Steinberg WaveLab Elements 11.0.10

No i oto jest nareszcie załatana nieco wersja WaveLaba 11. "Nieco" to w tym wypadku eufemizm - liczba "grubych" poprawek sięga niemal czterdziestki, co po raz kolejny przekonuje mnie, że premiera tego programu była dalece przedwczesna. Bo poprawki to nie kosmetyczne naprawianie błędów w wyświetlaniu elementów okienek (choć i takich błędów troszkę znajdziemy), ale całkiem poważne pozycje w rodzaju "Pliki stereo nareszcie udaje się zapisać jako mono" czy "Nagrywanie mono działa, jak zakładano" lub "Skróty klawiaturowe zaczęły działać w oknie nagrywania".

Rzeczy, które sam wykryłem, w większości wypadków działają - zwłaszcza nagrywanie. Nie tylko można nagrywać plik monofoniczny, ale wręcz można sobie (nareszcie!) wybrać, z którego kanału sprzętowego ma pochodzić sygnał! To już całkiem sporo i w zasadzie zaspokaja moje oczekiwania względem WaveLaba.

Co nie działa? Naturalnie, odtwarzanie stanu pluginów od Waves (wersja 12), jednak akurat tutaj skłonny jestem raczej winić programistów z Waves, bo żadne inne wtyczki nie sprawiają w WaveLabie problemów. Nie ma nadal możliwości definiowania presetów dla obwiedni głośności w trybie Audio Montage - ale to efekt "wykastrowania" wersji Elements, bo już sprawdziłem, że taka funkcja (łącznie z możliwością przypisania skrótów klawiaturowych) istnieje w wersji Pro. Nie ma co zatem liczyć na jej implementację w najbliższym czasie, a co za tym idzie, szanse na powrót z Reapera do WaveLaba stopniały praktycznie do zera.

Czy obecnie poleciłbym ten program komuś? Po poprawkach nie jest źle, wszystko wydaje się działać, martwią tylko te sztuczne ograniczenia, dzięki którym Steinberg kreuje popyt na wersję Pro. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że obie wersje różnią się praktycznie wyłącznie konfiguracją tego, co jest widoczne dla użytkownika. I prawdę mówiąc dziwię się Steinbergowi, że ukrywa funkcje zwiększające wygodę, takie jak wspomniane wyżej presety czy możliwość definiowania skrótów klawiaturowych. Liczba slotów, liczba dodatkowych efektów, dostępność modułów (np. mierników) - zgoda, to decyduje o przewadze. Ale częściowe skrywanie niektórych opcji to już - oczywiście, według mnie - idiotyzm. Jakby w edytorze tekstu w wersji Pro była możliwość cofania i ponawiania operacji, zaś w wersji Elements - tylko ponawiania. A takich przykładów w WaveLabie jest mnóstwo.

Gdyby jeszcze dysproporcja cenowa nie była tak drastyczna między obiema wersjami - tymczasem wersja Elements to koszt niecałych 600zł, wersja Pro zaś - 2300zł. I niczego nie ma pomiędzy. Gdyby była choć wersja Standard, pozbawiona mierników, slotów czy niektórych wtyczek, ale za to z pełną funkcjonalnością, z wszystkimi poleceniami i paskami narzędziowymi!... No, ale jest, jak jest.

A przez to, że "jest jak jest", nadal będę korzystał z Reapera i polecał go innym. A z edytorów audio innych niż darmowy Audacity - polecam Acon Acoustica. Przykro mi, WaveLabie, jesteś niezły, ale zbyt wykastrowany.

Komentarze