[K] Embertone Walker 1955 Concert D
Jeszcze nie koniec fortepianowego szaleństwa - ale już prawie, pozostał tylko C. Bechstein Digital Grand i będzie po wszystkim. Dzisiaj opiszę instrument, który zjawił się w moim studiu "rzutem na taśmę". Z produktów firmy Embertone sprawdzałem już dość dawno temu skrzypce Joshua Bell, które - mimo bardzo przyjemnego brzmienia - nie zrobiły u mnie furory. Niestety, był to pierwszy przykład na to, że ja potrzebuję bibliotek opartych jednak na artykulacjach, a nie sprytnych algorytmach rozpoznających intencje ze sposobu gry. Stąd wówczas zwyciężyły instrumenty e-Instruments z serii Cremona.
Na szczęście fortepian to nie skrzypce i jest bardziej "prostolinijny" w obsłudze, więc zdecydowałem się sprawdzić Walkera 1955 Concert D, czyli wirtualną replikę fortepianu Steinway D. Tym bardziej, że w nagraniach demonstracyjnych spodobało mi się nieco "staroświeckie" brzmienie, podobne troszeczkę do bardzo lubianego przeze mnie VSL Studio Concert D 1887. Nowoczesnych brzmień mam aż nadto, dlaczego więc nie sprawdzić czegoś takiego?
Dla osób ciekawych, skąd wzięła się nazwa biblioteki - otóż właścicielem zsamplowanego Steinwaya D z 1955 roku jest John Q. Walker, który udostępnił firmie Embertone swój prywatny dom, by można było dokonać nagrań wszystkich wymaganych ujęć.
Druga ciekawostka - początkowo instrument był znany jako Walker 1955 Steinway D, jednak firma Steinway wymogła zmianę nazwy na Concert D.
Trudne decyzje
Walker 1955 jest dostępny w trzech wersjach: dość ograniczonej Lite, gdzie mamy 12 warstw dynamiki, brakuje sampli dla pedału Una Corda i mechanizmu rezonansu; wersji pół-pełnej, choć nazwanej Full i w końcu rzeczywiście pełnej Complete. Przyznam, że nazewnictwo przyjęte przez Embertone jest nader mylące. O ile z Lite nie ma problemów, to przypisanie nazwy Full wersji z tylko jednym ujęciem mikrofonowym jest... osobliwe. Dopiero wersja Complete zawiera wszystkie sześć przygotowanych ujęć mikrofonowych (Main, Close, Wide, Binaural, Hammer, Room). Na szczęście, jeśli kupimy wersję Full (gdzie mamy tylko ujęcie Main), możemy pozostałe ujęcia dokupić w miarę potrzeb (15 dolarów za każde) - ostatecznie zdecydowałem się właśnie na Complete.
Tutaj musi pojawić pewna uwaga - o ile chyba we wszystkich dostępnych mi bibliotekach fortepianowych dodatkowe ujęcia mikrofonowe umożliwiają swobodne miksowanie (np. do ujęcia bliskiego możemy domiksować trochę pogłosu sali z położonych dalej mikrofonów), to w przypadku Walkera 1955 jest inaczej. Każde ujęcie mikrofonowe to tak naprawdę osobny instrument, czyli łączyć miksy możemy tylko na poziomie programu DAW, zwielokrotniając liczbę instancji Walkera. Każde ujęcie mikrofonowe to także dodatkowe ok. 35GB danych, co warto mieć na uwadze, wybierając dysk do instalacji - cała wersja Complete zajmie nam przeszło 200GB!
Instalacja
Zazwyczaj nie opisuję instalacji, bo jest to czynność zbyt trywialna, by się nad nią pochylać - tutaj rzecz nie sprowadza się jednak do kilku kliknięć. Po pierwsze, musimy zainstalować dodatkowy program Conduct, który posłuży nam do pobrania właściwych plików. Wklejamy do niego otrzymane przy zakupie kody (w moim przypadku sześć, bo jeden dla wersji Full, a pięć dla dodatkowych ujęć mikrofonowych z pakietu Complete) i... pobieramy.
Kolejna "pobierałka" do kolekcji...
Na tym jednak nie koniec, bo musimy jeszcze odpalić Native Access od Native Instruments i wkleić tam ten sam kod, który dostaliśmy dla głównej biblioteki, po czym wskazać folder, gdzie zainstalowaliśmy Walkera.
Co ciekawe, przy zakupie musimy specjalnie zaznaczyć pole, że jesteśmy świadomi, że biblioteka wymaga PEŁNEJ wersji Kontakta. To wymaganie nie jest zgodne z prawdą, bo wystarcza Kontakt Player. Świadczą o tym opisy na dole strony domowej instrumentu, a także fakt, że rejestrujemy Walkera w Native Access i pojawia się on normalnie na liście bibliotek Kontakta.
Jak widać, Walker 1955 bez problemu dodaje się do Kontakta Player
Możliwości konfiguracyjne
Nie spodziewałem się aż tylu opcji do ustawienia w tym instrumencie. Wprawdzie nie jest on AŻ TAK stary, jakby mogło się wydawać (premiera w 2018 roku), ale jeśli ktoś lubi "grzebać" i bawić się parametrami, trochę tego tu jest.
Przede wszystkim możemy włączyć pełnię możliwości: wszystkie warstwy dynamiczne, wszystkie próbki Una Corda i round robin, co warto zrobić, jeśli nie narzekamy na brak pamięci operacyjnej.
W dzisiejszych czasach już raczej nie należy się obawiać podkręcenia wszystkiego do maksimum
Możemy też nieco "podrasować" brzmienie korektorem i pogłosem - wielbiciele dodawania własnych wtyczek pogłosowych powinni zatem skręcić do minimum pokrętło Reverb:
Brzmienie + pogłos
Trzecia zakładka, Response, służy do regulacji dynamiki oraz ewentualnych "hałasów" pedałów i odgłosów puszczanych klawiszy:
Dynamika i "hałasy"
Na koniec możemy przypisać komunikaty MIDI do poszczególnych elementów fortepianu oraz - ciekawa cecha - wyłączyć niektóre kategorie próbek:
Kody CC dla poszczególnych kontrolek oraz typy próbek
Jak widać, w moim przypadku wyłączyłem próbki staccato, bowiem uznałem, że instrument nieco dziwnie je aktywuje. Jeśli decydujemy się na zachowanie staccato, warto wybrać dla tego parametru inny kod CC niż domyślny 11, bo czasem w plikach MIDI akurat CC11 jest używany do sterowania głośnością instrumentów (kontroler Expression).
Ważna uwaga ode mnie: warto od razu ustawić w samym Kontakcie polifonię maksymalną na wartość przynajmniej 800, a można i 1000 lub nawet 1500. Chodzi o "obcinanie" dźwięku przy niektórych utworach, np. kompozycje Liszta czy szybkie etiudy Chopina - gdy pojawiają się gęste pasaże, grane oburęcznie, z podtrzymanymi akordami, instrument zużywa absurdalne liczby głosów, wykraczające poza domyślne 500-600. Skutkuje to gubieniem lub ucinaniem niektórych dźwięków - gdy się z tym zetknąłem po raz pierwszy, już chciałem pobierać na nowo całą bibliotekę, bo uznałem, że na pewno źle rozpakowały się sample albo coś podobnego.
Testy i nagrania
Wirtualnych Steinwayów mam naprawdę sporo, więc materiału do porównań było również dużo. Nie mogło zabraknąć zestawienia z moim ulubionym VI LABS Modern D:
Tak brzmi stary Steinway D
A tak brzmi naprawdę nowy Steinway D
Jak słychać, jest inaczej, zdecydowanie inaczej.
A poniżej, już tak tylko do posłuchania, inne "Impromptu", innego kompozytora:
Trochę dłuższy utwór z odmienną dynamiką
W pierwszym nagraniu z Walkera korzystałem z ujęcia Main, Impromptu Schuberta z kolei nagrałem korzystając z mikrofonów Close, gdyby to kogoś interesowało.
Przygotowałem też zestawienie trzech Steinwayów z różnych epok: z 1887 roku (VSL Studio Concert D 1887), z 1955 roku (Embertone Walker 1955 Concert D) i z 2021 roku (VI LABS Modern D):
Vienna Symphonic Library Studio Concert D 1887 (Intimate)
Embertone Walker 1955 (Main)
VI LABS Modern D
Każdy z nich brzmi odmiennie i tylko od nas zależy, które brzmienie przypadnie nam do gustu bardziej.
Testując inne ujęcia mikrofonów natknąłem się na dziwne efekty, szczególnie w ujęciu Wide, czego nie słyszałem jakoś wyraźnie w innych. Posłuchajcie uważnie, od samego początku pojawiają się jakieś bardzo dziwnie brzmiące rezonanse na przytrzymanych nutach (działa to niezależnie od włączenia funkcji Adaptive releases):
Nagranie z Walkera 1955, ujęcie Wide
Efektu nie ma podczas renderowania tych samych danych MIDI za pomocą innych bibliotek, np. VI LABS Modern D:
VI LABS Modern D radzi sobie
Co ciekawe, w ujęciach Main czy Binaural aż tak bardzo te rezonanse nie rzucają się w uszy.
Inne osobliwe zachowanie wyszło podczas próby renderowania utworu Ravela, tym razem dotyczy to wszystkich ujęć mikrofonowych. Posłuchajcie fragmentu mniej więcej od 1:15 - biblioteka bardzo dziwnie reaguje na pedał sustain, "dławiąc" się dźwiękami (z kolei końcowe 15-20 sekund utworu to znajome już rezonanse):
Dziwna praca pedału sustain i ponownie rezonanse
I znów, inne biblioteki nie mają problemu - tutaj przykład z VSL Synchron Concert D-274:
VSL Synchron Concert D-274 - bez problemów
Jeśli ktoś podejrzewałby uszkodzony plik MIDI, to nie ten trop - mam kilka niezależnych wykonań tego utworu, każde z nich brzmi dziwnie, odgrywane Walkerem.
To wszystko nie buduje mojego zaufania do instrumentu - jeśli istnieje ryzyko, że w renderze napotkam na rezonanse lub "pourywane" dźwięki, na pewno nie będę zadowolony i zamiast szukać obejścia problemu, po prostu zastosuję bibliotekę, która podobnych niespodzianek nie robi...
Ogólne wrażenia
Długo się zbierałem do napisania tego tekstu i w efekcie pojawia się on już po podsumowaniu testów fortepianów. Nic na to nie poradzę, bo jestem w kropce. Z jednej strony biblioteka potrafi zabrzmieć naprawdę pięknie, ale z drugiej miewa bardzo problematyczne zachowania i zwyczajnie nie mogę być jej pewny. Powtórzyła się sytuacja znana z pierwszych kontaktów z Ivory 3 American Concert D. Ciężko cieszyć się biblioteką, gdy każdy render z niej trzeba uważnie przesłuchiwać w obawie przed dziwnymi błędami, rezonansami, zanikami dźwięków czy innymi artefaktami. Po zlokalizowaniu źródła niektórych problemów (polifonia w Kontakcie) i wybadaniu, co i jak można włączyć (a co lepiej wyłączyć), jest lepiej, ale nadal dla świętego spokoju wolę użyć biblioteki, która żadnych psikusów mi nie spłata.
Trudno mi zatem polecać komukolwiek Walkera 1955 z czystym sumieniem. Teoretycznie biblioteka broni się przyjemnym brzmieniem i faktycznie, nie jest to to samo, co nowiutkie Steinwaye D, więc jeśli ktoś lubi dźwięk "starszego" fortepianu, może się zainteresować - szczególnie, że autorzy nie poszli z "realizmem" (rozumianym jako hałasy, niedokładności czy niestrojenie) aż tak daleko, jak twórcy Ebony Concert Grand.







Komentarze
Prześlij komentarz