poniedziałek, 9 listopada 2020

[G] Elmer Bernstein - Siedmiu wspaniałych

No i niech mi ktoś wmawia, że światem nie rządzi przypadek. Jechałem w sobotę rano na zakupy, w radiu ustawiona stacja z muzyką filmową. I nagle TEN motyw, znany od dzieciństwa. Przed oczami staje preria, niebieskie niebo, kaktusy. Na tle horyzontu siedem sylwetek, w kapeluszach i na koniach. Jakże to działało na dziesięciolatka! A muzyka została w sercu na zawsze.

Została zaś tak skutecznie, że "łaziła" za mną przez całą sobotę. I niedzielny poranek. W końcu pomyślałem - w sumie, mam wirtualną orkiestrę, trochę doświadczenia też już zdobyłem... może by nagrać własną wersję? Znalazłem na Spotify nagranie, więc nie pozostało nic innego, jak zabrać się za robotę.

Tym razem zupełnie świadomie wybrałem Studio One 5. Po prostu key switches działają DUŻO lepiej od map ekspresji w Cubase, a tutaj planowałem często przełączać artykulacje. Charakter utworu jest taki, że główna melodia, grana legato, przeplata się z fragmentami bardzo energicznymi, gdzie trzeba krótkiej artykulacji. Rozdzielać jednego brzmienia na wiele ścieżek nie chciałem, bo i tak gra pełna orkiestra, więc miałbym tego zbyt dużo (jak na moje wymagania).

Wbrew obawom (pamiętam do teraz problemy podczas aranżowania muzyki z "Gry o tron") wszystko poszło jak po maśle. Studio One 5 nie sprawiło żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, a key switches działały genialnie i bez pudła. Dość szybko odszedłem od początkowego pomysłu, by utwór oprzeć głównie o smyczki i z iteracji na iterację przybywało "dęciaków". Doszło nawet do tego, że wykorzystałem nawet pikolo, żeby melodia była ładnie grana także w wysokich rejestrach.

Szczególnie zadowolony jestem z "blach" - wreszcie udało mi się pożenić wszystkie sekcje i do tego dobrać odpowiednie artykulacje. Chyba po raz pierwszy poczułem, że te sekcje zaczynają powoli grać "jak prawdziwa orkiestra" i to było bardzo budujące uczucie.

Pewnie będę się z tego śmiał za jakiś czas, ale obecnie uważam, że ze wszystkich moich utworów "orkiestrowych" ten jest przygotowany najstaranniej i najbardziej świadomie - na tyle, na ile mam obecnie wiedzy i doświadczenia. A jednocześnie już dawno nie pracowało mi się tak przyjemnie - na nic nie musiałem się zżymać, wszystko pasowało, a jedynym zgrzytem było od czasu do czasu "przytkanie się" komputera przy odtwarzaniu co "gęstszych" fragmentów. Aż się chce zaaranżować coś więcej!

Tymczasem zapraszam do wysłuchania mojej wersji motywu przewodniego z westernu "Siedmiu wspaniałych" Elmera Bernsteina:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza