[T] Testy mikrofonów - WarmAudio WA-87

Tydzień temu na podkaście Gadanie Gadesa pojawił się test mikrofonu WarmAudio WA-87. Mam ten mikrofon od lat, ale jakoś się nie zdarzyło, żebym zrobił mu test, co niniejszym postaram się nadrobić.

Naj?

Bez wątpienia to najlepszy (a na pewno najdroższy) z posiadanych przeze mnie mikrofonów. Jego nazwa jasno sugeruje, że mamy do czynienia z klonem bardzo znanego i cenionego mikrofonu wokalnego Neumann U87. Nie potrafię ocenić zgodności brzmieniowej z oryginałem, bo po prostu nie mam możliwości porównania obu modeli. Posiłkując się jednak wrażeniami osób, których opinie cenię (Mike DelGaudio, Bandrew Scott, Curtis Judd), a które takich porównań dokonały mogę napisać, że jest całkiem dobrze, tzn. WA-87 ma całkiem dobre brzmienie, które wprawdzie nie jest identyczne z neumannowskim, ale "daje radę". Jednak zanim przejdę do omawiania walorów brzmieniowych, spójrzmy na...

Pudełko

Mikrofon trafia do nas w sporym pudle, które waży całkiem sporo. Jak się okazuje po rozpakowaniu, pudło zawiera sam mikrofon, zapakowany w bardzo elegancką drewnianą skrzyneczkę oraz dwa mocowania statywowe - sztywne i elastyczne. Znajdziemy także dokumentację, redukcję gwintową oraz zapasowe gumki do mocowania statywowego. Pierwsze wrażenie z pewnością jest bardzo korzystne, a wszystkie elementy kompletu są solidne.

Mikrofon wkręca się w uchwyt statywowy za pomocą gwintu, co sprawia, że nie ma obaw przed powieszeniem mikrofonu "głową w dół", jeśli mamy taką potrzebę. Jako że z kolei uchwyt przykręca się do statywu, warto najpierw przymocować uchwyt, a dopiero potem wkręcać do niego mikrofon. A w ogóle najlepiej zastosować szybkozłączki, przez co mocowanie mikrofonu stanie się banalnie proste.

Mikrofon zewnętrzne jest bardzo podobny do Neumanna U87, zwłaszcza jeśli kupiliśmy wersję srebrną (szampańską?). WarmAudio postanowiło zastosować także zmienną charakterystykę kierunkową - mamy do dyspozycji kardioidę, ósemkę i charakterystykę dookólną. Podobnie jak w U87, możemy zastosować tłumik (-10dB) oraz filtr górnoprzepustowy.

Jeśli chodzi o budowę mikrofonu oraz wszystkich elementów zestawu, nie mam żadnych zastrzeżeń. Mikrofon użytkuję od lat i nic złego się z nim nie dzieje, choć nie da się ukryć, że dbam o niego dość mocno.

Punkt widzenia

Choć obecnie brzmienie WA-87 oceniam najlepiej spośród brzmień mikrofonów z mojej skromnej kolekcji, to nie od początku tak było. Kupiłem go jako następcę MXL770 i jako mikrofon, który miał mi zapewnić świetne brzmienie przy nagrywaniu audiobooków. I naiwnie spodziewałem się, że podłączenie tego mikrofonu do (porządnego skądinąd) Claretta 2Pre sprawi, by moje nagrania nareszcie osiągnęły jakość rodem z profesjonalnych studiów nagraniowych. W związku z tym naprawdę solidnie się rozczarowałem, gdy nagrania dokonane za pomocą WA-87 zabrzmiały GORZEJ niż te, zrealizowane za pomocą Shure'a 14A (sic!). Nagle okazało się, że w nagraniach jest więcej szumu, pogłosu, zakłóceń. Jak to?!

Oczywiście wszystko z powodu warunków, w jakich nagrywałem. Szumiący komputer, hałasy zza okna, córka bawiąca się w pokoju obok - to wszystko było bardzo sprawnie wyłapywane przez czułą kapsułę WA-87. Jeśli do tego dołożymy moją ówczesną manierę "mruczenia" do mikrofonu z bliska i konieczność podnoszenia poziomu wejściowego, zwiększającego jeszcze głośność szumu, to dostaniemy obraz nędzy i rozpaczy. Rozpaczliwie szukałem wówczas rozwiązania problemu i zamiast w adaptację, zainwestowałem w GoldeAge Pre73. Poziom sygnału wzrósł, problemy pozostały.

Dopiero jakiś czas później zrozumiałem, że trzeba po prostu wyłączać szumiący komputer, zamykać okno i... zlikwidować odbicia. Polepszyło to jakość nagrań, chociaż ciągle nie było różowo, bo do rejestracji używałem Tascama DR-05 z przejściówką - a to połączenie generowało kolejne szumy i brumy.

Tegoroczne zmiany sprzętu nagrywającego przyniosły drugi przełom - odtąd już nie muszę się martwić przejściówkami, prowizorkami czy innymi "kombinacjami alpejskimi". Podłączam mikrofon bezpośrednio do RødeCastera czy Tascama DR-100 i nagrywam. Poziom szumów nie jest może aż tak niski jak w Lewitcie LCT-440, ale wystarczająco niski, by się nim zbytnio nie przejmować, za to brzmienie jest bardziej neutralne, miękkie, z mniej podkreślonymi sybilantami. Faktycznie lubię to brzmienie.

Wady

Czy mikrofon ten ma wady? Dla mnie - jedynie praktyczne. To znaczy, jest mało poręczny - duży (sam w sobie, ale także zamocowany w uchwycie) oraz wymaga stosowania pop-filtra. Bez pop-filtra nie ma nawet co podchodzić do nagrywania moim zdaniem. Pod tym względem LCT-440, ze swoją gąbeczką i zintegrowanym pop-filtrem oraz brakiem szumów, staje się realną konkurencją, która póki co daje radę utrzymywać WA-87 w szufladzie.

Dość szybko też zatarł mi się gwint w uchwycie elastycznym, powodując problemy przy wkręcaniu czy wykręcaniu mikrofonu - na szczęście delikatne przesmarowanie pozwoliło przywrócić połączeniu gładkość.

Polecam? Tak!

Czy polecam ten mikrofon? Oczywiście! Jeśli macie odpowiedni budżet, to bardzo dobrze narzędzie, zwłaszcza że obecnie dostępna jest troszkę ulepszona wersja druga. Brzmienie tego mikrofonu jest bardzo przyjemne w moim odczuciu, żadnych poważnych zastrzeżeń nie mam (trudno traktować tak spore gabaryty). Sprawdzi się zarówno przy rejestracji wokali (testowałem nie tylko na swoim głosie), ale także przy narracji, audiobookach i podkastach. Jedyną realną "wadą", zwłaszcza dla podkasterów, może być sięgająca trzech tysięcy złotych cena tego mikrofonu. To już naprawdę sporo.

A nieprzekonanych zapraszam do odcinka testowego - nagranie nie jest w żaden sposób przetwarzane poza ustawieniem poziomu głośności zgodnego z innymi odcinkami. Jeśli kogoś jakoś "empetrójki" nie zadowala, w opisie odcinka jest także link do surowego nagrania wav w pełnej jakości:

Komentarze