poniedziałek, 22 marca 2021

Prywatny ranking popularności efektów VST

Był już prywatny ranking popularności instrumentów VST, tym razem czas na listę ulubionych efektów wtyczkowych. Nie będzie to lista długa, ponieważ - mimo obszernej kolekcji - w praktyce używam dosłownie garstki efektów i to w zasadzie tylko w razie konieczności. Dość jednak wstępu, przejdźmy do konkretów.

FabFilter

Podobnie jak we wspomnianym wyżej zestawieniu instrumentów zrobiłem zbiorczy wpis dla firmy u-he, tutaj będzie zbiorczy wpis dla firmy FabFilter. A to dlatego, że jeśli używam kompresora, jest to zwykle kompresor Pro-C 2, jeśli używam korektora - Pro-Q3. Limiter? Pro-L 2 - praktycznie zawsze. Deesser? Pro-DS. Pogłos? Od roku Pro-R. A, no i bramka szumów - tylko Pro-G. Czy coś jeszcze? Timeless 2 jako delay. Czy mam coś jeszcze pisać?

I to nie jest efekt braku konkurencji, bo kompresorów czy korektorów naprawdę mam sporo i to całkiem niezłych (np. od IK Multimedia czy Waves). Także deeserów się nazbierało przez lata, a i na pogłosy nie mogę narzekać (Valhalla Room do tej pory istnieje w większości moich projektów). Po prostu podoba mi się jakość tych wtyczek, ich przemyślany interfejs użytkownika, możliwości konfiguracyjne - no, wszystko w zasadzie.

OEK Sound

Mam tylko dwa produkty tej firmy: Soothe oraz Spiff. Obu używam namiętnie, bo po prostu świetnie działają. Soothe to coś, co sprawia, że miks brzmi lepiej, tak po prostu. Taka magiczna skrzynka. Dzięki Spiffowi zaś udało mi się ujarzmić transjenty w nagraniach wokalnych, dzięki czemu pozbyłem się "kłujących" początków wyrazów oraz drobniutkich "mlaśnięć", pochodzących od sklejonych ust. W zasadzie o ile dla Soothe jakąś tam konkurencją jest Soundtheory Gullfoss, to dla Spiffa żadnej sensownej konkurencji nie znam.

iZotope Ozone 9

Produktów z firmy iZotope mam sporo, ale w praktyce używam w zasadzie tylko Ozone'a. Wersja 9 działa bardzo dobrze i nie obciąża komputera tak bardzo jak wersja 8 (ale być może to tylko wrażenie). W każdym razie często zdarza mi się stosować tę wtyczkę, choć chyba nie w sposób, który planowali twórcy. Otóż jest w niej umieszczony "wirtualny asystent", który potrafi na podstawie wbudowanych wzorców lub dostarczonego wzorca dobrać odpowiednią obróbkę, aby przetwarzany materiał brzmiał "dobrze". No i korzystam z tego dość często, ale nie po to, by nie musieć niczego ustawiać samodzielnie - wręcz przeciwnie. Po prostu wykorzystuję te algorytmy do sprawdzenia, jak mógłby brzmieć mój utwór, gdybym zrobił coś tak czy inaczej. Czyli, mówiąc krótko, podglądam, co robi "asystent", żeby utwór brzmiał "lepiej". To zwykle bardzo pouczające.

Swoją drogą, nie ukrywam, że w wersji 9 Ozone jest bardzo sprawny w "naprawianiu" drobnych niedogodności miksu i w trakcie pracy nad jakimś utworem często używam go na sumie, jeśli chcę posłuchać roboczej wersji na jakimś konsumenckim odsłuchu.

Klevgrand Brusfri

Odszumiacz, jakiego szukałem od dawien dawna, a używam już ponad rok. Jest ekstremalnie prosty w użyciu i przy umiejętnym użyciu niemal przezroczysty brzmieniowo. Bardzo go cenię i jest na stałe wpięty w łańcuch przetwarzania w WaveLabie, gdzie obrabiam nagrania głosowe.

Youlean Loudness Meter 2 Pro

Coś, co z pozoru wydaje się zbędne - miernik głośności. W postaci wtyczki? I jeszcze odpłatny? Po co? Ano między innymi po to, by bez gryzienia palców robić np. mastering na określoną platformę. Mnie się ogromnie przydał w końcówce ubiegłego roku, kiedy przygotowywałem do tłoczenia płytę CD "Synergy", jednocześnie robiąc też wersje dla SoundClouda oraz na potrzeby odsłuchu formacie mp3. Każde z tych mediów wymaga innego potraktowania i inaczej toleruje głośne sygnały. Dodatkowo wtyczka Youlean ma możliwość analizy off-line od razu całego pliku dźwiękowego (nie trzeba go przesłuchiwać) oraz wygenerowania raportu z takiej analizy (co - jak wiem - przydaje się, żeby pokazać klientowi, że zrobiony przez nas miks czy master ma odpowiednie parametry związane z głośnością).

Cableguys PanCake 2

Jeden z trzech darmowych pluginów w tym zestawieniu, a jednak daje sobie radę. Zastąpił mi wysłużonego PanMana, którym przez lata całe sterowałem cyklicznymi efektami panoramującymi. Teraz robi to PanCake, nie tak zgrzebny i łatwiejszy w obsłudze.

Infected Mushroom Wider

Banalnie prosta, darmowa wtyczka do... poszerzania obrazu stereo. Tu nie ma co więcej pisać - po prostu działa tak, jak trzeba.

Cockos ReaStream

Niektórych zdziwi może obecność tej wtyczki w zestawieniu najczęściej używanych narzędzi tego typu. Jednak jest to niemal idealne rozwiązanie dla osób, które chcą nagrywać filmy z pracy w programie DAW, a ich interfejsy dźwiękowe nie oferują osobnego kanału umożliwiającego jednoczesne nagrywanie dźwięku z mikrofonu i z aplikacji. Wtedy sprawa jest prosta: wrzucamy na sumę DAWa wtyczkę ReaStream, którą konfigurujemy do transmisji dźwięku. Jednocześnie w programie przechwytującym filmik (np. OBS) wpinamy drugą wtyczkę, tym razem skonfigurowaną do odbioru. I gotowe, dźwięk ląduje tam, gdzie powinien - opisałem to zresztą swego czasu bardziej szczegółowo, jeśli ktoś jest ciekaw.

Słowo na koniec

I to tyle wtyczek najpopularniejszych w moim środowisku "produkcyjnym". Nie ma tego dużo, bo raczej nie lubię zmian (chyba że jest to zmiana na dużo lepsze). Sam pakiet Gold firmy Waves ma ponad pięć razy tyle wtyczek. Z mojego doświadczenia wynika, że jednak mniej zwykle znaczy lepiej i staram się maksymalnie upraszczać łańcuchy przetwarzania dźwięku. Czasem - wiadomo - nie da się, o czym świadczą choćby nagrania lektorskie, gdzie bez korektora, kompresora, deesera i procesora transjentów się "nie da". Ale opracowując pierwszą wersję głównego wokalu w utworze Seventh Encounter w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że kanał zawiera dziesięć różnych wtyczek, po czym wędruje jeszcze na szynę z trzema kolejnymi i... brzmi fatalnie. Wywaliłem praktycznie wszystko, zostawiając korektor, kompresor i pogłos. I wyszło zdecydowanie lepiej. Tyle mojej nauki.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza