czwartek, 8 lipca 2021

[T] Bitwig Studio 4 beta

Czy ma sens testowanie wersji beta? Moim zdaniem ma, jeśli chcemy się przekonać, co nowego przyniesie wersja czwarta, a sami dysponujemy wersją drugą. Czy warto jest aktualizować produkt? Czy pojawiło się w nim to, czego byśmy oczekiwali? Mnie zaś interesowało przede wszystkim, czy nowy Bitwig 4 dostarczy mi takich pozytywnych emocji, jakich dostarczyła mi cztery (cztery?!) lata temu wersja 2.

Bitwig - po co?

Na Bitwiga zdecydowałem się, zmęczony bałaganiarstwem w FL Studio 12 oraz uciekając od Cubase'a, który w tamtym czasie absolutnie nie wzbudzał mojego zaufania, głównie przez problemy z e-Licenserem i jakąś taką ogólną "sztywność". Bitwig był ładny i wygodny jak FL Studio, a jednocześnie zachowywał standardowy sposób pracy, czyli linię czasu (z możliwością pracy na klipach, jak np. w Abletonie). No i faktycznie, aplikacja bardzo mi się spodobała początkowo, ale...

Kłody

Po pierwsze, nie było nagrywania retrospektywnego (aaaaa!), na czym niezmiernie mi zależało i co obecnie ma chyba każdy DAW, skoro nawet PreSonus dodał to w Studio One. Po drugie, miałem problem ze skonfigurowaniem sterownika MIDI - gotowego nie było w presetach, a jakoś nie miałem entuzjazmu do klecenia ręcznie pliku konfiguracyjnego (choć trzeba sprawiedliwie, że akurat pod tym względem Bitwig przypomina nieco Reapera, bo można sobie odpowiedni skrypt napisać i podpiąć gdzie trzeba).

To oraz nadchodząca przeprowadzka sprawiły, że Bitwig leżał odłogiem. Potem nadszedł rok 2018, kiedy to - jeszcze "na wygnaniu" we Wrocławiu - zacząłem nagrywać album Flashback. A ten raczej wymagał Cubase'a, ponieważ pliki źródłowe były tworzone w tym właśnie DAWie, a nie uśmiechało mi się konwertowanie wszystkiego na pliki mid i klecenie od podstaw. No, a potem nadeszła era Studio One, które - równie nowoczesne w szacie graficznej jak Bitwig - obsługiwało się niemal identycznie jak Cubase'a. W międzyczasie skończył mi się roczny plan na aktualizacje Bitwiga i zostałem z wersją 2.4.

Może trójka?

Kiedy weszła wersja 3 Bitwiga, bardzo szumnie zapowiadano ją jako przełom, ponieważ zawierała Grid, czyli coś w rodzaju instrumentu modularnego. Można w nim łączyć różne moduły ze sobą, modulując wszystko wszystkim - raj dla wielbicieli np. Cherry Audio Voltage. Przez chwilę rozważałem, czy nie byłby to dobry moment na powrót, ale byłem już wówczas zaangażowany w tworzenie coverów z Atari, potem nadeszło Synergy, potem znów nagrywanie głosu i oto mamy lipiec 2021, a ja się przyglądam wersji 4 beta...

No i kiedy tak sobie oglądam nowego Bitwiga, nie bardzo widzę jakieś duże nowości. Program wygląda, jak wyglądał i niespecjalnie widać te cztery lata pracy. Oczywiście, po przejściu do trybu Grid staje się jasne, że jednak zmieniło się całkiem dużo, jednak zbyt mało pracowałem w wersji 2.4, żeby teraz coś rzuciło mnie na kolana.

Rozpoznanie bojem

Postanowiłem przygotować jakąś aranżację, a żeby poszło szybko, wrzuciłem po prostu gotowy plik mid, wygenerowany swego czasu, gdy miałem ambitny plan ponownego nagrania płyty Via. Dane MIDI bez problemu zostały umieszczone w oknie programu, a żeby utrzymać porządek, Bitwig je na wszelki wypadek pogrupował.

Praca polegała głównie na przypisywaniu do ścieżek odpowiednich instrumentów, jednak mniej więcej w połowie poddałem się, bo przez nieuwagę w testowym utworze dość mocno używałem instrumentów wbudowanych w FL Studio, które nie są dostępne poza nim. Z tego względu utwór pozostanie nieukończony w bitwigowej wersji, bo doprawdy, na potrzeby testu nie bardzo mam ochotę odtwarzać ze słuchu barwy w innych syntezatorach. Jeszcze gdyby mi jakoś szczególnie zależało...

Mogę jednak powiedzieć, że są rzeczy, które mi się podobają i takie, które mnie irytowały. Najbardziej irytującą rzeczą było skalowanie ścieżek MIDI. Oczywiście, można sobie ustawiać dowolną (prawie) wysokość ścieżki ręcznie i pojedynczo, brakuje jednak możliwości szybkiego przeskalowania w pionie całości, żeby np. objąć całość kompozycji (wszystkie ścieżki). Można jedynie przełączyć się między widokiem pełnym a kompaktowym. Nie znalazłem w dokumentacji stosownego opisu, a w oknie aranżacji nie działa skrót, który robi dokładnie to, o czym mówię, ale w trybie edycji - Ctrl+Alt+scroll. W oknie edycji następuje skalowanie w pionie, w oknie aranżacji nie.

Przyzwyczajenia wymagają operacje rozciągania czy ściskania poszczególnych klipów, bo w zależności od tego, na jakiej wysokości "chwycimy" taki klip, to albo go rozciągamy, albo tworzymy pętlę, albo efekt fade-in/out.

Utrułem się strasznie, wstawiając pliki dźwiękowe (wav), bo Bitwig z uporem maniaka zawsze wstawiał mi je dopasowane do tempa utworu (przyspieszając je lub zwalniając). Znalazłem opcję wyłączającą dopasowanie w ustawieniach klipu, ale mimo wyłączenia, klip ma "przyciętą" długość i nie słychać całości, rozciąganie powoduje tworzenie pętli i... W ustawieniach programu można zmienić to ustawienie globalnie dla nowych projektów, nie znalazłem, niestety, możliwości wyłączenia tego globalnie w bieżącym projekcie.

Bardzo za to spodobała mi się możliwość łączenia kilku instrumentów na jednej ścieżce. Zwykle robię to tak, że dwie lub trzy ścieżki instrumentalne są podpięte do wspólnej ścieżki MIDI, ale rozwiązanie bitwigowe jest z pewnością bardziej kompaktowe i czytelniejsze (np. nie trzeba klikać po ścieżkach instrumentów, żeby sprawdzić, z której ścieżki MIDI biorą dane).

Nieocenione jest bezpiecznie uruchamianie wtyczek VST. Właśnie Bitwig był jedynym programem, który się nie "zamknął", kiedy testowałem wadliwą wersję 1.2.0 Soothe2. Po prostu zamknął wtyczkę i już. To podobało mi się jeszcze w wersji 2.4 i dobrze wiedzieć, że nic się pod tym względem nie zmieniło.

Poza tym bardzo wygodna jest wyszukiwarka - wyszukuje wszystko we wszystkim i jest banalna w obsłudze.

Bitwig a FL Studio

Bardzo ciekawą funkcją jest moim zdaniem import projektów utworzonych w FL Studio. I to faktycznie działa, rzecz jasna tylko na tyle, na ile to możliwe. Jeśli Bitwig ma dostęp do tych samych wtyczek i plików dźwiękowych, potrafi przenieść utwór praktycznie 1:1. Najlepiej, gdy w FL Studio korzystaliśmy wyłącznie z zewnętrznych wtyczek VST, dostępnych także dla Bitwiga - inaczej ścieżki przypisane do wewnętrznych instrumentów FL Studio pozostaną "martwe".

Nie da się jednak ukryć, że to naprawdę fajna sprawa - zwłaszcza że Bitwig wydaje się być wydajniejszy w kwestii odtwarzania. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w FL Studio projekt przycina i krztusi się, pokazując 100% obciążenia procesora, zaś w Bitwigu (i Cubase, gdzie wcześniej ten sam projekt przenosiłem i orkiestrowałem, wszystkie instrumenty zewnętrzne) już tylko 50-70%. To może być coś, co faktycznie mogłoby mnie przekonać do nowej wersji.

No i co? Upgrade?

Na razie nie wiem, czy w obecnej postaci upgrade ma sens. Stare rzeczy pozostały po staremu, nowe nie rzucają na kolana - przynajmniej mnie, bo nie jestem fanem modulacji czy instrumentów modularnych. Szczerze mówiąc, nieco się rozczarowałem wersją 4 - naprawdę spodziewałem się sporych zmian, a to równie dobrze mogłaby być wersja 3.0 sprzed dwóch lat i też bym uwierzył. I tak, przeczytałem listę rzeczy, które przybyły i w wersji 3, i w wersji 4, jednak nie ma na tych listach nic dla mnie przełomowego (wyjąwszy import plików flp z FL Studio). Taki Polymer czy synteza wavetable faktycznie mogą być bardzo istotne dla sound designerów, podobnie Grid. Gdybym nagrywał wokalistów, pewnie ucieszyłbym się z compingu, a gdybym grał na żywo, stosowne funkcje ułatwiające przełączanie klipów też bym chętnie przygarnął. No, a gdybym był wirtuozem kontrolerów w rodzaju Roli SeaBoard, to już w ogóle byłbym wniebowzięty obsługą MPE. Hm... trudna decyzja. A w takim razie lepiej chwilę zaczekać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz