[S] Rejestrator Zoom H1n

Zoom H1n to rejestrator znany i rozpoznawany. Obecny na rynku od dwunastu lat, najpierw jako H1, a od 2018 roku w obecnej postaci, z dodatkową literką "n" w nazwie. To mały, wręcz malutki rejestrator stereofoniczny, z możliwością podpięcia zamiast mikrofonów wbudowanych także mikrofonu zewnętrznego (np. krawatowego).

Do tej pory przez 10 lat miałem do czynienia z bezpośrednim konkurentem Zooma H1 (jeszcze bez en w nazwie), czyli modelem Tascam DR05 (jeszcze bez iksa w nazwie), więc teoretycznie wiedziałem, czego się spodziewać. A jednak H1n dostarczył pewnego zaskoczenia, także w kwestii wielkości - oto porównanie "maluchów" Tascama i Zooma:

H1n sprawiał wrażenie kruchej zabaweczki, ale jak się wkrótce miało okazać, zabaweczka ta daje radę!

Co w pudełku?

W pudełku poza urządzeniem nie znajdziemy nic. To znaczy, nie, skłamałbym, jest tzw. szybka instrukcja, para baterii AAA oraz rejestrator zapakowany w czarny woreczek. I to wszystko.

Za to myślę, że warto od razu na wstępie nabyć także elastyczny uchwyt, kartę pamięci oraz deadcata, np. Zoom WSU-1. Zdecydowanie podniesie do komfort nagrywania i jakość samych nagrań. Osobiście skusiłem się na zestaw od producenta, czyli APH-1n, zawierający grubą gąbkę, statyw, rączkę M2, pokrowiec oraz zasilacz sieciowy:

Zoom H1n w towrzystwie pakietu APH-1n

Możliwości

Zdawałoby się, że tego typu urządzenie nie ma zbyt dużych możliwości - i faktycznie, po wyjęciu z pudełka, włożeniu dwóch ogniw AAA i zainstalowaniu karty (niestety) microSD, możemy po prostu nagrywać. I już.

Do regulacji siły sygnału (czyli poziomu zapisu) służy niewielkie pokrętło tuż poniżej fantazyjnej plecionki osłaniającej mikrofony. Jako ciekawostkę powiem, że można skorzystać ze specjalnego przycisku AutoLevel na obudowie, wtedy urządzenie samo dobierze poziom w oparciu o sygnał dochodzący do mikrofonów - jeśli funkcja ta jest aktywna, pokręcanie kółkiem poziomu nie daje żadnych efektów.

Urządzenie oferuje zapis w 16 i 24 bitach, z częstotliwością do 96kHz (tylko w trybie 24-bitowym). Zapisywać możemy nieskompresowane pliki wav lub skompresowane mp3.

Jeśli chcemy pozbyć się niskich częstotliwości już na poziomie rejestratora, mamy do dyspozycji filtr górnoprzepustowy z trzeba wartościami progowymi: 80, 120 i 160Hz (można go także dezaktywować). Do dyspozycji mamy także limiter, jednak ten nie ma żadnych nastaw - po prostu uruchamiamy go i mamy nadzieję, że opanuje on przesterowania. I szczerze mówiąc, jestem zdziwiony skutecznością tego limitera. Po jego aktywacji trzeba się sporo natrudzić, by doprowadzić do przesterowania i przy nagrywaniu mowy na normalnym poziomie ok. -12dB raczej nagranie nie ucierpi, nawet jeśli w trakcie zaśmiejemy się głośno. Doradzałbym nawet włączenie tego limitera na stałe, jednak podnosi on o ok. 2-3dB poziom szumów.

Z ciekawostek warto wymienić dwie funkcje związane z nagrywaniem. Pierwsza z nich, to automatyczne rozpoczęcie nagrania, jeśli tylko sygnał wejściowy przekroczy zadany próg. Druga funkcja to tzw. pre-rec, czyli urządzenie ciągle monitoruje sygnał wejściowy i zapamiętuje go w dwusekundowym buforze, a kiedy zaczniemy nagrywać, to te dwie sekundy są dokładane na początek nagrania - dzięki temu nagrywamy coś, co zdarzyło się 2 sekundy wcześniej, przed naciśnięciem przycisku nagrywania. Może to być przydatne, jeśli chcemy rozpocząć nagrywanie w odpowiedzi na jakiś sygnał, a obawiamy się o nasz refleks.

W sumie warto wspomnieć też o możliwości ustawienia zwłoki w nagrywaniu - tzn. ustawiamy, że nagrywanie ma się zacząć za 10 sekund, włączamy nagrywanie i możemy spokojnie zaczekać, a urządzenie po zadanym czasie zacznie zapisywać dźwięk. Ta funkcja wyklucza się z funkcją automatycznego nagrywania po przekroczeniu sygnału, więc można naraz korzystać tylko z jednej z nich. Do dyspozycji są czasy 3, 5 i 10 sekund.

Mnie zdziwiła obecność w tak małym i skromnym urządzeniu funkcja overdub, co oznacza możliwość dogrywania dźwięku do już istniejącego pliku (nakładanie nowego nagrania na już istniejące).

Myślę, że warte wspomnienia jest także to, że urządzenie umożliwia wstawianie znaczników (markerów) do nagrania. Nie tylko ułatwiają one późniejszą edycję, ale też można za ich pomocą nawigować po nagraniu w samym Zoomie.

Jeszcze jedną ciekawostką jest możliwość generowania na początku i na końcu nagrania tzw. sound-marka - jest on także transmitowany przez wyjście audio, więc jeśli nagrywamy dźwięk w podłączonej do wyjścia H1n kamerze, możemy później łatwo zsynchronizować oba nagrania.

Jakby tego było mało

To była dla mnie największa niespodzianka, bo mając wcześniej Tascama DR05, nawet o takim rozwiązaniu nie pomyślałem. Otóż H1n może być wykorzystywany także jako interfejs audio! I to z własnymi sterownikami ASIO. Sprawdziłem działanie - nie było najmniejszego problemu z nagrywaniem sygnału w Reaperze czy Studio One, bez problemu także dało się słuchać sygnału z komputera przez dołączone do H1n słuchawki.

Oczywiście, stosowanie tego urządzenia jako jedynego interfejsu audio przeznaczonego do poważnej pracy raczej mija się z celem, ale fajnie, że jest taka opcja.

Zewnętrze

Muszę powiedzieć, że H1n "kupił mnie" swoim wyglądem. Już pal licho lilipucie gabaryty i piórkową wagę, ale ta "falka" osłaniająca mikrofony jest taka urocza!... Naprawdę, ten rejestrator jest zwyczajnie ładny (choć to rzecz gustu, wiadomo).

Przyznam, że jedynym powodem, dla którego uzupełniłem swoje studio o to urządzenie była chęć posiadania czegoś naprawdę małego, co można by mieć przy sobie w torbie na wszelki wypadek. "Duże" rejestratory, zgodnie z nazwą, są duże i ciężkie oraz od razu skupiają uwagę osoby, z którą się rozmawia. Teraz mój zestaw wyjazdowy wygląda tak:

Ciekłokrystaliczny ekranik jest malutki i ma niebieskawą poświatę, więc zgrywa się kolorystycznie z Tascamem DR100.

Wszystkich połączeń dokonujemy za pomocą gniazd mini-jack - jak uczy doświadczenie, za parę lat wyrobią się one i przestaną kontaktować, więc korzystam w zasadzie tylko z wyjścia słuchawkowego.

Fizycznie nie jest to bardzo solidne narzędzie - bez akumulatorów waży zaledwie 60g. Sprawia to, że H1n naprawdę sprawia wrażenie zabawki. Na szczęście w działaniu jest już lepiej.

Jakość dźwięku

Do samej jakości dźwięku nie mam dużych zastrzeżeń. Oczywiście, są szumy - w porównaniu do rejestratorów o nieco lepszych parametrach słychać różnicę. Jednak nie są to szumy wykluczające ten rejestrator z półprofesjonalnych zastosowań. Aby mieć jakiś obraz do porównań, nagrałem ten sam głos za pomocą Tascama DR05 i leżącego na nim Zooma H1n. Poziomy starałem się ustawić w obu przypadkach tak, by uzyskać jednakowo głośne sygnały:

Nagranie z Tascama DR05


Nagranie z Zooma H1n

Rzecz jasna, nie są to pomiary laboratoryjne, ale dają jakieś pojęcie o jakości dźwięku przy rejestrowaniu mowy. Podczas nagrania korzystałem z pop-filtra, ponieważ bez niego podatność na podmuchy obu rejestratorów jest... no, nie do końca satysfakcjonująca:

Test Zooma H1n - bez gąbeczki z zestawu APH1-n i z gąbeczką

W przypadku nagrań dźwięków jest nieźle, kiedy trzymamy urządzenie stabilnie, nie przesuwając palców i nie zmieniając siły chwytu. Poniżej przykład, kiedy najpierw trzymałem H1n w taki właśnie sposób, a następnie zacząłem poprawiać jego ułożenie w dłoni - naturalna sprawa, kiedy nagrywamy dłużej niż minutę. Kiedy zamocujemy rejestrator za pomocą uchwytu elastycznego (tutaj: Boya BY-C10) i rączki lub statywu, w zasadzie możemy sobie nawet przekładać rejestrator z ręki do ręki bez dużych konsekwencji dla nagrania:

Test Zooma H1n - zakłócenia wynikające z trzymania rejestratora w dłoni

Natomiast z moich obserwacji wynika, że akurat w przypadku tego maluszka z trzymaniem w dłoni nie jest źle, bo jest on na tyle fajnie wyprofilowany i wąski, że dłoń nie męczy się tak szybko jak np. podczas trzymania Tascama DR100. Mniejsza jest więc tendencja do ciągłego poprawiania chwytu.

Przyjemnym zaskoczeniem była możliwość podłączenia do H1n mikrofonów binauralnych Roland CS-10EM, co oznacza, że można nagrywać sygnał stereo zewnętrznym mikrofonem.

Oprogramowanie

Dobra, dochodzę do punktu, w którym dalsze rozważania nad opłacalnością zakupu H1n tracą sens - otóż do urządzenia są przypisane darmowe licencje na programy Cubase LE oraz WaveLab LE. Są to programy wprawdzie mocno ograniczone funkcjonalnie, ale po pierwsze i tak w zupełności wystarczające dla podcasterów, a po drugie - dające możliwość wykupienia wersji bogatszych ze zniżką (upgrade). Cubase to program typu DAW, mogący z powodzeniem służyć do montażu odcinków, zaś WaveLab to edytor audio.

Jeśli komuś przy zakupie trafi się pudełko bez numerów seryjnych (tak było w moim przypadku), wystarczy napisać e-maila do supportu firmy Zoom, numery seryjne zostaną dosłane e-mailem.

Nie wszystko złoto...

Oczywiście, nie wszystko jest takie fajne w tym urządzeniu. Przede wszystkim jest... no, bardzo plastikowe. Nawet statywowy gwint 1/4" jest zrobiony z tworzywa sztucznego. W związki z tym urządzenie jest bardzo lekkie, więc warto - ze względów ochronnych - przechowywać je w etui. Bez tego bardzo łatwo jest zapomnieć, że ma się je np. w kieszeni bluzy.

Szkoda, że przycisk blokujący przyciski blokuje wszystko poza... kółkiem ustawiania poziomu wejściowego. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego tak to działa, ale z pewnością przed rozpoczęciem nagrywania warto skontrolować aktualną wartość poziomu nagrania. Co ciekawe, poprzednia wersja rejestratora, H1, miała sterowanie poziomem za pomocą przycisków - komu to przeszkadzało, pytam się?

Dla mnie sporym rozczarowaniem był brak funkcji nagrywania drugiego pliku z mniejszym poziomem (taki backup na okoliczność przesterowania). Tym samym musimy polegać na limiterze (który może podnosić poziom szumów) albo na własnych umiejętnościach ustawiania poziomu.

Szkoda, że nie ma w standardowym wyposażeniu dosłownie niczego - za dodatkowe akcesoria w postaci pakietu APH-1n trzeba zapłacić około 1/4 ceny samego rejestratora. Przy czym do samego pakietu APH-1n mam tę uwagę krytyczną, że dostarczone etui jest ciut małe i jeśli założymy na rejestrator gąbkę, to już musimy całość upychać i dopychać, by zamknąć suwak (a po dłuższym trzymaniu w tym etui gąbka zaczyna się deformować). Moim zdaniem etui powinno bez żadnego upychania mieścić rejestrator z gąbką.

Moim zdaniem

Jeśli szukacie urządzenia do podcastowego nagrywania własnego głosu czy dźwięków otoczenia, to H1n wydaje się urządzeniem niemal idealnym. Doposażony w uchwyt i osłonę przeciwwietrzną, jest naprawdę świetnym towarzyszem wędrówek, zaś nagrywany nim dźwięk jest zaskakująco wysokiej jakości jak na taką "zabaweczkę".

Aż postanowiłem spłatać słuchaczom mojego podcastu psikusa i jeden z ostatnich odcinków dość niespodziewanie nagrałem tym maluchem. Po delikatnym odszumieniu i lekkiej obróbce wypadło to całkiem nieźle i chyba nikt się specjalnie nie zorientował. Jeśli ktoś jest ciekaw i sam chciałby odgadnąć, o który odcinek może chodzić, to niech wytypuje numer w komentarzu (dla ułatwienia - do rozpatrzenia są odcinki od 74 włącznie).

Rzecz jasna, nie jest to profesjonalne narzędzie, nie podłączymy tu mikrofonów ze złączem XLR, wymagających zasilania phantom. Nie nagramy niczego wielokanałowo i nie skorzystamy z 32 bitów. Ale zupełnie nie o to tutaj chodzi. Chodzi przede wszystkim o nagranie w dobrej lub nawet bardzo dobrej jakości dźwięku bez dodatkowego sprzętu - wyręczenie w tym np. smartfona. Dostajemy coś w rodzaju małego, kompaktowego dyktafonu, nie zajmującego wiele miejsca.

Pytanie, które zadawałem sobie przed przetestowaniem H1n brzmiało tak: czy bardziej opłaca się kupić tego typu rejestrator czy też - w porównywalnej cenie - mikrofon USB, np. Samson Q2u. Oba rozwiązania umożliwiają nagrywanie podcastu niemal z marszu - H1n wymaga jeszcze dokupienia jakiejś osłony przecipodmuchowej. O ile jednak H1n MOŻNA podłączyć do komputera, to już Samsona TRZEBA (no, chyba że kupi się mikrofon możliwy do podłączenia do smartfona - ale trzeba mieć smartfona). Rejestrator można bez kłopotu zabrać ze sobą bez konieczności pakowania kabla (nagrywa się także bez kabla), więc pod względem mobilności wygrywa Zoom. Jeśli chodzi o jakość dźwięku, to H1n rejestruje trochę więcej pogłosu, bo ma szerszy kąt nagrywania - chyba że będziemy mówić tylko do jednego z mikrofonów, a w obróbce wytniemy drugi kanał jako zbędny. Zmierzając do finału - tak, moim zdaniem H1n sprawdza się w praktyce lepiej niż mikrofon USB.

I to chyba tyle - ja z H1n jestem bardzo zadowolony i wylądował on - chyba na stałe - w mojej podręcznej saszetce.

Komentarze