[T] Modartt Pianoteq 7 Standard z dodatkami

No i doczekałem się - wakacyjna promocja firmy Modartt sprawiła, że mogę obecnie używać wersji 7 Standard mojej ulubionej biblioteki fortepianowej Pianoteq. Dla mniej zorientowanych tutaj szerszy opis z testów wersji Stage, a w tym miejscu napiszę tylko, że Pianoteq to (w mojej opinii) ziszczony sen o realizacji matematyczno-fizycznego opisu instrumentów - głównie strunowych, ale nie tylko, bo w presetach znajdziemy także dzwonki, wibrafon, ksylofon czy marimbę. Co to oznacza? Że inaczej, niż w wypadku klasycznych bibliotek samplowanych, gdzie każdy dźwięk jest po prostu nagrywany (i to w wielu wariantach, np. jako bardzo cichy, cichy, średnio głośny, głośny itp.), tutaj brzmienie każdego dźwięku jest "po prostu" wyliczane z wzorów uwzględniających drganie struny, jej materiał, parametry pudła rezonansowego, rozmieszczenie wirtualnych mikrofonów i tak dalej. To prawdziwy cud inżynierii zetkniętej z muzyką.

Stage a Standard

O wersji Standard napiszę tylko, że ma "więcej wszystkiego". Przede wszystkim więcej kontroli nad poszczególnymi parametrami - wprawdzie wersja Stage mogła na pewne parametry także wpływać, pracę młoteczków, głośność pedału sustain:

to już wersja Standard daje tu bardzo duże możliwości: strojenie, dopasowywanie twardości młoteczków czy spektrum dźwiękowego w poszczególnych oktawach, a także wpływanie np. na długość strun:

Do pełni szczęścia (czyli wersji Pro) brakuje pełnej edytowalności wszystkich parametrów dla każdej nuty (tutaj da się "tylko" dla każdej nuty definiować głośność, obwiednię głośności czy rozstrojenie) oraz "produkowania" dźwięku w jakości 192kHz.

Oczywiście wersja Standard ma też nową funkcję "siódemki", czyli morphing i layering. Ta pierwsza funkcja to możliwość podzielenia klawiatury instrumentu między brzmienia, które płynnie przechodzą jedno w drugie - np. basy to klawesyn, środek - fortepian, a góra to harfa. Layering to po prostu możliwość łączenia np. barwy fortepianu z barwą wibrafonu (już na całej długości klawiatury, oba brzmienia grają jednocześnie). Jak tylko wpadnie mi do głowy jakiś kreatywny pomysł na wykorzystanie obu funkcji, nie zawaham się go wykorzystać.

Nie tylko fortepian

Wspominałem, że Pianoteq to nie tylko fortepian - i po wypróbowaniu brzmień w wersjach demo zaopatrzyłem się w brzmienia harf, klawesynów i czelest (tzn. ta ostatnia grupa zawiera, prócz kilku czelest, bardzo przydatne brzmienia dzwonków oraz nieco mniej przydatne brzmienia kalimby i dziecięcego pianinka).

Do brzmień żadnej z tych bibliotek nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń - spełniają moje dźwiękowe zachcianki z nawiązką. Można by się zastanawiać, po co mi na przykład harfa, skoro mam taką np. w BBC Symphonic Orchestra. Czasem jednak potrzeba brzmienia nieco innego, brzmienia, na które wręcz można jakoś wpłynąć, by uzyskać zamierzony efekt. Samplowane biblioteki nie do końca się wówczas sprawdzają, a potwory w rodzaju Omnisphere brzmienia mają już mocno okraszone różnymi efektami, warstwami i tak dalej. Prosty, ale bardzo dobrze brzmiący instrument jest wówczas na wagę złota i tu widzę dużą szansę dla Pianoteq.

Powrotu już dawno nie ma

Po raz chyba trzeci napiszę, że jeśli chodzi o brzmienie fortepianu, u mnie wygrywa Pianoteq 7. Brzmienie "nowojorskiego" Stainwaya to dla mnie kwintesencja brzmienia fortepianowego - nic na to nie poradzę. Od kiedy usłyszałem pierwszy raz, jeszcze w wersji demo, przepadłem. Z funkcji edycyjnych raczej nie zamierzam korzystać zbyt często, za to korcą teraz te wszystkie morphingi i warstwy. No i dodatkowe brzmienia są naprawdę przyzwoitej jakości, więc Pianoteq już nie musi czekać na dołączenie do aranżacji orkiestrowej, kiedy ta będzie miała linię fortepianu. Bo albo harfa, albo dzwonki znajdą się tam na pewno.

Cóż mogę zrobić, polecam Pianoteq po raz kolejny - niezdecydowanym wersję próbną, a zdecydowanym - wersję pełną, uzupełnioną najlepiej o parę dodatkowych bibliotek (wszystkie one nadają się do stosowania nawet z wersją Stage). Do klawiatur!

Komentarze