Dysk SSD - smutne skutki oszczędzania
No i proszę, mam za swoje. Kiedy półtora roku temu przesiadałem się na zmodernizowany komputer, wsadziłem do niego nie tylko duży i szybki dysk systemowy NVMe (bo wiedziałem, że to konieczność), ale za resztki pieniędzy dorzuciłem też 4TB dysk Kingston NV3. Przyznam, że był to wynik sprawnego marketingu sklepu, który akurat nie miał na stanie dysku, który wybrałem, więc polecił alternatywę. A ja się zgodziłem myśląc, że to przecież dysk na biblioteki dźwiękowe, więc szybkości i tak mu nie zabraknie.
No i w wakacje, czyli po mniej więcej roku, zaczęły się problemy. Dysk nagle zaczął mieć problemy z wydajnością - o ile wcześniej projekty korzystające np. z bibliotek Vienna Symphonic Library ładowały się bardzo szybko, to teraz czasy wydłużyły się do minut. Szperałem, dowiadywałem się i wreszcie doszedłem, że ten mój Kingston NV3 to najgorsza padlina, która jest bardzo czuła na stopień zapełnienia. I że praktycznie musi mieć wolną połowę pojemności, żeby działać jako tako. Czujecie to? Zamiast 4TB możecie używać tylko 2TB, bo inaczej dysk staje się wolniejszy niż talerzowe HDD...
Faktycznie, przeniesienie części bibliotek na inny dysk pomogło na krótko, było prawie jak dawniej, ale jakiś miesiąc temu natknąłem się na nowy problem. Próbowałem użyć w projekcie "zakurzonej" biblioteki Spitfire Iconic Strings - niby fajnie, ale sample się jakoś nie ładowały. Player od Spitfire mruga wtedy takim czerwonym światełkiem, co oznacza, że trzeba naprawić bibliotekę. Naprawiłem, próbki się zaczęły wczytywać, ale jakoś tak nie do końca. Tzn. niby mogłem grać, ale słychać było "dropy", czyli trzaski i urwane próbki, aż w końcu Fender Studio Pro się zwyczajnie zawiesiło. A potem znów. I jeszcze raz.
Pomyślałem, że to znów problem miejsca, bo od tego czasu przybyło parę sporych bibliotek na Kingstonie, a że nie miałem już ich dokąd przenosić, zakupiłem nowy dysk NVMe. Tym razem porządny, z pamięcią, Samsung 990 Pro. Zamontowałem (w pocie czoła) i po sformatowaniu zacząłem kopiować zawartość starego Kingstona na nowy dysk - chodziło mi przede wszystkim o biblioteki VSL. Pliki się kopiowały do momentu, gdy trzeba było przenieść ostatnie 50GB. Wtedy dysk zaczął zgłaszać problemy z sumami kontrolnymi i generalnie z odczytem. I co za niespodzianka - te ostatnie 50GB zawierały kilka bibliotek dla Kontakta i... część Iconic Strings. Cóż było robić, zainicjowałem Kingstona, żeby po sformatowaniu używać go choćby jako dysku dla plików pobieranych z internetu czy na "empetrójki", bo do czegoś bardziej odpowiedzialnego się nie nadaje.
A ja mam nauczkę, żeby jednak sprawdzać dokładnie to, co poleca sklep. Niby oczywistość, a sami widzicie...
Komentarze
Prześlij komentarz