Mikrofony po latach
Ha, ha, no dobrze, może nie "po latach", a po półtora roku, bo tyle minęło od zakończenia nadawania podcastu "Gadanie Gadesa". Zmieniałem ostatnio mikrofon i postanowiłem napisać parę słów o tym, czym w ogóle nagrywam od czasu intensywnych testów mikrofonów, czyli innymi słowy - co przetrwało próbę czasu i jest używane po dziś dzień. Jak łatwo się bowiem domyślić, nie używam wszystkich swoich mikrofonów - w zasadzie duża część od czasu swojego testu nie wyszła z pudełka. Można rzucić okiem na ranking, który przestałem aktualizować z końcem 2024 roku.
Obecnie korzystam z pary mikrofon + RødeCaster w zasadzie codziennie, bo to mój zestaw "służbowy", wykorzystywany normalnie w pracy do rozmów i telekonferencji. Do tego dochodzi nagrywanie "Dziennika audio", czyli takich moich cotygodniowych nagrań o aktualnej sytuacji w życiu i studiu. Okazjonalnie trafia się nagrywanie z córką "Radia Zosia" - i to tyle. Zdecydowanie mniej niż te dwa, trzy lata temu, ale ciągle jednak coś się dzieje. Teoretycznie mógłbym używać jednego mikrofonu, ale lubię co jakiś czas wyjąć z pudełka inny model i zrobić małą zmianę. Zobaczmy zatem, które mikrofony "rotują", a które śpią już bardzo długim snem.
Sennheiser MKH416
To zdecydowany lider "niezbędności". Używany do nagrywania w terenie, praktycznie każdy odcinek "Dziennika audio" powstaje z jego udziałem. Czasem, gdy warunki są naprawdę trudne, jest np. bardzo zimno i bardzo wilgotno, zamieniam go na AT875R od Audio-Technica, ale w tę ostatnią zimę chyba już tego nie robiłem.
Gąbka rewelacyjnie sprawdza się w pomieszczeniach
Dlaczego on? Po pierwsze i najważniejsze - brzmienie. To jest jeden z najlepiej brzmiących mikrofonów, przynajmniej z moim głosem. Rewelacyjna jakość, niskie szumy, duża odporność na głoski wybuchowe nawet tylko z gąbeczką i możliwość skutecznego zabezpieczenia "dead-catem" przed dużym wiatrem to naprawdę solidne zalety. Shotgunów nie mam zbyt wiele, ale przy MKH416 po prostu nie mam żadnej motywacji, by coś zmieniać.
JZ Vintage 11
Z modeli "stacjonarnych" to jest ten, do którego wracam najczęściej i z którego mój głos podoba mi się najbardziej. Bardzo się cieszę, że po odesłaniu go w końcu do mnie wrócił - z pewnością jeden z bardziej udanych mikrofonowych zakupów.
To zdjęcie kłamie - bez gąbki albo pop-filtra trudno sensownie nagrywać
Nie oznacza to, że jest to mikrofon bez wad - powiem więcej, on tych wad ma więcej niż pozostałe mikrofony w zestawieniu. Po pierwsze - sztywne mocowanie, przez co jest także podatny na stuknięcia w blat biurka czy przypadkowe potrącenia. Tu niewiele się da zrobić poza dokupieniem firmowego kosza za 100 euro (jest to zmodyfikowany uchwyt Rycote, z moich ustaleń można go zamienić standardowym uchwytem Rycote InVision USM-VB-L albo - lepiej - Rycote Invision Studio Kit USM VB-L (model z pop-filtrem). Ano właśnie, bo podatność na podmuchy to druga duża wada tego mikrofonu i bez choćby gąbki, a najlepiej właśnie pop-filtra, nie ma co nawet się zabierać za nagrywanie.
Austria Audio OC-18
Drugi mój ulubiony mikrofon. Jest zamontowany akurat teraz, w momencie gdy piszę ten tekst i sprawdza się wyśmienicie.
OC18 ubrany w gąbkę - świetnie się sprawdza
Do niego producent dostarcza zarówno sztywny uchwyt, jak i elastyczny koszyk, więc sprawa drgań odpada, natomiast dostarczona gąbka jest na tyle skutczena w eliminacji podmuchów, że dokupiłem drugą, do JZ Vintage 11, na który pasuje niemal idealnie.
Neumann TLM102
Ano właśnie - TLM102, a nie TLM103. To właśnie "maluch" od Neumanna wygrał "wewnętrzny pojedynek". Duży i ciężki TLM103 leży w swojej skrzyneczce i wyskoczył z niej chyba tylko raz przez półtora roku. TLM102 brzmi, moim zdaniem, lepiej z moim głosem, łatwiej go zabezpieczyć przed podmuchami i drganiamia, oraz jest rozczulająco malutki, nawet po założeniu na niego firmowej, ogromnej gąbki.
Neumann TLM102 w pełnej krasie
Nie wiem, czy Neumann TLM102 by nie wygrał, gdybym miał zostawić sobie absolutnie tylko jeden, jedyny model...
Earthworks Ethos
To mikrofon, do którego dość często wracam - praktycznie wszystko mi się w nim podoba poza wyższymi niż w innych mikrofonach szumach własnych. To, niestety, mała membrana, której ograniczeń się nie przeskoczy tak łatwo - ale też bierzcie pod uwagę, jak wielkim szumofobem byłem. Na tle TLM103 czy AKG C414 większość mikrofonów szumi niemiłosiernie, Ethos wcale nie jest taki najgorszy.
Co pradzę - podoba mi się!
Cenię go za wygląd i doskonale rozwiązaną głowicę mocującą, w moim prywatnym rankingu zdecydowanie wygrywa z SM7B.
Shure SM7B
W tym wypadku trudno uznać, żebym pałał jakąś szczególną miłością do tego mikrofonu - nadal go czasem stosuję, ale głównie po to, by sobie samemu udowodnić, jak dobre narzędzia nagrywające mam (RødeCaster 2, SoundDevices MixPre 6, Zoom F6). Po prostu cieszy mnie, że nawet ten mikrofon da się sensownie nagrać - szkoda tylko, że takim kosztem - bo i mikrofon jest przesadnie drogi, i narzędzia do nagrywania go do tanich nie należą.
Solidne narzędzie
SM7B pojawia się na chwilę, najczęściej na jedno nagranie, po czym znów chowa się do walizki, aż będę miał dość doskonałego brzmienia innych mikrofonów.
AKG C414 XLS
Ranking najczęściej używanych mikrofonów zamyka AKG C414 - mikrofon rewelacyjny pod każdym chyba względem. I dla mnie to jest mikrofon-zagadka, bo bardzo lubię jego brzmienie (jest bardzo podobne do tego z OC18, tylko MNIEJ zaszumione), nie jest on przesadnie duży, ma świetny koszyk i bardzo sprawnie działającą gąbeczkę, która jeszcze uprzyjemnia brzmienie...
C414 i firmowy pop-filtr
Mimo tych zalet, jakoś go nie używam za często. W zasadzie powinien wisieć na ramieniu mikrofonowym bez przerwy, a jednak przez półtora roku zamontowałem go ze dwa, trzy razy i to tyle.
Podsumowanie
A gdzie w tym wszystkim mikrofony Lewitt? Mam przecież i LCT240, i LCT440, i LCT540S i LCT640TS - każdy jeden lepszy od poprzednika, a LCT540 i LCT640 to naprawdę bardzo wysoka półka jakościowa. Owszem, Zamontowałem raz czy dwa LCT540S, ale jednak okazuje się, że na tle pozostałej stawki Lewitty brzmią za "ostro", za dokładnie - nie wiem nawet, jak to ująć. Oczywiście, nie jest to realny problem, bo rzecz bardzo łatwo naprawić korektorem, tyle że... skoro nie muszę (bo mam inny wybór), to tego nie robię. Lenistwo wygrało.
A co z innym sprzętem, który pozostał mi po okresie podcastowym? Z rejestratorów używam przede wszystkim Zooma F3 i MixPre 6, bo o RødeCasterze już wspominałem, to moje podstawowe narzędzie do nagrywania. Tascam X8 leży trochę zapomniany, zaś Zoom F6 i Tascam DR100Mk3 nie nagrywają praktycznie wcale. Zooma H1n wydałem, zaś wersja Essential jest używana bardzo sporadycznie. Tak samo Røde Wireless Pro - od czasu do czasu się przydają, ale na ogół leżą i się kurzą. Nie używam zupełnie aktywatorów w rodzaju FetHead czy CloudLifter - to naprawdę była ślepa uliczka i urządzenia bardzo mało przydatne w praktyce. Za to nadal korzystam z wszystkich par słuchawek, z jednych rzadziej, z innych częściej.
Czy jeszcze marzę o jakimś mikrofonie? Nie, muszę to jasno stwierdzić, że po zakończeniu nagrywania podcastu w ogóle straciłem zainteresowanie tym rynkiem - mam w zasobach tak dobre modele, że dopiero studyjne warunki i ciężkie, profesjonalne wykorzystanie zmusiłoby mnie teraz do jakichś dalszych inwestycji na tym polu. A jak się okazało, z kilkudziesięciu posiadanych modeli używam naprawdę garstki. Cała reszta to taki trochę fetysz - fajnie mieć, fajnie czasem nagrać parę słów, ale głównie po to, by się pocieszyć, że ma się jednak coś lepszego w kolekcji.








Komentarze
Prześlij komentarz