[K] EastWest Hollywood Orchestra Opus Edition
W marcu 2025 sprawdzałem, jak działa w obecnych czasach Hollywood Orchestra Gold od EastWest. To moja najstarsza orkiestra, kupiona dziesięć lat temu na potrzeby nagrania płyty Via, początkowo w wersji Silver, bardzo szybko wymieniona na Gold z powodu bardzo dużego okrojenia tej pierwszej. I szczerze mówiąc, bardzo się wówczas zraziłem do bibliotek orkiestrowych, nie wiedząc nawet, że akurat biblioteki EastWest działające w playerze Play to... no, zło. Powolne, zawodne i mało przyjazne.
Zeszłoroczny test potwierdził, że wersja z Play zestarzała się bardzo źle i wydajnościowo nawet współczesny komputer może jej nie podołać, jeśli załadujemy wiele artykulacji naraz. Sama firma EastWest parę lat temu także to zauważyła (wreszcie) i napisała zupełnie (?) nowy player Opus. I Hollywood Orchestra doczekała się adaptacji na tenże player.
Nie będę teraz wnikał, co zostało starego, a co jest nowe, bo przeróbce poddano wersję Diamond, której nie miałem nigdy, więc trudno mi ocenić, które rzeczy faktycznie przygotowano specjalnie na potrzeby Opusa, a które po prostu przeniesiono. Wyczytałem tylko, że na potrzeby wersji Opus przygotowano ponad 130GB (!) nowych próbek i teraz cała orkiestra to prawie 1TB (!!!). Na pewno dodano nową sekcję pierwszych skrzypiec - w wersji Play było to szesnaście sztuk, w Opus - 18, z lepszym legato. Sam Opus też daje teraz więcej możliwości niż Play, więc byłem ciekaw, co z tego wyniknie.
Ile tego miejsca?
Jeśli ktoś się zdecyduje na Hollywood Orchestra Opus Edition, musi przygotować duży dysk (co w dzisiejszych czasach może wyjść drożej niż sama biblioteka). Same smyczki "zjadają" 360GB, do tego prawie 180GB na instrumenty dęte drewniane, 150GB na dęte blaszane i 80GB na perkusjonalia. Po kilkadziesiąt GB zajmują harfa i solowe skrzypce oraz wiolonczela. No i jeszcze Orchestrator, czyli taki bardzo rozbudowany arpeggiator orkiestrowy, to kolejne 60GB. Tym to sposobem faktycznie zbiera się ponad 910GB do pobrania, jeśli chcemy mieć wszystko.
Niestety, o ile poszczególne sekcje można pobierać osobno (jeśli komuś zależy wyłącznie na smyczkach, nie musi instalować reszty), to nie można zrezygnować z niczego w ramach sekcji. A mamy tu mnóstwo ujęć mikrofonowych, z których być może nie wszystkie są dla każdego przydatne, za to zwielokrotniają ilość danych do pobrania. Pod tym względem wydaje mi się, że lepsze są rozwiązania VSL czy, szczególnie, Orchestral Tools, gdzie można sobie pobrać wyłącznie jakiś podstawowy zestaw, np. ujęcia bliskie i deca tree, oszczędzając na wydajności i miejscu na dysku.
Ujęć mikrofonowych jest sporo. Naprawdę.
Jako małe pocieszenie dodam, że jeśli nie chcemy w ogóle pobierać całej sekcji, np. Brass, a tylko pojedynczy instrument stamtąd, to da się to zrobić za pomocą samego Opusa, a nie głównej aplikacji pobierającej EastWest Installation Center. Zwykle jednak, kupując orkiestrę, chcemy mieć dostępne wszystkie instrumenty, tylko niekoniecznie we wszystkich konfiguracjach mikrofonowych...
Opus
Nie było to moje pierwsze zetknięcie z Opusem, bo używam go od prawie roku np. na potrzeby chórów od EastWest lub biblioteki Fantasy (w sumie o niej dotąd nie pisałem, a może byłoby warto kiedyś nawiązać). Zdecydowanie jest to lepszy player niż Play, już choćby pod względem wydajności czy ładowania instrumentów. Niektórzy być może do dzisiaj ze zgrozą wspominają tkwiące na ekranie małe okienka z paskiem postępu, kiedy Play z trudem ładował dane nawet z dysków SSD (że przypomnę migrację z dysków HDD na SSD). Te czasy są już, na szczęście, za nami i obecnie Opus pod tym względem naprawdę daje radę.
Zaczynamy od tradycyjnej "wybierałki" instrumentu
Inna sprawa, która akurat ogromnie mnie ucieszyła, to nowy sposób obsługi artykulacji. W zasadzie każdy instrument, dla którego ma to sens, poza pojedynczymi artykulacjami ma odmianę "KS", czyli key-switches. Po jej wczytaniu możemy przełączać się między artykulacjami za pomocą wyróżnionych klawiszy:
W centralnej części możemy sobie wyświetlić key-switches, jeśli akurat taki typ instrumentu wybraliśmy
To jednak nie wszystko - dodano specjalną zakładkę, na której można sobie włączyć lub wyłączyć żądane artykulacje oraz przypisać im inne kody, niż te dobrane przez producenta:
Możemy używać dowolnej liczby z dostępnych artykulacji
Ale i to jeszcze nie wszystko, bo najlepsza część jest taka, że Opus "dogaduje się" ze Studio One i tak jak biblioteki VSL, potrafi przekazać mapowanie artykulacji do sekcji Sound Variations:
Zmiana aktywnych artykulacji natychmiast jest widoczna w edytorze Sound Variations w Studio One/Fender Studio Pro
Dzięki temu nie tracimy ani chwili na mozolne definiowanie artykulacji (Cinematic Studio, patrzę w Twoim kierunku!). Co więcej, jeśli zmienimy konfigurację artykulacji w Opusie, automatycznie zostanie zaktualizowana lista w Sound Variations, więc nie musimy się tego obawiać.
Od strony użytkowej Opus umożliwia nam wybór jednego z predefiniowanych miksów, Soft, Classic i Epic. Wpływa to na dobór miksów mikrofonowych i ustawienia efektów, dość wyraźnie zmieniając brzmienie biblioteki. Być może z powodu istnienia tej funkcjonalności trzeba zawsze pobrać i zainstalować wszystkie mikrofonowe ujęcia.
Warto też wspomnieć o obecności "klasycznego" miksera, którym możemy obrobić brzmienie biblioteki, zanim trafi ono do toru sygnałowego naszego DAW:
Mikser robi wrażenie
Brzmienia i artykulacje
Jeśli chodzi o liczbę dostępnych artykulacji, jest nieźle. Większość instrumentów ma ich sporo i są one sensowne, więc siadając do "Poranka" z Peer Gynta raczej byłem pewien, że wszystko uda się nagrać - i tak faktycznie było, ale też jest to utwór, który nie wymaga wiele.
Na tak zwanej "szybkości" spróbowałem zaaranżować polkę "Feuerfest!" Józefa Straussa. Poszło całkiem szybko i wygodnie, zaś obciążenie komputera było ułamkiem tego, co poprzednio robił Play, nawet uwzględniając, że wówczas używałem jeszcze starego komputera. Obecnie obciążenie jest tylko nieznacznie większe niż w aranżacji zrobionej za pomocą Berlin Orchestra, zatem zakładam, że tak też Opus obecnie wygląda - ma wydajność porównywalną z SINEPLayerem.
I coś do posłuchania, żeby na sucho nie strzępić języka
Braki i braczki
Troszkę brakowało mi bardzo krótkich i "szybkich" artykulacji, ale w końcu mamy tu do czynienia z tzw. dużą orkiestrą, która siłą rzeczy nie jest tak "zwinna" jak składy kameralne. Nie traktuję tego jako jakiejś poważnej wady. Za to mam kilka innych zastrzeżeń.
Producent strasznie zachwala nagrane na nowo pierwsze skrzypce i faktycznie, legato w ich wykonaniu brzmi bardzo przekonująco i zwyczajnie ładnie. Dlaczego jednak nie nagrano bardzo przydatnych artykulacji pizzicato i detache, szczególnie że w starej wersji one są? Jeśli ktoś chciałby użyć tych artykulacji w parze z nowym legato, musi rozbić ścieżkę pierwszych skrzypiec na dwie osobne ścieżki.
Nie do końca podoba mi się też brak spójności, czyli coś, co doskwiera mi bardzo podczas korzystania z Berlin Orchestra - niektóre instrumenty mają dodatkowe artykulacje, których nie mają inne instrumenty tej samej grupy, mimo że technicznie są w stanie te artykulacje z siebie wydobyć. Układamy potem linię trąbek i waltorni, i głowimy się, czym zastąpić artykulację pasującą w trąbkach, której nie ma w waltorniach, a żadna inna nie pasuje...
Na koniec wada zwiazana z używanym przeze mnie programem DAW - projekty z użyciem omawianej biblioteki są średnio DWA RAZY WIĘKSZE niż np. projekty zagranie za pomocą Berlin czy VSL. Nie sądziłem, że używana biblioteka może mieć wpływ na wielkość projektu - a jednak.
Opus - lepszy!
Przyznam, że edycja Opus zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Nad utworem pracowało mi się bardzo przyjemnie (mimo zgrzytania momentami nad niespójnością list artykulacji). Duża w tym zasługa wykorzystania możliwości, jakie daje format VST3 i "dogadywanie" się ze Studio One w kwestii dostępnych artykulacji. Jeszcze chyba nigdy nie było to tak wygodne - wyłączamy lub włączamy artykulację w Opusie i od razu zmiana widoczna jest w Sound Variations. Dokładnie tak to powinno działać w przypadku wszystkich bibliotek orkiestrowych i bardzo żałuję, że nie ma podobnego mechanizmu w Berlin Orchestra. Może jeszcze Orchestral Tools się ogarnie?
Nie opisywałem Orchestratora - nie instalowałem go, bo po obejrzeniu tutoriali uznałem, że to tylko taki trochę bardziej rozbudowany arpeggiator, który do niczego mi się nie przyda.
Podsumowując zatem - zdecydowanie jest to INNA biblioteka niż wersja dla Play. Mało obciąża komputer, elastycznie steruje artykulacjami, brzmi całkiem nieźle, a do tego fani wybierania mikrofonów będą bardzo zadowoleni. Tylko tego terabajta na dysku trochę szkoda...







Komentarze
Prześlij komentarz