[S] Zestaw bezprzewodowy Mozos MX1 Dual

Testowałem bezprzewodowy zestaw Saramonic Blink900, dość często używam Røde Wireless Go 2 - oba solidne, dobrze wykonane, oba spełniły moje wymagania jakościowe (gorzej z funkcjonalnymi). Tym razem jednak wpadł w moje ręce zestaw - uwaga! - ponad sześciokrotnie tańszy, polskiej firmy Mozos (testowałem kiedyś ich ramię mikrofonowe SB-36). Tak tani zestaw może wzbudzać pewne obawy co do jego jakości czy możliwości - jak jest naprawdę?

Brzydkie kaczątko?

Mozos MX1 Dual to dwukanałowy system bezprzewodowy z nadajnikami będącymi jednocześnie mikrofonami. Oprócz dwóch nadajników mamy także odbiornik, z którego sygnał możemy wprowadzić analogowo lub cyfrowo do urządzenia rejestrującego (sam zestaw, niestety, nie ma możliwości samodzielnego rejestrowania dźwięku). Pod względem funkcjonalnym jest to zatem bardziej odpowiednik Saramonic Blink900 niż Røde Wireless Go 2, bo w tych drugich nadajniki są jednocześnie rejestratorami.

Bez bicia przyznam się od razu, że kupiłem ten zestaw na zasadzie bardzo podobnej do zakupu Samsonów C02 - po prostu chciałem dostać wyposażenie, którym uzupełniłem zestaw Røde. Chodzi o etui i o kabelki.

Małe, ładne pudełko

Jednego bowiem Mozosowi nie można odmówić - wyposażenie dał całkiem dobre. Etui jest odporne i dużo przyjemniejsze w kontakcie od materiałowej saszetki Røde. "Bez łaski" dostajemy też kabelki połączeniowe TRS i TRRS oraz kabelek do podłączenia odbiornika do telefonu Apple - a skoro w zestawie za 200zł mamy jeszcze dwa nadajniki i odbiornik, to wyraźnie widać, że Røde bardzo poskąpiło wyposażenia... Mozos dołączył także dwa malutkie deadcaty (całkiem skuteczne) oraz podwójny kabelek do ładowania, tak że z jednego gniazdka USB-A możemy od razu naładować dwa nadajniki lub nadajnik i odbiornik (zależy, jakiej konfiguracji używamy - u mnie częściej jest to właśnie para nadajnik-odbiornik).

W etui jest miejsce na wszystko, łącznie z bogatym zestawem kabelków

Sprzęt

Ale dość o wyposażeniu, pora przyjrzeć się sprzętowi. Odbiornik i nadajniki są znanymi z zestawów innych producentów czarnymi pudełeczkami. Te mozosowe nie są może tak eleganckie i dobrze wyglądające, ale nie bądźmy drobiazgowi. Jedyna rzecz, która w praktyce przeszkadza, to nieco "latające" przyciski do włączania zasilania, które potrafią po prostu stukać (co jest się w stanie nagrać!). Chyba lepiej byłoby zastosować jakieś bardziej "gumowe" tworzywo, które samo by się amortyzowało.

Odbiornik nie zaskakuje niczym specjalnym - ot, ma gniazdko USB-C (do ładowania i do połączania np. telefonu), ma gniazdko analogowe (do podłączenia kamery czy rejestratora audio) oraz ma także wyjście słuchawkowe do monitorowania sygnału, który wpada do odbiornika z nadajników. Na obudowie znajdziemy przycisk włączający zasilanie oraz dwa przyciski do sterowania głośnością sygnału. Widać także diodę zasilania oraz diody połączenia z nadajnikami - i to w zasadzie tyle.

Zestaw w pełnej krasie, z przypiętymi "czuprynkami" deadcatów

Nadajniki wyglądają bardzo podobnie do odbiornika, ale są ciut bardziej "skomplikowane". Przede wszystkim mają więcej świecących diód, bo oprócz zasilania i połączenia widać osobną diodę nawiązania połączenia Bluetooth(!) oraz diodę oznaczoną KTV, która sygnalizuje... o, o tym opowiem za chwilę.

Zestaw nietypowy

Wspomniałem o połączeniu Bluetooth - tak, pojedynczy nadajnik może działać jak bezprzewodowy zestaw głośnomówiący. Parujemy go z telefonem i już. Wiąże się z tym najbardziej chyba kontrowersyjna cecha zestawu Mozosa - funkcja gniazdka mini jack w nadajnikach.

Otóż, w większości zestawów tego typu, do nadajników można podłączyć (za pośrednictwem właśnie gniazda mini jack) mikrofon krawatowy, co zwiększa dyskrecję nagrywania. Mikrofon krawatowy jest z pewnością trudniej zauważalny niż stosunkowo duża, ciężka i w dodatku świecąca "kostka". W MX1 gniazdko mini jack jest jednak... gniazdkiem słuchawkowym. To właśnie dzięki temu nadajnik może być "zestawem słuchawkowym" - mamy i mikrofon, i słuchawki.

A tutaj porównanie Mozosów z Røde Wireless Go 2

Część użytkowników może odbierać to jako wadę, ja jednak myślę inaczej - wielokrotnie zdarzało mi się psioczyć, że w Røde czy Saramoniku nie mogę odsłuchiwać sygnału prosto z nadajnika, czyli de facto nie wiem, co się właściwie nagrywa. Tutaj problem sam się rozwiązuje - a osobiście nie korzystam (póki co) z zewnętrznych mikrofonów krawatowych, więc brak wejścia mi nie przeszkadza.

Kto wie jednak, czy nie lepiej byłoby, gdyby producent zaproponował gniazdko "dwukierunkowe" - działające jako słuchawkowe albo jako mikrofonowe, w zależności od potrzeb. Można by to pewnie względnie prosto zrobić za pomocą jakiejś przejściówki z wtykiem TRRS (który przecież potrafi i przekazywać sygnał mikrofonowy, i stereofoniczny odsłuch). Czyli dostalibyśmy dwa kabelki z wtykami TRRS po jednej stronie, a po drugiej mielibyśmy gniazdka TRS. Jeden kabelek łączyłby piny odpowiedzialne za odsłuch, drugi - piny odpowiedzialne za nagrywanie. A po podłączeniu wtyku TRS bezpośrednio do nadajnika, mógłby działać tak, jak jest przyzwyczajona większość użytkowników, czyli jako mikrofon.

Jakość dźwięku

Muszę uczciwie powiedzieć, że zestaw wcale nie brzmi jakoś bardzo tragicznie, zwłaszcza jeśli zważyć na jego cenę. Wiadomo, że nie jest to jakiś high-end, ale spokojnie do celów podcastowych wystarcza.

I tu znów muszę wrócić do nietypowości MX1 - otóż ma on wbudowaną funkcję... "eliminacji szumów i hałasów" - w praktyce jest to działająca dwustopniowo bramka szumów. I znów, nie jest to może coś, co brzmi rewelacyjnie, zwłaszcza w tej bardziej ekstremalnej odsłonie, ale fajnie jest, że ktoś wreszcie o tym pomyślał.

W osłupienie za to wprawiła mnie inna nietypowa funkcja. Otóż można włączyć... pogłos. Redukcję pogłosu jeszcze bym zrozumiał, ale DODAWANIE pogłosu? Co więcej, ta funkcja wydała się producentowi tak ważna, że ma osobny przycisk sterujący i osobną diodę - właśnie ową diodę KTV. Po co? Na co? Bezradnie rozkładając ramiona odpowiem - nie mam pojęcia. To znaczy, nie miałem, dopóki nie zapytałem u źródła - okazuje się, że to funkcja do nagrań wokalnych (jak rozumiem - śpiewanych). No cóż, akurat śpiewanie do Mozosów to ostatnia rzecz, jaka przyszłaby mi do głowy, ale niech i tak będzie.

Jednak ciekawostka?

Ma co do tego zestawu bardzo mieszane uczucia - z jednej strony jest tani, a oferuje niezłą jakość dźwięku, wspartą jednocześnie systemem "redukcji szumu". Dostajemy sensowne wyposażenie, a całość prezentuje się wcale nieźle.

Z drugiej strony nie podłączymy do nadajnika mikrofonu krawatowego, za to podłączymy słuchawki. Jedni potrzebują pierwszego rozwiązania i dla nich w tym momencie zestaw Mozosa odpada. Drudzy cieszą się, że mogą monitorować nagrywany sygnał jeszcze w nadajniku - i dla nich MX1 to unikat. Może w kolejnej wersji urządzenia producent pokusi się o pogodzenie obu grup?

Tymczasem, po okresie testów, Mozosy zamieszkają w saszetce od Røde, zaś zestaw Wireless Go 2 przeprowadzi się do etui Mozosów. Rzekłem.

Komentarze