[K] Fluffy Audio Rinascimento
Na pakiet Rinascimento firmy Fluffy Audio zwróciłem uwagę całe lata temu, chyba jeszcze w czasach pandemii. Pracowałem wtedy nad coverami z "małego Atari" i szukałem rozmaitych brzmień, a zestaw instrumentów średniowiecznych i renesansowych wydawał się bardzo kuszący. Niestety, był bardzo drogi i zrezygnowałem. Pozostałem jednak zapisany do newslettera, chociaż bardziej ze względu na inny produkt tego producenta, chór Dominus Pro. I w drugiej połowie lutego 2026 dostałem wiadomość o sporej obniżce ceny Rinascimento. Z jednej strony bardzo kusząca oferta, zwłaszcza że aż tak głęboko w historię z moimi mock-upami jeszcze nie sięgałem, z drugiej jednak - nie oszukujmy się, to stareńka biblioteka, która miała premierę w 2017 roku. Czy osobie przyzwyczajonej do bogactwa artykulacji VSL czy Orchestral Tools nie będzie tu zbyt "ciasno"? Przekonajmy się.
Dużo i niedużo
Biblioteka po zainstalowaniu na dysku zajmuje około 32GB w skompresowanych plikach "kontaktowych" (bez kompresji jest to podobno około 60GB). Niby sporo, ale jednocześnie to jednak 38 instrumentów więc statystycznie wypada mniej niż 1GB na instrument - a to już nie za dużo. I faktycznie, liczba warstw dynamicznych i liczba artykulacji oraz ujęć mikrofonowych nie poraża. Instrumenty zwykle mają 2-3 artykulacje (długa z wibracją, długa bez wibracji i krótka), a z mikrofonów mamy do dyspozycji trzy - bliski, daleki i taki "pomiędzy".
Ustawień za dużo nie ma - parę artykulacji, trzy ujęcia mikrofonu i parę pogłosów
Można by zatem kręcić nosem, ale znów: wydaje się to być świadoma decyzja twórców, którzy wyszli prawdopodobnie z założenia, że muzyka średniowieczna i renesansowa jednak pełniła zwykle funkcję służebną względem głosu, a akompaniament nie musiał stosować zaawansowanego frazowania i subtelnych przejść tonalnych. Nie do końca się z tym zgadzam, natomiast na jakąś dużą finezję w przypadku Rinascimento liczyć nie możemy.
Można za to samodzielnie przypisać poszczególne kontrolery do własnych pokręteł
Twórcy nie mają podpisanej umowy z Native Instruments, więc biblioteka wymaga pełnej wersji Kontakta i do jej instalacji należy użyć aplikacji Pulse zamiast Native Access. Co za tym idzie, dostęp do poszczególnych instrumentów mamy wyłącznie za pośrednictwem zakładki Files, zamiast standardowego "panelu".
Dostępne instrumentarium
Jako się rzekło, w zestawie dostajemy 38 instrumentów, czyli 2 w kategorii Brass, 7 - Flutes, 5 - Keys, 11 - Lutes, 2 - Percussion, 8 - Reeds i w końcu 4 w kategorii Strings.
Instrumentów jest całkiem sporo
Każdy instrument posiada niewielki zestaw ustawień, takich jak proporcje między trzema sygnałami mikrofonowymi - Close, Mid i Far. Da się też sterować pogłosem (lub go wyłączyć), a do każdej artykulacji istnieje też specjalny edytorek (a nawet dwa):
Edytor długich artykulacji...
...i krótkich
Jeśli komuś bardzo zależy, przyciskiem plusa może dodać i zdefiniować swoją własną artykulację, chociaż możliwości za dużo nie ma.
Co do jakości instrumentów - według mnie jest całkiem dobrze, o ile mogę się wypowiadać jako kompletny laik w temacie muzyki renesansowej i średniowiecznej. Czytałem zarzuty w kierunku Rinascimento, że jest za mało "epicka", ale moim zdaniem to bardzo dobrze. Nagranie wykonane tą biblioteką można łatwo przepuścić przez kompresory, saturatory, pogłosy i sprawić, by brzmiało "potężnie" - gdyby jednak to brzmienie było od razu takie, a chciałoby się nagrać coś realistycznego, byłby większy kłopot.
Przykłady dźwiękowe i pierwsze wrażenia
Pierwszym utworem, który przygotowałem za pomocą Rinascimento, jest "Bransle de la Torche" Michaela Praetoriusa:
Słychać tu jeszcze spore nieobycie z biblioteką, chociaż starałem się jak mogłem, by brzmiało to "renesansowo".
To, co mnie początkowo zaskoczyło podczas pracy, to słaba wrażliwość długich artykulacji na działanie parametru CC1 (modulacja). Tradycyjnie parametr ten odpowiada za dynamikę, a tutaj działo się to w bardzo niewielkim stopniu. Dopiero wejście w ustawienia instrumentu rozjaśniło mi w głowie - zobaczyłem bowiem parametr Dynamic range, którym można sobie wyregulować zakres dynamiki.
Warto zajrzeć na zakładkę ogólnych ustawień instrumentu
Za to nie przekonało mnie działanie "symulowanego vibrato", który można sobie włączyć w opcjach artykulacji legato. Niby jest tam jakaś regulacja amplitudy i częstotliwości, ale tak naprawdę, gdyby chcieć symulować prawdziwe vibrato, parametrów powinno być więcej, jak choćby czas ataku, szybkość narastania czy zanikania. W tej postaci mogę polecić tylko subtelne wartości, a najlepiej po prostu vibrato wyłączyć. Nie powinno to obniżać realizmu utworów, bo w renesansowych kompozycjach vibrato traktowano raczej jako krótki ozdobnik, a nie trwały element brzmienia.
Drugim przykładem był test dostarczonych z Rinascimento organów:
Utwór z epoki, a jakże, czyli Cavazzoni i jego "Canzon sopra 'Il est bel et bon'". Same organy zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Mamy do dyspozycji i główne organy, i pozytyw, można zmieniać rejestry i chociaż sam sampling organów nie zachwyca (chyba mają względnie mało próbek na klawisz), to coś tam jednak da się nagrać, a jako akompaniament sprawdzą się wyśmienicie.
Mam jeszcze jedno nowe wrażenie - paradoksalnie więcej pracy przy mock-upie. Naiwnie wydawało mi się, że pójdzie wszystko szybko i gładko, bo wybrane utwory były krótkie, brzmiały prosto, a partytury miały zwykle 4-5 głosów, więc czym to jest przy siedmiu minutach kilkunastościeżkowej aranżacji orkiestrowej? Jak to bywa, życie dało mi po nosie praktycznie od razu: po pierwsze, nieznajomość instrumentów i sposobu ich użycia (wszystkiego się trzeba nauczyć!), a po drugie... basso continuo. Słynny bas cyfrowany, obecny w większości dostępnych mi partytur renesansowych, który wymaga opracowania, jeśli chcemy zagrać jakiś utwór z towarzyszeniem lutni, organów czy klawesynu. W tamtych czasach nie zapisywało się pełnej partii takich akompaniujących instrumentów, a muzycy "domyślali się" akordów na podstawie nut basowych i widniejących pod nimi cyfr, oznaczających odpowiednie interwały. Tworzenie akompaniamentu na podstawie basso continuo nie jest wcale takie trywialne i ciągle sprawia mi mnóstwo problemów, stąd kolejne utwory z tego okresu będą pojawiały się chyba sporadycznie...
Podsumowanie
Wypada na koniec odpowiedzieć na pytanie, czy warto inwestować w Rinascimento? Przy obniżeniu ceny poniżej 200 dolarów - rzecz wydaje się warta grzechu, jednak w standardowej cenie 300 dolarów jest ona zwyczajnie bardzo droga i osobiście nie wiem, czy nie lepiej przyjrzeć się zestawowi EastWest Fantasy, który może nie jest biblioteką "historyczną", ale jeśli ktoś ma plan nagrać muzykę "w stylu Wiedźmina 3", to jak najbardziej się ten zestaw nada, a w dodatku da się go kupować sekcjami, po ok. 50 dolarów sekcja.
Spełniłem zatem jedno ze swoich dawnych zamierzeń, żeby tę bibliotekę mieć w zbiorach, ale trudno przewidzieć, jak często będzie wykorzystywana, bo akurat EastWest Fantasy mam również.







Komentarze
Prześlij komentarz