękę do uświadomienia firmie AudioModeling, że zasady aktualizowania pakietu Solo Strings do wersji trzeciej nie są dostatecznie jasne, bo dzisiaj firma rozesłała e-maile z dokładną rozpiską poszczególnych scenariuszy, która żywcem przypomina moją e-mailową konwersację z supportem. Podejrzewam, że niewiele to zmieni, bo naprawdę trzeba się solidnie wczytać w poszczególne podpunkty, żeby w pełni zrozumieć, jak to zadziała, więc po premierze pewnie support zostanie tak czy siak zalany pytaniami i pretensjami, ale lepsze to niż nic. No, to pozostaje czekać na v3!

środa, 10 marca 2021

Studio One 5.2 - aktualizacja

Właśnie pokazała się nowa wersja PreSonus Studio One, o numerze 5.2. Tradycyjnie już jest sporo usprawnień i nowych funkcji, jednak z mojej prywatnej listy oczekiwań nie pojawiło się - niestety - nic. Cóż robić, trzeba będzie poczekać kolejnych parę miesięcy na nową wersję i może ona coś zmieni?

Gra na żywo

PreSonus w swoich materiałach podkreśla usprawnienia w grze na żywo - tryb aranżacji na żywo na ścieżce Arrangement oraz nowe rozwiązania na Show Page. Nie występuję na żywo ani nie używam Show Page, jednak sądząc z opisów i pokazów, osoby korzystające z tego będą bardziej niż zadowolone. Możliwość łatwego przeskakiwania między częściami aranżacji, automatyczna zmiana barwy instrumentu w zależności od odtwarzanego fragmentu, możliwość łatwego zapętlania, a to wszystko połączone z aplikacjami do zdalnego sterowania na iOSie i Androidzie - brzmi to całkiem ciekawie, więc jest to krok w odpowiednią stronę.

Nuty

Wprowadzony w wersji 5.0 zapis nutowy znów został rozszerzony. Tym razem (poza drobnymi poprawkami błędów) pojawiła się możliwość zapisu ścieżek perkusyjnych oraz gitarowych (z uwzględnieniem np. ukulele), a także zapis wielogłosowy. I znów ja sam tego nie docenię, bo zapisu nutowego nie potrzebuję (póki co), jednak osoby kochające ten sposób notacji będą bardzo zadowolone, jak sądzę. W kwestii eksportu arkuszy z nutami, nadal dostępne jest wyłącznie drukowanie, więc jeśli zależy nam na dokumentach PDF, musimy zainstalować wirtualną drukarkę, która będzie tego typu dokumenty tworzyła.

Gdzie są KeySwitches?

W pierwszej chwili nieco zdębiałem, bo zniknęły moje ulubione Key Switches, dzięki którym Studio One w moich oczach miało przewagę nad Cubase'm. Jak to?! Na szczęście szybko okazało się, że nie funkcjonalność nie zniknęła, tylko została dość znacznie rozbudowana i zmieniła nazwę na Sound Variations. O co chodzi w zmianie? Przede wszystkim wcześniej zmiana artykulacji polegała na prostym wysłaniu nutki o odpowiedniej wysokości - całkiem, jakbyśmy sami tę nutkę "narysowali" w piano-roll. Teraz można wysłać całą sekwencję MIDI do instrumentu - czego wymagają niektóre biblioteki (albo po prostu umożliwiają, zamiast wysyłania zwykłych komunikatów note-on). Edytor mapy artykulacji troszkę się przez to skomplikował:

Jak widać, teraz pojedyncza artykulacja zawiera nazwę, definiowany przez użytkownika kolor (też nowość!), oznaczenie w piano-roll oraz wysyłaną sekwencję. Wszystkie dotychczas zdefiniowane i działające mapy będą działać nadal - po prostu zawierają prostą jednoelementową sekwencję note-on. Tu uwaga - natknąłem się na forum PreSonusa na sygnały, że po zmianach niektórzy użytkownicy zauważyli problemy przy przełączaniu, jakby sekwencje nie wysyłały się do instrumentów. Osobiście przetestowałem to na kilku swoich aranżacjach i wszystko zdaje się być w porządku - może zależy to od sterowanych instrumentów?

Muszę natomiast wspomnieć o pewnym, genialnym wręcz w swojej prostocie, ułatwieniu dla osób posługujących się Sound Variations. Otóż często bardzo mozolne było przełączanie artykulacji dla kilku nut, po czym wracanie do poprzedniej artykulacji na pół taktu, znowu zmiana na inną i tak w kółko. Teraz wymyślono coś innego - po prostu zaznaczamy nuty, które mają mieć inną artykulację i... wybieramy ją z menu kontekstowego! Program sam zadba, żeby na "linii artykulacji" wstawić tę odpowiednią, trwającą tyle, ile zaznaczone nuty. Naprawdę świetne rozwiązanie!

Całkiem fajne jest także dodanie folderów - można w ten sposób grupować artykulacje o podobnym charakterze, np. długie i krótkie, co usprawni później ich wybór, bo zamiast jednej dłuuugiej listy, będziemy mieć do dyspozycji listy krótsze.

Jedno, co mnie zastanawia, to działanie przełącznika Momentary - niestety, w instrukcji do programu ani nigdzie w internecie nie znalazłem na razie opisu, co ten przełącznik faktycznie robi.

Splitter

Możliwość przetwarzania równoległego ścieżek była już obecna w Studio One od jakiegoś czasu. Tym razem jednak producent zdecydował się na przygotowanie natywnej wtyczki, do której można wstawiać nie tylko wtyczki natywne, ale też zwykłe efekty VST:

Co w ten sposób zyskujemy? Otóż możemy sygnał ścieżki rozbić na maksymalnie 5 torów i na każdym z nich zapiąć inny efekt, po czym tory te są miksowane ze sobą i dają sygnał wyjściowy ze ścieżki. To jednak duże uproszenie, bo każdy z torów może zawierać wiele efektów (wtyczek), w tym także... Splittera. Sygnał można dzielić nie tylko "po równo" (czyli każdy tor dostaje to samo), ale także per kanał (jedna odnoga to kanał prawy, druga - lewy) albo według częstotliwości (np. dół leci na efekt monofonizujący, a góra na poszerzający z dodatkowym pogłosem). Możliwości są naprawdę porażające dla kogoś, kto lub się czymś podobnym bawić.

Różne dodatkowe rzeczy

Producent pisze o paru dodatkowych rzeczach, między innymi usprawnieniach w działaniu narzędzia strzałki w piano-rollu (faktycznie, przy powiększonych "paskach" nut można, klikając w odpowiednich miejscach, np. dzielić nuty, zmieniać ich velocity, wyciszać itp.), ułatwieniach we współpracy z zewnętrznymi urządzeniami (tego kompletnie nie mam jak sprawdzić) czy możliwościach kooperacji z wykorzystaniem Sphere (czego też nie sprawdzę, bo do Sphere nie należę). Zwiększono też bufor nagrywania retrospektywnego. Ciekawie wygląda za to możliwość niezależnej edycji klipów audio - od teraz można wskazać, że edycja (np. obwiedni głośności czy przez Melodyne) ma dotyczyć nie wszystkich wystąpień danego klipu audio, ale jakiejś jego konkretnej instancji.

5.2 zostaje!

Jak widać, zmian jest całkiem sporo i chociaż ciągle nie ma tam np. asystenta skali, wysyłania sygnału audio do ścieżki instrumentalnej (vocoder!) czy definiowania własnej palety kolorów, to bardzo się cieszę z Sound Variations oraz Splittera - są to rzeczy, z których będę korzystał. W sumie z podwójnego klikania na paskach aranżacji też się przyjemnie korzysta. Jako że aktualizacja jest bezpłatna, to polecam ją wszystkim użytkownikom Studio One - chyba że korzystacie dużo z przełączania artykulacji i jest to dla Was kluczowe - warto wtedy poczekać na wyjaśnienie zaobserwowanych przez niektórych problemów i ewentualną poprawkę. Pełniejsza lista zmian dostępna jest na stronie forum producenta.

piątek, 5 marca 2021

czwartek, 4 marca 2021

[Cubase] Koniec dongle'a?

Dziś firma Steinberg ogłosiła na Twitterze, że w związku z licznymi głosami użytkowników zaprzestanie używać klucza sprzętowego, czyli tytułowego dongle'a i wprowadzi inny, mniej inwazyjny sposób zabezpieczenia swojego oprogramowania. Trzeba przyznać, że po trzydziestu latach to jednak spora zmiana zapatrywań. Pytanie, co dalej?

Osobiście sam klucz niewiele mi przeszkadza w codziennej pracy, poza może sytuacjami, gdy długo nie uruchamiam Cubase'a i sterowniki do eLicensera zdążą się zestarzeć - wtedy przy starcie programu wita mnie niezbyt przyjemny komunikat informujący o konieczności zainstalowania aktualizacji, a czasem także - restartu komputera. Średnio przyjemne. Jeszcze mniej przyjemny jest wyjazd do rodziny i nagła konieczność pracy w DAW - Cubase wówczas odpada, bo nie zabieram w każdą podróż klucza USB (jego zgubienie jest mocno kłopotliwe).

Pomijając jednak te dwie sytuacje, klucz tkwi sobie w gniazdku USB i tyle. Inaczej miałaby się sytuacja, gdybym musiał go ciągle przepinać między komputerami lub nosić ze sobą - może to się komuś wydaje wygodne, mnie na pewno nie. Stąd też jestem zwolennikiem pozbycia się tego reliktu przeszłości, ale...

No właśnie - co w zamian wymyśli Steinberg? Widzę tu dwie opcje: albo przeniesie licencje do chmury i po prostu Cubase będzie się musiał łączyć z firmowymi serwerami, aby się uwierzytelnić, albo... zostanie wprowadzona subskrypcja (co technicznie sprowadzi się do tego samego). W obu przypadkach koniecznie będzie połączenie Cubase'a z internetem, co dla wielu użytkowników może stanowić dość poważny problem, bo często studyjne komputery, na których jest uruchamiany ten program, celowo nie są podłączone do sieci, żeby np. nie paść ofiarą włamania, ataku wirusa itp.

Dodatkowo martwi mnie pomysł z subskrypcją, o której mówi większość użytkowników (i zdecydowana większość z nich odnosi się do pomysłu bardzo negatywnie). Już pal licho płatność za czasowe udostępnienie aplikacji - chodzi bardziej o jakość samego oprogramowania. Użytkownicy Adobe na forach jęczą i marudzą, że od kiedy została wprowadzona subskrypcja, producent przestał dbać o swoje oprogramowanie, bo i tak wie, że mało kto się zdecyduje odejść (w końcu Photoshop to standard). Zaś YouTube co miesiąc wzbogaca się o filmy osób, które dały sobie spokój z Adobe i przeszły do konkurencji (Affinity, BlackMagic). Aby Steinberg nie chciał wypróbowywać tej drogi!...

No cóż, na razie nic więcej nie wiadomo - pożyjemy i zobaczymy, co też Steinberg wyduma. Może zostawią dongle'a jako opcję?

wtorek, 2 marca 2021

[G] Gades - Eighties

Poprzedni rok był niespodziewanie niezwykle obfity w muzyczne produkcje (dość wspomnieć i cały album Atari Covers, i Synergy), nic więc dziwnego, że obecnie zbieram siły i pomysły do powolutku powstającej płyty Encounters. Na razie z tego cyklu pokazały się dwa utwory, przy czym jeden chwilowo jeszcze bez wokalu, ale ciągle istnieje na niego jakaś tam szansa.

Tymczasem na fali zachwytów CherryAudio DCO-106 powstał szkic utworu, nieco nawiązującego do lat osiemdziesiątych. Co Wy na to? Nie wiem jeszcze, czy będę go przerabiał i dopasowywał do stylistyki Encounters - na razie jest sobie, jaki jest: