[FS] PreSonus Studio One zamienia się w Fender Studio Pro

Przyznam, że od paru dni jestem skonsternowany. Najpierw dostałem e-maila od firmy PreSonus, że z ekscytacją informują mnie o fakcie migracji konta My PreSonus do konta My Fender. Owszem, wiedziałem, że bodajże w 2021 roku Fender rzeczywiście wykupił PreSonusa, ale przez te lata nic się nie działo i sądziłem, że w transakcji raczej chodziło o rozszerzenie portfolio o sprzęt, głównie monitory, miksery itp. Tymczasem - o tym akurat nie wiedziałem - programiści PreSonusa rozpoczęli pracę nad prostym DAWem Fender Studio, darmowym i przeznaczonym dla gitarzystów. Miał on premierę w maju 2025.

I nagle wczoraj dostaję informację, że nie ma już PreSonus Studio One 7 - teraz nastaje era Fender Studio Pro 8. Szok i niedowierzanie - od razu jednak zaznaczam, że dzisiejszy wpis jest bardziej informacyjny, a nie testowy, bo siłą rzeczy jeszcze zbyt długo w Fender Studio Pro nie pracowałem.

Nazwa

Zanim o samym programie, parę słów na temat nazewnictwa. Już za czasów PreSonusa był tu bałagan. Kiedyś tam mieliśmy Studio One 5 Prime, Studio One 5 Artist i Studio One 5 Professional - ładnie, czytelnie i klarownie, wszyscy wiedzieli, jakiej wersji używają. Ale nadszedł pomysł, by scalić wersję Artist i Professional, więc dostaliśmy Studio One 7 Pro, zwaną czasem po prostu Studio One 7. Nie mogło być prosto, więc osoby, które wykupiły subskrypcję, używały... Studio One 7 Pro+. Na to wszystko wchodzi Fender i zmienia nazwę na... właśnie, na jaką? W jednych materiałach jest to Fender Studio Pro 8, w innych Fender Studio Pro (pewnie by się odróżnić od Fender Studio bez Pro), w części opisów czy recenzji jest to po prostu Fender Studio, bo pewnie autorzy tak jak ja nie są świadomi, że darmowe Fender Studio ciągle istnieje i jest zupełnie innym programem.

W samym programie (winieta, belka) i na stronie producenta program jest opisywany jako Fender Studio Pro, dla subskrybentów - Fender Studio Pro+. Numer wersji też jest podawany, ale nie jako część oficjalnej nazwy i w modelu przyjętym przez PreSonusa, a kontynuowanym przez Fendera, numer nie ma już takiego znaczenia, bo o dostępie do nowych funkcji nie decyduje "aktualizacja do wersji", tylko opłacenie kolejnego roku korzystania z programu. Czy to będzie wersja 8, 9 czy 10 - w ramach rocznej opłaty i tak dostajemy wszystkie aktualizacje.

Cóż to za stwór?

Od razu uspokajam. Fender Studio Pro to JEST Studio One. To dokładnie ta sama aplikacja, robiona przez tych samych ludzi, tylko z innym logo i paroma nowościami. Mogłaby to być normalna aktualizacja 7.7 i nawet byśmy nie pisnęli. Wszystko działa po staremu, chociaż sam program instaluje się osobno (można go mieć równolegle ze Studio One, choć raczej nie należy ich uruchamiać jednocześnie). Mimo to Fender Studio Pro sprawnie sklonował sobie konfigurację ze Studio One, tak że praktycznie nic nie musiałem robić - wtyczki, presety ścieżek, wybrany interfejs audio - wszystko to było od razu na miejscu i tak, jak tego dotychczas używałem. Otwierałem też przynajmniej kilkanaście projektów orkiestrowych, wszystkie otworzyły się bez najmniejszych problemów, chociaż tu zrobię dopisek. O ile projekty otwierają się bez problemów, to jeśli zapiszemy taki projekt w Fender Studio Pro, nie otworzymy go później w Studio One, więc czujcie się ostrzeżeni!

Stare projekty lepiej na razie zapisywać pod nowymi nazwami, bo już ich nie otworzymy w Studio One...

Z ciekawostek, nie mamy już piosenek (Song), tylko sesje (Session).

Nowości

Interfejs użytkownika został delikatnie "zoptymalizowany" - niektóre ikony zmieniły położenie, pojawiły się też drobne elementy 3D, które - choć dyskretne - od razu rzuciły mi się w oczy, bo bardzo lubiłem poprzedni, ekstremalnie płaski wygląd. No cóż, wahadło idzie chyba znów w stronę trójwymiaru...

W interfejsie niewiele zmian, w zasadzie można je przeoczyć

Bardzo podoba mi się nawigator projektu - można go sobie włączyć nad polem aranżacyjnym i nie dość, że da się szybko przesuwać projekt w konkretne miejsce, to jeszcze skalując ramkę "podglądu", zmieniamy powiększenie w polu aranżacji. Bardzo przydatne przy dużych projektach orkiestrowych.

Nawigacja po dużym projekcie nie jest już problemem - u góry okna nawigator, prezentujący całość i "rameczkę", która reprezentuje aktualny widok

Prócz podglądu na całość projektu doczekaliśmy się też podglądu pojedynczego kanału, dzięki czemu wielbiciele Bitwiga czy Abletona poczują się jak w domu:

Panel ścieżki - widoczne efekty oraz (powyżej) okno konfiguracji widocznych kontrolek dla efektów firm trzecich

Jest to panel, widoczny na dole okna programu (zamiennie z mikserem), w którym widzimy wszystkie wtyczki zaaplikowane do danej ścieżki, w postaci uproszczonych segmentów. Natywne wtyczki Fender Studio Pro mają tu przewagę, bo po prostu wyglądają ładniej i dają większe możliwości kontroli, ale i wtyczki firm trzecich nie są bezużyteczne, bo możemy sobie zdefiniować, które parametry będą dla nich widoczne i w jakiej postaci (pokrętło czy przełącznik). Osobiście w muzyce orkiestrowej z tego nie korzystam, ale dla utworów z innych gatunków - i owszem

Bardzo mi się podoba zmiana dla Chord Track. Nie dość, że nareszcie możemy używać presetów progresji akordowych (w tym tworzyć własne), to jeśli mamy wybraną tonację, program może nam proponować "pasujące" akordy.

Podpowiedzi kontekstowe dla kolejnych akordów w oparciu o wybraną tonację

Okno akordów znacząco się uprościło i również ma opcję sugerowania akordów

Nie wiem, jaki algorytm wbudowano w ten mechanizm, bo czasem proponuje jakieś absurdalne skoki z toniki do dominanty na przykład, być może jest to robione losowo, ale mam nadzieję, że skoro już coś takiego zaproponowano, to kolejne wersje wprowadzą stosowne poprawki.

W Studio One mieliśmy już wykrywanie akordów - można było przenieść klip audio na Chord Track albo ścieżkę instrumentalną i program potrafił zanalizować akordy. Teraz programiści poszli krok dalej i możemy rozdzielać ścieżkę audio na poszczególne nuty i to na dwa sposoby: jako nuty "melodyczne" i zdarzenia perkusyjne.

Wskazujemy, jakiego typu dane mamy na źródłowej ścieżce audio

Innymi słowy, nagranie audio fortepianu możemy zamienić na pojedyncze nutki i skierować do wirtualnego fortepianu, a pętlę perkusyjną "rozmontować" na pojedyncze dźwięki zestawu i przepuścić ponownie przez jakąś wirtualną perkusję. Działa to już całkiem sprawnie, przynajmniej jeśli chodzi o proste i "czyste" partie, tzn. ślady audio wyłącznie z perkusją lub wyłącznie pojedynczym instrumentem "melodycznym".

Oryginalna ścieżka audio i wydobyte z niej nutki, odgrywane przez wirtualny instrument

Wyciąganie perkusji np. z gotowej piosenki skończy się raczej fatalnie, w przypadku melodii nawet przy w miarę czystym śladzie może przeszkadzać długi pogłos. Funkcja ekstrakcji nie ma, niestety, praktycznie żadnych parametrów do ustawienia, którymi można by ewentualnie ratować algorytm. Klikamy i albo zadziała, albo nie zadziała.

Będąc przy perkusji - dodano możliwość zmiany standardowego kliku metronomu na perkusyjne pętle. Aż dziwne, że nikt na to nie wpadł wcześniej (a może wpadł, tylko o tym nie wiem). Zamiast smutnego "pik, pik, pik" możemy zapodać sobie w zasadzie dowolną perkusyjną pętlę, możemy ją wręcz przygotować samodzielnie, bo wystarczy wyklikać sobie pattern i zapisać go jako "klik" metronomu. Naprawdę genialne, bo nieraz tylko po to, by komfortowo nagrywać utwory elektroniczne, dorabiałem specjalnie ścieżkę perkusji (której te utwory miały w ogóle nie mieć). Teraz wystarczy wybrać taką pętlę jako dźwięk metronomu i tyle.

Dodano także garść fenderowych efektów, z których będą się cieszyć głównie gitarzyści i basiści (Fender Mustang Native Guitar i Fender Rumble Native Bass), chociaż w sumie jest też całkiem przyjemny pogłos Studio Verb.

Całkiem solidny pogłos Studio Verb

Zarówno inspektor, jak i panel ścieżki są teraz w dużej mierze konfigurowalne i możemy sobie wyświetlać lub chować poszczególne kontrolki:

Widocznością kontrolek w inspektorze oraz na panelu ścieżki można sterować

I to chyba tyle z nowych rzeczy, jeśli czegoś nie przeoczyłem. Tradycyjnie poprawiono garść błędów ze Studio One, zwiększono wydajność i stabilność, bla, bla - znacie te zapewnienia.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Czy Fender Studio Pro jest przełomem? W mojej opinii nie bardzo - sam DAW niewiele się zmienił, za to zmiana marki z pewnością narobi zamieszania, zwłaszcza w kontekście bałaganu panującego już teraz w samym nazywaniu tego programu. Podejrzewam, że ostatecznie stanie na tym, że się będzie ogólnie mówiło i pisało po prostu Fender Studio.

Nowości oceniam w większości pozytywnie, choć zmiana położenia niektórych ikon (np. inspektora) wprowadza na początku trochę chaosu. Rozpoznawanie nut, nawigator projektu czy zmiany w ścieżce akordów idą w dobrą stronę, ułatwiając i przyspieszając pracę. Bardzo jestem wdzięczny Fenderowi, że nie próbował robić jakiejś rewolucji, przepisywać programu od podstaw czy tego typu akcji. Bardzo nie chciałbym porzucać dotychczasowych nawyków, konfiguracji i skrótów - a tutaj nawet konfiguracja Stream Decka mogła zostać ta sama.

Zatem - póki co Fender Studio Pro to nic strasznego, ot, kolejna inkarnacja Studio One, tyle że pod inną nazwą. I tak trzymać.

DOPISEK z 2026-01-15: już po publikacji mojego materiału zaczęło pojawiać się sporo filmików na temat Fender Studio Pro. Niektórzy narzekali i pokazywali przykłady, że nowa wersja wprowadziła też nowe usterki, np. problemy z odtwarzaniem, niektórym osobom funkcja zmiany audio na nuty powodowała awarie i zamknięcie programu; inni narzekali na zmiany nazw w niektórych miejscach czy firmowych wtyczkach, których używali (a których ja chyba nawet nigdy nie uruchomiłem). Najwyraźniej nie jest tak całkiem bezproblemowo, warto więc przejrzeć filmiki, zwłaszcza zwykłych youtube'rów, a nie "ambasadorów marki", być może znajdziecie coś bliższego swojej działalności, bo nie ukrywam, że ja stosuję tego DAWa specyficznie do nagrań orkiestrowych. Tu nie wykryłem dotąd żadnych problemów, wszystkie wtyczki mi działają, wszystkie projekty otwierają i renderują... Natomiast ze zdziwieniem zanotowałem parę filmików, gdzie ludzie marudzili na nową ikonę, na obecność logo Fendera, na brzydkie kolory czy - uwaga - niepotrzebne zaśmiecanie listy firmowych wtyczek nowymi efektami. Tego typu uwagi trudno konstruktywnie komentować, chcę tylko zwrócić uwagę, że nie każdy filmik z tytułem zawierającym słowa "RIP" albo "Disaster!" faktycznie prezentują jakieś istotne wady nowego DAW. Według mojej oceny, to jest ten sam kod co w Studio One 7, tylko inaczej obrandowany i z normalnymi, niezbyt znaczącymi aktualizacjami, a nie jakiś dramat pisany na kolanie. Niemniej - warto być może poczekać na pierwszą dużą aktualizację Fender Studio Pro i dopiero wtedy się przesiadać.

Komentarze