[K] Steinberg Groove Agent 6

Premiera Cubase 15 ujawniła, że prace nad nową wersją Groove Agenta, bardzo dobrej maszyny perkusyjnej, są na ukończeniu. Cubase 15 dostał już odświeżoną wersję Groove Agent 6 SE, natomiast na pełną wersję trzeba było jeszcze poczkać pełny kwartał. A że jest to obecnie moja główna maszyna perkusyjna, pomijając bębny orkiestrowe, to i skusiłem się na aktualizację.

Czym jest Groove Agent?

Kiedy wracałem do muzyki dziesięć lat temu, bardzo polubiłem Battery 4 od Native Instruments. To był mój główny instrument, przede wszystkim ze względu na łatwość tworzenia własnych zestawów perkusyjnych na bazie sampli - ot, można było przeszukiwać katalogi z plikami wav, mp3 lub ogg i przeciągać je na pady, którymi później budowało się ścieżki perkusyjne MIDI w programie DAW.

Lata mijały, a Native Instruments kompletnie porzuciło Battery, nie wprowadzając ani poprawek, ani nowych funkcji. Powolutku zaczynałem testować inne rozwiązania, np. UVI Drum Designer, aż w końcu pierwsze miejsce zajął Groove Agent, najpierw w wersji SE wewnątrz Cubase, ale że też chciałem mieć rozwiązanie niezależne od DAW, skusiłem się na wersję pełną.

Groove Agent to już nie tylko "odgrywacz sampli" przypisanych do padów, choć jak najbardziej da się używać go także w taki uproszczony sposób. To już maszyna perkusyjna z prawdziwego zdarzenia - potrafi odgrywać patterny, a nawet ma wbudowany edytor dla nich.

Najciekawsze są jednak opcje manipulacji danymi audio. Groove Agent potrafi, rzecz jasna, wpływać na głośność, wysokość czy obwiednię sampli, ale potrafi je też podzielić na składową tonalną i szumową, po czym edycji poddać osobno każdą z tych części. Do padów możemy przypisywać nie tylko patterny i pojedyncze sample, ale możemy sample układać w warstwy.

Ot, pady z samplami - gramy!

Idźmy dalej - do padów można przypisać także pętle perkusyjne, lecz nie tylko po to, by je zwyczajnie odtworzyć - Groove Agent, bazując na transjentach, całkiem sprawnie potrafi takie pętle "ciąć" na poszczególne uderzenia (instrumenty), a nawet więcej - możemy te wydzielone części pętli... przypisać do padów i nimi grać czy robić z nich zupełnie odmienny pattern, niż był w oryginalnej pętli. Innymi słowy, mając pętlę z ciekawymi brzmieniami, możemy jednym kliknięciem zamienić ją na zestaw sampli, z których zbudujemy zupełnie inny rytm niż w oryginale.

Na to wszystko nałożyć trzeba jeszcze możliwość stosowania efektów na poszczególnych padach czy na kanałach oraz bardzo dobry mikser. Jeśli ktoś jednak nie chce miksować wewnątrz wtyczki, da się, naturalnie, wypuścić wszystkie sygnały z Groove Agenta na osobne wyjścia audio i miksować je w DAW - co komu wygodnie. To jest w ogóle chyba hasło przewodnie całego Groove Agenta - każdy może tu pracować tak, jak mu pasuje. Prosty odgrywacz sampli? Nie ma problemu. Tworzenie i odgrywanie patternów? Proszę bardzo. Cięcie i edycja sampli? Da się. Miksowanie i okraszanie efektami? Jeśli tylko ma się ochotę.

Edytor patternów

Co nowego w GA6?

W zasadzie większość z opisywanych wyżej rzeczy miał już Groove Agent 5 - czym zatem kusi "szóstka"? Teoretycznie nowości jest całkiem sporo, ale skupię się tylko na kilku, które szczególnie mi się podobają:

  • system warstwowania - to właśnie dzięki niemu możemy budować np. stopę czy werbel z kilku sampli
  • Punch Kit i Color Punch: nowe zestawy - wiadomo, że każdy nowy zestaw cieszy
  • zmiana w edytorze patternów - teraz każdy pad może mieć osobną ściezkę w edytorze
  • algorytm spektralny Warp: nowy tryb Warp Mode przeznaczony do synchronizacji próbek perkusyjnych i melodycznych z tempem projektu bez utraty spójności fazowej i degradacji transjentów - to mnie cieszy niejako "na zapas", bo zawsze warto mieć jakieś narzędzie synchronizujące
  • nowe efekty - Studio EQ24, Clipper, Bit Crusher, Auto Gain Compressor i Fuzz Distortion
  • skalowalny interfejs użytkownika i możliwość odsłuchiwania zestawów/sampli przed ich załadowaniem

Prócz tego jest jeszcze np. lepsza integracja (mapowanie) ze sprzętowymi zestawami perkusyjnymi, co pewnie ucieszy osoby grające na tego typu instrumentach.

Póki co wszystko wygląda ładnie na papierze - mam jednak nadzieję wkrótce przetestować Groove Agenta 6 bardziej praktycznie, więc w razie czego pojawi się bardziej konkretny opis z praktycznych przygód z instrumentem. Na razie nową wersję mam i trochę się nią pobawiłem, to wszystko - zresztą, bawiłem się już wcześniej wersją SE, tyle że ciągle daleko mi do Cubase 15 ze względu na umiłowanie Studio One i Fender Studio Pro. Obecnie będę mógł bez problemów testować Groove Agenta 6 poza Cubase'em, co na pewno przełoży się na ilość czasu spędzonych z tym instrumentem.

Czy warto?

Dla mnie najistotniejsze znaczenie mają... skalowalny interfejs i możliwość posłuchania zestawu przed jego załadowaniem. Zwłaszcza tego ostatniego bardzo mi brakowało we wcześniejszych wersjach - żeby posłuchać, jak brzmi jakiś zestaw, trzeba go było ładować, usuwając oczywiście poprzednią zawartość. Mnie to irytowało, bo kiedy szukałem odpowiedniego zestawu i już prawie, prawie miałem taki idealny, to zawsze musiałem zapamiętywać, który to był, bo jeśli wczytałem jakiś gorszy, nie miałbym jak wrócić do tego prawie idealnego. Teraz szukam, zaś do instrumentu ładuję tylko taki, który faktycznie brzmi lepiej, więc i poszukiwania są bardziej efektywne. Dla tych dwóch opcji - skalowanie i odsłuchiwanie - w moim przypadku warto było zrobić aktualizację, bo po prostu ułatwia mi to robotę.

Jeśli dodamy do tego nowe brzmienia i zestawy, nowe efekty i ulepszenie edytora patternów, to chyba warto wysupłać pieniądze na wersję szóstą. To faktycznie jedna z lepszych maszyn perkusyjnych, dostępna obecnie na rynku.

Komentarze