niedziela, 1 grudnia 2019

Najnajnaj 2019

W zeszłym roku zdarzyło mi się popełnić post, traktujący o moich naj-i-ulubionych instrumentach, efektach i innych programistycznych cudeńkach, z których korzystam na codzień. Postanowiłem, że zaszło parę zmian, które warto zaznaczyć.

Instrumenty

Spectrasonic Omnisphere 2

Nadal najlepszy i nadal najczęściej używany, choć przyznam, że mam coraz większe obawy, że zawieszanie się Studio One przy współpracy z tym instrumentem nie jest tylko winą tylko produktu od PreSonusa. Po upgrade Cubase do wersji 10 Pro także zaobserwowałem dwa razy problemy właśnie podczas pracy z Omnishpere...

Generalnie jednak, jeśli chodzi o jakość dźwięku i uniwersalność, Omnisphere nie ma sobie równych.

Arturia V Collection, AnalogLab

I tutaj raczej nie będzie zmiany - wprawdzie pokazała się wersja 7, ale wnosi ona na tyle mało, a aktualizacja kosztuje na tyle dużo, że skórka niewarta jest wyprawki. W kategorii symulowanych brzmień starych instrumentów pakiet Arturii jest - w moich oczach - bezkonkurencyjny.

Native Instruments Battery 4

Mimo ukazania się pakietu Native Instruments Komplete 12, ja ciągle używam sobie "jedenastki", a co za tym idzie, także Battery 4 (choć, nawiasem mówiąc, Komplete 12 wcale nie zawiera wersji 5). To ciągle mój ulubiony moduł perkusyjny, łatwy w obsłudze, prosty - po prostu praktyczny i działający.

Modartt Pianoteq 6

To pierwsza zmiana w zestawieniu. Zamiast pakietu brzmień orkiestrowych zdecydowałem się umieścić Pianoteq 6, z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty - okazuje się, że to z reguły pierwszy instrument, który wrzucam do każdego nowego projektu. Zwyczajnie brzmienie fortepianu jest dla mnie najwygodniejsze, jeśli chodzi o komponowanie - można opracować i melodię, i harmonię. Druga sprawa to kompaktowość tego konkretnego instrumentu - jest mały (objętościowo), więc wczytuje się szybko, a do tego modelowanie fizyczne stoi w nim na tak wysokim poziomie, że nie czuję absolutnie potrzeby stosowania innej wtyczki do brzmień fortepianowych.

Dmitry Sches Thorn 1.2

Divę zastępuje czarny koń, czyli Thorn, tym razem już w wydaniu od Plugin Alliance. Thorn wygrywa nawet nie tym, że ma całkiem porządny tor syntezy i stosunkowo prostą obsługę, ale wiele (naprawdę wiele!) razy po prostu mnie ratowała z opresji pt. "chcę takiego-a-takiego brzmienia". Zazwyczaj chodziło albo o jakiś fajny, wyrazisty bas, albo o sensowne, ładne brzmienie melodyczne, albo ciekawe "plumkanie" i... jakoś zawsze po przejrzeniu listy brzmień Thorna znajdowałem inspirujące brzmienie bazowe, które mogłem łatwo dostosować do oczekiwań.

Efekty

Tu nastąpiło chyba najwięcej zmian, co wynika pośrednio z faktu, że zajmowałem się mniej muzyką, a bardziej audiobookami, więc siłą rzeczy bardziej skupiałem się na efektach, a nie instrumentach.

Oeksound Soothe

Soothe zdecydowanie pozostaje w zestawieniu i chyba nieprędko z niego zniknie. To fantastyczna wtyczka i doceniam ją coraz bardziej, można wręcz powiedzieć: z każdym użyciem.

Oeksound Spiff

Obróbka głosu lektorskiego doprowadziła do tego, że wreszcie zacząłem używać Spiffa - i okazał się on fantastycznym remedium na walkę z transjentami i ostrym brzmieniem. Nie znalazłem nic lepszego w tym zakresie, zatem to Spiff ląduje w piątce najbardziej zasłużonych efektów.

Valhalla Room

Valhalla Room także wydaje się być zupełnie niezagrożona. Używam często i przy każdej okazji, kiedy chcę zastosować pogłos. Sprawdza się wyśmienicie i nie jest jakoś specjalnie zasobożerna.

FabFilter - C2, L2, Q3, G, Timeless 2

Od tego producenta mam całkiem sporo wtyczek: kompresor, limiter, korektor, delay, a nawet bramkę szumów. To właśnie ta ostatnia zaważyła, żeby potraktować cały pakiet jako jedną, bardzo silną pozycję na liście - jeśli jeszcze kiedyś rozbuduję listę tych wtyczek, to może tylko wzmocnić ich pozycję i nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek miało tu zabraknąć wtyczek FabFilter.

SoundToys PanMan

Nadal bardzo lubię i nie przestałem używać.

DAW

Tutaj jest przetasowanie, ale raczej takie nieśmiałe i niezdecydowane.

Cubase 10 Pro

Wersja Pro Cubase ma bardzo dużo do zaoferowania. A wersja 10.5 jeszcze więcej. Poprawiono nawet to, czym i tak Cubase się wyróżniał, czyli nagrywanie retrospektywne. Jako że traktuję Cubase równorzędnie ze Studio One, tym razem zestawienie wygrywa aplikacja od Steinberga.

Studio One 4.5 Professional

Wciąż w czołówce. Mój ulubiony DAW.

Cockos Reaper

Ten DAW to fenomen. Szybki, bezproblemowy i używam go do dorywczych prac, kiedy np. trzeba na szybko zmontować jeden plik z kilku składowych, dodać parę efektów i wyrenderować. Nawet nie trzeba tworzyć pliku projektu.

Bitwig 2.4

Używam tylko do testów, kiedy mam problem z jakąś wtyczką. Zwykle Bitwig okazuje się najbardziej stabilny.

FL Studio 20

A tej aplikacji już w zasadzie nie używam. Chyba, że muszę wczytać jakiś starszy projekt.

Inne narzędzia, niekoniecznie dźwiękowe

Tutaj odnotowuję jedną zmianę: podczas intensywnych prac nad audiobookami Acon Acoustica 7 został zastąpiony przez Steinberg WaveLaba 10 Elements. Chociaż zdarza mi się jeszcze odpalić Acoustikę, zwykle do szybkich prac "offline", czyli takich, gdy chcę przetworzyć plik dźwiękowy kilkoma efektami i zapisać tak zmieniony materiał do dalszych prac (zwykle w ten sposób odszumiam nagrania, bo moduł odszumiania w tej aplikacji daje bardzo dobre efekty). Total Commander - bez zmian popularny i używany namiętnie, Resonic Player - obecnie już sporadycznie, zastąpił go właśnie... Total Commander, który ma obecnie bardzo fajnie rozwiązane przeglądanie multimediów.

Podsumowanie

Widać, że następuje powoli pewna stabilizacja. Najbardziej cieszyłbym się, gdyby ostatecznie wyklarowała się sprawa DAW. Tak naprawdę WOLAŁBYM Studio One, bo bardziej odpowiada mi i wygląd, i workflow, i sposób działania pewnych funkcji. Cubase nadrabia jednak w innych miejscach, między innymi za sprawą technologii VariAudio, którą zamierzam poznać lepiej przy okazji nagrywania najbliższej płyty, a której obsługa wygląda dużo prościej niż zmagania z Revoice Pro. No i mam do programu Steinberga ogromny sentyment...

Natomiast liczę na to, że w kwestii wtyczek osiągnąłem już poziom docelowy. Wprawdzie kusi ciągle FabFilter Pro-R, czyli pogłos, ale Valhalla Room trzyma się mocno. Trudno jest mi sobie wyobrazić typ wtyczki, której nie miałbym choćby dwóch przedstawicieli do wyboru. Kompresory, korektory, pogłosy, de-essery, poprawiacze brzmienia (w rodzaju Soothe lub Gullfoss), limitery, bramki szumów, delaye - wszystko to mam i w większości w tych lepszych wersjach. Głodu więc nie ma tu żadnego.

Na przyszły rok prognozuję jeden jedyny zakup, o ile będzie w ogóle możliwy: uaktualnienie do Studio One 5. Pod warunkiem, że będą tam te funkcje, o których po cichu marzę. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz