czwartek, 30 stycznia 2020

Jak nagrywać audiobooki?

Chciałbym podzielić się kilkoma informacjami o nagrywaniu audiobooków - być może dla kogoś okażą się one przydatne. Oczywiście, trzeba brać pod uwagę fakt, że jestem w tej dziedzinie kompletnym amatorem i samoukiem, więc z góry przepraszam ewentualnych profesjonalistów, których rozbolą zęby od mojego tekstu. Takie osoby prosiłbym o konstruktywne komentarze, żebym mógł poprawić tekst, a i nauczyć się czegoś byłoby warto.

Głos

Podstawą wszystkiego jest głos - im lepszy, tym lepiej wyjdą nam nagrania. Osobiście nie uważam się za posiadacza "ładnego" głosu, za to staram się nadrabiać intonacją i dykcją, choć tego też się dopiero uczę. Dobry głos to jednak baza, bez której trudno myśleć o dobrych efektach. Zainteresowanym polecam ćwiczenie różnych łamańców językowych albo ćwiczenia czytania z korkiem (takim od wina) trzymanym między zębami.

Dobrze jest rozejrzeć się za jakąś szkołą dla wokalistów/lektorów w najbliższym większym mieście - czasem można skorzystać z konsultacji (czasem nawet darmowych), żeby dowiedzieć się czegoś o swoim głosie czy rzeczach, które można poprawić. W zależności od determinacji można się wręcz zapisać na szkolenie, podczas którego można nauczyć się prawidłowego oddychania, emisji czy wręcz pewnych zdolności aktorskich.

Ja osobiście "walczę" obecnie z monotonią czytania oraz hiperpoprawnością wymawiania głosek nosowych "ą" i "ę", ale na konsultacji wyszło też to, że nieświadomie próbuję obniżać głos, żeby brzmieć bardziej "radiowo".

Książka

Żeby nagrać audiobooka, trzeba mieć oczywiście co czytać (chyba, że chcemy nagrać swój własny tekst). Polecam poszperać wśród klasyki literatury, na przykład na stronie Wolnych lektur - po pierwsze, są tam książki, które można w miarę bezpiecznie czytać bez obawy, że po opublikowaniu pozwie nas do sądu jakieś wydawnictwo, prawa autorskie bowiem do zgromadzonych tam tytułów wygasły. Po drugie, pobierzemy stamtąd wersję elektroniczną książki, która ma pewne zalety w porównaniu do wersji papierowej.

Polecam książki "elektroniczne" głównie z trzech powodów: nie szeleszczą, wygodniej zmienia się w nich strony i... można zmienić wielkość kroju czcionki. Szeleszczenie jest irytujące, bo rejestruje się razem z naszym głosem i trzeba je później pracowicie wycinać podczas obróbki. Wygodna zmiana strony to coś nie do przecenienia, zwłaszcza jeśli autor książki z lubością posługuje się długimi, złożonymi zdaniami (tak, Panie Lem!). Idealne byłoby czytanie z ciągłego dokumentu, gdzie można przewijać zawartość i zawsze ma się całość akapitów przed oczami. Zalety zmiany wielkości liter chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Ja osobiście preferuję Kindle'a, bo jest wygodny, czytelny i cichy.

Czytanie

Przed rozpoczęciem czytania należy usiąść wygodnie przed mikrofonem i przygotować sobie stanowisko - żeby nie trzeba było się pochylać, przechylać, odchylać itp. Wprawdzie głos lepiej brzmi, kiedy stoimy (wtedy też dobrze się oddycha), jednak zauwżyłem u siebie, że wówczas z biegiem czasu człowiek się po prostu męczy, zaczyna przestępować z nogi na nogę, mówi raz z jednej strony mikrofonu, raz z drugiej i w ostatecznym rozrachunku wypada to "tak sobie". Najlepiej ustawić mikrofon w ten sposób, by nie musieć w ogóle zmieniać pozycji i zachowywać ciągle tę samą odległość, a jednocześnie nie garbić się i mieć brodę leciutko uniesioną. Książka (czy wyświetlacz) powinien być umieszczony na tyle wygodnie, by bez problemu i zmiany pozycji odczytywać tekst i móc zmieniać strony. Warto przeprowadzić "rozgrzewkę", porobić głupie miny, porozciągać język i policzki czy choćby kilkukrotnie powiedzieć głośno i wyraźnie "A E I O U Y", mocno pracując mięśniami twarzy i szeroko otwierając usta.

Powinno się czytać "normalnym głosem", nie nadwerężając go, ale też nie szepcząc. Aby zapobiec ewentualnym "przesterowaniom" nagrania, gdy w tekście są fragmenty "krzyczące", podczas ich głośniejszego czytania po prostu lekko oddalamy głowę od mikrofonu. Z kolei aby minimalizować głoski syczące, należy delikatnie obrócić kapsułę mikrofonu, żeby nie mówić do niego wprost, a pod pewnym kątem.

Gdy wszystko jest gotowe, sprawdzamy jeszcze raz dla pewności poziom nagrywanego sygnału mówiąc sakramentalne "Próba mikrofonu, raz, dwa, raz, dwa, trzy" i włączamy nagrywanie. UWAGA! Należy zawsze upewnić się, że na pewno włączyliśmy nagrywanie, zanim przeczytamy dwadzieścia stron i zorientujemy się, że jednak program lub urządzenie nagrywające ciągle jest tylko w trybie przygotowania (pauzy)! Wiem, bo znam to z własnego doświadczenia.

Czytamy ze spokojem, niezbyt szybko, ale i niezbyt wolno. Staramy się w miarę dokładnie wymawiać końcówki wyrazów oraz głoski nosowe, ale bez popadania w hiperpoprawność (moja bolączka!), starajmy się też poprawnie akcentować słowa. Jeśli zdarzą się przejęzyczenia (a zdarzą się, nie ma przebacz!), czytamy od początku całe zdanie, nawet jeśli jest długie (warto skorzystać z patentu z klikaczem). Wierzcie mi, dużo łatwiej jest potem obrabiać takie całościowe fragmenty, niż sklecać jedno zdanie z trzech fragmentów. Zwłaszcza, że mówiąc nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno niekiedy wyrazy są ze sobą połączone w zdaniu - późniejsze próby połączenia takich słów wypadają najczęściej sztucznie. Nagranie w postaci cyfrowej nie zajmuje jakichś szalonych ilości miejsca (kwadrans to około 60MB materiału), więc nagrajmy po prostu całą frazę raz jeszcze. W mojej opinii nie ma sensu zatrzymywania nagrywania, bo zaczynamy się rozpraszać.

Tutaj uwaga natury psychologicznej: siadajmy do nagrywania wypoczęci. Przy zmęczeniu zaczynamy popełniać więcej błędów, którymi się denerwujemy i popełniamy jeszcze więcej błędów (a najgorsze, że w pewnym momencie zdenerwowanie zaczyna być słyszalne w nagranym materiale!)

Sprzęt

Skoro akurat mamy chwilę czasu, bo trwa nagranie, kilka słów na temat sprzętu. Potrzebnych jest kilka elementów, zwłaszcza jeśli chcemy osiągnąć przynajmniej jako taki poziom.

Wariant najprostszy - rejestrator audio

Kupujemy rejestrator audio w rodzaju Tascama DR-05 czy Zooma HN4. Rejestratory te mają wbudowane przyzwoite mikrofony elektretowe oraz możliwość podpięcia mikrofonu zewnętrznego (chociaż tylko Zoom obsługuje mikrofony pojemnościowe z zasilaniem phantom). Zapis następuje z wykorzystaniem karty pamięci, zaś rejestrator zasilany jest z akumulatorów, co znacznie zwiększa mobilność i daje możliwość czytania w dowolnym w zasadzie miejscu. Rejestrator i tak warto kupić, o jego zaletach jeszcze napiszę.

Mikrofon USB

Ten wariant to po prostu mikrofon pojemnościowy USB. Na rynku jest sporo tego typu produktów, przeznaczonych na ogół dla osób nagrywających podcasty czy filmiki na YouTube. Jedyne, co musimy zrobić, to podłączyć taki mikrofon do komputera za pomocą złącza USB, wybrać go w programie do nagrywania (np. darmowy Audacity) i tyle.

Minusem tego typu sprzętu jest fakt, że jeśli wzrosną nasze wymagania dotyczące jakości dźwięku czy będziemy chcieli skorzystać z różnego typu efektów/urządzeń audio, będziemy zmuszeni do kupienia nowego mikrofonu, bo będziemy potrzebować standardowego mikrofonowego złącza XLR.

Mikrofon pojemnościowy

W drodze kompromisu między jakością a ceną, mikrofon pojemnościowy średniej klasy wydaje się być dobrym wyborem. Powinien precyzyjnie zarejestrować nasz głos, a jednocześnie zapewnić niskie szumy. W moim wypadku poszukiwania mikrofonu zaczynałem od przyjęcia jakiegoś nieprzekraczalnego budżetu. Później wyszukałem modele znanych i uznanych firm (np. AKG, AudioTechnica, MXL, Neumann, Røde, SE Electronics, Shure, WarmAudio), które mieściły się w zakładanych granicach. Poszukałem recenzji i opisów, zwracając szczególną uwagę na opisy traktowania przez mikrofon sybilantów, czyli głosek syczących. Są mikrofony (zwykle te tańsze), które wręcz podkreślają takie głoski, co powoduje, że trzeba się później mocno męczyć podczas obróbki. Najlepiej byłoby wybrane modele przetestować swoim głosem, ale nie zawsze jest to możliwe w sklepie.

Kupując mikrofon pojemnościowy musimy pamiętać, że wymaga on odpowiedniego sprzętu rejestrującego, wyposażonego w dobre przedwzmacniacze mikrofonowe oraz potrafiącego dostarczyć zasilanie phantom, bez którego mikrofon zwyczajnie nie będzie działał. Pewnym kompromisem mogą być spotykane na rynku mikrofony pojemnościowe USB, które mają przedwzmacniacz "w sobie", a które podpinamy po prostu do komputera/laptopa za pomocą zwykłej wtyczki USB. Decydując się na takie właśnie rozwiązanie trzeba mieć świadomość, że taki mikrofon da się podłączyć wyłącznie do komputera, a w przypadku rozbudowy domowego studia o interfejs audio, mikser czy zewnętrzny przedwzmacniacz, trzeba będzie kupić też nowy mikrofon ze standardowym gniazdem XLR.

Mikrofon dynamiczny

Mikrofonom dynamicznym warto się przyjrzeć choćby dlatego, że nie wymagają one specjalnego zasilania phantom i można je podłączyć (mając odpowiedni przewód) do zwykłego gniazda mini-jack. Drugim, często niebagatelnym plusem jest lepsza współpraca ze słabo zaadaptowanym pomieszczeniem - dynamiczne mikrofony są mniej czułe niż ich pojemnościowi krewniacy, więc nie słychać tak bardzo pogłosu czy cichych hałasów zza ścian. Jednocześnie jednak rejestrowany przez nie głos jest ciut mniej szczegółowy (czy to przeszkadza? polecam przesłuchanie przykładów). Niektóre modele (np. legendarny w branży Shure SM7b) wymagają dobrego przedwzmacniacza, bo są dość ciche.

Interfejs audio

Aby podłączyć do komputera mikrofon pojemnościowy, nie wystarczy zrobić tego za pomocą zintegrowanej karty dźwiękowej (w przypadku mikrofonów dynamicznych także warto zainwestować w interfejs, możecie mi wierzyć). Po pierwsze, nie posiada ona odpowiedniego gniazda, po drugie, nie ma odpowiedniego przedwzmacniacza, a po trzecie, nie potrafi zasilić mikrofonu pojemnościowego. Konieczny staje się zakup tzw. interfejsu audio, koniecznie z gniazdami XLR, zasilaniem phantom i przedwzmacniaczami mikrofonowymi. Praktycznie każdy współczesny interfejs te elementy posiada, więc możemy wybierać spośród dziesiątek, jeśli nie setek modeli różnych firm. W tym przypadku zwykle cena idzie w parze z jakością toru audio.

Przedwzmacniacz mikrofonowy

Popularne (najtańsze) interfejsu audio mogą nie mieć odpowiedniego "zapasu mocy", aby prawidłowo wysterować mikrofon pojemnościowy dla lektora (często wymagają "podkręcenia" gałki wzmocnienia do 3/4 lub praktycznie do wartości maksymalnej). W takim wypadku można rozejrzeć się za osobnym przedwzmacniaczem mikrofonowym, który da nam swobodę w ustalaniu poziomu głośności. Ja sam spotkałem się z efektem "zbyt cichego głosu" - po prostu czytałem zbyt cicho, by głos zarejestrować za pomocą interfejsu i musiałem zakupić osobny przedwzmacniacz.

Statyw, akcesoria

Bardzo przydatny przy nagrywaniu okazuje się statyw mikrofonowy. Nie jest to duży wydatek, a znacząco poprawia komfort czytania i jakość materiału (w porównaniu do trzymania mikrofonu w ręce lub statywów "stołowych"). Równie dobrze sprawdza się profesjonalne "ramię", przypinane do stołu - musi jednak być solidne, aby utrzymać dość ciężki mikrofon.

NIEZBĘDNYM dodatkiem jest filtr przeciw podmuchowy, tzw. pop-filtr (zwany niekiedy "pończochą"), bo jest to w zasadzie jedyny sposób na zabezpieczenie się przed głoskami wybuchowymi (np. "p"), które w zasadzie są nie do odratowania w trakcie obróbki. Ponadto filtr taki, mocowany przed mikrofonem, pozwala na utrzymanie w miarę stałej odległości, z jakiej czytamy.

Pomieszczenie

Pomieszczenie do nagrywania jest bardzo ważne, o wiele ważniejsze, niż się początkowo wydaje. Nie bez powodu każdy, kto nagrywa, zgadza się, że pomieszczenie trzeba odpowiednio przygotować. Należy wyeliminować zbyt duży pogłos (echo) - często nieprzyjemny pogłos pojawia się w pomieszczeniach, gdzie nic nie leży na podłodze ani nie wisi na ścianach/oknach. Wykładzina czy dywan, firanki, szafki, makatki - wszystko to powoduje usuwanie niechcianego pogłosu, można się też zaopatrzyć w specjalne maty, naklejane na ściany lub panele/dyfuzory, które rozpraszają lub pochłaniają fale dźwiękowe (zdecydowanie jednak odradzam naklejanie na ściany wytłoczek od jajek, co jest polecane gdzieniegdzie - naprawdę nie róbcie tego).

Po zaadaptowaniu pomieszczenia należy przeprowadzić nagrania testowe i bardzo dokładnie ich posłuchać, zwracając uwagę na pogłos i odgłosy w tle. W moim przypadku okazało się, że muszę zamykać szczelnie drzwi i okno w pokoju oraz (koniecznie!) wyłączyć komputer stacjonarny. Komputer szumiał, zaś przez drzwi i okno wpadało mnóstwo odgłosów z zewnątrz: szczekający pies, ćwierkające ptaki, przejeżdżające samochody.

Dobrym rozwiązaniem (w kontekście akustycznym) może być... wnętrze samochodu, o ile oczywiście nie musimy podłączać zbyt wielkiej ilości sprzętu - idealny byłby tutaj rejestrator z wejściami XLR dla mikrofonu pojemnościowego. Nieźle sprawdza się też nagrywanie przed szafą z ubraniami (!) - zresztą, nagrałem krótkie porównanie pomieszczeń, więc można to ocenić samodzielnie.

Obróbka

Po nagraniu fragmentów (lub całości) należy w pierwszej kolejności zarchiwizować materiał - utworzyć kopię w bezpiecznym miejscu, co uchroni nas nie tylko przed skasowaniem, ale i przed zniszczeniem w wyniku nieudanej obróbki. Następnie uruchamiamy jakiś edytor audio, np. popularny darmowy Audacity lub komercyjne Acoustica, WaveLab, SoundForge czy Audition i dokonujemy niezbędnych poprawek. Nie będę tutaj wszystkiego szczegółowo opisywał, bo o obróbce już co nieco pisałem, tu tylko szybkie przypomnienie:

  • przesłuchujemy całość, usuwając błędnie nagrane fragmenty i zostawiając te poprawne
  • ponownie przesłuchujemy całość, usuwając wszelkie przeszkadzające dźwięki (skrzypnięcia, oddechy, mlaśnięcia); czasem można pomóc sobie tzw. bramką szumów, ale KONIECZNIE przesłuchajmy całość po zastosowaniu takiego narzędzia, bo często oprócz niepożądanych dźwięków usuwane są... ciche końcówki wyrazów, a całość zaczyna brzmieć "metalicznie"
  • zapisujemy przycięty i wyczyszczony plik oraz archiwizujemy go
  • stosujemy odpowiednią korekcję, kompresję, uruchamiamy w razie potrzeby de-esser oraz limiter, doprowadzając materiał do finalnej postaci
  • jeśli głos chcemy ubarwić muzyką lub innymi dźwiękami (tworząc rodzaj słuchowiska), dodajemy kolejne ścieżki, dobieramy poziomy itd., całość zgrywamy do ostatecznego pliku

Obróbka jest, niestety, konieczna i często zabiera ona więcej czasu, niż wszystko pozostałe, ale warto się do niej przyłożyć, jeśli nasz materiał ma brzmieć przynajmniej przyzwoicie.

Publikacja

Jeśli mamy taką fantazję i możliwości (w tym nie grożą nam pozwy wydawnictwa, którego książkę chcemy opublikować w formie audio), wrzucamy audiobooka do sieci czy nagrywamy na płytę CD i zmuszamy znajomych do przesłuchania. Możemy też spróbować nawiązać kontakt z wydawnictwem - może wyrażą zgodę na publikację, a może (jeśli jesteśmy naprawdę dobrzy) zaproponują nam wydanie przeczytanego materiału? Nigdy nie wiadomo.

A w międzyczasie ćwiczymy: "w czasie suszy szedł Sasza suchą szosą do cesarza ze Szwecji", "Wyindywidualizowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu przeintelektualizowanych prestidigitatorów", "Zawoalowana ewaluacja i wyewoluowana owulacja" czy inne ciekawe łamańce językowe.

0 komentarze:

Prześlij komentarz