czwartek, 12 listopada 2020

Artykulacje - zmieniać czy trzymać na osobnych ścieżkach?

Ciągle "siedzę w orkiestrach" i przyznam, że że ciągle mi się to podoba. Wprawdzie utworów nie ma jakoś specjalnie dużo, a większość z nich można znaleźć na składance "New in Old", jednak ciągle uczę się nowych rzeczy i mam nadzieję, że to słychać. Doświadczenia nie mam jeszcze zbyt bogatego, ale pewne przemyślenia już mnie dopadły, więc się nimi podzielę. Chodzi o artykulacje, a konkretnie sposób ich stosowania.

Szybkie wyjaśnienie

Kiedy ktoś zaczyna się interesować pisaniem muzyki z wykorzystaniem wirtualnej orkiestry i programu DAW, prędzej czy później zderzy się z zagadnieniem artykulacji. Upraszczając, chodzi zasadniczo o zmianę charakteru brzmienia danego instrumentu, co w prawdziwym życiu jest wykonywane przez muzyka na podstawie znaków graficznych w partyturze i własnego gustu (w mniejszym stopniu). Widniejące na pięciolinii nuty można zagrać w rozmaity sposób - np. skrzypek może strunę szarpnąć palcem, uderzyć smyczkiem, przeciągnąć w górę lub dół, potraktować drewnianą stroną smyczka itp. Zagrać delikatnie, wydobyć flażolety czy mocno docisnąć smyczek. W zasadzie każda grupa instrumentów może mieć inne warianty artykulacyjne, ale w tym wszystkim chodzi o wzbogacenie brzmienia, tchnięcie w niego życia i dynamiki. Nie da się wszystkiego zagrać legato.

Prawdziwi muzycy mają nad "wirtualnymi" przewagę - zdolności manualne. Mogą i potrafią grać, tak po prostu. To, co normalnie robi skrzypek, grając z nut (czasami wręcz bezwiednie), musimy jakoś "zasymulować" w programie DAW. To na nas ciąży odpowiedzialność, żeby w odpowiednim momencie włączyć vibrato o odpowiednim natężeniu i częstotliwości, to my musimy "przeskoczyć" z grania spiccato do flautando. Można to robić na dwa sposoby, które pokrótce omówię.

Osobne ścieżki

Jest to zdecydowanie prostszy, a także zasadniczo czytelniejszy sposób. Dla każdej artykulacji każdego instrumentu tworzymy osobne ścieżki. I jeśli jakiś fragment ma być grany pizzicato, po prostu przenosimy go na odpowiednią ścieżkę.

Zdecydowanym plusem tej metody jest jej czytelność - każdej chwili wiemy, które nuty są grane w jaki sposób. Dodatkowo możemy osobno miksować poszczególne artykulacje, co bywa przydatne, bo np. w niektórych artykulacjach głośność zależy głównie od parametrów ekspresji i modulacji (zwykle artykulacje "długie", takich jak flautando czy legato), a w niektórych wyłącznie od velocity (w artykulacjach krótkich, takich jak spiccato czy staccato). Przełączenie artykulacji na jednej ścieżce powoduje, że raz brzmi ona głośno, a raz cicho - jeśli jednak mamy osobne ścieżki, po prostu ściszymy czy pogłośnimy jedną z nich.

Bywa i tak, że niektóre artykulacje w naszej głównej bibliotece orkiestrowej nie brzmią najlepiej i wtedy można wykorzystać inną bibliotekę, w której akurat te artykulacje są świetne.

Minusy, jakie mi się nasuwają, to - mimo zwiększania czytelności kompozycji - zmniejszenie czytelności w samym programie DAW. Więcej ścieżek to więcej przesuwania w pionie, to kłopot w ogarnięciu jednym rzutem oka bardziej "gęstych" fragmentów. Wprawdzie można wspomagać się tutaj "folderami" i grupować poszczególne sekcje, zwijać je i rozwijać, ale to są te dodatkowe, małe ruchy i kliknięcia, których po całym dniu można mieć dość.

Mały minusik można zanotować za to, że każda ścieżka musi mieć przypisaną osobną instancję instrumentu, co w przypadku bogatszych aranżacji wpływa na zużycie pamięci - ale jeśli używamy bibliotek dla Kontakta, można utworzyć sobie odpowiednie zestawy i podpinać do nich ścieżki na różnych kanałach MIDI.

Przełączanie artykulacji

Alternatywą jest posiadanie dla każdego instrumentu jednej ścieżki i przełączanie artykulacji w zależności od miejsca w utworze. Czyli pierwsze takty pizzicato, potem melodia grana legato i końcówka staccato. Mamy wówczas "czystą" sytuację - pierwsze skrzypce mają swoją ścieżkę i cokolwiek ma być przez nie grane, znajduje się właśnie tam (dla osób tworzących partyturę jest to spore ułatwienie, nie muszą sztucznie scalać ścieżek, aby wygenerować komplet nut dla danego instrumentu). Łatwiej jest to odsłuchiwać (przy dobrej implementacji przełączania artykulacji), bo wystarczy włączyć solo na pojedynczym śladzie. Po zbalansowaniu głośności między fragmentami zależnymi od velocity a tymi sterowanymi modulacją i ekspresją, spada liczba suwaków w mikserze, co zwykle ułatwia miksowanie. Do pamięci ładowana jest tylko jedna instancja instrumentu, więc jest to także oszczędność pamięci.

Z tym ostatnim nie do końca mogę się zgodzić, bo zwykle ładuje się po prostu brzmienie "multi-articulation", gdzie znajdują się WSZYSTKIE przewidziane przez producenta artykulacje, a mało kiedy użyjemy ich wszystkich - sporo więc próbek znajduje się w pamięci nadmiarowo. Nieużywane artykulacje da się zwykle usunąć, ale przyznam, że mało kiedy mi się chce to robić - z lenistwa przygotowałem sobie po prostu zestawy "lekkie", gdzie jest dużo mniej artykulacji.

Aby korzystać z przełączania artykulacji, nie trzeba zasadniczo żadnych specjalnych funkcji programu DAW - robi się to bowiem zwykłymi nutkami, które po prostu "rysujemy" w piano-roll. Jest to jednak irytujące, bo po pierwsze, aby zmiana artykulacji nastąpiła, kursor odtwarzający musi "przejść" przez te specjalne nutki (żeby wysłały się one do instrumentu). Jeśli ich nie wyślemy, instrument zagra ostatnią ustawioną artykulacją, co może być zupełnie inne od oczekiwań.

Dlatego czołowe programy DAW, jak Logic, Cubase czy Studio One mają wbudowane specjalne narzędzia, służące do zarządzania artykulacjami.

Artykulacje w Cubase - Expression Maps

W tym programie mamy do czynienia ze specjalnymi mapami ekspresji. Definiujemy w nich dla poszczególnych instrumentów, która "nuta przełączająca" odpowiada za jaką artykulację (np. C-2 to legato, a E-1 - spiccato). Mając taką mapę przypisaną do ścieżki, możemy teraz "narysować", że od jednego momentu kompozycji do drugiego ma być stosowana taka artykulacja, a w innym miejscu - zupełnie inna. Cubase w oparciu o mapę ekspresji po prostu wyśle w odpowiednim momencie "nutkę przełączającą" skojarzoną z bieżącą artykulacją i usłyszymy to, co trzeba.

Tak to przynajmniej wygląda w teorii, bo praktyka pokazała, że nie jest różowo. Definiowanie map ekspresji jest dość skomplikowane, a chociaż zwykle cały mechanizm działa, to czasem coś się nie przełączy (zwłaszcza jeśli przemieszczamy kursor), czasem mimo ewidentnego przechodzenia kursora przez zmianę artykulacji ona nie następuje. No, czary jednym słowem. Ponoć to specyfika wersji 10.5, jeśli wierzyć wątkom na forum, w wersji 10 podobno działało to lepiej. Może wersja 11 coś tu poprawi, przekonamy się pewnie w najbliższych dniach.

Druga rzecz to kiepska czytelność panelu do przełączania - jeśli instrument obsługuje sporo artykulacji (np. 20, jak w BBC SO), to robi się niezłe zamieszanie. Cubase bowiem każdą artykulację trzyma w osobnym wierszu, a wierszy robi się w tym wypadku 20, a są prezentowane na stosunkowo małej przestrzeni.

Co ciekawe, Cubase nie umieszcza żadnych dodatkowych nutek w piano-roll, wysyła je jakoś osobno. Z jednej strony to fajnie, bo nie zaciemnia nam notacji czysto muzycznej, ale z drugiej komplikuje możliwość łatwego przeniesienia do innego programu DAW - po prostu artykulacje trzeba będzie pracowicie ustawiać na nowo...

Artykulacje w Studio One - Key Switches

Funkcjonalność ta pojawiła się w tym roku, w wersji 5.0 i od razu "chwyciła mnie za serce". Przede wszystkim jest banalnie prosta - zarówno przypisywanie nazw do "nut przełączających", jak i "rysowanie" artykulacji we wbudowanym edytorze. W odróżnieniu od Cubase'a, jest tu tylko pojedyncza linia, co wydaje się logiczniejsze - w końcu instrument może grać tylko jedną artykulacją na raz, prawda? Prościej rysować, prościej przesuwać granice, prościej się w tym orientować.

Studio One do przełączania używa "normalnych" nut (widać je w piano-roll i w razie czego mogą być wyeksportowane), ale zabezpiecza je specjalną "strefą", przez co nie podlegają np. transpozycji i nie są widoczne w edytorze nutowym (za to mogą służyć jako źródło oznaczeń artykulacyjnych). Widać, że ktoś w PreSonus przemyślał dokładnie całą rzecz. Aż szkoda, że do poszczególnych artykulacji nie można ręcznie przypisać kolorów.

Czego używam?

Życie pokazuje, że oba podejścia znajdują zastosowanie. Czasem - było tak np. podczas pracy nad kompozycją Bernsteina, sprawdzają się świetnie key switches. Czasem - jak przy "Grze o tron" - lepiej porozbijać artykulacje na osobne ścieżki. Osobiście, odkąd wróciłem do Studio One 5, częściej wybieram przełączanie, bo po prostu key switches działają bez pudła i są bardzo wygodne. Łatwiej jest eksperymentować, jednym kliknięciem przełączając dla paru nut artykulację w piano roll, zamiast tworzyć osobną ścieżkę, ładować tam instrument, wywalać zbędne artykulacje i kopiować tam tych samych parę nutek. No i oszczędzamy sobie suwania w pionie, co mnie osobiście zawsze cieszy.

Teraz cała nadzieja w Steinbergu, żeby mapy ekspresji zaczęły bezbłędnie działać w wersji 11. Trzymam kciuki!

0 komentarze:

Publikowanie komentarza