[O] Vivaldi i barokowe przygody

Już przy okazji testów Versilian Studios The Recorder wspominałem, że mi tej jesieni bardzo "wchodzi" barok. Chyba faktycznie mam słabość do małych składów smyczkowych i klawesynu.

Jeśli zaś mówimy "barok", to często myślimy "Vivaldi", bo w końcu ten włoski kompozytor jest jedną z czołowych postaci omawianego okresu. Pisałem już o nim w tym cyklu wielokrotnie, w tym ostatnio przy okazji ponownego nagrania "Czterech pór roku". Tym razem jednak pokusiłem się o przygotowanie innych utworów, a szczególnie chciałbym skupić się na "Koncercie smyczkowym g-moll, RV157", a to dlatego, że nagrałem aż trzy wersje.

Zamiast tradycyjnego wyboru Elite Strings od Vienna Symphonic Library, tym razem postawiłem na Duality Strings tego samego producenta. Celem było faktyczne porównanie obu dostępnych w tej bibliotece składów: tego nagranego w dużym Studio A i tego nagranego w Studio B. Smyczkom towarzyszy, rzecz jasna, klawesyn VSL Synchron Harpsichord Blanchet, który dziwnym sposobem stał się najchętniej używanym klawesynem z mojego bogatego zbioru.

Najpierw posłuchajmy wersji nagranej "składem A":

A teraz trochę bardziej precyzyjny, bo mniej "upogłosowiony" skład drugi:

Różnice w brzmieniu są słyszalne wyraźnie - "Skład A" jest mniej wyraźny, bardziej rozmyty przez większy naturalny pogłos studia Synchron. Z kolei "Skład B" wydaje się bardziej precyzyjny i dużo bliższy słuchacza, co przy Vivaldim sprawdza się całkiem nieźle.

To jednak nie koniec eksperymentów - nawet bardziej szczegółowe nagranie "Składu B" wydało mi się na tyle mało ostre, że postanowiłem przygotować wersję trzecią, gdzie mamy prawdziwy konglomerat. Pierwszoplanowy jest "Skład A", jednak wspierany przez "Skład B" (to ogromna zaleta Duality Strings - można dowolnie ustalać proporcje między składami). Za fazę ataku i "chropowatości" odpowiada jednak... Cinematic Studio Solo Strings. Powieliłem bowiem ścieżki pierwszych i drugich skrzypiec, altówek i wiolonczeli i przerobiłem je właśnie na CSSS, które po uaktywnieniu miksu bliskiego są odpowiednio szorstkie i dokładne. I dopiero ta wersja spodobała mi się na tyle, by wylądować na głównym kanale muzycznym:

Oczywiście, utworów Vivaldiego tej jesieni (a nawet jeszcze latem!) nagrałem więcej, choćby "Presto" z "Concerto alla Rustica G-Dur, RV 151":

Widać zatem, że Vivaldi to nie tylko "Cztery pory roku", choć złośliwi twierdzą, że komponował bardzo schematycznie i wszystko jest do siebie podobne. Tu się muszę zgodzić i jednocześnie nie zgodzić, bo podobieństwa wynikały z ówczesnego przywiązania do reguł, przez co także utwory Haydna czy nawet Mozarta bywały nieco monotonne. Zresztą, cały geniusz tych dwóch ostatnich polegał właśnie na tym, że starali się wyjść poza ramy i zacząć eksplorować nowe obszary, co ostatecznie udało się dopiero w kolejnym pokoleniu - Beethovenowi i romantykom. Ale to już temat na zupełnie inny wpis.

Komentarze