Usuwanie sybilantów, czyli przestajemy syczeć

Było całkiem niedawno o odszumianiu, czas zatem przyjrzeć się innej, często koniecznej obróbce głosu, czyli walce z sybilantami.

Oczywiście wypada zacząć od wyjaśnienia, czym sybilanty są. A są to spółgłoski wysokoszumowe, czyli wszelkie głoski "syczące" i "świszczące" - s, sz, c, ś, cz, ż, rz, z. W zależności od urządzenia rejestrującego (mikrofonu) ich zawartość w materiale może rosnąć lub maleć - są mikrofony, które wręcz uwypuklają sybilanty, a są takie, które są na nie wyjątkowo odporne. Niestety, z mojego doświadczenia wynika, że zdolność "asymilacji" sybilantów przez mikrofony rośnie wraz z ich ceną - nie jest to może żelazna zasada, ale pewna prawidłowość.

Tak czy owak, nawet jeśli mamy mikrofon bardzo tolerancyjny dla głosek wysokoszumowych, to możemy trafić na... głos, który tych sybilantów produkuje naprawdę dużo. Trzeba się zatem zawsze nad problemem pochylić i posłuchać, czy w nagraniu głoski te przeszkadzają. No, i jeśli przeszkadzają, troszkę je okiełznać. Tutaj uwaga: jeśli samodzielnie nagrywamy, warto wypróbować sposób z lekkim obróceniem mikrofonu tak, aby powietrze nie trafiało bezpośrednio i prostopadle w kapsułę, często pomaga to nieco osłabić "świsty", a to z kolei ułatwia obróbkę.

Właśnie do walki z sybilantami służą de-essery (z czego wzięła się ich nazwa, jak łatwo zgadnąć). Są to tak naprawdę specjalizowane kompresory pasmowe: tłumią one dynamicznie określoną częstotliwość. Częstotliwość tę ustawiamy na podstawie analizy głosu i znajdujących się w nim sybilantów, ponieważ dla każdego przypadku będzie to trochę inna wartość. Wystarczy później wyregulować stopień tłumienia (nie za wysoki, bo zamiast syczenia dostaniemy seplenienie) i już.

W praktyce, naturalnie, dostajemy zwykle jakieś dodatkowe możliwości korekty - wygładzanie, próg zadziałania, korektor itp. - to już zależy od konkretnego de-essera. Oczywiście, uparci i posiadający nadmiar wolnego czaru mogą z lupką przeglądać cały materiał w edytorze audio i ściszać poszczególne głoski ręcznie (czasem jest to jedyna droga, by się jakiegoś wyjątkowo opornego sybilantu pozbyć), jednak z reguły dobrze skonfigurowany de-esser powinien sobie gładko poradzić z problemem.

Jeśli ktoś nie ma zamiaru inwestować w specjalizowane narzędzia, może użyć dynamicznego korektora, jak np. FabFilter Pro-Q3, gdzie można dla określonej częstotliwości zaaplikować korekcję na zadanym poziomie, dodatkowo definiując próg zadziałania - czyli zrobić dokładnie to, co robią zwykle de-essery.

Niemniej, postanowiłem zrobić krótki przegląd de-esserów, które wypróbowałem w praktyce (a kilku z nich używam na co dzień). Jako materiał do obróbki posłużył mi fragment nagrany na potrzeby płyty Expectation. Rejestrowałem go mikrofonem MXL770, który zdecydowanie ma problem z sybilantami, nawet mimo odchylania kapsuły (inna rzecz, że sam głos ma ich sporo już "z natury"). Jest to zatem przykład ekstremalny:

FabFilter Pro-Q3

Przykład usuwania sybilantów za pomocą korektora dynamicznego - po ustaleniu ("na oko") częstotliwości syczących głosek wprowadziłem filtrowanie dynamiczne (czyli następuje ono tylko po przekroczeniu pewnego progu). Efekt nie jest może powalający w analizowanym przypadku, ale przy mniej wymagającym materiale powinno to wystarczyć:

Revoice Pro 4

To kolejny przykład usuwania sybilantów bez de-essera - dla krótkich fragmentów warto zrobić to po prostu ręcznie. Revoice Pro ma tę zaletę, że automatycznie wykrywa "eski" i pozwala łatwo je wyciszyć, co brzmi dość transparentnie i nie powoduje zniekształceń. Wada - trzeba to wszystko zrobić ręcznie, głoska po głosce. Dla piosenki - da się przeżyć, dla audiobooka - raczej trzeba o tej drodze zapomnieć, chyba że mamy czasu jak lodu...

Waves DeEsser

Jeden z prostszych de-esserów, niemniej zwykle okazuje się dostatecznie skuteczny. Ustawiamy częstotliwość oraz próg - i to najczęściej wystarcza, by ujarzmić sybilanty. Do tego plugin nie jest przesadnie drogi, bo kosztuje niecałych 30 dolarów. Według mnie warto go mieć w swoim arsenale i wypróbowywać w pierwszej kolejności.

Waves Sibilance

To już bardziej zaawansowany de-esser - dochodzi tu nieco więcej parametrów, którymi możemy kontrolować nie tylko samo redukowanie "esek", ale także ich wykrywanie (parametry Lookahead oraz Detection). Sprawia to jednak, że plugin jest już trudniejszy w obsłudze - mnie się rzadko udaje ustawić go tak, by usuwał sybilanty lepiej niż tańszy prawie o połowę DeEsser.

Sonnox Supresser

Akurat ten de-esser to jedno z moich dużych rozczarowań, bo kupowałem go już dość dawno temu z przeświadczeniem, że jest to najlepszy de-esser wśród dostępnych. Przeświadczenie to wyniosłem z czytania opisów i pewnego kursu obróbki głosu. W praktyce kompletnie nie potrafię go odpowiednio skonfigurować.

Accusonus ERA4 De-Esser

Obecnie mam dostęp tylko do wersji uproszczonej de-essera (wersja Pro jest dostępna... w wersji Pro pakietu). Wersja uproszczona jest bardzo prosta w obsłudze - ma w zasadzie tylko jedno wielkie pokrętło, którym kręcimy usuwając sybilanty. Na ogół sprawdza się to dobrze, ale w bardziej ekstremalnych czy trudnych sytuacjach po prostu brakuje dalszych regulacji i zamiast oczyszczonego sygnału dostajemy coś brzmiącego bardzo nienaturalnie. Nic tu nie poradzimy, narzędzia typu "jedno pokrętło" zwykle tak właśnie działają...

Klevgrand Esspresso

Odkryta niedawno firma Klevgrand oprócz zacnego odszumiacza ma też ciekawy de-esser. Wyróżnia się on już samym interfejsem użytkownika - brak tutaj pokręteł, są tylko dwa obszary: detekcji i działania. Przyznam, że bardzo to pomysłowo wykonano, a i całość działa dość dobrze.

Eiosis e2deesser

Z tym de-esserem miałem trochę zachodu, ponieważ testowałem go dwa lata temu, przez co "zużyłem" swoją próbę i po ponownym zainstalowaniu obecnej wersji, zabezpieczenie iLok nie pozwalało na ponowne uruchomienie. Na szczęście poskutkował krótki e-mail do supportu firmy Eiosis i otrzymałem nową próbną licencję. A ten de-esser wypada naprawdę nieźle, na tyle, że chyba przygotuję osobny wpis na jego temat. Cechą charakterystyczną jest to, że e2 może działać na paru zakresach częstotliwości, co poprawia efekty jego pracy. Dodatkowo ma też możliwość "wygładzania" przetwarzanych fragmentów, co zwykle prowadzi do usunięcia negatywnych efektów korekcji.

OEK Sound Soothe

Soothe znalazło się w tym zestawieniu nieco nieoczekiwanie, bo nie jest to tak naprawdę de-esser. To bardziej narzędzie do walki z "chropowatością" brzmienia i rezonansami, ale da się je tak skonfigurować, że minimalizuje także sybilanty. I powiem, że robi to całkiem sprawnie, a dodatkowy plus należy się temu narzędziu za względną "przezroczystość brzmieniową", bo nie degraduje ono materiału obrabianego. W zasadzie, przy niezbyt wyżyłowanych parametrach w zasadzie nie słychać, że jakaś obróbka ma miejsce - do momentu, aż Soothe wyłączymy.

Podsumowanie

Usuwanie zbyt natarczywych sybilantów jest smutną koniecznością - dobrze, że istnieje na rynku szeroka paleta narzędzi pomagających w tej operacji. Warto też sprawdzić różne mikrofony, jeśli nagrywamy głos samodzielnie - z własnego doświadczenia wiem, że naprawdę ma to znaczenie. Tradycyjnie załączam materiał źródłowy i wszystkie obrobione przykłady - można ich więc posłuchać poza przeglądarką internetową albo wypróbować swój ulubiony de-esser.

Komentarze