[K] Arturia V Collection 9

Arturia nie zwalnia tempa i po piętnastu miesiącach prezentuje nową, dziewiątą już odsłonę niezwykle bogatego zestawu V Collection. Tym razem sprawy zaczynają się komplikować, bo coraz trudniej jest stwierdzić, jakie dostajemy nowości, co jest nowym instrumentem, a co tylko aktualizacją. Tym razem na pewno z nowych rzeczy mamy Korga MS-20, SQ-80 oraz dwa instrumenty nieco odmienne od obecnych do tej pory w V Collection: Augmented Strings i Augmented Voices. Odmienne o tyle, że nie są to repliki czy emulacje istniejących dawniej syntezatorów - bliżej im do Pigments, czyli czegoś zupełnie nowego. I powiem szczerze, że bardzo polubiłem oba te instrumenty natychmiast po pierwszym ich odsłuchaniu. Ale po kolei.

Korg MS-20

Tego się nie spodziewałem. To znaczy, i tego, że Arturia przygotuje emulację MS-20, i tego, że Korg pozwoli jej używać oryginalnej nazwy. Dotychczas firma ta bardzo zaborczo broniła swoich praw, a i sama wyprodukowała cyfrową emulację MS-20, całkiem niezłą zresztą.

Muszę przyznać, że MS-20 brzmi bardzo dobrze, zwłaszcza bardziej rozbudowane brzmienia w rodzaju sekwencji aż zachęcają, by coś w nich ułożyć (no i nie powstrzyłem się). Być może zadam sobie trud porównania tej emulacji z "oryginalną", produkcji Korga - chociaż, kiedy pomyślę o logowaniu się do korgowego panelu, o dziwnym systemie autoryzacji i maluśkim interfejsie użytkownika, jakoś ochota mi przechodzi.

Ciekawe, czy Arturia zabezpieczyła się na wypadek wycofania zgody przez Korga - czy w którejś z edycji V Collection może nagle zabraknąć MS-20>?

SQ-80

Każda osoba obeznana nieco z muzyką elektroniczną końca XX wieku zna z pewnością brzmienie instrumentu Ensoniq SQ-80, nawet jeśli nie jest tego świadoma. Już pierwsze firmowe brzmienie w emulacji SQ-80, nazwane Fading Memory, od razu przywodzi skojarzenia z muzyką Jean-Michel Jarre'a.

Im dalej w listę presetów, tym szerzej otwierają się wrota nostalgii i człowiek ma ochotę nagrać kawałek rodem z lat osiemdziesiątych.

Augmented Strings i Voices

To dwa bardzo podobne do siebie instrumenty, które bazują na dwóch przenikających się warstwach. Przenikanie można modulować, dostępne są filtry i efekty, zaś brzmienie obu instrumentów momentami bywa genialne - a to znak, że przy odrobinie samozaparcia da się tu wykręcić prawdziwe cudeńka. Producent wspomina, że wykorzystywane są tutaj zarówno sample, jak i synteza (emulacja analogów, wavetable czy synteza granularna) - cokolwiek tutaj włożono, zabawa z brzmieniami jest przednia!

Jednocześnie nie są to emulacje żadnych historycznych syntezatorów, a po prostu zupełnie nowe i świeże instrumenty ogólnego przeznaczenia z ukierunkowaniem na brzmienia typu pad i tworzenie nastrojowego tła.

Reszta

Reszta zawartości V Collection 9 to recykling, czyli nowe wersje znanych już wcześniej instrumentów. I muszę przyznać, że jest to zrobione z głową - tak jak przy okazji premiery "ósemki" dostaliśmy dodatkowo nową wersję Jup-8 v4, tak teraz dostajemy syntezator CS-80 v4, napisany (według Arturii) od nowa. Drugim takim ewenementem jest nowy, rozdzielony Prophet, obecnie osobno w wersji 5 i VS. W efekcie Prophetów mamy aż trzy wersje: starsza, będąca zintegrowaną "piątką" i VS, oraz dwa nowe, osobne emulacje.

W nowej wersji prezentuje się także Piano v3, które jest czymś podobnym do Pianoteq - instrumentem w pełni cyfrowym, opartym na modelowaniu fizykalnym. Brzmi nieźle, chociaż i tak wolę Pianoteq.

Obecnie kolekcja zawiera już 32 instrumenty (niektóre w podwójnych wersjach, jak Jup-8, CS-80 czy Piano albo Prophet - ale duplikatów nie uwzględniam). Producent wlicza wprawdzie Analog Lab V i pokazuje liczbę 33, ale pozwolę sobie się nie zgodzić - Analog Lab V to moim zdaniem tylko "uruchamiacz" dla innych instrumentów, a nie pełnoprawny syntezator. Podobnie z pewną rezerwą trzeba traktować podawaną w specyfikacji liczbę 14 tysięcy presetów - Analog Lab V, który niby integruje wszystkie instrumenty pakietu, pokazuje niespełna 12 tysięcy:

Tak czy owak, są to ogromne liczby i zapewne niewielu użytkowników przesłucha choćby połowę przygotowanych brzmień.

Trochę szkoda, że Pigments znajduje się ciągle poza V Collection - do wersji 8 faktycznie nie bardzo pasował, jako syntezator zupełnie nowy, ale skoro obecnie Arturia wrzuciła do V Collection dwa instrumenty Augmented, nie widzę powodu, dla którego Pigments ma pozostawać obok (firma jest zapewne innego zdania, bo dzięki temu sprzedaje ten syntezator osobno, w pełnej cenie 199 euro).

A, pobrzdąkam sobie!

Tym razem zamieszczam malutką próbkę, czyli prosty utwór nagrany "na kolanie" w godzinkę, wyłącznie z gotowych brzmień Arturii, przede wszystkim nowości wersji 9. Poza limiterem na sumie nie ma tu żadnych efektów, brzmienia to także gotowe presety:

Odwieczne pytanie

Pytanie to brzmi nieprzemijająco: czy warto? Każda kolejna wersja V Collection jest w zasadzie taka sama: dodaje troszeczkę, poprawia troszeczkę i cyk, chce skasować 299 euro za aktualizację (obecnie trwa jeszcze przejściowy okres promocyjny i upgrade kosztuje "tylko" 199 euro). Gdyby podzielić tę kwotę przez liczbę nowych instrumentów, wychodzi ok. 50 euro za sztukę, przy uwzględnieniu nowych wersji to już tylko 25 euro za sztukę. Nowi użytkownicy w promocji zapłacą 499 euro, potem cena wzrośnie do 599 euro.

Dylemat bierze się stąd, że 299 euro (poza promocją) za aktualizację to całkiem wysoka cena - ale z drugiej strony, dostajemy w tej cenie kilka instrumentów, które spokojnie mogłyby być sprzedawane za przynajmniej 100 euro każdy...

Ja, tradycyjnie, chciałem pominąć tę aktualizację i, również tradycyjnie, mam już ją zainstalowaną. Z wyrzutami sumienia, ale i z wypiekami na twarzy, bo... lubię syntezatory. Gdyby jeszcze Arturia pomyślała o aktualizacji Spark 2!...

Komentarze