[T] Lewitt LCT440 Pure

Testowałem już Lewitta MTP550 DMs, a tymczasem pod choinką znalazłem inny model tej samej firmy, czyli LCT440 Pure. Dla odmiany, jest to mikrofon pojemnościowy, o którym wcześniej słyszałem same dobre rzeczy, więc nadarza się okazja, by zweryfikować je osobiście.

Graty

Mikrofon trafia do użytkownika w estetycznym pudełku, bardzo podobnym do tego od modelu MTP550 i również tym razem możemy docenić hojność producenta. Oprócz torebki-etui i uchwytu elastycznego do montażu mikrofonu na statywie dostajemy jeszcze dwie osłony przeciwpodmuchowe. Pierwsza z nich to dopasowana osłona gąbkowa z zielonym logo producenta, jednak o wiele ciekawszy jest metalowy, mocowany magnetycznie pop-filtr. Czegoś podobnego jeszcze nie dane mi było używać - nie dość, że wygląda niezwykle estetycznie, to faktycznie nawet działa!

Pierwsze podłączenie

Po pierwszym podłączeniu mikrofonu myślałem zrazu, że nie włączyłem zasilania phantom, tak było cicho w słuchawkach. Ale już przy najmniejszym ruchu okazało się, że wszystko słychać doskonale, tylko że... bez szumu. Wierzcie lub nie, ale dla mnie było to prawdziwie wstrząsające uczucie - w słuchawkach słyszałem tylko dźwięki SPOZA mikrofonu. Po raz pierwszy tak wyraźnie, bo nie zakłócone szumami mikrofonu lub przedwzmacniacza. Szczęka mi opadła.

Będąc w domowym studio, przetestowałem mikrofon z wszystkimi dostępnymi rejestratorami. I za każdym razem czułem się dziwnie, że nie słychać szumu, tylko normalne dźwięki. Trzy razy upewniałem się w RødeCasterze, że wyłączyłem przetwarzanie. To było właśnie to wrażenie, którego oczekiwałem po zakupie WA87 lata temu - tak miał brzmieć w moim wyobrażeniu "poważny mikrofon pojemnościowy".

No i aż podłączyłem WA87, żeby skonfrontować jego osiągi z tym, co prezentuje LCT440. Faktycznie, szumy okazały się wyższe i wyraźnie słyszalne, chociaż ciągle niewielkie - w pomiarach dokonanych w RX9 Audio Editor dla głosowego nagrania o głośności -19LUFS szumy sięgały -64LUFS. Ale dla LCT440 przy tej samej głośności nagrania szumy spadły poniżej -70LUFS!

Przepraszam, że tak dużo piszę o szumach, ale kto mnie zna, wie o mojej szumofobii, więc proszę, dajcie mi się nacieszyć tym mikrofonem!

Budowa zewnętrzna

Mikrofon jest niewielki oraz stosunkowo lekki, ale na szczęście wystarczająco ciężki, by pozwalał na wygodną współpracę z ramieniem PSA-1 (które np. po zamontowaniu SM57 niezmiernie mnie irytuje uciekaniem do góry, mimo dociśnięcia śruby).

Mikrofon bez metalowego pop-filtra

Bardzo podoba mi się magnetyczne mocowanie pop-filtra, dzięki któremu cała operacja montażu jest prosta, a pop-filtr nie rzuca się w oczy i wygląda jak integralna część mikrofonu. Do samego uchwytu też nie mam żadnych negatywnych uwag - mikrofon trzyma się w nim pewnie, zaś drgania pochodzące z ramienia lub statywu nie są przenoszone na membranę.

Mikrofon z pop-filterm

Brzmienie

Na pewno nie można nazwać brzmienia LCT440 ciemnym. Jest krystaliczne. Nawet nagranie z WA87 brzmi przy nim nieco jako "spod koca". Jednocześnie jasność brzmienia z LCT440 nie jest przesadnie natarczywa i o ile osobiście nie przepadam za jasno brzmiącymi mikrofonami, to tutaj brzmienie mi się podoba. Do gotowych nagrań ciut będę góry zdejmował, ale ogólnie brzmienie mi się podoba. Posłuchajcie sami - najpierw dźwięk z Lewitta, potem z WA87, oba bez obróbki:

Wcale nie najgorzej brzmią sybilanty, a bałem się, że mogą być mocno uwypuklone. Oczywiście, trzeba je nieco ujarzmić, bo to nie jest SM7B, ale nie stanowi to takiego problemu jak przy korzystaniu z MXL770.

Troszeczkę przeszkadza mi (w praktyce) duża detaliczność tego mikrofonu - on faktycznie rejestruje wszystko, co nie zawsze będzie zaletą. Tu już bardzo trzeba się pilnować z mikromlaskami, przełykaniem, oddechami. Rejestruje się wszystko, więc trzeba będzie bardziej przyłożyć się do obróbki, zwłaszcza procesorami transjentów w rodzaju SPIFFa.

Podmuchy

Wprawdzie producent dołącza aż dwa gadżety do ochrony przeciwpodmuchowej, gąbkę i metalowy pop-filtr, jednak chyba nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że i tak lepiej skorzystać z normalnego pop-filtra. Mikrofon, jak większość mikrofonów pojemnościowych, jest bardzo wrażliwy na podmuchy i trzeba je rozproszyć wcześniej niż tuż przed membraną. Wprawdzie przy odpowiednim mówieniu "nie w osi" mikrofonu gąbka czy pop-filtr trochę ratują sytuację, jednak nie dają stuprocentowej pewności. Przyznam, że trochę tego żałuję, choć prawdę mówiąc, całkiem zaskoczony nie jestem.

Ocena końcowa

Nie ukrywamm, że póki co, jestem BARDZO zadowolony z tego mikrofonu. Nadaje się on i do nagrywania audiobooków, i do tworzenia narracji filmików czy podkastów. Wprawdzie jest bardziej czuły niż mikrofony dynamiczne, ale ostatnio i tak zwykle zamykam okno i wyłączam komputer przy nagraniach, więc kto wie, czy LCT440 nie zagości na dłużej na moim biurku. Lubię nie musieć odszumiać.

A przy okazji, archiwalny odcinek podkastu z testem omawianego mikrofonu:

Komentarze