[T] Shure SM7B

Ten mikrofon to prawdziwa klasyka studiów radiowych - Shure SM7B jest znany od wielu, wielu lat. Jego podstawowa wersja, SM7, zadebiutowała w 1976 roku i posłużyła w 1982 roku do nagrania wszystkich wokali na płytę "Thriller" Michaela Jacksona (o czym wie każdy, kto próbował się czegokolwiek dowiadywać o SM7B - trąbią o tym wszyscy). Poprawiona wersja SM7A pojawiła się w 1999 roku, zaś dwa lata później światło dzienne ujrzała wersja SM7B, która jest obecna na rynku do dzisiaj i nadal jest standardem w rozgłośniach radiowych. Ten właśnie mikrofon miałem okazję testować w ostatnich dniach, co dało mi możliwość porównania go zarówno do AKG D5 (to również model dynamiczny), jak i do pojemnościowego WarmAudio WA-87. Poniżej znajdziecie moje przemyślenia, które - przyznam - nieco zbiły mnie z tropu.

Dziwaczne mocowanie

Mikrofon - w odróżnieniu od tych, których używam zazwyczaj - ma dziwny sposób montażu (co nie znaczy, że zły). Otóż nie wtyka się go w żadną "rurkę" (jak D5 czy Shure 14A), nie zawiesza się też w standardowym "koszyczku" (jak większość mikrofonów pojemnościowych). Ma on po prostu zintegrowany uchwyt-obejmę, do którego zamocowane jest również gniazdo XLR. Z tyłu obudowy znajdziemy zatem tylko kilka mikroprzełączników do kształtowania charakterystyki brzmieniowej (płaska, z podciętym basem lub z uwypukloną prezencją). Mikroprzełączniki są nieco niewygodne w obsłudze, ale w zasadzie wystarczy ustawić je raz, a potem wręcz zasłonić (w zestawie znajduje się specjalna klapka do przykręcenia).

Całość - niestety - zajmuje sporo miejsca w przestrzeni, czyli jest zwyczajnie duża. Cieszy za to całkiem sprawnie działająca, dołączona do zestawu osłona przeciwpodmuchowa w postaci gąbki nakładanej na metalową siatkę. Właściwie w pudełku znajdziemy dwie takie osłony, jedna jest dużo grubsza i tę właśnie zamontowałem, bo standardowa (choć wygląda ładniej), nie do końca powstrzymywała moje "pyknięcia".

Mikrofon jest dynamiczny, więc nie potrzebuje zasilania phantom, jednak ja - pouczony doświadczeniami wielu lektorów, których testy SM7B oglądałem - od razu zamontowałem FetHeada. Tak się bowiem składa, że SM7B jest doskonale "znany w branży" z tego, że wymaga dużego wzmocnienia (jest mało czuły). Z jednej strony to duża wada, bo przedwzmacniacze w zwykłych interfejsach nie dają rady go prawidłowo wysterować (trzeba ok. 60dB wzmocnienia), ale z drugiej - niska czułość powoduje, że mikrofon bardzo dobrze "odcina" niechciane hałasy tła, przez co nagrywanie w kiepsko zaadaptowanych pomieszczeniach staje się łatwiejsze.

To co - używamy?

Nie pozostało nic innego, jak tylko wypróbować mikrofon "w praniu", czyli przeczytać z jego pomocą to i owo. Padło, jak to ostatnio bywa, na jedną z baśni ze zbioru "Baśnie z czterech świata stron". Czytało się bardzo przyjemnie, a obróbka przebiegła standardowo, aczkolwiek na potrzeby SM7B musiałem podnieść poziom wzmocnienia (faktycznie jest cichy). Efekty są do posłuchania na stronie GadesLector:

Bardzo przyjemną rzeczą jest to, że po zamontowaniu gąbkowej osłony można mówić do mikrofonu nawet z bliska bez obawy o głoski wybuchowe, a w takim wypadku głos staje się pełniejszy i bardziej masywny. Dodatkowo, jeśli zrezygnujemy z pop-filtra, nic nie przeszkadza w czytaniu (duży pop-filtr potrafi napsuć sporo krwi, zanim się go odpowiednio ustawi, by nie przysłaniał tekstu). Uchwyt pomaga w prawidłowym ustawieniu mikrofonu, zaś waży on akurat tyle, by z ramieniem RØDE PSA1 pracowało się bardzo wygodnie (jest ono odpowiednio dociążone i ani nie ucieka do góry, ani nie opada na blat biurka). Wadą uchwytu jest natomiast to, że przyczepiony bezpośrednio do ramienia PSA1 (bez dodatkowej przedłużki), zahacza o ramię i mikrofonu nie można swobodnie obracać w osi pionowej. Z drugiej jednak strony, pionowo zamocowany FetHead nie obciąża i nie wygina złącza mikrofonu, jak to ma miejsce w przypadku AKG D5.

Muszę przyznać, że w wypadku tego mikrofonu faktycznie warto doczytać przed zakupem o jego właściwościach, zwłaszcza słabym sygnale, który wymaga albo specjalizowanego, niskoszumowego przedwzmacniacza, albo "aktywatora" w rodzaju FetHeada czy Cloudliftera. Bez tego będzie praktycznie bezużyteczny - kiedy podłączyłem go bezpośrednio do Claretta, sygnał przy maksymalnym wysterowaniu sięgał raptem -25dB. Chyba załamałbym się, kupując SM7B dwa lata temu.

Dopisek z 9 września 2021: Oczywiście, to nie jest do końca prawda, bowiem sygnał nagrany Clarettem, nawet tak względnie słaby, da radę pogłośnić do "normalnego" poziomu bez straty jakości. W czasie testowania byłem przekonany, że uzyskane szumy są wynikiem tego właśnie zgłośnienia, jednak późniejsze doświadczenia i zdobyta wiedza wykazały, że to szum przedwzmacniacza, do którego podłącza się mikrofon o tak słabym sygnale i czego bym nie robił, to nie będzie istotnej różnicy między głosem nagranym bez aktywatora (przy użyciu Claretta, to ważne, bo jest on stosunkowo niskoszumowy) i pogłośnionym, czy też głosem pogłośnionym w czasie nagrywania przez aktywator.

Porównania

Oczywiście, nie mogło się obejść bez porównań z moimi dotychczasowymi ulubieńcami: AKG D5 i WA-87. Aby mieć jakiś wspólny mianownik, postanowiłem ustawić cały tor sygnałowy jednakowo dla wszystkich mikrofonów, po czym dokonać nagrań testowych. Plan był taki, by te pliki można było z sobą bezpośrednio porównać, jednak - jak to ja - nie pomyślałem o tym, że SM7B wymaga przecież większego wzmocnienia, stąd do porównania wszystkie nagrania po prostu znormalizowałem. Żadne z nich nie jest obrobione, wszystkie pochodzą z "czystego" toru, który nie zawiera dbx286s, a dla ciekawych efektu - można je pobrać jako archiwum ZIP.

Ten bardzo nieprofesjonalny test przydał się jednak. Po pierwsze, nagrania z obu dotychczas wykorzystywanych mikrofonów zawierają mnóstwo "szczegółów", takich jak sklejenia warg, mlaśnięcia, westchnięcia. Ogromnie mnie to zawsze irytuje i jak tylko mogę, walczę z tym np. za pomocą aplikowania Spiffa, który tego typu artefakty nieco ogranicza. SM7B jest pod tym względem dużo bardziej wyrozumiały i nagranie z niego jest dużo łagodniejsze, takie - nazwałbym to - "tępe". Trudno mi na razie osądzić, czy to dobrze, czy źle - wydaje się, że dobrze, bo osobiście odbieram jego sygnał jako przyjemniejszy dla ucha, ale być może słuchacze audiobooków są zupełnie przeciwnego zdania...

Dodatkowo nagranie z WA-87 zawiera dużo więcej dźwięków otoczenia, w tym straszliwy szum komputera, który był włączony podczas nagrania. Pod tym względem SM7B idealnie wpasowuje się w moje obecne warunki, kiedy trudno o moment, że w domu siedzę sobie sam i mogę spokojnie nagrywać bez martwienia się o hałasy z innych pomieszczeń. Dowodem jest zaprezentowana wyżej baśń, którą nagrałem bezpośrednio w komputerze, bez kombinowania z rejestratorem audio i absolutną ciszą w pomieszczeniu.

Podsumowanie

Niewątpliwie SM7B jest świetnym mikrofonem, czy jednak usprawiedliwia to jego wysoką cenę? Cóż, zawsze można sprawdzić tańszego brata, MV7, który nawet z dedykowanym sobie ramieniem kosztuje mniej niż "goły" SM7B, oferując większą funkcjonalność: jest hybrydowym modelem XLR/USB, dodatkowo wyposażonym w możliwość podłączenia słuchawek do monitoringu bez opóźnień. Chętnie sprawdziłbym też Electro-Voice RE20, jednak obecnie w polskich sklepach osiąga on horrendalną cenę 2500zł, podczas gdy w sklepach zagranicznych (np. w Amazonie) kosztuje z VATem 399 dolarów (licząc nawet 4zł za dolara powinno to dać cenę 1600zł).

Czy polecam ten mikrofon? Jeśli macie dobry przedwzmacniacz albo już kupiliście aktywator w rodzaju FetHead, to raczej nie powinniście być zawiedzeni. W mojej opinii brzmi bardzo dobrze i gdybym miał wybierać, to zastąpiłby mi obecnie oba dotychczasowe: D5 i WA-87. Byłby koniec z przekładaniem mocowań, z regulacją dbx286s i z różnymi ustawieniami wtyczek w WaveLabie. No i nie da się ukryć, że ramię bez przykręconego pop-filtra wygląda zdecydowanie zgrabniej!

Kolejny dopisek z 9 września 2021: dzisiaj już bym tak bezkrytycznie nie polecał tego mikrofonu - owszem, dla mnie faktycznie stał się głównym narzędziem, odsyłając resztę mikrofonów do szuflady, ale musiałem się sporo nauczyć, sporo zainwestować i sporo kombinować, aby wreszcie nagrania z niego przestały brzmieć bucząco i okropnie (jak ta baśń, podana jako przykład w treści testu). To trudny do ujarzmienia sprzęt i sam aktywator nie pomoże, jeśli jesteście wrażliwi na szum - zresztą, polecam przeczytać to wyjaśnienie. Jednym słowem, bardzo fajny mikrofon, ale tylko pod warunkiem, że poświęci się dobrą chwilę na jego skonfigurowanie i późniejszą obróbkę.

Komentarze