Czy bramki szumów mają jeszcze sens?

Pytanie z tytułu jest dość nieprecyzyjne, bo dość łatwo wykazać, że bramka szumów może być wykorzystana w sposób nieraz bardzo kreatywny w... produkcji muzyki (a bardzo często używana jest przez gitarzystów czy do obróbki nagrań bębnów). Mnie bardziej chodzi o zastosowanie do wycinania szumów lub oddechów z nagrań wokalnych. Czy w dobie takich rozwiązań, jak RX Spectral DeNoise czy Clarity Vx, bramka szumów lub jej łagodniejsza forma, ekspander, są w stanie dostarczyć dobrych rezultatów? I tak, i nie.

Jak działa bramka?

W największym uproszczeniu bramka szumów "nasłuchuje" przechodzącego przez nią sygnału i jeśli jego poziom spadnie poniżej pewnego, ustawionego progu, następuje tego sygnału ściszenie. Pod tym względem bramka/ekspander są niejako przeciwieństwem kompresora - ten ścisza właśnie sygnał przekraczający zadany próg. Nic zatem dziwnego, że w większości bramek napotkamy parametry bardzo podobne do tych z korektorów: jest próg zadziałania, jest "siła" ratio, jest czas ataku, jest czas release, czasem da się także korygować zakrzywienie tzw. kolana.

Wspominam o bramce i ekspanderze - różnica między nimi jest taka, że ekspander jest "łagodniejszą" wersją bramki - nie wycina, tylko ścisza sygnał poniżej progu. Klasyczna bramka ma ratio na poziomie 1:20, czyli sygnał poniżej progu jest praktycznie usuwany. Można zatem przyjąć, że w zależności od wartości ratio, czyli stopnia tłumienia, mamy do czynienia z ekspanderem lub bramką.

Paradoks bramki

Zdaje się, że już kiedyś o tym wspominałem, że największa zaleta bramki to także jej największa wada. A co jest tą zaletowadą? Pozostawianie nietkniętego sygnału powyżej progu zadziałania. Wszelkie odszumiacze, jakkolwiek byłyby zaawansowane, ingerują w cały sygnał, wprowadzając (mniejsze lub większe) zniekształcenia. Rozwiązania pokroju Clarity Vx działają już na tyle przezroczyście, że mniejsze szumy znikają niemal bez śladu.

SIR AudioTools StandardGate - jedna z najlepszych bramek szumów, jakich używałem

FabFilter Pro-G

Steinberg Gate - na wyposażeniu WaveLab Elements

W przypadku bramki wszystko, co "wystaje" nad próg zadziałania, jest przepuszczane bez zmiany, czyli bez ingerencji w jakość. Sygnał poniżej jest ściszany w mniejszym lub większym stopniu, co nie jest z punktu widzenia jakości czymś trudnym lub degenerującym sygnał, więc teoretycznie bramka nie "psuje" jakości. Skąd zatem pomysł, że to wada? No cóż, skoro sygnał powyżej progu przechodzi bez zmian, to jeśli jest w nim szum, on również przechodzi bez zmian. Sprytnie wykorzystuje się tu maskowanie, czyli oszukiwanie naszych uszu - dobrze ustawiona bramka sprawia, że we fragmentach cichych szumu nie słychać (bo jest wyciszany), a we fragmentach głośnych... też go nie słychać, bo jest maskowany przez głos. W efekcie mamy wrażenie, że słuchamy sygnału pozbawionego szumu. Wszystko pod warunkiem, że bramka została dobrze ustawiona...

Posłuchajmy zatem dość zanieczyszczonego nagrania, które chcielibyśmy jakoś uratować (doradzam korzystanie z dobrych słuchawek lub pobranie pliku i przeanalizowanie go w programie do obróbki dźwięku):

Wady poboczne

Co to jednak znaczy, dobrze ustawić bramkę? Otóż nie wystarczy dobrze dobrać progu. Trzeba także sensownie ustawić stopień tłumienia oraz... czasy ataku i powrotu. Zwłaszcza owe czasy stanowią wyzwanie, bo od nich w głównej mierze zależy, czy działanie bramki będzie niesłyszalne, tzn. słuchacz się nie domyśli, że jest właśnie "oszukiwany" w kwestii szumów. Jeśli wspomniane parametry zostaną ustawione źle, usłyszymy dźwięk poszatkowany, z nagłymi skokami głośności, z obciętymi oddechami i innymi artefaktami średniej urody:

Jednak przy lepszym dobraniu parametrów, nagranie zaczyna brzmieć całkiem sensownie i szum przestaje rzucać się w uszy, zwłaszcza jeśli się o nim nie wiedziało:

Powstaje tylko pytanie - po co tracić czas na "strojenie" bramki szumów, skoro lepszy efekt (i to całkowitego pozbycia się szumu, nie tylko z fragmentów cichych) dostajemy za pomocą specjalizowanych odszumiaczy?

Do sedna

Jak zatem widać na powyższych przykładach, używanie klasycznej bramki szumów tylko do pozbywania się szumu odchodzi do lamusa i przestaje mieć sens, zwłaszcza że porządna bramka, jak na przykład FabFilter Pro-G czy SIR StandardGate to wydatek większy niż wspomniany i użyty wyżej odszumiacz Clarity Vx. Jest jednak dziedzina w obróbce głosu, gdzie bramka ma jeszcze rację bytu - to ściszanie oddechów. Oczywiście, tutaj też bramkę starają się pokonać specjalizowane narzędzia - według mnie jednak radzą sobie tylko odrobinę lepiej (i to nie zawsze). Osobiście wolę stosować do tego celu właśnie bramkę szumów niż np. Waves DeBreath czy usuwacz oddechów z pakietu RX. Działa ona zdecydowanie bardziej przewidywalnie, a że całość obrobionego materiału i tak trzeba ponownie odsłuchać kontrolnie, to już wolę ten sposób.

Na koniec - to, że powszechnie odchodzi się od bramki szumów, nie jest, naturalnie, jakimś odgórnym nakazem - jeśli potrafimy to narzędzie sprawnie obsługiwać i zależy nam na nietkniętym sygnale "przechodzącym", to nikt nie zabroni nam bramki użyć.

Komentarze

  1. Ja tam używam bramki, bo nie chcę psuć jakości dźwięku odszumiaczami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, chociaż czasami szum jest na tyle mocny (SM7B!), że zdecydowanie lepszy efekt uzyska się dobrym odszumiaczem niż bramką. Ale jak zwykle - wszystko zależy od tego, jaki efekt spodziewamy się po wszystkim uzyskać i na czym nam zależy. Na szczęście można swobodnie wybierać, więc każdy decyduje indywidualnie :) Ja bramki używam bardzo często, chociaż bardziej do ściszania oddechów właśnie niż do odszumiania :)

      Usuń

Prześlij komentarz