[S] sE8 Matched Pair

W kwietniu rozpocząłem testowanie mikrofonów Lewitt LCT040 - pary pojemnościowych "paluszków" do nagrań stereo. Potem w moje ręce wpadła para Røde VideoMicro. Można by zatem przyjąć, że co jak co, ale sprzętu do nagrań stereo mam już dość - w końcu dochodzą jeszcze dwa rejestratory z wbudowanymi mikrofonami. Co to za pomysł z sE8?

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi...

...to z pewnością chodzi o szumy. Wprawdzie tak naprawdę nie tylko o to chodziło, ale faktem jest, że 20dB(A) szumów własnych w obu dotychczasowych parach "paluszków" to sporo. Pod tym względem ostrzyłem sobie zęby na dużą poprawę - sE8 według producenta ma bowiem szumy na poziomie 13dB(A), a to już całkiem niewiele.

Drugim, wcale nie tak znów nieistotnym powodem jest to, że polubiłem nagrywanie w terenie. Naprawdę to wygodne, gdy weźmie się rejestrator z dodatkowym, małym mikrofonem, usiądzie gdzieś w plenerze i nagrywa. Pod tym względem Lewitt LCT040 sprawdzał mi się bardzo dobrze - daje dobre brzmienie, ma kompaktowy rozmiar i możliwość zamontowania deadcata Røde WS8.

O ile LCT040 można uznać za rozwiązanie budżetowe, to już sE8 stoi - moim zdaniem oczywiście - przynajmniej stopień wyżej. Samo rozpakowanie paczki dostarczyło mi bardzo przyjemnych wrażeń, bo nie spodziewałem się... walizki! I to takiej całkiem solidnej, w której nie strach zabrać mikrofony ze sobą w jakąś podróż. Fakt, że zajmują wtedy dużo miejsca, ale za to są bezpieczne. Dodam tylko, że skrzyneczka dostępna jest - jak się okazało - tylko przy zakupie sparowanego kompletu dwóch mikrofonów - pojedynczy mikrofon dostarczany jest w zwykłym pudełku.

Początkowo myślałem o zamówieniu wersji VE, czyli vintage edition - ma ona taki fajny zielono-morski kolor, niczym stare maszyny. Niestety, generalnie z dostępnością zwykłej wersji jest już kłopot, a na wersję VE musiałbym czekać przynajmniej do połowy lipca. W ogóle w polskich sklepach obecnie trudno jest zamówić sE8, nawet u dystrybutora, zatem po raz kolejny ratowałem się niemieckim Thomannem...

Pierwszy kontakt

Po otwarciu walizki same mikrofony także cieszą oczy - na pewno nie można odmówić im elegancji. Czerń z czerwienią i bielą zawsze wyglądają szykownie i tak jest także tutaj. Mikrofony są dłuższe od LCT040 o cztery centymetry przy zbliżonej średnicy, są też ponad trzy razy cięższe (sE8 - 141g, LCT040 - 45g).

Na obudowie znajdziemy dwa przełączniki - pierwszy pozwala włączyć tłumik, o wartości tłumienia 10 lub 20dB. Drugi przełącznik umożliwia załączenie filtra górnoprzepustowego, pierwszy z wartością odcięcia 80Hz, drugi - 160Hz. Oczywiście, oba przełączniki mają też stan neutralny, gdzie tłumienie i filtrowanie są wyłączone. Do przełączania należy użyć jakiegoś twardego i cienkiego przedmiotu, np. końcówki długopisu. Mnie to akurat cieszy, bo nie lubię wystających z mikrofonu "pstryczków", które tylko czekają, bym je przez nieuwagę przełączył, chociaż oczywiście rozumiem też osoby, które wolałyby wymienione funkcje włączać palcami, a nie narzędziem...

W komplecie - prócz mikrofonów i walizki - znajdziemy sztywne uchwyty oraz belkę do mocowania mikrofonów jako pary (tzw. stereo bar). Producent dorzucił także gąbeczki, które - jak to gąbeczki w przypadku takich mikrofonów - nie dają zbyt dużo i raczej należy się rozejrzeć za osłonami typu deadcat. Ja roboczo stosuję Røde WS8, ale koniecznie muszę rozejrzeć się za czymś lepszym, o większej średnicy mocowania.

Dlaczego paruje się mikrofony?

Właśnie, ktoś może zapytać, jaka jest w ogóle różnica między zakupem dobranej pary mikrofonów a zakupem dwóch takich samych, pojedynczych mikrofonów? No, poza tym, że dostaniemy skrzyneczkę i stereo bar w tym pierwszym przypadku.

Tu wszystko zależy od oczekiwanego zastosowania. Matched Pair to dwa niemal identyczne egzemplarze, o takich samych kapsułach, o bardzo zbliżonej charakterystyce częstotliwościowej - dba o to sam producent, dokonując pomiarów i selekcji wśród wyprodukowanych sztuk. Dzięki temu, jeśli tak dobrane mikrofony zostaną precyzyjnie zamocowane w określonej pozycji, dostarczą spójnego obrazu stereofonicznego, bez przekłamań, "rozmycia" i zakłóceń fazowych. Rzecz w tym, czy faktycznie jest to dla nas aż tak istotne - czy nagrywamy precyzyjnie np. skład kameralny orkiestry? a może jakieś bardzo istotne efekty, gdzie odwzorowanie stereo jest kluczowe?

sE8 w towarzystwie konkurencji: Røde VideMicro i Lewitta LCT040

Jeśli nie, to możemy ograniczyć się do dwóch osobno kupionych mikrofonów - w teorii one nie powinny specjalnie mocno odbiegać od siebie, zwłaszcza jeśli decydujemy się na produkty solidnych producentów, gdzie proces technologiczny jest dość ścisły. Jednak zawsze może nam się trafić para różniących się znacząco egzemplarzy, z których każdy jakoś tam się mieści w normach, ale razem... nie wypadają najlepiej.

Z tego względu, a także ze względu na zwykłą opłacalność, do nagrań stereo doradzam zakup sparowanego kompletu. Sumarycznie zapłacimy mniej, a dostaniemy bogatsze wyposażenie (skrzyneczka! stereo-bar!) i gwarancję dopasowania obu egzemplarzy - moim zdaniem nie ma co w ogóle się zastanawiać.

Nagrywamy!

Nie łudźcie się jednak, że traciłem czas na dywagacje o parowaniu mikrofonów czy na zachwycanie się walizeczką - o, nie! Pierwsze, co zrobiłem, to podłączyłem jeden z mikrofonów do rejestratora i nagrałem tradycyjne "raz, dwa, trzy, próba mikrofonu" i inne, standardowe głupotki, które przychodzą mi do głowy w takich sytuacjach. Jednocześnie, na drugim kanale to samo nagrywał Lewitt LCT040, aby móc od razu po zrzuceniu nagrań do komputera dokonać porównań.

Potem nadeszła chwila prawdy i zamocowałem oba sE8 do stereo bara, by przeprowadzić nagranie stereo. Musiałem jednak zrezygnować z firmowego stereo bara z tego względu, że nie posiada on odpowiedniej przedłużki, co utrudnia ustawienie mikrofonów w konfiguracji XY. Posłużyłem się zatem poprzeczką od Røde, gdzie można umieścić mikrofony na różnych wysokościach i maksymalnie zbliżyć do siebie kapsuły. Po nagraniach w konfiguracji XY przestawiłem mikrofony w ustawienie ORTF - pierwszych nagrań dokonywałem w domu, żeby nie musieć zakładać deadcatów.

Nagranie w moim pokoju, konfiguracje XY i ORTF, bez deadcatów i gąbek, surowe nagranie z rejestratora DR100Mk3

Potem już nie było wyjścia, z trudem naciągnąłem na sE8 osłony WS8 i poszedłem "w plener". Tu już korzystałem z konfiguracji ORTF - po prostu po założeniu deadcatów nie sposób ustawić mikrofonów w konfiguracji XY - musiałbym mieć jednego, większego deadcata, który pomieściłby od razu oba mikrofony.

Nagranie terenowe, konfiguracja ORTF, założone deadcaty Røde WS8, rejestrator Tascam X8, surowe nagranie znormalizowane do -19LUFS

Słuchamy!

Muszę przyznać, że różnica 7dB w poziomie szumów w stosunku do Lewittów LCT040 nie jest jakoś bardzo wyraźnie słyszalna w praktyce. Pomiary w dotychczas zarejestrowanych nagraniach pokazują różnicę na poziomie 4-5dB, więc nie jest to, niestety, aż tak duży skok jakościowy, jak się tego początkowo spodziewałem.

sE8 mają też nieco mniej wysokich częstotliwości, a więcej niskich w porównaniu do LCT040 - to cena bardzo wyrównanego pasma, które w LCT040 ma pewne niedobory w dole, za to prawie pięciodecybelowe podbicie powyżej 4kHz. Dla porównania nagrałem jednocześnie tę samą frazę za pomocą obu mikrofonów i wyraźne słychać tutaj omawianą różnicę:

Nagranie głosu wykonane za pomocą sE8


Nagranie głosu wykonane za pomocą Lewitta LCT040

Mikrofony sE8 są też dużo bardziej niż LCT040 podatne na podmuchy, więc na pewno warto chronić je za pomocą deadcatów w terenie, a za pomocą pop-filtra w studio.

Paluszki dobre na wszystko?

Rozmawialiśmy niedawno z Tomkiem Stankiewiczem o tym, jak bardzo niedocenione wydają się małomembranowe mikrofony pojemnościowe. I wiem chyba, z czego to wynika - do momentu wypróbowania LCT040 sam uważałem, że są to konstrukcje nieco "niepoważne", "zabawkowe". Same LCT040 kupiłem w zasadzie tylko dlatego, że porządny mikrofon stereofoniczny kosztuje trzy razy tyle, co para Lewittów, a i tak miałem zamiar właśnie "bawić się" w nagrania terenowe.

No i nagle okazało się, że te maluchy radzą sobie bardzo dzielnie - na tyle, że zacząłem nimi nagrywać także własny głos. Przeszkadzały mi tylko szumy (ech, LCT440 niemożliwie mnie pod tym względem "rozpuścił"), które w sE8 przestały być problemem. Czy to oznacza, że na wszystkie inne moje mikrofony zapadł właśnie wyrok i powędrują na strych albo aukcje?

Na szczęście lub nieszczęście - nie. Każdy z nich ma swoje zastosowanie - może tylko para VideoMicro jest zbędna i mógłbym je bez żalu komuś po prostu oddać. Nawet Behringer XM8500 bywa przydatny - ostatnio Perełka sobie go wybrała i nagrywała nim odcinek "Radia Zosia".

Podsumowując pierwsze dwa tygodnie pracy z sE8 muszę powiedzieć, że nie zawiodłem się na nich ani trochę. Są rewelacyjnie wykonane, mają bardzo dobry dźwięk, stosunkowo niskie szumy i... walizeczkę. Lubię ładne przedmioty.

Jeśli ktoś planuje wejście trochę poważniejsze w dziedzinę field recordingu, to szczerze polecam sE8, jeśli budżet to wytrzymuje. Oczywiście, tańsze o połowę LCT040 także są bardzo dobre, ale obecnie stały się backupem lub będę je zabierał tam, gdzie ryzyko uszkodzenia lub utraty sE8 będzie zbyt wielkie.

Komentarze