Czy branży oprogramowania audio grozi kryzys?
Wybaczcie ten "clickbaitowy" nagłówek, ale nie potrafiłem wymyślić żadnego innego na sprawy, którę chcę rozważyć dzisiaj. A rozważania te zbiegają się w czasie z ogłoszeniem CEO Native Instruments, że firma za chwilę wejdzie w fazę upadłości - o problemach finansowych NI pisałem pod koniec stycznia.
Nie jestem ekonomistą, więc nie będę wnikał w kwestie związane z działalnością Francisco Partners, obecnego właściciela Native Instruments, który w dużej mierze jest odpowiedzialny za obecny stan firmy. Native Instruments jest tak naprawdę tylko pretekstem do tego, co widać także w innych firmach i ogólnie rynku oprogramowania audio. I skłania do zastanowienia się, co dzieje się w sytuacji, gdy duży producent popularnego oprogramowania nie daje rady funkcjonować. Mam na myśli nas, muzyków i dźwiękowców, którzy często sposób pracy opieramy o bardzo konkretne produkty konkretnych firm. Przykład Native Instruments pokazuje, że nawet tak popularne i długowieczne firmy mogą wpaść w kłopoty.
Przede wszystkim wydaje mi się, że - niestety! - model subskrypcyjny jest w ogólnym trendzie jedynym rozwiązaniem, które może dostarczyć środki na utrzymanie producentów oprogramowania. Część firm zresztą już go wprowadziła, jawnie lub niejawnie, a nam pozostaje się z tym pogodzić. Tutaj zwrócę Waszą uwagę, że nawet jeśli oficjalnie subskrypcji nie ma, to tylko formalnie, bo firmy dobrze wiedzą, że nie wszyscy przepadają za tą formą, więc starają się unikać słowa "subskrypcja". Najczęściej zatem mamy do czynienia z "planem utrzymania", czyli płacimy za licencję i roczny okres wsparcia technicznego, w ramach którego dostajemy za darmo poprawki. Po upływie roku zostajemy z tym, co mamy, albo wykupujemy kolejny rok wsparcia. Różnica między tym modelem a tym forsowanym przez np. Adobe jest taka, że nie musimy kupować kolejnego rocznego wsparcia. Aplikacja nadal się nam uruchamia, możemy pracować, otwierać pliki, tylko nie dostajemy poprawek. Szczerze mówiąc, ten sposób wydaje mi się najsensowniejszy, bo z jednej strony daje na możliwość zrezygnowania na rok czy dwa z płacenia, a jednocześnie - jeśli producent aktywnie rozwija produkt i dodaje do niego nowe funkcje - może nas zachęcić do regularnego płacenia. Jest to kluczowa różnica w stosunku do zwykłego modelu, gdzie po upływie okresu subskrypcji po prostu MUSIMY zapłacić, inaczej program zwyczajnie się nam już nie uruchomi.
Takie modele powtarzających się opłat dotyczą raczej programów DAW czy edytorów audio - nawet Steinberg, który odżegnuje się od subskrypcji, de facto ją stosuje, bo popatrzcie na regularność nowych wersji Cubase czy Nuendo, z jednoczesnym nagradzaniem tych, którzy regularnie robią upgrade (natychmiastowa aktualizacja jest dwukrotnie tańsza niż aktualizacja po dwóch, trzech latach). A co z instrumentami wirtualnymi i efektam?
Tutaj - szczerze mówiąc - nie mam pojęcia, jak się spinają budżety większości producentów. Pół biedy, gdy mówimy o takich jednoosobowych manufakturach jak HoRNet Plugins, gdzie mamy programistę, prawdopodobnie pracującego także na innych polach, który dorabia sobie tworząc niedrogie wtyczki audio. Podobnie proste instrumenty oparte o Kontakta, które wprawdzie wymagają bardzo dużego wysiłku związanego z nagraniem i obróbką sampli, ale już całą resztę "załatwia" Kontakt (czy też inny, gotowy sampler).
Mnie zastanawia rentowność tych największych producentów, jak Spitfire Audio, Orchestral Tools, Vienna Symphonic Library, które korzystają z profesjonalnych sal nagraniowych, a ich portfolio obejmuje dziesiątki profesjonalnych bibliotek. Tego jedna osoba nie ogarnie, zaś jeśli osób jest kilka czy kilkanaście, to trzeba im płacić pensje, wynajmować biura i tak dalej. Liczba muzyków, którzy potrzebują tych najdroższych bibliotek orkiestrowych nie jest nieskończona, w dodatku z czasem się zmniejsza (bo już część zakupiła najlepsze, co jest na rynku i nie szuka dalej), a ilu może rocznie dochodzić nowych, by utrzymać te wszystkie firmy? Mam wielką nadzieję, że z czasem nie będzie się działo z nimi wszystkimi to, co z Native Instruments, chociaż ze Spitfire już się chyba zaczęło...
Do tego wszystkiego dochodzi konkluzja, że obecnie rynek jest już tak nasycony wszelkim dobrem, że nie bardzo jest jak konkurować. Wyobraźmy sobie, że wpadam na pomysł napisania kolejnego korektora albo kompresora. Nawet jeśli faktycznie mam jakiś genialny pomysł, który coś tam w jakimś aspekcie poprawi, to kto porzuci FabFilter Pro-Q4 albo sonible smart-EQ4 lub jakiś ulubiony emulator sprzętowego korektora/kompresora używany od lat, i wyda np. 100 euro na mój produkt? Czy ta liczba klientów zapewni mi utrzymanie przez rok lub półtora, żebym mógł napisać kolejną wersję lub inną wtyczkę? Już jakiś czas temu rynek gonił w piętkę kombinując, czy skusić kolejnych kupujących. Z nieba spadły nagle te wszystkie "ajaje" i teraz każdy, kto może, implementuje "ajaja" w swoim produkcie, bo to przez jakiś czas będzie podsycać sprzedaż. Ale kiedy bańka AI się w końcu wypali, co jeszcze będzie można wrzucić do już i tak wyżyłowanych technologicznie narzędzi?
Sam osobiście drżę o przyszłość Fender Studio Pro, który to DAW zaczyna faktycznie coraz bardziej ciążyć w stronę narzędzia dla gitarzystów, zaś liczba problemów od porzucenia logo PreSonus Studio One rośnie - ostatnie dwa update'y musiałem wycofać, bo totalnie psuły mi renderowanie projektów. Problem zgłoszony, dostałem informację, że "poprawią, kiedy poprawią". Drżę o przyszłość Kontakta, bo jednak mam bardzo dużo bibliotek do tego samplera i chociaż mało prawdopodobne jest, by ktoś go od Native Instruments nie wykupił, bo to w sumie taka perła w koronie niemieckiej firmy, ale co z Kontaktem stanie się później? A jeśli w ogóle zostanie porzucony?
Chyba tylko dywersyfikacja może nas uratować - posiadanie oprogramowania różnych producentów, różnych rodzajów, korzystających z różnych rozwiązań...
Takie trochę kasandryczne rozważania mi wyszły - może to wina szarej pogody za oknem, a może momentu bardziej trzeźwego spojrzenia na rynek po kolejnej dozie informacji od Native Instruments. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będzie tak źle, bo - jak mawiał dobry wojak Szwejk - jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
Komentarze
Prześlij komentarz