sobota, 3 października 2020

[T] PreSonus - Studio One 5

Minęło kilka miesięcy i oto mogę przedstawić (nareszcie) choć pobieżny test nowego Studio One 5. No dobrze, nowego już pewnie tylko dla mnie, ale lepiej późno niż wcale. Wprawdzie nagrywania retrospektywnego nadal nie ma, ale już powoli tracę nadzieję, że się ono tutaj kiedykolwiek pojawi. Widocznie drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych funkcjonalności to za mało dla programistów z PreSonusa... Na szczęście są inne funkcje, które przemawiają za aktualizacją, zwłaszcza że nie jest ona już tak droga jak na początku.

Artykulacje i KeySwitches

O, to moja ulubiona funkcja w "piątce". Wreszcie zrobiono dobrze przełączanie artykulacji! Wprawdzie w Cubase też to jest (pamiętacie mapy ekspresji?), ale zrobione gorzej, w bardziej zagmatwany sposób i w dodatku nie działa ze 100% skutecznością (niestety!). Tutaj wyszło idealnie - nie dość, że stworzenie nowego mapowania dla konkretnego instrumentu to kwestia chwil (dosłownie - program nawet podpowiada kolejne nuty, trzeba tylko wpisać nazwy!), to jeszcze sam edytor przełączania jest genialny w swej prostocie.

W Cubase porobiono osobne wiersze na każdą artykulację, co w efekcie nie tylko utrudnia edycję (ciężko trafić w odpowiedni wiersz), ale też powoduje, że im więcej artykulacji, tym trudniej ogarnąć, co się dzieje w edytorze. Tutaj wiersz jest jeden, więc nie ma wątpliwości, która artykulacja działa w danej chwili. Co więcej, artykulacje są przełączane normalnie, nutkami, które widać w piano roll, lecz są one umieszczone na wyróżnionym tle i nie podlegają np. transpozycji razem z resztą nut. Te nuty ze "specjalnego obszaru" są transmitowane do instrumentu zawsze PRZED pozostałymi nutami, więc nie trzeba już kombinować z "mikroprzesunięciami", żeby mieć pewność przełączenia (czyli że nutka "przełączająca" dojdzie do instrumentu przed nutami "dźwiękowymi"). I to rzeczywiście działa, jeszcze nigdy mnie to przełączanie artykulacji nie zawiodło jak dotąd, czego nie można powiedzieć o cubase'owym rozwiązaniu.

Sceny

Sceny, o których teraz piszę, nie mają wiele wspólnego z modułem Show, którym notabene nawet się specjalnie nie interesowałem do tej pory. Chodzi o zapis ustawień miksera i poszczególnych kanałów. Jest to kolejne genialne w swojej prostocie rozwiązanie, wręcz idealne do miksowania i masteringu. Chodzi o banalną rzecz - miks polega głównie na wypróbowywaniu kolejnych wariantów; tę ścieżkę ściszamy, tamtą pogłaśniamy, tu dodajemy jakiś efekt, tam zmieniamy konfigurację innego. Rzecz w tym, że jeśli dojdziemy do wniosku, że przekombinowaliśmy, to jest już zwykle ciężko coś odkręcić, bo zwyczajnie nie pamiętamy wszystkich wykonanych kroków. Teraz jednak możemy w każdej chwili utrwalić wariant miksu, po prostu tworząc coś w rodzaju nazwanego "punktu przywracania". Jeśli coś poszło nie tak, wracamy do niego i szukamy innej drogi. Można też wykorzystać tę funkcję do porównywania dwóch różnych sposobów miksu, z których każdy wymaga wykonania wielu kroków i nie da się sprawdzić prostym cofnij/ponów. Bardzo dużą zaletą jest to, że można z zapisanej "sceny" przywrócić ustawienie tylko zaznaczonych kanałów.

Wtyczki

Producent podrasował graficznie (i pewnie nie tylko) także wbudowane wtyczki - i faktycznie, wyglądają całkiem ładnie. PreSonus chwali się też na prawo i lewo nowym efektem typu delay, ale - choć faktycznie wygląda on całkiem sympatycznie - dałem już sobie spokój z korzystaniem z wtyczek "DAWowych" (przy ewentualnym przenoszeniu utworu z jednego DAWa do drugiego, co mi się często zdarza, są później problemy z przeniesieniem ustawień). Trzeba to jednak zapisać na plus, zwłaszcza że presonusowe efekty są w mojej opinii bardzo dobre i szkoda, że nie ma możliwości zainstalowania ich jako zwykłych wtyczek VST.

Nutki

Wbudowano wreszcie w Studio One edytor nutowy i to całkiem niezły, prawdopodobnie jest to zresztą część drugiego ważnego produktu PreSonusa, czyli Notion. Edycja w nim jest całkiem przyjemna, można nawet włączyć czarne tło z białymi znakami. W mojej ocenie jednak, przydatność tego edytora jest nijaka z jednego powodu - otóż z zapisem nutowym nie da się nic zrobić! Ani wydrukować, ani wyeksportować np. do pliku PDF. Co najwyżej można sobie pozrzucać screenshoty jakimś zewnętrznym programem. Być może funkcja zapisu pojawi się w przyszłości, a na razie jeszcze nie zdążono tego zrobić, ale póki tego nie będzie, to zabawa nutami ma niewielki (poza edukacyjnym) sens.

Poprawki i ułatwienia

Nowa wersja poprawiła to i owo, jeśli chodzi o stabilność. Na razie nie udało mi się zawiesić jej ani za pomocą Omnisphere (choć czuję, że to tylko kwestia czasu), ani za pomocą utworu z "Gry o tron" (w wersji 4.6 80% przypadków wczytania tego utworu, odtworzenia i zamknięcia kończyło się pięknym "zwisem").

Cieszą drobne ułatwienia w rodzaju kolorowania pasków instrumentów na ten sam kolor, który jest przypisany do ścieżki - aż się zdziwiłem, jak to pomaga! Rzecz w tym, że Studio One wyświetla wszystkie instrumenty w jednym oknie z zakładkami i często okazywało się, że zmieniałem ustawienia nie tego instrumentu, o którym myślałem. Teraz kolor paska "alarmuje", że klikam w tym, w czym nie powinienem. Mała rzecz, a cieszy.

Bardzo fajny jest edytor obwiedni głośności dla wczytanych klipów dźwiękowych. Jeśli jakiś fragment klipu jest ciut (albo mocno) za głośni/cicho, można zwyczajnie myszką obniżyć/podnieść głośność w wybranym miejscu - aż dziwne, że podobnej krzywej nie ma np. w WaveLabie!

Wersja warta grzechu

Ostatecznie wersja 5 nie jest zła - oprócz wymienionych funkcjonalności jest przecież szeroko reklamowany tryb Show, jest szereg różnych usprawnień (na przykład posiadacze kontrolerów Roli Seaboard będą zachwyceni obsługą poly pressure i MPE, wielbiciele zewnętrznych efektów pokochają nowe kanały AUX). Całość działa całkiem sprawnie i choć interfejs użytkownika nie zmienił się znacząco, pomijając wtyczki, uznaję to za dobre rozwiązanie, bo akurat mnie wygląd Studio One bardzo odpowiada.

Żeby nie ten brak nagrywania retrospektywnego!...

0 komentarze:

Publikowanie komentarza