piątek, 1 stycznia 2021

Cubase 11 Pro vs Studio One 5.1 Pro

Starcie zawodników wagi ciężkiej

Dzisiaj trochę nietypowo i może prowokacyjnie - bo takie właśnie zwykle są "pojedynki". Jestem wieloletnim użytkownikiem obu programów, a choć teoretycznie więcej doświadczenia mam z Cubase, to tak naprawdę świadomie zacząłem go używać dopiero podczas prac nad albumem Flashback w 2018 roku. I to głównie dlatego, że równolegle uczyłem się obsługi Studio One - w obu programach widać bowiem bardzo duże podobieństwa.

Jaki jest w ogóle sens tego porównania? Ano tylko i wyłącznie taki, żeby się przekonać, co w mojej praktyce muzycznej się sprawdza lepiej tu czy tam. Nie będzie to więc super-obiektywny przegląd, uwzględniający nawet te najbardziej zaawansowane funkcje (jak np. potrójna konsola w Cubase), ale mimo to myślę, że lektura może dostarczyć ciekawych wrażeń.

Instalacja i uruchamianie

Nie od dziś wiadomo, że nie jestem zwolennikiem zaawansowanych zabezpieczeń, z których zwykle jest więcej szkody niż pożytku. Steinberg od dziesięcioleci (!) stosuje klucz sprzętowy, niegdyś wpinany w złącze drukarki, od wersji 2 lub 3 działający z USB (tzn. na pewno już wersja 3SE miała klucz USB, bo to pierwsza, jaką kupiłem). Trzeba zatem zainstalować specjalny sterownik (eLicenser), a dopiero z nim i zarejestrowaną na kluczu licencją można uruchomić Cubase'a Pro. Nie masz klucza USB albo sterowników do niego? No to nie popracujesz.

eLicenser - bez niego nie popracujesz w Cubase


PreSonus
wybrał prostsze rozwiązanie - po prostu logujesz się do Studio One na swoje presonusowe konto, wpisujesz numer seryjny i już. Jeśli komputer nie ma połączenia z internetem, to na innym komputerze logujesz się do presonusowego konta, generujesz tam pliczek licencyjny, po czym wgrywasz do komputera bez internetu. Co ważne, przy pracy nie musisz być podłączony do internetu, a Studio One (raz aktywowane) będzie się uruchamiać i bez tego.

Samo uruchamianie wygląda podobnie: splash screen (Cubase) albo coś w rodzaju konsoli (Studio One), a potem ekran wyboru/tworzenia projektu (połączony z wyświetlaniem jakichś marketingowych nowości. Osobiście wygodniej korzysta mi się z kreatora Studio One, bo po pierwsze ma filtrowanie już używanych projektów (łatwiej je znaleźć), a po drugie automatycznie tworzy plik projektu (w Cubase plik projektu tworzy się dopiero przy zapisie, kreator za to tworzy katalog dla projektu).

Panel tworzenia lub otwierania projektu w Cubase
Panel tworzenia lub otwierania projektu w Studio One

W obu przypadkach można skorzystać z przygotowanych wcześniej (albo firmowych) szablonów, dzięki czemu unikniemy nudnych, powtarzalnych czynności, jak np. utworzenie wszystkich sekcji orkiestry.

Dam tutaj dwa punkty Studio One, Cubase bez punktu. 0:2.

Interfejs użytkownika

O, to już wyższa szkoła abstrakcji. Szczerze mówiąc, to chyba wyłącznie kwestia gustu, bo niewiele jest tutaj faktycznie użytkowych różnic. Cubase ma wprawdzie swoje trzy konsole miksujące, ale Studio One ma "sceny" (obie rzeczy służą do trochę czegoś innego, chodzi bardziej o zaznaczenie różnicy). Studio One ma jeden mikser, który może być "przyczepiony" do głównego okna lub "pływający" i przeniesiony na dodatkowy ekran. Cubase ma dodatkowy mały mikserek wbudowany w główne okno oraz trzy "duże" miksery w osobnych oknach (i te różnią się funkcjonalnie od tego małego "mikserka", choćby ilością miejsca prezentowanie wszystkich danych).

I w Cubase, i w Studio One jest kolorowanie ścieżek oraz kanałów miksera, można dodawać notatki czy nazywać dowolnie poszczególne elementy. W obu przypadkach są pewne problemy z doborem kolorów, bo w Cubase paleta jest połączona z aktualnym projektem (i trzeba ją sobie zdefiniować), w Studio One za to jest ona stała i nierozszerzalna (póki co).

Edytor MIDI w Studio One miał do niedawna przewagę w postaci edycji parametrów CC krzywymi, jednak Cubase 11 wprowadził ten wygodny mechanizm i zniwelował różnicę, dając dodatkowo kontrolę skali, czego z kolei nie ma Studio One. Za to Key Switches, służące do zmian artykulacji w Studio One, są dużo wygodniejsze, czytelniejsze i bardziej niezawodne niż Expression Maps w Cubase. Oba programy mają dodatkowo specjalne edytory dla patternów perkusyjnych.

Asystent skali w Cubase
KeySwitches w Studio One

Co ciekawe, bardzo dużo funkcji posiada zbliżone lub identyczne skróty klawiaturowe (np. 1 - narzędzie zaznaczania, 3 - cięcie, G - klejenie, D lub Ctrl+D - duplikowanie) i wiele rzeczy robi się bardzo podobnie (np. usuwanie nutek w piano-roll podwójnym kliknięciem, powielanie za pomocą przeciągania z wciśniętym klawiszem Alt). Naprawdę wiele razy dochodziło do sytuacji, gdy ucząc się Studio One odkrywałem jakąś funkcję, która - jak się okazywało - działała identycznie w Cubase (i odwrotnie, kiedy studiowałem kurs Cubase'a ze strony Musoneo, wiele rzeczy tam poznanych mogłem wykorzystać także w Studio One). Podejrzewam, że duża w tym zasługa pochodzenia Studio One, które napisali byli pracownicy Steinberga.

Jeśli chodzi o ocenę, dałbym tu po jednym punkcie obu konkurentom - czasem coś jest lepiej po jednej, a czasem po drugiej stronie (np. asystent skal w Cubase równoważy się z KeySwitches w Studio One). Chociaż nie, dam dodatkowy punkt dla Studio One za detekcję akordów w materiale audio oraz wygodną ścieżkę akordową. Czyli 1:4.

Narzędzia

I znów natykam się na wyrównany pojedynek: Cubase ma VariAudio, a PreSonus dodaje Melodyne 5. W obu jest zaimplementowany protokół ARA2, więc da się skorzystać np. z Revoice Pro. W obu zaimplementowano prosty (?) sampler - Cubase ma SamplerTrack, Studio One - troszkę bardziej rozbudowany SampleOne:

SamplerTrack w Cubase
SampleOne w Studio One

Obie aplikacje dostarczają też pewną grupę instrumentów: syntezatory czy maszynę perkusyjną (przy czym instrumenty od Steinberga: Retrologue, HALion Sonic SE i Padshop są instrumentami VST, dostępnymi też w innych DAW!).

Dostępne są ponadto pokładowe efekty w rodzaju pogłosu, chorusa, kompresora, limitera itp. (PreSonus dorzucił Ampire, świetne narzędzie dla gitarzystów!), oba też zostały wyposażone w bardzo dobre mierniki (chociaż przyznam, że cubase'owy SuperVision to jest COŚ!). W zasadzie oba DAWy w omawianych wersjach Pro nadają się do pracy zaraz po zainstalowaniu i nie potrzeba nic więcej posiadać, zwłaszcza jeśli preferujemy nowoczesne style muzyczne.

Ampire - naprawdę fajny efekt w Studio One
Rewelacyjny miernik SuperVision w Cubase

W obu aplikacjach znajdziemy też możliwość przygotowania partytur - w Studio One funkcja ta pojawiła się dopiero w wersji 5 i jest jeszcze ciągle w powijakach, ale jeśli PreSonus będzie nadal ją rozwijał w takim tempie, jak między wersją 5.0 i 5.1, to w przyszłym roku może to być już całkiem wygodne i przydatne rozwiązanie.

Cubase'a należy jeszcze w tym miejscu pochwalić za ControlRoom - do czegoś takiego PreSonus się pewnie dopiero nieśmiało przymierza.

Jeśli chodzi o ocenę, daję tu aż cztery punkty dla Cubase: za SuperVision, za ControlRoom, za syntezatory w formacie VST i za edytor nutowy; Studio One otrzymuje punkt za świetne Ampire. 4:5.

Stosunek do klienta

Tutaj, niestety, nie mogę pochwalić żadnego z producentów. Wprawdzie ostatnio PreSonus jakby mocniej wsłuchał się w głosy społeczności (w końcu wersja 5.1 doczekała się po wielu latach nagrywania retrospektywnego), jednak nadal w przypadku zgłaszania błędów - na przykład problemów z Omnisphere - nawet nie chce im się sprawdzić dumpów, logów czy czegokolwiek, z góry zakładając winę autorów wirtualnych instrumentów. Steinberg ma za to swoich klientów w głębokim poważaniu, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie patrząc na nieustępliwość w kwestii klucza USB, rzadkich aktualizacji z poprawkami czy drogich aktualizacji z wersji na wersję, gdzie płaci się nawet za przejście z wersji 10 na 10.5 (a jak się nie zapłaci, to aktualizacja o "całe oczko" jest jeszcze droższa). Być może wynika to z pewności, że użytkownicy nie odejdą, bo używając Cubase'a od trzydziestu lat, mają takie pokłady archiwalnych projektów, że po prostu muszą zostać (sam poniekąd należę do takiej grupy).

Pozostaje nie przyznawać w tej kategorii punktów, zatem wynik bez zmian, 4:5.

Podsumowanie

Zdecydowanego zwycięzcy nie ma, bo i być nie mogło. Są to tak zbliżone funkcjonalnie programy, że o wyborze jednego z nich będą decydować pojedyncze rzeczy: np. efekty dla gitarzystów (z całym szacunkiem dla VST Amp Rack, Ampire wciąga go jedną dziurką od nosa) czy VariAudio (jak dla mnie wygodniejsze w użyciu od Melodyne). Nowi użytkownicy powinni zatem zdefiniować swoje oczekiwania i wówczas rozstrzygnąć, który z programów spełnia je lepiej. Bo bez wymagań - oba są jednakowo dobre.

I nadal nie wiem, którego używać. Używam więc obu na zmianę.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza