Progres?

W kwietniu pisałem o ratowaniu nagrań z kaset i o jednym z utworów, które przy okazji zaaranżowałem na nowo. Dzisiaj wracam do sprawy, bo wówczas wykonana wersja wciąż mnie "kłuła" w uszy i co jej słuchałem, to miałem mnóstwo pomysłów na zmiany. Ostatecznie nie wytrzymałem i zrobiłem aranżację niemal od nowa, starając się wykorzystać maksimum tego, czego nauczyłem się o tworzeniu utworu na wirtualną orkiestrę.

Podstawowym problemem samego utworu (stary tytuł "Ending", bo kończył płytę "Times"; nowy tytuł "Origin") jest jego prostota. To zwyczajnie jeden motyw, powtórzony kilkukrotnie z coraz bogatszym instrumentarium (od kiedy poznałem "Bolero" Ravela i "To the Unknown Man" Vangelisa, mam słabość do tego typu aranżacji). Wersja z kwietnia także zbudowana była w ten sposób - trzykrotnie powtórzona melodia, od prostego motywu granego przez flet i fagot po kompletną orkiestrę.

Tym razem postanowiłem wprowadzić modyfikację, zatem środkowa część zawiera wariację pierwotnej melodii, a ona sama pojawia się na moment, nieco przykryta smyczkowymi zagrywkami. Zmieniłem drażniący dźwięk "fletu z Shire" (który tak mi się wówczas podobał) na rożek angielski i nieco lepiej zbalansowałem poszczególne sekcje w części finalnej. Zdecydowanie ściszyłem perkusonalia, zwłaszcza werbel.

Pierwotny utwór powstał w 1993 roku dzięki uprzejmości mojego kolegi z podstawówki, Jarka Kłopockiego, który pożyczył mi jakiś swój keyboard Casio czy Yamaha. I był to dokładnie jeden jedyny utwór, który nagrałem z pomocą tego instrumentu, i jeśli dobrze pamiętam, inspiracją była barwa "chóru", który słychać w finale - moja własna Yamaha PSS-780 tego typu barw PCM w ogóle nie miała. Jak wiele utworów z tamtych czasów, także i ten powstał pewnie w jeden dzień, łącznie z nagraniem, dlatego nie jest przesadnie skomplikowany:

Wersja druga powstała z powodu innego brzmienia - akurat na fali był flet naśladujący brzmienie znane dzięki filmowej trylogii Petera Jacksona pt. "Władca pierścieni". Chęć wykorzystania takiego instrumentu spotkała się z porywem nostalgii i stąd równie szybko powstała nowa, orkiestrowa aranżacja, dość wiernie traktująca oryginał:

Ta kwietniowa wersja znalazła się nawet na SoundCloud (obecnie jest tam już wersja "współczesna"), ale co zdarzyło mi się ją tam wysłuchać, to aż bolały mnie zęby od pewnych, przyjętych tam rozwiązań. Powoli dojrzewała we mnie myśl, że trzeba będzie przygotwać wersję "poprawkową". No i wykorzystałem czas, gdy Żona i Perełka wyjechały na kilka dni i między nagrywaniem oraz obrabianiem odcinków podcastu upchnąłem wprowadzanie zmian. Jak się szybko okazało, nie sprowadziło się to tylko do jednej rzeczy, więc tak naprawdę spędziłem nad utworem chyba więcej czasu niż w kwietniu:

Można sobie zadawać pytanie, czy tego typu działanie (ponowne nagranie starego utworu) ma w ogóle sens. Dla mnie osobiście ma wymiar przede wszystkim edukacyjno-ambicjonalny. W ten sposób przekonuję sam siebie, że ta działalność muzyczna ma w ogóle sens, bo jednak jakiś postęp się dokonuje. I nawet nie chodzi o porównanie wersji obecnej z tą z 1993 roku, bo wiadomo, że sama jakość rejestracji spowoduje dużą różnicę, nie wspominając już o samych instrumentach. Mnie cieszy bardziej, że obecna wersja jest lepsza od tej z kwietnia (przynajmniej moim zdaniem), a to oznacza, że jednak coś tam robię lepiej.

Komentarze