[T] TritonAudio FetHead

Ponad rok temu pod choinką znalazłem mikrofon AKG D5. Podłączyłem go na stałe do interfejsu Focusrite Clarett, bo w odróżnieniu od WA-87, można nagrywać z niego głos także przy włączonym komputerze (nie rejestruje szumu). I faktycznie, po rozwiązaniu problemów z nagrywaniem dźwięku w OBS, mikrofon okazał się bardzo przydatny przy rejestrowaniu szybkich poradników dla Siostry Be chociażby. Po prostu włączam rejestrację w OBS, pokazuję w jakimś programie to, co mam pokazać, komentując na bieżąco. Taki materiał nie bardzo nadaje się do szerszej publikacji, ale do takich prywatnych tutoriali jak najbardziej.

Cicho!

Niestety, podobnie jak w przypadku mikrofonu WA-87, także dla D5 przedwzmacniacze z Focusrite okazały się zbyt słabe (tzn. bardziej dla mojego mruczącego głosu). Mówiąc bardziej obrazowo - nawet przy maksymalnie odkręconym pokrętle poziomu wejściowego głos sięgał poziomu maksymalnie -15dB. Fajnie, bo nie było szans na przesterowanie, słabo - bo nie było szans na jakąkolwiek regulację poziomu. Albo wszystko, albo nic.

Oczywiście, nie ma co od razu rozdzierać szat - przy rejestracji 24-bitowego sygnału da się jako-tako wzmocnić ten sygnał, jednak moja krnąbrna dusza "optymalizatora" cierpiała strasznie, nie mogąc po prostu przekręcić gałki w urządzeniu, w zamian machając suwakiem w edytorze audio. Ale jakie są alternatywy?

Wzmacniamy

Naturalne wydaje się, oczywiście, podłączenie D5 do przedwzmacniacza Golden Age Pre-73. Tyle tylko, że on ma tylko jedno wejście, gdzie na stałe podłączyłem sobie WA-87 i odpowiednio do tego wysterowałem całe urządzenie (żeby uzyskać powtarzalność przy nagrywaniu audiobooków). Zwyczajnie z lenistwa nie chciało mi się ciągle wyciągać przedwzmacniacza i zmieniać podłączenia albo kombinować z przepinaniem mikrofonów. Zacząłem zatem czytać, czy dla mikrofonów dynamicznych nie ma jakiegoś prostszego rozwiązania. No i okazało się, że jest. A nawet dwa.

Cloudlifter CL-1 kontra FetHead

Otóż mądrzy ludzie skonstruowali takie sprytne wzmacniacze, które - pobierając zasilanie phantom, normalnie niepotrzebne mikrofonom dynamicznym - wzmacniają sygnał. Obejrzałem sporo filmików i poczytałem testy, po czym zdecydowałem się na rozwiązanie firmy TritonAudio. Po pierwsze dlatego, że wzmocnienie oferowane przez FetHead teoretycznie sięga nawet 26dB (przy 23dB w Cloudlifterze), po drugie zaś, że cenowo jest to urządzenie trzykrotnie tańsze (!). Co więcej, z testów wynikało, że przy tym wszystkim FetHead jest bardziej "przezroczysty brzmieniowo" i mniej szumi.

Wzmacniacz dociera do klienta w małej tubie, dość szczelnie zamkniętej z obu stron. Po wyjęciu zatyczki wyciągamy woreczek z logo producenta, opakowujący FetHeada.

Samo urządzenie wygląda jak nieco przerośnięty wtyk XLR. FetHeada z jednej strony łączy się przewodem XLR z interfejsem (czy innym odbiornikiem sygnału), z drugie zaś wpina do mikrofonu, który tym samym staje się nieco długi (długość mikrofonu, FetHeada i wtyku XLR). I to tyle, wystarczy tylko pamiętać o załączeniu zasilania phantom (bez tego połączenie nie działa!) i można przystąpić do nagrań.

Testy praktyczne

Oczywiście, to było pierwsze, co zrobiłem wyjąwszy FetHeada z pudełka. Podłączyłem, włączyłem zasilanie i... Nooo, to się nazywa "kop"! Jest zdecydowanie głośniej i nagle zamiast rozkręcać pokrętło do maksimum ("godzina siedemnasta"), mogę zatrzymać się dużo wcześniej (gdzieś "na godzinie trzynastej"). Wbrew pozorom, to naprawdę dużo!

Co ciekawe, niespecjalnie przy tym rosną szumy - rzecz jasna, są nieco głośniejsze, ale sygnał użyteczny jest wzmacniany dużo bardziej, więc - jak dla mnie - zysk jest oczywisty. Zamiast pogłaśniać nagrany wokal w edytorze audio i go później odszumiać, mogę od razu nagrać niemal docelową głośność i albo odszumić dużo mniej, albo wręcz wcale.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej przykłady. W pierwszym pliku jest sygnał z "czystego" mikrofonu - najpierw nagrany na maksymalnym poziomie, który oferuje Clarett, a potem zredukowany do "godziny trzynastej" (jest przez to bardzo cichy, ale jest tam na pewno):

Następnie włączyłem za mikrofonem FetHead i po przyłączeniu go do przewodu, włączyłem zasilanie phantom i dokonałem tego nagrania (wzmocnienie nadal ustawione było "na godzinę 13", tak jak przy supercichym, drugim nagraniu powyżej):

Aby do końca zaspokoić swoją ciekawość, zrobiłem jeszcze jeden eksperyment. Ustawiłem maksymalne wzmocnienie, jednak tym razem musiałem znacząco zwiększyć odległość od mikrofonu, bo otrzymywałem przesterowania. O ile poprzednie fragmenty wszystkie czytane były z odległości mniej więcej 5cm od osłony przeciwpodmuchowej, to ten ostatni już był z dobrych 20-30 centymetrów - a i tak jest najsilniejszy z zarejestrowanych - ściszcie głośniki lub słuchawki przed jego włączeniem, jeśli rozkręcaliście je przy poprzednich przykładach:

Wyraźnie zmienia się tutaj charakter brzmienia, jest mniej niskich tonów, a więcej "przestrzeni" - to efekt większej odległości od mikrofonu i zarejestrowania niewielkiej odpowiedzi pomieszczenia.

Na koniec jeszcze tylko porównanie sygnałów znormalizowanych, odpowiednio: czysty sygnał ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum), potem FetHead ("godzina 13" i potem "godzina 17", czyli maksimum z odsuniętym mikrofonem):

Nagrań nie przetwarzałem w żaden sposób, są to "surówki" prosto z mikrofonu, nie odszumiane i nie kompresowane, co najwyżej są nieco skrócone, żeby nie było słychać stuków i trzasków.

Mała-duża zmiana

FetHead ma dużą szansę stać się dla D5 tym, czym stał się Golden Age dla WA-87 - nieodzownym elementem łańcucha. Elementem, o którym można zapomnieć - bo ma po prostu działać i nie trzeba się nim specjalnie przejmować. Odkąd optymalnie dla moich warunków wysterowałem Golden Age, nie muszę się już tym urządzeniem przejmować (poza odkurzaniem go). Tak samo będzie zapewne z FetHeadem, choć tu jest prościej - niczego nie trzeba ustawiać w samym urządzeniu. Polecam gorąco wszystkim, którym nie wystarcza mocy w przedwzmacniaczu do "napędzenia" mikrofonu dynamicznego.

Komentarze